11 grudnia tuz tuz

22.11.06, 21:30
w tym dniu zmieni sie cale moje zycie, bynajmniej tak mi sie wydaje. jade z
moim syneczkiem do Anglii do meza. czym blizej wyjazdu tym bardziej mieszane
uczucia ale to pewnie normalne. sama nie wiem czy sie cieszyc czy plakacsmile.
zastanawiam sie jak tam nam bedzie(bo ogolnie pomysl z wyjazdem wyszedl od
mojego mezasmile)
najbardziej to sie martwie o mojego synka, wiem,ze male dzieci szybko sie
klimatyzuja ale obawy chyba zawsze sa. ale jak to sie mowi glowa do gory i
wszystjo bedzie dobrze.
Pozdrawiam
    • miss96 Re: 11 grudnia tuz tuz 23.11.06, 00:35
      Witam cię serdecznie.
      11 grudzien - to dla ciebie wielki dzień.
      gdzie będziecie układać sobie życie w UK?
      Powiedz mi proszę jak długo jesteście w rozłące z mężem?

      Pytam gdyż mój wielki dzień będzie 12 stycznia.
      Będziemy w okoliczch Manchesteru.
      W rozłące jesteśmy rok.
      Nie radzę sobie z wyobraznią.
      I mam wrażenie że między nam coś pękło.
      A to coś to miłość.
      Pozdrawiam.





      • emiliap4 Re: 11 grudnia tuz tuz 23.11.06, 14:15
        witaj
        my bedziemy mieszkac w Corby. w rozlace z mezem jestesmy od konca wrzesnia, wiec
        to nic w porownaniu z twoja rozlaka. u mnie tez byly ciezkie chwile ale bardziej
        z mojej strony. ja tez sie obawialam ,ze ten wyjazd moze popsuc cos miedzy nami
        ale naszczescie chyba jest odwrotnie, bynajmniej takie mam wrazenie. wszystko
        okaze sie jak juz beziemy razem. wiec glowa do gory i wszystko bedzie dobrze nie
        ma co gdybacsmile wszystko sie okaze na miejscusmile
        pozdrawiam
        • hanula Re: 11 grudnia tuz tuz 24.11.06, 18:10
          Polecam forum Matki Polki w UK:
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=37418
    • onika27 Re: 11 grudnia tuz tuz 25.11.06, 21:09
      my wyjeżdżamy 14 grudnia teoretycznie mamy bilet powrotny ale ja juz nie moge
      tak zyc sad ale z drugiej strony też się strasznie boję a mąż mówi uszy do góry :
      ( jadę do Livingston a z mężusiem nie mieszkamy juz 2 lata Jedyna pociecha to
      to że ta rozłąka nic między nami nie zmieniła smile
    • emiliap4 Re: 11 grudnia tuz tuz 25.11.06, 22:06
      ja na razie nie mam biletu powrotnegosmile a tak powaznie zostajemy tam ,bynajmniej
      chcemy sprobowac tam zyc. w sumie to mnie ciekawi czemu jestescie tak dlugo
      odzielnie?? moj maz wyjechal po koniec wrzesnia i byl w stanie wszystko tak
      zorganizowac ,ze mozemy z synusiem do niego jechac. Wiec o co chodzi w waszych
      przypadkach??
      pozdrawiam
      • miss96 Re: 11 grudnia tuz tuz 25.11.06, 23:29
        Może brak szczęścia wznalezieniu fajnej pracy?
        Sama nie wiem.

        Boże jak masz fajnie ze tak krótko.

        A koleżanka 2 lata sama i nic sie nie zepsuło? niesamowite.

    • emiliap4 Re: 11 grudnia tuz tuz 26.11.06, 12:57
      moj maz pracuje w takiej pracy jaka byla, z czasem bedzie szukal czegos lepszego
      i w swoim zawodzie, co z tego wyjdzie to zobaczymy. pracuje za najnizsza stawke
      i jechal do anglii bez nagranej pracy sam jej szukal. zgadzam sie ,ze do checi i
      zdolnosci potrzebne jest jeszcze szczescie. tylko wedlug mnie okres okolo 2 lat
      to strasznie dlugo. wiec jezeli ktos tam siedzi 2 lata to chyba musi miec pracesmile
      w zadnym wypadku nie chce kogos oceniac i krytykowac nie taki moj zamiar.Moze
      dziweczyny pogoniec tych swoich facetowsmile)
      pozdrawiam
      • onika27 Re: 11 grudnia tuz tuz 26.11.06, 13:20
        no facet juz marudzi conajmniej od roku ale dla mnie wiecznie martwiącej sie o
        wszystko to bardzo trudna decyzja.Jednak bariera językowa jest dla mnie
        najpoważniejszą sprawą uczę się angielskiego i wiem że rozumiem ale mam
        straszną blokadę przed mówieniem mąż w tej chwili pracuje z polakami wiec tez
        nie ma za wielkiego kontaktu z językiem a po za tym zdrowie leczę się w polsce
        synek też straszny alergik i ogólnie to ja jestem straszna panikara i w ogóle
        to sie strasznie boję a najbardziej właśnie o lekarza w polsce wsiadam w auto w
        10 min jestem u lekarza i mówie co się dzieje a tam boje sie że sobie nie
        poradzę sad(
    • emiliap4 Re: 11 grudnia tuz tuz 26.11.06, 13:30
      rozumie twoje obawy
      ja tez sie strasznie boje tez mam male dziecko. jezyk czy znam?? to sie zobaczy
      na miejscu. tez mam wiele obaw ale coz wszystko juz tak daleko poszlo ze trzeba
      sprobowac, jak to moj maz mowi wrocic zawsze mozna. jemu sie tam bardzo podoba,
      czy mi sie spodoba ,nie wiem nigdy nie bylam. moi znajomi tez pojechali
      zdzieckiem ,ktoe tutaj wpolsce bylo pod stala kontrola lekarska i daja sobie rade.
      no powiedz sama jak dlugo mozna zyc w rozlace?? moj maly synus strasznie teskni
      za tata, wiec nie wyobrazam sobie zeby to wszystko moglo trwac okolo 2 lat.
      podziwiam zwiazki, ktore daja rade tyle czasu wytrzymacsmile
      pozdrawiam
      • onika27 Re: 11 grudnia tuz tuz 26.11.06, 13:51
        no i dlatego próbujemy smile) mężowi tez sie tam podoba ja bylam tydzien i uwazam
        ze moze byc ok no cóż czas pokaże zawsze mozemy wrócić
    • agnesis1 Re: 11 grudnia tuz tuz 01.12.06, 23:16
      Hej
      U mnie zmieni sie wszystko dzien przed toba czyli 10 grudnia tez sie bardzo
      boje.Lece do meza na szczescie po 2 miesiacach rozłaki z nasza 20 miesieczna
      córeczka. jestem pełna obaw tak jak i ty jak to tam bedzie. My zamieszkamy w
      Szkocji w Edynburgu narazie z naszymi znajomymi ale mam nadzieje ze za jakis
      czas uda nam sie dostac cos swojego albo wynajac cos nie za drogo.Staram sie
      myslec pozytywnie ale tez jakos mi to nie wychodzi,mój jezyk angielski jest na
      poziomie powiedzmy podstawowym ale zaraz po przyjezdzie chce sie zapisac na kurs
      ang.Boje sie bardzo i lotu i mieszkania tam tym bardziej ze zdecydowalismy ze
      narazie bedziemy tam,mezowi bardzo sie tam podoba ale co ze mna bedzie to
      niewiem bo jestem bardzo przywiazana do rodzinki tutaj,ale oczywiscie meza tez
      bardzo kocham i nie widze innego wyjscia jak jechac do niego-rodzina powinna byc
      razem.Wiec z jednej strony bardzo sie ciesze ze juz wkoncu bedziemy razem a z
      drugiej boje ale mysle emiliap4 ze sie nam uda tak samo jak i wam-trzeba
      pozytywnie myslec prawda? Do odwaznych swiat nalezy
      Pozdrawiam serdecznie
Inne wątki na temat:
Pełna wersja