jestem prezesem firmy rodzinnej - i co jeszcze?

09.10.03, 16:09
Dziewczyny,

chcialabym rozpoczac nowy watek, poniewaz bardzo mnie ten temat interesuje.

Obenie jestem na urlopie wychowawczym z 10 -miesieczna coreczka i ciagne ten
nasz rodzinny interes zarzadzajac srodkami stalymi i plynnymi, a poza tym
jestem tez personalna, zaopatrzeniowcem i sprzataczka. Oprocz tego staram sie
dwa dni tygodniowo o polepszenie finansow naszej firmy i udzielam sie
zawodowo u mego bylego pracodawcy na 1/3 etatu.

A jak jest u was - na calym swiecie, jaki jest model rodziny, czy mamy
pracuja, a jezeli tak, to jak widza to pracodawcy? A moze nie maja na nic
innego juz sily niz "rodzinny interes" i maja wszystko inne w nosie...

Dziekuje za info.
pozdrawiam
Ania
    • weronisia26 Re: jestem prezesem firmy rodzinnej - i co jeszcz 09.10.03, 16:56
      Karierę zawodową zakończyłam 6 lat temu, gdy zaszłam w pierwszą ciążę ...

      Pracuje tylko mąż i jakos nam tyo wystarcza. Ale starcza nam tu w Niemczech. W
      polsce było nam bardzo ciężko.

      Obecnie czekam aż Thomasek pójdzie do przedszkola. Być może poszukam sobie
      pracy, ale tylko na pół etatu, żeby wyrobić się z obowiązkami kury domowej smile)
    • mama5plus Re: jestem prezesem firmy rodzinnej - i co jeszcz 09.10.03, 18:48
      Nie pracuje poza domem(poza sporadycznymi zleceniami, jakims tlumaczeniem,
      wolontariatem itede)i dlugo jeszcze nie zamierzam. Moze kiedys ale
      niekoniecznie zarobkowo bo spelniac sie mozna i nie biarac za to gotowkiwink
      Nie dlatego, ze mi sie `nie chce` wink
      Ot kwestia priorytetow. Wazny jest dla nas czas spedzony razem.
      Za rutynowa praca od-do nigdy nie tesknilam i, puki co, nie tesknie.
      Wrecz przeciwnie big_grin
      Oprocz `etatu sprzataczki, kucharki i innych typowych (dzielonych zreszta z
      mezem) mam jeszcze jeden wazny - belfra wlasnych dzieci smile
      Maz do pewnego czasu pracowal na 3/4 etatu. Teraz na caly ale zaczyna wczesnie
      i wraca w poludnie.Tez z ww powodu.
      Nie zapewnia to luksusu, ale znowu kwestia priorytetow i stylu zycia z
      pewnoscia.
      Mam pare pomyslow na to co chcialabym robic gdy w tej pracy wink przejde `na
      emeryture`, pare innych na kursy do skonczenia w miedzyczasie tak zwanym i
      calkiem spory margines na realizowanie zainteresowan.
      • miriam21 Re: jestem prezesem firmy rodzinnej - i co jeszcz 09.10.03, 22:09
        Hi mama5plus,

        podoba mi sie z tym "belfrem wlasnych dzieci" i to ze maz "ma odwage" pracowac
        na 3/4 lub wrocic w poludnie. Pisze tak, poniewaz tutaj w Niemczech to naprawde
        zakrawa na niesmowity wyczyn. Oficjalnie rodzice moga wprawdzie dzielic sie
        urlopem wychowczym ale praktycznie robi to zadko ktory tata, no chyba ze jest
        urzednikiem panstwowym. Zwyczajne firmy "rynkowe" raczej niechetnie sie do tego
        ustosunkowuja gdy przyjdzie do konkretow. A i w spoleczenstwie (w dalszym ciagu
        jeszcze bardzo konserwatywnym) sa zdania bardzo podzielone. Tak sie sklada, ze
        mam okazje taka sytuacje obserwowac w niemieckiej rodzinie meza. Jego kuzyn, dr
        fizyki i jego zona dr prawa zdecydowali sie po urodzinach drugiej corki na taki
        model - obydwoje na 3/4 do tego ona bardzo wczesnie do pracy, a on pozniej, tak
        ze praktycznie sie mijaja i dziewczynki bardzo krotko sa z opiekunka. Ten uklad
        funkcjonuje przy akceptacji faktu, ze on nigdy nie zrobi kariery. To boli
        oczywisce starsze pokolenie rodziny, bo jak to - doktor, a z dzieciakami
        siedzi...,a poza tym - to "ona" go w to wrobila.

        Takie stanowisko potrafie sobie jeszcze jakos wytlumaczyc wiekiem i zupelnie
        innym porzadkiem swiata w jakim do tej pory zyli starsi ludzie. Ciekawe jest
        jednak, ze brat tego kuzyna i jego zona - praktycznie rowiesnicy - gdzie tylko
        moga krytykuja decyzje tych "odwaznych", bo ich zdaniem to zona, a nie maz
        powinien siedziec w domu i alternatywy do tego nie ma. Obie strony
        nazwijmy "progresywna" i "konserwatywna" uwazaja zreszta, ze ich sposob na
        zycie jest jedynie sluszny i dogmatyzuja te sprawe strasznie.

        My tez kiedys stanelismy przez taka decyzja, zostalismy przy
        modelu "poltradycyjnym" - moj maz nie mogl zdecydowac sie na bycie w domu,
        zreszta w jego firmie jest to - jak uwaza - niemozliwe. Poza tym zadecydowaly
        pieniadze - on duzo lepiej zarabia. Ja nie chcialam stracic kontaktu z zawodem
        (bo lubie to co robie i ze wzgeldow finansowych - splacamy dom)) i dzieki
        bardzo nowoczesnie nastawionej szefowej otrzymalam mozliwosc pracy w domu.
        Oczywiscie polficjalnie, bez wiedzy rady zakladowej, czyli tzw. Betriebsratu
        (dziwna rzecz, w zasadzie to oni sa od reprezentowania interesow pracownikow).

        Dziewczyny, ja was nie chce tym tematem nudzic, ale taka juz jestem , ze ciagle
        nad czyms dumam i ciekawi mnie czy w innych czesciach swiata sa jakies lepsze
        modele i czy pracodawcy sa inaczej nastawieni.

        a teraz... wrcam do prasowania, he he...
        i moze ktos jeszcze cos skrobnie

        Ania
        • mama5plus Re: jestem prezesem firmy rodzinnej - i co jeszcz 10.10.03, 12:10
          3/4 etatu to juz przeszlosc w tej chwilismile Teraz jest na calym. Ah i dodam,ze
          dopiero teraz powoli przechodza na system 5 dni w tygodniu.
          Sporadycznie pracuje jeszcze 6, ale juz coraz czesciej ma jeden dodatkowy dzien
          wolny (niekoniecznie sobote)
          Ten uklad tez ma swoje dobre strony bo dzien wolny w tygodniu mozna calkiem
          fajnie wykorzystac.
          A na to, ze jedna pensja jest wystarczajaca dla nas pomimo duzej rodziny ma
          chyba wplyw wiele roznych aspektow. M in homeschooling mimo wszystko chyba
          wychodzi taniej niz koszty zwiazane ze szkola. Choc nie mamy przy tym ulgi
          podatkowej, choc szkola bylaby gratis i choc koszty wyposazenia i dodatkowych
          zajec typu basen itp spoczywaja na nas. To jednak w rozmowie z innymi hs
          rodzicami (ktorzy wczesniej mieli dzieci w szkole) wyszlo nam, ze jednak
          jakies mniejsze wydatki sie z tym wiaza.
          Mysle,ze ten zweryfikowany model tradycyjny jest bardzo fajny pod warunkiem,ze
          zainteresowanym odpowiada i ze jest w nim partnerstwo.
          Ja musze miec wszystko w domu dopiete na ostatni guzik i po swojemu. No moze
          nie wszystko, ale to co domu dotyczy. Posilki odpowiadajace wymogom zdrowego
          zywienia wink, pranie, sprzatanie, ogrodek tak jak lubie. Czas z dziecmi. Jesli z
          czyms nie nadazam dostaje bialej goraczki wiec tak sobie planuje zeby nadazac wink

          Maz juz przecwiczony wiec mu ufam wink i przyjmuje jego pomoc, ale np od paru
          lat sie zarzekam,ze znajde kogos do sprzatania, chocby raz w tygodniu. Matt sie
          smieje, ze przed wizyta pani sama dom wypucuje zanim ja do niego wpuszcze. No i
          ma racje hihi. Jednak kto wie. Jestem reformowalna wink
          Narazie fajnie nam to funkcjonuje. Do poludnia sprawy organizacyjne i mniej
          absorbujace. Matt wraca, jemy obiad, on zabiera najmlodsze dziecie na drzemke i
          przy okazji sam dosypia jesli potrzebuje.Dzieki temu wieczorem gdy dzieci
          juzspia, mamy czas dla siebie.

          Ja w tym czasie ze starszymi dziecmi moge cos `szkolnego` wymagajacego
          wiekszego skupienia (albo balaganu wink )zrobic.
          Pozniej kawal popoludnia i wieczor przed nami i organizujemy to sobie zaleznie
          od potrzeb.
          Zobaczymy jak dlugo w tej formie podziala.
          Z ambicjami... eh nie wiem smile) Dla mnie nigdy kariera nie byla pociagajaca.
          Czasem zastanawiam sie czy to wyplywa z charakteru czy moze z jakiejs przekory
          (czyli niby tez charakteru wink ). Moze fakt, ze po studiach mialam kilka
          ciekawych propozycji pracy i z premedytacja (a nie z koniecznosci) z nich
          zrezygnowalam...moze to w jakis sposob dalo mi swiadomosc kontroli nad wlasnym
          zyciem i wyborami i uchronilo od poczucia, ze cos mnie ominelo bez mozliwosci
          decyzji z mojej strony...
          Mam wrazenie, ze z moim charakterem moge byc albo pracownikiem albo matka wink
          Przy sklonnosciach do dopinania na ostatni guzik trzecia mozliwosc
          to ...frustratka wink
          Maz czasem tylko marzy by moc pracowac z domu wiec jak bumerang powraca ten
          temat i na nowo obmyslamy potencjalne rozwiazania. Jednak ciagle wracaja tez
          na koniec pozytywy obecnego czyli np to,ze obecnie swoja prace zostawia w pracy
          i reszta dnia nalezy do niego, albo to, ze jest bardzo elastyczna (dobrowolne
          nadgodziny np)
          No i nikt nam szczesliwie nie probuje uswiadamiac, ze sie marnujemy (choc
          owszem byly sugestie wink,ale babci chodzilo raczej o zaawansowane zycie
          towarzyskie, ktore nas (jej zdaniem!!) omijalo winkniz o kariere i `zmarnowane
          dyplomy` )
          Mysle,ze grunt to wiedziec czego samemu sie chce i puscic mimo uszu ewentualne
          uwagi `zyczliwych`. Niezaleznie od tego czy sie jest mama `domowa` czy
          `zawodowa` czy np tato dla odmiany zajmuje sie dziecmi na etacismile
          Kazdy ma przeciez inna konstrukcje psychiczna, potrzeby itd.
          U nas dla przykladu rozwiazanie jakie przyjal kuzyn Twego meza z zona chyba by
          sie nie sprawdzilo. Przez kilka tygodni bylismy w podobnej sytuacji tyle,ze ja
          nie pracowalam a po powrocie Matta wychodzilam pomagac znajomej w chwilowo
          trudnej sytuacji. On sobie swietnie radzil z trojka (wtedy) dzieci,ale te 2-3
          godzinki `urwane` z naszego zycia rodzinnego bardzo nam doskwieraly. Bylismy
          jacys tacy...`niedogadani`, stesknieni, dzieci po moim powrocie tez chcialy sie
          nasycic choc przeciez przedpoludnie ze mna spedzily...ale to napewno kwestia
          indywidualna.

          > a teraz... wrcam do prasowania, he he...


          hehe Aniusmile
          To jedno zajecie domowe, ktore zreformowalam i prasuje tylko pare sztuk
          (z absolutnej koniecznosci) raz na miesiac smile
          Ale sie nagadalam wink
          >
    • ewunia_uk Re: jestem prezesem firmy rodzinnej - i co jeszcz 09.10.03, 22:02
      Hmm, ja tu chyba jestem jedna z nielicznych mam "karierowiczek" na obczyznie.
      Pracuje na caly etat i w dodatku jako tzw. professional w fiansach (kieruje
      zespolem kilkunastu ksiegowych). Maz tez pracuje na caly etat jako... po
      polsku to sie chyba nazywa resocjalizacja, czyli praca z mlodzieza, ktora
      weszla w konflikt z prawem.

      Coz, ja po prostu bardzo lubie swoja prace i na urlopie maciezynskim tesknilam
      do biura. Taka juz "wyrodna" mama ze mnie smile

      Zosia jest troche w zlobku, troche u dziadkow (moich tesciow) a troche z tata
      (maz pare dni w tygodniu pracuje 13:00 - 21:00). Stefek po szkole chodzi do
      dziadkow.

      Mam szczescie pracowac w firmie, ktora jest bardzo przychylna pracujacym
      matkom. Mimo, ze pracuje na kierowniczym stanowisku, wychodze punkt o 17:00
      zeby sie walilo i palilo. Na palcach jednej reki moge policzyc dni, kiedy
      zostalam w pracy dluzej. I wcale nie odbilo sie to ujemnie na moim awansie
      zawodowym, w porownaniu np. do bezdzietnych osob. W domu jestem najpozniej o
      17:30 i wtedy moj czas jest w 100% dla dzieci, az pojda spac. W weekendy
      zawsze staramy sie zrobic cos razem jako cala rodzinka: dlugi spacer, wypad
      na lono natury, basen.

      Przed urodzeniem Zosi dosc duzo podrozowalam sluzbowo, teraz staram sie to
      ograniczac do minimum, wiec wyjazdy sa srednio raz na dwa-trzy miesiace.

      Na dokladke, oboje z mezem mamy swoje hobby. Kazde z nas ma "zagwarantowane"
      pare godzin w tygodniu tylko dla siebie - ja chodze na lekcje Flamenco, a maz
      jezdzi na rowerze.

      Sklamalabym gdybym nie przyznala, ze nasza rodzina funkcjonuje w miare
      sprawnie dzieki mezowi bardzo zaangazowanemu w sprawy domowe, mieszkajacym
      niedaleko tesciom, na ktorych zawsze moge liczyc, pani sprzataczce,
      ogrodnikowi, facetowi od mycia okien, zakupom dostarczanym do domu... jesli
      kogos pominelam, to przepraszam smile)))

      Taki model zycia wybralam i jestem szczesliwa, chociaz bywaja dni, kiedy
      czuje, ze mam caly swiat na mojej glowie wink Ale jestem tez pelna szacunku dla
      mam zajmujacych sie "tylko"domem i dziecmi. To jest bardzo osobisty wybor,
      kazdy spelnia sie inaczej.
    • aga_rn Re: jestem prezesem firmy rodzinnej - i co jeszcz 10.10.03, 04:15
      Nawet gdybym nie wiem jak bardzo chciala pozmieniac swoje priorytety i styl
      zycia to nijak nie dalabym rady przezyc na pensji meza pracujacego na 3/4
      etatu smile
      Tak wiec oboje pracujemy, chociaz czy robimy kariery - nie wiem.
      Ja jestem pielegniarka, pracujaca wylacznie w intensywnej opiece (moja pasja)
      co niestety, laczy sie z praca w piatki, swiatki i niedziele. A wlasciwie - w
      niedziele ... Z racji posiadania dzieci w liczbie 2 (dwoch) w tym 2-latka, ja
      przeszlam na pol etatu i pracuje tylko w weekendy, natomiast w tygodniu
      opiekuje sie swoim 2-letnim synem, a moja 9-latka jest w szkole. Maz z kolei
      odbebnia 9-5 w tygodniu, a weekendy przejmuje paleczke nad dziecmi. Rodzinnego
      zycia - zero. Towarzyskiego zreszta tez.
      Innego wyjscia nie ma, przynjamniej na razie. Dwojka dzieci np.w day care przy
      szkole to sa koszty. Duze. Domowe przedszkole - musialoby by byc tam gdzie
      autobus szkolny odbierze i przywiezie starsza corke ze szkoly. Niania - przy
      pracy na caly etat potrzebowalabym ja tylko od czasu do czasu - jako
      pielegniarka pracuje wg grafiku ktory zmienia sie z tygodnia na tydzien. Tak
      zle i tak niedobrze.
      Ale swoja prace naprawde lubie. Wchodze na oddzial i zupelnie zapominam o
      zycia pozaszpitalnym. Dla niektorych moze ten pacjent w OIOM -ie gubi sie
      posrod rurek, maszyn, drenow itp. ale ja to bardzo lubie. Lubie pierwsza
      godzine mojego dyzuru - najpierw raport na temat mojego pacjenta, a potem tzw.
      physical assessment - krok po kroku badam, osluchuje, sprawdzam, mierze itp.
      Po gdozinie wiem o swoim pacjencie wszystko. Lubie (chociaz nie jest to latwe)
      rozmawiac z rodzinami. Wytlumaczyc, pokazac .... Zdarzaja sie
      momenty "kryzysowe" - pielegniarka czesto staje sie "workiem do bicia" dla
      rodziny w ciezkich chwilach. No i te dyzury kiedy czlowiek nie ma czasu ani
      zjesc, ani pojsc siusiu czy napic sie kawy - kiedy "fruwam" bo jest kryzys,
      pacjent jest "unstable", cos sie dzieje - lapie sie ze nie mysle o domu przez
      kilka godzin z rzedu.
      Ja nie widze siebie w domu prze caly czas - chyba pracownicy mojej firmy by
      mnie na taczkach wywiezli pewnego dnia LOL. Natomiast nie mialabym nic
      przeciwko temu zeby moj maz pracowal w domu i w ytm czasie opiekowal sie
      dziecmi - w weekendy daje sobie swietnie rade. W niedalekiej przyszlosci mamy
      zamiar ta opcje przeegzaminowac smile
      Pozrdrowienia,
      Aga RN
    • kerstink Re: jestem prezesem firmy rodzinnej - i co jeszcz 10.10.03, 14:30
      Moj maz to nigdy nie chcial miec kury domowej w domu, zreszta nie w mojej
      osobie, bo znajac moj charakter, to po jakims czasie wszyscy z tego domu by
      uciekali. Nigdy sobie nie wyobrazalam, ze bede sie zajmowac domem wylacznie, dla
      mnie jest to po prostu nudne i nie czuje satysfakcji. Niestety po urodzeniu syna
      nagle sie okazalo, ze nie potrafie go zostawic z kims obcym, mezowi w ogole nie
      przyszloby do glowy, ze moglby brac urlop wychowawczy. Zreszta, pieniadzy tez sa
      decydujace, jak on zarabia duzo wiecej ode mnie. Mielismy wielki kryzys. Powoli
      moj maz zwalnial, przestal pracowac w niedziele, potem staral sie nie pracowac w
      sobote, pozniej zgodzil sie na coraz mniej wyjazdow sluzbowych. Po drugim
      dziecku juz na tyle dojrzal, ze wraca tak, by jeszcze dzieci zobaczyc. Nie
      buntuje sie juz, ze ma odprowadzac syna do przedszkola. Ostatnio do niego
      dotarlo, ze w zwiazku z moim powrotem do pracy ma niestety wiecej obowiazkow
      rano, byl troche w szoku ale znosil to spokojnie.
      Nie przeszkadza mi w zasadzie, ze ja mam na glowie zakupy, pranie, zdrowie
      dzieci, gruntowne sprzatanie (opiekunka 2 razy w tygodniu sprzata 'na
      wierzchu'). Dla mnie wazne jest, zebym ja mogla pracowac na tym pol etacie, i
      zeby on mial dla nas czas. Nie wiem, jak to bedzie za jakis czas, bo pewnie bede
      chciala zmienic 1/2 na caly etat (ile mozna w 4 godziny robic pracujac
      naukowo?). Wiem, ze sprawiedliwie nie bedzie, wiem, ze maz niektorych rzeczy nie
      widzi, wiem, ze wszystkiego nie da sie robic bardzo dokladnie. Na dodatek moim
      celem jest nauczyc dzieci mowic po niemiecku i to tylko ja moge zrobic. I po to
      powinnam byc z nimi.

      Aniu, a czy ty kiedys mialas kontakt z ludzmi z bylego NRD ? Bo tam tradycja
      jest troche inna, i dlatego jest to normalnie, jak kobieta pracuje.

      Na razie tyle, musze ganiac do domu.
      Kerstin
      • kerstink Re: jestem prezesem firmy rodzinnej c.d. 10.10.03, 21:17
        Zapomnialam dodac, ze jestem w tej szczescliwej sytuacji, ze mozemy sobie
        pozwolic na moje hobby pod haslem 'praca'. Finansowo tylko tracimy. Zyje
        nadzieja, ze kiedys cos zmienie z tym, a na razie liczy sie ciaglosc.

        Kerstin
        • miriam21 Re: jestem prezesem firmy rodzinnej c.d. 10.10.03, 23:00
          Glownym motywem checi dalszej pracy na urlopie wychowaczym bylo to, ze
          chcialam miec do czego wrocic, gdy Miriam podrosnie. To jest wazne dla mnie ale
          i dla mego meza - zaszebylismy co do tego zgodni. My na szczescie nie dokladamy
          do tego interesu, bo jak pisalam kosztow nie mam zadnych : pracuje w domu, a
          corka zajmuje sie tesciowa, a dodatkowe EUR ciesza i ida na splate kredytu. I
          musze przyznac, ze to komfortowa sytuacja (mimo moich walk z "Betriebsratem").
          Rozumiem mamy, ktore nie maja takich mozliwosci i rezygnuja z pracy poswiecajac
          sie rodzinie i tym bardziej chyle glowe przed mamami pracujacym w weekendy na
          zmiane z mezem. Nie wiem czy zdecydowalabym sie na prace w takiej sytuacji.
          Przed zajsciem w ciaze wydawalo mi sie to o wiele bardziej prostsze. Z natury
          jestem z tych "co to okne wchodza", bardzo lubilam moja prace, aklimatyzaja w
          grupie kosztowala mnie na poczatku duzo wysilku, ale teraz mam wspanialy team i
          nie chcialam tego stracic - tym bardziej ze jak mowie, chce kiedys wrocic i tak
          zwyczajnie potrzebuje tego biurowego stresu... (moze juz tak sie do niego
          przyzwyczailam, nigdy nie mialam typowego 9 to 5 job). Po urodzinach Miriam
          wszystko wygladalo nagle inaczej - nie moge sobie wyobrazic, ze moglabym tak
          mala kruszyne oddac komus obcemu, tzn. jakiejs niani czy opiekunce. Na szczecie
          mam tesciowa, ktora szaleje za mala i z checia przejmie opieke nad nia - moge
          oddac z "czystym sumieniem". Na meza nie moge liczyc prz okola 4 do 5 dni w
          tygodniu - ma "rozjazdowa prace", tak ze niemalze od dnia urodzin Miriam musze
          w dzien i noc sama dawac sobie rade. Powiem tylko tyle, ze poczatek byl
          straszny. Teraz jest juz znacznie lepiej i w weekendy jestesmy pelna rodzina.
          Mamy nadzieje, ze ta sytuacja kiedys sie wreszcie poprawi i bedzie normalnie,
          ale jak wszedzie na swiecie - w Niemczech jest recesja i mojemu nawet bardzo
          dobrze wyksztalconemu mezowie nie jest latwo zmienic prace.

          Bardzo sie ciesze ze znalazlam to forum, bo chociaz sie nie widzimy, to mozemy
          sobie fajnie pogadac.

          I specjalnie do Kerstin: mam Kontakt z Niemcami z bylego NRD - to dwie moje
          kolezanki z biura - jedna w moim wieku, druga troche mlodsza, ale zdazyla
          zalapac sie jeszcze na "Jugendweihe" - we trzy stanowimy "die Ostfraktion" w
          naszym bardzo kapitalistycznym biurze i jest swietnie.

          pozdrawiam
          Ania
    • kerstink Re: jestem prezesem firmy rodzinnej - i co jeszcz 13.10.03, 08:27
      Wreszcie przeczytalam bardzo fajna i smieszna ksiazke na ten temat: 'Nie wiem,
      jak ona to robi'. Polecam. Dobrze sie czyta (tez przy dziecku), i z zycia wziete.

      Kerstin
      • miriam21 Re: jestem prezesem firmy rodzinnej - i co jeszcz 13.10.03, 17:45
        Kerstin, czy Ty czasami nie piszesz o ksiazce "Nie wiem, jak ona to robi",
        ktorej autorka jest Allison Pearson ?

        Nie znam tej ksiazki, ale czytalam wywiad z jej autorka zamieszczony w "Twoim
        Stylu" z wrzesnia. Zoobacze na amazon.com, czy w Niemczech mozna te ksiazke
        dostac.
        Ich habe Dir ein Mail, diesmal an die Arbeitsadresse, verschickt. Danke für
        das Angebot, dorthin zu schreiben.

        pozdrawiam
        Ania
        • kerstink Re: jestem prezesem firmy rodzinnej - i co jeszcz 13.10.03, 22:13
          Wlasnie to ta ksiazka. Napewno jest przetlumaczona na niemiecki.
          K.
Pełna wersja