wasze myśli

06.06.07, 07:30
Od dłuższego czasu zastanawiam się gdzie leży ta subtelna różnica i czy w
ogóle ona istnieje. Bo wiadomo nie wszystkie ataki obżarstwa są już
bulimiczne, może to przecież być zwykłe niewinne "niewytrzymanie" na diecie.
Czy w takim razie "bulimiczność" zależy od tego ile zjem? A może od tego czy w
jakiś sposób próbuję pozbyć się zjedzonych (pożartych raczej) rzeczy? O czym
myślicie tuż przed atakiem-czy próbujecie do ostatniej chwili odwieść się od
tego czy może już od jakiegoś czasu jesteście pogodzone i wybieracie to co
zjecie? czy w trakcie jedzenia czujecie ulgę czy już "niezadowolenie"? Może to
głupie pytania, ale męczy mnie po prostu gdzie kończy się mało
zdyscyplionowane odchudzanie a zaczyna bulimia.
Pozdrawiam.
    • madziuus Re: wasze myśli 08.06.07, 17:44
      mi sie wydaje ze bulimia zaczyna sie gdy zaczynasz zwracac lub zaczynasz
      naduzywac srodkow przeczyszczajacych ..
      • unconscious2 Re: wasze myśli 08.06.07, 21:48
        hmmm. a ja właśnie czytałam, że sęk nie tkwi w samym zwracaniu tego co się
        zjadło. jak sama "podnazwa" mówi to żarłoczność psychiczna- chodzi chyba o brak
        kontoli nad tym kiedy ile i co jesz. niekontrolowane napady obżarstwa...
    • koniec_z_tym1 Re: wasze myśli 08.06.07, 23:04
      sadze, ze chodzi o psychike, o mysli i emocje towarzyszace jedzeniu. Jedzenie
      jest koniecznoscia i przyjemnoscia. I norma spoleczna - jemy w porze posilkow,
      jemy okolicznosciowo, bo nie wypada odmowic. Jemy wiecej przy roznych okazjach.
      Bulimia jest wtedy gdy nienawidzisz siebie, ze jesz, gdy panicznie boisz sie,
      ze przytyjesz po zwyklym obiedzie i po niezwyklej uczcie. Wymioty to tylko
      smutny i przerazajacy efekt tych mysli. Tak jakby cala nasza wartosc,
      osobowosc, przyszlosci, powodzenie i szczescie - zalezala od tego ile aktualnie
      zjadlysmy. Tak jakby kilogram wiecej oznaczal zyciowa tragedie. A faktycznie
      tragiczne jest to, ze tak sie odbieramy, ze dla nas faktycznie jest to
      tragedia. Dla bulimiczek osobowosc ma wlasciwie 1 wymiar - waga. Wszystkie inne
      skale, plaszczyzny - maja mniejsze znaczenie. Tak jakby w zyciu chodzilo tylko
      o to zeby nie przytyc, schudnac i utrzymac wage. To strasznie plytkie. I bardzo
      smutne - tak cierpiec z tak beznadziejnego powodu. Jakies glupie 3, 5, 10 kg
      rzadzi nami, naszym zdrowiem, przyszloscia, emocjami. Odbiera radosc zycia.
    • effaclar Re: wasze myśli 08.06.07, 23:55
      Od dwóch dni zastanawiam się na odpowiedzią na to pytanie...
      Sama zastanawiam sie czy mam bulimię, czy tylko sobie to wmawiam. A może juz z
      tego wyszlam? Wszystko zaczelo sie rok temu, udalo mi sie troszke schudnac i
      wszyscy mnie chwalili jak to ladnie wygladam, pozniej zaczelam podjadac
      slodycze, pizze, tosty, gdy sie przejadalam swiadomie szlam do lazienki...
      Trwalo to pol roku, gdy zoorioentowalam sie co robie ze swoim cialem -
      przestalam wymiotowac. Ale obzarstwo zostalo, najpierw raz w tygodniu, pozniej
      codziennie, czasami wymiotwalam, czasami nie. Przytylam w ciagu 3 miesiecy 12
      kg!
      Co wtedy myslalam... Chyba pierwsza mysl: co sobie kupie do jedzenia (snikersy,
      ciasteczka, ciasta, czekoladka,lody, orzeszki i chipsy), po wchlonieciu
      wszystkich produktow nagle zapalalo sie swiatelo - przytyjesz, pozniej sesja w
      lazience, wyrzutu sumienia, postanowienia od jutra itp.
      Przed rozpoczeciem jedzenia mysle: trudno, bedziesz gruba, jeszcze Ci sie uda
      schudnac; jednak po zjedzeniu mysle: co Ty zrobilas, znowu przytyjesz, zoladek
      Cie boli, po co to jadlas, zobacz jaki masz brzuch...
      W chwili obecnej od 6 dni znowu jestem na diecie, jogurcik, warzywka, male
      ilosci itp ale boje sie ze nagle przyjdzie mysl: jeszcze uda Ci sie schunac i
      znowu pochlone cala lodowke, pozniej albo pojde do lazienki albo nie.

      Najgorsze sa wyrzuty sumienia... o niczym innym nie mysle tylko o tym dlaczego
      ja tak duzo jem, po co mi to, musze cos zrobic z moim brzuchem, udami, rekami...

      I najdziwniejsze jest to ze w zycziu niczego mi praktycznie nie brakuje, mam 25
      lat, skonczylam studia, mam wlasne mieszkanie, samochod, dobra prace,
      kochajacego chlopaka i...bulimię... Skad to sie wzielo? Chyba za bardzo
      chcialam być "doskonala"...
      Mecza mnie te mysli...
Pełna wersja