ja1502
30.01.06, 18:50
nie wymiotuje prawie miesiąc. do tego miesiąca "dochodzilam" od września:
najpierw kilka dni, tydzien i pelne zalamanie itp. Nie chce za nic w swiecie
wrocic na drugą stronę. chodze do psychologa, ale nie wiem czy mi pomaga.
jedno wiem, ze to ja najpierw musialam sobie pomóc i gdy mnie ciągnelo do
bulimii, "odciągnąć się". moglam tę silę otrzymac od chlopaka, psychologa
itp., ale to ja mialam zdecydować, tylko dla samej siebie, że nie chcę się
objeść i wymiotować. I że nie mogę sie użalać nad sobą. Nie lubię też
rozpamiętywać, rozdrapywać i plakać nad czymś przykrym z mojego życia, ... bo
tyle razy już to robilam, ze to nie ma sensu. Nie chcę robić z siebie
biedactwa. chcę radzić sobie. kiedyś nawet jak cieszylam się np. slońcem,
spacerem, myslalam: no tak, ale cóż z tego, i tak radość byla podszyta moim
smutkiem "bulimicznym".nie chcę wracać. każdy dzień oddala mnie do choroby.
każdy dzien jest jednak jeszcze dniem próby. bo myślę o bulimii, gdy np.
czuję się pelna.
Dziewczyny, macie pretensje, ze wasze mamy nie chowają przed wami jedzenia.
ale gdy macie atak i tak wydobędziecie je choćby spod ziemi. wokol mnie jest
duzo jedzenia.nawet za duzo. i nie wymiotuję. a mialam ataki, gdy wlasnie
mialam pustą lodowkę no i pusty żolądek. nic nie pomogla polityka pustej
lodowki. po prostu rzecz dzieje się w was: musicie uświadomić sobie i chcieć
przerwać. a potem sie na to zdecydować (chyba do takiej decyzji trzeba
zwyczajnie samemu dojrzeć/ być gotowym). I to jest nasza sprawa, jak tym
pokierujemy i nie ma co zwalać winy na rodziców, szkolę i nerwy. bo każdy to
ma. a nie każdy wymiotuje. zyczę nam wszystkim powrotu do pelnego zdrowia.