Dodaj do ulubionych

umierać i patrzeć na tych którzy cierpią

17.03.06, 00:16
mam wspaniałego chłopaka i jest mi ciężko znieść to że ja sie powoli zabijam
a on nieświadomy jest przy mnie. Mam czasami ochote powiedzieć mu o wszystkim
ale jak? Wiem że nigdy tego nie zrobie...
bulimie mam już trzeci rok... ale ten czas leci... nie wiem jak sobie pomóc.
staram sie i zrobie to bo wierze w swoje możliwości... mam nadzieje że
dzisiejszy atak był ostatnim.
co mam zrobić żeby zaakceptować siebie? nie moge powiedzieć o chorobie nikomu
bo to jest nie do pomyślenia dla moich rodziców. ich reakcja jeszcze bardziej
by mnie w tej chorobie utwierdziła. proszę o pomoc
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • klaudia661 Re: umierać i patrzeć na tych którzy cierpią 17.03.06, 18:22
      powiedzieć na pewno nie powiem... mają inne zmartwienia, a wiem że sobie
      poradze, będę walczyła tak długo ile będzie trzeba. Poza tym ze bardzo boje sie
      widzieć w oczach innych współczucia, chce normalnego życia, a fakt ujawnienia
      choroby mi w tym nie pomoże. Odkryłam będąc ostatnio w domu dlaczego na to
      świństwo choruję. Wpajają mi tam jaka powinnam być i utwierdzają w zdaniu że
      powinnam sie zmienić, ale jestem jaka jestem... inna nie będę. sprawiają że
      człowiek potrafi sie zacząć źle czuć we własnej skórze. i dlatego staram sie
      tam nie jeździć zbyt często. tam zawsze mam najgorsze ataki.
      dziękuję że piszecie. pierwszy raz zwracam sie o pomoc i bałam sie że jej nie
      otrzymam.
      • chuda18 Re: umierać i patrzeć na tych którzy cierpią 17.03.06, 19:59
        hej,podobnie do Ciebie w domu zawsze czuje sie "nie doceniana" tj. oczekuja ode
        mne bycia kims kim nie jestem
        zawsze mialam miec najlepsze stopnie
        wysprzatany na blysk pokój
        nienaganna fryzure, ubiór, nawet makijarz
        zamiast spotykac sie z kumplami to sie uczyc
        i pamietam jak w liceum wrócilam do domu i od progu krzyknelam "mamo zajelam 2
        miejsce w konkursie"
        a ona na to "a czemu nie pierwsze? "
        pobieglam na gore do pokoju i plakalam..

        jezeli masz taka sytuacje to powiedzenie o tym rzeczywiscie moze pogorszyc
        u mnie w domu nie przyjeli tego do wiadomosci, choc otwarcie mowie ze sie lecze
        i slysze tylko od nich " ty jestes nienormalna!"
        wtedy jeszcze bardziej sie w sobie zamykam ale jednoczesnie buntuje i z jeszcze
        wieksza determinacja walcze z anoreksja

        to choroba a choroby sie leczy
        i tak jak zadna praca nie hanbi tak i z choroba trzeba ja leczyc
        znajdz psychologa, psychiatre, to nie boli, to nie jest wstyd
        pozdrawiam
        • klaudia661 umierać i patrzeć na tych którzy cierpią 18.03.06, 09:09
          no właśnie kiepsko w domu ze wsparciem. Rozmowy kiedy mówie np. że mi coś nie
          wychodzi kończą się na stwierdzeniu przez nich "życie". Mówią co zrobiłam w
          życiu źle i kiedy czasami się im stawiam i mówie że nie mogą mnie tak
          traktować, zobaczą moje łzy i mówią że powinnam się leczyć...
          generalnie miło jest...
          znalazłam sobie hobby już jakiś czas temu żeby mieć się czym zająć kiedy myśle
          o jedzeniu zbyt dużo.to działa no ale nie zawsze. jak sie stanie coś co mnie
          zasmuci choroba wraca.
          wczoraj przez cały dzień nie miałam ataku... mam nadzieję że dziś też tak
          będzie. pozdrawiam
    • klaudia661 :) 18.03.06, 20:19
      udało mi sie. dawno już nie miałam 2 dni z rzędu bez ataku, choć dziś wieczorem
      było ciężko... ale dałam rade!
      stawiam czoło chorobie i jutro...
    • klaudia661 . 21.03.06, 08:36
      wczorajszy dzień był straszny...trzy razy zaszło to czego wypierałam sie i
      mówiłam że to się więcej nie powtórzy. Prawda jest taka, że ja chyba chce żeby
      sie to powtarzało,bo chce odejść. Pomachać im i odciążyć od kłopotu. Rodzice
      nie będą musieli wykładać kasy na studia, najciężej tylko zostawić przyjaciół,
      którym wiem że jestem potrzebna i tylko oni utrzymują mnie przy życiu. Ogólnie
      mam dosyć... moje myśli pogubiły sie gdzieś daleko. Siedze przed komputerem i
      nie widze sensu. Olewam zajęcia.
      pisze jak w pamiętniku... No ale zjadłam normalne śniadanie i nie zwróce go bo
      już nawet nie mam siły tego robić... i nawet mam gdzieś to że ono leży w moim
      żołądku. Choroba idzie na całego w kierunku depresji? jutro będzie dobrze...
      moje nastawienie się zmieni. Słońce będzie rano zaglądało do mojego pokoju
      • klaudia661 ból 21.03.06, 12:37
        wszystko mnie boli, czuje jak mnie bolą żyły, nogi... nie mam siły się trzymać
        za długo przy życiu. Będę walczyć... ale nie od dziś. Nawet na jedzenie nie mam
        siły
        bulimia to nic innego jak morderstwo popełniane na samym sobie.
        jeżeli jest tu ktoś kto dopiero zaczyna... niech lepiej szybko to skończy.
        czasami sie zastanawiam czy inny nałóg nie jest lżejszy a odratuje mnie od
        tego. Myślicie że jest to możliwe?
        • chuda18 Re: ból 21.03.06, 13:59
          nie ma nalogow gorszych, jedne sa bardziej szkodliwe, ale wszystkie niszcza

          trzymaj sie, to ze "raz" sie nawali nie oznacza ze tak musi byc zawsze i jezeli
          wczoraj bylo zle to dzis moze byc lepiej, ale to jedynie od Ciebie zalezy

          psycholog powiedziala ze konieczna jest w moim wypadku hospitalizacja
          od wczoraj nie moge znalezc sobie miejsca
          bląkam sie, szukam odpowiedzi, podjecia decyzji,
          chcialabym sie wyryczec, ale wiem ze to nie pomoze

          pozdrawiam
          • klaudia661 3maj sie 21.03.06, 18:06
            jestem z Tobą... Walcz o siebie i o swoją normalną przysżłość. O to żeby można
            było doczekać własnych dzieci i dać im lepsze życie niż my miałyśmy. Uczyć je
            kochać siebie i akceptować w pełni to jakie są. Walcz o siebie też dla
            bliskich, dla przyjaciół którym jesteś potrzebna.
            3mam kciuki za Twój sukces :)
    • klaudia661 damy rade 22.03.06, 09:14
      damy rade... a co! to cholerstwo ma nami rządzić przez całe życie? nie ma mowy.
      A co do terapi to domyślam sie że na początku może być ciężko, ale jeżeli
      będziesz wierzyła że jest to możliwe to uda Ci się.
    • klaudia661 potrzeba czasami oddechu 23.03.06, 15:14
      czasami trzeba odpocząć od wszystkiego... często czuje sie chęć odpoczynku od
      samego siebie i od życia... Ale czy warto? raz sie żyje. ja mam tak dużo a są
      ludzie którzy nie mają nic. Nie mogą chodzić czy są chorzy na raka... Ja jestem
      chora ale przez psychike... Po co? Dlaczego? Jak to możliwe? nie wiem i w sumie
      mnie to nie obchodzi. czasami sie dobrze czuje dzieki chorobie bo to jest coś
      co w 100% należy do mnie i dzieki temu sama decyduje o sobie... ale choroba
      wcale mi na to nie pozwala. Zniewala tylko.
      Inni mają większe zmartwienia.
      Trzymam za was kciuki żebyście sie uwolnili od czegoś co jest tylko
      wyimaginowanym problemem. Warto walczyć i żyć tak żeby niczego nie żałować.
      pozdr
      • chuda18 Re: potrzeba czasami oddechu 23.03.06, 20:38
        kiedy bieglam na autobus do domu, zaczela mi leciec krew z nosa, krwotoki staly
        sie u mnie codziennoscia
        doszlam do wniosku ze moja anoreksja nie jest godna innych chorób bo sama sie w
        nia wpedzilam i wcale nie byla to chec schudniecia ale polaczenie sie wielu
        czynników

        psycholog powiedzila mi ze w poczatkowym czasie pobytu w szpitalu beda
        mnie "karmic" dozylnie, podlacza mnie pod kroplówke

        boje sie, staram sie odsunac to wszystko jak najdalej, ale sama ku temu daze..
        niszcze siebie, tak bardzo swiadoma swojej choroby jak teraz nigdy nie bylam
        • ally25 Re: umierać i patrzeć na tych którzy cierpią 26.03.06, 11:15
          wiecie co !! to jest wlaśnie dziwne. ja doskonale wyczuwam kiedy nastapi atak,
          moge o tym powiedziec rodzicom zeby mnie nie zostawiali samej w domu, a jednak
          ja chyba chce tego ataku...nie rozumiem, skoro wyczuwamy ze nadchodzi to wyjdzmy
          z domu, porozmawiajmy z kims bliskim itp...
            • klaudia661 Re: umierać i patrzeć na tych którzy cierpią 27.03.06, 15:09
              wiecie co... nie wymiotowałam już dłuższy czas. Jem mało, ale zawsze coś...
              dziś powstrzymałam sie przed atakiem z myślą o najważniejszym człowieku w moim
              życiu. Trzeba się wziąć w garść. Płakać mi sie chce ze szczęscia.
              A jeśli chodzi o ataki to chyba ich sie chce. Nienawidzę siebie i chce siebie
              karać za wszystko co robie źle i za to co nie odpowiada innym kiedy nie mogę
              zadowolić wszystkich. Chcę mieć dziecko. Malucha który będzie biegał po domu i
              wołał 'mama.' Chcę nosić je w brzuchu, widzieć jak ojciec dziecka się cieszy z
              tego że ono niedługo przyjdzie na świat.
              Za dużo do stracenia jest kiedy się żyje z chorobą, a raczej z nią umiera.
              3mam za was kciuki. Dacie rade, tylko trzeba znaleźć cel.
              pozdrawiam
    • mariola22-24 Re: umierać i patrzeć na tych którzy cierpią 30.03.06, 11:37
      Czytam Twoj tekst i mam wrazenie, ze czytam o sobie. Tez mam chlopaka, ktory
      mnie kocha, ale nie potrafie z nim o tym rozmawiac, bo wiem, ze on nie
      zrozumie. Mysle, ze malo jest takich osob, ktore potrafia to zrozumiec. Z
      rodzicami tez nie potrafie o tym rozmawiac, bo od razu dochodzi do klotni. Do
      lekarza nie pojde, bo uwazam, ze i tak mi nie pomoze a poza tym ciagle mam
      nadzieje, ze sobie poradze. I tez mam nadzieje, ze wczorajsze obzarstwo,
      wymioty, ziola przeczyszczajace to juz byl ostatni raz!
      • klaudia661 hmmm 30.03.06, 19:59
        znam to dobrze. To nie jest tak że nie mówie mojemu chłopakowi o tym dlatego że
        on tego nie zrozumie choć pewnie by tego nie pojmował, ale przynajmniej by mnie
        wspierał... ja nie mówie bo sie wstydze... ta choroba to słabość nic innego.
        Pozwalam nad sobą panować jakiemuś chobóbsku psychicznemu. Tyle ludzi mając np.
        raka walczy o każdy dzień a ja sama na swoje życzenie sie zabijam...
        bede walczyć.
    • klaudia661 z tym da sie żyć 03.04.06, 16:35
      żegnajcie wszystkie. Nie sądze żebym tu jeszcze zagościła... cały czas chudne a
      to że pisze posty nie pomaga mi sie uwolnić. Pomaga mi się uwolnić mój chłopak,
      nieświadomie ale pomaga.
      życze zdrowia i wyplątania się z chorób na które cierpicie... powalczcie
      jeszcze troche... może sie uda :]. wierzcie że sie uda.
      • chuda18 Re: z tym da sie żyć 05.04.06, 08:59
        hejka
        musisz walczyc !!!
        zycie jest ciagla walka !!!
        dawno nie pisalam bo bylam w szpitalu do którego juz nie wróce,
        traktowali mnie tam jak szmate, jak ostatnie dno, uslyszalam ze bedac
        anorektyczka jestem nic nie warta.

        najbardziej moja wartosc pomniejszyla pewna pieprzona pani endokrynolog
        slyszalam od niej teksty typu "anoreksja i bulimia to to samo" "nigdy z tego
        nie wyjdziesz" " w koncu umrzesz" "nie wierze ci bo jestes anorektyczka, a wam
        sie nie wierzy bo wy wszystkie jestescie klamczuchy" „a kazda anorektyczka jest
        taka sama” "w ogóle to sie zamknij, masz jesc a reszta nikogo nie
        obchodzi" "nie masz prawa miec nad soba kontroli, to my ustalamy co sie z toba
        stanie" „dla ciebie problemem na pewno tez jest pryszcz na nosie przez którego
        się glodzisz”
        gdyby miala jakiekolwiek pojecie o tej chorobie to zamknela by sie i starala
        się pomoc a nie poglebic w chorobie

        po wyjsciu ze szpitala chcialam popelnic samobujstwo, plakalam dosc dlugo tak
        bardzo bolalo

        trzymaj sie
        • nancy77 Re: z tym da sie żyć 09.04.06, 15:37
          wow no miłe to to napewno nie było!!! nie chcę bronic pani doktor ale może
          miała dobre intencje- taki sposób motywowania na niektórych działa,rozumiem ze
          paskudnie się cułaś ale może chciała cię wkurzyć żebyś zaczeła sie buntować-
          coś typu tak to zobaczymy, wcale nie jestem kłamczuchom etc!
          nie zrozum mnie żle nie próbuje tej kobiet bronić ani usprawiedliwiać mnoże
          taki miał "styl" nie twierdze ze skuteczny
          pozdro
    • klaudia661 cisza 06.04.06, 07:12
      do ciszy wchodzi się powoli, ona otula niczym mgła... po pewnym czasnie nie
      widzisz nic poza nią. Nie wiedz co jest przed Tobą bo mgła zamyka twoje oczy.
      Już badasz wszystko dłonią i cały czas czekasz... Oddalasz się nieświadomie od
      tego co niegdyś stanowiło twój dom. Idziesz tam gdzie nie ma nikogo poza ciszą,
      ale nie ma wolności...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka