Dodaj do ulubionych

Australia - czy warto wyjechać?

15.11.06, 20:24
Ostatnio myślimy z mężem żeby wyjechać na stałe do Australii. Na razie
zbieramy informacje bo nie chcemy wyjechać "w ciemno". Przystępujemy do
realizacji planu -powoli - bo ja muszę zawsze wszystko dokładnie przemyśleć.
Znalazłam już agenta prowadzącego proces przyznawania wizy ale chcę dowiedzieć
się czegoś od osób, które tam mieszkają lub mają rodzinę czy znajomych.
Macie jakieś informacje jak tam się żyje?

A jeśli odradzacie Australię to jaki kraj polecacie?
Obserwuj wątek
    • luiza-w-ogrodzie Re: Australia - czy warto wyjechać? 15.11.06, 23:04
      Izabelo,

      Mieszkam w Australii od kilkunastu lat i uwielbiam ten kraj, ale nie wszystkim
      sie tu podoba. Moje zadowolenie nie jest gwarancja Twojego. Poczytaj moj
      obszerny watek o Australii z roznymi linkami i jesli masz jakies pytania, pytaj.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=20397869&a=20397869
      Nie rozumiem, po co Tobie agent imigracyjny? Jesli chcesz pojechac do Australii
      na stale, podstawa jest znajomosc jezyka i wowczas wszystkiego mozesz sie
      dowiedziec na stronie internetowej Wydzialu Imigracji www.immi.gov.au/
      Jesli nie znasz jezyka, nie widze szansy otrzymania wizy na pobyt staly
      (permanent residency visa), a jesli dostaniesz wize, to masz male szanse na
      znalezienie pracy.

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie
      ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • kan_z_oz Re: Australia - czy warto wyjechać? 16.11.06, 01:46
        izabellaz1 napisała; Ostatnio myślimy z mężem żeby wyjechać na stałe do
        Australii. Na razie
        zbieramy informacje bo nie chcemy wyjechać "w ciemno". Przystępujemy do
        realizacji planu -powoli - bo ja muszę zawsze wszystko dokładnie przemyśleć.
        Znalazłam już agenta prowadzącego proces przyznawania wizy ale chcę dowiedzieć
        się czegoś od osób, które tam mieszkają lub mają rodzinę czy znajomych.
        Macie jakieś informacje jak tam się żyje?

        A jeśli odradzacie Australię to jaki kraj polecacie?


        ODP: Jakie informacje Cię interesują?
        Szczerze mówiąc nie można zamieścić wiele pomocnych informacji bo obszar
        Australii będąc większym od całej Europy, daje różne możliwości.
        Życie też w tropikalnym QLD jest inne niż w Sydney lub na Tasmanii.

        Ogólnie; Australia to nieograniczone przestrzenie z odległościami, które są
        mało wyobrażalne dla europejczyka. Jest to również przytłaczająca przyroda,
        która nie przypomina niczym Europy ani Polski. To połączenie odległości i
        przyrody nie zawsze jest miłym zaskoczeniem dla Polaka. Mnie ono służy i zawsze
        dobrze się z tym czułam ale jest to indywidualny gust.
        Australijczycy kochają sport i stanowi on ważną część ich życia oraz spotkań
        towarzyskich. Ośrodki kultury to przedewszystkim Melbourne i część Sydney. Są
        dużo skromniejsze niż te na starym kontynencie i jeśli lubisz 'atmosferę
        Paryża' to jej tutaj napewno nie odnajdziesz. Zależy też co lubisz:
        Sydney w tym tylko miesiącu ma koncerty U2, Kaylie Minogue, B.Joel, Elton John
        oraz R. Williams, pytanie czy część kultury pop Cię interesuje?

        Australijczycy też lubiąc przyrodę wolą spędzać czas samotnie i na jej 'łonie'
        lub w bardzo wyselekcjonowanym gronie znajomych. Odpada więc
        spontaniczne 'wpadanie' na herbatkę o ile kogoś naprawdę, naprawdę dobrze nie
        znasz i nie ustalisz, że to jest Ok.

        Krótko mówiąc jest to zupełnie inny styl życia. Jesteś badziej zdana na siebie
        samą i Twojego partnera i spędzasz dużo więcej czasu z naturą.
        Towarzyskie kontakty polegają głównie na ogólnych rozmowach - australijczycy
        nie lubią 'wchodzić' przy piwie w głębie rozmowy intelektualne. Nie oznacza to,
        że nie są w stanie tylko ogólnie nie lubią tego, bo uważają je za
        przygnębiające.
        Są bardzo pomocni - o ile, ktoś nie zacznie ich 'gwałcić' tematami na serio.

        Polonia jako taka nie istnieje. Mieszka wciąż sporo Polaków ale nie ma dzielnic
        typu 'Greenpoint' czy Jackowo.

        Mnie ta atmosfera pasuje i ja ją lubię ale jest to kwestia osobistego gustu.

        Pozdrawiam
        Kan




      • luiza-w-ogrodzie Normalski, LOL 16.11.06, 04:08
        normalski1 napisał:

        > będziesz jak Luiza w ogrodzie miec życie towarzyskie tylko na tym forum ,ile
        to
        >
        > ona biedna pisala tu że pracuje w biurze ,to prawda ale miedzy 17-20
        sprzątając

        Normalski, to juz n-ta klamliwa wersja na temat tego co ja robie i gdzie
        pracuje - dotychczas byla to specjalnosc Kagana. Czytelnicy forum i tak
        oceniaja mnie po tym, co sama pisze, a nie po Twoich opowiesciach z mchu i
        paproci.

        Izabella, nie przejmuj sie, ten troll juz tak ma i to jest nieuleczalne :o)

        Pozdrawiam
        Luiza-w-Ogrodzie
        ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
        Australia-uzyteczne linki
      • zorbathegreek Trudny los Luizy i Wiarusa 19.11.06, 08:07
        Aby wyzyc o chlebie i wodzie musza biedacy pracowac w antypodzianskich "ofisach", tyle ze nie "nine to five" jak anglosascy Australijczycy, ale owe biura "klinujac" i "mopujac" od piatej po poludniu, co jest (niestety), glowna specjalizacja antypodzianskiej polonii...
      • kan_z_oz Re: Chyba jednak nie warto... 16.11.06, 12:15
        nadau napisał:

        > bo ci z jajami wracają.
        > Jak ten tutaj, Europejczyk:

        ODP: Nadau, Twoja perspektywa jest chyba trochę zpłaszczona. O ile się
        orientuję to nidgy nidzie nie wyjechałeś - skąd te rady odnośnie emigracji,
        oraz co robisz na Forum Polonia? Prywatne wyjazdy na narty do Austrii nie
        zaliczam do emigracji.

        Kan
      • harlista Re: Chyba jednak nie warto... 16.11.06, 14:44
        nadau,
        nie masz nawet pojecia jak mocno sie mylisz.
        Po pierwsze : jeden Europejczyk ktory przyjechal do Polski podczas gdy miliony
        Polakow z niej wyjechalo.
        To raczej nie [powinno potwierdzac twojego optymizmu.

        A tysiace zagraniczniakow przyjezdzajacych do Polski do pracy swiadczy o
        calkiem innym zjawisku
        Kilka lat temu po podpisaniu NAFTA (analogia do wejscia Polski do EU)
        dziesiatki amerykanskich firm zaczelo przenosic produkcje do Mexico. Maszyny,
        technologie no i nadzor rowniez.
        Wytworzyla sie sytuacja ze Meksykanie powyzej robotnika na tasmie byli w
        wielkiej mniejszosci. Idac twoim tropem myslenia moznaby powiedziec ze
        Anerykanie wyjezdzali za praca do Mexico.
        BLAD !!!!
        To firmom bardziej sie oplacalo zaplacic sprawdzonemu amerykanskiemu
        inzynierowi, wieksza pensje zeby go zachecic, przeniesc jego i rodzine do
        nowego domu wybudowanego przy granicy, niz zatrudnic inzyniera Meksykanskiego.
        W tym samaym czasie inzynier Meksykanski jezeli umial po Angielsku i spelnial
        wymagania mogl byc najwyzej brygadzista ba linii. Tak sie sklada ze wiekszosc
        Amerykanskich inzynierow byla pochodzenia Meksykanskiego i musiala znac
        Hiszpanski
        To czym ty sie chwalisz jest dokladnie tym samym.
        W Polsce, Polacy beda niedlugo tylko do roboty, pod batem zagranicznych
        nadzorcow.
        Tylko nieliczni superuzdolnieni a szczegolnie ci co wyjechali za granice tam
        zdobyli doswiadczenie, nauczyli sie jezyka , beda mogli przebic sie przez mur
        oddzielajacy ich od zagraniczniakow. Ale oni nie beda traktowani jako Polacy
        (niestety)

        Czy jest to powod do dumy ??
        pomysl jeszcze raz
        • nadau Warto, nie warto? 17.11.06, 09:01
          Ech Harlista,
          nie masz nawet pojecia jak mocno sie mylisz.
          Po pierwsze primo ani ja, ani nikt inny nie twierdzi, że jest to zjawisko masowe.
          Tak jak masowym zjawiskiem nie jest już emigracja za równik.
          Porównanie NAFTY do Unii również nie jest przemyślane.
          W Unii nie buduje się murów na granicach, a wręcz odwrotnie likwiduje się je.
          Poza tym mieszani Metysi to nie jednolity naród.
          W Polsce w zagranicznych firmach tylko członkowie zarzadów są obcokrajowcami i
          to nie wszyscy. Reszta to dobrze zarabiający Polacy.
          Zresztą nie to jest takie ważne, bo gospodarkę ciągną małe i średnie polskie
          firmy, których polscy właściciele mają jajca!
          Co wy ciągle z tym zatrudnianiem się i szukaniem pracy u innych.
          Czy w Oz koniecznie trzeba szukać pracy, nie można stworzyć jej samemu?
          Czy też jajec kopolom brakuje?

          No a po drugie secundo to przykładowy Niemiec, który porzucił Australię
          przyjechał i poszukał sobie pracę sam, nie był nasłany przez żaden koncern, tak
          jak robią to Amerykanie w Meksyku.
          Kiedyś ten problem poruszył w swoim filmie Michael Moore. Widziałem ten film i
          muszę przyznać był szokujący w scenach pokazujących wymarłe amerykańskie miasto
          po przeniesieniu produkcji do Meksyku w ramach NAFTA'y.
          Meksyk to jednak nie Polska, nie ma tu leniwych południowych mieszańców i
          dzielącego od świata muru.
          Język obcy owszem jest w Polsce przydatny, ale tylko w niektórych zawodach i na
          niektórych stanowiskach. Reszta posługuje się językiem polskim.
          A to wasze "doświadczenie" wyrobnika pod zagranicznym batem mozecie sobie
          wsadzić w ... Jako tłumacz ewentualnie możesz pracować.
          W kraju nie ma żadnego bata zagranicznego, jest on tylko w Twojej wyobraźni.
          W ogóle polonusi uwielbiają wróżyć z fusów i wszystko wiedzą lepiej o przyszości.
          Szkoda tylko, że nikt ich nie docenił w ich nowych ojczyznach i jako obca grupa
          etniczna w ogóe się nigdzie nie liczą. "Pracują pod obcym batem".

