jedzenie w samotności

08.07.05, 23:53
Dziś się przełamałam i usiadłam z rodziną do stołu, zjadłam sałatkę z obiadu.
Jakos wytrzymałam, chociaż wszyscy mieli temat do rozmowy.Bo faktyycznie to
święto- jak jem ze wszysstkim, chociaż coś innego niz wszyscy.
Zazwyczaj jakos sie wstydzę jeść przy innych. Wychodzę z jedzeniem do swojego
pokoju, wstaję rano z łóżka jak już nikogo w kuchni nie ma, a jak jest to
potrafię stać z jogurtem odwrócona do okna, żeby nikt nie widział.
Jedząc na oczach innych mam wrażenie, że mają mi to za złe, że będą sięśmać,
że zwrócą mi uwagę...
Chciałabym usiąść w rodzinnym gronie, zjeść normalny obiad, nie myśleć cały
dzień o tym co zjadłam, o tym jak to spalić, o tym, że muszę schdnąć, że
jestem gruga, o tym co może zapoczątkowac atak obżarstwa...
    • gwiazdeczka44 Re: jedzenie w samotności 09.07.05, 08:35
      Jestem w takiej samej sytuacji! wychodzimy ze znajomymi to ja nigdy nic nie jem
      i te ich glupie zarty ''wpadniesz w anoreksje jak nie bedziesz nic jadla''!
      tylko oni nie wiedza tak naprawde ile ja potrafie zjesc. co do rodzinki to
      zaczynam sie przelamywac bo mieli mi za zle ze nawet w niedziele nie siadam ze
      wszystkimi do stolu!a jak mnie denerwuje jak moja mama tylko zobaczy ze cos jem
      to zaraz sie patrzy i mowi ''smacznego''! no nic ale trzeba sie przelamywac!
      pozdrawiam:)
    • mmu1 Re: jedzenie w samotności 09.07.05, 14:08
      Ja też zazwyczaj jem w samotności. Mąż wraca z pracy o 17 i je sam, a ja mu
      mówię, że jadłam o 13 z dzieckiem. Ale jak długo tak można ciągnąć to
      oszukiwanie, w końcu dzieci dorosną i będą widzieć co się dzieje.
      • kolla74 Re: jedzenie w samotności 09.07.05, 14:44
        kiedy mieszkalam sama nie bylo problemu.bbezpiecznie nie trzymałam zadnego
        jedzenuia w domu,bo nie potrafilam zostawic resztki chleba na pozniej. Wogole
        nie potrafilam jeść normalnych posiłkow.
        wiem,że musze unikać miejsc gdzie jest nadmiar jedzenie.
        NIE CHODZI O TO, ŻEBY STAWIAĆ SOBIE NIEOSIĄGALNE CELE. RACZEJ O TO, ABY UNIKAĆ
        WYZWALACZY I ZAAKCEPTOWAĆ SWOJĄ SŁABOŚC....

        ale się zmieniło.Mam rodzinę,córkę.....i normalną pełną lodówke
        i czasem zostaje z nią sama.znaczy w trójkę. ja, BULIMIA I LODÓWKA.
        I PRZEGRYWAM. KOŃCZY SIĘ W KIBLU ...ZAWSZE
        KONCZY SIE PRETENSJAMI MEGO MĘŻCZYZNY
        ON TEGO NIEROZUMIE
        NIE MUSI
        MA DO TEGO PRAWO
        NIE MUSI AKCEPTOWAĆ TEJ CHOROBY
        ALE JEJ NIE ROZUMIE
        NIE ROZUMIE MNIE
        (właśnie się z nią utożsamiłam)
        ....znow czuję się samotnie
        • mmu1 Re: jedzenie w samotności 09.07.05, 15:07
          Kolla74 wiem co piszesz. Ja mam męża i dwoje dzieci i zawsze pełną lodówkę. Jak
          mieszkałam sama to w ogóle nie potrzebowałam lodówki,bo nic w niej nie
          trzymałam, a teraz jest wypełniona po brzegi. Mój mąż nie je dużo ale wychodzi
          z założenia, że w domu mausi być dużo jedzenia. Ale on nie wie o mojej bulimi.
          Z tego co piszesz to Twój wie. Ja też nie jem normalnych posiłków. Zazwyczaj
          jem coś jak jestem głodna ale jest to raczej jabłko, marchewka, jogurt lub sama
          wędlina. Kanapek ani obiadu nie uznaje. Robię jedzenie dla męża, a sama kłamie,
          że już jadłam albo mówię, że zjem później. Te wspólne posiłki to dla mnie
          katorga.
          • kolla74 Re: jedzenie w samotności 09.07.05, 15:35
            kiedyś mu mówiłam ale chyba tego nie przyjąl, gdzieś wyparł w nieświadomość.Nie
            potrafie albo nawet i nie chcę o tym z nim rozmawiać.
            Mój poprzedni związek rozpadł się przy własnie takim "wywnętrzaniu" i nauće
            życia na "czysto", chociaż pewno nie tylko.

            teraz dla mnie najgorsze są odwiedziny u jego rodziny- takie dłuzsze np
            3dniowe. Katorga.
            jak jeść?skoro normalnie nie potrafie.... przecież nie mogę iść do kibla ...
            nie mogę wziąć przczysraczy bo nie przyjechałam w odwiedzin do kibelka....
            nie mogę tez nic nie jeść
            Dla mnie najbarziej dowalająca jest rodząca się świadomość mojej córki..
            Kiedy zostaję z nia sama i zdarza mi się atak mała jest przy mnie..
            okropne, ale silniejsze ode mnie.
            a kiedy byłam mała zawsze chciałam mieć normalną rodzinę i wpólne posiłki przy
            stole
            • mmu1 Re: jedzenie w samotności 09.07.05, 15:55
              Ja też nienawidzę odwiedzin, tych namolnych dokładek jedzenia, namawiania, a
              jak nie chcę to pytań czy się odchudzam, głupich uwag...My właśnie urządzamy
              kuchnie i jadalnie- wszystko zgodnie z moimi marzeniami i planami. Bedzie tak
              ładnie. Fajnie by tam wyglądała cała nasza czwóreczka przy wspólnym stole. No
              może kiedyś, cały czas walcze. Dzieci szybko rosną, są nadwyraz mądre i
              spostrzegawcze, moja mała jak zamykam łazienkę już pyta " mamo, co
              robisz...sikasz?" Chciałabym aby kibel służył mi do tego do czego powiniem.
            • achula Re: jedzenie w samotności 11.07.05, 07:38
              jAKBYM CZYTAŁA SIEBIE.Tylko ja miszkam w samotności i mamlodówkę i MUSI w niej
              zawsze coś być , .Zle się czuję gdy nie mam ukochanych jogurtów , serków i
              serów.Cwiczę w ten sposób siebie.Nie wymiatam zawartości , ale mam
              świadomość,że ma co jeść.Bardzo bym chciała pogadać!!!!
        • anuleczek Re: jedzenie w samotności 11.07.05, 21:43
          Nikt kto tego koszmaru nie doswiadczyl nie bedzie w stanie zrozumiec
Pełna wersja