zazdrość...?nie wiem...przeczytajcie, pomóżcie...

08.08.07, 13:25
To może na początku będą przeprosiny skierowane do wszystkich
urażonych/poirytowanych moimi wpisami z ostatnich kilku dni mojej bytności na
tym forum. Właśnie Wasza reakcja pokazuje mi, że coś chyba nie gra...Bardzo
więc przepraszam.

Zazdrość z tytułu wątku jest taka przewrotna...Dużo czytałam/czytam o bulimii
i anoreksji, sama zmagam się z różnymi koszmarkami w mojej głowie i nie chcę
napisać, że zazdroszczę Wam choroby, nie to mam na myśli. Pewnie ktoś napisze,
że jestem głupia, że nie wiem co to za piekło, jak można zazdrościć czegoś
takiego. A jednak...nie umiem tego dobrze wyrazić, ale zazdroszczę kilku rzeczy...

Jako dziecko byłam taka uroczo pulchniutka, tak mi zostało. U mnie w domu
gotowało się dobrze, z domu wyniosłam to, że lubię jeść, lubię dobre jedzenie.
Lubię? Raczej lubiłam... I tu pierwszy z moich powodów do zazdrości...
Zazdroszczę tym, które umieją sobie to jedzenie tak obrzydzić, że potrafią się
powstrzymać przed zeżarciem kalorycznych świństw. A z drugiej strony
zazdroszczę tym, które, nawet jeśli mają chwilę później sprowokować wymioty,
potrafią w czasie jedzenia czuć zadowolenie. Bo ja nie potrafię sobie odmówić
żarcia (nawet jeśli to nie są takie typowe ataki wieeelkiego obżarstwa, to
zdarza mi się zjeść na raz naprawdę sporo), bo zawsze a to smaczne, a to
ostatni kawałek - zawsze znajdzie się jakieś usprawiedliwienie. Tylko że jak
jem, to już w czasie jedzenia mam wyrzuty sumienia, że jem...Żadnej przyjemności.
Bulimiczki potrafią te wyrzuty sumienia przygłuszyć wymiotami... Nie
krzyczcie, nie oburzajcie się...Tego też zazdroszczę... Mam jakąś
psychiczno-estetyczną blokadę przed wymiotowaniem, nie jestem w stanie
sprowokować wymiotów i już. Nie mogę brać środków przeczyszczających z bardzo
prozaicznego powodu - charakter pracy, jaką wykonuję. Mogę tylko chodzić na
siłownię i fitness, no i chodzę, codziennie, tylko że (znów z uwagi na pracę,
bardzo męczącą fizycznie) śpię bardzo mało, w fitness klubie zdarza mi się nie
mieć już na nic siły, ale nie jestem w stanie sobie odpuścić, bo nie wyobrażam
sobie, że miałabym cokolwiek później zjeść z czystym sumieniem. Dlatego
zazdroszczę umiejętności wymiotowania... Bo byłoby szybciej, prościej, bez
zastanawiania się jak funkcjonować cały kolejny dzień kiedy już o 10 po
siłowni nie mam ani krzty energii.

Zazdroszczę tym wyleczonym, które potrafią cieszyć się nie wiem...tortem,
pizzą...Mam dosyć wyszukiwania na sklepowych półkach jogurtów 0,1% tłuszczu,
dosyć jedzenia substytutów, picia coli light, kruszenia słodziku zamiast
posypywania cukrem, odwracania głowy od tego, co smaczne. Bo i po co to? Po
to, żeby te wszystkie "oszczędzone" kalorie nadrobić, kiedy znów mi odwali i
rzucę się na czekoladę?

Nienawidzę tego jak wyglądam. 61 kg przy 174 cm. Ktoś mógłby powiedzieć, że
nie najgorzej, że BMI w normie. BMI to suche liczby, nie uwzględniają
indywidualnej budowy, nie uwzględniają moich fałdów wylewających się ze
spodni. Nienawidzę swojej niekonsekwencji, braku silnej woli, tego, że zdarza
mi się wyjść przed zaplanowanym czasem z tego cholernego fitness klubu, bo nie
mam już siły ćwiczyć. Wiecie, że konsekwencji w niejedzeniu też Wam zazdroszczę?

Jestem z tym sama. Nie wiem co mam zrobić. Wiem, że nie chcę tak dłużej - mam
22 lata i co? Stale, nieustannie myślę o jedzeniu, dietach, odchudzaniu, o
nadmiarze swoich kilogramów. Wiem, że gdybym przestała ćwiczyć i liczyć
kalorie, przytyłabym, a wtedy byłoby jeszcze gorzej, samopoczucie już na
kompletnym minusie. I tak jest na minusie. Stale. Jestem wiecznie zmęczona,
niewyspana (wyspałabym się po pracy, ale przecież rano trzeba iść spalać
kalorie), wredna dla wszystkich, byle co wytrąca mnie z równowagi.

To jest jakieś błędne koło.

Przepraszam, że taki długi ten post, może komuś będzie się chciało doczytać do
końca i coś poradzić.
    • babyme Re: zazdrość...?nie wiem...przeczytajcie, pomóżci 08.08.07, 13:51
      oj no jest to błędne koło, jest. ale same sobie to błędne koło
      kręcimy.. Ja sama mam problem, napady zlości, agresje, depresje i
      smiech. wiem co czujesz. To jest choroba naszej psychiki, ktora
      nastepnie niszczy organizm.
      Dla mnie dobrymi momentami jest gdy sie wyciszam, wyciszam sie w
      sobie i staram sie rozsadnie myslec, nie dzialac umpulsywnie.
      Postaraj sie poukladac sobie to co wazne i nie pozwolic ponosic sie
      emocjom. Wiem, ze latwo tak mowic, sama z tym walcze... ale jakies
      rozwiazanie musi byc.
      ale nie zazdrosc bulimiczkom, bo nie ma czego, mozesz jedynie nam
      wspolczuc.
      trzymaj sie!
    • kasiap75 Re: zazdrość...?nie wiem...przeczytajcie, pomóżci 08.08.07, 14:18
      Trafiłam na to forum przez przypadek. Akurat przeczytałam Twój post, Nessska.
      Nie jestem chora ani na anoreksję ani na bulimię. I w tych dziedzinach nie będę
      się wypowiadać. Mam nadzieję, że za złe mi tego mieć nie będziecie, stałe
      forumowiczki.
      Chcę napisać do Nessski:)
      Czasem ciężko jest patrzeć w lustro. Ja patrzę na siebie i co: 164cm, waga 47kg
      w porywach do 49kg. Jestem po trzech ciążach (każda plus 20kg), nigdy na diecie,
      nie liczę kalorii. Nie lubię jednak swojej wagi, choć niejedna dziewczyna mi
      zazdrości. Uważam, że jestem chuda i chciałabym przytyć kilka kilo. Po latach
      widzę, że mój organizm nie nadaje się do tycia.
      Nessska, postanowiłam nie skupiać się na swojej wadze i w życiu znaleźć inne
      radości, bo szczęście może uciec, a my go nie zauważymy, bo będziemy liczyć
      kalorie i patrzeć w lustro.
      Wokół świat goni i promuje szczupłość, super diety, ale przecież każdy jest inny
      i w tym tkwi piękno. Mężczyźni wokół też, jedni lubią szczupłe panie, inni wolą
      te bardziej okrągłe kobietki. Nie mogą wszyscy być jednakowi.
      Nessska, jesteś młodą kobietą, wszystko przed Tobą. Ciało jest tą zewnętrzną
      warstwą Ciebie. Odkryj swoje wnętrze, tam tkwi właściwe piękno człowieka wpisane
      mu przez Tego, który wszystko stworzył.
      Możesz nie lubić swojej wagi (ja też nie lubię swojej), ale postaraj się polubić
      siebie i siebie innym dawać.
      Ktoś pokocha Twoje fałdki, lub ich brak na dobre i na złe. Będzie uwielbiał
      przytulać się do nich.
      Czas niestety zmienia nasze ciała. Wypracowana figura za 30 lat wyglądać będzie
      inaczej. Czy warto temu poświęcić siebie? Szukaj w swoim życiu innych wartości i
      tym się dziel, aby każdy kogo poznasz, zapamiętał Cię nie tylko z wyglądu, ale
      też z Twojego wnętrza i tym się zachwycał.

      A na koniec cytat z Biblii dla Ciebie od Tego z góry:

      "Nie wydawaj duszy swej smutkowi ani nie dręcz siebie myślami.
      Radość serca jest życiem człowieka, a wesołość męża przedłuża dni jego.
      Wytłumacz sobie samemu, pociesz swoje serce, i oddal długotrwały smutek od
      siebie; bo smutek zgubił wielu i nie ma z niego żadnego pożytku.
      Zazdrość i gniew skracają dni, a zmartwienie sprowadza przedwczesną starość.
      Gdy serce pogodne - dobry apetyt, zatroszczy się ono o pokarmy."
      Syr.30,21-25

      Pozdrawiam i przepraszam, że tak dużo:))
    • ereszkiqal Re: zazdrość...?nie wiem...przeczytajcie, pomóżci 08.08.07, 14:59
      Nessska nie chce "wyrokowac",ale bulimia to nie tylko prowokowanie
      wymiotow.Twoj problem dotyczyl i mnie.Jesli do tej pory nie
      wymiotujesz,to mozesz sie tylko cieszyc.
      Chodzilam jak opetana,gdy nie moglam wykonac cwiczen przeznaczonych
      na dany dzien.Czulam sie jak zwierze w klatce . Teraz wiem,ze jesli
      nie cwicze przez dwa dni,to waga wcale nie "skaka do gory".Odpusc
      sobie czasami,odpocznij.Twoj organizm tego potrzebuje.
    • szemtak Re: zazdrość...?nie wiem...przeczytajcie, pomóżci 13.05.08, 11:43
      tam jest warsztat psychologiczny o zazdrości
      www.pozacentrum.pl/
    • agi19 Re: zazdrość...?nie wiem...przeczytajcie, pomóżci 13.05.08, 19:48
      wiesz? ja też mam 174cm ważę 40 kg i wcale nie jestem szczęśliwa,
      gorzej! jestem głęboko nieszczęśliwa, zniwolona nieustannym
      myśleniem o jedzeniu, o tym czego mogę , ile, o której, czego nie,
      jak to spalić, jak odwlec,żeby nie było, a może i było? nic nie mam
      w życiu, koleżanek, nie mam w niedzielę kogo odwiedzić, z kim
      pogadać, zadzwonić, złoszcże się, nie mogę spać, to jest piekło, a
      co piszę to tylko min. z min. koszmaru, idź do kogoś, kto Ci pomoże,
      zanim się zadręczysz, pozdraiwam
      • countless Re: zazdrość...?nie wiem...przeczytajcie, pomóżci 02.06.08, 21:39
        tak ;( to koło jest najgorsze. chcemy byc szczesliwe ale nie chcemy
        byc grube od jedzenia ;( to okropne zyc ze świadomoscią ze czego sie
        nie zrobi to i tak bedzie xle. chcialabym zyc normalnie. moglabym
        nawet nie chudnąć. byleby tylko móc jesc normalnie i nie tyc ;( nie
        myslec o tym, wygladac i wazyc ciagle tyle samo ;( zazdroszcze
        osobom ktore mogą jeśc 2000 kcal i nie tyją. zyja normalnie i cieszą
        sie zyciem. nie muszą ciagle uwazac na godzine o ktorej jedzą, co
        jedzą i ile ;( zadroszcze tez tym ktorzy umieja sie powstrzymac od
        jedzenia. wszystkim zazdroszcze. nawet jak ktos jest pulchny ale
        szczesliwy to tez pozera mnie zazdrosc. jestem zazdrosna o wszystko.
        o innych ludzi i ich szczęście. nawet jesli są grubi i brzydcy ale
        szczesliwi to mnie az wykręca z zazdrosci ;( ale jednoczesnie nie
        chce taka byc. nie chce byc gruba i wesola. chce czegos co jest
        nierealne
Pełna wersja