to-jest-to
22.08.07, 06:20
Witam.
Jestem w sytuacji takiej:
Mieszkam za granica, mam swoj dom. W Polsce pozostala mama i brat.
Brat niedawno sie ozenil. Do zeszlego roku wynajmowal on mieszkanie.
Mama do pazdziernika zeszlego roku mieszkala w mieszkaniu, w ktorym
zarowno brat i ja sie wychowalismy. Moj tato zmarl dawno temu (byl
po rozwodzie z moja mama) i z racji tej ja i moj brat
odziedziczylismy po 1/4 czesci owego mieszkania. Mieszkanie nigdy
nie bylo sprzedane, rodzdzielone itp. Rok temu, tuz po slubie, moj
brat wprowadzil sie do mojej mamy a ona po krotkim czasie
wyprowadzila sie do mniejszego mieszkania.
Nowe mieszkanie zostaje splacane przez mojego brata ale jest
zapisane na moja mame (by minac oplaty zwiazane ze sprzedaza/kupnem -
moja mama i brat wymieniaja sie mnieszkaniami). Moja mama chce
wreszcie na brata przepisac mieszkanie, w ktorym on obecnie mieszka.
Moj brat pol roku temu poprosil mnie bym zrzekla sie na niego mojej
czesci mieszkania. Mam ja odzyskac kiedys ze spadku mamy. Zarowno
mama jak i on zgadzaja sie w tej kwestii. W styczniu tego roku
zaproponowalam ze wycenimy mieszkanie, ze przepisze na niego
powyzsza kwote jesli on spisze ze mna umowe notarialna, ze w ciagu
30-40 lat odda mi dlug (cena 1/4 mieszkania plus niewielkie
odsetki). Moja mama przekroczyla 60tke. Moj brat sie na mnie bardzo
obrazil bo chcial dlugiem obardzyc mame (ktora spokojnie mnie slaci
po swojej smierci), moja mama tez, bo wedlug nich od poczatku bylo
dla nich jasne, ze zrobie tak jak mowia. Umowa notariarialna nie
zostala spisana(bo to jakies utrudnianie sprawy i dodatkowe koszty),
ja sie nie zrzeklam mieszkania, brat nie odzywa sie do mnie od tego
czasu, mama jest wsciekla, ze nie wierze rodzinie...Ponoc
pomieszalam plany, utrudniam rodzinne zycie...
Teraz troche z inne beczki...od brata nigdy w zyciu nic nie
dostalam, nie przychodzi mi na mysl zadna przysluga, ktora mi
kiedykolwiek zrobil (poza podwiezieniem gdzies samochodem), nigdy
mnie w niczym nie poparl (choc np. mialam racje), nigdy przed nikim
nie obronil (jesli ktos mi robil przykrosc), nigdy nic mi on nie
pozyczyl, ogolnie nie przejawial nidgy do mnie zadnego szacunku,
nigdy nie byl zainteresowany moja osoba (dziela nas 2 lata roznicy
wieku), nigdy nie zrobil mi zadnej przyjemnosci....
W rodzinie mamy od lat toczy sie walka na temat spadku po jej
rodzicach. Okazuje sie, ze tak jak bylo 'obiecane' sie nie stalo. Co
cwansze rodzenstwo zagarnelo co moglo.
Moja mama jest w duzo blizszych stosunkach z moim bratem niz ze mna,
to on zawsze otrzymywal od niej poparcie, byl jej faworytem. Ogolnie
moje stosunki z moja mama sa dobre na dzien dzisiejszy. Mieszkam
daleko wiec sie czesto nie widzimy. Podejrzewam jednak, ze jesli
poruszylabym znowu sprawe majatkowa, skonczyloby sie to kolejna
awantura.
Chyba taka sytuacje motywuje doswiadczeniem zaobserwowanym w
rodzinie, kiepskim stosunkiem jaki mial do mnie brat, faktem, ze z
mama czesto jestesmy w nieporozumieniu (najczesciej powodem jest moj
brat i nie wiem jaki stosunek bedzie miala do mnie na starosc), tym,
ze w przyszlosci nie chcialabym prosic o swoje....
Jak myslicie, zrobilam dobrze narazajac sie rodzinie? Moj brat nie
zlozyl mi nawet zyczen urodzinowych w tym roku, nie poinformowal
mnie, ze bedzie mial dziecko itp. Na dzien dzisiejszy jestesmy sobie
zupelnie obcy. Z tym wyjatkiem, ze ja od 10 lat juz nie mieszkam w
Polsce i nie mam najmniejszej korzysci z posiadania tej czesci
mieszkania. Dotad gdy mieszkala w nim moja mama nie mialam z tym
problemu. Moj brat ma wlasna firme informatyczna, oboje z zona
pracuja na pelnym etacie, ja nie dostaje od nich nawet grosza za to,
ze czesc mieszkania w ktorym mieszkaja nalezy do mnie.
Co o tym myslicie? Czy ktos znalazl sie w podobnej sytuacji?
pozdrawiam
to-jest-to