Dodaj do ulubionych

jak mi idzie - raport

15.02.05, 21:31
zaczynam egocentrycznie, ale jest tu miejsce dla Was wszystkich i jak Wam
idzie

u mnie bez B. gdzies od konca grudnia, z dwiema (starymi juz) wpadkami.
wczoraj stresujace Walentynki, wlasciwie drugi weekend pod rzad gdy rycze z
powodu zwiazku. wczoraj bylo niebezpiecznie: kupilam 'milemu' jedzenie bo
siedzial dlugo w pracy - minelismy sie, zostalam z zarciem i bolem bycia
samej. nawet odrobiny sportu nie chcialo mi sie uprawiac, a to mnie trzyma w
formie. dzis zaczelam ranek od slodkiego, z mysla: czemu nie moge sobie
pozwolic na choc troszke, TAK BARDZO CHCE DAC COS DOBREGO SOBIE, troszke sie
ukoic.

mruga mi czerwone swiatelko ze balansuje na linie. dzisiaj ide na terapie
grupowa, dzisiaj chyba jakos przebrne ale boje sie ze zbiera mi sie na kryzys.

kilka juz przeszlam bez wpadki. chcialabym i teraz dac rade. boje sie
dziewczyny...!!
Obserwuj wątek
    • fiona83 Re: jak mi idzie - raport 15.02.05, 21:46
      Dasz rade towarzyszko!
      Moja anoreksja tak wlasnie sie skonczyla - zapalilo sie niesamowicie czerwone
      swiatlo, lina pekla i ja spadlam....Tylko ze mialam siatke zabezpieczajaca w
      postaci tej niewielkiej resztki zdrowego rozsadku.....Po przytyciu pierwszych 5
      kg myslalam ze umre. Ale nie umarlam, zyje i to zycie nie sklada sie juz tylko z
      kolejnych pustych i bezsensownych dni skoncentrowanych na jedzeniu.Bo to
      jedzenie jest juz w cieniu wszystkich drobnych szczesc oswietlanych przez slonce
      wstajace kazdego dnia.... Owszem sa pochmurne dni. Ale wyz nadchodzi.....uwierz
      ze tak jest tez w twoim przypadku.Trzymam kciuki!
    • 30stka Re: jak mi idzie - raport 16.02.05, 01:44
      Hejka Maybe!
      Ja znowu do Ciebie z jakimś cytatem, który w jakiś sposób może Ci pomoże (?):
      "Einstein twierdził, że nieprawidłowe dane wejściowe wymagają co najmniej
      jedenastokrotnie większej liczby danych poprawnych dla zrównoważenia negatywnej
      informacji. Inaczej mówiąc, trzeba wielu pozytywnych myśli, by przezwyciężyć
      jednego "umysłowego śmierdziela"".
      "Nie dlatego śpiewasz, że jesteś szczęśliwy; jesteś szczęśliwy dlatego, że
      śpiewasz." (idea jest taka: "działaj tak, jakbyś był zakochany, a będziesz
      zakochany")
      "Z całą pewnością słyszeliście, że możemy widzieć u innych tylko to, co jest w
      nas. Szukajcie dobra u bliźnich waszych - to najlepszy sposób znalezienia go w
      sobie."
      "(...) człowiek funkcjonuje podobnie jak rower: gdy nie jedzie do przodu w
      określonym kierunku - zgodnie z obranym celem - traci równowagę i przewraca
      się."
      "idź tak daleko, jak daleko widzisz; kiedy tam dojdziesz, będziesz mógł zawsze
      widzieć jeszcze dalej."
      "jeśli czegoś bardzo pragniemy, musi się to stać naszym konkretnym celem. Gdy
      będziemy dążyć do tego celu, nie dopuszczając myśli o porażce, zdarzy się wiele
      rzeczy, które pomogą nam go osiągnąć."

      Maybe, trzymam kciuki, a Ty trzymaj się tych "złotych myśli", one mi kiedyś
      bardzo pomogły :-)
      Pozdrawiam, Magda
      • katarzyna2005 Re: jak mi idzie - raport 16.02.05, 15:16
        Magda
        Bardzo dziekuje za te cytaty, przepisalam wszystkie. Tez jestem w dolku, tak od
        niedzieli, bardzo blisko zalamania sie, wiec szukam pomocy takze tu. Bardzo to
        madre, pocieszajce, bede o tym myslala.
        Pozdrawiam maybe.
        • maybe123 Re: jak mi idzie - raport 16.02.05, 17:50
          katarzyna - blisko zalamania a jednak sie udalo, dzieki temu jestes dzis
          silniejsza i bardziej doswiadczona. pomysl jak okropnie byloby zaczynac od
          poczatku, ile z tym sie wiaze rozczarowania i jaki dol.

          mnie po wpadce najbardziej wkurzala powracajaca mysl zeby jednak atak brac po
          uwage. jakby wracal do mojego repertuaru. pokazdym wiekszym posilku rozwazalam
          czy wymiotowac czy nie - walki i rozterki po kazdym posilku. z czasem to
          slabnie i teraz rzadko rozwazam opcje ataku/wymiotowania, owszem, pojawiaja sie
          takie mysli, ale moze raz-dwa razy w tygodniu, nie codziennie lub kilka razy
          dziennie.
          co za ulga - nie rozwazac wymiotowania jako mozliwego rozwiazania. otwiera sie
          wtedy tyle innych drzwi.

          tak naprawde to nie wiem jak Ci pomoc, ale wspolczuje i martwie sie i trzymam
          kciuki. pamietaj ze na poczatku wygrywalas taka bitwe kazdego dnia.
          • iiifa Re: jak mi idzie - raport 16.02.05, 19:13
            jak raport to ja troszkę o sobie:
            zaczęłam walke z okazji postu - czyli dziś 7 dzień, ciężko było w walentynki
            (spędziłam je sama w domu) ale wytrzymałam. Jem sporo, dużo:
            obiad w pracy, kilka kaw z mlekiem, i potem kanapeczki. Nie jem słodyczy bo to
            drugie moje postne postanowienie.
            Chciałabym być chudsza jakieś 5 kg. - ale czy to możliwe schudnąć przy walce
            (wyjściu) z bulimii?
            Trzymam się i mam nadzieję ze każdy aktak przetrwam i wygram walke o własne
            życie.
          • dziulka86 Re: jak mi idzie - raport 17.02.05, 09:23
            Maybe zawsze są wzloty i upadki,a dołek zawsze możne zwalić na pogodę. a mi dzisiaj tak melanocholijnie-błogo i z tego właśnie powdu pozwolę sobie zamieścić wierz, dzięki któremu chce mi się żyć

            Żeby coś się zdarzyło
            Żeby mogło się zdarzyć
            I zjawiła się miłość
            Trzeba marzyć
            Zamiast dmuchać na zimne
            Na gorącym się sparzyć
            Z deszczu pobiec pod rynnę
            Trzeba marzyć

