Czy nasze dzieci na czyms traca?

IP: *.* 13.11.02, 11:03
Tak sobie czytam rozne posty na eDziecko i jedna rzecz jest pewna: gdyby moje dzieci mieszkaly w Polsce, dostawalyby caly arsenal roznych pigulek i preparatow: witamine D3, fluor, odzywke multivitaminowa. Tymczasem mieszkaja w Anglii i oprocz programu szczepien, i witaminy K w pierwszym tygodniu po urodzeniu (tylko dla karmionych piesia), nie dostaja zadnych innych substancji, a lekarze wrecz odradzaja wyzej wymienione specyfiki.Nasuwa sie pytanie: skoro lekarze w Polsce polecaja podawanie tych wszystkich preparatow, to chyba maja jakies podstawy, poparte badaniami? Ale przeciez badania naukowe w dzisiejszych czasach sa publikowane i dostepne na skale swiatowa, wiec skad taka rozbieznosc pogladow?Matczyny instynkt mowi mi, ze im mniej chemii tym lepiej, a dzieci dzieki Bogu zdrowe jak rydze :)A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?Ewa
    • Gość edziecko: E.T. Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? IP: *.* 13.11.02, 11:34
      My mieszkamy w USA, a moja coreczka jest karmiona formula, ktora zawiera wszystkie witaminy i mineraly potrzebne maluchowi i dlatego nie musi dostawac zadnych dodatkowych medykamentow. POza tym tutaj to matka karmiaca powinna zazywac witmainy (te same co w ciazy) aby dostarczyc dziecku co mu potrzebne. A tak na marginesie: skoro w Polsce niemal kazda karmiaca jest na jakiejs dziwnej diecie i unika wiekszosci pokarmow bo moga wywolac alergie, to skad dziecko ma miec witaminy jak nie od pana doktora?! Cud ze te dzieci w ogole sie rozwijaja.
    • Gość edziecko: kasienkkaa Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? IP: *.* 13.11.02, 13:15
      A my mieszkamy w Niemczech i nasze dzieci dostaja tylko tabletki na zabki z fluorem. i tak jest od urodzenia. nic poza tym. wydaje mi sie, ze w Polsce to jest tak, ze dzieci ogolnie sa slabsze, jest opinia ze niedozywione, albo zle zywione, maja tragiczne zabki, zaatakowane prochnica. moze dlatego lekarze tak je faszeruja tymi witaminami i tym podobnymi preparatami? ale moje najstarsza corka urodzila sie w Polsce i nie pamietam, aby wtedy (13 lat temu) byly zalecane te dodatkowe witaminy. tylko D3 i nic wiecej, a mimo to moja corka miala krzywice :-( w ogole w Polsce sa inne zapatrywania , inne tendencje jak tu na zachodzie, o czym na pewno sie juz niejednokrotnie przekonalyscie . pozdrawiam Kasienka
    • Gość edziecko: AgnieszkaP. Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? IP: *.* 13.11.02, 13:41
      +++Ha ha ha, Ewunia, nad tym samym sie kiedys zastanawialam, nawet sobie o tym samym dyskutowalam troszeczke z Wan na priva :)Jezeli chodzi o Kanade to jest tak:Vit D3 tylko dla dzieci karmionych piersia, i tylko w miesiacach zimowych ( kiedy sloneczka brak :) ), multivitaminy raczej nie sa przepiywane rutynowo ( ja nie podawalam i nie podaje ), fluor jest w wodzie tak wiec polecaja go tylko dzieciom mieszkajacych na farmach gdzie korzysta sie z wody studziennej. Vit. K - przyznam ze nie pamietam, ale chyba podaje sie po urodzeniu.Poza tym moje dzieci "stracily" ;) na : wizytach u ortopedy/USG bioderek, USG przezciemiaczkowym, neurologu, ba, nawet nigdy w zyciu nie widzialy pediatry :lol: ( oprocz dwoch dni po urodzeniu w szpitalu ) bo chodze tylko do lekarza rodzinnego, zalecanych specjalnych "pierwszych " butach (biegaly po domu na boso w okresie nauki chodzenia, plus normalne buty na dwor jak zaczely spacerowac samodzielnie - krzywych nog nie maja ), i pewnie jeszcze kilku innych rzeczach o ktorych w tym momencie nie pamietam. Acha, doloze do tego jeszcze picie mleka modyfikowanego do 3 roku zycia ( pijemy mleko od krowki od pierwszych urodzin bo nie mamy alergii :) )Nie mam pojecia dlaczego te rozbieznosci istnieja. Wydaje mi sie rowniez ze w Polsce dzieci sa czesciej przyjmowane do szpitali ( mam takie wrazenie czytajac np. ze dziecko lezalo w szpitalu z zap. uszu - ja pracuje w szpitalu, i obok jest oddzial pediatrii, tam najczesciej sa pustki, na okolo 20 lozek jest 4-6 dzieci, takie ktore wymagaja leczenia niedostepnego w domu ), w mojej rodzinie jest dwojka dzieci ktora dostawala antybiotyki w zastrzykach domiesniowych, cos o czym tutaj sie prawie nie slyszy. Moze sie troche myle :) ale takie sa moje doswiadczenia.Ogolnie, jezeli chodzi o kanadyjskie dzieciaki, to mam wrazenie ze sa zupelnie zdrowe ;) wiec chyba niewiele stracily :lol:Pozdrowienia,Agnieszka
    • Gość edziecko: sawlb Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? IP: *.* 13.11.02, 14:21
      Oj tak tak. Tez mnie kiedys nawiedzaly takie mysli. Dokladnie od momentu gdy zaczelam czytac forum.:)Nawet po urodzeniu najmlodszego dziecka przylapalam sie na tym,ze zaczelam wpadac a paranoje dietetyczna no i zwracac uwage na dostateczne zasoby swiatla slonecznego i innych takich.No bo skoro wit D nie podajemy...:lol:Ale,chwala panie, juz mi przeszlo.Mam nadzieje. zaczelam szukac tu i owdzie gdy tylko zauwazylam na forum dyskusje na dany temat i miksujac opinie polskich i zachodnich specjalistow,wyciagnelam wlasne wnioski. W temacie smoczka i kciuka, wit D3 i fluoru, wprowadzania pierwszych pokarmow itd itp.:crazy: Ponadto slysze,ze w Polsce zaczyna sie odchodzic od fluoru i wit D np czyli tez o czyms to swiadczy. Czasem mam wrazenie,ze z reguly polscy lekarze lubia miec absolutna kontrole i trzymac wszystko w garsci,uzalezniac od siebie pacjanta w miare mozliwosci.Tak,te pobyty w szpitalu i okreslanie wszystkiego alergia tez mnie zdumiewa. I wiele wiele innych rzeczy. Ale...no wlasnie...tak naprawde liczy sie efekt koncowy a ten efekt to fakt,ze bez tych wszystkich dodatkow (frills?.;) ) dzieci chowaja sie zdrowo. Maja zdrowe zebiska. Ella majac 4 latka dopiero poraz pierwszy miala przepisany antybiotyk (bakteria w moczu). Nie chce wiedziec ile kuracji antybiotykowych bysmy zaliczyli w ciagu tych 4 lat (a jeszcze przeliczajac to proporcjonalnie do liczby dzieci.:crazy: )mieszkajac w Polsce.Moze mam szczescie. Moze dzieci jak deby.:lol:. W kazdym razie nie sadze bysmy cos tracili bo,kiedy trzeba to naprawde mozna liczyc na ten system. Przy okazji tej infekcji drog moczowej przeprowadzono dziecku analize, usg nerek, badanie cisnienia(rzekomo jest jakas zaleznosc) i czeka nas jeszcze druga analiza po antybiotyku. Naprawde jestem pod wrazeniem.
      • Gość edziecko: Ewunia Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? IP: *.* 14.11.02, 12:41
        No wlasnie dziewczyny, ja juz zaczynalam miec lekka paranoje, czy czasem mnie tu w Anglii jakiejs ciemnoty nie wciskaja :) . No bo w Polsce, oprocz podawania tych wszystkich witamin, odzywek i specyfikow, dzieciaczki jeszcze maja ogledziny u ortopedy, USG bioder, co chwile wizyty u pediatry na jakies “bilansy” :what: . A jesli chodzi o karmiace mamusie, to ostatnio ktos napisal post z pytaniem o liste produktow, ktore wolno jesc karmiacej mamie. To juz nawet nie chodzi o liste zabronionych pokarmow, teraz jest lista dozwolonych pokarmow! Czyli mniej jest dozwolone niz niedozwolone.A mnie Health Visitor kazala jesc wszystko jak popadnie, im bardziej urozmaicona dieta, tym lepiej! No i jeszcze w Polsce, jak tylko dziecku wyskoczy jakas wysypka, to zaczyna sie wielkie dochodzenie, na co ten dzieciaczek jest uczulony. I biedne mamy rwa wlosy z glowy, ze maja alergika. Tymczasem, jak moja Zosia dostala wysypki na twarzy w drugim miesiacu zycia, to lekarz rodzinny poradzil, zeby posmarowac Sudocremem, i poczekac kilka dni, samo przejdzie. Czy to jakas wielka miedzynarodowa konspiracja? :crazy:No ale nie dalam sie paranoi, powiedzialam sobie: kobito popatrz na fakty. Tak jak przewidywal lekarz, wysypka Zosi przeszla, a od tamtego czasu ani sladu wysypki. Dzieci zdrowe, karmione piersia nie mialy kolki, jedza wszystko, zebiska bez prochnicy. O alergiach pokarmowych tez sie rzadziej slyszy wsrod znajomych dzieci. Tak z ciekawosci zapytalam wczoraj w zlobku Zosi, ile maja dzieci-alergikow (w ankiecie wpisowej jest pytanie do rodzicow, czy dzieci sa uczulone na jakies pokarmy). Na 26 dzieciaczkow w zlobku, nie ma ani jednego uczuleniowca. Nie chce wyciagac pochopnych wnioskow, ale…
        • Gość edziecko: Gosia_wiecznie_mŁoda Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? IP: *.* 14.11.02, 13:19
          Lekarze w Polsce maja paranoje ;) Serio ;) Umiejetnie podsycaja te paranoje u mlodych mam. Kazde odstepstwo od ogolnych zasad, musi byc wykonywane na wlasna reke, nie daj Boze liczyc na pomoc lekarza....Koszmar po prostu...Tez tak sobie mysle ze moze mam szczescie ;) Ale 4 razy szczescie to chyba za duzo... Fakt ze u lekarza pojawialam sie regularnie w 6 miesiacu ;) W dniu porodu najlepiej wchodza mi mandarynki ;) O witamminie D zapominam mniej wiecej po 3 tygodniach podawania, zas gdy Ani stwierdzono anemie- zaczelam sama jesc duzo zelaza, preparat dalam jej ze 3 razy.... Nie mialam USG ciemiaczkowego, bioderek itd u zadnego z dzieci, gdyz mialam normalnego pediatre ktory przeziez badal te rzeczy po porodzie ;) Szczepie minimum, z polio zrezygnowalam na wlasne zyczenie (w polsce szczepia zywa szczepionka, mam okazje spotykac na podworku ofiare takowej...)I co- i nic. Dzieci zdrowe, chude, zeby zdrowe (o.. zeby to wyjatek, lazimy co pol roku, ale nie od 6 miesiecy, jak lekarze ostatnio apeluja ale gdzies od 5 lat gdy dzieci zaczely jest wiecej slodyczy), alergii niet. Mleko tez dawalam krowie od roku ;) tyle razy mi sie dzieci ze szklanki napily, ze uznalam ze to nie ma sensu ;)Ale mysle ze ta przesadna troska wynika po pierwsze z faktu ze w im wiekszej mama paranoi- tym czesciej lekarz przyjedzie za kase do domu. Po drugie- wynika to ze standardu uslug medycznych- u was jesli NAPRAWDE sie cos dzieje- karetka przyjedzie po kilku minutach, a na dziecko czeka sprzet. U nas karetka wpadnie po 15 najszybciej, a w szpitalu dadza kroplowke na odwodnienie :( dlatego pediatrzy chuchaja na zimne.Z lekarzami rodzinnymi u nas nie wyszlo- nadal siedza w przychodniach, nadal nie lecza rodziny jako calosci, ale umawiaja pacientow na godziny. Ja mam dobregopediatre pod telefonem ;)A jak rodzilam w domu- dziewczyny z Polski traktowaly mnie w kategoriach albo bohaterki albo wariatki. Szpital nie wiedzoal gdzie mnie wpisac, wisywano mnie w rubryki odmowila pomocy lekarskiej, kazano podpisywac jakies oswiadczenia ;) W Polsce do porodu wynajmuje sie polozna lekarza, niedlugo anastezjologa a w ogole to sie robi cesarke na zyczenie, lekarz ma szmelc. Nic dziwnego ze wode z mozgu robi sie regularnie i z przyjemnoscia ;)
          • Gość edziecko: Aluc Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? IP: *.* 18.11.02, 15:22
            Gosia, dodam jeszcze:w Polsce nie ma zwyczaju udziału pacjenta albo i mamy pacjenta w konstruowaniu terapii, lekarz po prostu przepisuje co i owszem i nie masz prawa się nie zgodzić, albo co gorsza dyskutować (tak na marginesie - myśmy się przeciwko polio zaszczepili pełnopłatną szczepionką acelularną - chyba tak to się nazywa - bo pediatra też miała duuuże wątpliwości do tej państwowej, ale chwalić Boga trafiłam na bardzo rozsądną kobietkę, nie tylko pod tym względem), najgorsze to szukać wiadomości na własną rękę, choćby w takim internecie, diabelstwo, tfu tfu, nie po to on się uczył ileś tam lat, żebyś ty mu teraz jego wiedzę i doświadczenie kwestionowała, bo żeś w internecie znalazła :gun:i wychodzi na to, że niewiedząca nic matka (bo jakim prawem ma wiedzieć) musi latać co chwila do wszystkowiedzącego lekarza, bo inaczej jej się dziecię nie uchowa, bo przecież jak ma się uchować, skoro ona nic nie wie, a on się ileś tam lat uczył i nie będzie jej teraz dawał korepetycji z medycyny (tekst oryginalny, wygłoszony do piszącej te słowa, akurat w kontekście moich własnych zaburzeń hormonalnych, kiedy chciałam zapytać po co robić hormony potwierdzające owulację 21 dnia cyklu, jak z wykresów wychodzi, że owulacja jest najwcześniej rzeczonego 21 albo i lepiej :lol: ale to już zupelnie inna historia)a jeżeli zdroworozsądkowo zaczynasz omijać wszystkowiedzącego lekarza szerokim łukiem i nie lecieć z każdą głupotą, jesteś oceniana jako wyrodna matka (znów się te wyrodne matki kłaniają :lol:), która o zdrowie własnego dziecka nie dba:crazy: :crazy: :crazy:
            • Gość edziecko: AgnieszkaP. Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? IP: *.* 19.11.02, 04:42
              Gosia, Aluc, dzieki stokrotne za wziecie udzialu w naszej malej dyskusji i dodanie glosu z Polski :hello:U mnie w sumie bylo tak samo jak u Bogusi :) , co prawda urodzona i wychowana w Polsce ( na dodatek pielegniarka :lol: ), ale dzieci urodzily sie juz w Kanadzie. Wychowywalam je sobie beztrosko az do momentu kiedy pod koniec grudnia ubieglego roku zajrzalam na forum. Nie mialam wczesniej o tych roznicach pojecia :what: Wasze posty praktycznie wszystko wyjasnily. Wkurza mnie najbardziej to ze wiekszosc mam jest w ten sposob zmuszona do ciaglego siegania do kieszeni i placenia za prywatne wizyty :( Pozdrowka,Agnieszka
