nauka angielskiego w UK-plakac czy sie smiac???

26.11.05, 00:14
Mieszkam w UK- juz jakis czas...w miejscu gdzie do wyboru jest jeden
college...ku mojej rozpaczy. College ktory jest oczywiscie platny.
Postanowilam jednak ze na jezyku nie bede oszczedzac i rozpoczne nauke w
tejze szkole. Lubie sie uczyc w grupie takze 18 funtow za 2.5 godziny minus
przerwa 15-20 min mnie nie odtraszylo.
Przechodze do sedna...Moj nauczyciel- uwazam ze jest troche do kitu- nie
podoba mi sie jego sposob nauczania poniewaz- przychodzi i zaczyna lekcje od
15 min wstepu na temat tego co bedziemy robili, piszac to jednoczesnie na
tablicy- totalna nuda- nie ucze sie w tym momencie niczego. Przechodzimy do
lekcji jesli akurat zadal prace domowa sprawdza ja ponownie z nami na lekcji
okolo 15-20 min (czyz nie latwiej sprawdzic rozdac i sami mozemy sobie
popatrzec gdzie jest blad) jeszcze lepszy numer gdy np robimy jakies zadanie
a on mowi abysmy sobie sprawdzili je w parach, a potem ponownie sprawdzamy z
nim...w kolko macieju jedno zadanie 25 min. Tysiac razy na kazdej lekcji
powtarza abysmy uzywali rekomendowanego przez niego slownika (matko znam juz
to na pamiec). Gdy laskawie zada nam prace domowa ktorej nigdy nie sprawdza-
robi 20 min objasnienie do pracy domowej pomimo tego ze polecenie jak wol
napisane jest na kartce ktora nam daje. Rozdaje nastepnie kartki z wypisanymi
stronami www- i tlumaczy co na tych stronach mozemy znalezc jak duzo mozemy
sie nauczyc z tych stron i jakie inne benefity z tego bedziemy mieli. Gdzie
jest czas na cos nowego???
A teraz najwazniejsze... co jakis czas sa oczywiscie raporty studentow
dotyczace zadowolenia z kursu. W raporcie ktory wypisalam zaznaczylam te
wszystkie rzeczy o ktorych wyzej pisalam+ kilka innych ktore chialabym aby
znalazly sie na lekcji co pomogloby mi w nauce. Zadna z moich sugestji nie
zostala wzieta pod uwage- pal licho. Dzisiaj bylo kolejne spotkanie z moim
tutorem- sam na sam- wiec mu znowu powiedzialam ze nie jestem zadowolona-
powody jak wyzej- mnostwo straconego czasu ktory mozna wykorzystac- co mi
odpowiedzial na to nauczyciel?... "dlaczego nie pomysle o tym aby zostawic
college i znalezc prywatnego nauczyciela...wow,(on nie moze nic zmienic w
swoim nauczaniu- jedyne rozwiazanie to takie abym ja sie wyniosla) dalej mi
powiedzial, ze moj body language pokazuje ze jestem nie zadowolona z lekcji
(a co ma pokazywac skoro nie jestem?), na to patrza inni studenci i "biora ze
mnie przyklad" i to rozwala mu lekcje, wiec zebym sie zastanowila czy nie
lepiej by bylo zebym znalazla innego nauczyciela (niestety na moim poziomie
on jest jedyny w tej szkole wink
OK- ja wychodze z zalozenia, ze ja mam racje, moj nauczyciel ze on ma racje.
Nie podoba mi sie mnostwo rzeczy ktore dzisiaj uslyszalam. Moja wizja jest
taka:place, wymagam aby mnie uczono dobrze, skutecznie. No i coz robic...co
myslicie na ten temat???
    • ewunia_uk Re: nauka angielskiego w UK-plakac czy sie smiac? 26.11.05, 11:19
      Z tego, co piszesz, wyglada, ze na tym kursie maja taka a nie inna strukture
      zajec, ktorej sie trzymaja. Oczywiscie nie wszystkim bedzie sie to podobalo,
      bo, jak wiadomo, niemozliwe jest kazdemu dogodzic. Jak na moje oko, z tego, co
      opisalas, nie wynika ze lekcje sa jakos razaco zle prowadzone.