            Gdy spadają jak liście
            Kartki dat z kalendarzy
            Kiedy szaro i mgliście
            Trzeba marzyć
            W chłodnej, pustej godzinie
            Na swój los się odważyć
            Nim twe szczęście cię minie
            Trzeba marzyć

            W rytmie wietrznej tęsknoty
            Wraca fala do plaży
            Ty pamiętaj wciąż o tym
            Trzeba marzyć
            Żeby coś się zdarzyło
            Żeby mogło się zdarzyć
            I zjawiła się miłość
            Trzeba marzyć.
            ~Jonasz Kofta

            ...i coś bardziej osobobistego i autorstwa prywatnego:D

            jeszcze jeden raz
            ten ostatni raz
            ułożę się na pachnącej
            latem trawie pośród stokrotek tysiąca
            popatrzę na lekkiego w swym tańcu
            zwinnego motyla
            spojrzę na deszcz-
            szklane kryształki rozbijają się
            o byle kwiat, z tym krzykiem głuchym
            jak ja, kiedy walczyłam.
            z namiętnością dotknę
            bosą stopą fal bijących o brzeg,
            a na nim złoty piasek
            rozrzucony jak ludzkie marzenia
            spłynie na mnie
            słoneczny żar.
            przebiegnę przez zboże
            jeszcze nieukołysane
            ...jeszcze raz-
            ten jeden ostatni
            /raz/.
              • iiifa Re: dzieki :-) 21.02.05, 16:25
                dzis chyba nie wytrzymam, jakiegoś doła mam i tylko mysle o najedzeniu się,
                czuje że zbliża sie atak :((((
                Poproszę kg. siły i pozytywnej energii !!
                  • niobe5 Re: Do Iiifa!!!!!!!!! 21.02.05, 16:34
                    Wlacz sobie spokojna muzyke, poczytaj ksiazke, poogladaj rozne ciekawe stronki,
                    albo pisz, pisz, pisz na forum i nie przestawaj (o wszystkim i o niczym).
                    Pomysl jak bedziesz sie potem czula - fizycznie i psychicznie - za chwile
                    przyjemnosci.. (rzekomej).
                    Trzymaj sie!
                    • yesstem Re: Do Iiifa!!!!!!!!! 21.02.05, 16:37
                      Ja właśnie sprzątam po akcji i nie mogę sobie darować, że to zrobiłam! Przecież
                      nie chcesz przeżywać tego co ja??? Skup się, przypomnij wszystkie okropne
                      doznania związane z atakiem i nie rób sobie krzywdy!
                      • iiifa Re: Do Iiifa!!!!!!!!! 21.02.05, 16:47
                        dziękuje, zaraz wychodze z pracy, jestem zła w środku.. spróbuje wytrzymać. Ale
                        już teraz wiem że musze zjeść porządną kolacje. Spróbuje najpóźniej do 19 żeby
                        potem już nic nie jeść. Właśnie łyknęłam pramolan (przeciwdepresyjny)
                        pomyślałam ze mnie troche uspokoi. Mam jeszcze kilka tabletek dostałam od
                        koleżanki. Zostawi je na tak samo czarną godzinę jak dziś :(.

                        Mam ochote na chleb, bułeczki, słodycze sobie daruje - bo to postne
                        postanowienie :(((.
                        • yesstem Re: Do Iiifa!!!!!!!!! 21.02.05, 16:51
                          Trzymaj się, nie poddawaj. Możesz wygrać! Zjedz kolację, ale najpierw spróbuj
                          ją sobie zaplanować, żeby nie stracić kontroli. Pomyśl na co najbardziej masz
                          ochotę (pomijając te słodycze) i to właśnie skonsumuj, bez wyrzutów. A potem
                          uciekaj byle dalej od kuchni! Trzymam kciuki za Ciebie.
                  • iiifa Re: iiifa, co tam u Ciebie? trzymasz sie? 21.02.05, 19:53
                    no nie jest rewelacyjnie :((
                    najadłam się max: kanapki, spagetti, kanapki,
                    nie wymiotowałam, właśnie usiadłam do komputeka aby wreszcie przestać jeść.
                    Myśli? - mam różne. Raz sobie myśle - "zjedz sobie jeszcze kilka kanapek i
                    zwymiotuj wszystko - i nie przytyjesz i pojadłaś dobrych rzeczy".
                    Lub: "nie możesz tego zrobić, walcz, napiszesz dziewczynom na forum ze sie
                    udało..."
                    Jestem bardzo najedzona, mam pełny brzuch, ale obiecuje że dziś juz nic więcej
                    nie zjem, także nie zwymiotuje. Będę twarda. Wypije herbatke. Jutro na wieczór
                    musze coś zaplanować bo ciężko jest tak wytrzymać nie jeść i siedzieć w domku...
                    Dziękuję dziewczyny za troskę. Dzięki Wam jest mi lepiej.
                    Pozdrawiam.
                    • niobe5 Re: iiifa, co tam u Ciebie? trzymasz sie? 21.02.05, 20:02
                      No wlasnie te mysli... zrobic to.. nie zrobic.., zwymitowac..., nie
                      zwymiotowac...
                      Przyznajcie, ze jezeli te negatywne mysli chociza o 1 milionowa przewaza nad
                      tymi pozytywnymi to trudno pozniej powstrzymac ciag dalszy...

                      Trzymaj sie Iiifa! Kazdy normalny czlowiek czasem sie najada i nic sie nie
                      dzieje. Zrelaksuj sie teraz, uspokoj. Zrob sobie goracej harbatki, wez kapiel i
                      idz do lozeczka.

                      Buziaki

                    • 30stka Re: iiifa, co tam u Ciebie? trzymasz sie? 21.02.05, 20:18
                      "nie możesz tego zrobić, walcz, napiszesz dziewczynom na forum ze sie
                      > udało..."
                      Właśnie, właśnie, właśnie - to bardzo ważne co piszesz. Myślę, że to jest
                      naprawdę bardzo budujące, kiedy uda się przetrwać jakieś trudne chwile bez
                      wymiotowania i później można napisać na forum o swoim zwycięstwie. Właśnie to
                      jest trochę jak z odpowiedzialnością za innych - nie poddam się, bo ktoś też
                      może się załamać przeze mnie. Wiem, czasem może się nie udać, w końcu to jest
                      choroba, ale trzeba dać z siebie wszystko, żeby inni widzieli, że to nie jest
                      taka prosta sprawa, że to boli, że to jest cholernie poważna sprawa cały ten
                      proces zdrowienia. Nie poddawaj się w tej walce!
                      Najadłaś się za bardzo - no trudno, jeszcze jest parę godzin do końca dnia,
                      jakoś musisz to przeżyć.
                      A jutro musi być lepiej - już dziś o tym pomyśl.
                      Pozdrawiam, Magda
                    • maybe123 Re: iiifa, co tam u Ciebie? trzymasz sie? 21.02.05, 22:04
                      no przejadlas sie, trudno. na szczescie jeszcze nie na maxa. ja sobie w takich
                      przypadkach mowie: jesli zwymiotuje, to sie nie naucze jest normalnych porcji.
                      tylko wzmoge swoj brak odpowiedzialnosci i kontroli. a ze sie czuje fatalnie po
                      obzarciu, to i dobrze, niech mi sie to skutecznie zapamieta to bede miala
                      motywacje nastepnym razem jesc normalnie.