          Japończyka jeszcze w Polsce nie widzałem, a ich firm jest już tu całe mnóstwo.
          Niedługo przyjadą następni:


          biznes.onet.pl/0,1435556,wiadomosci.html

          Bez bata tylko z kasą.
          • harlista Re: Warto, nie warto? 18.11.06, 02:30
            nadau.
            calkowicie niepotrzebnie jezysz sie jak jezozwierz

            "Porównanie NAFTY do Unii również nie jest przemyślane."
            Efekt jest taki sam. naplyw obcego kapitalu ze wzgledu na tania sile robocza.

            "Kiedyś ten problem poruszył w swoim filmie Michael Moore. "
            Gratuluje wyboru smile wyrabianie sobie opinii na podstawie filmow Grubego Miska
            nie swiadczy najlepiej o tobie. Zmien idola.

            "Widziałem ten film i muszę przyznać był szokujący w scenach pokazujących
            wymarłe amerykańskie miasto po przeniesieniu produkcji do Meksyku w ramach NAFTA'y."
            Moglbys sie dowiedziec o nazwe miasta? Chetnie bym poglebil swoja wlasna wiedze
            na ten temat smile)

            "A to wasze "doświadczenie" wyrobnika pod zagranicznym batem mozecie sobie
            > wsadzić w ."
            Nasze ????? Zapytaj sie ilu z nas ma zamiar wrocic do Polski

            "W kraju nie ma żadnego bata zagranicznego, jest on tylko w Twojej wyobraźni."
            Biedronka , Real ...slyszles cos na ten temat ?? mam dalej wyliczac?

            "Szkoda tylko, że nikt ich nie docenił w ich nowych ojczyznach i jako obca grupa
            > etniczna w ogóe się nigdzie nie liczą. "Pracują pod obcym batem"."
            Michael Moore tez to mowil ?. Skad ty masz takie ciekaw wiadomosci smile

            "Japończycy zainwestują ok. 100 mln zł i zatrudnią od 500 do tysiąca pracowników."
            Tak, sprowadza z Japoni technologie , maszyny. caly dzial kontroli jakosci,
            wszystkie powazniejsze komponenty, przeszkola kilku Polakow zeby byli co
            najwyzej brygadzistami i i zatrudnia 1000 osob na poczatek do roboty na tasmie.
            Praca od 7:00 do 15:30. O godz 9:00 przerwa 15 min. o 12:00 przerwa 30 min i o
            14:00 znowu 15 min (jak nasz yaponczyk). Jak produkcja sie rozkreci zwolnia 500.
            Inzynierowie Beda Japonscy. Dzial finansow polacy, ale juz kierownik Japonczyk

            "W Polsce w zagranicznych firmach tylko członkowie zarzadów są obcokrajowcami i
            to nie wszyscy. Reszta to dobrze zarabiający Polacy."
            JW

            "Język obcy owszem jest w Polsce przydatny, ale tylko w niektórych zawodach i na
            > niektórych stanowiskach. Reszta posługuje się językiem polskim."
            Hmmmmm smile To by sie zgadzalo. Czy to nie Polska zajmuje jedno z ostatnich miejsc
            w EU jezeli chodzi o znajomosc jezykow obcych ?

            Dlatego ty i wielu tobie podobnych w duzych, powaznych firmach zagranicznych
            kwalifikujecie sie jedynie na stanowiska "Operatorow koparek jednonaczyniowych,
            przedsiebiernych, zasierzutnych o wysiegniku drewnianym"
            • nadau Re: Warto, nie warto? 20.11.06, 09:45
              harlista napisał:

              Moglbys sie dowiedziec o nazwe miasta? Chetnie bym poglebil swoja wlasna wiedze
              na ten temat

              Miasto: Flint w stanie Michigan smile

              Do reszty nie ma sensu się odnosić, bo jasno widać, że nie masz pojęcia co i jak
              robią Polacy w zagranicznych firmach.
              O polskich firmach to jużw ogóle ne masz pojęcia.
              Wiedzę czerpiesz tylko od pismaków, a ci wiadomo, piszą tylko o aferach typu
              Biedronka, sklepie, w którym bezjajowi sprzedają bemózgowcom.
              Nigdy nie widziałem tego sklepu na oczy i osobiście nie znam nikogo kto tam
              kupuje, a już w ogóle sprzedaje. Czasem mignie mi tylko jego reklama za szybą
              samochodu.
    • izabellaz1 Re: Australia - czy warto wyjechać? 16.11.06, 13:50
      Luiza-w-ogrodzie i kan_z_oz dzięki szczególnesmile
      Szkoda, że na tym forum tyle trolli się zagnieździło (na bangladesz chyba się
      jednak nie zdecyduję;P).
      Z językiem angielskim u mnie ok ale planuję zrobić kurs i zdać egzamin IELTS.
      Nie chcę jechać od razu więc mam trochę czasu na przygotowania (około 3 lat).
      O agencie myślałam bo wiem, że czasem nie ma sensu starać się o wizę bo z góry
      wiadomo po analizie sytuacji okaże się to nie możliwe i szkoda tracić czassad

      A na wizie studenckiej raczej nie mamy z mężem i córcią (1 rok) szans żeby się
      utrzymać prawda? Trzeba mierzyć siły na zamiary.

      Sport bardzo lubimy. Trenujemy z mężem od 13 lat karatesmile Mąż ma własną sekcjęsmile
      • luiza-w-ogrodzie Re: Australia - czy warto wyjechać? 17.11.06, 00:33
        Izo,
        egzamin IELTS jest tez przydatny, gdy chcesz sie dalej ksztalcic w Australii.
        Nie czekajcie za dlugo, bo wiek gra role w przyznawaniu punktow sumujacych sie
        do uzyskania wizy. Szczegoly na stronie Wydzialu Imigracji, ktora podalam
        wczesniej, mozesz tez napisac do ambasady Australii w Polsce, zeby przyslali
        instrukcje.
        Szkol karate jest u nas wiele, wiec bedziecie mieli pole do popisu.
        Zycze powodzenia i obysmy kiedys wypili razem dobre australijskie winko
        osobiscie!
        Luiza-w-Ogrodzie
        ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
        Australia-uzyteczne linki
        • czarnyeskimos same eufemizmy w poscie Luizy 17.11.06, 07:39
          Luiza ktora jest w Ausralii stosunkowo od niedawna nie zauwaza w ogole
          panujacego tu paskudztwa, wstretnych mieszkancow, fatalnych warunkow pracy, nie
          mowiac juz o karlowatej przyrodzie tej aborygenskiej wyspy, przyrodzie
          wygolonej jeszcze bardziej przez protestanckich najezdzcow...

          >>i obysmy kiedys wypili razem dobre australijskie winko<< po ktorym na drugi
          dzien bol glowy murowany!
      • zorbathegreek Re: Australia - czy warto wyjechać? NIE! 19.11.06, 08:26
        Australie niewiele rozni od Bangladeszu. Australia, jak Bangladesz, eksportuje surowce a importuje wyroby przemyslowe i technologie oraz know how, Australia ma infrastrukture jak kazdy inny kraj III swiata, czyli marna, w Australii zwykly obyywatel ma tez tak samo malo praw jak w kazdym innym kraju III swiata. Australijczycy maja zas nadmiar trenerow, wiec nie ma co myslec o karierze w sporcie, chyba, ze jak Michael Klim ktos jest mlody, silny i na tyle glupi, ze decyduje sie na zrujnowanie zdrowia przez branie dopingu czyli "performance enhabcing drugs"... W Australii nie mowi sie tez po angielsku, a raczej po australijsku (auusie slang), wiec te egzaminy typu IELTS to tylko strata czasu i pieniedzy...
    • luiza-w-ogrodzie Re: Australia - czy warto wyjechać? 17.11.06, 04:42
      Izo,
      pytalas sie jak sie zyje w Australii. Jezeli jeszcze nie patrzalas na linki z
      mojego watku, moze zacznij od czytania strony Australink szczegolnie
      dzialu "Zycie - Australia - jak sie tam zyje?"
      zycie.australink.pl/zycie/ Pod naglowkiem "Samo zycie" jest tam duzo
      opisow autorstwa nowych i starych emigrantow z Polski o tym jak im sie powodzi
      i jak widza Australie.

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie
      ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
      Australia-uzyteczne linki
    • zorbathegreek Re: Australia - czy warto wyjechać? NIE! 17.11.06, 09:16
      Oczywiscie, ze NIE warto. Pisalem na ten temat juz wiele razy. Powody?
      1. Rasizm (oficjalnie zakazany, ale de facto wrecz kwitnacy).
      2. Zla sytuacja gospodarcza - kryzys od konca lat 1970tych, tyle, ze (jak w
      Polsce za Gierka) maskowany klamliwa propaganda sukcesu. Ze wzgedu na wysokie
      bezrobocie (oficjalnie tylko ok. 5%, realnie ok. 20%) rzad odbiera pracownikom
      prawa, w tym do urlopu i minimalnej godziwej placy. Inflacja tez wysoka, ze
      wzgledu (m. in.) na wysokie zadluzenie zagraniczne, ktore powoduje tez szybki
      wzrost oprocentowania kredytow, przez co coraz mniej Australijczykow stac na
      wlasne mieszkanie. Wlasnie wrocilem z podrozy do Sydney i Brisbane, i jestem
      wrecz przygnebiony widocznymi odznakami recesji (pozamykane, opuszczone
      fabryki, magazyny i sklepy). Australia ma tez marna infrastrukture - miedzy
      Sydney (ok. 4 mln. ludnosci) a Brisbane (ponad 2 mln., najszybciej rosnaca
      ludnosc z wielkich miast Australii) nie ma nawet drogi dwujezdniowej, a waska
      szosa, w wiekszosci bez utwardzonych poboczy, a ruch, szczegolnie ciezarowek,
      wrecz szalony). Tzw. Zlote Wybrzeze (Gold Coast) to zas glownie tandente
      jarmarczne budy z kilkoma tanimi a paskudnymi z wygladu wiezowcami. W
      restaurcjach mozna sie tam przytruc, a pokoje w hotelach, nawet 3-4
      gwiazdkowych, wrecz smierdza...
      3. Brak wody - wszedzie coraz wieksze ograniczenia w jej zuzyciu.
      4. Korupcja - szczegolnie na szczeblu stanow: kilku ministrow z Nowej
      Poludniowej Walii okazalo sie pedofilami, a w Zachodniej Australii kolejny byly
      premier stanowy okazal sie zwyklym zlodziejem...
      Wiec jak juz musisz emigrowac, to do Europy Zachodniej, a na pewno nie na
      pograzone w kryzysie antypody. Oczywiscie wiarus z luiza napisza ci cos innego,
      ale oni sa na garnuszku rzadu...
    • bogo2 Re: Australia - czy warto wyjechać? 17.11.06, 13:26
      przede wszystkim musicie uzgodnic i zdecydowac , gdzie chcecie wyjechac....
      australia jest federacja w duzym stopniu autonomicznych stanow, gdzie inne
      klimaty , sporty, gazety, szkoly, sady i kuchnie....

      zycie w sydney jest diametralnie rozne od zycia w melbourne, perth, czy
      adelaide....
      quensland... to wogole inny kraj...tak jak terytorium polnocne...

      osobiscie polecam melbourne... zyje w tym miescie dobrych kilkanascie lat i
      coraz bardziej je lubie...
      wydaje mi sie najbardziej "europejskie"....nie tylko klimatycznie....
      www.melbourne.pl/
      sydney jest bardzo "amerykanskie"....pospiech, ruch, czas to pieniadz...
      melbourne bardziej spokojne , stateczne, angielsko-flagmetyczne....
      adelaide, to taki duzo wiekszy sopot, wychowany na niemieckim protestantyzmie...
      perth przyzywa w tej chwili swoje 5 minut slawy... ze wzgledu za wyjatkowo
      dobra koniunkture surowcowa.... cena ziemia i nieruchomosci gwaltownie idzie w
      gore...mnostwo pracy.... glownie w gornictwie....mowia , ze potrwa to tak
      dlugo, jak dlugo chiny nie beda samowystarczalne energetycznie....


      izabellaz1 napisała:

      > Ostatnio myślimy z mężem żeby wyjechać na stałe do Australii. Na razie
      > zbieramy informacje bo nie chcemy wyjechać "w ciemno".
      • kan_z_oz Re: Australia - czy warto wyjechać? 18.11.06, 03:51
        izabellaz1 napisała:

        > A na jaką wizę najkorzystniej pojechać i jaką najłatwiej dostać?
        > Ile kasy trzeba mieć ze sobą na tzw. start?
        >
        ODP: Sprecyzuj bardziej - co masz na myśli w pierwszym zdaniu?
        Chodzi Ci o uzyskanie wizy?

        Kan
        • izabellaz1 Re: Australia - czy warto wyjechać? 18.11.06, 13:00
          No bo wiem, że otrzymać wizę emigracyjną nie jest łatwo. Pytałam już agenta. A
          jak jest z otrzymaniem wizy studenckiej lub innej i czy jest możliwe utrzymanie
          się na wizie studenckiej (ja, mąż i roczna córcia) bo chyba są ograniczenia w
          godzinach pracy dla osoby uczącej się (chyba 20 h tygodniowo tak?). Czy druga
          osoba z rodziny, która się nie uczy ma też takie ograniczenia? Czy jak jedna
          osoba z rodziny otrzyma wizę studencką to czy może jechać cała rodzina (mąż,
          dziecko)?

          I to drugie pytanie: ile powinno się mieć ze sobą pieniędzy na "start"?
          • bogo2 Re: Australia - czy warto wyjechać? 18.11.06, 15:00
            tu sa wszystkie informacje...
            www.immi.gov.au/students/students/chooser/index.htm
            zamiast pytac agenta poczytaj...

            co do $, wez ile masz...!!



            izabellaz1 napisała:

            > No bo wiem, że otrzymać wizę emigracyjną nie jest łatwo. Pytałam już agenta.
            (..)
            > I to drugie pytanie: ile powinno się mieć ze sobą pieniędzy na "start"?
            >
            • kan_z_oz Re: Australia - czy warto wyjechać? 19.11.06, 02:00
              Nie rekomenduje Wam przyjazdu z dzieckiem na wize studencka szczegolnie jesli
              macie mozliwosc starac sie na stale. Australijczycy sa bardzo prosci - to co
              jest tam napisane, tak dokladnie jest i nic nie trzeba 'zalatwiac' ani
              poprawiac.

              My z mezem przyjechalismy w ramach 'niezaleznych' na punkty. Nasze zawody nie
              byly na liscie ale majac studia i min 3 lata doswiadczenia w zawodzie, plus max
              punktow za wiek i jezyk spokojnie sie zakwalifikowalismy. (wlasciwie to jedno z
              Nas mialo).
              Jesli macie pukty to dadza Wam wizy.

              Studenckie, wymagaja bardzo duzo kombinowania juz tutaj na miejscu, aby uzyskac
              pobyt na stale. Musisz ukonczyc kursy jezykowe, akademickie lub TAFE a to
              finansowo jest dziura bez dna.
              Trwac to moze 2-3 lata i naprawde nikt nie chce zatrudniac studentow w ramach
              tych 20 godzin. Sprzatanie, praca kelnerki lub budowa - to jedyne realistyczne
              prace na okres studiowania lub oczekiwania na pobyt.
              Zreszta poczytaj i jesli wyda Ci sie skomplikowane - to wlasnie takie jest.

              Kan

              PS Mielismy ze soba 10,000 US - czyli wszystko.
              • tato1 Re: Australia - czy warto wyjechać? 19.11.06, 02:12
                kan_z_oz napisała:

                > Nie rekomenduje Wam przyjazdu z dzieckiem na wize studencka Australijczycy sa
                bardzo prosci - to co
                > jest tam napisane,
                >
                > My z mezem przyjechalismy w ramach 'niezaleznych' na punkty. Nasze zawody nie
                > byly na liscie ale majac studia i min 3 lata doswiadczenia w zawodzie, plus max
                >
                > punktow za wiek i jezyk spokojnie sie zakwalifikowalismy. (wlasciwie to jedno z
                >
                >
                > Jesli macie pukty to dadza Wam wizy.
                >
                > Studenckie, wymagaja bardzo duzo kombinowania juz tutaj na miejscu, aby uzyskac
                >
                > pobyt na stale.
                > Trwac to moze 2-3 lata i naprawde nikt nie chce zatrudniac studentow w ramach
                > tych 20 godzin. Sprzatanie, praca kelnerki lub budowa - to jedyne realistyczne
                > prace na okres studiowania lub oczekiwania na pobyt.
                >
                > Kan
                >
                > PS Mielismy ze soba czyli wszystko.

                Komunikat forum

                Wiadomość nie została wysłana, powód: . Prosimy cytować tylko fragmenty wypowiedzi.


                ...............i dzisiaj masz wiecej..........rozumiem............
                ........to straszne...........
                • kan_z_oz Re: >Australijczycy sa bardzo prosci< 19.11.06, 05:11
                  Tato napisal; ...............i dzisiaj masz wiecej..........rozumiem............
                  ........to straszne...........

                  ODP; Alez oczywiscie, ze nie...
                  Chcialam tylko powiedziec, ze sprzedalismy co bylo do sprzedania zeby nie byc
                  w 'rozkroku' pomiedzy wrocic czy zostac.
                  A poza tym to zostala ta kwota skonsumowana przez bilety, kaucje, oplaty,
                  tudziez inne w tempie iscie zabojczym.

                  Nie wiem czy Izabella to 'dziecko we mgle' - nie wyglada. Przypominam na
                  wszelki wypadek, ze to KOSZTUJE.

                  Kan
          • zorbathegreek Re: Australia - czy warto wyjechać? 19.11.06, 09:29
            W Australii wiekszosc rodowitych Australijczykow (i wcale nie mysle tu o Aborygenach, a o angloasustralijczykach) ma trudnosci z utrzymaniem sie z pracy w pelnym wymiarze godzin, wiec nie mysl o budowaniu przyszlosci na natypodach na wizie studenckiej czy turystycznej...
            Na start potrzebujesz tu minimum 100 tys. PLN na 4 osobowa rodzine, i to na bardzo skromny start!
              • zorbathegreek Re: Australia - czy warto wyjechać? 20.11.06, 07:14
                Nie rozumiesz pytania! Na start, czyli ilosc gotowki, ktora trzeba miec z soba aby rozpoczac w miare cywilizowane (jak na ten barbarzynski kontynent) zycie na antypodach. Jak wyliczylem? 100 tys. PLN to realnie okolo 30 tys. AUD, czyli minimalna ilosc pieniedzy, ktora przecietna rodzina potrzebuje w Australii aby przezyc rok czasu. Pamietajmy, ze w Australii imigrantom obecnie nic nie przysluguje i za wszystko musza oni placic z wlasnej kieszeni... 100 tys. PLN to absolutne minimum na rodzine z dziecmi, tzw. singel przezyje moze rok za ok. 50 tys. PLN.
    • luiza-w-ogrodzie Ile pieniedzy na start 20.11.06, 00:26
      Bogo, daruj sobie pytanie Kagana o cokolwiek, podalam link do stron
      dokumentujacych jego inwalidztwo psychiatryczne. Na tym forum znany jest m.in.
      z nienawisci do wszystkiego co australijskie.

      Izo, co do pieniedzy potrzebnych po przyjezdzie - nawet po uzyskaniu wizy
      stalego pobytu, przez dwa lata nie przysluguje zasilek dla bezrobotnych, choc
      bedzie Ciebie obejmowac publiczne ubezpieczenie zdrowotne - Medicare.
      Najwieksze wydatki to czynsz, jedzenie, rachunki za prad/gaz oraz transport.
      Informacje o nich znajdziesz na necie - pamietaj, ze jak juz tu napisano, rozne
      stany i miasta w nich,rozne dzielnice maja rozne ceny wynajmu. Ceny zywnosci
      wahaja sie (najtansze w supermarketach w duzych miastach i najdrozsze w malych
      miastach w glebi ladu).

      Ceny wynajmu domow obejrzyj na jakiejkolwiek stronie "real estate" (np
      www.domain.com.au po ceny zywnosci zajrzyj np na strony supermarketow
      Aldi (najtanszy), poprzez Franklins, Woolworths do Coles (najdrozszy). Policz
      sobie ile jecie, jakie lokum potrzebujecie wynajac, dodaj 10% i bedzies zmiala
      obraz ile mniej wiecej potrzebujecie.

      Powodzenia
      Luiza-w-Ogrodzie
      ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • zorbathegreek Re: Ile pieniedzy na start 20.11.06, 07:19
        Jak zwykle, luiza-balmy-jp.hi=wiarus potrafi tylko wypisywac osczerstwa na temat tych, ktorzy pisza prawde o Australii. A pamietajmy, ze w b. ZSRR tzw. dysydentow zamykano w szpitalach psychiatrycznych. Luiza tez mysli dokladnie tak jak dobra bolszewiczka, ktora wciaz jest: kazdy kto ma inne poglady niz jedynie sluszne, czyli moje (Luizy) musi byc z definicji mocno stukniety... sad
        A co do Aldiego - to nie ten sam co w Niemczech. Australijski Aldi sprzedaje najpodlejsze z mozliwych zarcie. Kazda wedlina zalatuje tam np. starym baranem... Tylko dla osobnikow pozbawionych zapachu i smaku (a to jest, niestety, dobrze ponad 2/3 angloaustralijczykow)...
    • zorbathegreek Re: Australia - czy warto wyjechać? 20.11.06, 07:29
      NIE! Chocby "tylko" dla tego, ze w rzadach jest tu sporo pedofilow i innych zboczencow seksualnych. Zajrzyj do prasy australijskiej, np. do theage.com czy innego The Sydney Morning Herald, a dowiesz sie prawdy o Australii, skrzetnie ukrywanej na tym forum przez Luize i Wiarusa...
          • zorbathegreek Re: Australia jest fajna- wracamy do Ozzz.... 21.11.06, 10:31
            Widac, ze w Australii nigdy nie byles. Upaly w Melbourne potrafia byc nie gorsze niz w Darwin. Nieco inny klimat ma tylko Tasmania, ale to przekleta wyspa, bo na niej, jak sie jeszcze nazywala Van Diemens Land, wymordowano wszystkich tubylcow czyli Tasmanczykow oraz wiekszosc wiezniow (Tasmania byla najwieksza i njasurowsza kolonia karna imperium brytyjskiego)... sad
            • bogo2 Re: Australia jest fajna- wracamy do Ozzz.... 21.11.06, 14:51
              to prawda, upaly w melbourne potrafia byc nie gorsze niz w darwin, co nie
              zmienia faktu, ze klimatycznie, to dwa rozne swiaty....

              upaly w warszawie potrafia byc nie gorsze, niz w madrycie, co nie zmienia
              faktu, ze klimatycznie, to dwa rozne swiaty....

              zly argument, kolego...zla logika... smile

              zorbathegreek napisał:

              > Widac, ze w Australii nigdy nie byles. Upaly w Melbourne potrafia byc nie
              > gorsze niz w Darwin.(..)
              • zorbathegreek Re: Australia jest fajna- wracamy do Ozzz.... 22.11.06, 03:39
                Zauwaz, ze w Melbourne, podobnie jak w Darwin, upaly potrafia sie utrzymywac miesiacami. A jesli sie czepiasz do logiki, to smiem zauwazyc, ze mozna porownywac ze soba ponadmilionowe europejskie miasta takie jak Warszawa i Madryt, a nie trzymilionowe Melbourne z okolo 50-100 tys. Darwin... Melbourne to, badz co badz, duze miasto, zas Darwin to typowy kolonialny port na krancu kontynentu, ktory ze wzgledu na izolacje nie ma szans na rozwoj (moze i dobrze, bowiem i tak w Australii nie starcza wody dla jej obecnych mieszkancow)...
        • zorbathegreek Re: Australia jest fajna- wracamy do Ozzz? 21.11.06, 10:28
          Dzis w Melbourne bylo duszno i chmurno. Temperatura w cieniu prawie 40 stopni Celsjusza, zadnego wiatru ani deszczu, wiec smog na ulicach. NZ ma przynajmniej czyste powietrze i ladne gory, Australia ma zas tylko plaze, ale co z tego, jak ciagle tu strasza rakiem skory, wiec malo kto sie na tych plazach opala. Do wody tez strach wejsc, bo jak nie krododyl to plaszczka albo palaca meduza. Klimatycznie Australia jest wiec do d.
          • xyxyx1 Re: Australia jest fajna- wracamy do Ozzz? 21.11.06, 13:07
            N.Z - fajne powietrze - "inhalacje zdrowotne" zima gdy z oszczednosici kiwusi
            pala w kominkach plastiowe butelki i opony i chmury smierdzacego dymu wisza nad
            miastem - no chyba ze mieszkasz w Wellington to w miare szybko wiatrzyska
            przepedzaja smrod, ale i glowe tez moze "urwac". Plaze w NZ - przecietne (pare
            malych ladnych, niezatloczonych w Malborough-Nelson) ale w porownanie do
            Australi nic ciekawego, no i woda zimna - nie wykapiesz sie. Wogole
            najladniejsze plaze,czyste, malo ludzi i woda ciepla sa w Australi. Kapalismy
            sie i nic nas nie zjadlo ani nie poparzylo - takze z tym to przesada i po trawie
            w parkach na bosaka jak Ozz chodzilismy i tez nic nas nie pokulo. Tak pieknych
            plazy jak w Australi - Nie ma ani w US(California, Texas,etc -duzo ludzi, zimna
            woda), Mexyk (zatloczone i limitowane bezpieczenstwem tylko do curortow), Canada
            (zimna woda i ciemny piasek w BC, NS), Europa -Srodziemnomoskie (zatloczone,
            czesto kamieniste)
            Nie mam nic do N.Z (bylism, zylismy, doswiadczylismy) ma plusy i muinusy jak
            wszedzie - krajobrazowo ladny kraj,dobra i smaczna woda taka prosto ze strumyka,
            Kiwusi sa bardzo mili ludzie, duzo ladnych szlakow turystycznych ale uwazac na
            bezpieczenstow bo wariatow/mordercow tez tam nie brakuje, wegorze mozna nawet na
            peryferiach miasta po prostu " wyciagac" z przydroznych strumykow, trzesienia
            ziemi tez sie da wytrzymac - nic strasznego,jadowitych stworzen nie ma, za
            wizyte u lekarza trzeba doplacac,lekarstwa tez kosztuja, szpitale w srodku
            wygladaja jak za "Krola Swieczka" - niedoinwestowane, poziom edukacji w szkolach
            podstawowych/srednich slaby(dzieci musz duzo nadrabiac po wyjezdzie z tamtad),
            bardzo drogie i malo pozalekcyjnych zajec dla dzieci (jezyki obce, jazda konna,
            narty, lyzwy, komputery etc), samochody drogie i duzo starych jezdzi bo kiwusi
            duzo sprowadzaja z Japoni staroci (5-10 letnich) i jeszcze kaza sobie za to
            "slono placic", jedzenie, ubrania, sprzet elect-mech bardzo...drogie. Domy w
            zimie "dostaje sie wstrzasow termichnych" bo bardzo drogo kosztuje zeby ogrzac
            dom -ciekawe czy juz zaczeli budowac domy z podwojnymi szybami i ocieplac-bo
            jeszcze kilka lat temu to byla to "nowosc" dla kiwusow zreszta tak samo jak i
            "glazura" i plytki to byla "nowosc" (najwieksze majatki emigracja lat 80 zrobila
            na ukladaniu "plytek-glazury" w Kiwilandzie) Pozytywna rzecz to w nowych
            domach(w NZ i Australia) wyposarzenia kuchni/meble robia na bardzo nowoczesny
            styl (Canada, US nawet duzo Europejskich krajow jest do "tylu" w tym).

            Z krajow (N.Z, Australia, USA, Canada,Europa) pod wzgledem stylu zycia Australia
            jest najfajniejsza !!!- (to jest moja opinia). W Australi, Nz, Californi -
            praktycznie barbaque mozna robic caly rok na dworzu i kolacje jesc na ptio w
            ogrodku (tego brakuje w Canada, i Europie). Ale w Californi domy sa bardzo
            drogie w porownaniu do Australi i NZ i Canady i nawet Europy - takze pomimo tego
            ze klimat jest fajny, praca jest, jedzenie i benzyna (ostatnio bardzo
            podrozalo)i nowe domu sa bardzo ladne i duze, stacko na zewnatrz, konstrukcja
            drewniana, dzialki niezbyt duze, to jednak na domek moze nie stac przecietnego
            czlowieka - stary "szalas" ceny zaczynaja sie w The Bay area od 700000$(plus
            olbrzymie tax property, taniej troche jest w malych miejscowosciach kolo LA i na
            polnocy Californi - no ale i zarobki miejsze i pracy mniej). W Californi upaly
            tez sa dochodzace do 40C i powyzej (szczegolnie okolice Sacramento) - tez ciezko
            spac bez klimatyzacji. klimatyzacja (nawet nowa-strasznie glosna - nie wiem
            dlaczego nie buduja w takim samym stylu jak w Australi "nadmuchowa w podlodze"-
            w lecie sluzy to jako klimatyzacja zas zima jako ogrzewanie).

            Sydney - zbyt ruchliwe, zbyt drogie i cosmopolitan - jak dla mnie. Interesujace
            Opera i znajomi - nie chcielismy tam mieszkac.
            Brisbane - fajnie, tropik - piekne plaze, ladne nowe dzielnice, te stare nie
            podobaja sie mi (domy na palach), wieksza wilgotnosc, moze byc parno, moga byc
            duze trafiki w czasie Bozego Narodzenie gdy cala Australia ma "holiday".
            Adelaide - cicho, nie ma trafikow, piekne plaze, wszedzie blisko, najdrozsze
            dzielnice na wzgorzach.

            Melbourne- ladne okolice Mornington Peninsula (piekne plaze i jaka woda,
            fale,czysto, cieplo - "marzenie") i na poludnie od Dandenong. Polnoc miasta nie
            podoba mi sie wcale - ale to rzecz gustu. Jugoslowianscy rzeznicy w okolicach
            Dandenong - najlepsze wedliny,ostry salceson z papryka, suszone z ziolami
            miesa- Polecam - pyszne - nie wkladaja barana wszedzie tak jak Kiwi i OZz!!
            Przez wiele lat zaopatrywanie sie u Jugoli doszlismy do wniosku ze Polskie
            wyroby wcale nie sa najlepsze - preferuje Jugolskie.

            W Australi - Upaly sa - tak jak sie nie ma klimatyzacji w samochodzie i domu to
            niestety mozna sie zameczyc - w nocy nie mozna usnac. Ale upaly w Australi to
            nic w porownianiu np do Las Vegas - tam to temp dochodzi do 50c i wiecej i od
            samochodu do domu sie "biegnie" bo zar jak z pieca.
            Samochody ogolnie w NZ i Australi - jest gorzej i drozej w porownaniu do EU, US
            i Canada.
            Domy nowe w Australi - ladnie stylowo, pododbaja mi sie, czesto obkladane cegla,
            mozna sobie wybudowac na metalowej konstrukcji, duze rumpus room, living
            room,zamale sypialnie, maja izolacje cieplna, klimatyzacje i ogrzewanie - w
            zimie nie trzeba przechodzic takich "wstrzasow termicznych" jak w N.Z (no chyba
            ze sie mieszka w starszych domach to wtedy jest zimno i w Australi).

            Ogolnie wszedzie sa plusy i mniusy - my lubimy Australie najbardziej - to jest
            rzecz gusty - kazdy ma inny.
            • bonzee Re: Australia jest fajna- wracamy do Ozzz? 21.11.06, 13:14
              > N.Z - fajne powietrze - "inhalacje zdrowotne" zima gdy z oszczednosici kiwusi
              > pala w kominkach plastiowe butelki i opony i chmury smierdzacego dymu wisza
              nad
              > miastem - no chyba ze mieszkasz w Wellington to w miare szybko wiatrzyska
              > przepedzaja smrod, ale i glowe tez moze "urwac". Plaze w NZ - przecietne (pare
              > malych ladnych, niezatloczonych w Malborough-Nelson) ale w porownanie do
              > Australi nic ciekawego, no i woda zimna - nie wykapiesz sie. Wogole
              > najladniejsze plaze,czyste, malo ludzi i woda ciepla sa w Australi. Kapalismy
              > sie i nic nas nie zjadlo ani nie poparzylo - takze z tym to przesada i po
              trawi
              > e
              > w parkach na bosaka jak Ozz chodzilismy i tez nic nas nie pokulo. Tak pieknych
              > plazy jak w Australi - Nie ma ani w US(California, Texas,etc -duzo ludzi, zimn
              > a
              > woda), Mexyk (zatloczone i limitowane bezpieczenstwem tylko do curortow),
              Canad
              > a
              > (zimna woda i ciemny piasek w BC, NS), Europa -Srodziemnomoskie (zatloczone,
              > czesto kamieniste)
              > Nie mam nic do N.Z (bylism, zylismy, doswiadczylismy) ma plusy i muinusy jak
              > wszedzie - krajobrazowo ladny kraj,dobra i smaczna woda taka prosto ze
              strumyka
              > ,
              > Kiwusi sa bardzo mili ludzie, duzo ladnych szlakow turystycznych ale uwazac na
              > bezpieczenstow bo wariatow/mordercow tez tam nie brakuje, wegorze mozna nawet
              n
              > a
              > peryferiach miasta po prostu " wyciagac" z przydroznych strumykow, trzesienia
              > ziemi tez sie da wytrzymac - nic strasznego,jadowitych stworzen nie ma, za
              > wizyte u lekarza trzeba doplacac,lekarstwa tez kosztuja, szpitale w srodku
              > wygladaja jak za "Krola Swieczka" - niedoinwestowane, poziom edukacji w
              szkolac


              To z perspektywy turysty a czemu nie napiszesz, ze jak mowiac swoim
              nieojczystym jezykiem angielskim popelnisz blad gramatyczny, to przecietny
              kiwus odwraca glowe w druga strone (Zakladajac, ze go Twoj akcent wczesniej nie
              zniecheci w ogole do prowadzenia konwersacji! (Na szczescie wyzbywaja sie tych
              d'prowincjonalnych nawykow' mieszkajac w Europie)
            • bogo2 Re: Australia jest fajna- wracamy do Ozzz? 21.11.06, 15:25
              wspomniales dandenong (dla niewtajemniczonych-satelickie miasto melbourne-takie
              podwarszawskie marki )i jugoslowianskich rzeznikow...

              nie wiem, czy miales okazje wyprobowac wyroby dwoch "polskich" rzeznikow w
              dandenong.... "wisla" i "u wujka" konkuruja ze soba i to ostro...
              i takze nie dodaja do swoich wedlin baraniny....

              dzieki za opisy....zwlaszcza melbourne...i okolic....
              mornington peninsula....wszystko sie zgadza, tylko, nic nie wpomniales o
              winach... wink
              • zorbathegreek Re: Australia jest fajna- wracamy do Ozzz? 22.11.06, 03:48
                Dandenong to najwiekszy slums we wschodnich dzielnicach Melbourne. Mieszkaja tam glownie imigranci z III Swiata (Indie, Pakistan, Afryka). W sklepach sa na stale zatrudnieni ochroniarze, bo inaczej to by zostaly w 5 minut rozkradzione. Glowny problem Dandenongu to bezrobocie, bo fabryki sie przeniosly do Chin. Stad narkomania, alkoholizm itd. Ogolnie Dandenong (nie mylic z eksluzywnymi, bialymi The Dandenogs) jest brudny, zaniedbany i brzydki... Jedyny plus to niskie ceny na bazarze. I zgoda: polscy, rosyjscy czy jugoslowianscy (choc tego kraju juz niestety nie ma) na ogol robia lepsze wedliny niz Australijczycy, ale sobie tez za nie odpowiednio licza... Co do win: odradzam tutejsze wina, jako ze maja za duzo prezerwatyw (konserwantow). Sam pije importowane wina z Europy, po ktorych przynajmniej nie boli glowa. Najgorsza jest siarka, masowo dodawana tu do win. Tutejsze piwo tez nie jest pitne, ale nawet w Aldim mozna teraz dostac importowane niemieckie piwo po rozsadnej cenie.
            • zorbathegreek Re: Australia jest fajna- wracamy do Ozzz? 22.11.06, 03:33
              Wasz gust. Oczywiscie, ze NZ jest obecnie biedniejsza niz Australia, i ze NZ byla zawsze na uboczu i z tylu ze wzgledu na swoj maly rozmiar, mala ludnosc i oddalenie od centrow cywilizacji. Niemniej turystycznie jest ona o wiele ciekawsza od Australii. Sami przyznajecie, ze Australia ma z atrakcji wlasciwie tylko plaze, a to nie kazdemu wystarcza, szczegolnie, ze nie mozna sie tu opalac ze wzgledu na epidemie raka skory. Cale centrum kontynentu (90% obszaru) to pustynie i polpustynie, gdzie rzad (czytaj podatnicy) doplaca(ja) do kazdej farmy. Najwazniejszy problem Australii to brak wody. Obecne susze moga ten kraj doprowadzic do bankructwa, chyba, ze Australia ograniczy ilosc ludnosci poprzez finansowe zachety dla imigrantow aby wrocili do domu (podobnie jak rzad placi kazdej rodzine farmerow okolo 50 tys. dolarow za samo opuszczenie niedochodowej, ciagle dotowanej farmy). Odsalanie wody nie wchodzi zas w rachube, bo wymaga olbrzymiej ilosci energii, a wiec powoduje dalsze ocieplenie klimatu (dosc wplywowe lobby zielonych nie pozwoli tu chyba nigdy na budowe elektrowni jadrowych, choc taniego uranu jest tu wbrod). Ogolnie to Australie rozklada ideologia wolnego rynku, przez co (niskie podatki i wymog zrownowazenia budzetu nawet podczas recesji) rzad nie ma dosc pieniedzy na budowe i modernizacje drog i kolei (poza stanem Victoria nie ma tu praktycznie autostrad a koleje sa jak w XIX wieku), oszczedza sie tez na szkolach, uniwersytetach i szpitalach. Dochodzi tez olbrzymie zadluzenie zagraniczne (znacznie wieksze per capita niz w Polsce za Gierka) przez co kredyt jest drogi (wysokie stopy procentowe), a wiec mlodych ludzi nie stac obecnie na wlasny dom (end of australian dream)... A jako ze panstwowe uczelnie sa chronicznie niedofinansowane (1 wykladowca na ponad 100 studentow, praktycznie nie ma tu tez asystentow) a i nie ma tu praktycznie prywatnych wyzszych uczelni, to elity sa slabo wyksztalcone, przez co sa ksenofobiczne i rasistowskie. Wniosek: Australia jest moze dobra dla imigrantow z Anglii, Szkocji, Walii czy Irlandii, ale nie dla Polakow, bo tu wciaz oceniaja cie po akcencie, a ze gospodarka jest w kryzysie (maskowanym iscie gierkowska propaganda sukcesu), to Polacy nie maja tu czego szukac...
              • piss.doff Re: Australia jest fajna- wracamy do Ozzz? 22.11.06, 03:45
                z czego bierze sie ta nagla epidemia raka skory? Zawsze to bylo? No i jak sobie
                z tym ludzie radza - sun screen? A wiec jak to jest, idziesz na plaze i liczysz
                minuty? A ci na na jachtach?

                Co do odsalania to mozna by wykorzystac energie sloneczna, prosty gadget i jest
                czysta woda.
                • zorbathegreek Re: Australia jest fajna- wracamy do Ozzz? 22.11.06, 03:56
                  1. Chyba z tzw. dziury ozonowej, przez co slonce, ktoe bylo w Polsce lecznicze, tu jest rakotworcze. Wszedzie w Oz teraz sa kliniki leczace raka skory, ale marnie go lecza, bo lekarze nie wiedza przeciez dobrze z czego sie tak naprawde ten rak skory bierze. Wiadomo tylko, ze przebywanie na sloncu powaznie zwieksza ryzyko raka skory, ale dla czego to tego nikt dobrze nie wie... Sprzedaja smary antyrakowe, ale sa one malo efektywne, a ja np. nie lubie siedziec na plazy czy sie kapac bedac caly w smarze (na ogol paskudnie on pachnie)..
                  2. Odsalanie: te gadzety produkuja ledwo ilosc wody pozwalajaca czlowiekowi na przezycie dnia (tygodnia?) bez smierci z pragnienia. Nie starcza jej nawet na gotowanie, o myciu czy praniu juz nie wspomne. Gdyby sie dalo odsalac tanio wode morska, to by dawno byla ona od dawna odsalana. Z ta prostota odsalania jest jak z bomba atomowa: zaasada jest prosta, i latwo mozna ja znalezc w podreczniku fizyki, ale zrobic taka bombe to nie jest (na szczescie) latwa sprawa. Diabel siedzi w szczegolach!
                  • starywiarus Re: Australia jest fajna- wracamy do Ozzz? 22.11.06, 10:30
                    Gdyby tylko Australia sześć lat temu przyjęła Kagana do swojej dyplomacji, wszystko byłoby OK, i nie
                    znalazłabyś bardziej entuzjastycznego propagatora i ambasadora tego kraju. Kagan, pomimo
                    posiadania australijskiego doktoratu na temat twórczości Stanisława Lema, nie załapał się niestety na
                    posadę w konkursie kandydatów do pracy w tutejszym MSZ (DFAT), powszechnie znanym z morderczej
                    konkurencji. W tym konkursie corocznie startuje około 100 razy więcej kandydatów niż DFAT ma miejsc
                    dla nowych stażystów, więc siłą rzeczy 99% odpada. Kagan przystąpił do konkursu z założeniem że, z
                    powodu jego kwalifikacji, posada w dyplomacji będzie rzeczą naturalną i nieuchronną. Gdy posady nie
                    otrzymał, zaskarżył rząd australijski do sądu o karygodną dyskryminację w zatrudnieniu z powodu
                    polskiego pochodzenia i inwalidztwa psychiatrycznego (sic). Sąd oddalił powództwo w 2001 roku,
                    obciążając Kagana kosztami. Kagan nigdy się nie dźwignął z tej porażki. Na zmianę, albo ją opisuje,
                    pod wieloma pseudonimami, w chorobliwie precyzyjnych szczegółach, albo utrzymuje, że nigdy nie
                    miała miejsca, pomimo opublikowanych orzeczeń sądowych, które każdy średnio inteligentny
                    szympans potrafi znaleźć przez Google w ciągu minuty.

                    Od czasu porażki, Australia stała się dla Kagana Wielkim Szatanem, nie przymierzając jak Ameryka dla
                    ayatollahów Iranu. Australijskie sądy są przekupne, bo jakby nie były przekupne, to by orzekały na
                    korzyść Kagana. Australijska statystyka jest kłamliwa, niskie bezrobocie jest nieprawdziwe, szaleje
                    permanentna recesja, depresja, susza i pożary, myć się nie ma czym, woda do picia jest na kartki, po
                    kubku dziennie; na ulicy atakują zboczeńcy. Na Polaków, Australijczycy polują konno z ogarami, za ich
                    akcent. Australię rychło czeka nieuchronna zagłada, jako sprawiedliwa kara za niedocenienie Kagana.
                    Co prawda Australijczycy nic o tym wszystkim nie wiedzą, ale tylko dlatego, że na świecie całą prawdę
                    o Australii widzi i opisuje jedynie Kagan. Kagan nie zazna spokoju, dopóki Australia nie zatonie w
                    oceanie. Czekając na tą szczęśliwą chwilę, skraca sobie czas wypisywaniem bredni. Smutny przypadek.

                    1 grudnia 2006 roku Kagan kończy 57 lat. Wyślijcie mu życzenia.
      • starywiarus Re: Australia - czy warto wyjechać? 22.11.06, 11:40
        normalski1 napisał:

        > starywiarus więcej pisał kłamstw na temat Polski ,no ale wiarus jest Żydem i to
        >
        > go usprawiedliwia !
        > co do australii to nie jeden Kagan psioczy na tą wyspe skazanców ,ogólnie jest
        > wielki syf ,raj dla Azjatów !


        Kaganiuszu, gdzie tu masz pół słowa o Polsce?

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=52248527&a=52644065
        Zaniedbałeś też wspomnieć, że ponadto jestem równieź masonem i cyklistą, a zatem nie mogę mieć
        racji.
        • nadau Re: Australia - czy warto wyjechać? 22.11.06, 12:31
          A jak tam wiarus twoja nowa ustawa o szczuropolacha?
          Podobno udało ci się "wykraść" jej projekt z ministerstwa, choć na ich stronie
          od dawna był umieszczony.
          Tyle tylko, że dalej nic się z nim nie dzieje.

          Pozostaje ci już tylko pesel, bo z lewego ucha już zrezygnowano.
          Czyli postęp jest, no ni?
            • ratpole Re: Napewno bardziej warto niz do Kanady. 23.11.06, 06:50
              western_star napisał:

              > gdzie klimat beznadziejny a ludzie jeszcze bardziej zamknieci w sobie.

              Jesli otwartosc ludzi ma byc kryterium oceny kraju, to serdecznie zapraszam
              wszystkich Bulbonczykow spragnionych wylewnosci i szczerosci az do bolu do
              powrotu na lono Macicy, przyjaznie otwarte.
              Niestety, niektorzy moga sie nieco rozczarowac, bo i w tym Bulbonia nie
              przoduje. Nie ma to jak Matuszka Rassija. Tam ludzie przy musztardowce metylowej
              Stolicznej i polowce cebuli na zagryche sa otwarci jak rzadko gdzie.
                  • ratpole Re: Napewno bardziej warto niz do Kanady. 23.11.06, 12:01
                    zorbathegreek napisał:

                    > Robercie Jaworski (ksywka wiarus). Czy zostal wam juz tylko argument sily z
                    > braku sily twych argumentow?

                    Jedynym argumentem zdolnym otrzezwic wariata JEST argument sily.
                    Nie udawaj glupka. Na pewno jeszcze przypominasz sobie to euforyczne uczucie
                    powrotu do rzeczywistosci kojarzace sie z oblizywaniem krwi z rozbitych warg.
                    Sek w tym, ze dawno nikt cie nie poddal zbawiennej terapii
                    • zorbathegreek Re: Napewno bardziej warto niz do Kanady. 25.11.06, 12:01
                      zaprasza.net/a_y.php?mid=8903&category_id=22&search=&&PHPSESSID=2adc3d8ac97a74ce18acc38107c25622
                      robertjaworski.blox.pl/html
                      Prywatny Blog Roberta Jaworskiego ("wiarusa")
                      RobertJaworski.blox.pl/html
                      Witam na mym blogu (witrynie Internetowej). Nazywam się Robert Jaworski, ale
                      znany jestem na internecie jako “wiarus” (ostatnio “prawdziwy stary wiarus” jako
                      iż zanim “zaklepałem” sobie login “wiarus”, ktoś mnie wyprzedził, i w związku z
                      tym loguje się jako “prawdziwystarywiarus”wink.
                      Mój krótki życiorys: Urodziłem się 1 kwietnia roku 1947 w Pieszycach na Dolnym
                      Śląsku w polsko-żydowskiej, ale postępowej, nieortodoksyjnej rodzinie
                      inteligenckiej. W roku 1953, roku śmierci Stalina, moja rodzina przeniosła się
                      do Wałbrzycha, gdzie w tym samym roku poszedłem do szkoły podstawowej, którą
                      ukończyłem w roku 1960. W roku 1960 zacząłem też naukę w liceum
                      ogólnokształcącym nr 2 w Wałbrzychu. W roku następnym przeniosłem się z rodziną
                      do Wrocławia, gdzie też zrobiłem w roku 1964 maturę. Studia rozpocząłem z
                      rocznym opóźnieniem spowodowanym nie dostaniem się za pierwszym razem na mą
                      wymarzoną archeologię śródziemnomorską w roku 1964. Pamiętny rok 1968 zastał
                      mnie więc na studiach na Uniwersytecie Warszawskim. Jako student pochodzenia
                      żydowskiego zostałem wyrzucony ze studiów, wybrałem więc emigrację do Izraela na
                      tzw. dokumencie podróży, stwierdzającym, iż mam prawo tylko do jednokrotnego
                      przekroczenia granicy państwowej Polski i ze nie jestem obywatelem PRL. W
                      Izraelu przebywałem krótko, gdyż nie podobał mi się tamtejszy religijny system
                      rządów. W roku 1970 me podanie o wizę imigracyjną do Australii zostało
                      rozpatrzone pozytywnie, i od roku 1971 jestem rezydentem tego pięknego
                      kontynentu, a od roku 1980 dumnym obywatelem australijskim. W Australii zajmuję
                      się dziennikarstwem i publicystyką, między innymi na łamach założonego przeze
                      mnie "Cyberexpressu” -www.cyberexpres.com.
                      Robert Jaworski
                      Telefon (mobile): 0408 386 038 (Australia)
                      E-mail: robert_jaworski@gazeta.pl
                      Szukacz
                      2006-03-01
      • zorbathegreek Re: Australia - czy warto wyjechać? 23.11.06, 10:57
        Wiadomo, ze wiarus to stary polski zyd, ktoremu (jako zydowi) Australia sie
        bardzo podoba. Na jego blogu (adres ponizej) jest flaga zydowska i australijska,
        a brakuje polskiej. Ciekawe czemu?
        robertjaworski.blox.pl/html
        Prywatny Blog Roberta Jaworskiego ("wiarusa")
        RobertJaworski.blox.pl/html
        Witam na mym blogu (witrynie Internetowej). Nazywam się Robert Jaworski, ale
        znany jestem na internecie jako “wiarus” (ostatnio “prawdziwy stary wiarus” jako
        iż zanim “zaklepałem” sobie login “wiarus”, ktoś mnie wyprzedził, i w związku z
        tym loguje się jako “prawdziwystarywiarus”wink.
        Mój krótki życiorys: Urodziłem się 1 kwietnia roku 1947 w Pieszycach na Dolnym
        Śląsku w polsko-żydowskiej, ale postępowej, nieortodoksyjnej rodzinie
        inteligenckiej. W roku 1953, roku śmierci Stalina, moja rodzina przeniosła się
        do Wałbrzycha, gdzie w tym samym roku poszedłem do szkoły podstawowej, którą
        ukończyłem w roku 1960. W roku 1960 zacząłem też naukę w liceum
        ogólnokształcącym nr 2 w Wałbrzychu. W roku następnym przeniosłem się z rodziną
        do Wrocławia, gdzie też zrobiłem w roku 1964 maturę. Studia rozpocząłem z
        rocznym opóźnieniem spowodowanym nie dostaniem się za pierwszym razem na mą
        wymarzoną archeologię śródziemnomorską w roku 1964. Pamiętny rok 1968 zastał
        mnie więc na studiach na Uniwersytecie Warszawskim. Jako student pochodzenia
        żydowskiego zostałem wyrzucony ze studiów, wybrałem więc emigrację do Izraela na
        tzw. dokumencie podróży, stwierdzającym, iż mam prawo tylko do jednokrotnego
        przekroczenia granicy państwowej Polski i ze nie jestem obywatelem PRL. W
        Izraelu przebywałem krótko, gdyż nie podobał mi się tamtejszy religijny system
        rządów. W roku 1970 me podanie o wizę imigracyjną do Australii zostało
        rozpatrzone pozytywnie, i od roku 1971 jestem rezydentem tego pięknego
        kontynentu, a od roku 1980 dumnym obywatelem australijskim. W Australii zajmuję
        się dziennikarstwem i publicystyką, między innymi na łamach założonego przeze
        mnie "Cyberexpressu” -www.cyberexpres.com.
        Robert Jaworski
        Telefon (mobile): 0408 386 038 (Australia)
        E-mail: robert_jaworski@gazeta.pl
    • czarnyeskimos "The Lucky Country" 23.11.06, 09:03
      Niejaki Donald Horne napisal ksiazke pod tym tytulem jeszcze w latach 60-tych.
      Tytul ten oznaczal tyle co "glupi ma szczescie", ale Australijczycy nie
      zalapali ironii i do dzis wmawiaja dzieciom i imigrantom ze Australia to kraj
      szczescia.
      Od lat 60-tych nie zmienilo sie wiele, dzis tylko bardziej tu kolorowo (w
      sensie kolorow skory na ulicach miast), ale trudniej o prace.
      >>>As Robin Boyd showed with wit and venom in The Australian Ugliness,
      Australian manufacturers hadn't been much good at manufacturing. Australia was
      being lampooned as a highly derivative society. Or as it was put it in my
      book: "Australia is a lucky country run by second-rate people who share its
      luck." Things have changed for the better. But the jury is still out.<<<
      www.smh.com.au/articles/2004/08/20/1092972745574.html?from=storylhs



      • ratpole Re: "The Lucky Country" 23.11.06, 09:56
        czarnyeskimos napisał:

        Ty sie chyba bardzo wyzywasz intelektualnie stosujac ten nadzwyczaj
        skomplikowany system uzywania nickow.
        Komputer ci je losuje czy normalnie rzucasz moneta?
        A to czarny eskimos, a to zorba, a to normalski, a to peerelski i chyba wiele
        innych?
        Czytanie ciebie, durniu zalosny to jak rozwiazanie calego numeru "Rozrywki" za
        jeden wieczor, hehe
      • zorbathegreek Re: "The Lucky Country" 23.11.06, 11:08
        Tak. To ciekawy fenomenon, ze w miare spadku stopy bezrobocia, w Australii jest
        coraz trudniej o prace. Poza rzadowa administracja nie ma tu juz praktycznie
        prac na stale, a tylko kontrakty, z ktorych mozna wyleciec za byle co a nawet i
        bez powodu, a decyzja szefa jest ostateczna i nie do podwazenia. Idealem zarowno
        australijskich laburzystow jak i liberalow jest dorownanie sasiadom pod wzgledem
        plac i warunkow pracy. A sasiedzi Australii to glownie Papua-Nowa Gwinea i
        Indonezja... sad
        • ratpole Re: "The Lucky Country" 23.11.06, 11:55
          zorbathegreek napisał:

          > Tak. To ciekawy fenomenon,

          Fenomen po polsku.
          Strasznie sie zanglicyzowales.
          Wkrotce moglbys pewnie zostac nastojaszczim WASPom, ale poddales sie walkowerem,
          hehehe
          • western_star Re: "The Lucky Country" 23.11.06, 16:57
            Przyznaje sie bez bicia, nie znam Australii, znam Kanade.
            Australia wydaje sie duzo bardziej przyjazna ze wzgledu na klimat, jesli chodzi
            o ludzi to ci australijczycy ktorych spotkalem, podrozujacy po swiecie sa duzo
            bardziej 'na luzie' niz kanadyjczycy. To chyba kwestia lepszego klimatu.
            Kanada ma beznadziejny i przez to co tutaj jest najwazniejsze to praca, dom i
            samochod, zycie polega na wyjsciu do pracy powrocie i jak najmniejszej
            interakcji ze swiatem zewnetrznym.
            Gospodarka Kanady obecnie ma sie calkiem niezle, szczegolnie na zachodnim jej
            krancu, z drugiej strony Australia jest ponoc krajem duzo bardziej socjalnym,
            latwiej uzyskac od rzadu pomoc na nauke, wyzsze sa emerytury i korzystniejsze
            dla obywatela prawo emerytalnie, latwiej o zasilki itp.
            Choc kwestia zasilkow moze byc nieco dyskusyjna, pomoc dla chcacych sie uczyc
            nie powinna byc.
            • zorbathegreek Re: "The Lucky Country" 25.11.06, 12:09
              Masz wyidealizowany obraz Australii. Klimat w Australii wcale nie jest
              przyjemny. Na polnocy jest sucho i goraca caly rok (poza waskim pasem nadmorskim
              gdzie padaja czasem deszcze) a na poludniu sa (poza Tasmania, wyspa przeklerta
              przez wymordowanie przez brytyjczykow calego narody tasmanskiego) dosc chlodne
              zimy (przy marnyam ogrzewaniu domow) i gorace, wrecz upalne lata. Rzad od
              dojscia do wladzy liberalow, czyli od jakis conajmniej 10 lat z roku na rok
              obniza wydatki na edukacje, a szczegolnie na uczelnie wyzsze. O zasilki tu coraz
              trudniej, bo bezrobocie maleje tu tylko na papierze, a tak naprawde to coraz
              trudniej tu o prace. Rzad odbiera pracownikom resztke praw, bo chodzi o
              zrownanie plac z sasiadami, czyli Nowa Gwinea i Indonezja. Dochodzi do tego
              wielka susza i zaczynajacy sie wlasnie sezon pozarow lasow w okolicach Sydney i
              Melbourne...
    • larson Re: Australia - czy warto wyjechać? 23.11.06, 17:44
      > Ostatnio myślimy z mężem żeby wyjechać na stałe do Australii. Na razie
      > zbieramy informacje bo nie chcemy wyjechać "w ciemno".

      Serdecznie polecam jedno: jedzcie na jakis czas, powiedzmy 3/6 miesiecy, zanim
      spalicie za soba mosty, sprzedacie mieszkanie itd.

      Ja w Australii wytrzymalem 3 lata i nic by mnie tam nie sciagnelo ponownie
      oprocz wakacji, typu przejechanie z Perth do Cairns 4WD. Pewnie to kiedys
      jeszcze zrobie. Moi znajomi wytrzymali rok - nie znalezli dobrej pracy (oboje
      wyksztalceni), za to dziecko musieli leczyc kilkakrotnie z wszawicy. Ale sa
      tysiace Polakow ktorzy tam zyja, i dobrze im, wiec nie ma tu jednej prawdy.

      Na tym watku jest mase chlamu, ktorym przerzucaja sie dwaj frustraci
      australijscy i pare przydatnych wiadomosci, ktore podaja dwie przemile
      Australijki. Na pewno wiesz o kogo chodzi. Jedna rzecz ode mnie - przez 3 lata
      tam spedzone nie spotkalem ani jednego Polaka / Polki tam mieszkajacej, ktory
      bylby w zwiazku z nie-Polka/ Polakiem. Jedna tylko poznalem korespondencyjnie.
      Daje to jak sadze do myslenia nt mozliwosci integracji.

      pzdr z Wloch (ale tez tu dlugo nie usiedze smile )
      • kan_z_oz Re: Australia - czy warto wyjechać? 24.11.06, 00:04
        Cześć Larson!!
        Miło Cię znowu tutaj zobaczyć , czy raczej usłyszeć - tfu,tfu przeczytać.
        Masz rację - przejechanie z Perth do Cairns albo wokół Australii. Też wciąż nie
        zrealizowane na Naszej liście.

        Pozdrawiam
        Kan
        • larson Re: Australia - czy warto wyjechać? 24.11.06, 09:32
          > Cześć Larson!!
          > Miło Cię znowu tutaj zobaczyć , czy raczej usłyszeć - tfu,tfu przeczytać.
          > Masz rację - przejechanie z Perth do Cairns albo wokół Australii. Też wciąż
          nie
          >
          > zrealizowane na Naszej liście.

          Ciao! Szukam ekipy, tak na razie wstępnie, czy rozumiem że dwie osoby już
          mam? big_grin Z tymże myślę raczej o 2008 niż 2007, może jesień (australijska) 2008?
          • luiza-w-ogrodzie Larson, witaj! 27.11.06, 01:24
            Widze, ze steskniles sie za forum i za Australia :o))) i masz plany na
            przejazdzke w 2008? Akurat wtedy bede miala prawo do trzymiesiecznego platnego
            urlopu i wlasnie sie zastanawialam jak go spedzic. Jesien australijska 2008
            brzmi OK, a jesli dojechac do Cairns na poczatku zimy, to wtedy rafa jest
            najfajniejsza...
            Count me in! Moze moj Buszmen tez sie wybierze, choc juz objechal duzy kawal
            Australii.
            Pozdrawiam
            Luiza-w-Ogrodzie
            ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
            Australia-uzyteczne linki
        • zorbathegreek Re: Australia - czy warto wyjechać? 25.11.06, 12:16
          Wlasnie wrocilem z wycieczki samochodowej z Melbourne przez Sydney i Brisbane na
          Gold i Sunshine Cost. Nie polecam jej nikomu. Drogi w Australii sa marne, a
          Pacific Highway z Sydney do Brisbane jest waska i wrecz niebezpieczna ze wzgledu
          na olbrzymi ruch ciezarowek, ktore wrecz spychaja z drogi samochody osobowe.
          Poza tym wszystkie duze miasta w Australii sa bardzo podobne do siebie, a male
          miasta to na ogol jedna ulica ze sklepami, zamykanymi o piatej po poludniu, wiec
          wymarle po wyjsciu ludzi z pracy. Jednym slowem beznadzieja... sad
      • zorbathegreek Re: Australia - czy warto wyjechać? 25.11.06, 12:22
        Czemu uwazasz, ze prawda o Australii to "chlam"? Sam przyznajesz, ze dlugo tam
        nie wytrzymales. Oczywiscie, dla sporej liczby Polakow wegetacja na zasilku dla
        bezrobotnych, ktory w Australii do niedawna bylo calkiem latwo dostac, to
        niemalze ideal zyciowy. Ale nie wszyscy sa zadowolenia z zycia na zasilku czy
        nawet z podrzednej pracy. A Polakowi czy Polce naprawde bardzo trudno jest
        cokolwiek osiagnac w Australii... Niestety, jest tu wciaz dyskryminacja
        nieanglosasow, ktora sie wrecz poglebia. Najsmutniejsze jest chyba to, ze
        organizacje powolane do walki z ta dyskryminacja nie tylko nic nie robia, aby ja
        ograniczyc, a wrecz ja popieraja, jako ze nikt tu jeszcze nie wygral procesu o
        dyskryminacje ze wzgledu na narodowosc... A chyba nie wierzysz, ze Australia to
        kraj z bajki, gdzie nikogo nie dyskryminuja ze wzgledu na narodowosc...
        • xyxyx1 Re: Do Zorbathegreek - Australia i dyskryminacja 25.11.06, 14:39
          dyskryminacja - wszedzie jest bez wzgledu na to w ktorym z krajow
          (tzw.emigracyjnych) sie mieszka (N.Z, USA, Canada, Australia, UK, Irlandia)-
          mowie z wlasnego doswiadczenia emigracyjnego mieszkajac po pare lat w kazdym z
          powyzej wymienionych krajow. Emigracja to jest dobry "biznes" dla powyzszych
          krajow. Emigranci zapewniaja tania sile robacza, naped na gospodarke (musza
          kupowac jedzenie, meble, domy, placic tax). Tutaj nie chodzi o to zeby sie
          emigrant wzbogacil (jak mu sie uda - to dobrze - a jak nie- to nikogo to nie
          obchodzi - emigracja to byl kazdego indywidualny wybor - nikt nikogo nie
          forsowal do tej decyzji). Dyskryminacja w tych krajach czesto jest "ukryta" -
          czesto daja ci dojsc jak masz wyksztalcenie do stanowisk mangerskich - ale
          najczesciej to beda "podrzedni" managarowie - tam naprawde gdzie sa bardzo duze
          zarobki (rzedu kilkuset tysiecy $, miliony)i podejmowanie duzych decyzji i
          reprezentowanie firm na szczeblu international- tam rzadza tylko managerowie bez
          akcentow. Podobnie jest na uczelniach PhD - najwiecej co mozesz dojsc to senior
          lecturer/professor, dadza ci duze mozliwosci w publikowaniu, grants na wyjazdy
          na conferencje, uwielbija jak twoje research przynosza miedzynarodowo
          akceptowane effekty, ale dean of department - to juz napewno nie zostaniesz -
          tam potrzebni sa ludzie "bez akcentow".
          Nie ma sie temu tez i co dziwic - na tych najwyzszych stanowiskach ludzie
          reprezentuja firme/uczelnie. To tak jak by w Polsce rektorem zostal "Polish
          second language" np Niemiec, Ukrainiec, Bialorusin, Wloch, Rosjanin lub Anglik,
          lub Australijczyk. Ci ludzie pomimo ze dobrze beda mowic po polsku (ale zawsze
          beda mieli akcent i beda "Kaleczyc" jezyk polski)- to jest napewno problemem w
          stosunkach z wladzami, pracownikami i w reprezentowaniu firmy/uczelni w kraju
          (napewno na miejsza skale w stosunkach miedzynarodowych gdzie wymagany jest
          angielski - ale pamietaj ze dla Anglika, Australijczyka, Amerykanina,
          Kanadyjczyka, NZ - MY jestesmy tymi ktorzy mowia z akcentem i kalecza angielski.
          Wiem jedno ze mozna miec duzo wieksza wiedze, talent niz "tubylcy" ale niestety
          tam "naj, naj, najwyzej" w hierarchi bardzo ciezko sie dostac. Mysle ze duzo
          latwiej maja zawody artystyczne (malarze, muzycy itp).
          Ludzie zawsze wyrazali niechec do tego co "inne" i "obce" - dobrze chociaz ze
          zyjemy w czasach gdzie przynajmniej "jawnie" nie mozna manifestowac
          "dyskryminacji", ale ta ukryta byla, jest i bedzie.
          • zorbathegreek Re: Do Zorbathegreek - Australia i dyskryminacja 27.11.06, 15:12
            Popelniasz blad porownujac kraje imigranckie, takie jak np. Australia z Polska,
            ktora nie jest nastawiona na imigrantow, szczegolnie z krajow o zupelnie innej
            kulturze. Australia sie oglasza, ze jest krajem wielokulturowym, pozbawionym
            dyskryminacji na tle pochodzenia etnicznego. A to do czegos zobowiazuje. Jesli
            Australia potrzebuje imigrantow, to nie powinna ich dyskryminowac. A co do
            akcentu: akcent australijski nie jest bynajmniej prawidlowa wymowa jezyka
            angielskiego (to nie jest tzw. Queen's English). Podobnie z amerykanskim. Dobrze
            po angielsku z b. kolonii brytyjskich mowili tylko w Republice Poludniowej
            Afryki. I tam nie bylem dyskryminowany, ale wyjechalem, bo sie tam wszystko
            zawalilo po dojsciu do wladzy ANC...
            Pozdr. anyway! smile
            • xyxyx1 Re: Do Zorbathegreek - Australia i dyskryminacja 27.11.06, 19:24
              Rzady krajow tzw.emigracyjnych zawsze stosowaly reklame/marketing/propagande
              (warto zobaczyc plakaty/reklamy z XIXw.w jaki sposob US,Canada reklamowaly swoje
              tereny zeby zachecic europejskich emigrantow do przyjazdu - doslownie obiecywali
              kraine mlekem i miodem plynaca - a niestety realia byly zupelnie inne - ludzie
              czesto napoczatku mieli duzo gorzej, braki podstawowych rzeczy, oszukanstwo,
              zabojczy klimat, niedostatek, glod, choroby, smierc). (warto przeczytac
              ksiazke/powiesc "The Jungle"-U.Saintclair - o losach emigrantow z terenow Polski
              w USA). Wspolczesnie taktyki przyciagniecia emigrantow stosuja chwyty rekalmowe
              wg zasady -"reklama dzwignia handlu" - trzeba przyznac ze rzady krajow
              emigracyjnych maja "marketing skills" opanowany do perfekcji(zachwalajac
              multicultural society,praca, bez rasizmu i rownosc) - wielu ludzie z calego
              swiat sie na to "lapie".
              W dodatku, mieszkancy owych krajow ( mieszkajacy od 100-200lat anglosasi -oni
              byli tam przed nami) - naturalnie ze sa niechetni do nowo przybylych emigrantow
              i czesto dyskryminuja emigrantow. Emigranci zwiekszaja konkurencje o prace,
              czesto sa inni rasowo,kulturowo i religijnie, i czesto emigranci wykorzystuja
              socjalny system panstwa - to tak czasami mozna "prywatnie" uslyszec od
              niektorych "odwazniejszych" obywateli mowiacych bez akcentow. Jawnie nikt tego
              nie powie bo sie boja zeby nie byc oskarzonym o "rasizm" - nie na darmo rzady
              Canady, US nakreowaly przepisow antydyskryminacyjnych.
              A wiec,"rzady krajow emigracyjnych swoje, spoleczenstwo swoje". Wspolczesni
              emigranci czesto sa rozgoryczeni "realiami krajow emigracyjnych" podobnie jak i
              emigranci z XVIII/XIX/XX w.
              Glowa do gory - pociecha - nasze dzieci juz mowia bez akcentow.
              • zorbathegreek Re: Do Zorbathegreek - Australia i dyskryminacja 01.12.06, 16:04
                Nasze dzieci tez maja przegrane w Australii, bo sa naszymi dziecmi. Dawniej
                mialy by one szanse w USA, ale nie dzis, kiedy ten kraj pograzyl sie w dwoch
                przegranych wojnach (Afganistan i Irak) oraz zyje od czasow Reagana ponad stan,
                czyli na kredyt, ktorego splacic nie jest juz w stanie. Stad te rozpaczliwe
                proby ratowania koniunktury przez kolejne zaborcze wojny i de facto dewaluacje
                dolara...
                Co do reszty to zgoda. Anglosasi sa mistrzami marketingu. Ale dzis nie maja za
                bardzo co "marketingowac"...
                Pozdrowka!
      • downunderguy Re:daja ci swirowota rynte i stac cie na wojoze, 25.11.06, 14:27
        i co i nie locky country-w bulboni juz wyniesli by cie nugomi do przodu...
        my wisnioki z polinezyji mogymy powiedziec o ozz locky-kazdy mo jakichs tam
        fach od podcironia do robinio loda i po krotkim tancu z mopym zalapie cus-tu ni
        ma conkuryncji-my z ejropy chlopy duze jajcowne wsrod carlowatygo azjatowa to
        jak pryncesy, tylko qu.. coroz mniej nos-na lady jane beach jak dinozaury-
        • xyxyx1 Re:Dyskryminacja na Emigracji - prawda i mit?? 25.11.06, 18:30
          dyskryminacja - wszedzie jest bez wzgledu na to w ktorym z krajow
          (tzw.emigracyjnych) sie mieszka (N.Z, USA, Canada, Australia, UK, Irlandia)-
          mowie z wlasnego doswiadczenia emigracyjnego mieszkajac po pare lat w kazdym z
          powyzej wymienionych krajow. Emigracja to jest dobry "biznes" dla powyzszych
          krajow. Emigranci zapewniaja tania sile robacza, naped na gospodarke (musza
          kupowac jedzenie, meble, domy, placic tax). Tutaj nie chodzi o to zeby sie
          emigrant wzbogacil (jak mu sie uda - to dobrze - a jak nie- to nikogo to nie
          obchodzi - emigracja to byl kazdego indywidualny wybor - nikt nikogo nie
          forsowal do tej decyzji). Dyskryminacja w tych krajach czesto jest "ukryta" -
          czesto daja ci dojsc jak masz wyksztalcenie do stanowisk mangerskich - ale
          najczesciej to beda "podrzedni" managarowie - tam naprawde gdzie sa bardzo duze
          zarobki (rzedu kilkuset tysiecy $, miliony)i podejmowanie duzych decyzji i
          reprezentowanie firm na szczeblu international- tam rzadza tylko managerowie bez
          akcentow. Podobnie jest na uczelniach PhD - najwiecej co mozesz dojsc to senior
          lecturer/professor, dadza ci duze mozliwosci w publikowaniu, grants na wyjazdy
          na conferencje, uwielbija jak twoje research przynosza miedzynarodowo
          akceptowane effekty, ale dean of department - to juz napewno nie zostaniesz -
          tam potrzebni sa ludzie "bez akcentow".
          Nie ma sie temu tez i co dziwic - na tych najwyzszych stanowiskach ludzie
          reprezentuja firme/uczelnie. To tak jak by w Polsce rektorem zostal "Polish
          second language" np Niemiec, Ukrainiec, Bialorusin, Wloch, Rosjanin lub Anglik,
          lub Australijczyk. Ci ludzie pomimo ze dobrze beda mowic po polsku (ale zawsze
          beda mieli akcent i beda "Kaleczyc" jezyk polski)- to jest napewno problemem w
          stosunkach z wladzami, pracownikami i w reprezentowaniu firmy/uczelni w kraju
          (napewno na miejsza skale w stosunkach miedzynarodowych gdzie wymagany jest
          angielski - ale pamietaj ze dla Anglika, Australijczyka, Amerykanina,
          Kanadyjczyka, NZ - MY jestesmy tymi ktorzy mowia z akcentem i kalecza angielski.
          Wiem jedno ze mozna miec duzo wieksza wiedze, talent niz "tubylcy" ale niestety
          tam "naj, naj, najwyzej" w hierarchi bardzo ciezko sie dostac. Mysle ze duzo
          latwiej maja zawody artystyczne (malarze, muzycy itp).
          Ludzie zawsze wyrazali niechec do tego co "inne" i "obce" - dobrze chociaz ze
          zyjemy w czasach gdzie przynajmniej "jawnie" nie mozna m
            • xyxyx1 Re: A gubernator najbogartszego stanu US? 26.11.06, 17:15
              Schwarzeneger jest republikanin ale jego zona (tak pisza w Californi w gazetach)
              - Maria Shriver z Kennedych - rodziny zatwardzialych Demokratow (siostrzenica
              zabitego w 1964r prezydenta JFK) -robi Schwarzegenerowi bardzo pozytwyny immage
              wsrod Demokratow. Chociaz w ubieglym roku i Schwarzenegerowi grozilo "re-call"
              (duzo sie o tym mowilo w CA). 3lata temu California recall gubernatora G.Davis
              i na jego miejsce wybrali Scharzenegera.
              Prawda jest taka ze, Arnold w umiejetny sposob wykorzystuje dla polepszenia
              ekonomi CA, swoj immage aktora, polityczne konekcje Mari i ostatnio zdystansowal
              sie od glupiej polityki Busza. Jakis czas temu mowilo sie nawet zeby zmienic
              konstytuje USA zeby Arnold mogl zostac Prezydentem USA (Konstytucja wygamga ze
              masz byc urodzony w US) - ale ucichlo o tym.
              Pare lat temu gubernatorem Washingtonu byl potomek Chinskich emigrantow
              A wic tu nie chodzi o "rabek spodnicy" - tylko to ze "WYJATEK NIE POTWIERDZA
              REGULY" - to ze paru emigrantom w USA sie udalo dojsc do wysokich stanowisk to
              nie znaczy ze wszystkim emigrantom jest tak dobrze - troch krytycznego myslenia
              Polacy.