Rodzice tu, dzieci tam.....

18.02.06, 21:58
Jest mi ostatnio bardzo ciezko. Do tej pory jakos to znosilam, ale chybo mam
coraz mnie sily. Moj maly wyjechal z Londynu we wrzesniu tamtego toku.
pierwszy raz zobaczylam go na swieta i od tamtej pory sie zaczelo.Nie moge
wytrzymac z tesknoty poprostu serce mi rozrywa z bolu mimo,ze teraz staram
sie byc tam co miesiac. Czy to musi tak bardzo bolec? Mamuski podzielcie sie
swoimi uczuciami, przezyciami moze bedzie mi razniej. Pozdrawiam Iza
    • ewarainko Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 18.02.06, 23:05
      Ile maly ma lat?Dlaczego go nie sprowadzisz tutaj?Coraz wiecej osob tak robi.
      • izucha1205 Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 19.02.06, 14:37
        Witam cie Ewarainko! Maly ma 2 latka. A ogolnie sytuacja jest jak dla mnie
        troche trudna.Maly mieszkal z nami tu przez 3 miesiace, ale ciagle byly z nim
        problemy zdrowotne.Nie bylo widac po nim, ze cos jest nie tak. Caly czs byl
        zadowolony, usmiechniet, ale co po chwile mial goraczke nie do zbicia,
        biegunke, az w koncu przestal jesc.A wiesz jak to tutaj z lekarzami ja mu
        mowie,ze dziecko ma biegunke,a on mi na to ze mam podawac mu paracetamol,a
        biegunka sama przejdzie bo to wirus.Moja mama przyjechala mas odwiedzic i
        zaproponowala,ze zabierze Malego na wakacje na jakies 2 lub 3 tygodnie. Dodam
        ze maly jest bardzo zzyty z moimi rodzicami mimo przerwy i nie bylo zadnego
        problemu z wyjazdem. Po kilku dniach przebywania w Polsce mama mowi,ze maly
        zmienil sie nie do poznania. Je wszystko jak szalony, biegunka ustapila i nawet
        nie wspomina o nas.Mama zapytala go kilka razy czy wroci do Anglii do mamy i
        taty to on kategorycznie zaprzeczyl.Jest mi szkoda go tu zabierac bo wiem, ze
        jemu tu nieodpowiada. Jest przyzwyczajony do czego innego, a tu nie moge mu
        tego dac.Moi rodzice maja prywatny dom z ogromnym ogrodem, moj tato ma
        samochody ciezarowe a maly to uwielbia.Poza tym nie mamy zamiaru zostawac tu na
        stale. Mamy do czego wracac w polsce, mamy swoja firme. Tutaj przyjechalismy
        zeby splacic kredyt bo tam nie zarabiamy az tyle i ciezko sie nam zylo. Teraz
        go konczymy i cale zarobione pieniadze beda szly do naszej kieszeni a nie do
        banku. Wiec to jest jedyny powod tego ze tu jestesmy.Najgorsze jest dla nas to
        ze nie mamy tu dziecka, ale za 2 tygodnie znowu lece wiec na jakis czas mi
        starczy.Pozdrawiam
        • ewunia_uk Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 19.02.06, 17:23
          Chyba zadne pieniadze "do kieszeni" nie sa warte rozlaki z wlasnym dzieckiem?
          • hanula Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 19.02.06, 18:05
            A mnie się nie chce wierzyć, że dziecko woli dom z ogródkiem niż rodziców...
            • natalia.brzeska Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 19.02.06, 20:32
              hanula napisała:

              > A mnie się nie chce wierzyć, że dziecko woli dom z ogródkiem niż rodziców...


              Mnie również...

              Wydaje mi się, że wyrządzasz sobie i dziecku wielką krzywdę, której skutki
              zobaczysz dopiero jak wrócisz do Polski i dziecko Cię nie pozna i nie będzie
              chciało z Tobą być...
        • sylaluk Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 22.02.06, 15:15
          Witam
          Czytam i oczom nie wierze...
          Okolo 1,5 roku temu bylismy z mezem w dosc trudnej sytuacji materialnej,mimo ze
          mielismy wlasne mieszkanie,samochod itp.Ja po urodzeniu synka nie wrocilam do
          pracy, meza firma zaczela podupadac,dlugi rosly.Najprostrzym wyjsciem byloby
          wtedy abysmy zostawili naszego kochanego Szkraba (wówczas rocznego) dziadkom i
          sami wyjechali za granice zeby polepszyc nasza sytuacje.Wiesz co zrobilismy???
          Wyjechal tylko maz, bo za nic nie zostawilibysmy syneczka nawet u kochajacych
          dziadkow.Mąż przyjezdzal do nas z Uk raz w miesiacu(dla nas bylo to kosmicznie
          dlugo).Po ok 1,5 roku takiego zycia przyjechalam z Synkiem do męża, zyjemy w o
          wiele gorszych warunkach niz w Polsce,wynajmujemy dom z czworka naszych
          znajomych.NIE NARZEKAMY, bo przede wszystkim jestesmy razem!!!!!!!!!Zaznaczam
          ze ja tutaj nie pracuje, opiekuje sie synkiem, ale sprawia mi to wiele
          przyjemnosci, bo wiem ze Hubi ma pelna i kochajaca sie rodzine(a przy okazji
          kilka nowych wujkow i ciocie ktora z nami mieszka).Moja rada:wracaj do dziecka
          albo zabirz go do siebie, w tej chwili maly nie patrzy gdzie ma gorsze czy
          lepsze warunki, napewno woli byc z RODZICAMI.Tego trsaconego czasu bez dziecka
          juz nigdy nie nadrobisz...
          POZDRAWIAMY Z DESZCZOWEGO I WIETRZNEGO BRISTOLU
          Sylwia i Hubi (24.09.2003)
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=36107191&a=36359072
    • dag78 Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 19.02.06, 21:13
      a mnie sie chce wierzyc ze dziecko uwielbia dziadkow i choruje po prostu z
      tesknoty...znam to z autopsji,oczywiscie nie pamietam bo bylam za mala ale z
      przekazow.
      Jezeli dziecko przebywalo dlugo czy czesto z dziadkami to z tesknoty moze sie
      rozchorowac tak ze zadne lekarstwa i najlepszy lekarz nie pomoze, a nie ma co
      ukrywac ze 2 latek jeszcze nie zakodowal ze rodzicem jest ten kto urodzil-dla
      niego rodzicem jest ten kogo pamieta... to przykre ale to tylko bobas, nie
      powinniscie wprowadzac w jego zycie tak wiiele drastycznych zmian na raz.
      To moje zdanie i oczywiscie mozesz sie nie zgadzac.
      Powodzenia w podejmowaniu madrych decyzji.
    • julex Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 19.02.06, 21:29
      Czesc - mam coreczke, ktora w maju skonczy 3 latka - jest naszym kochanym
      aniolkiem i nie moge sobie nawet wyobrazic jak mozna zyc na odleglosc ze swoim
      malenstwem sad Dziwne jest dla mnie strasznie Twoje stwierdzenie, ze Twoj syn
      woli byc z dziadkami niz z wlasnymi rodzicami - mysle, ze to przykre.
      Wspolczuje Ci bardzo. Pamietaj, ze czas szybko ucieka i nigdy go nie cofniesz.
      Twoj synek ronie i rozwija sie z dala od ciebie. Chyba nie powinno tak byc.
      Izo bardzo Ci wspolczuje jesli cierpisz z powodu rozlaki, ale przeciez
      cierpienie to mozesz zakonczyc w kazdej chwili - tylko trzeba tego chciec!!
      Pozdrawiam i zycze madrych decyzji - Kasia.
      • sugar_mami Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 19.02.06, 23:29
        Zyjac w Londynie juz jakis czas poznalam wiele takich rozlaczonych rodzin. Mi
        sie takie rzeczy w glownie nie mieszcza. Rozumiem, ze w Polsce ciezka sytuacja,
        ze bezrobocie, za na obczyznie tez nie za lekko, ze trzeba charowac zeby cos
        miec (zwlaszcza jak sie nie zna dobrze jezyka i nie ma pozadanych kwalifikacji)
        ale wybaczcie..ja takiego postawienia sprawy nie rozumiem.

        Poznalam tu taka rodzine, gdzie dziecko (chlopczyk 8 letni) dojezdza do mamy i
        taty na swieta, gdzie mama i tata odwiedzaja go zadomowionego u babci 'od
        swieta'. Swiat zwariowal.

        Poznalam inna rodzine. Malzenstwo, ktore 'zrobilo' sobie synka bedac jeszcze w
        Polsce, wyemigrowali sami, by sie wpierw urzadzic a potem jakos sciagniecie do
        siebie wlasnego dziecka rozmylo sie gdzies tam w londynskiej mgle. No to
        szanowna para 'strzelila' sobie tu na emigracji synka kolejnego. I tak
        braciszkowie sie odwiedzaja na wzajem, a to na Gwizdke, a to na Zajaczka, ten z
        Polski przyjezdza na Wakacje do metropolii Londyn, tez tutejszy na polska
        wioche by sie wyszalec na 'zdrowym' powietrzu...Jeden w Leviskach i ciuszkach z
        GAP-a drugi w rozciagnietym dresiku....bez komentarza.

        Juz nie bede trula o tych trzech pierwszych latach dziecka,o kluczowej roli
        rodzicow w zyciu dorastajacego czlowieczka....

        Chcesz jeszcze troche poczekac zanim dziecko wezmiesz do siebie z powrotem? To,
        ze woli juz dziadkow od rodzicow to chyba znak, ze troche robi sie
        poznawo...lepiej sie pospiesz jak chcesz cos zmienic w Waszym zyciu.

        Troche nie chce mi sie wierzyc, ze biegunka malego spowodowana byla
        niezadowoleniem z miejsca zamieszkania. Przeciez to kilkulatek...chyba
        normalnemu brzdacowi w tym wieku dobrze tam, gdzie kochajacy mama i tatus...a
        nie ciezarowki i inne tam takie.


        sugar
        • agoos1 Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 19.02.06, 23:46
          No OK, a jakie sa korzysci dla takiego brzdaca gdy zostanie z rodzicami w Anglii co w przktyce oznacza podrzucanie dziecka do opiekunek (ktorych jezyka dziecko nie rozumie), rozregulowanie trybu zycia, tesknote za dziadkami z ktorymi dziecko jest najwyrazniej i najzwyczajniej zzyte, zmiane diety (biegunki??), ogolnie stres zwiazany z ogromnymi zmianami. Poza tym wowczas pobyt takiej rodziny w Anglii bedzie sie przeciagal w nieskonczonosc, bo roznica kosztow zycia tutaj z dzieckiem i bez jest kolosalny...
          A rodzice przeciez wlasnie dla niego i dla poprawy jakosci zycia to robia.
          • sugar_mami Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 20.02.06, 09:27
            Nie, no fsaktycznie..no jaka jest korzysc dziecka zyjacego z rodzicami?

            A co, dzieci w Polsce nie chodza do przedszkola, zlobka?

            Malo za granica Polskich opiekunek i nianiek?

            Zmiana diety? Jakis absurd.

            > A rodzice przeciez wlasnie dla niego i dla poprawy jakosci zycia to robia.

            Zalosne, ze jeszcze ktos inny tak mysli.


            sugar

            • tylkomama Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 22.02.06, 14:02
              A jeżeli w Polsce nie stać kogoś na przedszkole czy żłobek. W domu nie czeka
              codziennie obiadek bo nie ma na niego pieniążków.Tatuś i mamusia nie mają pracy
              albo firma którą prowadzili właśnie upadła (co jest równoznacznez brakiem pracy)
              to czy szukanie rozwiązania które poprawi ten stan rzeczy nie jest właściwe?
              Dziecko jest najważniejsze i to prawda niezaprzeczalna, ale trzeba stworzyć mu
              godne warunki do życia jeżeli są takie możliwości.
              Łatwiej byłoby pożałować gdyby Iza napisała "nie mamy co jeść podzielcie się"
              niż wspomóc dobrym słowem kiedy podjęła trudną decyzję rozłąki z dzieckiem aby
              sama mogła zarobić. Postaraj się spojrzeć na to z tej strony. Jej na pewno jest
              bardzo trudno.
              Może podsunąć jakieś rozwiązanie np. sprowadzenie babci z małym do niej aby
              mogła nawiązać się między nimi więź.
              Wszystkie mamy dzieci i czasami trudno nam sobie pewne sytuacje wyobrazić, ale
              są sprawy od nas niezależne które poprostu się dzieją i którym trzeba stawić
              czoło.
              Proszę więc o mniej krytyki która może pomoże połączyć matkę z dzieckiem.
              Przecierz tego jej życzymy prawda?
        • joannanb Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 19.02.06, 23:50
          Witam zgadzam się z sugar mami w 100%.Albo jestescie rodziną i mieszkacie razem
          albo kontakt z dzieckiem będzie coraz trudniejszy i oddalicie się od siebie tak
          bardzo że jak zmienicie plany i wrócicie do Polski może byc za późno.Mam 3
          dzieci i nawet na chwile nie przeszło mi przez myśl by wysłać je do dziadków
          choć tak byłoby ekonomiczniej.Pieniądze to nie wszystko.Mały pewnie
          dostosowywał się do tutajszego jedzenia i walczył z tutejszymi wirusami(my mamy
          te problemy żołądkowe gdy jedziemy do Polski).Wkrótce pewnie by mu przeszło.
          Nie wierzę by dziecko było szczęśliwsze z dziadkami.Nie mówi o Was?Pewnie
          zapomina.Smutne to strasznie.
          Pozdrawiam i życzę mądrego wyboru.
          • eballieu Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 20.02.06, 09:30
            Jako ta co o pieniadzach mysi tez, bo nie bede pisac ze nie, zadziwia mnie
            jedno. Musicie miec niesamowitych pracownikow w waszej firmie w Polsce ze
            zdecydowaliscie sie zostawic firme i wyjechac. Kto wam prowadzi firme teraz?
            I jedno wiem - przy posiadaniu firmy, trzeba o to dbac jak o wlasne dziecko,
            codziennie dogladac, a jesli ktos rozwiazania na splate kredytu nei szuka
            lokalnie, to chyba nic mu z tego nie wyjdzie. Przeciez jeden kredyt w przypadku
            firmy, to nic. Staniecie przed kolejnymi dylematami i posiadajac firme, to
            kredyty sa jej nierozlaczna czescia. I co zawsze bedziecie jechac na saksy, aby
            firme wspomoc? To zapomnijcie o tym, ze ta firma bedzie wam przynosic jakis
            dochod.
            A sytuacji z dzieckiem nie zazdroszcze.
            Ja jestem bardzo szczera w takich sytuacjach - dziecko sie samo na swiat nie
            pcha, ktos je plodzi i od niego wymaga sie odpowiedzialnosci. Dziecko to nie
            kon, co po porodzie podnosi sie na nogi i zyje i przezyc moze!
    • poleczka2 Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 20.02.06, 20:55
      Nie no, jestem pod wrażeniem. Jako małe dziecko moi rodzice podrzucali mnie
      dziadkom do Poznania na wakacje żeby mieć kilka dni spokoju, ja u dziadków
      czułam się świetnie, babcia dbała o mnie i lubiłam tam bywać ogólnie ale nigdy
      nie poczułam, że mama czy tata mnie opuścili.
      To dla mnie chory układ. Żadne pieniądze nie są warte rozrywania rodziny. Wiem,
      że w dzisiejszych czasach jest ciężko w Polsce, pracuje się często na opłaty
      ale chyba pewne rzeczy są ważniejsze niż pieniądze. Nie zostawiłabym dziecka z
      dziadkami na tyle, mama w kawalerce lepsza niż babcia w pałacu.
    • izucha1205 Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 20.02.06, 20:57
      Moje drogie kolezanki widac golym okiem, ze nigdy nie bylyscie w takiej
      sytuacji i nie rozumiem dlaczego zabieracie glos.Nie bede tlumaczyc pewnych
      rzeczy takich jak np.musze wyzywic, ubrac dziecko i nie moge pozwolic zebysmy
      zostali bez dachu nad glowa.Ciekawe czy ktoras z was zmusiala by swoje dziecko
      do przebywania gdzies, gdzie nie chce lub nie lubi? I mogla spokojnie patrzec
      na to jak dziecko sie meczy.A co niektorych nie powinna interesowac moja firma
      i jej dzialalnosc! Zegnam drogie
      kolezanki.
      • izucha1205 Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 20.02.06, 21:00
        Dziekuje paru osoba za wsparcie. Przynajmniej wiem,ze mnie rozumiecie.
        Pozdrawiam
      • ewunia_uk Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 20.02.06, 21:38
        izucha1205 napisała:

        > Moje drogie kolezanki widac golym okiem, ze nigdy nie bylyscie w takiej
        > sytuacji i nie rozumiem dlaczego zabieracie glos. (...) A co niektorych nie
        powinna interesowac moja firma
        > i jej dzialalnosc!

        Zastanawiam sie, dlaczego w takim razie rozpisujesz sie na publicznym
        forum?
        • znikad Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 21.02.06, 01:01
          Jestem rozwiedziony, mam 3 dzieci. Rozwiedlismy sie gdy corka miala 7 lat a
          chlopcy 2. Przez pierwsze 3 lata po rozwodzie dzieci mieszkaly z moja ex, teraz
          mieszkaja przez 3 lata ze mna, potem znow bedzie zmiana. Moja ex mieszka w San
          Diego,California, ja w Toronto, Ontario. W czasie, gdy dzieci byly z Nia,
          widzialem Je w wakacje, na co drugie swieta i od czasu do czasu po prostu
          lecialem na weekend do Nich albo One przylatywaly same do mnie, bo tesknilismy
          za soba. Teraz jest tak samo z Ich mama. Oboje bardzo sie staramy zeby dzieci
          za nami wzajemnie jak najmniej tesknily - telefony, MSN, emails - to wszytsko
          pomaga ale naprawde to nie jest idealna sytuacja. Tego zeby moje dzieci mieli
          wychowywac dziadkowie w ogole sobie nie wyobrazam. Ani tego, ze swojego 2
          letniego synka nie widzialas od swiat. Gdy moi chlopcy mieli po 2 latka i
          bylismy swiezo po rozwodzie, ja latalem do dzieci nie rzadziej niz co 2
          tygodnie, bo sie balem, ze mnie zapomna. A Ty jestes matka - matki podobno maja
          mocniejszy instynkt niz my, ojcowie. Naprawde powinniscie zabrac dziecko do
          siebie i zapomniec o tym, ze moga Waszego syna wychowywac dziadkowie - co to z
          Was za rodzina?
      • natalia.brzeska Brak odpowiedzialności i dojrzałości!!!!!! 22.02.06, 12:37
        izucha1205 napisała:

        .musze wyzywic, ubrac dziecko i nie moge pozwolic zebysmy
        > zostali bez dachu nad glowa.

        A ZANIM miałaś dziecko nie wiedziałaś, ze będziesz musiała je "wyżywić,
        ubrać..." i nie pozwolić żebyście "zostali bez dachu nad głową"??!!???

        Tiaa, najlepiej sobie zrobić dziecko, a potem podrzucić na wychowanie i
        utrzymanie komuś innemu...
    • tylkomama Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 22.02.06, 10:47
      Nie ze wsystkimi się zgadzam. Łatwo się mówi na temat który bezpośrednio nas
      nie dotyczy.
      Naprawdę zastanówcie się. Dziewczyna potrzebuje wsparcia bo jest jej trudo a
      większość z WAS potraktowała ją jak wyrodną matkę która porzuciła swoje dziecko.
      Gratuluję wszystkim tym którmy życie układa się pomyślnie. Mogą udzielać się na
      forum i dla dzieci. Spróbujcie jednak proszę zrozumieć tych którym jest trudno
      i dać im słowa pocieszenia.
      Pozdrawiam
      Kati

      P.S. Iza napisłałam do Ciebie na priv
      • hanula Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 22.02.06, 12:02
        > większość z WAS potraktowała ją jak wyrodną matkę która porzuciła swoje
        > dziecko.

        Nie. Ja przynajmniej traktuję ją jak kochającą matkę, która robi straszny błąd.
        I nie będę jej pocieszać, że wszystko będzie dobrze, że warto znieść to
        rozstanie, a dziecku nic nie będzie - bo moim zdaniem to nieprawda. Za żadne
        pieniądze nie dałabym sobie odebrać dziecka.
        No i niestety, jak ktoś się zwierza ze swoich problemów na publicznym forum, to
        ryzykuje, że ludzie się szczerze na ten temat wypowiedzą.
      • izucha1205 Do Kati 22.02.06, 17:59
        Czesc Kati.Bardzo ci dziekuje za dobre slowo.Nie mam pojecia jak dostac sie do
        priva czy mozesz mi udzielic instrukcji.Dzieki papa
        • effata Re: Do Kati 23.02.06, 10:31
          Priv to poczta gazetowa, czyli klikasz tylko na górze strony na Pocztę i
          logujesz się tak samo jak na forum.

          Ja tylko dodam parę słów od siebie.
          Daleka jestem od potępiania kogoś i 'grzmienia'. Owszem, to nie jest najlepsze
          rozwiązanie, ja bym raczej tak nie zrobiła. Ale.... tak mówię dzisiaj, biorąc
          pod uwagę moje teraźniejsze okoliczności. Prowadziłam firmę w Polsce i wiem,
          jak trudno jest 'rozwinąć' skrzydła. I to wcale nie chodzi o jakieś niesamowite
          biznesy czy kariery. Często ludzie inwestują wszystko co mają w firmę w
          nadziei, że ją rozkręcą i za jakiś czas będą z niej żyli. Niestety w Polsce nie
          jest to takie proste (wiem, bo znam b.dużo osób, które mają firmy). I łatwo
          jest powiedzieć: to rzuć to, pieniądze nie są ważne, zajmij się dzieckiem...
          Tylko co jak z firmą traci się jakiekolwiek szanse na zarobek. Tam nie Anglia,
          gdzie sobie możesz pójść na kurs i się przekwalifikować. Jak już się wypadnie z
          rynku pracowników, to potem mało który pracodawca cię zatrudni. Bo ...
          prowadziłeś firmę, to dlaczego jej nie prowadzisz nadal? Zbankrutowałeś? A! to
          znaczy że się nie nadajesz.
          Łatwo jest oceniać czyjąś sytuację i dawać dobre (?) rady.
          Naprawdę dziewczyny, cieszę się, że wam się tak dobrze powodzi, że możecie
          sobie spokojnie żyć, cieszyć się rodziną, zwiedzać świat itp. Ale naprawdę nie
          wszystkim się tak zawsze udaje. Czasami wystarczy, że nawali jeden kontrahent i
          już się traci płynność finansową, a urząd skarbowy i ZUS mają to w nosie.
          Musisz płacić ubezpieczenie nawet jak jeszcze nic nie zarobiłeś. Bagatela 700
          zł, a jak dwie osoby to jedyne 1400. Tak po prostu, bo państwo musi przecież z
          czegoś płacić emerytom.

          Myślę, że takich osób, które zostawiły swoje dzieci (pewnie z myślą, że na
          chwilkę) jest na tym forum więcej. Tylko, że teraz się na pewno do tego nie
          przyznają.
          --
          Don't guess.
          • sugar_mami Re: Do Kati 23.02.06, 11:11
            Ja po, kolejnym i kolejnym, przeczytaniu postu autorki dopatrzylam sie takiego
            faktu, ze maly zostal oddany do dziadkow bo mu w Londynie nie bylo dobrze, bo
            jedzenie nie te, itd, itp.

            izucha1205 napisała:
            Maly mieszkal z nami tu przez 3 miesiace, ale ciagle byly z nim
            > problemy zdrowotne.Nie bylo widac po nim, ze cos jest nie tak. Caly czs byl
            > zadowolony, usmiechniet, ale co po chwile mial goraczke nie do zbicia,
            > biegunke, az w koncu przestal jesc.A wiesz jak to tutaj z lekarzami ja mu
            > mowie,ze dziecko ma biegunke,a on mi na to ze mam podawac mu paracetamol,a
            > biegunka sama przejdzie bo to wirus.Moja mama przyjechala mas odwiedzic i
            > zaproponowala,ze zabierze Malego na wakacje na jakies 2 lub 3 tygodnie. Dodam
            > ze maly jest bardzo zzyty z moimi rodzicami mimo przerwy i nie bylo zadnego
            > problemu z wyjazdem. Po kilku dniach przebywania w Polsce mama mowi,ze maly
            > zmienil sie nie do poznania. Je wszystko jak szalony, biegunka ustapila i
            nawet
            >
            > nie wspomina o nas.Mama zapytala go kilka razy czy wroci do Anglii do mamy i
            > taty to on kategorycznie zaprzeczyl.Jest mi szkoda go tu zabierac bo wiem, ze
            > jemu tu nieodpowiada.

            Przepraszam, co dwulatkowi nie odpowiada: mieszkanie z rodzicami? Dobrze
            zrozumialam? I jak to sie przejawia: goraczka?

            Jest przyzwyczajony do czego innego, a tu nie moge mu
            > tego dac.Moi rodzice maja prywatny dom z ogromnym ogrodem, moj tato ma
            > samochody ciezarowe a maly to uwielbia.Poza tym nie mamy zamiaru zostawac tu
            na
            >
            > stale. Mamy do czego wracac w polsce, mamy swoja firme. Tutaj przyjechalismy
            > zeby splacic kredyt bo tam nie zarabiamy az tyle i ciezko sie nam zylo. Teraz
            > go konczymy i cale zarobione pieniadze beda szly do naszej kieszeni a nie do
            > banku

            Fakt, w Polsce zycie naprawde moze byc ciezkie, ale powiedzcie mi jaki procent
            mlodych polskich rodzin ' nie zarabia az tyle i ciezko mu sie zyje'? Takie cos
            jak dla mnie jest standardem narodowym sad Buuu...naprawde kiepsko i nie
            zazdroszcze ale nie jest to dla mnie wystarczajacy powod by oddawac wlasne
            dziecko komus innemu pod skrzydla.

            >Najgorsze jest dla nas to
            > ze nie mamy tu dziecka, ale za 2 tygodnie znowu lece wiec na jakis czas mi
            > starczy.

            To takie 'starczanie' jest przerazliwie smutne. Bez zadnego potepiania autorki.
            No naprawde wspolczuje i zycze z calego serca zmiany calej tej chorej sytuacji.
            Zwlaszcza jak to dodala Izucha, ze ona naprawde teskni i ja to boli.

            sugar



            ---
            Ok, so what's the speed of dark?
          • aga_rn Re: Do Kati 23.02.06, 13:26
            Czy dla rozkrecenia firmy czy szybszego splacenia kredytu naprawde warto
            ryzykowac potencjalne problemy emocjonalne w przyszlosci, tak matki jak i
            dziecka ? Ile traci matka nie bedac obecna w zyciu dziecka, szczegolnie w tak
            mlodym wieku, te momenty nigdy nie wroca. Czy uda sie jej kiedykolwiek pozbyc
            poczucia winy ? Czy fakt ze dziecko zostalo zostawione z dziadkami (nawet
            najbardziej kochajacymi) nie wplynie kiedys na jego stosunki z wlasnymi
            rodzicami ?
            Nie pisze tego z pozycji takiej ktorej sie "dobrze powodzi", sama mam dzieci
            urodzone na emigracji, w Kanadzie, zadnej rodziny/dziadkow na miejscu.
            Pogodzic prace ze znalezieniem dobrej opieki dla dziecka ktora na dodatek jest
            bardzo kosztowna (nawet w stosunku do zarobkow) w takich krajach jak
            UK/US/Kanada, pracowalam kiedys np. tylko w weekendy bo nie stac mnie bylo na
            pelnoetatowa opieke do malego dziecka.
            Nie potepiam autorki watku w sensie "rzucania gromow" na nia, ale mam nadzieje
            ze moze po przeczytaniu tych postow jeszcze raz sie zastanowi czy warto
            pozostawac w takiej sytuacji. I mysle ze wiekszosc osob pisze nie z pozycji
            tym "co im lepiej to daja rady" ale z doswiadczenia, nie jest latwo utrzymac
            sie na "powierzchni" w obcym kraju, bez rodziny do pomocy pod reka, majac male
            dziecko. Ale ludzie probuja dawac sobie rade, czasem kosztem pewnych
            wyrzeczen, bez uciekania sie do takiej ostatecznosci jak rozlaka z wlasnym
            dzieckiem.
            AgaRN
            • effata Re: Do Kati 23.02.06, 15:31
              Aga_m, ale ja nie pisałam o rozkręcaniu firmy (i Izucha też nie), tylko o
              sytuacji, jak już się tą firmę ma i np. nagle coś się wali (nie będę się
              powtarzać, ale chyba niedokładnie przeczytałaś moje przykłady). Masz długi po
              uszy, windykatorzy skarbówki ci siedzą na karku, nie możesz zrobić żadnego
              kroku, bo nawet nikt ci nie da kredytu (bo do tego potrzebujesz papiery np. z
              ZUS-u, że płacisz składki na bierząco). Znam parę osób w takiej sytuacji.
              Nie demonizujmy. Pół roku rozstania z rodzicami można nadrobić. To w takim
              razie co z dziećmi z domów dziecka? Uważacie, że wszystkie będą 'nienormalne',
              nie poradzą sobie w życiu i będą już zawsze skazane na porażkę? Przecież
              wychowują się bez rodziców.
              Jestem w stanie zrozumieć, że dziecku lepiej z dziadkami, szczególnie gdy mają
              oni czas tylko dla dziecka i co tu dużo mówić, pewnie je rozpieszczają (w
              pozytywnym sensie), a tu rodzice zapracowani itp. Co do problemów zdrowotnych,
              to może i klimat na to wpłynął. Nie twierdzę (co podkreślam!), że to jest dobra
              sytuacja, ale po prostu trochę mnie śmieszą takie proste rozwiązania niektórych
              i niechęć do wczucia się w sytuację innych.
              Sugar, w Polsce wiele ludzi żyje za naprawdę marne grosze i ... jakoś sobie
              radzą. Wiem, że można oszczędzać, odmawiać sobie w imię relacji z dzieckiem.
              Ale wiesz, lata życia 'na krawędzi', w ciągłym stresie, że ci nie starcza na
              nic (nie mówię o zachciankach!) też negatywnie wpływa na dzieci, bo rodzice
              często nie radzą sobie ze stresem i przelewają to na dzieci.
              Dlatego (to już nie do ciebie, ale ogólnie wink) nie ferowałabym tak łatwo
              wyroków, że jak ktoś wyjechał zarobić parę groszy, to od razu jest koszmarnym
              materialistą, któremu pieniądze świat zasłoniły.
              Natalia - no sorry, ale się nie zgodzę z tobą. Czy uważasz, że wszyscy ludzie,
              którzy sobie 'zmajstrowali' dzieciaka, są tacy odpowiedzialni i przewidujacy,
              czy wszyscy są zaradni, dobrze wykształceni, obrotni, bystrzy itp?
              Przecież komuś może się coś nie udać, może się podwinąć noga i wtedy co,
              ze 'zmajstrowanym dzieciakiem' (a może chcianym, oczekiwanym, kochanym)? Poddać
              się? Uważam, że lepsza jest chęć zmieninia czegoś, niż czekanie z założonymi
              rękami.
              --
              Don't guess.
              • aga_rn Re: Do Kati 23.02.06, 15:54
                Effata, podajesz jakies czarne sceniariusze zwiazane z wlasnym
                biznesem/firmami, krachem i tak dalej, no wiec jezeli nie chodzi o rozkrecenie
                firmy, to OK, niech bedzie ze chodzi o sytuacje w ktorej cos sie nagle wali.
                Tymczasem Izucha napisala tylko tyle:

                "Mamy do czego wracac w polsce, mamy swoja firme. Tutaj przyjechalismy
                zeby splacic kredyt bo tam nie zarabiamy az tyle i ciezko sie nam zylo. Teraz
                go konczymy i cale zarobione pieniadze beda szly do naszej kieszeni a nie do
                banku".

                Niewazne.
                Sytuacja jest taka ze malutkie dziecko nie jest ze swoimi rodzicami. Na
                dodatek matka cierpi z tego powodu - sama o tym napisala. Bardzo mozliwe jest
                to ze rozlaka nie bedzie miala zadnych ujemnych skutkow. Ale tak sobie mysle
                ze jakies ryzyko zawsze jest. Mnie by serce peklo gdyby moj syn na pytanie czy
                chce jechac do mamy - odpowiedzialby kategorycznie "nie".
                Porownanie z dziecmi z domow dziecka moim zdaniem nietrafione - dzieci z takich
                placowek zawsze beda emocjonalnie skrzywdzone - dlatego w tzw. cywizlizowanym
                swiecie nie ma raczej tego typu placowek od lat, a dzieci stara sie umieszczac
                w rodzinach zastepczych.
                Miejmy nadzieje ze wszystko jednak skonczy sie dobrze,
                AgaRN
                • effata Re: Do Kati 23.02.06, 15:58
                  Krachy akurat były nie moje (na szczęście!) a przykłady podałam, bo trochę mnie
                  osłabia, jak ktoś widzi tylko jedną stronę medalu.
                  I tak się możemy przekonywać nawzajem. W sumie to .... zgadzam się z twoją
                  sygnaturką, a dziewczynie życzę jak najlepiej.
                  --
                  Don't guess.
              • tylkomama Re: Do Kati 24.02.06, 09:01
                Dziękuję za wsparcie. Moje zdanie jest bardzo podobne. Ja akurat znalazłam się
                w sytuacji kiedy mała rodzinna firma została "zjedzona" przez dużych i
                wpływowych. Mimo, że mąż jest bardzo dobrze ocenianym specjalistą wielu by
                chciało z nim współpracować ale najlepiej za darmo.
                Oczywiście moglibyśmy pójść mieszkać z trójką dzieci do kawalerki, "wyciągnąć
                rękę" o pomoc do znajomych i rodziny ale na jak długo. W którymś momencie
                pewnie zaczeli by zastanawiać się dlaczego nie zrobiliśmy nic sami aby zmienić
                sytuację. Więc wybraliśmy. Mąż jes za granicą, pracuje fizycznie i zarabia
                pieniądze. Ja jadę do niego i jestem pewna, że to nie zmieni mojej więzi z
                dziećmi. Moje dziewczynki są starsze od synka Izy i staram się im to tłumaczyć
                w miarę możliwośći. To bardzo trudne, nie raz łzy cisną mi się do oczu gdy
                pomyślę, że zdecydowałam się je zostawić, ale wiem ,że to przejściowe i jestem
                pewna, że będzie lepiej.Zrobię wszystko żeby tak było. Kocham je najbardziej na
                świecie i wierzcie mi to okropne uczucie ale muszę zaryzykować.
                Przez moment byłam w szoku czytając opinie na temat Izy i jej sytuacji.
                Zaczęłam mieć wątpliwości. Na krótko, a teraz wiem (bo tak naprawdę to niczego
                nie jestem w 100%pewna)robię to dla nas i nie jestem złą matką.
                Kati
    • julex Re: Rodzice tu, dzieci tam..... 22.02.06, 15:02
      Droga Izo. Jak juz wczesniej pisalam bardzo Ci wspolczuje, ze zmagasz sie z
      problemami dnia codziennego i rozstaniem z dzieckiem, ale bedac szczera nie
      moge pisac, ze Cie rozumiem, bo tak nie jest. Jesli az tyle dziewczyn krytykuje
      Twoje postepowanie, a Ty pytasz publicznie nas wszystkie o opinie to musisz sie
      liczyc z roznymi odpowiedziami. Moze to powinno dac Ci Izo do myslenia, ze
      wiekszosc z nas - matek nie moglaby zostawic swojego dziecka pod opieka babci i
      dziadka z dala od siebie. Ty przeciez sama takze cierpisz z powodu rozlaki, a
      co dopiero Twoje dziecko, ktore przez to tak malo zna wlasna mame. Pomysl o
      tym. Zycze Ci Izo madrych decyzji w zyciu, powodzenia oraz zdrowka dla calej
      Twojej rodziny. Kasia.
Pełna wersja