co z ta angielskoscia? czy bredze??

04.10.03, 08:48
Mam tu wiele znajomych mam poznanych w roznych baby activity groups. Babki
sa fajne i ciesze sie z tych znajomosci. Na poczatku troche trudno mi sie
bylo przelamac, bo prawde mowiac wydawaly mi sie zbyt 'angielskie'. (ojej.
mam nadzieje, ze zrozumiecie o co chodzi z ta angielskoscia). Ale jakos
wciagnelo mnie to towarzystwo i czuje sie z nim silnie zwiazana.
Ale bardzo czesto przebywajac z nimi nasowa mi sie na glowe taka mysl: Ze ja
od nich bardzo odstaje swoim sposobem bycia. Polskim sposobem zycia??
Np. Wczoraj trojka z nas poszla ze swoimi dziecmi na zajecia plywania. Jako,
ze w Londynie juz sie robi chlodno to spakowalam do torby jesionno-zimowy
kombinezonik dla malego na po. Zwlaszcza, ze zajecia koncza sie o 17.00. No
i wyciagajac go z torby oczywiscie zauwazylam zabawny wzrok kolezanek. Ale
co tam. Poszlismy po drodze do pubu, usiasc na zewnatrz na pol pint'y. No i
robi mi sie zimno. I mowie, nie zmino wam? Zimno odpowiadaja. NO to ja: jest
pusto moze wejdziemy do srodka, bo ich dzieci w samych bluzach bez czapek. A
one na to, a nieeee...najwyzej troche dzieci zmarzna. I tak zostalo. Moj
maly siedzial sobie cichutko opatulony w wozeczku. I niby wiedzialam, ze nie
przegrzewam, bo ubranko bylo nie grube to i tak czulam sie troche dziwnie.
Czuje sie inaczej, kiedy kolezanki leca wieczoram do kina, a ja wiem, ze
powinnam zamiast tego dac dziecku obiad (i mezusiowi tez..ha ha ha). Albo,
ze zamiast z nimi w kawiarni (3 dzien z rzedu) lepiej pojsc z dzieckiem na
spacer bo pogoda ladna. Albo, ze dziecku 8 miesiacznemu nie daje sie do
chrupania chipsow, bo akurat chlebka zabraklo. No niby to wszytsko wyglada
tak, ze te Angielki to wyrodne matki, a ja taka perfecto. Ale nie - te ich
dzieci sa szesliwe, one tez. Radosne, dbajace o swoje maluchy tak jak
potrafia. A te wszytskie przyklady opisane sa dla nich czyms normalnym,
czasem malym niedociagnieciem. A mnie patrzac na to wszytsko serce boli. I
czuje sie jakbym strasznie byla przewrazliwiona. No a zdaniem polskich
kolezanek to raczej w druga strone!
Mam do was pytanie: Jak Wy sie odnajdujecie z tym angielskim lekkoduchem
(moze zachodnim lekkoduchem). A moze to ja sobie cos wymyslilam? Czy macie
podobne odczucia.

No i jak zwykle pisanie o emocjach wyszlo mi nade lakonicznie smile) Wybaczcie.

Pozdrawiam
Sugar
    • kingaolsz Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 04.10.03, 10:06
      Witam i pozdrawiam.
      Ja tam moze nie mam codziennych kontaktow z anglikami, ale mam. I ja sie nie
      przejmuje niczym. Tzn. moja mama czy osoby znajace typowo "polski" wychow,
      nadaja mi ze maleg wyziebiam, bo nie zakladam konbinezonu na spacer w
      sierpniu wink ( przesadzam, ale wiesz o co chodzi), a z drugiej strony jak
      zaloze bawelniana czapeczke malemu na glowke bo wietrzny dzien i chce mu uszka
      ochronic, to z angielskiej strony slysze uwagi. A ja mam to w nosie... smile
      Poprostu robie tak jak mi intuicja podpowiada, jak sama czuje czy zimno czy
      cieplo, znam moje dziecko najlepiej i wiem np. ze lubi jak mu cieplo w stopki
      ( wiec bez skarpetek nie chodzimy).
      Wydaje mi sie , ze nie masz sie co przejmowac i robic swoje. W koncu to Twoje
      dziecko i nikt nie bedzie Ci mowil jak masz sie z nim obchodzic.
      Pozdrawiam cieplutko
      • sugar_mama_danielcia Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 04.10.03, 10:14
        Dziekuje za odpowiedz. Kinga, chodzi o to, ze w sumie te moje kolezanki nie
        krytykuja mnie. Wiem, ze moze wydaje im sie smieszna, ale mnie to tez, ze tak
        powiem - zwisa. Bardziej jednak zaczelam sie zastanawiac nad tym co ja czuje.
        I chodzi mi o ta moja polska nadopiekunczosc (a moze i rozwage?). Zaczelam
        miec poczucie pewnej aljenacji, ze wszyscy tak, a ja inaczej. Ale nie jest to
        jakims kompleksem i nie zamierzam z tego rezygnowac. MOze poprostu nie czuje
        sie pewnie, bo akurat w tym towarzystwie brakuje drugiej Polki co zachowywala
        sie podobnie. Nie wiem.

        Chodzi mi konkretnie o to uczucie obcosci. Macie takie??

        Sugar
        • nena5 Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 04.10.03, 14:12
          Hej Sugar,
          doskonale wiem o czym piszesz. I dopiero Twoj mail pozwolil mi nazwac te moje
          odczucia-ta polska nadopiekunczosc-jak to nazwalas bardzo trafnie choc to
          wcale nie nadopiekunczosc ale mada troska o dzeciatko. Tez czuje alienacje w
          stosunku do ludzi mnie otaczajacych, nawet lekarze dziwnie na mnie patrza. Bo
          np. moja Przepyszna Luisa-Marie ma katarek od trzeciego tygodnia zycia, ktory
          utrzymuje sie juz czwarty tydzien. I bardzo mi sie to nie podoba. Kiedy po raz
          pierwszy poszlam z tym do lekarza, powiedziano, ze to nic groznego i samo
          przejdzie. Przepisali Nasivin ale czekalam i czekalam i nic nie przechodzilo.
          Wystraszylam sie bo przeciez taki niby zwykly katarek ale moze sie przerodzic
          w cos grozniejszego. Zreszta dzidzius ma problemy z oddychaniem przy jedzeniu.
          Pomimo protestow mojego meza(rodowity Niemiec)w koncu pojechalismy ponownie do
          lekarza. Pan doktor jak mnie zobaczyl to sie usmiechnal poblazliwie(pomyslal
          pewnie, ze histeryczka ze mnie), i powtorzyl, ze to nic groznego i nalezy
          czekac. Wsciekla bylam jak cholera po tej wizycie ale co mam zrobic?
          Aha, po tej pierwszej wizycie jak mi przepisali Nasivin to powiedzieli, ze
          nalezy stosowac jak bedzie taka potrzeba. Pelna beztroska - jak bedzie taka
          potrzeba. Ale jesli ona ma katarek to potrzeba jest ciagla, no nie?! I dopiero
          w polskiej prasie , w reklamie wyczytalam, ze Nasivin stosuje sie max. 5 dni.
          I na dodatek dla dzieci od drugiego mies(na niemieckiej ulotce nie bylo
          zawartej tej info). A ona miala zaledwie 3 tyg. a pza tym nikt mi nie
          powiedzial, ze Nasivin mozna stosowac zaledwie 5 dni. Dopiero za drugim razem
          jak bylam u lekarza to powiedzialam, zeby mi cos innego przepisal bo przeciez
          N. stosuje sie tylko 5 dni i on wtedy przyznyl mi racje.
          • nena5 Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 04.10.03, 14:21
            sorry, za szybko wcisnelam wyslij a jeszcze nie skonczylam swojej wypowiedzi.

            Bylam ostatnio u tesciowej z Luizunia. Przebywalismy w pomieszczeniu wiec
            sciagnelam jej czapeczke. Tesciowa siedziala z nia przy drzwiach, ktorymi
            ciagle kros wchodzil i wychodzil. A na dworze bylo co prawda cieplo ale bardzo
            wietrznie. Wiec zwrocilam uwage, zeby tesciowa zmienila miejsce siedzenia bo
            nie chce zeby dzieciatko przewialo. Wszyscy spojrzeli na mnie jak na dziwaka.
            I niby mam to w dupie(przepraszam za slowo, ale wsciekam sie na ta ich
            bezmyslnosc) a jednak czuje sie obco. I ciagle od wszystkich odstaje. I chyba
            nie mam szans sie tu zaklimatyzowac. Zreszta cholernie tesknie za Polska mimo,
            ze nie brak mi niczego. A jednak brak - polskosci.

            Pozdrawiam goraco

            ps. bardzo czesto czytam Twoje wypowiedzi i bardzo je lubie
            • alina29 Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 04.10.03, 17:06
              Hi, w jakim rejonie Niemiec mieszkasz, mieszkam pod Frankfurtem i w kwietniu
              2004 oczekuje dzidziusia. Jak masz ochote to napisz do mnie na priva.
              Pozdrowienia
              Alina
          • miriam21 Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 07.10.03, 15:13
            hi Nena,

            tez mieszkam w Niemczech i wiem, ze lekarze w takich przypadkach spokojnie
            podchodza do sprawy i nie daja na katar antybiotykow tylko nasivin. Zasadniczo
            tez uwazam , ze to dobrze, ale...

            Sa tez inne przypadki i trzeba dziecko uwaznie obserwowac. U mojej wtedy
            5.tygodniowej coreczki tez tak bylo. Zakraplalam 3 razy dziennie Nasivin i
            probowalam odciagnoc z noska widzieline, ponadto kladlam mala na "polsiedzaco"
            spac aby wszystko wydostalo sie z noska. Niestety nic nie pomoglo. Wtedy
            pobieglam znow do lekarza - okazalo sie ze mala ma juz zapalenie oskrzeli.
            Dostalam antybiotyk bez problemow.

            Pytanie jest co lekarz mogl zrobic wiecej przy pierwszej wizycie - chyba jednak
            nic, bo tak naprawde nie ma leku na katar. I z kataru nie musi sie tez nic
            zlego rozwinac. Ostani katarek (drugi w jej juz prawie 10 -miesiecznym zyciu)
            przeszedl po tygodniu bez sladu. Mala nigdy nie byla jeszcze powaznie chora -
            poza tym zapaleniem oskrzeli, kiedy jednak zarazila sie ode mnie. I daj Boze
            dalej tak.

            Moral z tej bajki taki: nie panikowac ale obserwowac dziecko i jak trzeba
            to "walczyc" z lekarzem.

            pozdrawiam
            Ania
            • nena5 Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 12.10.03, 12:46
              dzieki Miriam za odzew,
              pozdrawiam
    • ewunia_uk Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 04.10.03, 20:22
      Ja w Anglii jestem juz tak dlugo, ze wychowuje dzieci bardziej po angielsku,
      niz po polsku. Przy wizytach w Polsce to wlasnie ja jestem obiektem
      powszechnego oburzena (bez czapki w kwietniu? papryka dla 9-miesieczniaka?
      Picie prosto z lodowki?!? itd).

      W Anglii podoba mi sie ogromna tolerancja dla osobistych nawykow i przekonan.
      Nikt sie do nikogo nie przyczepia, a nawet zdziwione spojrzenia zdarzaja sie
      bardzo rzadko. Dotyczy to nie tylko osob postronnych, ale nawet najblizszej
      rodziny (typu tesciowa). W Anglii nawet "gapienie sie" na kogos jest w bardzo
      zlym tonie, w Polsce natomiast jest to sport narodowy (przynajmniej tak
      twierdzi moj osobisty Anglik wink ).

      Anglielskie matki podchodza do pielegnacji dzieci na duzo wiekszym luzie, i w
      porownaniu z Polska, stosuja "zimny chow". Ale czy to na dluzsza mete
      naprawde ma znaczenie?

      Z drugiej strony, zauwazylam, ze w Anglii przywiazuje sie wage do spraw, ktore
      w Polsce raczej sie bagatelizuje. Na przyklad: ochrona przed wypadkami dzieci
      w domu, ochrona przed molestowaniem przez doroslych, kladzienie nacisku w
      szkolach na zapobieganie przemocy i znecaniu sie wsrod uczniow (bullying).