    • Gość edziecko: AGAMANCEWICZ Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? IP: *.* 14.11.02, 13:45
      Witajcie!Podpisuje sie pod wszystkimi postami obiema rekami.Pozdrowienia ze slonecznej Australii AGA>
    • Gość edziecko: AGAMANCEWICZ Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? IP: *.* 15.11.02, 13:02
      Witajcie to jeszcze raz ja!Wczoraj napisalam poprzedni post i do tej chwili chodzil mi on po glowie.Mianowicie wkradl sie blad,napisalam "rekami" zamiast rekoma (tak jakos sie niegramatycznie zrymowalo-ale tlumaczenie).Jak widac moje dzieci zyskaja a ja trace ale na polszcyznie!!!A tak swoja droga jak w krajach gdzie mieszkacie rozwiazujecie" kwestie nauki jezyka polskiego.Czy macie jakies zorganizowane placowki czy pozostaje tylko dom?Pozdrawiam AGA>
      • Gość edziecko: Ewunia Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? - do AGI IP: *.* 15.11.02, 13:27
        Aga,Nie przejmuj sie, ja sama mowie i pisze po angielskopolsku, co mi czesto wypomina rodzina i znajomi w Polsce :craz: I podpisuje sie obydwoma recami :)Co do dwujezycznosci dzieci, zobacz watek "Dzieci dwunarodowe, dwukulturowe..." na tym forum.Pozdrowka :hello:Ewa
      • Gość edziecko: sylwiastep Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? IP: *.* 18.11.02, 11:05
        Nie jestem pewna, ale wydaje mi sie, ze obie formy, rekoma i recami sa poprawne, tak gdzies slyszalam. To dlatego, ze jezyk sie zmienia, i jak kiedys poprawna byla tylko jedna forma "radio" (np. pracuje w radio), tak teraz radio sie odmienia, i calkowicie poprawnie mozna powiedziec "pracuje w radiu"Takze nie ma sie co martwic. :)S.
        • Gość edziecko: AGAMANCEWICZ Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? IP: *.* 18.11.02, 14:23
          Hej Dziewczyny!Chyba nie mam nic do dodania jezeli chodzi o temat postu ale bardzo chcialabym podziekowac Wam za wyrozumialosc. Wiem ze kazdemu zdarzaja sie bledy...AGA>
          • Gość edziecko: Vase Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? IP: *.* 30.11.02, 23:24
            Wiecie co, a ja myslalam, ze to tylko ja mam takie mysli! (O tych roznicach) Przez cala ciaze nie bylam ani razu badana ginekologicznie, (ba, ani razu nie widzialam lekarza! Tylko polozne), zadnych witamin (zalecaja kwas foliowy), jedno usg. Porod (prawidlowy, o czasie itd..) - w unicie prowadzonym przez polozne - znowu lekarza nie widzialam na oczy. Wit. K dla dzieciaczka - zalecana. Dalej - najlepsza piers. (Breast is best) I take it easy. I tyle. Z 5 - cio tygodniowym malenstwem polecialam do Polski i zaczelo sie! A witaminy! A za malo slonca! A za duzo slonca! A napletek! A bioderka! A glowka! ..:sarcastic:...Juz nie pamietam co jeszcze. Noi przerazona zaczelam sie stosowac do rad i zalecen. (D3 i Cebionmulti - obowiazkowo)....:crazy: Po paru tygodniach wrocilam do Anglii i - odetchnelam! Slonca :) dostaje tyle - ile dostaje. Bioderka, glowka, i inne jego meskie sprawy - w porzadku. Waga, wzrost (dlugosc) tez. ...... Nie wiem co o tym myslec. Przeciez dzieci tutaj zdrowe i inteligentne. No to co z tymi witaminami. A i w Polsce przeciez kaleki nie chodza.........:spookie:
    • Gość edziecko: Zilka Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? IP: *.* 15.12.02, 07:23
      Oj, dziewczyny, ja z Polski ale bardzo się z Wami zgadzam :)Mieszkałam trochę za granicą, mam tam rodzinę. Jedna siostra cioteczna mieszka w Polsce, jedna w Kanadzie, mają po dwójkę dzieci mniej więcej w tym samym wieku i te polskie jadły już antybiotyki kilkanaście razy a te kanadyjskie nie wiedzą co to jest...Ja jestem ciekawa czy te witaminy i ciągłe wizyty lekarskie to może jakieś pozostałości komunistyczne, na zasadzie "kiedyś nie było nic to teraz sobie odrobimy???" Może jest jakaś mama zza byłej żelaznej kurtyny?Poza tym w Polsce dzieci są notorycznie przegrzewane, nawet teraz od miesiąca na forum ciągle pojawiają się posty "czy wychodzić z dzieckiem na dwór" - rany boskie, co za pytanie. Poza tym mam przed oczami takie dwie scenki, trochę skracam - małe dziecko przybiega do kuchni, mamo jeść/pić i otwiera sobie lodówkę, żeby wyciągnąc karton mleka. Kanada - mama nalewa dziecku mleka z lodówki do szklanki, dziecko leci dalej. Polska - poczekaj, zagrzejemy mleczko... :) no comments.A np. z bioderkami to PODOBNO jest tak, że kiedyś dzieci, które rodziły się w Polsce były jakoś tak szarpane za nogi zaraz po urodzeniu i to im uszkadzało bioderka dlatego potem musialy być szeroko pieluchowane. Teraz chyba już się nie szarpie ale bioderkowa paranoja pozostała. Ale to może jakaś bzdura, nie wiem ?????Aczkolwiek mieszkając tutaj trudno tego wszystkiego uniknąć, Florka jest szczepiona, przychodzi pediatra narazie co 6 tygodni ale zdaje się, że ta częstotliwość zaraz spadnie. O witaminie D zapominam notorycznie ale teraz pozbędę się wyrzutów sumienia, kolejne USG bioderek bo właśnie jakos powinnam teraz isć też oleję.A z alergikami to ja podejrzewam jakiś ogólnopolski "przekręt"/spisek firm farmaceutycznych ;) , skąd nagle tyle alergików na każdym kroku? Tak samo lekką paranoję mam w kwestii diety przy karmieniu.Pozdrawiam ciepło wszystkie "zamorskie" mamy :)zilka :)
      • Gość edziecko: ATAX Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? IP: *.* 17.12.02, 11:21
        A to moje trzy grosze do tematu: Dziewczyny ze świata :lol: wasze dzieci naprawdę nic nie tracą.Moje dziecko też jest wychowywane niezgodnie ze standardami obowiązujacymi w Polsce (moze dlatego, ze czytałam amerykanskie poradniki :) ), choć nie powiem, czasem coś mi się udzieli. Ale mały nie dostawał żadnych witamin, czasem tylko w zimie D3 jak sobie przypomniałam. Po specjalistach go co prawda poobwoziłam, ale to moje przwrażliwienie jako matki.Mleko, jogurty, serki itp. pije i je prosto z lodówki, co budziło powszechna grozęCzapeczki w lecie nie nosił już jako niemowlak, co też budziło grozę co bardziej doświadczonych matek, bo przecież mu nawieje do uszu i nie wiadomo jeszcze co.Kąpany też nie był codziennie, też nie wiem na czym polegało moje przestępstwo w tym zakresie.W lecie ubrany bywał tylko w sam pampers albo koszulkę - też nie tak.Antybiotyków sobie nie życzyłam i przez prawie trzy lata swojego życia antybiotyk miał podany tylko raz jak miał 3 m-ce bo zostałam ogłupiona przez pania doktor. Jak doszłam do siebie to zmieniłam pania doktor na taką, co antybiotyk traktuje jako zło konieczne, kiedy już nic się nie da zrobić.Dziecko co prawda wysypki ma po różnych jadłach, ale wyeliminowalismy całkiem tylko kakao i czekoladę. Resztę co jakiś czas podajemy i jak się czasem wysypka pokaże, smaruję Sudocremem, a te gorsze Mecortolonem i jakoś żyjemy.Jak leje deszcz, ubieramy kalosze i peleryne, parasolka w ręce i jazda na spacer, a ile ubawu jak można połazić po kałużach - szkoda tylko, że nie ma innych dzieci, a co niektóre panie żałuja dziecko, że w taką pogodę mama ciaga je na spacer. :lol:I teżmnie zawsze zastanawiało to, dlaczego takie różnice pomiędzy Polską i choćby Ameryką. Nadal nie wiem, ale to chyba kwestia tego co komu pasuje. Różnice zawsze są i będą. Samemu trzeba wybrać to, co wydaje nam się najlepsze.ATA
