Do tych które bulimię mają już za sobą!!!

26.02.07, 13:04
Chciałabym się dowiedzieć jak wyglądał wasz "proces zdrowienia" i ile czasu on
trwał, jak starałyście się sobie pomóc, jakie techniki stosowałyście by
zapobiec objawom...
    • albasi Re: Do tych które bulimię mają już za sobą!!! 26.02.07, 23:07
      Chorowałam 8 lat, psychoterapia pomogła troszkę, mam raczej wrażenie, że
      choroba przestała mi być potrzebna, najważniejszy moment, przełomowy nastąpił
      po odcięciu pępowiny z domem, od 2 lat czuję się zdrową osobą, zwracam uwagę na
      wagę, jak za dużo przytyję robię sobie kilka lżejszych dni. Mam wrażenie, że ta
      choroba jest tylko ujściem, problem wiąże się z czymś innym, u mnie z domem
      rodzinnym, wymagającym, z trudną i obciążającą atmosferą. Zyczę powodzenia
      walczącym, można z tą chorobą zwyciężyć.
    • olcia19853 Re: Do tych które bulimię mają już za sobą!!! 09.03.07, 11:07
      Tobie sie udalo!!!Gratuluje, ale ja wciaz jestem chora i to z dnia na dzien
      czuje ze choroba sie poglebia a mam juz dosyc.Czuje sie yczerpana i bezsilna a
      caly moj siat to jedzenie i toaleta.Boje sie ze doprowadze moj organizm do
      takiej ruiny ze nabaie sie jakies chorob!!!to mnie tak bardzo przeraza ze z
      tego calego stresu zaczynam jesc i wszystko zaczyna sie od nowa.Prosze pomoz
      mi, napisz o calym procesie ychodzenia z bulimii i jak sie czujesz teraz?bede
      wdzieczna za kazda wskazowke
      • albasi Re: Do tych które bulimię mają już za sobą!!! 29.05.07, 21:09
        Zaczęło się od wizyty u psychologa, psychoterapia być może jest skuteczna, ale
        ja jestem mistrzynią pozoru, a to nie sprzyja skuteczności oddziaływania
        psychoterapeutycznego. Wiele się w moim życiu zmieniło od tego czasu. Przede
        wszystkim odcięłam pępowinę z domem. Nie tylko ze względu na przeprowadzkę, ale
        także ograniczenie kontaktu, telefonów, wtajemniiczania rodziców w moje życie.
        Pomógł też seroxat, brałam go przez rok, po rocznej przerwie przez pół roku.
        Ale najwięcej zrobił mój chłopak, on uwielbia pupę, kształty, strofował mnie,
        jak trochę przytyłam okazywał wręcz fascynację nowymi kształtami. Przez rok
        czasu pokazał mi że kobiecość to nie kości, otoczenie to potwierdzało każdego
        dnia. Moje powodzenie, zainteresowanie mężczyzn wzrastało z każdym gramem.
        dzisiaj uwielbiam moje fałdki, chociaż nadaj jestem bardzo szczupła w końcu
        rozmiar 34 jest na mnie dobry, a nawet 36, choć to już trudniej przełykam:)
        Wcześniej wisiało na mnie 32, a jak robiło się dobre wpadałam w panikę. dzisiaj
        jestem szczęśliwa. Jestem zdrowa, jem nadal mało, ale normalnie, mam ochotę na
        słodycze, jem je, mam ochotę na mięso, makaron, cokolwiek... i nie
        wymiotuję!!!!!!!!!!!!
        Nawet przez myśl mi to nie przejdzie.Powiem więcej, jedzenie jest dla mnie na
        codzień sprawą oczywistą, kiedy przestało być głównym obszarem o którym myślę
        myślę o tym wtedy, kiedy jestem głodna. Moja pasja pt. jedzenie skończyła się
        definitywnie. Można z tego wyjść. gwarantuję. Uważam, że w moim ;przypadku
        głółwnym źródłem problemu był dom, nie wiem jak u was, chore rodziny, chore
        relacje chore stosunki między rodzicami i dziećmi skutkują tym, że piękne,
        młode, inteligentne osoby zamieniają się w czujące swą bezwartościowość
        quasimaszyny do przeróbki żywności.
        trzymam za was kciuki dziewczyny, chciałabym, żeby Wam też się udało.
        • sewi3 Re: Do tych które bulimię mają już za sobą!!! 29.05.07, 23:31
          Wiem ze odbiegne troche od tematu ,ale ja naprwde nie potrafie zrozumiec
          ludzi.JA nosze rozmar 36 i 34 wchodze ale jest on akurat<nie lubie chodzic w
          obcislych rzeczach> i w szkole mowia ze wygladam jak szkielet i non stop sie
          mnie czepiaja, to czy ciebie nie czepiali sie ludzie i nie czepiaja nadal skoro
          nosisz takei rozmiary, pomimi tego ze jesz juz normalnie?
          • albasi Re: Do tych które bulimię mają już za sobą!!! 30.05.07, 21:56
            Pewnie, że się czepiali, czepiają nadal, bo nie rozumieli i nie rozumieją, że
            zaburzenia odżywiania to problem głowy, a nie wagi, zaburzenie obrazu własnego
            ciała, obsesja na punkcie tycia, jedzenia, ograniczania, a nie faktycznego
            problemu z nadwagą. ja zawsze byłam bardzo drobna, to, że 34 stało się na mnie
            dobre a nie wiszące, to wynik tego, że przytyłam wskutek normalnego jedzenia.
            To też stało się dla mnie racjonalnym argumentem mowiącym mi o tym, że pomimo
            tego że przytyłam, nadal jestem szczupła, bo to w końcu bardzo mały rozmiar,
            dla bardzo szczupłej osoby. Potrzebowałam takich racjonalnych argumentów, bo
            sama obiektywnie nie potrafiłam stwierdzić, czy jestem szczupła czy nie. Osoby
            z problemem jedzenia oceniają swój wygląd po tym ile jedzą a nie po tym jak
            wyglądają. Ja tak miałam.
Pełna wersja