      Wydaje mi sie rowniez, ze angliescy ojcowie sa o wiele bardziej zaangazowani w
      wychowanie dzieci, niz polscy ojcowie. Ale tutaj chyba wchodzi w gre nie
      tylko tradycja, ale rowniez fakt, ze obecnie w Polsce wiekszosc mezczyzn
      zmuszona jest pracowac od rana do nocy na utrzymanie rodziny.
      • mrufkaa Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 04.10.03, 21:01
        Hej Sugar!
        Welcome backsmile
        Z gory przepraszam za ewntualne bledy, ale Julka wylala mi kawe na klawiature i
        chodzi tak sobie (klawiatura, oczywiscie smile))
        Tak sobie mysle nad tym, co tu napisalas i po czesci przyznaje Ci racje... I
        pewnie dlatego po czesci, ze wlasciwie rodowitych matek-Brytyjek nie znam. A
        to, co widze na ulicy czasem jest jescze wieksza nadopiekunczoscia niz moja,m
        wiec trzymam sie w peletonie smile))
        Fakt, najbardziej szokuja mnie (nieustanne) te gole nozki dzieci w
        spacerowkach, np. dzisiaj... Choc wczoraj po dluzszym bieganiu po miescie moja
        Mala ryczala jak smok z nudow w tym wozku a ja patrzylam z zazdroscia na mame,
        ktora sobie spokojnie spacerowala High Street Kensington, a jej bebe ssalo
        wlasna nozke. Tylko, ze moja Julka ma od ponad tygodnia bardzo zimne rece (
        chyba odziedziczyla krazenia po mnie)i przy tej temperaturze gole piety to
        chyba zly pomysl dla niej.
        Ale, z drugiej strony, kiedy chodze z Kinga na spacer, jej synek jest zwykle
        lzej ubrany od mojej coreczki smile)) Powinnam zatem chyba czuc sie wyobcowana
        absolutamente, co sprawia, ze nie czuje sie wcale smile))
        Ale mysle, ze sedno sprawy tkwi w tym, ze Ty takie angielskie mamy spotykasz na
        codzien i na codzien jestes ta jedna w stosunku do kilku.
        A co do podejscia sluzby zdrowia... ja tu juz sporo napisalam na ten temat i
        moge tylko dodac, ze zdania nie zmienilam. I tutaj uwazam, ze tradycja ma sie
        do tego nijak, to jest ignorancja i niechlujstwo, a co gorsza ten system opieki
        nad dziecmi prowadzony przez GP i hv jest wlasnie przenoszony do Polski. Jaka
        szkoda.
        pozdrawiam
      • sugar_mama_danielcia Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 04.10.03, 21:07
        No tak - ja tez lubie to podejscie cool do wiekszosci rzeczy i tez w Polsce
        uwazana jestem za 'wyrodna' bo: na wiosne bez czapki i wczesna ciepla jesienia
        tez, bo jak maly mial 3 miesiace to pojechalismy do Zakopca (oj zmiana
        cisnienia) i jeszcze co gorsze lecielismy do Polski samolotem. Moja babcia to
        juz ma wyrobione na moj temat zdanie, oj ma smile))
        Ale sluchajcie: ja na przyklad nie moglabym wziasc zakatarzonego dziecka na
        basen (bo to tylko katar), albo wlasnie z takiego basenu wypuscic dziecko w
        pazdzierniku wieczorem bez choc lekkiej czapeczki (a wczoraj naprawde tu wialo
        jak cholera). DZis dzieci moich znajomych chodzily z cieknacym nosem. A
        wlasnie, co im tam?!! Ja tez daje papryke mojemu i to od 7 m-ca bo widzialam
        przepisy dla maluchow w pewnej ksiazeczce. I imbir i czosnek tez. Ale sa
        rzeczy, ktorych bym nie zrobila. A jak tak popatrzec na Angielki to ich jest
        bardzo duzo. Wczoraj wlasnie na koniec weszlysmy do pubu. Jedna ze znajomych
        puscila dziecko by raczkowalo na podlodze. Barmanka powiedziala stanowczo,
        zeby je wziasc bo ciagle sie cos tlucze i na pewno jakies szklo lezy na
        podlodze. Znajoma wziela dziecko na rece i jak tylko barmanka poszla to je tam
        z powrotem polozyla mowiac: jak bedzie szla z powrotem to dajcie mi znak bym
        malego zdazyla zabrac. Ja tego nie rozumiem. A z drugiej strony: to czy ja
        wychowam moje dziecko na ofiare losu?! Ja tu juz sie naprawde gubie.

        Z moich obserwacji health visitors klada spory nacisk na komfort psychiczny
        matki. Niedawno nasza poprosila mnie czy moglabym w umowionym dniu przyjsc na
        wazenie z malym, bo bedzie tam tez jedna polska mama, ktora jest bardzo
        samotna i nie ma towarzystwa. Poszlam, poznalam sie z Justyna i mysle, ze
        bedziemy sie przyjaznic. Mysle, ze lekarka postapila bardzo fajnie, ze sie do
        mnie zwrocila z tym problemem. Tak samo ja sama jestem naklaniana do wizyt w
        roznych baby groups. Skorzystalam z wielu ofert i jestem bardzo zadowolona.

        Od strony medycznej - buuuuuu - ponoc to wszytsko sprawka rzadow bylej pani
        premier Malgosi. Ja sie nie umiem odnalezc w kraju, gdzie wszystko sie leczy
        albo antybiotykami albo woda i czasem. Ale to juz chyba inna historia.

        Koncze na dzis i pozdrawiam
        Sugar
        • sugar_mama_danielcia Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 04.10.03, 21:16
          Hej Mrufkaa - wcisnelas sie w ostatniej chwili. Ja jeszcze dodam, ze slyszalam
          od sasiadki (no przyznaje, ze slyszalam...) ze w Polsce cytologie od tego roku
          bedzie sie robic co 3 lata, a nie co rok jak dotychczas. Bo nie ma forsy, a
          jak ktos chce to prywatnie, bo tak na serio to powinno sie ja robic co rok. No
          a tu u nas jest tak samo - tyle, ze w u mojego GP to ponoc dlatego, ze co 3
          lata w zupelnosci wystarczy. Wierzyc im????

          Moj GP juz mi leczyl bolacy jajnik dotykiem (kladac raczke na brzuch przez
          sweterek), alergie antybiotykami (bo myslal, ze to zapalenie zatok), ale nie
          pomoglo pare razy i sie facet zreflektowal i jeszcze grzybice w 7 miesiacu
          ciazy kazal leczyc woda. Sugerowal, zeby sie MYC!!! Nie wazne, ze to sprawa
          hormonalna. No po tej wizycie to trzasnelam drzwiami i juz wiecej sie u tego
          mlotka nie pokazalam smile))

          Cuda nie dziwy!!!

          Sugar co sie na 100% myje tu i tam...hi hi hi
          • mrufkaa Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 04.10.03, 22:19
            No... Ja dostalam antybiotyk na zapalenie piersi (dokladnie obejrzanej i wywiad
            tym razem niezle zebrany) i dopiero mnie mamy na forum uswiadomily, ze to
            zastoj a nie zapalenie. Szkoda, ze Julke od tej piersi odstawilam ( bo kazal),
            szybciej by mi przeszlo i nie wylabym tak z bolu. No i mieszanka na dokarmianie
            Julki.... Jeden blad w sztuce i tyle konsekwencji. Dlatego tak mnie unosi, ze w
            tym zawodzie tak po prostu nie mozna. A na biegunke dla dziecka po moima
            ntybiotyku tez tylko czas... lakcid mi mama z Polski dosylala, bo farmaceuta
            tez mnie mial za szamanke, gdy mu wytlumaczylam czego chce ( z pudelkiem w reku
            i lacinska nazwa dla jasnosci). Az na ulice za mna wyszedl, hehe...
            a cytologie sobie wlasnie w Polsce zrobilam, bo nie wiem jak by mi moj GP
            material pobral, skoro z zasady pacjentow nie dotyka smile))
            Ech, ta angielskosc systemu...
            Wiesci o przenoszeniu wzorca mam od mojego przyjaciela - pediatry Julki. jak
            dobrze, ze telefony juz wynaleziono, bo balabym sie dziecko chowac tak daleko
            od lekarza smile))
            no dobra, juz sie odczepiam
            • ewunia_uk Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 04.10.03, 23:29
              mrufkaa napisała:

              > Jeden blad w sztuce i tyle konsekwencji. Dlatego tak mnie unosi, ze w
              >
              > tym zawodzie tak po prostu nie mozna.

              Trzeba bylo napisac skarge na tego GP. Poza tym, GP mozna zmienic, bez
              podawania powodu.
    • kingaolsz Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 04.10.03, 23:30
      Hehehe!!!
      Jak Was czytam to sie automatycznie usmiecham, co obserwuje moj maz ( "byla
      blondynka" siedzi przed komputerem i sie cieszy do ekranu...).
      Co do wychowu dzieci, to tez mnie troszke przeraza stoicki spokoj angielek,
      kiedy ich dziecko robi cos "niebezpiecznego", podpala sobie rekaw, bija
      staruszke w poczekalni u lekarza ( widzialam na wlasne oczy) itp a one mowia
      nie patrzac na dziecko "Zostaw" i zero wiecej reakcji. Z drugiej
      strony "polskie" trzymanie dzieci w super bialych ciuszkach, uczesane idealnie
      i nie mogace ruszyc palcem tez mnie przeraza. Chyba sama bede sie starala
      wypracowac sobie jakis "zloty srodek" z obu kultur.
      A dolaczajac sie do wymiany pogladow o GP i sluzbie zdrowia to moja uwaza ze
      ogolnie jak leci krew to dobrze a jak nie leci to tez dobrze, dopiero jak
      odpada to sie zainteresuje. A w aptece jak poprosilam o glukoze dla dziecka
      czy o krem, bo lato bylo sloneczne i chcialam czyms posmarowac delikatna
      skorke to Pani potraktowala mnie jakbym conajmniej arszenik chciala dziecku
      zaaplikowac. I chyba w opiece nad dziecmi, tzn. sluzbie zdrowia (
      przynajmniej takiej jaka byla do tej pory) wole Polske, ale to tylko taka
      refleksja.
      Oj, dziewczyny koncze bo mialam ciezki dzien i chyba juz nawet pisze
      nieskladnie. Ide spac.
      • ewunia_uk Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 04.10.03, 23:56
        kingaolsz napisała:

        > to tez mnie troszke przeraza stoicki spokoj angielek,
        > kiedy ich dziecko robi cos "niebezpiecznego", podpala sobie rekaw, bija
        > staruszke w poczekalni u lekarza ( widzialam na wlasne oczy) itp a one
        mowia
        > nie patrzac na dziecko "Zostaw" i zero wiecej reakcji.

        Ja widzialam w niejednokrotnie w Polsce, ostatnio w Galerii Mokotow podczas
        mojego pobytu w lecie, matki wymierzajace swoim maluchom porzadnego klapsa,
        ale do glowy by mi nie przyszlo pisac: przeraza mnie okrucienstwo Polek wink
        Ja mam kontakty TYLKO z angielskimi matkami, bo polskie mamy nie mieszkaja w
        naszej okolicy, i to, co opisujecie, to jakies straszliwe skrajnosci.

        W koncu ktos musi sie ujac za tymi angielskimi mamami, jest ich sporo tez w
        mojej wlasnej rodzinie. I na prawde nie sa to idiotki, ktore ze stoickim
        spokojem i zero reakcji przygladalyby sie dziecku podpalajacemu sobie rekaw.
        Ludzie bez piatej klepki zdarzaja sie w kazdym kraju, ale nie sa to "Angielki"
        (czy nawet "angielki" wink ), tylko "ludzie bez piatej klepki".
        • sugar_mama_danielcia Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 05.10.03, 09:40
          eh, no pewnie. Pisalam tez dlatego, ze te moje kumplele (co wg mnie wyprawiaja
          z dziecmi TAKIE cuda...hi hi ) sa fajowe i do tego dobrymi matkami. Tylko mnie
          szokuja, ze tak powiem..kulturowo i jestem tego sama swiadoma, ze to niczyja
          wina. A jesli co to Pani Ewolucji. A w Polsce to wg. licznych obserwatorow mi
          brakuje wszytkich klepek...hi hi hi
          Co do 'angielek', 'Angielek' i Angielek oraz English Roses - Ewa my chyba
          piszemy/zalimy/wysmiewamy/POLOTKUJEMY o nich by podzielic sie swoimi uczuciami
          na temat tego wyobcowania kulturowego. Ja na przyklad. I nic z tym zlego, ot
          takie babskie pogaduszki. Oczywiscie, ze trzeda je bronic, bo tak na prawde
          nie sa zle, a tylko inne od nas.

          Sugar
    • dorotka_p Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 05.10.03, 14:48
      Podobnie jak Ewuni, mnie rowniez podoba sie angielska tolerancja i niewtracanie
      sie w zycie bliznich. Nie wiem, czy wychowuje dziecko po polsku, czy angielsku
      bo robie tak jak nakazuje mi zdrowy rozsadek. Tutaj duzy nacisk kladzie sie na
      nieprzegrzewanie dziecka i stad moze tez bose nozki i glowki.
      Mojego synka urodzilam w maju zeszlego roku i nigdy mu nie zakladalam czapeczki
      (az do zimy) co bylo szokiem dla polskich kolezanek, ktore zakladaja dzieciom
      czapeczki nawet w domu "bo uszka zawieje". Moja kolezanka (Polka) jak
      przychodzila do nas to od razu zamykala okna i drzwi, bo wieje i dla dziecka
      niedobrze. Z podobnymi zachowaniami nie spotkalam sie u Angielek. Ogolnie
      mowiac z moich obserwacji wynika, ze polskie mamy sa przewrazliwione na punkcie
      zawiania, przewiania, uszek i tym podobnych.
      A lekarze tutaj, czyli GP to jest oddzielny rozdzial. Ja tez czasami czuje sie
      jak z innej planety, proszac o cos lekarza czy farmaceute.
      Pierwszy moj szok byl, jak Tomek mial ok. 4 miesiace i kaszlal. Chcialam kupic
      jakis syropek i nikt mi nie chcial go sprzedac bo mowili, ze samo przejdzie a
      jak lekarz nie przepisal recepty to znaczy, ze nie trzeba a te syropki bez
      recepty sa nic nie warte ! Jak mi tak powiedzialy (niezaleznie od siebie) 3
      osoby , to w koncu tez w to uwierzylam ......i rzeczywiscie samo przeszlo.
      Dorotka
    • evee1 Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 06.10.03, 12:46
      Czesc dziewczyny "angielki" smile).
      Ja tez mieszkam w tym kraju od trzech lat. Londyn kiedys na mnie-studentce
      wywarl wspaniale wrazenie. Teraz jak tuy mieszkam i pracuje i mam dzieci,
      to juz nieco inna historia, buuu!

      mrufkaa napisała:
      > No... Ja dostalam antybiotyk na zapalenie piersi (dokladnie obejrzanej i
      wywiad
      > tym razem niezle zebrany) i dopiero mnie mamy na forum uswiadomily, ze to
      > zastoj a nie zapalenie.
      Ale kochana, moze Ty mialas wlasnie zastoj, a nie zapalenie piersi.
      Ja mialam zapalenie piersi 2 razy i wygladalo tro tak, ze zaczelo sie
      zastojem (twardosc i bol piersi w jednym miejscu), ale w przeciagu paru
      (3-4) godzin dostalam dreszczy, goraczki, lamania w kosciach i bolu glowy.
      Po prostu nie bylam w stanie przejsc z lozka do lazienki, zeby siusiu zrobic!
      Wyobrazcie sobia najgorsza grype jaka mialyscie i ja sie czylam wlasnie tak!!
      Niestety antybiotyki byly w tym przypadku koniecznoscia i faktycznie czuc
      bylo jak mi sie polepsza z kazda dawka. Oczywisce karmilam nadal, co pewnie
      pomagalo szybszemu zejsciu pokarmu.
      Ja chyba naleze do tych matek, ktore ani w jedna, ani w druga strone nie
      przesadzaja. To znaczy nie uwazam, ze chodzenie teraz na bosaka jest
      wlasciwe i dzieciom staram sie trzymac pupe cieplo. Dzisiaj poslalam
      corke w rajstopach do szkoly (cienkich co prawda), ale sa dziewczynki
      co cala zime w skarpetkach maszeruja do szkoly. No, jak snieg spadl,
      to dostaly chyba rajstopy.
      Z kolei jak czytam dzieko i emame, to czesto irytuje mnie przewrazliwienie
      matek i pewnie uchodze za zwolenniczke zimnego chowu. Ale ja wole przejmowac
      sie, jak problem faktycznie jest, a wydaje mi sie, ze czesto mamy szukaja
      problemow na sile. Ale mimo mojego podejscia moje dzieci wydaja sie byc w
      porzadku, wiec pewnie taka zla matka nie jestem smile))).
      Z katarem na basen? Raczej tak pod warunkiem, ze to nie jest katar do ziemi.
      Ciepla glowa - tak i na przyklad wczoraj dzieciaki dostaly rano czapki, bo jak
      Sugar wspominala wialo i bylo raczej chlodno (Sugarciu, gdzie Ty mieszkasz?).
      Chociaz potem sie ocieplilo i szalaly juz bez czapek.
      • sugar_mama_danielcia Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 06.10.03, 16:22
        Na obecnie prawdziwym wigwizdowie (jejku jak tu wieje!!!!) - okolice Turnpike
        Lane. smile)

        Pozdrowienia
        SUgar
      • mama5plus Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 07.10.03, 20:19
        evee1 napisała:

        > Ja mialam zapalenie piersi 2 razy i wygladalo tro tak, ze zaczelo sie
        > zastojem (twardosc i bol piersi w jednym miejscu), ale w przeciagu paru
        > (3-4) godzin dostalam dreszczy, goraczki, lamania w kosciach i bolu glowy.
        > Po prostu nie bylam w stanie przejsc z lozka do lazienki, zeby siusiu zrobic!
        > Wyobrazcie sobia najgorsza grype jaka mialyscie i ja sie czylam wlasnie tak!!
        > Niestety antybiotyki byly w tym przypadku koniecznoscia i faktycznie czuc
        > bylo jak mi sie polepsza z kazda dawka. Oczywisce karmilam nadal, co pewnie
        > pomagalo szybszemu zejsciu pokarmu.


        To prawda. Od zastoju do zapalenia droga niedaleka czego w przykry sposob
        doswiadczyla moja kolezanka tutaj. Zwlekala z pojsciem do lekarza `bo to tylko
        zastoj` po czym skonczylo sie na szpitalu, zabiegu czyszczenia brrr i karmieniu
        jedna piersia.

        Nauczona jej doswiadczeniem przy pierwszych objawach dzwonilam do lekarki.
        O zgrozo hihi, wypisala mi antybiotyk przez telefon (do odebrania w aptecewink )
        i mialam sama zdecydowac czy go wziac czy nie wink. Na jej i swoje
        usprawiedliwienie dodam,ze znalysmy sie obie na tyle,ze ona wiedziala,ze nie ma
        z hipochondryczka do czynienia a ja, ze nie jest to kobitka co na katar
        antybiotyk waliwink
        Nie wzielam z mety ale gdy w srodku nocy zaczelo mnie telepac z innymi
        atrakcjami wlacznie nie musialam czekac az mi ktos cos pzrepisze a jednoczesnie
        wiedzialam, ze nie biore niepotrzebnie.
        Zdarzylo sie i drugi raz, ale szczesliwie nic sie nie wyklulo i lek wrocil do
        apteki.
        Ja mysle,ze z antybiotykami tez trzeba miec samemu troche wyczucia. Choc i
        teraz mam lekarke, ktora ich nie lubi przepisywac to czasem jej sie zdarzy na
        `zapalenie oskrzeli` np. A ja wiem na zdrowy rozum, ze zapalenie oskrzeli
        (nawet jesli) zapaleniu oskrzeli nie jest rowne. Bakteryjne to glownie palacze
        maja a przy wirusowym to innymi sposobami moge dziecko przed komplikacjami
        uchronic.
        Wykupuje gdy mam recepte, trzymam w lodowce, ale poza jednym przypadkiem, nie
        zdarzylo sie by byl potrzebny wink
        Jednak doceniam fakt,ze absolutnie bez powodu tego antybiotyku mi nie
        przepisuja.
        Wtedy zreszta bym lekarza w 5 minut zmienila. Sluzba zdrowia oprocz jednej
        recepcjonistki i jednej nadgorliwej HV jeszcze mi nie podpadla, ale moze na
        prowincji jakos inaczej niz w Londynie.

        A dlaczego przy antybiotyku lekarz nie pozwolil karmic piersia? Przeciez mozna
        podac taki, ktory rzekomo nie szkodzi (az tak w kazdym razie wink )

        Eh, a z ta angielskoscia....ja chyba tez juz bardziej angielska jestem wink O
        polskim wychowaniu to glownie z tego forum sie dowiaduje i delikatnie mowiac,
        gesiej skorki dostaje wink
        Sugar wiem jednak co masz na mysli w temacie wyobcowania.
        W Polsce budzil zgorszenie brak czapeczki, nosidelko, brak welnianego ubranka
        (przelom lipca i sierpnia)i takie tam....a jednoczesnie milkyway`e i kielbacha
        dla 3miesieczniaka. Tak sie zrazilam, ze strach teraz jechac wink
        Tu znowu jakby za cieplo te dzieci ubieram wink)). No moze coraz rzadziejwink, ale
        przynajmniej nikt mi dziwnych spojrzen nie rzuca ani sie z oburzeniem nie
        odzywa jak jeden staruszek w Polsce na widok dziecka w nosidelku @@, ktory mnie
        objechal a kolezanka jego (juz zaprawiona niezle pionierem nosidelkowym w tym
        miasteczku byla ;P).
        Nie musze sie nikomu tlumaczyc dlaczego dzieci na bosaka cale lato biegaja albo
        dla odmiany w styczniu maja rajstopy( ale nie pod spodnie ;P ) zamiast
        przyslowiowych skarpetek (za to ja caly rok bez rajstop chodze wink-tak sie
        zahartowalam HA! wink
        A mamy sa rozne. Ja osobiscie znam takie w `normie`wink))- mojej wlasnej sie
        znaczy wink.
        Troche dluzej moze piersia karmilam niz inne znajome ale zdecydowanie krocej
        niz jedna rekordzistka wink Troche wieksza kwoka ze mnie na placu zabaw czy na
        ulicy. Troche wiekszego mam swira na tle fotelikow co chyba tesciowa z
        lekka...hmmm...dziwi choc mi slowem ani mina nawet tego nie okazala wiec to
        moze moja paranoja wink
        Mam te swoje ambicje co do zdrowego zywienia i tu wielki plus dla otoczenia, ze
        zgodnie wspolpracuja i mojego autorytetu nigdy nie podminowuja. To naprawde
        MEGA plus dla nich.I wiele innych jeszcze na koncie.

        Kiedy natomiast wchodze na mumsnet to problemy sa takie jak tutaj:
        `dziwnie sie czuje bo karmie ponad roczne dziecko` `nie karmie i nie bede
        karmic``tesciowa to to` a `bratowa to tamto`

        Ktos pisal, ze tego samego dnia nie mozna wizyty dostac. Owszem mozna jesli
        jest to nagly przypadek tzw-cos niepokojacego z czym nie mozna czekac `do
        jutra` lub dluzej.Potencjalnie moze byc wszystko, ale kazda w miare rozsadma
        matka wie przeciez czy moze poczekac te 2-3 dni czy moze lepiej to na juz
        sprawdzic.
        Mozna tez dziecko zabrac do najblizszego szpitala na `pogotowie` albo na minor
        injuries (jesli to jest jakies gorsze skaleczenie np). Mozna poprosic by lekarz
        przyjechal do domu (mozna mozna-przyjedzie nawet noca- w ciagu dnia rowniez) ew
        by oddzwonil pod koniec swojego dyzuru.
        I lekarze sa rozniasci. Z tym sie zgodze. Natomiast nic nie stoi na
        przeszkodzie by ich zmienic (zreszta nie trzeba chodzic do `swojego`-wizyte
        mozna umowic z dowolnym w danej przychodni)
        No i przypadki przegiecia nalezy zglaszac. W mojej przychodni mieli fatalne
        godziny przyjec jesli chodzi o nagle przypadki. Ludzie sie skarzyli do HV a ta
        nie mogla przeciez nic zrobic. Dopiero gdy za jej rada ze 3 osoby napisaly
        skarge, zrobili z tym porzadek i jest kazdy zadowolony.
        Lakcitu rzeczywiscie nie przepisza bo to nie `lek` a suplement dietetyczny nie
        objety receptami a wiec nie w ich kompetencjiwink. Mozna sobie kupic acidophilus
        w Holland & Barrett albo zwykly jogurt wzbogacony probiotykami wystarczy smile
        Nawet zjedzony przez mame jesli dziecko karmione piersia.
        A tabletki glukozy owszem sa w boots np. Napewno znaja wink bo zaleca sie ja np w
        czasie porodu i niektore szpitale maja w duzych ilosciach na skladzie.

