dziecko-czy juz???

21.01.07, 21:08
Witam!
Od dwoch lat wraz z mezem mieszkamy w Wielkiej Brytanii.Oboje mamy dobre
prace (ja w sluzbie zdrowia, moj maz w centrum dystrybucji), wynjamujemy
spore mieszkanie wraz z 2 przyjaciol. Wszystko byloby wspaniale, gdyby nie
to, ze od kilku miesiecy odzywa sie we mnie "instynkt przed-macierzynski:-
))". Mysle ze nadszedl juz odpowiedni moment, zeby nasza rodzina sie
powiekszyla. Ja mam 26 lat, moj maz 29. Moj maz nie jest zbyt zachwycony-
planowalismy wczesniej dziecko po powrocie do Polski (tylko wiadomo jak z tym
jest- powrot odkladany jest zawsze na troche pozniej). O ile On przyjal juz
do wiadomosci urodzenie dziecka w Anglii, to ciagle czuje lekka dezaprobate-
"to jeszcze za wczesnie...jak my sobie poradzimy...musielibysmy zmienic
mieszkanie...przeciez najpierw mielismy jechac na wakacje itp..." ta
sytuacja jest dla mnie skomplikowana. Nie dosc ze trudna jest decyzja o samym
posiadaniu dziecka, to jeszcze posiadanie go w obcym kraju...ufff a moj maz
wcale mi nie ulatwia sprawy?Ale z drugiej strony przeciez nie zyjemy w
Somalii w chacie z krowiego lajna z 8 dzieci- jak nie teraz, to kiedy?
Prosze o rady mamy, ktore borykaly sie z podobnym dylematem tu w Anglii, albo
wogole za granica.Czy to normalne dla faceta, obawa przed ojcostwem? (czy
tylko moj jest taki odporny hahha)
Pozdrawiam
    • parole_parole Re: dziecko-czy juz??? 22.01.07, 08:25
      Hej! Moj nie byl oporny, wprost przeciwnie, ale mam kolezanke, ktorej maz nie
      chcial dzieci, "bo jeszcze nie czas, bo najpierw trzeba to, albo tamto...". To
      chyba nie zalezy od tego, ze jestescie za granica, to tylko dodatkowy argument
      do tlumaczenia sie na "nie". Tym moim znajomym w koncu przytrafila sie wpadka
      smile i jak na razie, to sa chyba zadowoleni z takiego obrotu sprawy. Ta kolezanka
      nie mogla sie zdecydowac, ale tez miala juz ciagoty macierzynskie. Usiadzcie i
      porozmawiajcie. Przede wszystkim Ty musisz sobie sama odpowiedziec na pytanie,
      czy naprawde chcesz juz teraz miec dziecko. To, ze je urodzisz w obcym kraju, to
      nie jest taki problem. (Przynajmniej dla mnie nie byl smile ). Masz 26 lat, wiec w
      sumie jescze masz czas. Ja urodzilam pierwsze dziecko majac prawie 28 lat i z
      perspektywy czasu troche zaluje, ze nie zdecydowalam sie wczesniej. Ale to jest
      moj konkretny przypadek. Mysle, ze nikt Ci tutaj niczego nie doradzi, moze
      jedynie opowoiedziec o swoich doswiadczeniach. Decyzje i tak musisz podjac sama
      - z mezem oczywiscie smile Pozdrawiam!
      • parole_parole Re: dziecko-czy juz??? 22.01.07, 08:29
        Aha, a co do wakacji, to w ciazy tez mozna jechac na wakacje, i z dzieckiem
        mozna wyjezdzac, to zaden problem. Oczywiscie takie wakacje sa calkiem inne niz
        wszystkie poprzednie tylko we dwoje smile Ale ma to swoj urok.
      • konstancja152 Re: dziecko-czy juz??? 22.01.07, 22:36
        Hejka!
        Dokonalam odkrycia, ze meza sie da chyba urobic.... Moj luby postanowil kupic
        kolejna szafe do sypielni i zapytal mnie co mysle o tym zeby stala w roku
        pokoju. Odpowiedzialam "Wykluczone, tam bedzie stalo lozeczko dla dziecka"
        "Jakiego dziecka..?" zapytal, "No tego ktore planujemy miec w tym roku". Po
        kilku godzinach nieodzywania sie, czyli tzw. FOCHA, zajrzalam mu przez ramie do
        katalogu Argosu, ktory wlasnie ogladal....I nie uwierzysz- moj maz przegladal
        strony "BABY CARE"...a scislej mowiac lozeczka hahahhahah

        Napisalas, ze urodzenie w obcym kraju nie stanowilo dla Ciebie problemu (a
        propos- gdzie mieszkasz?. Dla mnie jest to kolosalny dylemat. Nie dosc ze
        Anglia pod wzgledem systemu sluzby zdrowia przypomina kraj trzeciego swiata to
        na dodatek bede tu kompletnie sama (nie liczac meza oczywiscie)- ale mam tu na
        mysli babski punkt widzenia. Wiec napisz jak Ty dawalas sobie z tym rade.
        Pozdrawiam cieplo
        • parole_parole Re: dziecko-czy juz??? 22.01.07, 22:44
          Dzis juz pozno, napisze Ci jutro smile A rodzilam w Holandii, gdzie jest "jeszcze
          gorzej" - porody w domu, prawie zadnych badan w ciazy, oczywiscie tez tylko
          polozne i zadnego lekarza. Ale z perspektywy czasu oceniam tamten system wcale
          nienajgorzej, naprawde! Szczegoly jutro. Dobranoc smile
          • parole_parole CD 23.01.07, 17:49
            Ciag dalszy historii smile No wiec,jak juz wspomnialam, rodzilam w Holandii, gdzie
            system opieki zdrowotnej jest zupelnie inny niz w Polsce. Celowo pisze, ze inny,
            a nie gorszy. Oczywiscie na poczatku uwazalam, ze gorszy, ale pozniej zmienilam
            zdanie. Jesli ciaza jest niepowiklana to chodzi sie tylko do poloznych. Ja nie
            mialam prawie zadnych badan w ciazy. Krew na poczatku (HIV, zoltaczka,
            morfologia, grupa krwi) i pozniej w jakims 34 tc na zelazo. Nie bylo zadnych
            badan wewnetrznych. Ani razu nie mialam sprawdzanego moczu. Na wizycie (raz na 6
            tyg., potem troche czesciej, ale tez nie za czesto) tylko sprawdzanie cisnienia,
            macanie brzucha, a na pozniejszym etapie sluchanie tetna dziecka. Wizyta nie
            dluzsza niz 10 minut. 2 razy mialam usg (12 tc i 20 tc). Oczywiscie ze swoja
            polska mentalnoscia i przeswiadczeniem, ze co to za badanie, jak nie patrzyli do
            srodka wink, czulam sie wielce niedopilnowana. Moj strach podsycaly rewelacje
            wyszukane w Internecie na temat przedwczesnego rozwierania sie szyjki etc. itd.
            (od razu Ci mowie, ze jak juz bedziesz w ciazy, to nie czytaj, nieswiadomym zyje
            sie latwiej). W 7. miesiacu ciazy pojechalam nawet specjalnie do Polski, do
            swojej gin, zeby sprawdzic czy wszystko jest w porzadku. Ogolnie, czego bardzo
            zaluje, ciaza byla dla mnie stresujaca. Zamiast poddac sie temu holenderskiemu
            systemowi i zaufac, ze skoro nic mi nie dolega i czuje sie dobrze, to ciaza jest
            niepowiklana i nie jest to zadna choroba, a normalny stan, zamiast cieszyc sie
            ciaza i myslec pozytywnie, szarpalam sie i wyszukiwalam na sile zle rzeczy.
            Pomysl sobie, ze tyle kobiet w Holandii czy Anglii jakos przechodzi ciaze i
            rodzi dzieci. Ciaza to nie jest - w wiekszosci przypadkow - stan wymagajacy
            ciaglej interwencji medycznej. Jesli sie cos naprawde dzieje, to polozne nie
            olewaja problemu. U mojej znajomej stwierdzili malowodzie - od razu przeszla pod
            specjalistyczna opieke i zaproponowali jej, ze zrobia na koniec cesarke. Co do
            porodu w domu, to nikt mnie nie zmuszal (za porod szpitalny z wlasnego wyboru
            sie doplaca, w moim przypadku mialo to byc 180 EUR. Jesli sie okaze, ze sa
            powiklania i porod jest zakwalifikowany jako medyczny, to sie nic nie placi).
            Owszem, polozna sugerowala, zebym zostala w domu, ale uszanowala to, ze wybralam
            szpital. Zreszta okazalo sie w trakcie porodu, ze i tak musialabym rodzic w
            szpitalu, bo byly powiklania. Kiedy okazalo sie, ze cos jest nie tak, od razu
            zajal sie mna szpital, a polozna poszla do domu. Cala akcja odbywala sie bardzo
            sprawnie, opieke w trakcie porodu jak i po nim ja i moje dziecko mielismy
            swietna! Personel gotow na kazde skiniecie i zawsze usmiechniety jedynie za
            "dziekuje". W Anglii tego nie ma, ale w Holandii po porodzie kobieta dostaje
            opieke kraamzorg. To taka pani, ktora przychodzi przez 8 dni po porodzie na 3, 5
            lub 8 godzin (w zaleznosci od rodzaju Twojego ubezpieczenia) i zajmuje sie
            dzieckiem, matka i domem! Super sprawa! Ja niestety mialam kraamzorg tylko 3
            dni, bo az 6 dni bylismy w szpitalu (problemy z dzieckiem). Normalnie ze
            szpitala mozna wyjsc juz 2 godziny po porodzie, jesli nie bylo powiklan. Ale
            masz prawo zostac w szpitalu do 24 godzin. Ja tez moge powiedziec, ze wlasciwie
            bylam sama z mezem. Na poczatku przyszla ta kraamzorg, a potem juz radzilismy
            sobie sami. Jak mialam jakies pytania, to konsultowalam sie z kolezankami smile
            Skoro jestes w UK juz 2 lata, to na pewno masz tam jakies kolezanki? Pozniej
            przyjechala na 2 tyg. moja Mama. A potem znowu bylismy sami. Ty sie obawiasz, ze
            nie macie na miejscu rodziny, prawda? Nie martw sie, dasz sobie rade. Ja tez sie
            martwilam, ze nie bede w stanie zajac sie dzieckiem sama bez niczyjej pomocy, ze
            nie umiem "obslugi" dziecka i jak sie tego naucze. Ale to samo przychodzi smile
            Jak masz jeszcze jakies pytania, to z checia odpowiem.
    • aniaheasley Re: dziecko-czy juz??? 22.01.07, 09:16
      Jestes jeszcze tak mloda, ze moze warto posluchac argumentow meza i poczekac.
      Nie ma racjonalnych powodow (no poza Twoim instynktem) zebyscie juz koniecznie
      teraz mieli dziecko. Jezeli meza 'posluchasz' to kiedy wreszcie dziecko bedzie,
      maz bedzie Ci wdzieczny ze sie nie upieralas, ze meski punkt widzenia zostal
      wysluchany, co niestety rzadko sie zdarza, i wtedy start w macierzynstwo i
      ojcowstwo mozecie miec bardziej udany, niz jezeli postanowisz ze juz teraz
      zaraz natychmiast, co moze byc powodem stresow, niepotrzebnych klotni,
      pretensji. Taka moja rada z boku.
    • annie_pl Re: dziecko-czy juz??? 22.01.07, 11:03
      Pytanie "dziecko czy juz" powinnas przede wszystki zadac sobie..

      Ja powiem z mojego doswiadczenia, ze gdybym mogla cofnac czas na pewno nie czekalabym.

      Od ponad 3,5 roku mieszkam w Irlandii, moj moz jest tu prawie 5 lat i tez zawsze bylo cos wazniejszego albo bardziej pilnego.

      W tej chwilli ja za moment skoncze 30, moj maz 36 i od 8 miesiecy nie mozemy zajsc w ciaze...moze dlatego ze teraz naprawde bardzo chce...a wiadomo natury nie mozna oszukiwac.

      Zastanow sie spokojnie co jest dla Ciebie najwazniejsze...

      Pozdrawiam cieplo
      • konstancja152 Re: dziecko-czy juz??? 22.01.07, 22:24
        Annie, dziekuje za odpowiedz. Tak, mysle ze juz nadszedl ten czas, ze
        najwazniejsze jest dla mnie powiekszenie rodziny, posiadanie maluszka, ktorego
        moglibysmy bezgranicznie kochac (szczegolnie w tej obcej, emigracyjnej
        rzeczywistosci, gdy jestesmy tak daleko od bliskich i przyjaciol). Przeraza
        mnie jednak kilka rzeczy-przede wszystkim urodzenie dziecka w obcym kraju, sam
        system NHS w Anglii to wg mnie dno (od 2 lat biore pigulki, i zaden lekarz mnie
        nigdy nie zbadal, co 3 miesiace polozna pyta czys ie dobrze czuje, mierzy
        cisnienie i daje kolejne paczki...) Gdy czytam, ze dziewczyny w Anglii wogole
        nie widuja w czasie ciazy ginekologa, to mam dreszcze.Czytalam o wskazaniach
        medycznych dla kobiet starajacych sie o dziecko- najpepiej zrobic "kompleksowe
        MOT"smile, wszystkie badania od krwi po alergeny-jakos mi to nie pasuje do mojego
        hinduskiego GP, ktory nawet na mnie w czasie wizyty nie patrzy.Boje sie tez, ze
        bede musiala przez cala ciaze przechodzic sama (nie liczac meza oczywiscie),
        nie mam tu mamy, moja jedyna przyjaciolka za 2 miesiace wraca do Polski,
        zadnego babskiego wsparcia, doswiadczenia.
        Mam nadzieje ze Ty i Twoj maz szybko doczekacie sie maluszka, goraco Wam tego
        zycze, powodzenia
Pełna wersja