unconscious2
06.06.07, 07:30
Od dłuższego czasu zastanawiam się gdzie leży ta subtelna różnica i czy w
ogóle ona istnieje. Bo wiadomo nie wszystkie ataki obżarstwa są już
bulimiczne, może to przecież być zwykłe niewinne "niewytrzymanie" na diecie.
Czy w takim razie "bulimiczność" zależy od tego ile zjem? A może od tego czy w
jakiś sposób próbuję pozbyć się zjedzonych (pożartych raczej) rzeczy? O czym
myślicie tuż przed atakiem-czy próbujecie do ostatniej chwili odwieść się od
tego czy może już od jakiegoś czasu jesteście pogodzone i wybieracie to co
zjecie? czy w trakcie jedzenia czujecie ulgę czy już "niezadowolenie"? Może to
głupie pytania, ale męczy mnie po prostu gdzie kończy się mało
zdyscyplionowane odchudzanie a zaczyna bulimia.
Pozdrawiam.