A ja NAprawde z tego wyszedłem

01.06.10, 23:11
4 lata choroby, 4 lata walki z wlasnym cialem. rok terapii zamknietej.
oddzial zaburzen odzywiania. szalenczy ped do zdrowia. tak dostalem w
dupe ze mam juz seredcznie dosc chorowania. w szpitalu obserwowalem
takich samych jak ja truposzow i doszedlem do wniosku ze kazdy musi
osiagnac swoje własne dno. Ana wycierala moja twarza posadzki. W koncu
musialem powiedziec dosyc!

teraz tez sie kontruluje ale w druga strone. nie wyjde z domu bez
sniadania. zeby sie walilo i palilo musze wejsc do knajpy na obiad.
conajmniej 4 posilki dziennie. Nie ma zadnego liczenia, wybrzydzania.
nie wolno mi wymiotowac. moge plakac, hustac sie na lampie, i wyrzucac
szklanki przez balkon ale nie wolno mi sie złamac. wymaga to ode mnie
ogromnie duzo samozaparcia. mialem wpadke ale bardzo szybko sie
otrzasnalem. na wage staje bardzo rzadko. utrzymanie wagi jest
piekielnie trudne. mimo jedzenia wcale nie rosnie. ana naprawde siedzi
w glowie i trzeba ja pokonac. to nie jest łatwe ale da sie. mialem tu
nie wchodzic bo omijam takie fora ale chcialem Wam o tym powiedziec.
kiedys tu przychodzilem sie wyplakac i ponakrecac i jakby mi ktos rok
temu powiedzial. mikolaj kiedys tu wpadniesz i napiszesz " wygralem"
to bym sie popukal w czoło i nie uwierzyl za skarby swiata. ide zjesc
czekolade trzymajcie sie.
ps. polecam ozo w łodzi bardzo mi pomogli. Nauka jedzenia od podstaw.
psychoedukacja. zajecia relaksacyjne.
    • anty_pro_ana Re: A ja NAprawde z tego wyszedłem 02.06.10, 10:01
      Szacki - to fantastycznie. Bardzo się cieszę.
      • lola.b Re: A ja NAprawde z tego wyszedłem 02.06.10, 22:20
        Gratulejszyn:)

        Ja też najgorsze mam już za sobą:)
    • daisyd Re: A ja NAprawde z tego wyszedłem 03.06.10, 11:23
      Jejciu, chyba z rok tu nie zaglądałam. Szacki ja Cie doskonale pamiętam. I tez
      się cieszę na maxa, ze Ci się udało. SUPER!!!!!!!!
    • agikom Re: A ja NAprawde z tego wyszedłem 03.06.10, 20:38
      owszem, dno i ogladanie innych na dnie pomaga. stawia na nogi.
      mnie tez pomoglo i podobnie jak ty robie wszystko, zeby sie nie poddac, przywiazuje sie niewidzialnymi sznurami do lozka i 15 minut leze po jedzeniu. i jakos radze sobie.
      jesli chodzi o odzial ozo w lodzi...
      jestem przeciwna takim oddzialom,ktore uczą jeszcze bardziej skupiac wszystko na jedzeniu. tam zycie kreci sie tylko wokol niego. i pacjentow i pielegniarek.
      ja polecam gdans oddzial nerwic w akademii. ale tylko dla tych co chca i nie oszukuja samych siebie.
    • juleja Re: A ja NAprawde z tego wyszedłem 09.06.10, 15:58
      Gratulacje.
      Jesli Ci nie obrzydły , to wracaj do pomodorów, Uli.
      • papaciajka Re: A ja NAprawde z tego wyszedłem 12.06.10, 13:42
        w 100% się zgadzam.
        Pilnowanie się, żeby zjeść śniadanie, co najmniej 4 posiłki byle regularnie, nie
        ważyć się i żyć, po prostu żyć pełnią życia. :)

        Ponad 2 lata jestem zdrowa.
        Nie przytyłam. Czasami ludzie mnie zaskakują mówiąc, że schudłam. Nie wiem, nie
        wchodzę na wagę. Moje odbicie w lustrze już mnie nie straszy, bo się
        uśmiecha-nareszcie szczerze.
        Dalej się pilnuję, bo bywa trudno, ale nie wracam.
        Bo znalazłam na siebie sposób, tak jak Ty.

        GRATULACJE WIELKIE! :)
    • liwilla8 Re: A ja NAprawde z tego wyszedłem 12.06.10, 20:25
      A ja nie mogę zrozumieć jak zjedzenie czekolady może być oznaka wyzdrowienia.
      Dlaczego właśnie czekolady a nie zdrowego, normalnego obiadu który sama sobie
      przygotuję i zjem w spokoju?
      Wiem, że zjedzenie czegokolwiek słodkiego pcha mnie z powrotem w chorobę. Dziś
      zjem kawałek czekolady, a już jutro nie zjem obiadu, pojutrze zjem maksymalnie
      dwa posiłki, i to byle jakie... w koncu przestanę jeść cokolwiek bo na nic nie
      będę miec ochoty.
      Tylko pilnując regularnych posiłków złożonych ze zdrowych produktów jestem na
      dobrej drodze, z dala od anoreksji.
      • mauamee Re: A ja NAprawde z tego wyszedłem 12.06.10, 20:36
        liwilla8 napisała:

        > A ja nie mogę zrozumieć jak zjedzenie czekolady może być oznaka wyzdrowienia.

        a ja nie mogę zrozumieć jak jedzenie czegokolwiek może być oznaką wyzdrowienia
        • liwilla8 Re: A ja NAprawde z tego wyszedłem 12.06.10, 23:04
          To ma być ironia? Myślałam że na tym forum to się nie zdarza, że tu można dostać
          wsparcie i akceptację, że to miejsce w którym mogę poczuć się bezpiecznie. Widzę
          że się myliłam.
          Przychodzę tu po pomoc, bo wciąż nie mogę sobie poradzić z chorobą, mam mnóstwo
          wątpliwości, niepewności, źle mi z tym. Ale jak widać wszędzie są tacy którzy
          tylko czekają by komuś w bardzo wyrafinowany sposób dowalić.

          Nie tracę nadziei że znajdzie się ktoś kto wypowie się w inny sposób i pomoże mi
          to zrozumieć.
      • anty_pro_ana Re: A ja NAprawde z tego wyszedłem 13.06.10, 00:50
        Nie przejmuj się mauamee, mam wrażenie, że przemawia przez nią/niego przede
        wszystkim frustracja (nie tylko w tym wątku).

        Postaram się odpowiedzieć na Twoje pytanie, choć problem mnie osobiście nie dotyczy.

        > A ja nie mogę zrozumieć jak zjedzenie czekolady może być oznaka wyzdrowienia.
        > Dlaczego właśnie czekolady a nie zdrowego, normalnego obiadu który sama sobie
        > przygotuję i zjem w spokoju?

        Po pierwsze - dla osoby, która nie ma problemu z jedzeniem zjedzenie czekolady
        jest czymś zupełnie normalnym. Nie wiążą się z tym żadne wyrzuty sumienia, ani
        gorsze samopoczucie.
        Po drugie - osoby, które wyszły z ED i nie potrafiły zjeść czekolady, ani nic w
        tym stylu, bez wyrzutów sumienia i dokopywania samym sobie, takie zwyczajne
        zjedzenie czekolady oznacza, że udało im się pokonać jakąś tam barierę.

        > Tylko pilnując regularnych posiłków złożonych ze zdrowych produktów jestem na
        > dobrej drodze, z dala od anoreksji.

        Powiedziałabym, że to tylko etap pośredni. Nie chodzi o to, żeby zajadać się
        fast foodami i słodyczami, ale żeby dotrzeć do takiego etapu, gdzie je się
        zdrowo, regularnie, a gdy zdarzy się okazja, aby spróbować coś niekoniecznie
        zdrowego, móc to zrobić bez negatywnych uczuć i nie koncentrować się na tym jako
        na jakimś wielkim wydarzeniu. Samo sformułowanie "pilnować się" bardzo źle
        kojarzy mi się w kontekście anoreksji. Bo od takiego pilnowania jest tylko krok
        do ograniczania kalorii i eliminowania kolejnych produktów z jadłospisu.
        Rzeczywiście taka kontrolowana zdrowa dieta jest etapem, ale celem jest
        nauczenie się normalnego jedzenia, które nie polega na tym, że człowiek
        bezustannie musi się pilnować i kontrolować w tym co je.
        Nie podoba mi się też sformułowanie "jeść w spokoju". Kojarzy mi się to z
        jedzeniem pod czyjąś kontrolą, z czymś co kosztuje znaczny wysiłek. A przecież w
        "normalnym" - nie zaburzonym - jedzeniu chodzi o to, aby była to
        najnormalniejsza czynność na świecie.

        Pozdrawiam :-)
        • liwilla8 Re: A ja NAprawde z tego wyszedłem 13.06.10, 07:11
          Bardzo Ci dziękuję. To wydaje się rzeczywiście takie proste i normalne, szkoda
          że nie potrafię tego zastosować w swoim życiu.
          • anty_pro_ana Re: A ja NAprawde z tego wyszedłem 13.06.10, 09:12
            Liwilla8 - nawet jeżeli teraz tego nie potrafisz, to nie znaczy, że będzie tak
            zawsze. Pozdrawiam :-)
            • szacki marcepan 13.06.10, 23:19
              tak a propos czekolady. Strasznie sie zdziwiłem jak po przyjęciu na oddział zabrali mi czekoladę, pudełko pralinek i pistacje i schowali
              do szafy zamykanej na klucz. Myślałem ze mnie pochwala. powiedzą :
              mikołaj wow coz za postawa brawo, a tu nie, tylko chowamy, chowamy
              szybciutko. Myślałem o tej czekoladzie bez przerwy. A jak juz przyszedł ten dzień ze mogłem ja zjeść to nawet nie wyciągnąłem jej z
              szafki tak sie balem.
              A co do pilnowania. Faktycznie jest tak ze po szpitalu piekielnie przestrzegałem pór i ilości posiłków a teraz jest lipa. Fajnie klawo
              i górą nasi bo zupełnie przestałem to kontrolować, a z drugiej strony
              lipa bo jak pani psycholog poprosiła żebym zapisał co jem to wyszło
              na to ze nędza bo nie mam czasu, bo ciagle w biegu, bo to bo tamto. "
              "mikolaj jak ty schudles ojoj a tak ladnie wyglądałeś po szpitalu" -
              schudlem bo zżera mnie stres bo praca bo mieszkanie bo przeprowadzka
              ale kurcze w koncu czuje ze zyje.
              • troche_smutna1 Re: marcepan 14.06.10, 03:47
                Ale mam pytanie - czy "pilnowanie się" jest zawsze złe? Przecież
                mnustwo osób zdrowych, które nigdy nie miały nic wspolnego z ED,
                mówi np.: "pyszne było, ale dziękuję za kolejną dokładkę" albo że
                zjadło już dziś ileś tam ciastek i na dziś wystarczy, mimo, że w
                sumie mają ochotę, czy są szczupłe, czy grubsze. Czy w takim razie
                my, jako zdrowiejący z anoreksji czy bulimii, mamy zawsze jeść
                wszystko i tyle ile mamy ochotę bo inaczej znaczy, że ciągle
                jesteśmy chorzy? Przecież czasem nie je się dalej nie dlatego, że
                czujesz się najedzona ale też dlatego, że wiesz, że np. nie powinno
                się zjadać 3/4 tortu na raz.
                • anty_pro_ana Re: marcepan 14.06.10, 09:39
                  Myślę, że "pilnowanie się" trzeba rozumieć trochę inaczej - uwzględniając przede
                  wszystkim emocje jakie towarzyszą jedzeniu. Zjedzenie ekstra porcji nawet gdy
                  nie jest się głodnym nie jest niczym złym, pod warunkiem, że nie staje się
                  normą, i że nie budzi wyrzutów sumienia, nie prowadzi do natychmiastowego
                  zaostrzenia dieta po takim wyskoku itd.
                  Myślę, że dopóki to, co i ile się je znacząco wpływa na nastrój, emocje i
                  samopoczucie, to trzeba bardziej się "pilnować". W momencie, gdy podchodzisz do
                  tego na zasadzie - zjadłam, było pyszne, dziękuję za dokładkę lub poproszę
                  jeszcze o mały kawałeczek, a potem przechodzisz nad tym do porządku dziennego,
                  to jest to OK.
                  O tym ile się zjada powinno decydować to, czy jesteśmy najedzeni, ale także
                  "zdrowy rozsądek" - tak jak z tym tortem. Dopóki ktoś nie jest w stanie zaufać
                  swojej ocenie, to wtedy trzeba się pilnować tak, aby nie jeść za mało, ani za dużo.
              • anty_pro_ana Re: marcepan 14.06.10, 09:44
                Domyślam się, że zabrali Ci te słodycze, bo na oddziale były osoby, dla których
                ich obecność lub sam fakt zjadania przez Ciebie, byłyby dodatkowym źródłem
                napięcia i stresu. Oddział to jednak kontrolowane warunki, w których dieta jest
                ściśle określona. Słodycze mają być tylko dodatkiem, więc w leczeniu na oddziale
                zwykle zaczyna się od takiej ściśle określonej diety, a do słodyczy dochodzi się
                potem.

                Nawet nie wiesz jak bardzo optymistyczne jest to co napisałeś - że czujesz, że
                żyjesz. Ale dbaj o siebie :-)
Pełna wersja