      "Place i wymagam", owszem, ale tylko do pewnego stopnia, jesli jest to kurs w
      grupie. Wydaje mi sie, ze w Twojej sytuacji rzeczywiscie najlepszym
      rozwiazaniem sa lekcje prywatne.
    • roza06 Re: nauka angielskiego w UK-plakac czy sie smiac? 26.11.05, 13:49
      Mój kurs wyglada podobnie. Ale ja uwazam że to ma sens. W nauce angielskiego
      czy jakiego innego języka najwazniejsze jest ciagłe powtarzanie co z tego że
      raz się czegos nauczysz, przejdziesz do nastepnego tematu i po kilku lekcjach
      pewne rzeczy wylatuja z głowy. Ja tez czasami nudze sie na lekcjach ale uwierz
      to ma sens. Jezeli to ci nie pasuje to może faktycznie powinnaś pomysleć o
      prywatnych lekcjach albo może zmienic poziom na wyższy.
      powodzenia z dalszej nauce.
    • natalia.brzeska Re: nauka angielskiego w UK-plakac czy sie smiac? 26.11.05, 16:37
      Musisz wziąć pod uwagę, ze nauczyciele angielski, aby uczyć obcokrajowców robią
      weekendowy kursik i już mają do tego uprawnienia. Polscy nauczyciele, często
      studiują trzy lata (czasami nawet dłużej) na studiach nauczycielkisch, gdzie
      mają mnóstwo zajęć z metodyki (czyli z tego JAK uczyć), pedagogiki, a także co
      najmniej 150 godzin praktyk w szkole pod okiem doświadczonego nauczyciela. Są
      obserwowani przez metodyków, więc dostają odpowiedni "feedback" dzięki czemu są
      ODPOWIEDNIO przygotowani do zawodu nauczyciela.
      Nie dziw się więc z poziomu Twoich zajęć. Sama uczyłam w szkole językowej w UK
      i słyszałam jak Brytyjczycy uczą. Oni po prostu nie mają pojęcia jak to się
      robi. Często przed zajęciami siedzą nad książką do gramatyki i uczą się
      zagadnień na daną lekcję. Nie mają pojęcia jak wytłumaczyć ucznion np non-
      defining i defining relative clauses czy różnicy między różnymi mixed
      conditionals, ich budowa czy zastosowaniem, itp. itd.

      Jedyną alternatywą jest jakaś uczelnia, na której są pre-sessional courses.
      Tam, poziom zazwyczaj jest wyższy, jednak cena też jest odpowiednio wyższa.
      Zajęcia prywatne to wydatek ok 20 GBP za godzinę. Ale pewnie sama wiesz, jak
      trudno znaleźć odpowiedniego nauczyciela. Gdybyś już się na to zdecydowała i
      miałby to być Brytyjczyk, to szukaj takiego z kwalifikacjami MA TEFL i
      doświadczeniem w renomowanych szkołach.
      Pozdrawiam i powodzenia w nauce!
      • ewunia_uk Re: nauka angielskiego w UK-plakac czy sie smiac? 27.11.05, 10:18
        Wydaje mi sie, ze za bardzo uogolniasz. Owszem, w tanich szkolach jezykowych,
        od ktorych roi sie np. w Londynie, ucza pewnie ludzie przypadkowi, bez
        odpowiedniego przygotowania. Zreszta watpie, czy w ogole sa to w wiekszosci
        Brytyjczycy. Natomiast nie wydaje mi sie, zeby w panstwowym college'u
        zatrudnili kogos "po weekendowym kursie". Poza tym, College na pewno ma system
        quality assurance i nie jest to tak, ze lekcje nie sa sprawdzane itp.

        Z opisu powyzej ja nie zauwazylam jakis razacych bledow w prowadzeniu lekcji.
        A to, ze nie wszystkim w grupie taki a nie inny styl zajec odpowiada, to jest
        juz osobna sprawa.

        natalia.brzeska napisała:

        > Nie mają pojęcia jak wytłumaczyć ucznion np non-
        > defining i defining relative clauses czy różnicy między różnymi mixed
        > conditionals, ich budowa czy zastosowaniem, itp. itd.

        A powiedz mi, ile razy na dzien (ba, ile razy w zyciu??) native speaker uzyje
        mixed conditional? A nawet, ile razy spotka te konstrukcje w slowie pisanym?
        I po jakiego grzyba ta wiedza komus, kto sie uczy angielskiego nie jako
        filolog, ale jako codzienny uzytkownik jezyka??

        O poziomie nauczania jez. angielskiego w Polsce najlepiej swiadcza
        przyjezdzajacy do UK Polacy, niekorzy po kilkunastu (!!) latach nauki jezyka.
        Niektorzy nawet po filologii angielskiej, bo i takich sie spotyka (czyli
        teoretycznie z kwalifikacjami do nauczania innych nieszczesnikow!).
        Najprostszej zyciowej rozmowy nie potrafia przeprowadzic, ale na pewno mixed
        conditionals i relative clauses maja w malym paluszku wink) A np. taki mlody
        Holender, Norweg, Niemiec czy nawet Francuz przyjezdza i sie swobodnie w tej
        sferze jezykowej porusza, nawet jesli jest to ich pierwszy pobyt w UK.
        • natalia.brzeska Re: nauka angielskiego w UK-plakac czy sie smiac? 27.11.05, 12:39
          ewunia_uk napisała:

          > Wydaje mi sie, ze za bardzo uogolniasz. Owszem, w tanich szkolach
          jezykowych,
          > od ktorych roi sie np. w Londynie, ucza pewnie ludzie przypadkowi, bez
          > odpowiedniego przygotowania. Zreszta watpie, czy w ogole sa to w wiekszosci
          > Brytyjczycy. Natomiast nie wydaje mi sie, zeby w panstwowym college'u
          > zatrudnili kogos "po weekendowym kursie". Poza tym, College na pewno ma
          system
          >
          > quality assurance i nie jest to tak, ze lekcje nie sa sprawdzane itp.


          Mój przykład jest z bardzo dobrej szkoły językowej w Oxfordzie...


          > Z opisu powyzej ja nie zauwazylam jakis razacych bledow w prowadzeniu
          lekcji.

          Za dużo jest TTT (Teacher Talking Time), to po pierwsze. Po drugie, straszne
          marnowanie czasu. Są dwa poważne błedy.



          > natalia.brzeska napisała:
          >
          > > Nie mają pojęcia jak wytłumaczyć ucznion np non-
          > > defining i defining relative clauses czy różnicy między różnymi mixed
          > > conditionals, ich budowa czy zastosowaniem, itp. itd.
          >
          > A powiedz mi, ile razy na dzien (ba, ile razy w zyciu??) native speaker uzyje
          > mixed conditional? A nawet, ile razy spotka te konstrukcje w slowie
          pisanym?
          > I po jakiego grzyba ta wiedza komus, kto sie uczy angielskiego nie jako
          > filolog, ale jako codzienny uzytkownik jezyka??

          W grupach egzaminacyjnych, niestety jest to potrzebne. Owszem, jeśli ktoś chce
          się tylko nauczyć mówić, tego nie potrzebuje, jednak gdy już ktoś chce podejsć
          do jakiegoś egzaminu, to niestety, znajomość gramatyki jest sprawdzana.

          > O poziomie nauczania jez. angielskiego w Polsce najlepiej swiadcza
          > przyjezdzajacy do UK Polacy, niekorzy po kilkunastu (!!) latach nauki
          jezyka.
          > Niektorzy nawet po filologii angielskiej, bo i takich sie spotyka (czyli
          > teoretycznie z kwalifikacjami do nauczania innych nieszczesnikow!).
          > Najprostszej zyciowej rozmowy nie potrafia przeprowadzic, ale na pewno mixed
          > conditionals i relative clauses maja w malym paluszku wink)