    • Gość edziecko: Zilka Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? A mamy? IP: *.* 17.12.02, 23:48
      Dziewczyny mam idiotyczne pytanie. A czy mamom zagranicą wypadają włosy po paru miesiącach karmienia???? Pytam zarówno o podawaną tam teorię jak i o praktykę?zilka :)
      • Gość edziecko: E.T. Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? A mamy? IP: *.* 18.12.02, 03:39
        I to jeszcze jak :( ... Czytalam ze na to w zasadzie nie ma rady, polecane jest kontynuowanie brania witamin prenatalnych.
      • Gość edziecko: w Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? A mamy? IP: *.* 18.12.02, 03:41
        Zilka, ja karmilam moje dzieci. Wlosy po ok. 3-4 miesiacach po porodzie zaczely mi wypadac. Ale to jest tlumaczone nie skutkami karmienia, ale, ze jest to skutek stresu porodowego. Tzn. organizm w trakcie porodu przezywa stres i ten stres po pewnym okresie objawia sie wypadaniem wlosow. Zadnych kuracji wzmacniajacych wlosy nie przeprowadzalam, po pewnym czasie wszystko samo wrocilo do normy, i karmilam sobie dalej juz bez fruwajacych wszedzie wlosow.:hello:
      • Gość edziecko: kasienkkaa Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? A mamy? IP: *.* 18.12.02, 10:30
        Zilka, pewnie ze wypadaja wlosy rowniez i mamom zagranicznym :-) mnie okropnie wypadly po 2.corce, garsciami doslownie, ale szczesliwie mi odrosly i teraz jest ok. po 3. dziecku, synku, wlosy mi po prostu rosly , a nie wypadaly, mialam taka czupryne, ze nie moglam sobie poradzic. i tak juz zostalo. wiec nie wiem od czego jest to zalezne, chyba od organizmu kazdej kobiety, jestesmy przeciez inne i inaczej nasz organizm reaguje na te zmiany zwiazane z ciaza i porodem. teraz jestem w ciazy z bliznietami , zobaczymy jak to bedzie z moimi wlosami. :-) pozdrawiam Kasienka
      • Gość edziecko: Ewunia Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? A mamy? IP: *.* 18.12.02, 10:46
        Zilka,Zgadzam sie z Wan – wypadanie wlosow nie ma nic wspolnego z karmieniem, tylko z samym porodem. Mnie to wytlumaczono tak (uwaga bede przynudzac naukowo :crazy: ) kazdy wlos ma “cykl zyciowy”: rosniecie, spoczynek, obumieranie (wypadanie). Pod wplywem hormonow ciazowych ten cykl jest zaburzony, i faza spoczynku przedluza sie. To powoduje, ze wlosy, ktore normalnie wypadlyby podczas ciazy, nie wypadaja. Po urodzeniu dziecka, kiedy poziom hormonow spada, te wszystkie wlosy o “przedluzonym zywocie” wypadaja naraz. Jest to naturalne, normalne zjawisko i zazywanie witamin i innych specyfikow nie zapobiegnie wypadaniu, wiec mozna sobie zaoszczedzic, bo te specyfiki sa zwykle drogie. Jedyna rada jest obciecie wlosow na krocej, im krotsze tym mniej ich sie wala po podlodze :lol: . Ja przechodzilam przez to dwa razy przy kazdym dziecku. U mnie wszystko wrocilo do normy okolo 6 miesiecy po porodzie.A tak przy okazji, ktos mi jeszcze poradzil dobra i darmowa metode na wzmocnienie wlosow, choc byc moze troche smieszna :lol: klepanie sie po glowie rano I wieczorem szczotka do wlosow. To wzmacnia ukrwienie skory glowy i co za tym idzie, odzywienie cebulek.
        • anetta114 Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? A mamy? 06.10.03, 23:54
          w usa znowu dzieciom podaje sie zestaw witamin czy trzeba czy nie. lekarz mi
          zapisał ale ja i tak nie podaje , a moje dziecko jest zdrowe.
          witamnie d3 tez podawalam do jakiegoś czesu, ale przestałąm i nic sie nie
          dzieje.
          powoluje sie na mojego męża (jest lekarzem) że dziecko zzzdrowo odzrzywione i
          odpowiednio wyziębione, i nie za czyste, to dziecko zdrowe.
          pozdrawiam,
          aneta
    • ewunia_uk Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? 06.10.03, 17:20
      Wyciagnelam ten bardzo stary watek na gore, w zwiazku z sasiednim watkiem na
      temat roznic w podejsciu do opieki nad dziecmi pomiedzy Polska a UK smile
    • kerstink Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? 07.10.03, 09:23
      Chodzimy regularnie w duzych odstepach i w razie potrzeby do lekarza w Niemczech
      i w Polsce. Nie widze takich duzych roznic w podejsciu pediatrow jak opisano
      wyzej. A roznice zdarzaja sie i w tym samym kraju (stomatolog mowi Zymafluor
      nie, pediatra ze tak).
      Zymafluor z Wit. D dostalismy w Niemczech, w Polsce raczej Wit. D i na prosbe
      rodzicow lekarz wypisuje recepte na Zymafluor. USG bioder w Niemczech robi sie
      chyba 6 tyg. po porodzie. Tutaj wybiorczo sie wysyla na USG. Szczepienia sa
      bardzo przyblizone, te takie bardziej zalecane i te zalecane, rowniez terminy
      podania. Jedyna roznica, ze np. za HIB, MMR to w Niemczech placi Kasa Chorych, w
      Polsce trzeba samemu zaplacic. Szczepienie od razu po porodzie na gruzlice - w
      Polsce jest, w Niemczech nie, ale pamietam, ze w NRD tez bylo. Moja mama,
      pracujaca w sluzbie zdrowia to chwali, ze jest. Zreszta nasza lekarka w
      Niemczech tez.
      Jak moj syn mial wypadek (zlamanie kosci ciemieniowej) to w Polsce zrobiono
      wszelkie badania w szpitalu, dosc sprawnie. Pozniej omowilam to z lekarka w
      Niemczech i stwierdzila, ze w Niemczech podejscie jest takie same.
      Jesli chodzi o wyciecie tzw. trzeciego migdalka to w Niemczech lekarze byli
      bardziej zdecydowani niz w Polsce, a moze ten migdal byl bardziej zaawansowany
      niz przy badaniu w Polsce (4 miesiacy roznicy czasowej)?
      Jesli chodzi o antybiotyki to w Polsce sa bardzo rozne podejscia: i antybiotyki
      i proby radzenia z choroba bez nich. To zalezy jak sie trafi.

