misti_ja
14.05.07, 22:43
Już tydzień nie wymiotuje! Jem normalnie, przynajmniej staram się. Co prawda
nie można nazwac jeszcze tego zdrowym jedzeniem bo zjadłam mnóstwo słodyczy
ale już się nie objadam i nie wymiotuję. Co zrobiłam? Zaczęłam myśleć
pozytywnie, tylko o dobrych rzeczach, że jestem zdrowa, szczęśliwa, że jestem
wybrańcem losu i dostanę wszystko czego chcę. Poprzednim razem w ten sposób
wyleczyłam się z bulimii. Jeszcze sprawia mi to czasem problem, ale jak tylko
przyłapie sie na marudzeniu staram przywołać się do porządku. Przytyłam kilka
kilogramów i to mnie dołuje, ale staram się o tym nie myślec. Jak zacznę
normalnie jeść to w zdrowy sposób wrócę do mojej upragnionej wagi. Mam
nadzieję, że się nie załamie bo jest mi teraz troche ciężko. Czuję ten
tłuszcz na sobie i boję się, że teraz nikt mnie nie będzie kochać, a ja tak
bardzo chciałabym się do kogoś przytulić. Nie jestem już drobna i szczupła,
tylko wielka baba (miałam myśleć pozytywnie :) , jestem piękna i urocza :) )
Jest mi ostatnio czasem tak przykro, że chce mi się płakać w sklepie,
autobusie, pracy. Jestem wesoła i cieszę się życiem ale walczę z psychicznym
bólem. Było już beznadziejnie, wzięłam żyletkę i z rozpaczy, bezradności i
złości pocięłam sobie całe ręce, miałam dość, ale jest lepiej. Ktoś ze mną
porozmawiał, któtko, ale tyle mi wystarczy żeby poczuć sie lepiej, chcę
rozmawiać. Nie jestem już zamknięta w sobie, chcę otwarcie mówić o tym co
czuję, lubię gdy ktoś mnie ze zrozumieniem słucha. Przestałam się wstydzić
tego co czuję, swoich problemów, kiedyś się za to winiłam.
Ostatnio poczułam coś co nazywa się kompleksem kopciuszka, złość i
upokorzenie. Dlaczego inni mają rodziny? Ja tez chcę, nie chcę być przylepą,
gościem w czyimś domu, chcę mieć swój! Patrzę się jak rodzice tulą dzieci.
Czy ja na to nie zasługuję?! Wiem, że Bóg mnie kocha, dlatego nie tracę
nadziei, jestem w miarę szczęśliwa. Będzie dobrze, zacznę się leczyć, ktoś
mnie pokocha, będę szczupła, zdrowa i najszczęśliwsza na świecie. :)