orinoko130
27.12.08, 01:31
Może to przez ten świąteczny czas taka nostalgia mnie ogarnęła...Tak ciężko
się przyzwyczaić, takie inne wszystko tutaj(mieszkam w UK), nie złe, nie
dobre, po prostu inne. Jest takie powiedzenie - starych drzew się nie
przesadza. I choć mi do starości jeszcze trochę brakuje, to jeśli mieszka się
przeszło 30 lat w Polsce, tak ciężko zamieszkać nagle gdzie indziej. Nasza
emigracja to taka przymusowa emigracja. W nadziei na lepsze życie, życie wolne
od większych trosk materialnych. Mam troje dzieci i nawet gdy oboje w Polsce
pracowaliśmy - nie było zbyt różowo. Skończyłam studia, jestem pedagogiem,
wiecie jakie mogłam mieć zarobki - marne. Mój mąż - mechanik - starał się jak
mógł. Nie mieliśmy niestety mieszkania, na pomoc materialną rodziny nie
mogliśmy liczyć. Mój mąż wyjechał pierwszy, znalazł pracę, nowych znajomych,
jakoś się tu zaaklimatyzował. Ja dołączyłam do niego z dziećmi dwa lata
później. I choć materialnie wiedzie się nam lepiej, to tak bardzo tęsknię za
siostrą, za siostrzeńcami, za moim miastem, za zapachem lasu, za osiedlowym
sklepikiem w którym od rana pachniał najsmaczniejszy pod słońcem chleb.
Wściekła jestem na to że choć żyję uczciwie i dobrze, tak mało mam w swojej
ojczyźnie szans na godne życie. I biję się z myślami bo nie wiem co gorsze
- czy żyć w Polsce i wciąż martwić się czy wystarczy na "normalne" życie,
czy żyć tu i tak boleśnie tęsknić za tym wszystkim co ukochane i co
zostawiłam. Czy jest jakiś sposób na takie rozterki "emigranta", czy to już
zawsze tak będzie? Tak boleśnie?