      Roznice:
      Tak w ogole to w Polsce przepisuje sie duzo wiecej lekow - taka to moja obserwacja.

      Same funkcjonowanie sluzby zdrowia. Ja nie rozumiem, dlaczego w Polsce lekarz
      nie ma stalej pielegniarki wspolpracujacej z nim, ktora mu odbiera wiele
      obowiazkow, tak by lekarz moglby przyjac wiecej pacjentow. Rowniez to, ze czesto
      jeszcze nie mozna sie zapisac na godzine. Na szczescie znalazlam taka
      przychodnie, gdzie jest to mozliwe, ale tam tylko internista i pediatra maja
      umowe z kasa chorych, reszta prywatnie przyjmuje. No i jest komputeryzacja. I
      dzisiaj zapisuje sie na dzisiaj, i to telefonicznie.

      Widze roznice wychowawcow do opieki i wychowania dzieci. Nie wiem, jak to
      okreslic. Wydaje mi sie, ze dzieci w Polsce traktuje sie jak jajka, ktore przy
      najdrobniejszym ruchu moglyby sie popsuc. I to dotyczy ubierania ich (przede
      wszystkim czapeczki), wychodzenia na dwor (dzisiaj jest za zimno, nie mozemy
      wyjsc na spacer, nie biegaj bo sie pocisz), wychowania (moze raczej sposob
      rozmawiania z nimi ?), jedzenie (zima nie ma lodow, jogurt z lodowki nie). A
      moze to jest spowodowane tym, ze w Polsce czesto male dzieci przebywaja z
      babcia, ktora zazwyczej jest przewrazliwiona ? Wiem, ze trzeba dbac o dzieci,
      ale bez przesady. Musza funcjonowac w zyciu.

