marchewa69
25.02.07, 13:09
No właśnie. My znów musimy/niemusimy się przeprowadzać. Kręta kariera męża. W Pradze jesteśmy od roku. Już zaczęłam się tu czuć choć troszkę "po domowemu", a okazuje się, że prawdopodobnie musimy ruszać dalej. Dzieci (7 i 5) jeszcze nie wiedzą, no bo też jeszcze nie postanowiliśmy ostatecznie, więc po co je stresować. Ten hipotetycznie następny przystanek to Niemcy (Dusseldorf). Ja niestety jestem jak na razie anglo-czesko-języczna. Jeszcze co nieco rozumiem po ukraińsku, rosyjsku i słowacku. Wszystko to mało przydatne w Deutchlandzie. Tym bardziej cholernie się boję tej rewolucji. Dzieciaki są już w wieku szkolnym, ja zaś jestem typem, który do szczęścia potrzebuje kontaktu z ludźmi (w chwilach desperacji zagaduję nawet tutejsze staruszki). Od tygodnia przegrzebuję się przez różne fora w te i wewte próbując stłumić strach przed kolejnym nieznanym miejscem... Ciekawa jestem jak to było u Was? Myślę o tym ile Wam zajęło przystosowanie się, jak radziliście sobie z samotnością (wiem, wiem, bez języka to w ogóle nie ma o czym mówić), jak łagodziliście dziecięce bunty, dziecięcą niechęć do zawiazywania nowych przyjaźni(po co mamo, przecież i tak się pewnie wyprowadzimy), niechęć do nowej szkoły, nowego języka. Uf, wiem, że nie ma złotego środka, czy recepty, ale może głos "doświadczonych" doda mi odwagi. Pozdrawiam wszystkich, którzy żyją na walizkach

lub właśnie je pakują.