          No a teraz, to Ty uogólniasz...
          • aniek133 Re: nauka angielskiego w UK-plakac czy sie smiac? 27.11.05, 18:27
            No, to i ja sie dolacze do dyskusji. Zwlaszcza, ze mam calkiem juz spore
            doswiadczenie w kwestii uczenia sie anielskiego w UK.
            Obecnie uczeszczam na dwa kursy: do college'u i na kurs uniwersytecki i kazdy z
            nich mi sie podoba w 60%. Znaczy to, ze ani nie jestem do konca zadowolona, ani
            tez tak bardzo niezadowolona, zebym miala rezygnowac.
            Na poczatku, gdy zaczelam sie tutaj uczyc to bylam po prostu zachwycona i nadal
            jestem bardzo zadowolona. Chodzilam na full time i mialam roznych nauczycieli,
            lepszych i gorszych. W domu raczej sie juz sama nie uczylam. Wszystko wynioslam
            ze szkoly. W zyciu zadna szkola nie nauczyla mnie tyle i to bez zadnego
            wiekszego wysilku z moje strony (czytaj: wkuwania slowek, sleczenia nad
            gramatyka).
            Ale jakies zastrzezenia zawsze mialam. A to, ze za duzo gier i zabaw (jak w
            przedszkolu), a to za duzo gadania o niczym, za malo nowego materialu,
            marnotrawienie czasu itd. A jednak sie nauczylam.
            Trzeba sobie powiedziec, ze nie ma idealnej lekcji i idealnego nauczyciela -
            szczegolnie takiego, ktory bylby idealny dla kazdego w kilkunastoosobowej
            grupie doroslych ludzi.
            Ale czasem tez sobie mysle, ze moze prywatne lekcje - takie pod katem tego,
            czego najbardziej potrzebuje, bylyby idealnym rozwiazaniem. Tylko, ze to
            kosztuje i nie jest tak przyjemne i ciekawe jak w grupie (dla mnie,
            oczywiscie).
            A przygotowanie nauczycieli cenie bardzo wysoko. Swietnie tlumacza, potrafia
            wyjasnic nawet najbardziej skomplikowana kwestie. Czasem sobie mysle, ze ja bym
            chyba nie potrafila tak nauczac w moim ojczystym jezyku jak oni to robia w
            swoim.
            Co do tygodniowych czy kilkudniowych kursow przygotowawczych - pierwsze o
            takich slysze. Z tego, co wiem (a moze niezbyt dobrze) to jest to minimum rok.
            Wielu nacyzcieli, z ktorymi mialam do czynienia spedzilo cale lata na nauczaniu
            angielskiego w roznych krajach (w Hiszpanii, Wloszech, Turcji, a jeden nawet 5
            lat spedzil w Warszawie). Byc moze najwazniejsze jest doswiadczenie i moze
            niektorym nauczycielom tego brakuje. Pamietajmy o tym, ze rozniez w naszym
            kraju studia koncza nierzadko ludzie, ktorzy w ogole nie powinni ich ukonczyc.
            Mamy nauczycieli, ze pozal sie Boze.... Ja nie mialam do czynienia na poziomie
            szkoly podstawowej i sredniej z ani jednym dobrym nauczycielem i nie mowie
            tylko o jezyku obcym. Nie wymagajmy, zeby kazdy byl swietny, bo tak nigdy nie
            bedzie. A jesli trafimy na zlego nauczyciela, najlepiej bedzie go nie zmienic -
            bo to sie nie uda, ale wymienic na lepszego smile

            P.S. Rozumiem, ze kazdy ma prawo nadac dowolny tytul swojemu watkowi, ale
            powyzszy nie przypadl mi do gustu.... Dlatego, ze w UK jest naprawde mnostwo
            mozliwosci nauki i to, ze ktos trafil na zlego nauczyciela nie powinno ukazywac
            w negatywnym swietle calego systemu. Pomijajac juz to, ze wiele kursow jest w
            ogole bezplatnych.
            Jezeli skarze sie na obsluge w sklepie X to nie twierdze zaraz, ze obsluga we
            wszystkich sklepach w UK jest do niczego.
            • natalia.brzeska Re: nauka angielskiego w UK-plakac czy sie smiac? 27.11.05, 19:18
              aniek133 napisała:

              > Co do tygodniowych czy kilkudniowych kursow przygotowawczych - pierwsze o
              > takich slysze.

