nin4
08.10.06, 22:48
Jestem totalnie sama. Kiedyś, w liceum, jak jeszcze byłam zdrowa, miałam wielu
przyjaciół, a raczej przyjaciółek, bo faceci mnie krępowali. Ale to mi
wystarczało, było cudownie. Żyłam, imprezowałam, kochałam życie towarzyskie,
mimo okrąglejszej figury. Oczywiście nadwaga byłą dla mnie problemem, bardzo
dużym, zresztą same wiecie, no i niestety znalazłam na nią sposób inny niż
sport, który tak kochałam. Na studiach schudłam, ale przy okazji straciłam
znajomych, a nowych przyjaźni już nie byłam w stanie nawiązać. Byłam sama.
Nieustannie. I tak jest do tej pory. Izoluję się, nie chodzę na imprezy, już
mnie nikt na nie nawet nie zaprasza, mimo, że wiem, że znajmoni z pracy coś
organizują. Umawiają się przy mnie, obgadują razem szczegóły, ja nie istnieję.
Tak się zapętliłam, że nie jestem w stanie nawiązać z nikim kontaktu.
Uciekam, chowam się w domu, tu się czuję najbezpieczniej, w powyciąganym
dresie, który ukrywa coraz to okrąglejsze kształty. Nie mam siły żeby to
zmienić. Oto co bulimia zrobiłą z moim życiem. Jestem aspołecznym, wyrzutkiem
społeczeństwa, mogłabym zniknąć a i tak nikt by nie zauważył. A ponoć życie
bez przyjaciół nie ma sensu...