prpa
24.12.09, 13:21
to nie narodzenie Jezusa.
to nie spotkania z bliskimi.
to nie czas pojednania.
to...jedzenie, Boze, gory jedzenia! Nie jestem glodna a musze usiasc do stolu
i jesc. I to na dodatek tak, aby nikt nie komentowal tego co i ile zjadlam
(nie zjadlam?)
Patrze na swieta przez pryzmat jedzenia (!), i to nie takiego, ktore zjem z
przyjemnoscia, ale takiego, ktore trzeba zjesc bo przeciez to wigilia!
Nie pamietam co to znaczy cieszyc sie jedzeniem, zjesc batonika czy cokolwiek
innego bez wyrzutow sumienia i rozpamietywania, ze moze mnie to utuczyc.
Praktycznie nie bywam glodna. A gdy juz jestem, to glod traktuje jak cos co
jest, ale nie zwracam na niego uwagi. Nic z tym nie robie, jakby sygnal nie
docieral do mozgu-"czujesz glod, wiec powinnas cos zjesc" a ja czuje glod i
nawet nie zauwazam, ze on jest.
Zauwazylam tez cos dziwnego i zastanawiam sie, czy ktos z was tez tak ma-
otorz ja WSTYDZE sie tego, ze jem. Gdy juz w koncu zmusze sie, zeby zjesc, to
wole, zeby nikt tego nie widzial. Czuje, jakby mial sobie pomyslec "przeciez
ona nie powinna jesc". Dziwne:(