              Tego jest zatrzęsienie w UK. TEFL Certificate (Teacher of English as a Foreign
              Language) lub CELTA (pierwsze kwalifikacje do nauki angielskiego) można zrobić
              w weekend.

              20-hour: Weekend TEFL course
              (Weekend Certificate)
              Two days over one weekend - you'll enjoy a fun, interactive and high-impact
              course. This certification provides the introductory level of knowledge and
              certification needed to teach English abroad. The Weekend course gives you the
              chance to work in front of a group and interact with others in a simulation
              class setting.

              Saturday (9am - 8pm)

              Introduction and warmers
              Classroom management
              An introduction to grammar
              A foreign language lesson: how it feels
              Elicitation techniques
              Using the blackboard
              Functions: what we do with language
              Level checks: ensuring students get the right tuition
              Practice activities: guiding students in language use
              Free practice activity: letting students communicate
              Teaching practice preparation
              First teaching practice & feedback
              Sunday (9am - 6pm)

              Drama and role play
              Pronunciation & Intonation
              Reading & Listening: teaching comprehension skills
              Grammar: tenses and time
              Error correction: getting the most out of your students
              Final teaching practice preparation
              Final teaching practice & feedback
              Employment in TEFL: career options

              Po takim kursiku już można uczyć obcokrajowców...
              • aniek133 Re: nauka angielskiego w UK-plakac czy sie smiac? 27.11.05, 19:26
                No, ladnie... Tak mi sie akurat nasunelo, ze zastanawiam sie jak te wygorowane
                wymagania co do nauczania angielskiego jako jezyka obcego maja sie do wymagan
                jakie stawia sie np. kandydatom na stanowisko asystenta nauczyciela chocby na
                najnizszym szczeblu nauczania.... Wyglada na to, ze obcokrajowcow moze uczyc
                byle kto smile
                Wiem, ze wielu nauczycieli, z ktorymi ja sie spotkalam studiowalo filologie
                (roznych jezykow, jak rowniez angielska - jesli tak to moge okreslic), a ten na
                uniwersytecie jest lingwista.
                Swoja droga moze np. na ESOL nie potrzeba miec nie wiem jakich kwalifikacji...
                Ech, co ja sie tym bede przejmowac- mam nadzieje, ze madrzejsi ode mnie
                wymyslili ten system!
              • ewunia_uk Re: nauka angielskiego w UK-plakac czy sie smiac? 27.11.05, 21:56
                natalia.brzeska napisała:

                >
                >
                > Po takim kursiku już można uczyć obcokrajowców...

                Obcokrajowcow mozna uczyc i bez tego... Zapomnialas tylko dodac, ze ten 20-
                godzinny kurs to jest introductory cerficate, i zaden panstwowy college Cie z
                tym nie przyjmie.
              • hanula Re: nauka angielskiego w UK-plakac czy sie smiac? 27.11.05, 23:57
                > This certification provides the introductory level of knowledge and
                > certification needed to teach English abroad.
                <cut>
                > Po takim kursiku już można uczyć obcokrajowców...

                No, z tego, co zacytowałaś, nie wynika, że obcokrajowców, tylko że za granicą. W
                szkole średniej jeździliśmy na obozy językowe, tam byli natywni z krajów
                angielskojęzycznych; każde zajęcia prowadził wykwalifikowany nauczyciel przy
                asyście młodego natywnego (nastolatka albo studenta). Podejrzewam, że kursy tego
                typu są pomyślane właśnie jako przygotowanie dla takich osób.
    • ewunia_uk Re: nauka angielskiego w UK-plakac czy sie smiac? 27.11.05, 19:01
      Wydaje mi sie tez, ze dla osob uzdolnionych jezykowo, lub po prostu majacych
      duze doswiadczenie w studiwaniu lub uczeniu sie czegokolwiek, nauka na kursie
      bedzie z reguly zbyt wolna, bo oni musza sie dostosowac do
      przecietnego "kursanta". A na kursie, jak wiadomo, moga sie znalezc rozne
      osoby, bez talentu do jezykow, lub ktore ostatnio sie uczyly czegokolwiek
      kilkadziesiat lat temu...
    • bianka2004 Re: nauka angielskiego w UK-plakac czy sie smiac? 27.11.05, 20:48
      Dziekuje, za wszystkie posty. Natalia- wiem ze uczysz angielskiego dlatego
      bardzo prosze cie o porade. Czy moglabys mi powiedziec jak u ciebie w szkole
      wyglada sprawa feedback??? Czy student nie ma prawa pokazac ze jest
      niezadowolony i negatywnie ocenic sposob prowadzenia zajec??? Czy odpowiedz
      nauczyciela na feedback negatywny powinna byc taka aby student zostawil
      college??? Czy feedback jest wskazowka dla nauczyciela, co studenci lubia a
      czego nie i w jakim kierunku powinien ukladac przebieg swoich zajec??? Po co
      wlasciwie jest feedback???
      Do Ani- a w szczegolnosci do jej ps.- niestety gdybym wpisala pelny adres mojej
      miejscowosci, adres college do ktorego uczeszczam nie zmiesciloby sie to w
      tytule. A ze jest to forum dla wszystkich ktorzy przebywaja "Z dala od Polski"-
      musialam w tytule wpisajc UK- bardzo przepraszam za zgeneralizowanie problemu,
      oczywiscie zdaje sobie sprawe ze w UK sa lepsze i gorsze szkoly oraz lepsi i
      gorsi nauczyciele. Chcialam jednak zaznaczyc, ze w miejscu w ktorym mieszkam
      jest jeden college i jedna grupa na moim poziomie...a co za tym idzie nie mam
      wyboru. Moge poszukac lekcji prywatnych ale jak zaznaczylam w pierwszym poscie,
      lubie uczyc sie w grupie. Poza tym moje desperacyjne dazenie do wykorzystania
      czasu na zajeciach w 100% jest spowodowane tym, ze na zajecia chodze raz w
      tygodniu (dlatego nie satysfakcjonuje mnie 60% zadowoleni)i place za to 18
      funtow - dla mnie jest to duzo, zwlaszcza wowczas gdy czuje ze wiele czasu z
      tych 2 godzin przelatuje bez sensu.
      Napisalam ten watek, poniewaz bylam bardzo zaskoczona reakcja mojego tutora na
      negatywna ocene z mojej strony jego zajec. Czy nauczyciel pytajac o feedback
      oczekuje tylko pozytywnych wrazen ze swoich lekcji??? Co mialam zrobic klamac
      ze jest wszystko ok skoro nie jest??? Nie podoba mi sie, sposob podejscia do
      sprawy...Sama jestem z wyksztalcenia nauczycielem i wiem ze gdybym miala
      podobny problem probowalabym dojsc z uczniem do porozumienia w stylu"ok tego
      nie moge dla ciebie zrobic, bo system szkoly jest taki nie inny,ale o tym
      mozemy pogadac z innymi studentami jesli wszyscy sa podobnego zdania cos z tym
      zrobimy" nie rozumiem odpowiedzi nauczyciela "jak ci sie nie podoba to sie
      wynos". Uwazam tez ze przy systemie dwoch godzin tygodniowo prace domowe sa jak
      najbardziej potrzebne powinny byc sprawdzane itd, a minuty dotyczace
      wyjasniania rzeczy zapisanych ponownie na kartkach ograniczone do minimum...itd
      itp dziekuje za wszystkie posty i wskazowki.
      PS chodzi mi tez o to czy powinnam skulic po sobie uszy i odejsc z college czy
      tez "walczyc" o swoje. Dodam, ze kilka osob z mojej grupy jest
      niezadowolnonych, czesc jest znudzonych, czesci to wisi lub moze im sie podoba-
      nie wiem. Nie chce jednak angazowac sie w przewodnika strajku, chce zalatwiac
      sprawe indywidualnie- jako moj osobisty problem a nie problem calej grupy.
      Jeden z nauczycieli w tej szkole doradzil mi i jeszcze jednej dziewczynie z
      Czech abysmy napisaly do babki pracujacej w college i poinformowaly o tej
      sprawie- nie podobo mi sie sprawa donoszenia. Moze macie jakis inne pomysly
      rozwiazania tego problemu. Natalia oraz inne dziewczyny pracujace w szkole
      prosze was o rady.
      • natalia.brzeska Re: nauka angielskiego w UK-plakac czy sie smiac? 27.11.05, 21:28