                      mysle ze moze takie doswiadczenie potrafi zmienic schemat
                      najesc sie-anulowac to zachowanie
                      na
                      najesc sie->ponosze konsekwencje. Mi osobisice to pomaga. jak wiem ze
                      wymiotowanie nei wchodzi w gre, to po prostu nie jem az tyle... no, czasem
                      troceh za duzo, ale na pewno nie tak jak przed atakiem.
                      • iiifa Re: iiifa, co tam u Ciebie? trzymasz sie? 22.02.05, 07:53
                        jest rano, pije kawke w pracy i czytam co do mnie napiałyście. Wytrzymałam.
                        Wczoraj jeszcze wypiłam trochę wina na lepsze trawienie. Dziś od razu po pracy
                        wychodzę do znajomych więc będzie łatwiej. Cieszę się że wczoraj wytrzymałam.
                        Nawet nie chce myśleć o kolejnej porażce. O tym że mogłabym tu teraz pisać o
                        tym ze od jutra czy tam od dziś znów zaczynam walkę. Mogę napisać ze
                        wytrzymałam i ze to już kolejny dzień mojej walki(dokładnie 14). Wiem że to nie
                        długo, ale wierze że to początek zdrowego okresu mojego życia. Pozdrawiam
                        Gwiazdki i dziękuje za pomoc. Dziękuję.
                        • maybe123 Re: iiifa, co tam u Ciebie? trzymasz sie? 22.02.05, 17:22
                          14 dzien... wow... to juz kupa czasu. czternascie dni oznacza ze juz niejedna
                          pokuse pokonalas :)))) i niejeden kryzys :)) to nie to samo co wytrzymac
                          dzien, dwa, bo okolicznosci sprzyjaja.

                          tak sie ciesze ze Ci sie udaje :)))

                          ja mam dzin 55 chyba, z tym ze gdzies na poczatku mialam dwie wpadki po ktorych
                          milosiernie nie zaczelam liczyc od nowa. chyba dlatego ze nawet w ich trakcie
                          mialam juz w pewiem subtelny sposob inaczej poukladane w glowie. trzymam sie
                          tego jak moge. i powiem tyle: na kazdym etapie sa nowe wyzwania, zmienia sie
                          natura "pokus". dalej musze uwazac.

                          na przyklad na poczatku bylam bardzo dumna z tego ze mi sie udaje, i ta dobra
                          duma pomagala mi wytrwac. z biegiem czasu niewymiotowanie staje sie normalne,
                          nie czuje juz takiej dumy, i troche mi smutno. pojawiaja sie mysli, 'skoro nie
                          mam problemu z bulimia, to nie mam pretekstu do traktowania siebie w szczegolny
                          sposob'. Na poczatku wychodzenia dlbalam o wolny czas dla siebie, o drobne
                          przyjemnosci, pod pretekstem 'musze, bo walcze o czystosc od wymiotowania'. A
                          gdy juz tak bardzo nie walcze, to co? To sie okazuje ze jednak nie daje sobie
                          prawa do tych wszystkich drobnych luksusow tylko dlatego, ze po prostu jestem.
                          Jesli nie jestem bardzo chora, to 'powinnam' wziac sie w garsc, wiecej
                          pracowac, wiecej robic dla innych, brac ich uczucia bardziej po uwage, itp.

                          Im dalej w las, tym dziwniejsze stwory wylaza, z ktorymi na poczatku nie
                          wiadomo jak sobie poradzic.

                          Zreszta dlatego ciagle pisza tu na forum. Czasem mi sie wydaje ze nikt mnie nie
                          zrozumie, ale nie raz sie przekonalam ze wiele z nas mierzy sie jednak z
                          podobnymi wyzwaniami.

                          W kazdym razie serdecznie pozdrawiam i zycze powodzenia w dalszej wedrowce 'w
                          las'. Mam nadzieje ze moje wynurzenia troszke Ci pomoga, przynajmniej rozne
                          uczucia nie beda takim zaskoczeniem.

    • erna7 Re: jak mi idzie - raport 22.02.05, 22:40
      Jak mi idzie?Powoli...Ale zawsze do przodu!Dwa dni bez ataków to dla mnie
      sukces.Tylko te obsesyjne myśli o jedzeniu.Póki co trzymam się.
      Pozdrawiam wszystkie Walczące.Nie dajmy się!!!
      • niobe5 Re: jak mi idzie - raport 23.02.05, 00:04
        Dzisiaj mialam maly kryzys.. (po 11 dniach). Wlasciwie przez te ostatnie dni
        nie mialam problemu utrzymac "czystosci" gdyz nie mialam "ochoty" na atak, wiec
        nie musialam sie nawet jakos zbytnio wysilac.
        Dzisiaj jednak walczylan naprawde. Nie moglam przestac jesc. Najadlam sie wiec
        wszystkimi owocami jakie mialam w domu ale jedyne o czym marzylam to.. wiadomo.
        Bilam sie z myslami i klocilam sama z soba co teraz? Co robic?
        Zaczelam ogladac strony z sukniami slubnymi na moj slub w przyszlym roku i..
        (jakim cudem???) prawie zapomnialam o ataku.
        I o dziwo przed chwila wsunelam jeszcze troche slodyczy nalezacych do mojego
        chlopaka i wcale nie czuje sie zle. Przeciez kazdemu moze sie zdarzyc, prawda?
        Kazdy normalny czlowiek ma prawo na troche slodyczy od czasu do czasu.
        Jednego sie boje. Przewaznie jak juz wpadne w ciag (tzn. mam atak) to trudno mi
        z niego wyjsc dopoki nie zwymiotuje. Czyli przez kilka nawet dni mam ataki i
        nie potrafie ich zatrzymac dopoki nie zwymiotuje.
        Glownym wiec moim dylematem teraz jest to jak nie dopuscic do trwania tego
        ciagu. Jak zatrzymac go zanim na serio sie zacznie = jak nie kontynuowac go
        jutro i przetrwac nastepne 11 dni w takiej lekkiej i latwej czystosci jaka
        mialam wczesniej...
        Dobrankoc
        • iiifa Re: jak mi idzie - raport 23.02.05, 10:35
          dziś jest mój 15 dzień. Dzięki za słowa otuchy i pocieszenia. Też zauważam u
          siebie ciągłe nowe rzeczy, problemiki, uczucia, myśli. Główne myśli, a
          właściwie myśl (=jedzenie) pozostaje niezniennie w mojej głowie. Ale są nowe
          mniej ważne (przynajmniej takimi chce je uczynić) np. czy już wyzdrowiałam i
          nie moge pozwolić sobie na jednorazową akcję w kibelku, czy jest sens z tego
          wychodzić itd, czy w ogóle kiedyś z tego wyjde????
          Walcze. Walcze i jestem z wami. Pozdrawiam.
        • 30stka Do Niobe 23.02.05, 10:48
          Ja odnośnie tego fragmentu:
          > Jednego sie boje. Przewaznie jak juz wpadne w ciag (tzn. mam atak) to trudno
          > mi z niego wyjsc dopoki nie zwymiotuje. Czyli przez kilka nawet dni mam ataki
          > i nie potrafie ich zatrzymac dopoki nie zwymiotuje.
          > Glownym wiec moim dylematem teraz jest to jak nie dopuscic do trwania tego
          > ciagu. Jak zatrzymac go zanim na serio sie zacznie = jak nie kontynuowac go
          > jutro

          Napiszę Ci parę sposobów, które przyszły mi do głowy, a nóż coś sobie z tego
          wybierzesz:
          1. Jeśli pomogło Ci przeglądanie sukien ślubnych -> pooglądaj jeszcze katalogi
          z mebelkami i akcesoriami dla niemowlaków (wiem, że lubisz dzidziusie).
          2. Powiedz swojemu chłopu, żeby wziął Cię w ramiona i przez conajmniej minutę
          mówił do Ciebie, patrząc Ci prosto w oczy: "BARDZO CIĘ KOCHAM" (na mnie to
          zawsze działało).
          3. W myślach powyklinaj tego swojego szefuńcia od najgorszych ... (nie wiem,
          czy tę metodę poleciłby psycholog, ale może choć trochę sobie ulżysz).
          4. Tak samo w myślach przyłuż mu normalnie z piąchy w oko, potem z kopa w
          rozporek, łokciem w kark jak się zegnie po tym kopnięciu - i już będzie leżał u
          Twych stóp wijąc się w bólu (to moja ulubiona metoda - trenowałam przez krótki
          czas Kung-fu i wtedy to biłam się w myślach prawie ze wszystkimi napotkanymi
          facetami - to jakaś zagadka dla psychologa).
          5. Zacznij działać, tzn. - zacznij rozglądać się za nową pracą! Pomalutku,
          pocichutku, a nóż coś Ci się uda znaleźć!

          Trzymam kciuki i życzę powodzenia!
          • niobe5 Re: Do Niobe 23.02.05, 11:04
            Dzieki Magda :)

            > 1. Jeśli pomogło Ci przeglądanie sukien ślubnych -> pooglądaj jeszcze katal
            > ogi z mebelkami i akcesoriami dla niemowlaków (wiem, że lubisz dzidziusie).

            Oj ogladam ogladam codziennie zdjecia dzieciaczkow i lezki mi sie w oczkach
            kreca bo tak bardzo bym chciala swojego. Prawie codziennie sni mi sie, ze
            jestem w ciazy. Dobry pomysl z tymi akcesoriami dla niemowlakow. Dzisiaj sie
            tym zajme :)

            > 2. Powiedz swojemu chłopu, żeby wziął Cię w ramiona i przez conajmniej minutę
            > mówił do Ciebie, patrząc Ci prosto w oczy: "BARDZO CIĘ KOCHAM" (na mnie to
            > zawsze działało).

            Mam to szczescie, ze on mnie tak codziennie przytula, pociesza, dodaje odwagi i
            wsparcia. Nawet chyba nie zdaje sobie sprawy jak bardzo pomaga mi w walce :)

            > 3. W myślach powyklinaj tego swojego szefuńcia od najgorszych ... (nie wiem,
            > czy tę metodę poleciłby psycholog, ale może choć trochę sobie ulżysz).

            Oj te przeklenstwa to nie tylko w myslach leca :). Juz gorszych wyrazow jak
            padly o moim szefie (do mojego chlopaka, siostry, kolezanki) to juz nie
            potrafie wymyslic :). Dobrze mi robi upokarzanie go w myslach - niestety on to
            robi w rzeczywistosci.

            > 4. Tak samo w myślach przyłuż mu normalnie z piąchy w oko, potem z kopa w
            > rozporek, łokciem w kark jak się zegnie po tym kopnięciu - i już będzie leżał
            > u Twych stóp wijąc się w bólu

            No wlasnie ostatnio siostra poradzila mi abym kupila sobie worek treningowy i
            rekawice bokserskie i wyzyla sie na worku wyobrazajac sobie swojego szefa.
            Dobry pomysl, prawda?

            > 5. Zacznij działać, tzn. - zacznij rozglądać się za nową pracą! Pomalutku,
            > pocichutku, a nóż coś Ci się uda znaleźć!

            Masz racje. Wszyscy wokolo mi to mowia. Jutro wychodzi moja ulubiona gazeta z
            praca, wiec biore sie do dziela!


            Dodatkowo jak najszybciej po pracy musze leciec na silownie. Przewaznie po
            cwiczeniach czuje sie tak dobrze, ze mysli o ataku odchodza daleko. Wzielam
            wiec ze soba obiadek zeby nie marnowac juz czasu na robienie go po pracy (zanim
            go zrobie i zjem jest godzina 19 i ochota na silownie calkowicie mi przechodzi
            a pojawia sie ochota na cos innego).

            Jestem pelna wiary, ze mi sie uda. Dzisiaj 12 dzien - nie chce zmarnowac tego
            czasu. Obiecalam sobie, ze przetrwam minimum miesiac, chocby nie wiem co. MUSZE
            dotrzymac obietnicy!

            Buziaki dla wszystkich i milego dnia zycze :)
            • 30stka Re: Do Niobe 23.02.05, 11:09
              Ja również miłego dnia życzę!

              PS
              Nawet jak będziesz na tej siłowni wyciskać jakieś ciężary, to w najtrudniejszym
              momencie wyobraź sobie tego swojego drania, jak mu mina rzednie gdy widzi Cię w
              takiej formie!
                • niobe5 Jak mi idzie - raport 25.02.05, 10:42
                  Dzisiaj 14 dzien.. Czym lepiej sie czuje tym bardziej zastanawiam sie dlaczego?
                  Dlaczego musialam zachorowac? Co sprawia, ze tak trudno wyzdrowiec? Dlaczego
                  pomimo tylu powaznych konsekwencji tak trudno mi przestac wymiotowac?
                  Mam 25 lat, jestem chora przez 10.. Prawie polowa mojego zycia uplynela na
                  objadaniu sie i wymiotowaniu. Przez 10 lat (tzn. troche mniej - odkad zdalam
                  sobie sprawe ze jestem chora) definiowalam siebie jako bulimiczke. Kim wiec
                  jestem i kim bede bez tej "mojej" bulimi? Czy bede potrafila radzic sobie sama
                  z problemami, ktore pojawia sie w moim zyciu? Czy bede potrafila wziac
                  odpowiedzialnosc za to co robie, za moje "humory", za gorsze dni, za slabosci?
                  Do tej pory to bylo proste - wszystkiemu winna jest bulimia.. Co bedzie bez
                  niej?
                  Ona byla i jest tak ogromna czescia mnie i mojego zycia, ze zdrowiejac czuje
                  sie jakby umieral mi ktos bliski... To byla jedyna rzecz, ktora byla taka
                  naprawde moja.. Za jej pomoca mowilam "nie" i wyrazalam bunt przed calym
                  swiatem.
                  Kim bede bez niej? Boze, kim jestem? Co lubie? Jakim jestem czlowiekiem? Co
                  chce robic w zyciu? Nie bede bulimiczka to kim bede?
                  Mam nadzieje, ze dobrze mnie rozumiecie. To nie jest hymn na czesc bulimii. To
                  jest (uzasadniony) strach i lek z powodu powolnego tracenia czegos co przez
                  lata bylo czescia mnie..

                  • fiona83 Re: Jak mi idzie - raport 25.02.05, 10:52
                    Niobe, rozumiem cie. Z racji tego ze dzis lekkiego dolka mam tez sie
                    zastanawialam jak to ze mna bylo gdy rozstawalam sie z anoreksja.....Wiesz,
                    brakowalo mi tego- tego oslabienia, uczucia potwornego glodu, nawet tych
                    wspolczujacych spojrzen ludzi ktorzy patrzyli na ten moj szkielet......Ale za to
                    pojawil sie usmiech na twarzy rodzicow, ktory nie pojawial sie od kilku lat, nie
                    bylo lez. Myslalam ze bede imponowac ludziom jak nie bede jesc. A wiesz czym
                    najbardziej zaimponowalam i imponuje do dzis? Ze jem - sama jem - bez zmuszania
                    - sama sie z tego wygrzebalam. Stracilam kawal zycia - nie odzyskam tego. Ale
                    to co najpiekniejsze to to ze odkrywam swiat i siebie na nowo. I to jest piekne.
                    Ciesze sie z drobiazgow. Ty tez w tym zasmakujesz - tylko musisz byc silna:-)
                    • luka-6 Re: Jak mi idzie - raport 25.02.05, 11:20
                      Niobe mam takie same pytania, trafiłaś w dziesiątkę. Jednego jestem pewna, że
                      każdy rok zycia UCZY naprawdę. Ja mam 28 lat i 3 lata temu napewno bym nie
                      robiła tego co robię teraz i nie myślała bym tak jak teraz. Czasami myślę, że
                      jestem takim osłem, ze wciąż się muszę czegoś uczyć, rozumię to czego nie
                      rozumiałam wcześniej ale ja wiem, że nie każdy potrafi się uczyć całe życie -
                      to jest zaleta. Potraktujmy tą naszą chorobę jak poważne doświadczenie, napewno
                      będziemy zdrowe. Dziewczyny przecierz wy pracujecie tzn. jesteście potrzebne.
                      Pozdrowienia.
                  • 30stka Re: Jak mi idzie - raport 25.02.05, 11:23
                    Przecież przed bulimią też byłaś "kimś", miałaś swoją osobowość, swoje
                    upodobania, swoje sposoby radzenia sobie w życiu. To wszysko wróci, bądź
                    cierpliwa! Trzeba w to wkładać jak najwięcej wysiłku, ale możesz na nowo
                    zbudować siebie - możesz pracować nad takimi cechami charakteru, jakie w Twoim
                    przekonaniu są najcenniejsze, zresztą to można robić tak naprawdę w każdym
                    momencie życia, tylko nie każdy jest tego świadomy...
                    • niobe5 Re: Jak mi idzie - raport 25.02.05, 14:01
                      Wlasnie przed chwila przyszla odwiedzic mnie w pracy kolezanka. Przyniosla 4
                      wielkie kawalki ciasta Tiramisu! Nie moglam odmowic, bo za kazdym razem cos
                      przynosi i juz mi glupio bylo. Zjadlam jeden kawalek (doprawiony wyrzutami
                      sumienia), ona zjadla jeden i sobie poszla. Teraz dwa pachnace kawalki leza na
                      moim biurku. I co zrobie? Chyba jestem zmuszona wyrzucic je do kibla. Takich
                      niespodziewanych stuacji wlasnie najbardziej sie boje.
                      • wodnik73 Re: Jak mi idzie - raport 25.02.05, 14:13
                        Nie znoszę takich sytuacji. Nie dlatego, że trzymam dietę, bo przecież nie
                        trzymam. Ale jak mi ktoś coś dobrego przyniesie kiedy akurat naprawdę nie mam
                        na to ochoty to w takich sytuacjach zawsze wyrzucam albo oddaję.
                        A mam niestety koleżankę, z którą siedzę w jednym pokoju. Ona mi ciągle coś na
                        biurko podrzuca, robi mi kanapki..doprowadza mnie tym do szału !!!!!!!
                          • niobe5 Re: Jak mi idzie - raport 26.02.05, 10:43
                            Oj, ale byl kryzys wczoraj... Drugi podczas tych 2 tygodni. Stracilam
                            calkowicie kontrole nad jedzeniem... Bylam o minimetr od ataku... Jadlam i
                            modlilam sie zeby wrocil juz moj chlopak (wracal z pracy o 22). Przywitalam go
                            placzem i wolaniem o pomoc. Przytulil mnie, powiedzial "Wcale nie stracilas
                            kontroli, gdybys stracila juz dawno bys zwymiotowala, nie mowilabys mi tego.
                            Jestem z ciebie bardzo dumny i bardzo cie kocham. Co takiego sie stalo? Kazdy
                            ma prawo zjesc czasem wiecej. Zapomnij o tym i choc poogladamy jakis filmik".
                            NIe zwymiotowalam. Nie moglam zasnac bo myslalam o tym przepelnionym brzuchu.
                            Pomyslalam sobie dokladnie tak jak pisal juz ktos na tym forum "Chcialas sie
                            najesc? Ponos tego konsekwencje. Cos takiego jak wynmiotowanie nie istnieje.
                            Bedziesz wiedziala nastepnym razem zeby jesc mniej".
                            Tak wiec wytrwalam i jestem naprawde, naprawde z siebie dumna i kocham mojego
                            chlopaka nad zycie!!!
                            A oto moja mala statystyka (moze to glupie, ale to mnie jakos wzmacnia):
                            - moja PRAWDZIWA walka zaczela sie 43 dni temu
                            - w ciagu tych 43 dni bylo 36 dni "czystych"
                            - obecnie jest moj 15 dzien z rzedu "czysty", podczas ktorego mialam i
                            przetrwalam 2 powazne kryzysy

                            Nio i trzymam sie :)
                            Zycze udanego, usmiechnietego dnia.
                            • iiifa Re: Jak mi idzie - raport 27.02.05, 23:37
                              Niobuś - cudownie, aby tak dalej.
                              Ja także trwam. Wspominałam już o niejedzeniu słodyczy - mam wrażenie ze mi to
                              pomaga w tej walce. Ciężko jest wytrzymać byłam u mojego chłopaka w weekend,
                              bardzo wszyscy szanują to ze nie jem słodyczy - jego mama nawet przykrywała
                              pączki aby mnie nie denerwować. Poszliśmy w odwiedziny do jego siostry a tam
                              mój ulubiony sernik :((((((. Patrzyłam na mojego chłopaka jak zajada, wewnątrz
                              byłam strasznie zła, chciało mi się wyć!!!!!! Wypiłam kawkę i kryzys minął...
                              może to co napisałam nie jest związane z tematem = bulimi, ale chciałam
                              powiedzieć co u mnie i pochwalić się osiągnięciem: 19 wolnych dni ;)
                              • wodnik73 Re: Jak mi idzie - raport 28.02.05, 08:26
                                A ja nie mogę sobie odmówić słodyczy. Mogę nie zjeść obiadu ale ciasta czy
                                czekolady nie mogę sobie odmówić. Wcale to nie prowadzi do ataku (na szcęście)
                                ale nie mogę żyć bez cukru :(
                                • moszi_moszi Re: Jak mi idzie - raport 28.02.05, 16:41
                                  cześć dziewczyny,
                                  to mój 5-ty dzień bez objadania sie i przeczyszczania. ciesze sie bardzo, ale
                                  mam prawie potezny kryzys. wszystko wokol mnie wkurza (praca najbardziej).
                                  zjadlam dzis juz troche wiecej niz powinnam, tzn. wiecej niz to sobie
                                  zaplanowalam, bo tak naprawde to juz nie wiem ile powinno sie jesc. po obiedzie
                                  coś mi się przewróciło w głowie i poszłam do sklepu. po jedzenie oczywiscie.
                                  teraz lezy obok mnie (to jedzenie), ale nie mam odwagi go ruszyc. ani, co
                                  gorsza, wyrzucic. zapijam to kawa i pisze tu sobie, moze pomoze. pięć dni
                                  normalnego jedzenia to dla mnie calkiem sporo. szkoda byloby zmarnowac. na
                                  jutro zaplanowalam sobie wizyte u lekarza. mam zamiar odzyskac wszystkie
                                  potrzebne dla zdrowia pierwiastki :) biore sie za siebie, męcząca strasznie ta
                                  bulimia. [o! chyba odzyskuje dobry humor :)]

                                  a tu cos dla poprawienia nastroju: moja babcia przyszla przed chwilą do mnie
                                  przerażona, bo pozmieniały się godziny nadawania jej ulubionych seriali. nie
                                  dość, że będzie musiała wybierać między niektórymi (ulubionymi najbardziej, a
                                  jakże), to na najbardziej ulubiony z ulubionych nie zdąży wrócić z pracy.
                                  widząc jej stan kiepski i obawiając się nagłego pogorszenia zdrowia, obiecałam,
                                  że będę nagrywać wszystkie odcinki tegoż serialu. być może jest to dobry
                                  uczynek ;)

                                  zapomniałam na chwilę o tym, co tu leży niedaleko i co przywlokłam niedawno ze
                                  sklepu. nie popsuję Dnia Piątego! będę dzielna, a niedługo może nawet trochę
                                  zdrowsza :)

                                  pozdrawiam.
                                  moszi.
                                  • iiifa Re: Jak mi idzie - raport 28.02.05, 21:51
                                    to babcia ma nielada problem ;)))
                                    dobrze że tak zrobiłaś, to może jest sposób: odwrócić swoją uwagę, zająć się na
                                    chwilę czymś innym, zrobić coś dla kogoś, mając zajęcie mniej będziemy myśleć o
                                    żarciu...
                                    podziwiam ludzi, którzy zapominają o jedzeniu np. tak się wciągną w jakąś
                                    robótkę ze zapominają jeść przez cały wieczór lub nawet dzień. Mnie sie to
                                    chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło i nie zdarzy. Nie potrafiła bym zapomnieć o
                                    obiedzie, o kolacji. Nawet jeśli wiem ze będe miała zajety dzień to tak sie
                                    zabezpiecze ze nigdy nie będę głodna...
                                    to dlatego ze moja życie kręci sie wokół jedzenia... chce aby to sie
                                    przynajmniej troszkę zmieniło
                                    To mój 20 dzień, dziś zjadłam bardzo dużo, ale nie wymiotowałam, jest mi
                                    ciężko, zaraz ide spać..


                                    miłej nocki życzę
                                    Iiifa
                                    • moszi_moszi Re: Jak mi idzie - raport 01.03.05, 17:37
                                      a jednak popsułam trochę Dzień Piąty. wstyd mi za siebie. ale od dziś już
                                      będzie inaczej, tzn. lepiej. i postaram się nie popsuć żadnego dnia. chciałabym
                                      mieć już za sobą duuużo takich dni, niestety tak się nie da. każdy dzień trwa
                                      tylko jeden dzień. bardzo to odkrywcze :)
                                      • iiifa Re: Jak mi idzie - raport 01.03.05, 21:23
                                        Dasz radę Kochana, ja walcze i ucze się siebie <-- to też mi odkrycie, nie??
                                        Moja tajemnicza walka trwa już 21 dni - dużo i mało zależy jak na to patrzeć...
                                        ciekawe co przyniesie kolejny dzień, nie chce do tego wracać, bo dzięki temu na
                                        pewno nie schudnę!!!
                                        • moszi_moszi Re: Jak mi idzie - raport 01.03.05, 21:52
                                          dzięki za wsparcie. z mojego punktu widzenia 21 dni to całkiem sporo, choć
                                          oczywiście dobrze byłoby, gdyby było więcej :) ja też bijąc się o siebie trochę
                                          się nauczyłam. mam nadzieję, że tym razem wygram, bo chcę bardzo. to dopiero
                                          mój pierwszy nowy dobry dzień i chcę takich więcej. a jutro będzie dzień
                                          cudowny. Cudowny Dzień Kolejny. u Ciebie 22. u mnie dopiero 2. obym nie miała
                                          okazji Cię dogonić i miała zawsze o 20 mniej. nie daj się dogonic (nikomu)! :)

                                          pozdrawiam,
                                          moszi.
                                          • iiifa Re: Jak mi idzie - raport 02.03.05, 09:03
                                            postaram się ;)
                                            Goń mnie i nie poddawaj się moszi.
                                            Nie poddawajcie się wszystkie, pokażcie że same decydujecie o sobie, że nic
                                            wami nie żądzi. Życzę miłego dnia ;)
                                            <<22>>
                                            • wodnik73 Re: Jak mi idzie - raport 02.03.05, 09:42
                                              Otóż to, nasz los w naszych rękach, nasze życie jest NASZE. Same decydujemy o
                                              sobie, od nas tylko zależy jakie to życie będzie. Więc warto się postarać żeby
                                              było jak najlepsze, najprzyjemniejsze. Przestańmy patrzeć na siebie przez
                                              pryzmat innych: porównujemy sylwetki, wygląd, pracę, towarzystwo, rodzinę..i
                                              pewnie te porównania zawsze wychodzą na naszą niekorzyść. Wsłuchajmy się w
                                              siebie.
                                              Mam ochotę poleżeć. Leżę.
                                              Nie mam ochoty iść na imprezę. Nie idę.
                                              Mam ochotę na krótką grzywkę. Ścinam.
                                              Podoba mi się czarny sweter. Kupuje go.
                                              Guzik mnie obchodzi co inni powiedzą na moją grzywkę, kolejny czarny sweter,
                                              czy to, że znowu olałam kolejną imprezę. Może znajomi pomyślą, że jestem
                                              nietowarzyska? Ich problem.
                                              Jasne, są też obowiązki, które niestety "musimy" wykonywać. Praca, nauka,
                                              sprzątanie. Trzeba w każdej czynności znaleźć pozytyw.
                                              Nauczę się - będę mądrzejsza, zdam egzamin - wynik - będę z siebie dumna.
                                              Pójdę do pracy - jestem potrzebna, robię coś tzn że potrafię, że mam
                                              umiejętności, czyli jestem wartościowa !!!
                                              Posprzątam - poruszam się trochę ;), i jak miło zrobić sobie potem kawkę,
                                              położyć się z książką w czystym mieszkanku. Wg Feng Szui bałagan w naszym
                                              otoczeniu świadczy o bałaganie w naszym życiu. Zróbmy porządek wokół siebie
                                              poczujemy się lepiej, inaczej spojrzymy na świat. Będzie nam przyjemniej
                                              pomyśleć o nas samych....bo zachęcam do egoizmu. Ale zdrowego. Zadbajmy o
                                              siebie, pomyślmy o sobie, naszych potrzebach.

                                              I nie gońcie innych, gońcie siebie....uciekajcie od innych ale nie uciekajcie
                                              od siebie :)
                                          • moszi_moszi Re: Jak mi idzie - raport 02.03.05, 10:45
                                            dzień 2. dziś czuję, że mogłabym zjeść wszystko. ale zjem tylko tyle, ile
                                            trzeba, czyli tyle, ile normalny człowiek zjeść powinien :) a wieczorem
                                            zrelaksuję się na jodze. do wieczora wytrwam. w razie osłabienia silnej woli
                                            przywiążę się do kaloryfera. przynajmniej będzie mi ciepło ;)

                                            miłego dnia życzę wszystkim,
                                            pozdrawiam,
                                            moszi.
                                            • iiifa Re: Jak mi idzie - raport 02.03.05, 11:22
                                              ;)))

                                              " przywiążę się do kaloryfera. przynajmniej będzie mi ciepło ;) "

                                              to jest ważne - w każdej czynności, rzeczy znajdź pozytyw ;)
                                              pięknie...
                                              Gwiazdki uśmichu życzę ;)))
                                                • iiifa Re: Jak mi idzie - raport 02.03.05, 21:16
                                                  ciesze sie i jestem szczerze dumna ze swojego malutkiego sukcesu
                                                  Jak to robie:
                                                  staram sie jak najmniej mysleć o jedzeniu
                                                  mocno trwam w postanowieniu i nie chce zmarnować tych kilku wolnych dni,
                                                  chce żyć
                                                  chce nie musieć powiedzieć najbliższym o mojej chorobie - obiecałam, że jeśli
                                                  tym razem nie dam rady powiem siostrze o mojej chorobie
                                                  rano planuje co będe jadła przez cały dzień
                                                  jem wiele razy i średnio dużo - nie tak ze moge schudnąć, ale też raczej nie
                                                  powinnam przytyć...
                                                  no i pisze i czytam tutaj....

                                                  Pozdrawiam i życzę zdrówka Gwiazdeczki ;)

                            • maybe123 do niobe 03.03.05, 13:22
                              sorry ze tak pozno odpisuje, ale przez pare dni nie mialam mozliwosci

                              boze jaka jestws silna, Niobe! a chlopaka masz cudownego.
                              wiem jak to okropnie ciezko lezec wieczorem z przepelnionym brzuchem. dla mnie
                              nie ma nic trudniejszego chyba. masz wszelkie powody zeby byc z siebie dumna.
                              jestes dla mnie inspiracja :))
                            • maybe123 to znowu ja 03.03.05, 13:32
                              od prawie tygodnia jestem w odwiedzinach u rodzicow

                              bez silowni, bez nawet wlasnej szafy, z ciaglym nagabywaniem na jedzenie i
                              innymi rzeczami ktore dzieja sie w domu

                              jest CHOLERNIE ciezko. powiem tyle: przez moment dziwilam sie ze zyjac kiedys w
                              tym 'idealnym' domu chorowalam 'tylko' na bulimie a nie wyladowalam w
                              wariatkowie. mam duzo uznania dla siebie samej i tego co wytrzymalam. a to
                              naprawde tzw. dobry dom, wzor dla w szystkich, a w srodku emocjonalna pustynia
                              i smutek jak w krainie Krolowej Sniegu.... pamietacie te bajke?

                              zreszta moj Tata, 'taki porzadny czlowiek' zaczal pic - teraz jest po dwoch
                              latach terapii. najsilniejsza wydaje sie mama, ale teraz jak tata zdrowieje i
                              ja, to chodzi strasznie zestresowana i nieszczesliwa. nie umie sie
                              przystowosac. strasznie to przykre dla mnie: albo ona, albo ja. gdy sie
                              wybronie, np. powiem ze nie zycze by sie domnie odnosila w taki krytyczny
                              sposob, to czuje sie urazona 'ze matka juz nic nie moze powiedziec'. Wtedy
                              oczywiscie za gardlo mnie lapie poczucie winy i musze tlumaczyc, bardziej chyba
                              nawet sobie niz jej, ze nie "nic nie moze powiedziec", tylko ze taki sposob
                              odnoszenia sie do mnie mi nie odpowiada.

                              No w kazdym razie przechodze ciezko probe. Jem troche za duzo ale nie
                              wymiotuje. Czasem wrecz MARZY mi sie zeby to zrobic. Wtedy staram sie spojrzec
                              na siebie z boku i mowie sobie: boze jak Ty masz ciezko ze perspektywa rzygania
                              jawi sie jako ulga!!