      Troche moze odbiegalam od tematu. I czekam za sprostowania.

      Kerstin


      • evee1 Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? 07.10.03, 10:30
        Fajny watek!! Wlasnie niedawno odkrylam to forum i tak sie
        ciesze!
        Ja wlasciwie nie wiem z autopsji jak sie wychowuje dzieci
        w Polsce, ale jak czytam na dziecku, to wlosy mi staja deba,
        ze tak sie chucha i dmucha. No, owszem, trzeba sie nimi
        opiekowac i przede wszystkim uwazac, zeby byly bezpieczne,
        ale bez przesady!
        Ja mieszakalam lata w Australii (w Melbourne konkretnie,
        AGO MANCEWICZ, skad dokladnie jestes?), a teraz od trzech
        lat w Londynie, to porownuje jedynie podejscie tu i tam.
        W sumie niewiele sie roznia, tyle, ze opieka zdrowotna jest
        o niebo lepsza w Australii. Ale poza tym sposob w jaki sie
        chowa dzieci jest w miare podobny.
        Jak do tej pory (odpukac) alergolog byl jedynym specjalista
        jakiego dzieci widzialy i to nie z powodu jakiejs tam wysypki,
        tylko corka sie dusila po dotknieciu orzeszka, to postanowilismy
        dzieci jednak przetestowac. Poza tym wystarcza GP, ale wydaje mi
        sie, ze w Anglii, to sa bardziej zbywaja pacjentow. Ale z kolei
        w Australii sie placi (no, nie trzeba, ale jest to, coraz bardziej
        popularne), ale bez problemu mozna dostac wizyte tego samego
        dnia czy w weekend, co w Anglii jest nie do pomyslenia.
        Pozdrowienia dla wszystkich mam "swiatowych".
        Ewa z Londynowa
      • miriam21 Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? 07.10.03, 11:38
        Hallo Kerstin,

        diesmal hier...

        Tak sie sklada ze moja bratowa i ja urodzilysmy dzieci prawie w tym samym
        czasie - ona chlopczyka w Polsce, a ja dziewczynke w Niemczech. Moi rodzice
        zostali wiec jednoczesnie dziadkami. Radosc ogroma, bo wreszcie sie udalo...,
        a pozniej porownywanie i dawanie sobie nawzajem dobrach rad.

        Jako mloda - stara mama (34) dowiadywalam sie o pielegnacji i wychowywaniu
        dzieci przewaznie z niemieckich zrodel, a oprocz tego z polskiego
        czasopisama "Dziecko".

        Do tego dochodza rady mojej mamy, ktora ma czesto odmienne zdanie na te sprawy -
        na podstawie swoich doswiadczen ze mna gdy bylam dzieckiem i na podstawie
        obserwacji pielegnacji drugiego wnuka w Polsce.

        Przede wszystkim ubieram corke podobno za lekko. Podobno musi byc jej ciagle
        zimno...Tu nastepuje porownanie do mojego bratanka, ktory ma zawsze ma cieplo,
        bo nosi kilka warstw spioszkow.

        Wychodzimy na spacer prawie przy kazdej pogodzie. Maly w Polsce raczej chyba
        nie.

        Moja coreczka nie dostaje butelki zaraz po przebudzeniu sie, lecz dopiero bo
        przewinieciu i ubraniu - sniadamy razem. Mimo to dobrze przybiera na wadze.
        Przyznam sie (moze ku zgrozie wielu mam), ze nie karmie malej w nocy i prawie
        nigdy tego nie robilam. Ostatnie karmienie odbywalo sie w pierwszych
        miesiacach miedzy 22.00 a 23.00 i mala zasypiala do okolo 6.00 rano. Nigdy nie
        budzilam corki na dodatkowe karmienia. Po tym, gdzies od 4. miesiaca nauczyla
        sie zasypiac okolo 20:00 i spi do 7:00 rano. W tym czasie spi i nie je.
        Wiem, ze lekarz w Polsce zalecil mojej bratowej budzenie dziecka na karmienia
        po to, aby utrzymal sie pokarm. Ja karmilam piersia do 5. miesiaca, pozniej
        mala sama stracila tym zainteresowanie.

        Miriam dostaje codziennie witamine D3 i fluor. Szczegolnie wazny jest dla mnie
        fluor, poniewaz nie moge jej jeszcze myc dwoch pierwszych zabkow, a mam sama
        sklonnosci do prochnicy. Wiem, ze moj bratanek nie bieze na zalecenie pediatry
        juz od dluzszego czasu D3, a fluoru chyba nigdy nie bral.

        Miriam miala USG bioder zaraz po urodzeniu i w 6. tygodniu - ze wzgledu na
        sklonnosci rodzinne. Wiktor w Polsce tez.

        Na zakonczenie dodam, ze i Wiktorek w Polsce i Miriam w Niemczech rozwijaja sie
        doskonale i sa zdrowi mimo pewnych roznic w pielegnacji. Nie nalezy wiec
        przesadzac z dobrym radami w kazda stronne, ze "jezeli nie, to sie stanie cos
        strasznego". Dzieci sa chyba bardziej odporne niz myslimy. A poza tym goraca
        prosba do wszystkich kochanych babc, bardzo was szanujemy ale pozwolcie nam byc
        mamami.

        pozdrawiam
        Ania
        PS. chetnie porozmawiam z mamami wychowujacymi dzieci dwujezycznie.
        • evee1 Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? 07.10.03, 11:54
          > Na zakonczenie dodam, ze i Wiktorek w Polsce i Miriam w Niemczech rozwijaja
          sie
          > doskonale i sa zdrowi mimo pewnych roznic w pielegnacji. Nie nalezy wiec
          > przesadzac z dobrym radami w kazda stronne, ze "jezeli nie, to sie stanie
          > cos strasznego". Dzieci sa chyba bardziej odporne niz myslimy.
          To racja. Mnie tylko zal tych mam w Polsce (no nie tylko, bo znam mame
          w USA, ktora tez karmi swoje dzieci dodatkowymi witaminami), ktore mecza
          sie z rozrabianiem mleka (o wydatku nie wspomne) do 3-go roku zycia, bo
          lekarze polecaja pic zmodyfikowane mleko, musza pamietac o tych wszystkich
          witaminach, syropkach itp. Tym bardziej, ze gdzie indziej dzieci pija
          krowie (i o zgrozo! nieprzegotowane) mleko juz znacznie wczesniej i
          jedza wszystko, i rozwijaja sie pieknie i bezproblemowo.
          • edytkus Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? 07.10.03, 17:15
            evee1 napisała:

            > > Na zakonczenie dodam, ze i Wiktorek w Polsce i Miriam w Niemczech rozwijaj
            > a
            > sie
            > > doskonale i sa zdrowi mimo pewnych roznic w pielegnacji. Nie nalezy wiec
            > > przesadzac z dobrym radami w kazda stronne, ze "jezeli nie, to sie stanie
            > > cos strasznego". Dzieci sa chyba bardziej odporne niz myslimy.
            > To racja. Mnie tylko zal tych mam w Polsce (no nie tylko, bo znam mame
            > w USA, ktora tez karmi swoje dzieci dodatkowymi witaminami), ktore mecza
            > sie z rozrabianiem mleka (o wydatku nie wspomne) do 3-go roku zycia, bo
            > lekarze polecaja pic zmodyfikowane mleko, musza pamietac o tych wszystkich
            > witaminach, syropkach itp. Tym bardziej, ze gdzie indziej dzieci pija
            > krowie (i o zgrozo! nieprzegotowane) mleko juz znacznie wczesniej i
            > jedza wszystko, i rozwijaja sie pieknie i bezproblemowo.


            Moje dziecko (w USA) od pierwszych urodzin zamiast mieszanki dostaje
            pelnotluste mleko krowie i to prosto z lodowki. Kiedys na forum gdy w watku o
            mlekach modyfikowanych napisalam ze po pierwszym roku mieszanka nie jest
            konieczna o ile dziecko ma zroznicowana diete odpisano mi abym "nie platala sie
            po polskim forum" (bardzo to bylo mile, nieprawdaz?), a na zakonczenie watku
            ktos dopisal ze mleko krowie jest dla ludzi niezdrowe smile, szczegolnie
            pelnotluste. A ile mam pisze ze czyta amerykanskie podreczniki Murkof itd. ale
            nie bedzie sie stosowac do zalecen bo sa zbyt amerykanskie - jaki jest wiec
            sens posiadania takowych ksiazek?

            Moje dziecko dostaje flour od ok. 8 m-ca i bedzie az do ok. 12 roku zycia,
            takie przepisy w NJ.
            • miriam21 Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? 07.10.03, 17:32
              Ach to mleko,...
              kiedys zdarzyla sie nam nastepujaca historia. Bylismy w podrozy, pakowalismy
              sie prze caly dzien i oczywiscie najwazniejsza torbe zostawilismy w domu. Byla
              w niej zywnosc dla mojej malej wtedy 5-miesiecznej corki. Na miejscu mala
              placze, ja wsciekla na meza, ze mial tylko wsadzic do bagaznika i
              zapomnial..., dziecko nie ma co jesc. Na stacjach nie sprzedaja mleka
              modifikowanego.

              Maz kupil litr zwyklego mleka. Rozcienczylam je woda i zagotowalam. Mala
              przezyla i ma sie dalej dobrze...

              Uwazac nalezy tylko u dzieci z brakiem tolerancji na laktoze, inne moga pic.

              pozdrawiam
              Ania
        • kerstink Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? 07.10.03, 21:39
          Aniu, ty tam chyba w tej Kolonii ? To tam jest zdecydowanie cieplej o
          chlodniejszej porze roku. Poza tym ogrzewanie w komunikacji miejskiej, to
          zupelnie inaczej trzeba sie ubierac. Taki to moj wniosek, a my mamy tylko
          odleglosc Warszawa - Berlin. Wyjezdzajac do Berlina biore lzejsza kurtke, bo tam
          jest mi po prostu cieplej. A jak ktos stamtad przyjezdza to ostrzegam, zeby
          jednak brali jakies cieplejsze rzeczy.

          Pierwsze dziecko urodzilam w Niemczech i przez 2 miesiacy przebywalam u
          rodzicow. Duzo sie nauczylam od swoich rodzicow, jesli chodzi o ubior.
          Smiesznie, bo akurat najlepiej moj ojciec wiedzial, jak ubierac malego danego
          dnia. Ojciec mial te przewage, ze dobrze sie znal na pogodzie. Jak wrocilismy do
          Polski to juz swoje wiedzialam i sie nie przejmowalam radami.

          Jesli chodzi o spacery to ja w ogole nie moge zrozumiec, jak
          matki/babcie/opiekunki wytrzymuja przez taki dlugi czas z maluchami w domu, jak
          jest ta gorsza pogoda. Wracajac nawet ze spaceru w deszczu, to dzieci sa
          grzeczniejsze, widzocznie im sluzy taki spacer. A trzeba sie po prostu ubierac.
          W koncu nie jestesmy z cukru. Jasne, ze same ubieranie malych dzieci i siebie
          zima jest meczace.

          Aniu, jak masz ochote to napisz na moje konto gazety kerstink@gazeta.pl

          Kerstin
    • judytak Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? 15.10.03, 15:50
      Wszystko zależy od zdrowego rozsądku matki. W końcu jesteśmy dorosłe ;o)

      Mieszkam w Warszawie, tu urodziłam trójkę dzieci, czytałam wszelkie poradniki,
      a robię jak uważam.

      Witaminę D podawałam do pierwszego lata (mam zimowe dzieci)
      Lekarza wzywałam jak już było "bardzo konieczne" (mam za sobą trzy sezony
      kompletnie bez lekarza i bez antybiotyków)
      Na spacery wychodziłam nawet jak było minus 20 stopni, najwyżej wtedy na krótko
      Wózek wyrzucałam jak tylko dziecko w miarę umiało chodzić
      Dwójce karmionej piersią dawałam krowie mleko od sześciu miesięcy, jednemu,
      który był na butelce, gdzieś od dziesięciu
      Gluten (biszkopty, kaszki pszenne itp.) dawałam od początku (gdzieś cztery -
      pięć miesięcy)
      Smoczka nie dawałam córce, bo nie chciała, a dawałam synom, bo chcieli
      itp. itd.
      Na pewno tracą dzieci, których rodzice sztywno kierują się poradami książek,
      babć czy lekarzy, a zyskają te, które mają mamy "wyluzowane", które nie boją
      się zawierzyć swojej intuicji i które nie traktują wychowywania dzieci
      jako "zadanie", "egzamin" lub "ofiarę". Niestety te postawy coraz bardziej się
      w Polsce rozpowszechniają, nie wiem, jak jest gdzie indziej.
      Pozdrawiam
      Judyta
      (może trochę na to forum nie pasuję, bo jestem z Warszawy, ale może też trochę
      pasuję, bo nie jestem z Polski)
      • evee1 Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? 15.10.03, 17:33
        Rozumiem, ze zdrowy rozsadek jest najwazniejszy, ale ja troche sie
        dziwie jak czytuje dziecko czy emame, ze jak tylko jakies problemy
        sa z zywieniem dziecka, to od razy podejrzewanie alergii i cudy
        niewidy, matki stosuja jakies rygorystyczne diety.
        Ja rozumiem alergie itp (moje dzieci maja uczulenie na orzechy, takie,
        ze po prostu puchna i sie dusza), ale mam wrazenie po czytaniu tych listow,
        ze w Polsce panuje jakas epidemia skazy bialkowej i alergii na wszystko.
        • aga_rn Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? 15.10.03, 21:06
          evee1 napisała:

          > Rozumiem, ze zdrowy rozsadek jest najwazniejszy, ale ja troche sie
          > dziwie jak czytuje dziecko czy emame, ze jak tylko jakies problemy
          > sa z zywieniem dziecka, to od razy podejrzewanie alergii i cudy
          > niewidy, matki stosuja jakies rygorystyczne diety.
          > Ja rozumiem alergie itp (moje dzieci maja uczulenie na orzechy, takie,
          > ze po prostu puchna i sie dusza), ale mam wrazenie po czytaniu tych listow,
          > ze w Polsce panuje jakas epidemia skazy bialkowej i alergii na wszystko.

          Mialam takie samo wrazenie kiedy po raz pierwszy trafilam na forum, ponad 1.5
          roku temu.
          I nic sie nie zmienilo wink Tyle ze juz nie dyskutuje na takie tematy wink
          Pozdrowienia,
          AgaRN
          (W watku powyzej AgnieszkaP.)
    • daisy123 Re: Czy nasze dzieci na czyms traca? 26.11.03, 00:04
      Przegladajac forum trafilam i tutaj i chcialabym napisac cos niecos. W czasie
      ciazy lekarz nie zalecil mi zadnej diety. Nie bylo mowy, abym musiala odstawic
      moja szklanke wina do posilku (przyszedl moment, ze sama to zrobilam). Bralam
      tylko zelazo (wykryto jego brak podczas badan krwi). Przy wypisywaniu còrki ze
      szpitala uslyszelismy, my rodzice, bo i ojcowie byli obecni, dobre rady min.
      nie sluchac mam, bo to inne pokolenie, z dzieckiem wychodzic zawsze na spacery,
      no chyba, ze pada deszcz, nie zakladac czapek (mi sie zaraz przypomnial mòj
      siostrzeniec, w tej chwili 25letni, ktòry paradowal w czapce po domu po kazdej
      kapieli!). O czapke wojowalam z moja mama, ktòra przyjechala do nas po
      urodzeniu còrki. To byl pazdziernik, no i nie mogla zrozumiec jak to mozna nie
      nosic czapki. Usg bioder jest we Wloszech obowiazkowe i robi sie gdy dziecko ma
      3 miesiace. Witaminy.... lekarz przepisal witamine D mòwiac "to zapobiegawczo,
      nic sie nie stanie, gdy Panie nie da". Karmienie piersia jak najbardziej bez
      zadnych diet (karmilam ...26 miesiecy /czesto byla to wygoda wyciagnac i
      gotowe/). Wizyty u pediatry còrka miala co 3 m-ce. Byly to badania bardzo
      ogòlne (waga, wzrost itd.)i pòzniej bardzo szczegòlowe informacje jak i co
      wprowadzac do jedzenia. Pediatra mojej còrki jest takze profesorem od spraw
      zywienia, wiec to jego konik. Antybiotyk byl podany mojej còrce tylko raz -
      mila katar, zaczerwienione gardlo i jako, ze zglosilam sie do lekarza w piatek
      i nie moglismy czekac do poniedzialku, aby zobaczyc jak to sie rozwinie, a
      moglo sie pogorszyc, gdyz ja bylam chora. Dawka dzienna antybiotyku byla bardzo
      mala, rozlozona na 2 tyg.
      Corka ma 4 lata i juz drugi rok chodzi do przedszkola. Je wszystko i nie mamy z
      nia zadnych problemòw zdrowotnych.Nigdy nie chorowala dluzej niz dzien -
      oczywiscie, ze z przyczyn profilaktycznych po takim dniu przetrzymuje ja w domu.
Pełna wersja