        W szkole musi być jakiś Director of Studies (DOS) i to do niego powinno się
        pójść z uwagami. Najgorzej jeśli DOS'em jest akurat ten nauczyciel... Wtedy
        pozostaje rozmowa z Principal. Wydaje mi sie, że własnie lepiej porozmawiać niż
        pisać pismo. Rozmowę z nauczycielem już bym sobie darowała. W szkole, w której
        ja pracowałam uczniowie wypełniali ankiety dot. pracy nauczyciela, szkoły itp.
        DOS bardzo zwracała uwagę na to, co piszą uczniowie. Przy jakiejkolwiek
        negatywnej (a także pozytywnej smile uwadze rozmawiała z nauczycielem.

        Jak już ktoś napisała (aniek, bodajże) trudno zadowolić wszystkie 15 osób w
        grupie. Każdy ma swój własny sposób uczenia się, własne cele i wymagania, więc
        to jest po prostu niemożliwe. Jednak, gdy nauczyciel mówi "Wynoście się" do
        uczniów, to znaczy, ze coś jest nie tak. Gdyby taka sytuacja zaszła w szkołach,
        w których pracowałam, taki nauczyciel od razu zostałby zwolniony.
        • bianka2004 Re: nauka angielskiego w UK-plakac czy sie smiac? 27.11.05, 21:53
          natalia, dziekuje za expresowa odpowiedz - te "wynos sie"- w duzym ""-
          dokladnie powiedzial abym moze poszukala sobie lekcjii prywatnych i ze mam
          jeszcze troche czasu do konca semestru- jednak w tym powiedzeniu widzialam duza
          nerwowosc z jego strony i brak checi do jakichkolwiek zmian z jego strony.
          Raport o ktorym mowisz mial miejsce rowniez u mnie w szkole- i przypuszczam ze
          od tego wszystko sie zaczelo. Ankieta byla niby anonimowa ale mysle ze bardzo
          latwo sie domyslec kto byl autorem. Dwa zajecia pozniej, czyli w zeszly piatek
          okazolo sie ze moje body language pokazuje ze nie jestem zadowolona, dalej ze
          przez to rozwalam zajecia dalej ze powinnam zastanowic sie na poszukaniem zajec
          indywidualnych. Dodam, ze w nigdy na zajeciach nie pokazalam, ze chce dominowac
          nad grupa, ze nie chce z nia wspolpracowac oraz nigdy nie twierdzilam ze tylko
          ja mam racje. Idac na rozmowe z tutorem bylam nastawiona na dialog, jedyna
          odpowiedzia na to ze mu powiedzialm ze to i to mi sie nie podoba bylo abym
          wybrala zajecia indywidualne, nie moge tego zrozumiec. Wydaje mi sie ze moj
          tutor boi sie klopotow i probuje sie mnie pozbyc, ale swoim zachowaniem po
          prostu mnie denerwuje, nie sadze abym z nim wygrala, chodzenie do niego na
          zajecia nie ma sensu, a jednoczesnie bardzo bym chciala uczyc sie angiesliego w
          grupie. Jest to dla mnie trudna sytuacja.
    • hanula Re: nauka angielskiego w UK-plakac czy sie smiac? 28.11.05, 00:15
      Szczerze mówiąc, na podstawie tego, co napisałaś, trudno jest wyciągnąć jakieś
      wnioski co do sposobu prowadzenia zajęć. Piszesz:

      > Przechodzimy do
      > lekcji jesli akurat zadal prace domowa sprawdza ja ponownie z nami na lekcji
      > okolo 15-20 min

      A potem:

      > Gdy laskawie zada nam prace domowa ktorej nigdy nie sprawdza-
      > robi 20 min objasnienie do pracy domowej pomimo tego ze polecenie jak wol
      > napisane jest na kartce ktora nam daje.

      Czyli zadaje te prace domowe czy nie? Sprawdza je dwukrotnie, jak wynika z
      pierwszego zdania, czy nie sprawdza ich wcale, jak wynika z drugiego?

      Niektóre z pozostałych twoich stwierdzeń też wydają mi się niejednoznaczne, np:

      > przychodzi i zaczyna lekcje od
      > 15 min wstepu na temat tego co bedziemy robili, piszac to jednoczesnie na
      > tablicy - totalna nuda- nie ucze sie w tym momencie niczego.

      Mimo że wszystko to dzieje się po angielsku?

      > jeszcze lepszy numer gdy np robimy jakies zadanie
      > a on mowi abysmy sobie sprawdzili je w parach, a potem ponownie sprawdzamy z
      > nim...w kolko macieju jedno zadanie 25 min.

      Praca w parach daje każdemu uczniowi okazję do mówienia po angielsku.
      Sprawdzenie z nauczycielem daje każdemu uczniowi okazję upewnienia się, że
      zadanie zostało wykonane poprawnie.

      > Rozdaje nastepnie kartki z wypisanymi
      > stronami www- i tlumaczy co na tych stronach mozemy znalezc jak duzo mozemy
      > sie nauczyc z tych stron i jakie inne benefity z tego bedziemy mieli.

      Czyli stara się znaleźć wam inne sposoby nauki języka przez te 6 dni, kiedy nie
      macie zajęć.

      > Zadna z moich sugestji nie
      > zostala wzieta pod uwage

      Może dlatego, że ujęłaś je tak niejednoznacznie, jak w tym poście? A może twoje
      sugestie jednak nie odpowiadałyby większości studentów?

      > "dlaczego nie pomysle o tym aby zostawic
      > college i znalezc prywatnego nauczyciela...wow,(on nie moze nic zmienic w
      > swoim nauczaniu- jedyne rozwiazanie to takie abym ja sie wyniosla)

      Czy nie przesadzasz? Widać, że zależy ci na bardzo intensywnej nauce, a to
      zapewni ci tylko prywatny nauczyciel. Sugestia jak najbardziej na miejscu.

      > powiedzial, ze moj body language pokazuje ze jestem nie zadowolona z lekcji
      > (a co ma pokazywac skoro nie jestem?), na to patrza inni studenci i "biora ze
      > mnie przyklad" i to rozwala mu lekcje

      Nauczanie grupy to nie jest zajęcie łatwe i przyjemne. Doskonale jestem w stanie
      sobie wyobrazić, jak jedna osoba stale ze wszystkiego niezadowolona utrudnia
      prowadzenie zajęć.

      Nie zrozum mnie źle, nie krytykuję cię, tylko z tego, co napisałaś, naprawdę
      trudno jest wyciągnąć jakieś obiektywne wnioski. Przedstawiasz tylko swoją ocenę
      sytuacji i to w sposób bardzo subiektywny i nacechowany emocjonalnie. Ja też w
      swoim życiu miałam bardzo wielu złych nauczycieli, a już na poznańskiej
      anglistyce natywni to była zazwyczaj kompletna strata czasu (zazwyczaj, nie
      zawsze). Ale może spróbuj jednak spojrzeć na sytuację z dystansu i zastanowić
      się, czy te zajęcia są rzeczywiście tak złe, jak je przedstawiasz. I jak się
      czuje twój nauczyciel, który być może stara się jak najlepiej może (choć brakuje
      mu pedagogicznego talentu), a z twojej strony otrzymuje tylko krytykę.

      A może następnym razem rozmawiając z nim spróbuj zacząć od wymienienia tego, co
      ci się w jego zajęciach podoba? Coś pozytywnego w nich przecież jest, skoro
      jeszcze nie zrezygnowałaś.
Pełna wersja