Co najcenniejszego tracimy...

02.05.05, 20:34
Witam wszystkich, jestem nowa na forum. Fajnie, że w końcu w naszym kraju
zaczęło się mówić o takich chorobach jak bulimia i anoreksja. A jeszcze
lepiej, że powstaja grupy wsparcia i takie forum jak to. Choruje na bulimie
od 9 lat, więc pamietam jak dotarcie do jakochkolwiek źródeł na ten temat
jeszcze 3,4 lata temu było praktycznie niemożliwe:)Ale nie o tym chciałam
pisać..;)Wolne dni... koszmar... pewnie dla nie jednej z Was:)I z takiego
właśnie dzisiejszego małego horroru:)wyrosła ze mnie MYŚL, z którą chciałam
sie podzielic z Wami....Co najcenniejszego tracimy przez ta okrótną
chorobę...według mnie i moich doświadczeń...najbliższych nam ludzi. Pół roku
temu zostawił mnie mój chłopak, cudowny mężczyzna, dobry człowiek. Zostawił
mnie bo chciał żyć normalnie, chciał być szczęśliwy. Byliśmy razem 5 lat, 3
cudowne, 2 zżarte przez moją chorobę...ale do czego dąże..na postach
wielokrotnie pojawia się pytanie czy mówić swojemu chłopakowi o
chorobie..oczywiście, że mówić..ale jak już zdecydujecie się powiedzieć to
równocześnie z np. rozpoczetą terapią, albo chociaż podjetą decyzją że
chcecie się leczyc. Ja nie zrobiłm nic, żeby sobie pomóc, z dnia na dzień
coraz więcej wyrozumiałaości wymagałam od mojego KOchanie, na coraz więcej
dziwnych akcji sobie pozwalałam...I odszedł...przeciez każdy ma prawo do
szczęścia!!!!!I ja mu tego nigdy, nigdy nie chciałabym odbierac. Teraz jestem
w drugim związku, i...podjełam dziś dezyzje, że ide na terapie, musze z tym
g**** wygrać. Moja rada do was kochani, nie skupiajcie sie tylko na sobie,
własnym dramacie choroby, wasze drugie połówki tez to bardzo przeżywaja-mimo
ze nie muszą, cierpią czasami jeszcze nbardziej od was, i mogą po prostu tego
nie wytrzymać..a najgorsze jest to, że najczęściej budzimy sie dopiero wtedy
kiedy juz nic nie mozna zrobić! Pozdrawiam wszystkich. Dam znać jak terapie w
3mieście:)
    • carrerka Re: Co najcenniejszego tracimy... 02.05.05, 21:05
      Cześć:) Ja tesh jestem tutaj w pewnym sensie nowa, udzielałam sie tutaj jakis
      czas temu, i znoff wróciłam. Moim zdaniem prócz poprostu naszego zycia tracimy
      przez to choróbsko same siebie, tracimy szczęscie, pogode ducha, optymizm,
      usmiech z twarzy, ogólnie życie staje sie o wieele smutniejsze;)...no i
      bliskich, moja rodzina nie wie o moich problemach i głównie przez to czuje że
      ich trace bo się sama od Nich bardzo oddaliłam i oddalam. A chłopak:)...jest
      kochany, wiem ze by mnie nie zoastawil dowiedziawszy sie, tylko zrobiłby
      wszystko żeby mi pomóc, ale nie chce mu chrzanic życia swoim własnym.
    • dorota113 Re: Co najcenniejszego tracimy... 02.05.05, 21:51
      Ja powiedziałam mojemu. I potem żałowałam. Już teraz nie jesteśmy razem, choć
      długo byliśmy. Załowałam bo to był kolejny powód naszych kłótni. Nie mam mu tego
      akurat za złe bo chłopak kompletnie nic nie wiedział na temat choroby i chyba go
      to przerastało. A kłótnie brały się stąd że wkurzał się na mnie jak nie chciałam
      jeść, np spędzjąc cały dzień u niego lub na wyjazdach. Myślał chyba że to moje
      fanaberie. Nazywał mnie anorektyczką a wtedy we mnie coś pękało i zaczynała się
      regularna kłótnia. Był bardzo niedojrzały ale i też nieświadomy.
      Macie racje że tracimy bliskich ludzi. Tamtego nie straciłam przez chorobę (choć
      to się przyczyniło), ale teraz właśnie rozstałam się z kimś właśnie z powodu
      tego cholerstwa... Nie powiedziałam mu. Po prostu dłużej nie mogłam...
      Musia81: naprawdę bardzo mocno trzymam kciuki za terapię!!!!! Trzymaj się i nie
      poddaj!!!
    • butori Re: Co najcenniejszego tracimy... 08.05.05, 19:03
      Bardzo trudno jest zdobyc czyjes zaufanie. To tak jak z szacunkiem. Nie mozna
      wymagac go od kogos, a jedynie mozna na niego zapracowac.... Dlatego nie wymagam
      i nigdy nie bede wymagac od mojej kochanej dziewczyny by zwierzala sie ze
      swoich tajemnic..... ale.... skoro wiem o tym ze jest chora... sama mi
      powiedziala (wcale nie chciala - taka byla sytuacja, ktora niestety ja
      sprowokowalem).... skoro wiem to .... czy powinienem z nia o tym
      rozmawiac?????... Skoro sama nie porusza tego tematu to czy ja powinienem???? ....

      Prosze napiszcie jak daleko moge sie posunac... Czy tylko mam byc? Kochac? ....
      Piszecie ze tak wlasnie postepowiali Wasi faceci .... ale nie wyszlo :(...

      ps. a co do tego czy mowic..... TAK..... wiem, ze to moze byc trudne.... ale
      jesli tylko ma sie zaufanie do tej bliskiej osoby ktora tak Was kocha to
      tłumaczenie sobie, że nie chce sie go tym obciażać jest ..... okrutne
      My Was do cholery jasnej KOCHAMY!!!! .... nie odtracajcie nas tylko dlatego ze
      myslicie, ze dla nas tak bedzie lepiej...
      • moszi_moszi Re: Co najcenniejszego tracimy... 08.05.05, 20:23
        witaj,
        ważne, że nie traktujesz jej problemów jak fanaberie i wiesz, że to choroba. o
        tym jak daleko możesz posunąć się w rozmowie, musisz zadecydować sam. to chyba
        zależy od sytuacji. zresztą, jeśli będziesz z nią o tym rozmawiał, to tylko
        dlatego, że chcesz jej pomóc. wydaję mi się, że jesteś na tyle rozsądny, żeby
        nie przegiąć ;-) w końcu to wszystko z miłości. nie wiem, czy Twoja dziewczyna
        się leczy, ale może przy jakiejś sprzyjającej okazji uda Ci się ją namówić. w
        każdym razie bądź dla niej oparciem.
        pozdrawiam.
    • achula Re: Co najcenniejszego tracimy... 09.05.05, 15:12
      Co tracimy???SIEBIE!Zatracamy swoją tożsamość , szacunek do siebie , radość
      spoglądania w przyszłość.Zatracamy wiarę w piękno i sens istnienia.Tracimy
      miłosć osób które nie mają sił wciąż o nas walczyć , trcimy zaufanie
      osób ,którzy ciągle dawali nam kredyt zaufania.Tracimy siłę i chęci do
      walki.Trzeba bardzo , bardzo kochać życie ,byc bardzo przekornym by stawić
      czoła temu wszystkiemu-jak topielec w bagnie -WALCZYĆ - bo jutro istnieje!!!
Pełna wersja