tak bardzo potrzebuję pomocy...

06.06.05, 21:53
...dopiero kiedy coś mi się pieprzy, kiedy życie wali mi się na głowe, kiedy
zabrakło mi kogoś kogo kocham, kochałam... zaczynam dostrzegać w jakim bagnie
siedzę, jak bardzo barakuję mi sił, żeby podnieść się rano z łóżka
POwiedziałam ostatnio mojemu byłemu chłopakowi (bo już dłużej nie potrafiłam,
tyle lat to w sobie tłamsiłam, mówiłam sobie, że to nie choroba, bo
chciałam, żeby ktoś wiedział, żeby w razie czego podał mi rękę) wiecie jak
zareagował? nie zareagował- zupełnie jakbym miała grypę
    • presxxl Re: tak bardzo potrzebuję pomocy... 06.06.05, 22:01
      więc do znak, ze twoj chlopak nie zaslugiwal i nie zasluguje na Ciebie... nie
      przejmuj sie, naprawde nie warto... wiem ze moze byc Ci trudno i ciezko, ale
      pomysl... gdyby mu zalezalo na Tobie nie zareagował by tak... a chyba chcesz
      byc z kims komu na Tobie zalezy, na Twoim szczesciu, zdrowiu, ŻYCIU... zastanow
      sie dknj...ściskam Cię mocno...
    • czarna.mucha Re: tak bardzo potrzebuję pomocy... 06.06.05, 22:50
      jesli nie obrazilas sie na mnie, to jestem z Toba :) A ten byly to okropny -
      nie dorasta Ci do piet, naprawde, zaslugujesz na kogos lepszego! Trzymaj sie
      cieplo i zdrowo!
      • dknj Re: tak bardzo potrzebuję pomocy... 06.06.05, 23:16
        na nikogo się nie obraziłam... ale taka już jestem, czasem mowie za duzo,
        krzyczę, jestem kapryśna, bezczelna, samolubna... to cała ja...
      • dknj Re: tak bardzo potrzebuję pomocy... 06.06.05, 23:21
        no i kiedy było się z kimś tak długo, kiedy się kogoś kochało i było pewnym,
        że on też mnie kocha, kiedy się wierzyło, że te najpiękniejsze chwile jeszcze
        przed nami, trudno tak po prostu powiedzieć sobie ,,jemu na mnie nie zależało"
        • efa15 Re: tak bardzo potrzebuję pomocy... 06.06.05, 23:35
          wiem, ze ludziom, ktorych to nie dotyczy latwo sie pisze - daj sobie spokoj,
          nie jest ciebie wart, badz silna...ale taka musisz byc!!!!!!!ja tez czuje ze
          trace wszystko przez "B" (chodz w twoim przypadku moze to nie jej wina, to ze
          facet tak zareagowal znaczy tylko-tak jak tu wczesniej pisano-ze nie zalezy mu,
          czyli nie kocha=nie warto z nim byc, tracic czas energie i zdrowie), wiesz?
          chyba cechy ktore wypisalas sa wspolne dla ludzi jak my...ja tez mam hustawki
          nastrojow, depresje, jestem zlosliwa do granic wytrzymalosci, podla i
          bezwzgledna, ranie innych i siebie...to bledne kolo...ta choroba zrzera mi
          umysl i niszczy zycie, odpycham wszystkich, izoluje sie a potem cierpie bo
          jestem sama:(((
          czy to sie kiedys skonczy?
          nie chce ci tu psuc humoru (jeszcze gorzej)...
          ale pamietaj nie jestes sama!!!!!!
          Walic go!!!;))
Pełna wersja