szukam(Warszawa)

01.06.05, 12:15
Postanowiłam,że to będzie koniec.Cztery lata to już za wiele,tak już nie
można,tak nie ma sensu żyć.Życie z aną wcale nie jest mi do niczego
potrzebne,chcę być normalną,zdrową,wyluzowaną dziewczyną.Tak,uświadomiłam
sobie to już dawno.Jakieś dwa lata temu podjęłam walkę z tym dziadostwem.I do?
I do tej pory jeszcze walczę....
Oczywiście,są okresy szczęścia,radości,gdy any w moim życiu jest mniej,ale
wiem,że ona nie znika wtedy na zawsze,tylko przez trochę daje o sobie
zapomnieć.Ale jest we mnie wciąż.
Nie mówię,że jest źle.Zyję w miarę OK,jem,mam prawidłową wagę,okres nawet
na zmniejszonych dawkach(choć dążeby nie brać leków wcale).Ale,ja wiem,że to
nie to.To nie jest prawdziwy looz,nie jest tak jak przed aną.Mam ciągle
jakieś wahania,przeliczniki,czegoś się boję zjeść itd.Jestem inna niż kiedyś-
bardziej porządna,nie lubię tego.
I choć z pozoru jestem normalną dziewczyną,to wiem,że tak naprawdę to nie
jestem prawdziwa JA.
Chodzę do psychologa i psychiatry tak około raz na miesiąc.Jednak te wizyty
są tylko po to,by sprawdzić moją wagę,czy nie schudłam itp.Ważę ok.47kg
(162cm),od czterech lat nie mogę dojść do 48.5kg.Dlaczego?Lekarki myslą,że
się boję tego kilograma.A ja nie.Ja czuję,że muszę mieć taką"rezerwę",żę jak
zjem coś"bardziej"i będę się źle po tym czuć,to będę mogła
powiedzieć:"Dobra,mam jeszcze kilo niedowagi,to nic mi się nie stanie".
I po drugie dlatego,że(jak kiedyś pisałam)te wizyty traktuję jako okazję do
poluzowania sobie w jedzeniu.Kilka dni przed,by na wizytę pojechać z dobrą
wagą zaczynam sobie kupować dobre rzeczy i mogę je sobie jeść bez tych
głupich ograniczeń(to nie są ataki,jak w b.;rozkładam to na cały dzień,jest
tego po prostu więcej niż w moim codziennym pięcioposiłkowym
jadłospisie,nawiasem mówiąc,bardzo do siebie codziennie podobnym).No więc jak
mam ten kilogram,to mogę luzować,jak bym nie miała,to by tak nie mogłą,a ja
to lubię.
I tyle.To właściwie dają mi te wizyty.Raczej taki straszak przed szpitalem
(jak schudniesz,to wracasz)i głupie gadki o niczym.Zero pomocy w
zdrowieniu,wszystko na moich barkach.Co to za lekarki,co nic nie pomagają?A
moi rodzice,wpatrzeni w nie jak w obrazek,myślą,że ja mam od nich jakąś
pomoc.Zero analizy,przyczyn choroby itp.tylko:"No jak z jedzeniem?Jak z
koleżankami/kolegami?itp."
I może dlatego się męczę już 4 rok.
I postanowiłam powiedzieć:KONIEC.Za namową mojej kochanej M.(pozdrówki,bo
wiem,że teraz to czytasz;D),postanowiłam znaleźć prawdziwą pomoc i to już
naprawdę zakończyć.Chcę mieć psychologa,który pomoże mi znaleźć przyczyny
choroby,powie,jak z nią walczyć i jak wygrać.Jak na nowo stać się SOBĄ.Bo
bardzo,bardzo tego chcę.
    • stokrotka_88 Re: szukam(Warszawa) 01.06.05, 12:18
      No i teraz sedno sprawy,czyli właściwie pytanie do WAS.Wiem,że takie wątki już
      są,ale znacie kogoś dobrego w Wawie?
      Np.byłam na stronie tego maboru.Czy to jest dobre?Ile kosztują tam wizyty?Jak
      często się chodzi?
      Piszcie o wszystkich dobryc specach w Warszawce,fajnie by było,gdyby to było
      bezpłatne lub tanie,ale oczywiście prywatni też mogą być.W końcu lepiej się
      teraz wykosztować przez kilka miesięcy,a potem cieszyć się zdrowiem prze wiele
      lat.Prawda,M.?;D
      • stokrotka_88 Re: szukam(Warszawa) 01.06.05, 12:21
        Czy na takich wizytyach poszukuje się przyczyn choroby i mówi jak zastąpić
        niejedzenie czym innym w takich sytuacjach?

        Aha.I jeszcze dodam,że zauważyłam,że ta choroba to nie jest już po prostu
        chęć odchudzenia się.Ja się nie mam z czego odchudzić,chudziak jestem,a przytyć
        cozywiście nie umiem.Bo teraz właściwie to mam po prostu problem z głupimi
        nawykami żywieniowymi,których nie potrafię zwalczyć.
        • achula Re: szukam(Warszawa) 01.06.05, 13:05
          Stokrotko miła!zNOWU TRZYMAM KCIUKI , ZNOWU MAM WRAŻENIE ŻE CZYTAM O SOBIE
          TEN:"looz"który jest jakby na siłę,te marginesy bezpieczeństa (który powoduje
          czasem ataki bulimii a czasami kompulsy a czasami anoreksji)Cholerne
          upożądkowanie i teoretyczne wyzwolenie.Niby jest OK , ale...Niestety tak jest
          już prawie 15 lat.Bardzooo chcę i co?Jak jest dobrze to jest super jak jest żle
          to do bólu.
          • stokrotka_88 Re: szukam(Warszawa) 01.06.05, 16:37
            szukam dalej(waszych odpowiedzi;)więc po prostu odświeżam wątek(bo to dla mnie
            b.ważne)
            • baunsujace_pierogi Re: szukam(Warszawa) 01.06.05, 18:43
              www.glodne.pl
              strona mojej terapeutki.dwa lata jej szukałam.wczesniej spotykałam
              psychologów,którzy tylko do mnie szczerzyli zęby.A ona mnie motywuje.Sprwia,ze
              chce mi się walczyć.Sprawia,ze moją agresje przekierowuje na właściwy kierunek.
              pozdr i 3mam kciuki za leczenie.gdyby któraś z was chciała pogadać to moje
              gg:4485407
              • stokrotka_88 Re: szukam(Warszawa) 01.06.05, 21:37
                bardzo proszę Cię o trochę więcej informacji na temat tej terapeutki.Jest
                skuteczna,tzn.?Widzisz dużą poprawę?Czy ona zajmuje się tylko zaburzeniami
                odżywiania czy może innymi rzeczami też?(np.związanymi z aną)?
                Jak można się tam zapisać,jaka jest cena wizyt,jak często są wizyty i czy są
                skuteczne?Na czym polega jej metaoda leczenia?
                • terramitica Re: szukam(Warszawa) 02.06.05, 00:15
                  moja przyjaciolka miala anoreksje i meczyla sie z tym dosc dlugo... z tego co
                  wiem to korzystala z terapii u doktora adamusa (w zeszlym roku przyjmowal na
                  pradze w przychodni na ulicy paca), chyba musisz tam zadzwonic i zapytac jak t
                  wyglada, bo to przychpdnia panstwowa nie poddajwaj sie! pozdrawiam cieplutko!
Pełna wersja