swięta to piekło

04.04.10, 12:14
zwłaszcza dla bulimików..ja juz nawet nie moge wymiotować. Po 1o
latach i ostatnich paru miesiacach doszłam do sciany - fizycznie juz
nie mogę.
zwijam sie teraz w bólu, myslac co zrobic żeby rodzina nie
zaciągnęła mnie tylko przed nastepny stół.. Gdyby tylko wiedzieli
ile to kosztuje.. frustracja, strach i wściekłoś. Prawdopodobnie dam
sie jednak zawlec-
jak przedmiot, jak zawsze.

tak własnie wyladaja dla mnie swieta.
pozdrawiam wszystkich.
    • flying_pietruszka Re: swięta to piekło 04.04.10, 23:20
      Ja też jestem bulimiczką więc witaj w klubie. Wczoraj wieczorem nie mogłam
      zasnąć bo myślałam co będzie dzisiaj podane, w jakiej ilości wolno mi to zjeść
      i że rodzina będzie patrzeć. I rzeczywiście mi się udało, każdy dietetyk by mnie
      pochwalił, ale co to za sukces skoro cały dzień myślałam tylko o jedzeniu?! A
      teraz się upiłam żeby to odreagować bo jedzenie już przestało mi sprawiać
      przyjemność :( Coraz częściej jem poprawnie, ale coraz więcej piję w samotności.
      To nie jest takie proste, silna wola nie wystarczy...
      • bonafide4 Re: swięta to piekło 05.04.10, 12:14
        niezły zbieg okoliczności.. tez piłam - wczoraj przy tym jedzeniu
        było mi juz wszystko jedno..dzięki wódzie przynajmniej jakoś
        przetrwałam te kilka godzin. Potem oczywiście było gorzej ..tak jak
        pisałam nie moge już wymiotować więc prawie nie spałam w nocy przez
        to wrażenie wypchania żarciem (przed świętami 3 dni głodówki więc
        sobie wyobrażasz..). Dzisiaj powiedziałam że nigdzie nie idę (też
        mam więc na koncie niesamowity "sukces")
        > To nie jest takie proste, silna wola nie wystarczy...
        wiem. Ja narazie wybieram strategię ucieczki - kiedy mieszkam sama
        napady są rzadsze..za 2 dni wracam więc do siebie (po 6 miesiącach
        mieszkania z rodzicami podczas których doprowadziłam sie do swojego
        obecnego stanu). Z drugiej strony powraca wtedy problem picia.
        Tym razem jednak mam zamiar pójśc na terapię. i chociaż przeraża
        mnie państwowa służba zdrowia:/.. zrobię 2 podejście.
        Z reszta nawet nie chodzi tu o samego psychologa/psychatrę.. mam
        małe co prawda doswiadczenie w wychodzeniu z choroby ale mysle że 10
        lat milczenia to za długo. Rodzinie nie powiem nigdy ale myslę że
        wsparcie kogoś kto rozumie a nie ocenia, jest też bardzo ważne.



      • zaq123455 Re: swięta to piekło 10.04.10, 17:12
        a mnie swieta trzymaja do teraz. rozstawiłam sie i nie umiem
        przystopowac. teraz tez czuje ze tak sie najadłam ze zaraz mi
        rozsadzi zoładek. nie moge zwymiotowac bo juz mi gardło zaczyna
        krwawic wiec nałykałam sie tabletek na przeczyszczenie i zaraz
        popije jakas herbatka moczopedna. a juz było tak dobrze... od jutra
        juz bede normalnie sie zahowywac...mam nadzieje
    • lala_mariolka Re: swięta to piekło 05.04.10, 13:00
      doskonale Cie rozumiem, ja tez juz jestem na skrau psychicznego
      wyczerpania;/
      nie jestem w stanie siedziec przy stole patrzec na cala rodzine
      opychajaca sie do woli i udawac ze wszystko okej, ze jem z
      przyjemnoscia...
      szczesliwie swieta juz sie powoli koncza, jeszcze tylko jeden
      rodzinny obiad i wszystko wraca do normy:)
      • lola.b Ku pokrzepieniu 05.04.10, 13:15
        Leczę się z anoreksji bulimicznej.Od maja zmieniłam terapeutę,biorę leki
        przeciwdepresyjne.To były moje pierwsze normalne święta-nie głodziłam się,nie
        prowokowałam wymiotów,nie myślałam o jedzeniu,wadze,nie przejadałam się,raz
        tylko wymiękłam przy pysznym placku drożdżowym mamy i poczułam się pełna-choć
        nie przejedzona-po prostu pełna.I co?I nic,nie było wyrzutów, położyłam się na
        tapczanie,pogadaliśmy,potem spacer do lasu.Wszystko było kuszące,smaczne,ale
        jadłam wszystkiego po trochę,po to właśnie,żeby wszystkiego spróbować,ale żeby
        się nie przejeść.Wspólne biesiadowanie-rozmowy,śmiechy,żarty,film,jedzenie,było
        super,wreszcie nie bałam się jeść przy innych,nie miałam wyrzutów,nie liczyłam
        kalorii,cieszyłam się smakiem i spotkaniem z bliskimi.Zaliczam wzloty i
        upadki,ale czuję,że wreszcie wychodzę na prostą,czego i Wam życzę.
        • lala_mariolka Re: Ku pokrzepieniu 05.04.10, 15:42
          gratuluje i zazdroszcze:) jakos trudno mi uwierzyc ze i mi sie
          kiedys uda tak przezyc swieta:) ale bede walczyc, juz chcoiaz tyle
          postanowilam:)
Pełna wersja