                              mam nadzieje, ze wytrwam. Pozdrawiam wszystkich.
                              • 30stka Re: to znowu ja 03.03.05, 15:20
                                Cześć Maybe!
                                Cieszę się, że się odezwałaś, bo bardzo lubię czytać Twoje wypowiedzi, no i
                                cieszę się, że nie dajesz się zwłaszcza mamie. Mamy chyba są właśnie pod tym
                                względem najgorsze, przynjamniej moja była. Dopiero nasze stosunki stały się
                                poprawne, jak zamieszkałyśmy osobno. Przykre, ale cóż, tak bywa.
                                Więc nie dawaj się i trwaj, bo my tu wszystkie na Ciebie liczymy.
                                Buziaki!
                                • iiifa Re: to znowu ja 04.03.05, 10:57
                                  cześć dziewczyny ;)
                                  muszę się pochwalić kolejnym, maleńkim sukcesem ;)
                                  wczoraj miałam super okazję na "samowolkę", na poddanie sie mojej chorobie -
                                  wiecie o co chodzi! Przyjeżdża po mnie siostra do pracy ok. 19 (byłam
                                  wygłodniała...), proponuje pojechanie od razu do kina ze znajomymi...
                                  Pojawiło się pytanie: odwieźć Cie do domu czy jedziesz z nami?
                                  Pomyślałam - pojade do domu, wolna chata.. myśle dalej - i co z tego? Przecież
                                  lubie chodzić do kina, a po co pojechać do domu - przecież i tak nie wymiotuje!!
                                  Odpowiedziałam jasne, że jade i tak nie mam co robić.

                                  Co zyskałam:
                                  spokojny, zdrowy wieczór, obejrzałam ciekawy film (ukulturalniłam się... :;)),
                                  spędziłam miły wieczór i w ogóle czuje się z tym wspaniale...

                                  dziś jest mój (hmm) 24 dzień. Czuje się coraz lepiej!!
                                  • katarzyna2005 Re: to znowu ja 04.03.05, 15:01
                                    Gratulacje iffa, wybralas lepsza przyjemnosc, i nie niszczaca jak b.

                                    Maybe, pamietaj, ze masz prawo BRONIC SIEBIE, nawet kosztem nieprzestrzegania
                                    zasad dobrego wychowania.
                                    U mnie tez zmienilo sie, gdy wyprowadzilam sie z chaty (jak najdalej jak mozna
                                    bylo), tyle ze dopiero po kilku latach, pepowina byla silna mimo kilometrow.

                                    A co sie dzieje u naszej gospodyni? Karolina, jak tam sprawy?
                                      • iiifa Re: to znowu ja 06.03.05, 17:30
                                        ja mi idzie?
                                        całkiem nieźle, od południa jestem sama w domu i tak będzie do późnego wieczora.
                                        zajadam właśnie jajecznice, ale wierze ze nie musze sie narzerać czym kolwiek i
                                        skończyć w kibelku - nie chce tego
                                        to na co mam ochote moge zjeść przecież dziś, jutro, za tydzień - nie umieram
                                        przecież, nikt mi nie zabierze jedzenia, moge przecież sobie kupić coś
                                        codziennie - tak to sobie tłumacze
                                        to mój (już licze) 26 dzień ;)

                                        pozdrawiam.
                                        • yesstem znowu walczę :D 06.03.05, 17:55
                                          A to ja! Yesstem na prawdę! Yesstem bo walczę! To drugi dzień dopiero, ale
                                          będzie drugi czysty pod rząd, co mi się nie zdarzyło od kilkudziesięciu dni!
                                          Jak już tyle wytrzymam, to jakos pójdzie, wierzę w to, tym bardziej że sprawa
                                          teraz idzie o zakład i mój honor (szczegóły w moim wątku). Pozdrawiam wszystkie
                                          chorowitki - te zdrowiejące i te załamane. Nasz los w naszych rękach...

                                          Gratulacje Iiifa, tak trzymaj!
    • maybe123 trwam 07.03.05, 17:58
      wyjechalam od rodzcow
      nie wrocilam do wymiotowania, ale przez te ponad dzesiec dni jadlam za duzo.
      boje sie wejsc na wage. z drugiej strony tyle dni bez rzygania a w obecnosci
      stresujacej rodziny wydawalo mi sie niemozliwe. tak bardzo chcialam zrobic
      sobie 'przerwe'. nie zwobilam, nawet do konca nie wiem dlaczego, chyba nie
      chcialam musiec sie przyznawac do tego i miec poczucia ze ta walka i
      przybieranie wagi sa na nic. tak przynajmniej wiem ze to cena za wytrwanie w
      trudnych warunkach. napisze wiecej jak dotre do domu.

      holender, ciezko bylo a jednak wytrwalam.
      • iiifa Re: trwam 07.03.05, 21:23
        maybe123 - cudownie! gratuluje, trzymaj tak dalej i szybciutko wracaj aby
        więcej napisać. czuje ze wspierając się tutaj nawzajem jest nam łatwiej to tak
        troche jak rozmowa, opowiadanie o sobie z psychologiem. Łatwo nam sie o tym
        pisze i czyta. Próbujemy zrozumieć nasze uczucia i zachowania.
        Od zrozumienia poprzez działania i czyny do zwycieństwa. Ja już nie chce za nic
        w świecie do tego wracać! Mam nadzieje, ze nigdy nie skuszę się na
        mały "urlop" - czyli akt maxymalnego najedzenia i zwymiotowania.

        Gwiazdki buźki dla Was.
        • katarzyna2005 Re: trwam 08.03.05, 14:50
          Maybe, dolaczam sie do gratulacji, ze wytrzymalas z tym pelnym brzuchem. Jestes
          sportowa kobietka, wiec zrzucisz, samo sie zrzuci (plus przyjemnosc roznych
          sportow) te pare deczko. A stres byl wiekszy przez to, ze Twoja mama o tym wie,
          moze patrzy podejrzanie, itd.
          Pozdrawiam
          • yesstem Re: trwam 08.03.05, 14:59
            A ja mam pytanie: po co ma się zrzucać - samo czy z pomocą? Czy musi? Czy to
            jest najważniejsze? Ja przytyłam ostatnio 2 kilo, ale jest to efektem w miarę
            normalnego jedzenia (od 4 dni wprawdzie, a waga zaczęła iść w górę już
            wcześniej, ale teraz się utrzymuje). Jeśli mam być zdrowa, muszę normalnie
            jeść, mimo że wydaje mi się (w y d a j e !!!) że jem za dużo. A skoro jem
            normalnie, moje ciało też staje się normalne. Utrzymanie zbyt szczupłej figury
            uniemożliwia normalne jedzenie, a tym samym wyzdrowienie. Do przemyślenia.

            PS: czemu wszystko kręci się wokół talerza i 'za dużego' brzucha? To już staje
            się nudne...
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka