zaba_k1
05.01.06, 11:24
Zaczne od tego, ze nie wiem juz co mam robic. Moj prawie 4-letni Kuba nie
cierpi chodzic do przedszkola i dzieja sie rzeczy, ktore mnie powoli
przerastaja. Zaczal chodzic do szkolnej nursery we wrzesniu i chodzi tylko na
2,5 godziny dziennie. Poczatki byly ciezkie bo jest bardzo do mnie
przywiazany, ale mialam nadzieje ze z kazdym miesiacem bedzie lepiej.
Niestety, od kiedy sie zorientowal, ze choroba oznacza wolnosc od przykrego
obowiazku chodzenia do przedszkola, zaczelo sie na dobre. Kuba jest w stanie
sprowokowac objawy choroby, jak goraczka, czaerwone gardlo, itp, ktore znikaja
w momencie, kiedy jest pewien, ze nie pojdzie. Dochodzi do tego moczenie w
nocy - znika w weekendy, ferie; oraz rozne "strachy", ktorych nie bylo wczesniej.
Lubi dzieci (bez przesady, z doroslymi latwiej nawiazuje kontakt) i w malych
grupach dobrze sobie radzi i jest zadowolony (tylko, ze wtedy ja tez jestem w
okolicy). Mysle, ze problemem najwiekszym jest jezyk angielski, w ktorym nie
jest w stanie sie swobodnie komunikowac a jest strasznym gadula - w zwiazku z
tym odrzuca angielski. Co robic?! W domu mowimy po polsku i nie chcialabym
tego zmieniac bo wydaje mi sie to nienaturalne.
Wiem tez, ze ja nie znosilam przedszkola i zachowywalam sie podobnie, pamietam
jak dzisiaj, ze czulam sie strasznie wyobcowana i tez skutecznie symulowalam,
az zajeli sie mna dziadkowie.
Ale tutaj dziadkow nie ma...
dzisiaj po siwatcznej przerwie byl taki dramat przy moim wychodzeniu, ze nawet
panie nie wiedzialy co robic.
Jakie macie doswiadczenia? pomocy