        A krem na slonce...hmmm..to chyba z filtrem prawda? Choc one nie nadaja sie dla
        takich zupelnych maluchow (ale tych sie i tak na slonce nie wystawia)
        Z innych E45(rowniez w wersji dla dzieci) jest ogolnie chwalony.
        Ja raczej kremow (poza tymi z filtrem) ogolnie sie wystrzegam bo trafia do mnie
        teoria o uzaleznianiu sie skory, wiec znawca za bardzo nie jestem, ale jest ich
        troche na rynku.
    • basiak6 Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 06.10.03, 16:30
      Hej Sugarsmile
      Nie wiem jak to nazwac, nie uwazam siebie zebym jakos strasznie angielska
      byla, chociaz pewnie pewne nawyki mam (przyjechalam do Anglii jako 19 latka na
      studia, po studiach zaczelam pracowac, i tak zostalo, jestem tu teraz 10 lat).
      Ale to jak tutaj wyglada 'chow' dzieci, jakos bardziej do mnie przemawia.
      Normalnie bylo dla mnie ze moj 3 miesieczny synek w marcu kiedy bylo
      slonecznie nie mial czapki, ale kiedy pojechalam do Polski gdzie bylo o wiele
      cieplej sporo sie nasluchalam. Dla mnie tutejsze podejscie jest bardziej
      normalne, uwazam ze w Polsce przesadza sie przede wszystkim z ubieraniem
      dzieci (kiedy widze w zimie przy plusowych temp dzieci w cieplych
      kombinezonach ledwo umiejace sie w nich poruszac..), czy czapkowaniem
      obojetnie czy cieplo czy zimno, z podawaniem lekow na katar, z dawaniem
      witamin noworodkom karmionym piersia, z definiowanej normalnej u noworodkow
      wysypki na policzkach od ulewanego mleka jako alergii.. Nie wiem moze uznacie
      ze jestem dziwna ale to w Polsce czuje sie dziwnie kiedy jade z malym.. Moje
      tutejsze kolezanki zachowuja sie dla mnie normalnie, panuje tendencja aby
      dzieci bardziej hartowac niz ocieplac co mi bardziej pasuje..
      To samo z podawaniem jedzenia, Polska jest jedynym krajem jaki znam gdzie tak
      pozno wprowadza sie pewne pokarmy, tutaj robi sie to wczesniej i jakos dzieci
      sa zdrowe.. Tak samo tutaj nie sadza sie rocznych dzieci na nocniki tylko
      czeka sie kiedy beda gotowe, etc.
      Naprawde bardziej utozsamuje sie z tutejszymi praktykami....
      Pozdrawiam mamy z Angliismilesmile
      Basia
    • izabelski Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 06.10.03, 16:50
      Witam,

      Jak wiekszosc z was dzieci wychowuje dla Polakow - po angielsku.
      Dla Anglikow - po polsku.
      Moaj kuzynka, ktora odwiedzila mnie dwukrotnie podczas 1 roku zycia mojej
      szescioletniej obecnie coreczki przejela moj model wychowania/hartowania i
      teraz sie smieje - dziecko jej wogole nie choruje.
      Z angielskiego modelu przejelam: hartowanie - ale to tez jest zapomniana metoda
      naszych babc a raczej prababc, tkore nie mialy pieniedzy na buty dla dzieci.
      No i wszyscy latali na bosaka, a umieralnoisc dzieci byla wyzsza ze wzgledy na
      choroby zakazne, dostep do czystej wody, odzywianie dzieci.
      Teraz mamy szczepionki, wiekszosc tychze chorob jest nieznana naszemu pokoleniu.
      Jesli chodzi o resz\te, to w zywieniu przejawialam skrajnosc nieznana ni
      Anglikom, ni Polakom - ja mam lekka alergie, moj maz ma dosc powazna.
      W zwiazku z tym dzieci maja ponad 60% szanse na bycie alergikiem.
      Dlatego tez karmilam b.dlugo, dzieci do dnia dzisiejszego pija tylko kozie
      mlaeko, sol zaczelam dodawac do ich jedzenia po 2 roku zycia, nie dawalam przez
      bardzo dlugo slodyczy, crispow etc.
      Ale teraz gdzy oboje sa w szkole i chodza na rozne imprezy towarzyskie to
      niestety nie moge im narzucac, ze nie moga jesc tych zakazanych owocow.
      Po prostu jedza ale wiedza, ze sa one niezdrowe i lepiej , zeby nie jadly.
      Oczywiscie rola rodzica jest nakaldanie pewnych ram i dawanie rad, ale nie moge
      im wszystkiego odmowic, bo czulyby sie zupelnie skolowane.
      Dziecion, ktore przychodza do nas w odwiedziny mowie od razu - jedzcie to co
      wam daje, bo slodycze beda dopiero na deser, jesli nie chca jesc lanczu, to
      pozawalm im na to - potem dopychaja sie slodyczami, ale slodyczy nie moga jesc
      w tym czasie, gdy moje jedza "normalne" jedzenie.
      Wtedy moje dzieci nie czuja sie pokrzywdzone, a te wizytujace tez to jakos
      znosza.
      Odnosnie bicia - racje w polsce zbyt czesto daje sie klapsy ale tylko w UK
      widzialam mame bijaca swoje dziecko po glowie lub po twarzy.
      Generalnie my Polki wiecej zwracamy uwage na zdrowie dziecka - tutaj wiecej sie
      daje antybiotykow nizbym (ogolnie) chciala, ale jesli lekarz da antybiotyk to
      wcale go nie musze podawac.
      Tak tez nam sie zdarzylo kila razy.

      Co do leczenie noworodkow i niemowlakow - z mojego doswiadczenia tutaj uwaza
      sie , ze mnieja jest lepiej.
      Nie wiem, czy w przypadkach tutaj wymienionych lekarstwa byly konieczne czy
      nie, ale rzeczywscie GP pediatra nie jest.
      Ale za to wie jak wyglada chore dziecko - tego ich ucza, nie ucza ich natomiast
      niczego na temat generalnie doradzania w wychowywaniu dzieci.

      izabelski
    • evee1 Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 06.10.03, 17:01
      > Na obecnie prawdziwym wigwizdowie (jejku jak tu wieje!!!!) - okolice Turnpike
      > Lane. smile)
      > Pozdrowienia
      > SUgar
      Ha! Wiem, znam, moja Mama namietnie odwiedza sklep Denny Dee.
      Ja mieszkam "po drugiej stronie torow" w Muswell Hill, ale tym
      dolnym, niedaleko A406.
      To Ty masz niedaleko do naszej szkoly, tylko wsiasc w 144.
      Z pracy w Docklands.... Ewa
    • ma.pi Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 06.10.03, 19:28
      To ja juz chyba jestem bardziej "angielska" niz "polska" mamusika. Doszlam do
      tego wniosku juz jakis czas temu jak przyjechala do nas bratowa z corka z
      Polski (dziewczynka jest o 9 miesiecy starsza od mojego syna). I wyszlo nam, ze
      mamy kompletnie rozne podejscie do "pstepowania" z dziecmi.

      Pozdr.
      • mrufkaa Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 06.10.03, 22:55
        Hej!
        evee, ja NA PEWNO mialam zastoj, a nie zapalenie, tylko moj lekarz jakos tego
        nie zauwazyl smile Trafilam do niego po 5 dniach tego bolu w piersi, bo sie
        nasilal zamiast przechodzic, a wedlug Twojego opisu przy zapaleniu juz sie
        powinnam byl zegnac ze swiatem :0) Ale co tam, ostatnio jak do niego poszlam,
        zeby sie zaszczepic prezeciw grypie, to pytal MNIE czy karmiace moga... Qurde,
        ze tez ja se sama recept nie moge wypisywac, ech...
        Co do "angielskiego chowu" to tak sobie ostatnio nad tym watkiem myslalam i
        wychodzi mi, ze jednak grunt tu intuicja. To JA wiem co dla mojego dziecka
        bedzie najlepsze i robie to co uwazam za sluszne, bo to ja ja obserwuje calymi
        dniami i widze jak reaguje, z czym jej dobrze, a co jej nie sluzy. Ja jestem z
        tych co to zdania nie zmienia, chocby caly tabun w parku paradowal z dziecmi
        krancowo inaczej ubranymi i karmionymi. No i wcale mi tez nie przeszkadza jak
        ktos dziecko inaczej trzyma... Te gole nozki przykuwaja moja uwage pewnie
        glownie dlatego, ze sama zmarzluch jestem, ze huhu. Mam do tego teorie ( mojej
        mamy rzecz jasna) na temat przeziebionych nerek i jajnikow, ewentualnej
        przyszlej bezplodnosci, etc. Tylko ze jakos doniesien o masowej zachorowalnosci
        na zapalenie przydatkow w UK nie widzialam, ani nerek zreszta, wiec nie patrze
        na matki golonogich dziewczynek jak na wyrodne smile))
        Sama nie wiem jaki model tak naprawde wyznaje, bo dopiero jak pojechalam do
        Polski w sierpniu to zobaczylam jak bardzo rozni sie moj chow od chowu mojej
        siostry. No wiec znow indywidualne wybory...
        Natomiast lubie konsultowac moje decyzje z kims, kto sie na tym zna. Niestety
        moj GP, tak, jak zauwazyla izabelski, na takie tematy nie wie nic, a moja hv
        nie dopuszcza innej wersji niz jej wlasna. Nie ma zatem z kim gadac. Zostaja
        telefony... i moja wdziecznosc do pana Bella smile

        pozdrawiam mile towarzystwo smile
        • ewunia_uk Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 06.10.03, 23:03
          mrufkaa napisała:

          > > moj GP, tak, jak zauwazyla izabelski, na takie tematy nie wie nic, a moja
          hv
          > nie dopuszcza innej wersji niz jej wlasna.

          Ja dalej swoje, ale powinnas chyba zmienic GP i Health Visitor. Kazdy pacjent
          ma do tego prawo, nie musisz podawac powodu, ale jesli chcesz, mozesz
          przedstawic swoje zastrzezenia na pismie. Nie wiem, do jakiego stopnia to
          wszystko dziala sprawnie w Londynie, ale u nas na angielskiej "prowincji"
          naprawde przejmuja sie uwagami pacjentow i staraja sie uwzglednic rozne
          wymagania.
        • mama5plus Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 07.10.03, 21:07
          mrufkaa napisała:

          > Hej!
          > evee, ja NA PEWNO mialam zastoj, a nie zapalenie, tylko moj lekarz jakos tego
          > nie zauwazyl smile Trafilam do niego po 5 dniach tego bolu w piersi, bo sie
          > nasilal zamiast przechodzic, a wedlug Twojego opisu przy zapaleniu juz sie
          > powinnam byl zegnac ze swiatem :0)


          Hmmm, pewnie odwalam robote za adwokata diabla, ale dorzuce co nieco wink
          Otoz w `madrych zrodlach` zgodnie pisza iz zastoj ma prawo byc sobie 24 do 48
          godzin i po tym czasie nawet bez robienia niczego specjalnego(aczkolwiek robic
          sie powinno-dziecko karmic, masaze itd) sie sam rozejsc powinien.
          Jesli to nie nastapi pierwszy krok to terapeutyczne usg, ktore ma pomoc go
          rozgonic. Ew lecytyna, pasta do zebow tez ponoc skuteczna wink

          Natomiast ja podejrzewam, ze jesli poszlas do niego i powiedzialas,ze juz PIEC
          dni Cie pobolewa i to sie nasila to idac tropem,ze zastoj jest potencjalnie
          krokiem w strone zapalenia i ten zastoj trwa juz 5 dni...wykalkulowal sobie
          facet,ze to bakteryjna sprawa i podal antybiotyk. #
          Jesli zas po antybiotyku przeszlo to bardzo duze prawdopodobienstwo,ze jednak
          mial racje.No chyba,ze to przypadek smile
          Z tego co pisza nie zawsze latwo odroznic paskudny zastoj od lagodnego
          zapalenia.
          Przy zapaleniu te objawy nie zawsze beda tak drastyczne i bywa ponoc,ze nawet
          przy tych najdrastyczniejszych nie zawsze antybiotyk potrzebny....a dla
          zupelnego namieszania kawalek z madrosci wink

          Mastitis needs to be differentiated from a plugged or blocked duct, because the
          plugged or blocked duct does not need treatment with antibiotics, whereas
          mastitis often, but not always, does require treatment with antibiotics. A
          blocked duct presents as a painful, swollen, firm mass in the breast. The skin
          overlying the blocked duct is often quite red, similar to what happens during
          mastitis, but less intense. Mastitis is usually also associated with fever and
          more intense pain as well. However, it is not always easy to distinguish
          between a mild mastitis and a severe blocked duct. A blocked duct, can,
          apparently, go on to become mastitis. In France, physicians also recognize
          something they call lymphangite that is fever associated with skin which is hot
          and red, but there is no underlying painful mass. They do not believe this
          requires treatment with antibiotics. I have seen a few cases that fit this
          description in my practice, and indeed, the problem resolves without
          antibiotics. But then, often so does full blown mastitis.

          • mrufkaa Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 07.10.03, 22:24
            mama5plus napisała:

            . In France, physicians also recognize
            > something they call lymphangite that is fever associated with skin which is
            hot
            >
            > and red, but there is no underlying painful mass.
            nie bylo smile skoro juz tak drobiazgowo rozpatrzujemy moj przypadek na tym
            forum. smile Zaczelo sie w poniedzialek i raz przycichalo, raz bylo bardziej
            bolesne. Zadnej goraczki. Bolalo bardziej po nocy, wiec zgodnie z obserwacja
            zasugerowalam panu doktorowi, ze to chyba ma zwiazek z pozycja karmienia (
            blokowanie niektorych kanalikow). A ze byl piatek, to poszlam do lekarza, bo
            obawialam sie, ze w weekend musialabym leciec na ostry dyzur. Zalozylam wtedy
            watek na Karmieniu piersia i opisywane tem przypadi potwierdzily moja teorie,
            ze wiele z zapaleniem to to wspolnego nie mialo. Nie przeszlo po antybiotykach,
            tylko kiedy w koncu po trzech dniach przystawilam dziecko do tej piersi (jak
            kazal GP)
            Ewuniu, nie zmieniam GP, bo jak pisalam w ktoryms z watkow, zamierzamy sie stad
            wkrotce wyprowadzic. Jak dotad, dziekowac Bogu, dziecko mam zdrowe, problem
            porad rozwiazalam sobie na wlasna reke. A ze wciaz dziwie sie na forum? Bo
            uwazam, ze od tego jest. To nie jest moj pierwszy GP w Londynie, poprzedni nie
            byli lepsi, tyle, ze nie mialam jeszcze wtedy dziecka i nie musialam tak od
            nich zalezec, wiec zajmowalam sie tym tematem za bardzo. Skad wiem, ze tym
            razem lepiej trafie? Szkoda mojego zachodu na krotki okres, a z pewnoscia jesli
            bede podejrzewac cos powaznego u Julki, pojade prosto do Chealse & Westminster
            Hospital, gdzie, jak juz sie przekonalam, pediatrzy sa do rzeczy.
            • sugar_mama_danielcia Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 08.10.03, 11:27
              Hej. To ja dodam, ze ja mialam zapalenie piersi. Wieczorem zaczela mnie bolec,
              a w nocy obudzialam sie zlana potami z goraczka 41 *C. Nad ranem ledwo co sie
              doczagalam do lekarza. A dochodzilam do siebie dobry tydzien.


              Co do zmiany GP. Ja zmieniem i zmieniam i jakos na dobrego nie moge natrafic.
              Mialam kiedys fajnego, ale sie wyprowadzilam z okolicy i mnie wykasowali z
              kompa. Ot tak bez informacji, ze to juz (a ponoc mieli mnie trzymac
              na 'specjalnych' zasadach). Potem musialam nagle zobaczyc lekarza i jak
              zadzwonilam by sie umowic - to sorki, ale pani do nas nalezy??? nie mamy tu
              nikogo takiego w komputerze!

              Ale bede szukac dalej....
              pozdrawiam
              Sugar
    • jagienka.harrison Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 07.10.03, 22:55
      Hej mamy!

      Dopiero teraz, po 3 tygodniach zmagań z BT (your call is very important to
      us...tere fere), szukania mieszkania na pół roku, i próbowania różnych
      dyskeitek z internetem, jestem z powrotem, ale już z krainy faceta w
      rajtuzach. I właśnie przeczytałam posta Sugar i nie mogę się z nim bardziej
      zgodzić! Nie wiem naprawdę kto ma rację, czy Angielki czy Polki... Ale
      naprawdę jestem w szoku. Tutaj w Anglii jest to zupełnie normalne że mamy
      chodzą z dziećmi do sklepów, kafejek na lunch czy supermarketów, a w Polsce
      naprawdę się dziwnie na mnie patrzono, gdy z Dominikiem szłam na zakupy, co za
      wyrodna matka! W piątek znalazłam (uwaga!) park, co w Anglii jest rzadkością,
      w parku jest nawet plac do zabaw o dziwo, mamy się tam spotykają z kanapkami z
      Boots. W piątek było gdzieś z 16 stopni w Nottingham, a jedna z tych
      kilkuletnich dziewczynek, kaszląc, huśta się w koszulce bez rękawków! Naprawdę
      nie wiem co o tym myśleć, teraz jest dość chłodno i choć mam ochotę ubrać
      Dominika w kurtkę jesienno-zimową, to patrzę na inne mamy z dziećmi w wózkach
      z samych bluzkach, bez kurteczek i jakoś te dzieci nie wyglądają na
      wychłodzone. To samo się tyczy matek w ogóle - ja w dżinsach, grubym swetrze,
      a te w flip flopach, spódnicach...brrr. I te słoiczki z jedzeniem są zupełnie
      inne, w Polsce Gerber daje banany od 10 m-ca, tutaj od 4... to samo z innymi
      rzeczami, wieprzowina i kurczaczek od 4 m-ca, w Polsce od 7. A jak Dominik się
      tym zajada!
      Z jednej strony to się cieszę, że mogę robic więcej tutaj z małym, w centrach
      meblowych są podgrzewacze do butelek i mikrofalówki w toaletach dla małych
      dzieci, z drugiej strony to nie dziwię się że te angielskie dzieci są
      nadpobudliwe i rozwrzeszczane jeśli nikt ich nigdzie nie zabiera na spacery
      tylko do sklepów i kafejek... a może się mylę?!
      Pozdrawiam
      Jagienka (dżadżjenka) i Dominik
      • mama5plus Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 08.10.03, 10:44
        Dżadżjenka smile
        witaj na wyspach!!!
        Jak minela przeprowadzka?!
        Dobrze, ze juz po wszystkim.

        Parki to rzadkosc? No cos TY! W tym koncu zatrzesienie. Nawet byle wygwizdow
        ma village green przynajmniej. Z placem zabaw jak malowanie. A ze pustawo to
        pewnie z roznych powodow po trochu.
        Zauwaz, ze tu z dziecmi malo kto mieszka w bloku. A jak ma domek to i ogrodek i
        swoj plac zabaw w nim. To na miejski nie ma po co leciec za bardzowink
        Dzieciaki albo w zlobku, albo u niani, albo w playgroup, albo z mama do mother
        & baby, toddler & baby, albo na tych zakupach wink. A pozniej szkola od 4go roku.
        Czasem fakt, jest pusto, ale w week- endy zawsze tlok, szczegolnie na tych
        wielkich adventure playground.
        Na spacery chodza, chodza wink Sama widzialamwink. Przewaznie po nadbrzezu wink Oni
        kochaja jak wiatr leb ukreca wink Albo na szlaki wertepiaste z psem na wybieg.
        To taki narod w/g mnie lubujacy sie w surowej naturze a nie w ulozonych
        parczkach wink
        Mysle,ze to `rozwrzeszczenie `ma w czyms innym zrodlo. A mianowicie w lekkim
        olewactwie ze strony rodzicow (ale to chyba tez nie wszystkich bo rozni sie
        trafiaja jak wszedzie). Takim troche podejsciu: `wlacz telewizor i siedz cicho
        bo chce odpoczac po ciezkim dniu, chcesz wyjsc to wyjdz, chcesz zostac-zostan!
        Tylko nie zawracaj mi glowy.`- ale to takie moje obserwacje z jednego posh
        osiedla w Walii, na ktorym troche pomieszkalismy swego czasu.
        A dziecka nie rozbieraj... tak od razu hihi. Z czasem sie moze przyzwyczai ale
        terapia szokowa jak nic skonczy sie katarem.
        Bratowa widzac moje bable biegajace na bosaka po deszczu, wypuscila swojego.
        Nastepnego dnia infekcja pecherza i katar jak malowanie.
        Banany hehe smile Toz to pierwsze jedzenie zaraz po baby rice jakie tu dla
        niemowlakow zalecaja. Pozniej kaszki ryzowe z bananami,pomaranczowe itepe...

        Jeszcze mi sie przypomnialo jak dobrych 10 lat temu gdy bylam jeszcze w Polsce,
        moja znajoma (maz Anglik) tuz po przeprowadzce do UK relacjonowala mi pewna
        sytuacje:
        Siedza sobie na angielskiej plazy w Eastbourne. Z noworodkiem. Angielskie lato.
        Wieje oczywiscie wink Ona przykrywa a maz odkrywa malucha i tak na zmiane.
        Pamietam jak sie sama zlapalam na tym wink
        A przy pierwszym dziecku... przyjechala tesciowa na week-end. Ciagle jej bylo
        za goraco u naswink. Przyszla lekarka, spiknely sie z tesciowa. Lekarka mi
        mowi,ze temperatura zdrowa dla dziecka ma byc w okolicy 17 st. Tesciowa szybko
        poleciala po nursery termometr wink
        Pozniej dlugo jeszcze na zmiane z mezusiem przykrecalismy i odkrecalismy
        grzejniki, dalej zdarza nam sie przestawiac na zmiane termostat wink
        Ja wyeliminowalam lodowate sypialnie (ale temperatura jest duzo nizsza na noc)
        a on sie przyzwyczail,ze ogrzewanie jest jednak wlaczone noca (ale spi na
        golasa hihi)
        A lekarka w Walii miala z kolei polska tesciowa wiec dla roznic kulturowych
        byla pelna zrozumienia wink
        Opowiadala historie jak to tesciowa kazala jej przy przepuklinie pepkowej klasc
        dziecku pieniazek albo plasterkiem zaklejac bo nie minie a ona nic z tych
        rzeczy i tez minelo wink Co zreszta i mi doradzila (i oczywiscie tez minelo wink )
        Jeszcze kilka innych takich historyjek sie nasluchalam...czyli nie tylko my
        mamy szok kulturowy smile
        A jakim szokiem kulturowym bylo dla meza kolezanki mieszkanie w Polscewink Do
        tramwaju wszyscy sie pchaja bez kolejki(!!!), ktos go szturchnie, ktos potraci,
        ktos zjedzie od gory do dolu. Chlopak tak sie zrazil, ze przez 7 lat pobytu po
        polsku tylko pare slow dukal i z ulga Polske opuscil po tym czasiewink
    • olenka12 Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 08.10.03, 09:09
      Sugar,
      Po pierwsze ciesz się, że masz koleżanki. Ja w ciągu 2 lat emigracji jedyne
      znajomości nawiązałam na kursie angielskiego, który musiałam przerwać przez
      Danielka. Tamte dziewczyny z różnych stron świata nadal chodzą na kurs a potem
      szybciutko do męża i dzieci, na wizytowanie nie ma czasu. Ja bez samochodu nie
      ruszam się dalej niż nogi pozwolą. Mój angielski jest kiepski i bardzo trudno
      nawiązać mi kontakt z rodowitymi australijczykami. A nawet jak już to taka
      znajomość nie może się utrzymać bo o czym tu gadać z tą "dukającom dziewczyną".
      No cóż mogę liczyć tylko na mężusia jak jest w domu i akurat z dala od
      komputera, na teściów i dzięki Bogu na to Forum.
      Po drugie. Myślę, że różnice między nami przyjezdnymi a anglo-sasami zawsze
      będą. I dobrze, tak jest ciekawiej. Nie ma się czego wstydzić. Ty wiesz
      najlepiej co twojemu dziecku potrzeba. Jeśli od małego był chowany troszkę
      cieplej to nie możesz nagle go wygogolić bo inne dzieci tak są ubrane a raczej
      rozebrane. Mnie osobiście irytuje do bezstresowe podejście do zdrowia
      pielęgniarek i lekarzy. Wychodzi mi z tego, że tylko dziecko w ciężkim stanie
      będzie poważnie potraktowane i gruntownie przebadane.
      Po trzecie te twoje kumpele nie mają chyba chłopa w domu. Skąd biorą czas na
      puby i kino?
      A po czwarte my mamy najfajniej bo możemy wypośrodkować między nadopiekuńczym,
      polskim wychowaniem a beztresowym wychowaniem angielskim. Tutejsze rady
      dotyczące ubierania, czyli powyżej 3 miesiąca dziecko ubieramy w tyle warstw co
      siebie, są super. Tobie zimno to i dziecku pewnie też.
    • evee1 Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 08.10.03, 11:18
      >Mysle,ze to `rozwrzeszczenie `ma w czyms innym zrodlo. A mianowicie w lekkim
      >olewactwie ze strony rodzicow (ale to chyba tez nie wszystkich bo rozni sie
      >trafiaja jak wszedzie). Takim troche podejsciu: `wlacz telewizor i siedz cicho
      >bo chce odpoczac po ciezkim dniu, chcesz wyjsc to wyjdz, chcesz zostac-zostan!
      >Tylko nie zawracaj mi glowy.`- ale to takie moje obserwacje z jednego posh
      >osiedla w Walii, na ktorym troche pomieszkalismy swego czasu.
      No, ja nie wiem. Moje dzieci sa jakies z natury glosne i ciagle je uciszamy,
      ale i tak wrzeszcza. Moze to ze szkoly? Ale one zawsze takie byly, wiec
      nie wiem czy to akurat szkola ma wplyw. Ale fakt, ze jak jeszcze mieszkalismy
      w Australii w domu z ogrodem, to dzieci praktycznie mieszkaly na dworzu i
      szalaly po ogrodzie nie po ciuchutku przeciez.
      Ale telewizji nie oglaja za duzo, w sumie moze godzine dziennie, ewentualnie
      Changing Rooms z nami smile).
      • sugar_mama_danielcia Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 08.10.03, 11:32
        Wczoraj spotkalam sie kolezanka. I wiecie co?! Ta jej mala (pol Chinka pol
        Irlandka) w wieku 9,5 miesiecy wazy tyle co moj maly (9m-cy) czyli niecale 8
        kg. Tutaj uwazaja, ze to malutko i tak samo jak i mi tak i jej kaza 'tuczyc'
        dziecko.
        A najciekawsze jest, ze tydzien temu pediatra polecila mojej znajomej
        dokarmiana dziecko FRYTKAMI. Bo jest tam sporo tluszczyku i dzieci je lubia.

        No i ona daje jej te frytki 2, 3 razy w tygodniu. I znowu budzi sie we mnie
        polski duch - i ja mowie....brrrrrrr i daje mojemu gotofane kartofelki.

        Sugar
        • jagienka.harrison Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 08.10.03, 12:10
          Z tymi parkami to ja może mam pecha, ale mieszkałam już w 3 miejscach w Anglii
          i naprawdę rzadko są jakieś parki, a Birmingham i Nottingham nie mają nabrzeża
          i naprawdę trudno się gdzieś wybrać na dłuższy spacer. Może fakt, że w
          Warszawie miaszkałam obok Łazienek mnie trochę rozbestwił?!
          Przeprowadzka jako tako, najgorsze jest to że za pół roku się znowu będziemy
          przeprowadzać, mam tego naprawdę dość!!! Już nigdy się więcej nie przeprowadzę.
          Chciałabym też się zapoznać z jakimiś mamami, ale nie wiem gdzie, tymbardziej
          że na razie to i tak nie wiem czy warto skoro się wyprowadzam stąd i tak i
          tak? Ja w ogóle trudno zawieram znajomości, a zauważyłam że te angielskie mamy
          to są ok 30-tki, a ja mam 23 lata i jakoś czuję się trochę ...inna...
          I muszę wreszcie znaleźć "baby clinic".
          Teletubisie to polsku są znacznie fajniejsze, wiecie? Bez tego posh akcentu,
          Po to Po a nie Poł.
          Hej, a powiedzcie mi jak u was wyglądają Święta? Wyjeżdżacie do polski,
          zostajecie, a może do was przyjeżdżają? U nas są zawsze o to kłótnie.
          • evee1 Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 08.10.03, 12:14
            Jagienko, a dlaczego, jezeli wolno sie zapytac, tak ciagle sie
            przeprowadzacie?
            • jagienka.harrison Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 08.10.03, 12:30
              Przeprowadzaliśmy się w Warszawie 3 razy, z powodów takich że najpierw
              właściciel mieszkania zrezygnował z umowy, potem gdy zdecydowaliśmy się na
              dziecko to drugie mieszkanie było za małe, potem się skończył kontrakt męża w
              Polsce i znaleźliśmy dom w Ripley, ale będzie dopiero wybudowany w lutym
              2004!!!! Więc musieliśmy znaleźć coś na pół roku, do lutego ( a w międzyczasie
              jak szukaliśmy tego mieszkania na pół roku to mieszkaliśmy 2 tygodnie w
              hotelu...)i tak to jakoś wyszło. Ale nasz nowy dom jest śliczny i warto na
              niego czekać (nowy).
              • evee1 Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 08.10.03, 13:23
                > Przeprowadzaliśmy się w Warszawie 3 razy, z powodów takich że najpierw
                > właściciel mieszkania zrezygnował z umowy, potem gdy zdecydowaliśmy się na
                > dziecko to drugie mieszkanie było za małe, potem się skończył kontrakt męża w
                > Polsce i znaleźliśmy dom w Ripley, ale będzie dopiero wybudowany w lutym
                > 2004!!!! Więc musieliśmy znaleźć coś na pół roku, do lutego ( a w międzyczasie
                Ech, nie chce Cie straszyc, ale z tego jak widze jak w tej Anglii buduja domy,
                to powinniscie to mieszkanie wziac na rok, a nie pol roku. Oni tu sie strasznie
                sprozniaja z terminami. Pod naszym oknem mamy budowe i mieli skonczyc w
                sierpniu, a jeszcze konca nie widac. Juz wykanczaja co prawda, ale to zawsze
                sporo czasu trwa.
                My tez sie tak stale przeprowadzamy smile). W Australii do tej pory 4 razy, ale
                nareszcie mamy swoj staly dom. Ale teraz mieszkamy w Anglii, juz zreszta
                w 3cim miejscu, nie liczac pierwszych 3 tygodni w tymczasowym apartamencie smile).
                Moje dzieci sa juz tak przyzwyczajone do przeprowadzek, ze jak za dlugo
                mieszkamy w jednym miejscu, to pytaja sie kiedy sie przeprowadzimy. No, teraz
                to juz sa starsze i rozumieja, ze do Australii wracamy do NASZEGO domu.

                > jak szukaliśmy tego mieszkania na pół roku to mieszkaliśmy 2 tygodnie w
                > hotelu...)i tak to jakoś wyszło. Ale nasz nowy dom jest śliczny i warto na
                > niego czekać (nowy).
                To gratulacje!! To bardzo milutko mieszkac w swoim czysciutkim nowiutkim
                domu.
        • mama5plus Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 08.10.03, 20:49
          sugar_mama_danielcia napisała:


          > A najciekawsze jest, ze tydzien temu pediatra polecila mojej znajomej
          > dokarmiana dziecko FRYTKAMI. Bo jest tam sporo tluszczyku i dzieci je lubia.

          ???@@@
          To ja chyba zaczne wierzyc, ze w Londynie byle balwan pracke dostanie. Czyzby
          az tak chlonny rynek pracy byl???!


          >
          > No i ona daje jej te frytki 2, 3 razy w tygodniu. I znowu budzi sie we mnie
          > polski duch - i ja mowie....brrrrrrr i daje mojemu gotofane kartofelki.

          Wiesz Sugar, ale to o poziomie matki tez swiadczy niestety. Czy naprawde trzeba
          byc Polaka by sobie doczytac to i owo?
          Przeciez takie bzdury to tylko ta jej pppppp_pediatra( czy GP?) (londynska??)
          potrafi dowalic i trzeba byc (sorry)ciolkiem by sie do nich zastosowac. No
          naprawde.

          Mam w rodzinie i wsrod znajomych matki tubylcze i, jak je znam, to zadna by sie
          tak w bambuko przez byle konowala zrobic nie dala. Czytaja, dowiaduja sie. Czy
          to szczepienia czy dieta....maja swoje zdanie. Dociekaja co zdrowe, co
          wlasciwe. Jakas tam teoria za tym wszystkim stoi. Jakas logika,jakas wlasna
          intuicja....no a taka bezmyslnosc to jest dla mnie.... powalajaca.
          Mysle,ze to jednak skrajny przypadek matki, ktora slepo slucha co jej mowia i
          wlasnego zdania nie ma. Niebezpieczny przypadek.
        • ewunia_uk Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 08.10.03, 22:06
          sugar_mama_danielcia napisała:

          > Wczoraj spotkalam sie kolezanka. I wiecie co?! Ta jej mala (pol Chinka pol
          > Irlandka) w wieku 9,5 miesiecy wazy tyle co moj maly (9m-cy) czyli niecale 8
          > kg. Tutaj uwazaja, ze to malutko i tak samo jak i mi tak i jej kaza 'tuczyc'
          > dziecko.

          W Anglii w ogole normy wagowe sa wieksze niz w Polsce. Moj Stefek z waga
          urodzeniowa 3 kg byl okreslony jako "low brith weight", a Zosia 3250 tez
          uznawana za "chucherko". Tutaj dziecko 4 kg to jest taka srednia waga, a w
          Polsce taki noworodek uwazany jest za kawal chlopa (albo baby) wink

          > A najciekawsze jest, ze tydzien temu pediatra polecila mojej znajomej
          > dokarmiana dziecko FRYTKAMI. Bo jest tam sporo tluszczyku i dzieci je lubia.
          >
          > No i ona daje jej te frytki 2, 3 razy w tygodniu. I znowu budzi sie we mnie
          > polski duch - i ja mowie....brrrrrrr i daje mojemu gotofane kartofelki.
          >

          Frytki faktycznie, dziwny pomysl. Ale do karmienia tlusto w pierwszych dwu
          latach zycia mnie tez namawiala health visitor, bo obydwoje dzieci
          mam "szczuplastych", po rodzicach hehe. Mowila mi, ze przy karmieniu dzieci
          nalezy zapomniec o wpajanych doroslym zasadach, ze jak najmniej tluszczu, duzo
          owocow i warzyw itp. Jesli owoce, to z pelnotlusta smietana. Jesli warzywka,
          to z maselkiem. Bez dodatku tluszczu warzywa i owoce "zapychaja" dziecko, bo
          maja duzo blonnika, i takiemu maluchowi nie chce sie jesc, a dawka kalorii nie
          jest wystarczajaca na jego potrzeby.

          Ale frytek pare razy w tygodniu to bym nie podawala, zwlaszcza, ze ostatnio
          ukazaly sie jakies badania, ze jakoby w nadmiarze sa rakotworcze.
          • miriam21 Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 08.10.03, 22:52
            Przepraszam,

            ale z tymi frytkami to to chyba niezbyt na serio...
            Co do wagi. Moja corka skonczy w piatek 10 m i wazy nieco ponad 8 kg i nie mam
            wrazenia ze jest za chuda - je wszystko i to bardzo chetnie...no frytek jeszcze
            nie probowalysmy...

            he,he,
            Ania
          • ma.pi Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 09.10.03, 21:13
            ewunia_uk napisała:

            >
            > Ale frytek pare razy w tygodniu to bym nie podawala, zwlaszcza, ze ostatnio
            > ukazaly sie jakies badania, ze jakoby w nadmiarze sa rakotworcze.
            >


            Slyszalam o tych badaniach, a jakis czas potem oglosili, ze jednak nie sa
            rakotworcze, bo tego skladnika co to niby ma powodowac raka jest w tych
            frytkach tak malo, ze go jednaknie spowoduje. Ale czy mozna im wierzyc?
            Lepiej chyba kierowac sie wlasnym zdrowym rozsadkiem.

            Pozdr.
      • mama5plus Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 08.10.03, 12:52
        Kurcze, chyba zle sie wyrazilam.
        Mi w tym rozwrzeszczeniu nie chodzilo o krzykliwosc konkretnie
        (bo dzieci z natury sa glosne a juz zwlaszcza przy zabawie),
        ale o to, ze w pewnych, dosc roznorodnych sytuacjach dostaja
        jakby malpiego rozumu i nie wiedza co ze soba zrobic.
        Np rodzice maja BBQ w ogrodzie to dzieci FIU na ulice (osiedlowa ale jednak-
        takie 3-4 latki)i obled. Nie zabawa tylko taki jakis rozszalaly marazm.
        Jakby odreagowanie czy zachlysniecie sie wolnoscia. No nie wiem. Musze jeszcze
        poobserwowac. Moze wszedzie jest tak samo?!
        A moze zgredka sie ze mnie robi co juz `mlodziezy` nie rozumie wink
        • evee1 Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 08.10.03, 13:30
          > Np rodzice maja BBQ w ogrodzie to dzieci FIU na ulice (osiedlowa ale jednak-
          > takie 3-4 latki)i obled. Nie zabawa tylko taki jakis rozszalaly marazm.
          Ha, ha, ja to znam. Jak sie moje zejda z dziecmi znajomych, to tez tak
          bywa. Ale my nie wyrzucamy dzieci na ulice! Ja sie da, to do ogrodu,
          ale my teraz mieszkamy na 3-cim pietrze i dzieci nie bez powodu
          maja najwiekszy pokoj smile)).

          > Jakby odreagowanie czy zachlysniecie sie wolnoscia. No nie wiem.
          > Musze jeszcze poobserwowac. Moze wszedzie jest tak samo?!
          Chyba tak samo. To tez zalezy jaka sobie dzieci znajda zabawe.

          > A moze zgredka sie ze mnie robi co juz `mlodziezy` nie rozumie wink
          Mozliwe, ze ja moze jestem za bardzo poblazliwa? A w jakim wieku masz
          dzieci?
          • mama5plus Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 08.10.03, 20:03
            evee1 napisała:
            A w jakim wieku masz
            > dzieci?

            6 i pol i w dolwink czyli 5,4,3 i 16 mies.
            Myslisz,ze wszystko jeszcze przede mna ?wink big_grin
            Te ktore mnie sklonily do refleksji mialy tak po 3-4 wiec mialam nadzieje,ze
            mnie ominelo, ale z ta nadzieja to wiadomo wink

            PS my tez mamy pare przeprowadzek za soba. Teraz juz 2 lata w jednym miejscu i
            zaczyna mnie nosic.wink Eh przyzwyczajenie widac w istocie druga natura wink
            Ale dobrze slyszec,ze dzieci tez sie przyzwyczajaja. Szczerze mowiac balam sie
            jak starsze dziewczynki zareaguja na wiesc o przeprowadzce.
            • evee1 Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 09.10.03, 11:38
              > Ale dobrze slyszec,ze dzieci tez sie przyzwyczajaja. Szczerze mowiac balam
              sie
              > jak starsze dziewczynki zareaguja na wiesc o przeprowadzce.
              Wiesz, ja to sie teraz martwie jak moje dzieci przyjma to, ze bedziemy
              wreszcie mieszkac w jednym miejscu na stale smile).
              Z tym, ze teraz juz chodza do szkoly, wiec jak juz gdzies zamieszkamy,
              to chyba nie beda juz chcialy sie przeprowadzac, ze wzgledu na towarzystwo
              ze szkoly.
    • kerstink Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 09.10.03, 08:24
      Tu bylo poruszanych tyle oddzielnych tematow. Nie znam Anglikow wiec na ich
      temat nie bede sie wypowiadac. Przypominam sobie tylko, ze moj maz po kazdym
      wyjezdzie do Londynu (zazwyczaj jesien-zima) ze zdziwieniem mi opowiadal o tym,
      jak sie tam lekko ubieraja i to nawet dzieci. I skoro juz on sie dziwi, ktory
      wiecznie chodzi lekko ubrany ...

      Chce wlasciwie tylko pisac co do tego wtracania sie w obce sprawy, ktore tutaj
      bylo gdies poruszane. Rzeczywiscie tak w Polsce jest, ludzie lubia sie wtracac.
      Jakies starsze Panie zwracaja uwage, czy dziecko nie jest za lekko ubrane.
      Ludzie sie wzburzaja, nawet tutaj na tym forum. Nie lubie oczywiscie
      uogolnienia, ale taka juz ta polska mentalnosc ! I ma to swoja dobra strone, bo
      naprawde latwiej nawiazac kontakty: w parku, w autobusie, w pociagu. Ludzie tu
      sa strasznie rozgadani, lubia swoje dodac. I choc nie lubie takiego dolozenia
      innym, to sie ciesze, ze poznalam duzo fajnych innych matek w parku, bo inaczej
      bym umierala z nudu. Tak sobie czasami wyobrazam, jak bym przezyla taki urlop
      wychowawczy w Niemczech. Nie mowiac o tym, ze na tych naprawde wielu fajnych
      placach zabaw w Berlinie, tam gdzie mieszka babcia, prawie nie ma dzieci, to na
      dodatek mi, jako Niemka, nie jest latwo nawiazac kontaktu z innymi matkami. Moze
      za krotko tam jestem kazdym razem.
      Tu w Polsce ludzie potrafia byc bardzo otwarci, wlasnie przez to, ze wtykaja nos
      w nieswoje sprawy.

      A obca sie czuje czasami z innych powodow.

      Kerstin
    • jagienka.harrison Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 09.10.03, 12:31
      Z tym nawiązywaniem kontaktów...wydaje mi się jednak, że w Anglii ludzie są
      bardziej otwarci (ale nie w rodzinie, tylko np w sklepie) i mają te swoje
      wyrażenia "how are you", "are you ok", "you're a big boy, aren't you" (zresztą
      nigdy wtedy nie wiem czy mam odpowiedzieć czy nie?), i każdy nawet w parku coś
      powie, a w Polsce to ludzie bardzo często są nieżyczliwi i tylko marudzą!
      Czasem mnie wkurzają te angielskie pytania, ale przeważnie jestem wdzięczna że
      ktoś się w ogóle do mnie odzywa! Dzięki Bogu za internet wink
      A co do tych parków jeszcze raz, to mieszkałam w 3 różnych miejscach i
      naprawdę parków za bardzo nie widziałam, jak już to jakieś malutkie, ale może
      ja się za bardzo przyzwyczaiłam do Łazienek? W bIrmingham i Nottingham nie ma
      wybrzeża (no, jest kanał albo Trent) i tylko tam można ewentualnie chodzić na
      spacery, poza tym to do centrum czy po prostu po ulicach!
      A co do tego rozwrzeszczenia dzieci, to naprawdę uważam że tutaj dzieci są
      bardziej rozwrzeszczane i rozpuszczone.
      Wiecie że w Polsce jest 7 stopni?! Brrr. Czasem lubię angielską pogodę!

      • m.freliszka Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 09.10.03, 14:22
        jagienka.harrison napisała:

        > Z tym nawiązywaniem kontaktów...wydaje mi się jednak, że w Anglii ludzie są
        > bardziej otwarci (ale nie w rodzinie, tylko np w sklepie) i mają te swoje
        > wyrażenia "how are you", "are you ok", "you're a big boy, aren't you"
        (zresztą
        > nigdy wtedy nie wiem czy mam odpowiedzieć czy nie?), i każdy nawet w parku
        coś
        > powie, a w Polsce to ludzie bardzo często są nieżyczliwi i tylko marudzą!
        > Czasem mnie wkurzają te angielskie pytania, ale przeważnie jestem wdzięczna
        że
        > ktoś się w ogóle do mnie odzywa!

        jagienko te ich 'how are you?' i inne to TYLKO grzecznosc, tu juz tak jest.
        Ktos kto do ciebie tak mowi, najczesciej absolutnie nie ma ochoty na nawiaznie
        rozmowy - to tylko wymiana grzecznosci. Tez uwazam, ze w Polsce znacznie
        bardziej ludzie otwarci na nowe znajomosci.
        • miriam21 Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 09.10.03, 15:30
          witamy,
          trzymam znow moja mala na kolanach, wiec moze byc z bledami...
          na temat kto jest otwarty, a kto nie: uwazam ze bardzo duzo zalezy od osoby
          szukajacej kontaktu.ja sie po prostu bardzo beszczelnie usmiecham do osob z
          ktorymi chcialabym porozmawiac, albo zagaduje sama. najczesciej sie udaje.

          kerstin, ich habe dir ein mail auf die zeitungsadresse geschrieben
          pozdrawiam
          ania
          • evee1 Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 09.10.03, 16:49
            Jak jedna moja kolezanka zalila sie, ze oni sa nieszczerze uprzejmi,
            to jej powiedzialam, ze wole nieszczera uprzejmosc, niz szczere polskie
            chamstwo 8-(.
            Sluchajcie dziewczyny ja juz dawno wyjechalam z Polski i przestalam
            juz tesknic i Polska nie jest juz moim krajem (mozecie sie oburzac, ale
            trudno). I o ile uwazam, ze Polska naprawde jest piekna, to za kazdym
            razem przezywam szok jacy ludzie potrafia byc bezinteresownie nieuprzejmi.
            Jeszcze zagraniczniak to moze tego nie zrozumiec, ale ja bardzo dobrze
            rozumiem i mi sie naprawde odechciewa.
            • mama5plus Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 09.10.03, 17:45
              Ja tez przyznam szczerze, ze jesli mam `w ofercie` te polska kontaktowosc z
              `dodatkiem specjalnym` w postaci nieprzyjemnych uwag to dziekuje-postoje wink
              Juz bym musiala byc bardzo zdesperowana zeby sie zapoznac i zaprzyjaznic
              z kobitka, ktora mnie zjedzie za brak czapki u dziecka albo inna `uwage
              zwroci`- jednym slowem w niespecjalnie mily sposob wtraca sie w moje sprawy.
              Tu mi tez sie zdarzylo, ze np pani zauwazyla, ze dziecku(w nosidelku u taty na
              plecach) bucik spada, albo jakas staruszka, ze maly zasnal w tymze nosidelku i
              mu kubek moze wypasc...przy czym po tej uwadze przepraszala szalenie tlumaczac,
              ze ona bron Boze nie chce sie wtracac tylko, ze chce pomoc.
              Czyli ludzie tez nie sa obojetni. Zwracaja to uwage.. Zawsze to jednak robia
              jakos tak delikatnie i z wyczuciem.... I tylko wtedy gdy moga pomoc a nie
              dopiec i sobie odreagowac. Ktos kogos przypadkiem potraci to ten potracony tez
              nie warknie tylko na przeprosiny usmiechem odpowie. Moze to i udawana
              grzecznosc, ale jak zycie ulatwiabig_grin Fakt, ze czlowiek nie moze sobie odreagowac
              stresow na ulicy wyzywajac sie na innychwink, ale ja zawsze mowie, ze od stresow
              i problemow emocjonalnych to jest psycholog a nie przypadkowy wspolczlowiek.
              A jako,ze cenie sobie wlasna `przestrzen` i jestem raczej introwertyczka to
              akurat bardzo mi odpowiadaja to wyczucie z ich strony i poszanowanie
              prywatnosci (no poza moja sasiadka-pania wszedobylskawink (acz bardzo zyczliwa
              mimo wszystko), ktora poddalam reformie wink )
              • jagienka.harrison Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 09.10.03, 18:12
                Ojejku, ale się rozpętało!
                Wiem, że to ich "how are you" to tylko uprzejmość, ale zawsze coś, a nie jak w
                Polsce ani się nawet nikt nie uśmiechnie, i to potrafi zepsuć humor. Ja jestem
                świeżo po wyjeździe i naprawdę dla mnie to jest okropna różnica, zwłaszcza że
                nie mam za bardzo z kim pogadać, jeśli ktoś powie do mnie cokolwiek czasem.
                Chcoiażby takie zdawkowe "dreadful weather". Tak samo jest łatwo zacząć
                rozmowę tutaj właśnie z jakimś pytaniem o pogodę czy cokolwiek, a w Polsce to
                niektórzy od razu się boją że może ja ich chcę okraść czy mam jakieś niecne
                zamiary co do dziecka!
                Wszystko ma swoje wady i zalety oczywiście i każdy ma swoje zdanie. Muszę
                jednak przyznać że chociaż kocham Polskę i w 90 przypadkach na 100 zawsze wolę
                ją niż Anglię, to właśnie ta (upierdliwa czasem wink) uprzejmość i zdawkowe
                pytania to jedna z zalet Anglii.
                • sugar_mama_danielcia Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 09.10.03, 18:37
                  Oj ja juz sie gubie w tym watku smile) Dla mnie Anglicy wydaja sie troche tacy
                  jakby zyjacy za szklana szyba. Trudno do nich dotrzec i zawsze dzieli ich i
                  nas jakas bariera. Czuje sie swietnie z ludzmi z Japonii, z Nowej Zelandii,
                  Australii, Irlandii, ale Anglicy jakby spadli dla mnie z Marsa (ups ups -
                  dostanie mi sie za to z pewnoscia smile)
                  A juz najbardziej nie przemawiaja do mnie angielskie 'how do u do?', ' I don't
                  mind'...i jeszce pare innych zwrotow.

                  Sugar
            • m.freliszka Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 09.10.03, 18:49
              evee1 napisała:

              > Jak jedna moja kolezanka zalila sie, ze oni sa nieszczerze uprzejmi,
              > to jej powiedzialam, ze wole nieszczera uprzejmosc, niz szczere polskie
              > chamstwo 8-(.

              Nie wiem evee jakie chamstwo masz na mysli? moze rzeczywiscie ktos cie
              kiedys 'ugryzl' zdarza sie wszedzie.

              > Sluchajcie dziewczyny ja juz dawno wyjechalam z Polski i przestalam
              > juz tesknic i Polska nie jest juz moim krajem (mozecie sie oburzac, ale
              > trudno). I o ile uwazam, ze Polska naprawde jest piekna, to za kazdym
              > razem przezywam szok jacy ludzie potrafia byc bezinteresownie nieuprzejmi.
              > Jeszcze zagraniczniak to moze tego nie zrozumiec, ale ja bardzo dobrze
              > rozumiem i mi sie naprawde odechciewa.

              A ja zauwazylam, ze tu w Anglii, ludzie czesto sa dwulicowi. Mowia do ciebie
              jedno i sie ladnie usmiechaja, a za plecami mowia co innego. Nikt cie nie
              zgani, ale za plecami swoje zdanie powie. I tak naprawde denerwuje mnie tez
              przyklejony usmiech. To ja juz wole szczero w twarz.
              Ja tez juz sie odzwyczailam od Polski i srasznie duzo mnie tam razi. Jednak
              dalej uwazam, ze w Polsce ludzie bardziej otwarci. Chyba wisze teraz miedzy
              Polska a Anglia uncertain Jakas maruda jestem tu zle, tam nie dobrze wink
              • jagienka.harrison Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 09.10.03, 19:01
                Może mi się w takim razie zmieni jak tu trochę pobędę... ale na razie to
                jednak wolę uprzejmość Anglików. Chociaż zgadzam się, że często jest dwulicowa!
                Może jakiś inny wątek zaczniemy, co?... Co robicie na Święta?!
                • sugar_mama_danielcia Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 09.10.03, 19:44
                  A mi sie zdaje, ze ta uprzejmosc jest taka wyuczona. Czasem dwulicowa, czasem
                  takie nieswiadome mowienie TAK a myslenie NIE, bo wypada. POdoba mi sie, ze
                  tutaj w sklepach, bankach itp ludzie sa profesjonalnie uprzejmi. Zawsze to mi
                  sie przypomina, kiedy owiedzam Polske, a w szegolnosci polskie supermarkety.
                  Kiedy to moje zakupy sa zasypywane zakupami kolejnego klijenta, bo pani na
                  kasie widocznie sie spieszy. A moze one dostaja tam w Polsce premie za
                  odwalenie jak najwiekszej ilosci ludzi stojacych w ogonku??Hehehe..

                  Sugar
                  • m.freliszka Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 09.10.03, 19:54
                    sugar_mama_danielcia napisała:

                    POdoba mi sie, ze
                    > tutaj w sklepach, bankach itp ludzie sa profesjonalnie uprzejmi. Zawsze to
                    mi
                    > sie przypomina, kiedy owiedzam Polske, a w szegolnosci polskie
                    supermarkety.

                    To fakt sugarmum smile
                    • jagienka.harrison Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 10.10.03, 12:08
                      Supermarkety to nic. Najlepsze są takie sklepy gdzie siedzi pani za ladą i
                      rozwiązuje krzyżowkę, nic nie powie a potem mówi chamsko "nie mam reszty, co
                      mi tu Pani przychodzi z 100 zł o 8 rano" a tutaj jak się pytam czy chcą dwa
                      pensy to tak się cieszą....
                      • sugar_mama_danielcia Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 10.10.03, 20:50
                        No faktycznie tu doceniaja drobne smile) MNie najbardziej dobija stoisko we
                        wroclawskim Feniksie, gdzie miedzy innymi mozna kupic szklo i porcelane.
                        Oczywiscie idzie sie z tym do pani, kobiela bierze forse i podaje kubek czy
                        cukierniczke. No to ja na nia wywalam oczy i mowie ' mozna prosic o
                        zapakowanie?' A pani wskazuje papier na drugim koncu lady i mowi 'prosze sobie
                        zapakowac to szklo, papier tam lezy'. Co jak co, ale tu nawet w tanim Wilko
                        pakuja takie rzeczy.

                        Sugar
                        • aga_rn Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 15.10.03, 21:20
                          sugar_mama_danielcia napisała:

                          > No faktycznie tu doceniaja drobne smile) MNie najbardziej dobija stoisko we
                          > wroclawskim Feniksie, gdzie miedzy innymi mozna kupic szklo i porcelane.
                          > Oczywiscie idzie sie z tym do pani, kobiela bierze forse i podaje kubek czy
                          > cukierniczke. No to ja na nia wywalam oczy i mowie ' mozna prosic o
                          > zapakowanie?' A pani wskazuje papier na drugim koncu lady i mowi 'prosze
                          sobie
                          > zapakowac to szklo, papier tam lezy'. Co jak co, ale tu nawet w tanim Wilko
                          > pakuja takie rzeczy.
                          >
                          > Sugar

                          Sugar, potwierdzam !!!!
                          Mnie tez to tam spotkalo ! Pozdrawiam krajanke - Wroclawianke smile
                          Swoja droga Feniks jakos sie niewiele zmienil wink
                          AgaRN (Sepolno)
    • kerstink Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 10.10.03, 21:27
      Jak ktos zaczyna mi sie za bardzo wtracac, to po prostu sobie ide. Duzo ludzi w
      Polsce reaguje bardzo emocjonalnie i w ten sposob 'wojna' jest nieunikniona. A
      czy naprawde temu drugiemu trzeba udowodnic, ze mam racje ? Ale chyba ta sama
      emocjonalnosc pozwoli na szybkie kontakty.

      Jesli chodzi o te sklepy starej daty, to jest ich jeszcze troche. Ale wiele sie
      zmienilo. Kazdym razem jak wchodze do Reserved (w dowolnym miejscu w Warszawie),
      z dzieckiem, to jestem mile zaskoczona, jakie mile sa sprzedawczynie - pomagaja
      bo widze, ze z malym dzieckiem nie jest latwo. A tak apropos Reserved to polska
      firma, naprawde fajne rzeczy maja.

      Kerstin
    • poleczka2 Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 11.10.03, 20:16
      Mmm, trochę ten post mnie rozzłościł szczerze mówiąc, zwłaszcza czytając skargi
      na złych GP, bezmyślne brytyjskie matki i rozwrzeszczane brytyjskie bachory. Ja
      zawsze wychowywałam dziecko po angielsku, jak ewunia, i uważam, że tylko mu
      pomogłam. Oprócz biegunki po szczepionce MMR moje dziecko nie było ani razu
      chore dzięki tez zimnemu wychowowi. Nóg nie ma gołych na spacerze i ubieram je
      rozsądnie ale nie przegrzewam. Śpi w sypialni bez grzania w nocy i dostaje też
      czipsy czasami. Nie wiem o co tutaj taki szum. Przecież co kraj co obyczaj.
      Cieszę się, że lekarze są tutaj bardziej zrelaksowani, w Polsce zaraz by
      zapisali antybiotyki. Jeżeli wam się tutaj nie podoba to możecie przecież
      wrócić do kraju, ja jestem bardzo zadowolona, że tu mieszkam i nie wieszam psów
      na Brytyjczykach. Nie rozmumiem.
      • sugar_mama_danielcia Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 11.10.03, 21:04
        Witaj. No nie wiem doprawdy czemu Cie ten post tak rozloscil, bo przeciez
        zaczelo sie od tego, ze stwierdzilam, ze te moje znajome, mamy angielskie sa
        dobrymi matkami. I to byl raczej post dotyczacy mojego polskiego 'obciazenia'.
        Jak widac zdania sa podzielone na temat wychowywania dzieci i dobrze, bo
        byloby nudno. Jedni wola po polsku, inni po angielsku, a jeszcze inne mamy pol-
        na pol. Jednym to sluzy, a innym tamto. Wcale nie uwazam, ze wychowuje
        dziecko typowo po polsku (a nawet to co z tego??), ale nie moge sie przemoc do
        pewnych rzeczy. I o to tez mi chodzilo na poczatku tej dyskusji. No niby po
        angielsku, a jednak w sercu cos nieraz pobolewa jak widze chore dzieci na
        basenie. A dla innych to normalny 'zdrowy' widok i cool.
        Co do lekarzy to chyba wyszlo na to, ze jedni sa ok (tylko trzeba szukac ich
        jak igly w stogu siana...he he he), a inni do d... I tyle. Moi sa chyba za
        bardzo zrelaksowani, bo szprycowali mnie wlasnie tymi antybiotykami ile
        wlezie, choc wcale to nie bylo odpowiedzia na moje dolegliwosci. A co do MMR,
        to po niej wiekszosc dzieci moich znajomych zaczela lapac rozne chorobska. No
        wiec ja tak latwo sie na to nie zdecyduje.

        A ciesze sie, ze jestes 100% (co ja pisze 1000000%) zadowolona z zycia tutaj.
        Ja tez, poza nielicznymi, wymienionymi mankamentami tego kraju. Albo poprostu
        cechami, ktore mi raczej nie przypadaja do gustu. Jak kto woli.

        Pozdrawiam i nie zlosc sie, bo przeciez nikt na nikim nie wiesza psow
        Sugar
        • poleczka2 Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 13.10.03, 19:10
          Nie wiem jak to jest wychowywac dziecko po polsku bo mieszkalam w Polsce nie
          bedac jeszcze mama wiec duzy wplywa miala tu na mnie angielska rzeczywistosc.
          Przyjmujac angielski typ wychowywania dzieci opieralam sie na pewnych
          zalozeniach:
          1) pewne zalozenia tego typu odpowiadaja mi: np zimny wychow, oczywiscie w
          granicach rozsadku (do szkoly w ktorej uczylam chodzil chlopiec ktory do 10ego
          roku zycia mieszkal w Norwegii. To dziecko caly rok przechodzilo w koszulce w
          krotkim rekawkiem, gdy zapytalam matki czy nie jest mu zimno odpowiedziala, ze
          maly jest potomkiem Winkingow i musi byc twardy. Panowala wtedy ostra epidemia
          grypy, on nie dostal nawet kataru), nastawianie sie na dojrzalosc dziecka w
          pewnych sprawach, np. w nauczaniu siadania na nocnik.
          2) w Wlk Brytanii rodzi sie tysiace dzieci kazdego roku, ba kazdego miesiaca i
          ich sluzba zdrowia jest do tego dobrze przygotowana. Tutaj na ulicy nie trzeba
          daleko patrzec aby spotkac kobiete w ciazy. Ten kraj to chyba jeden z
          najbardziej rozrodczych w Europie dlatego trudno sie dziwic ze lekarze maja do
          roznych dolegliwosci pacjentow bardzo zrelaksowany stosunek.
          3) mam meza Anglika wiec trudno mi raczej promowac sposob zachowania odmienny
          od tego ktory jest mu znany.

          Troche ironicznie podeszlas do tego, ze jestem zadowolona z zycia tutaj. Nie
          przyjechalam tu za paszportem, zrobilam to z wlasnego wyboru, jezeli bylabym tu
          nieszczesliwa to zaraz wrocilabym do kraju. Nikt nie traktuje mnie tu zle bo
          jestem z innego kraju, wszyscy szanuja moje przekonania i ja szanuje ich tez.
          I to na tyle.
          • sugar_mama_danielcia Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 16.10.03, 07:23
            Witaj Poleczka. Nie obrazaj sie. Ja tez tu nie przyjechalam za paszportem i
            tez mi nikt nie kazal tu przyjezdzac. Zobacz ile jest watkow na emamie
            odnosnie lekarzy, nauczycieli, opiekunek i w ogole niekiedy mizernej
            rzeczywistosci w Polsce. I nikt nikogo nie krytykuje z tego powodu. I nikt nie
            sugeruje wielkiego ruchu migracyjnego - WYPROWADZKI. Bo sie nie podobi smile)
            No i tutaj tez nie jest perfect, chyba nigdzie nie jest, nie?
            Moj maz nie jest takze Polakiem, nie jest anglikiem. Ma jednak angielskie
            korzenie i czesto nasze zdania na temat wychowania dziecka sa podzielone.
            Naprawde nie uwazam, ze jestem szczegolnie nadwrazliwa, ale nieraz poprostu
            moj zdrowy rozsadek bardzo rozni sie ze zdrowym rozsadkiem osob mi znajomych.
            I to daje mi do myslenia. I owszem, nieraz sie lapie za glowe.

            Na przyklad dziwi mnie moj maz, ktory zawsze sie 'wyletnia' po angielsku. Tez
            niby taki twardy chow, ale co z tego, gdy ile razy wraca po takim chartujacym
            spacerku to przynosi do domu paskudne przeziebienie? Dlatego, majac naprawde
            duze poszanowanie do angielskiego wychowania (np. Do zapobiegania smierci
            lozeczkowej, podczas gdzy wiele osob w Polsce nie przylada do tego zadnej wagi
            lub poprostu o SIDS nie ma pojecia), to kapelusza nie bede chylila przed
            wszytskim co angielskie.

            A NHS? Hmmm... poszlam pare lat temu do GP. I siadam i mowie. Panie doktorze
            mam problem z zatokami. Lekarz przepisal antybiotyk. Cos jeszcze - tak. No i
            mowie, ze sie zle czuje po tabletkach anty. Przepisal jeszcze inne. No wiec
            mowie - no i jescze mam chyba problem z zoladkiem. No a lekarz. Dobrze, ale to
            z duzo na jedna wizyte - prosze przyjsc innym razem.
            No mowia, ze kazdy ma swoje 5 minut....


            poleczka2 napisała:
            w Wlk Brytanii rodzi sie tysiace dzieci kazdego roku, ba kazdego miesiaca i
            > ich sluzba zdrowia jest do tego dobrze przygotowana. Tutaj na ulicy nie
            trzeba
            > daleko patrzec aby spotkac kobiete w ciazy. Ten kraj to chyba jeden z
            > najbardziej rozrodczych w Europie dlatego trudno sie dziwic ze lekarze maja
            do
            > roznych dolegliwosci pacjentow bardzo zrelaksowany stosunek.

            Ale ja tego stwierdzenia nie rozumiem. To znaczy co? Po co leczyc starych jak
            mozna naplodzic nowych zdrowych osobnikow Hommo Sapiens?
            No toz to ja myslalam, ze jednym z celow medycyny jest przedluzanie zycia
            ludzkiego!

            Pozdrawiam
            Sugar
      • izabelski Re: co z ta angielskoscia? czy bredze?? 11.10.03, 21:06
        Tak samo i ty nie powinnas uogolniac tak i inne osoby, ktore byc moze w
        niektorych listach przesadzily.
        A wierz mi, ze zlych (czytaj niedouczonych) lekarzy nie brak w zadnym kraju.
        Jesli dziwczyny pisza, ze lekarz zalecal niemowlakowi lekarstwo w zlej dawce
        czy tez ni polecil jak dlugo je dawkowac to nadawaloby sie to na skarge do jego
        Senior Partners w praktyce.
        Zrelaksowany stan lekarzy (5 min na pacjenta w praktyce) pochodzi z ich
        ograniczenia budzetowego - ich nie stac na wysylanie kazdego podejrzanego
        przypadku na kompleksowe badania, totez zawsze prosza o powrot w razie
        utrzymujacych sie objawow.
        A co do wyjazdu do Polski czy pozostaniu tutaj, to nie jest to warte spierania
        sie smile
        izabelski ( z prywatnym ubezpieczeniem)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja