Dodaj do ulubionych

do dziewuch które się nie dają.... ;)

20.02.06, 13:18
...tak jak spora większość.... mam sporawe problemy z jedzeniem...
...no nie powiem, bywa naprawde różnie... raz lepiej ...raz zajebiście źle...
...ale mam pytanie do wszystkich lasek (bo nie wątpie,że wbrew własnemu
przeświadczeniu nimi jesteście ;)...)
...w jaki sposób radzicie sobie z dołami...
...z wachaniami nastroju... (które nie wiem jak was ale mnie doprowadzają luz
do szału...)
...muszę podkreślić... że mi poprostu brakuje już pomysłów no to aby twardo
przeć do przodu...
..a osoba która była dla mnie niesamowitym oparciem...
...od dłuższego czasu ma problemy sama ze sobą...i nie mam zamiaru zawracać
jej beretu swoimi smutkami...
...licze na jakiekolwiek zainteresowanie...
...bo jak rzedko kiedy potrzebuje...
...zainteresowania...
..............pozdrawiam.............
Obserwuj wątek
    • hogatk Re: do dziewuch które się nie dają.... ;) 20.02.06, 19:25
      tak...te doły sąokropne... ostatnio na szczęście mam ich mniej, wczoraj i
      przedwczoraj byłam jakaś szczęśliwa mega - nie wiem czemu... może wychodze z
      tego? mam nadzieje. Wiem że najpotrzebniejsza jest jakaśosoba która nas
      wspiera, jak mama doła to najchętniej chce sie do kogośprzytulić ale tego nei
      robie. Mam nadzieje że wyjdziemy z tego.
      • iiifa Re: do dziewuch które się nie dają.... ;) 21.02.06, 14:46
        tu mam coś do napisania o sobie, mam nadzieje, że któraś z was mi pomoże,
        podpowie jak sobie radzić ze złym nastrojem

        otóż wahania nastroju mam maksymale
        od śmiechu do łez
        nic nie daje mi radości

        od jakiegoś czasu mieszkam sama - niby fajnie, staram się nie wymiotować, jakoś
        się trzymam (wymiotuje raz na tydz, raz na dwa tyg.), ale staram się o tym nie
        myśleć. Ale nie mam na nic ochoty. Marudzę że nie mam co robić, że nikt nie
        chce nigdzie wychodzić ale ja widzę ze sama podświadomie wole zamknąć się w
        domu i siedzieć sobie sama, tak jakbym sie czegoś bała
        nigdy nie miałam trudności w kontaktach z ludźmi, mam chłopaka który przyjeżdża
        do mnie z daleka - i tylko kiedy jestem z nim nic mnie tak mocno nie drażni,
        nie mam złych myśli

        natomiast kiedy go nie ma - mam doła, potrafie się objadać, jemu robie akcje o
        byle co, stresuje się co robi i męczę się tym psychicznie, sama się katuje,
        mam wrażenie ze to wszystko to skutki bulimi

        mam sama do siebie pretensje o wiele rzeczy, często go przepraszam za to, że
        sie czepiam, ale nie potrafie inaczej, łatwo sie denerwuje, często płacze,
        wręcz wyje

        a tak naprawde inni na moim miejscu byliby przeszczęśliwi - to straszne,
        zmarnowałam sobie zycie, a moja psychika i moja osobowość gdzieś się zagubiła

        chyba pójdę do psychiatry - ale nie wiem, co mam mu powiedzieć?
        No co ze mam doły, ze żygam od czasu do czasu.. przecież to bez sensu!!!

        :-(
        • misiakowata Re: do dziewuch które się nie dają.... ;) 21.02.06, 16:26
          Czesc!
          Mam czasami te same problemy co wy! Tez mam czasami doly, ale zdarzaja sie one
          naprwde bardzo zadko (w koncu). Moja pani psycholog uznala ze jestem
          juz "zdrowa" - cokolwiek to ma znaczyc, ze jestem juz zdolna do zycia. Czy tak
          jest czy nie nie wiem sama. 4 lata temu skonczylam terapie, mialam kiedys
          przerazajace doly, myslalam o samobojstwi o tym by skonczyc z tym wszystkim a
          przede wszystkim z ta bulimia!!! Sama nadal nie uwazam ze jestem zdrowa, wydaje
          mi sie ze tak juz bedzie do konca. Ile razy wymiotuje? Kurcze masakra ale
          zdarza mi sie to jakies 3-4 razy w roku! Dlatego nie mowie ze jestem zdrowa,
          czasmi to wraca. A co z pomoca? Gdzie szukac oparcia, wizerunku na lepsze
          zycie? Dziewczyny w samej sobie! Zadna osoba wam tak naprawde nie pomoze! Pisze
          to tez pewnie dla siebie zebym juz z tym skonczyla na amen. Nikt nie pomoze w
          tym i dobrze o tym wiecie! Nie potrzebujecie nikogo by wam pomogl! Same sobie
          musicie pomoc! Same musicie sobie wyznaczyc cel w zyciu! Cos do czego dazycie!
          Wiecie co jest moim celem w zyciu? Stworzenie kochajacej rodziny! Chce kiedys
          zostac matka, miec dziecko i dac temu dziecku milosc. Dac mu poczucie
          bezpieczenstwa oraz wpoic ze samemu mozana dac sobei rade w zyciu! To jest to
          czego oczekuje od siebie! Nie chce zadnej podpory, to ja chce byc podpora dla
          kogos. Mam dopiero 22 lata, moja droga ku temu jest daleka. Ale wiecie co? To
          mnie mimo to trzyma przy zyciu nazwijmy je bez tej okropnej choroby! Kiedys
          stworze kochajacy dom! I bede dawala z siebie wszystko zeby moje dziecko mialo
          lepiej ode mnie! Dla tej mysli zyje!
      • martyna2525 Re: do dziewuch które się nie dają.... ;) 21.02.06, 20:32
        dariamarta przeczytaj swój post, omin duuużą liczbę kropek i powiedz mi co
        robisz ? z sobą ? chodzisz na terapię? jakie masz zainteresowania?
        nie bede ci radzić czytania skoro tego nie lubisz, trzeba zająć się życiem to
        pomaga , na smutki, pozwala zachowac równowagę, ukoić nerwy a czasem i pobudzic
        do działania.Uwierz że będzie dobrze, nie może być zawsze ciemno.
    • keisha85 Re: do dziewuch które się nie dają.... ;) 21.02.06, 20:21
      ja sama chcialabyc znalezc sposob na doly, gdy jest mi juz naprawde zle to ide
      sie polozyc i probuje zasnac, w ten sposob przesypiam chyba polowe mojego zycia
      ale coz poradzic... chyba nadzieja jeszcze trzyma mnie w tym wszystkim...wciaz
      wierze, ze kiedys bede zyc normalnie
    • pokrzyweczka Re: do dziewuch które się nie dają.... ;) 22.02.06, 21:12
      hej!!! do tej pory u mnie było tak że moje wahania nastroju,....doły
      itp.,zalewałam alkoholem!!!!dużo imprezowałam...to pozwalało mi przez chwile
      zapomniec o tym ,że jest mi źle!!!hmmmm tylko na drugi dzień była katorga z
      rodzicami:(:(:(:(oni mnie nie rozumieli ..moich problemów ciagle sie z nimi
      kłóciłam!!!!!!!!kiedyś nie wytrzymałam i powiedziałam sobie dośc tak dalej juz
      nie mogę życ...i wiesz co.... powiedziałam im o wszystkim o moich problemach o
      bulimii która trwa od 3 lat ....dosłownie o wwszystkimmmmmm!!!poza tym wiedzą
      już wszyscy moi przyjaciele...i nie zawiodłam się na żadnym z nich!!!!oni są
      Rodzina i przyjaciele są moja odskocznią jak mam doła!!!!!!
      zacznij o tym mówic!!!!!!!wyrzucac całą złośc!!!!!!!!
      a własnie niedługo zapisuje sie na boks!!!!!!!!!!
      pozdro <trzym sie>

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka