wygłodzony kot - może pomoże

22.01.08, 20:42
Witam.

Może to komuś pomoże, tak jak mi pomaga - bulimiczce z kilkuletnim
stażem (z dłuższymi lub krótszymi przerwami).

Otóż dokarmiamy dwa podwórkowe koty. Jakiś czas temu przypałętał się
jakiś inny mały, chudy, dziki kotek. Wystawiłam jak zwykle jedzenie
dla "naszych" kotów i nie zdążyłam zamknąć drzwi jak do miski dopadł
ten nowy kociak. Był bardzo ale to bardzo głodny. Bał się mnie, to
było widać ale głód był silniejszy od strachu. Jadł łapczywie w
biegu, nawet nie gryzł pokarmu. Łykał. Widziałam, że chce uciec ale
próbował ukraść jeszcze jeden kęs i jeszcze jeden. Jadł na zapas. To
straszne jak bardzo można być głodnym i pragnąć jedzenia z
prawdziwego głodu, takiego z braku pożywienia, a nie na własne
życzenie. Widok był na tyle porażający, że przez cały dzień i noc
miałam to przed oczyma, aż się popłakałam.

I wtedy coś się ze mną stało. Strasznie żal mi się zrobiło tego
zabiedzonego zwierzaka (bardziej niż głodnych ludzi, którzy mają
większe możliwości, żeby zdobyć pożywienie) i ruszyło mnie sumienie,
gdy pomyślałam o tym, jak nie szanuję jedzenia, żrę - tak żrę
bezmyślnie, a potem rzygam bo boję się przytyć. Ilości, jedzenia
które pochłaniam za jednym razem starczyć by mogły czasem na 3 dni,
gdy tymczasem ten kot codziennie głoduje. Życie jest okrutne -
pomyślałam.

Postanowiłam, że tak dalej być nie może. Nie chodzi o to, żeby
dokarmiać bezdomne koty. Świata nie zbawię. Ale, żeby zastanowić się
nad tym co robię, nad swoimi emocjami, ustalić priorytety w życiu.
Zdałam sobie sprawę jakie to jest głupie- mam na myśli bulimię. Ten
głupi strach, że z każdym kęsem przybędzie centymetr w biodrach. A
jeżeli nawet, to co z tego? Tak lekką ręką wydajemy pieniądze na
jedzenie, które na siłę pakujemy w siebie, a potem się go pozbywamy.
Przy okazji cierpimy fizycznie i psychicznie i po co? Bo nie umiemy
sobie poradzić z emocjami, wolnym czasem itp.? Tak sobie myślę, że
nam się za przeproszeniem w d..pach poprzewracało z braku
poważniejszych zmartwień.

Teraz jak czuję, że muszę się napchać albo jak już zjem więcej niż
bym chciała i przychodzi mi na myśl, że najwyżej wszystko wyrzygam
to przywołuję sobie obraz tego wygłodzonego kociaka i głupie zamiary
przechodzą. Staram się jeść zdrowo, delektować się smakiem i
doceniać to, że lodówka nie jest pusta. Lepiej jeść po trochu,
powoli i zdawać sobie sprawę z tego, że pożywienie to nie tylko
dodatkowe kg ale witaminy, zdrowie, ładne włosy, cera, paznokcie.
Nie musimy wszystkiego pożerać od razu.

Czasem myślę, że wszystkich bulimikówi i anorektyków (w tym i mnie)
najlepiej wysłać do Afryki, aby ciężko popracowali na rzecz tych
chorych, głodnych i biednych ludzi tylko za miskę zupy dziennie.
Wtedy byśmy cieszyli się życiem, zdrowiem i tym co mamy. Te
wszystkie terapie z psychologami i leczenie szpitalne gdzie obchodzą
się z takimi osobnikami jak z jajkiem jest bez sensu. Przecież nam
chodzi o to, żeby wszyscy się nami zajmowali. A im bardziej będziemy
chorzy tym większa szansa, że będziemy w centrum uwagi własnej i
innych. Śmiem twierdzić, że przyczyną bulimii i anoreksji jest nasz
anormalny, nieprzyzwoity wręcz egoizm i egocentryzm.

Pomyślcie w chwilach słabości o wygłodzonym kocie - mi to pomaga.
    • zawsze-alusia22 Re: wygłodzony kot - może pomoże 22.01.08, 21:24
      Zagłodzony kot?Bulimiczki do Afryki a lekarze do kosmosu?To chyba lekka
      przesada!Zwierzęta głodują od wieków i taka ich natura że musza zdobywac pokarm
      by przetrwac!Z jednym sie zgodzę że bezsensownie wydajemy kasę na żarcie które
      potem zwracamy w kiblu!Ok to jest chore i dla innych zupełnie
      niezrozumiałe.Ciesze się że TEN KOT sprawił że inaczej patrzysz na swoja chorobę
      i udaje ci sie z nia walczyć na własny sposób.Gratuluję i życzę dalszych
      sukcesów!Ale proszę niw wmawiaj tym co potrzebuja lekarza że to zbędne bo
      bulimia to CHOROBA UMYSłU i trzeba ja leczyć!Pozdrawiam gorąco i wszystkiego
      najlepszego!Alicja
      • shiroiwine Re: wygłodzony kot - może pomoże 22.01.08, 22:06
        Może zbyt chaotycznie to opisałam. Chodzi mi głównie o to, że nie
        szanujemy siebie, swojego zdrowia, tego że mamy co jeść, jesteśmy
        bezmyślne, nie zastanawiamy się nad naszymi czynami. Ten głodny kot
        przyczynił się do poważnego zastanowienia się nad bezsensem bulimii
        i przypomina mi co jest ważne w życiu.

        Nie neguję absolutnie tego, że anoreksja i bulimia to choroby
        umysłu,duszy charakteryzujące się tym, że chorzy są skupieni głównie
        na sobie. I to jest chyba główny problem.Wydaje mi sie, że wyjście z
        tej sytuacji znajdziemy wtedy gdy dostrzeżemy otaczający nas świat i
        innych ludzi. Czasem potrzebna jest terapia szokowa, Afryka to tylko
        jej symbol, przykład. Chociaż taka praca przydała by się co
        niektórym. Wtedy by się w głowach właściwie poustawiało.
        • jalil81 Re: wygłodzony kot - może pomoże 23.01.08, 13:32
          Kocham koty. i cieszę się że od roku nie marnuje jedzenia które marnowałam przez
          8 lat. No niestety marnuję teraz pieniądze - na dentystę. I z tą Afryka to sie
          zgadzam. Bez urazy. też byłam bulimiczką.
    • goniaa8 Re: wygłodzony kot - może pomoże 24.01.08, 05:55
      noo..ciesze sie ze moj watek"wezmy sie wreszcie w garsc "ktory byl na tym
      miejscu przyczepiony zniknal.beznadziejnie sie czulam wchodzac tu co jakis
      czas,dalej chora widzac swoje przemowienie,pelne wiary ze tak o to wlasnie
      koncze z choroba,ze dam sobie rade.ze to bedzie prostrze niz mi sie wydaje.ze
      wystarczy ten przeblysk zdrowego rozsadku..ale teraz widze ze bulimii nie mozna
      zamknac w slowach nieodpowiedzialnosc,bezmyslnosc,brak
      wyobrazni,lakomstwo,lenistwo czy egoizm albo fanaberia kogos kto tak naprawde
      tylko potrafi sie uzalac nad soba.to wazny etap..zlosci na chorobe,buntu wobec
      niej..to wszystko trwa dlugo,mam na mysli powrot do zdrowia,bo mozna nie
      wymiotowac i byc dalej chorym..mniej wymiotuje od tamtego zrywu silnej woli..ale
      czasem mam okres gdy jest gorzej..zle sypiam i strasznie duzo mysle nad tym,ile
      w tym mojej winy,mojego egoizmu a co w bulimii bylo poza moja wola,dochodze so
      spraw nad ktorymi sie niezastanawialam wczesniej bo prosciej bylo mowic sobie ze
      to tylko moje glupie lakomstwo a nie powazny problem z sama soba,z przezywanie
      siebie,ze ludzie przeciez maja powazne problemy a ja ze swoja bulimią chce byc
      pempkiem swiata.(pewnie ze maja wieksze problemy i pewnie ze glod,ze wojny..)na
      wszystko mozna patrzec z wielu punktow widzenia,tylko ze w bulimii te punkty
      widzenia sie ciagle zmianiaja,jak kilka dni jest dobrze to zaczynam myslec ze to
      w ogole nie jest jakis problem,tzn jesc normalnie itp.jestem zadowolona i mysle
      sobie jaka ja glupia jestem ze to sie tyle ciagnie,wystarczy normalnie jesc..to
      mity..to choroba,ale nieusprawiedliwiam bulimi,zeby nie bylo,nienawidze tego
      rozdarcia wewnetrznego.Nie lubie okreslenia "atak" i strata kontroli bo wiem ze
      wiele razy to po prostu glupie przyzwyczajenie jest..moze polowa moich atakow
      nie byla atakami tylko zwyklym lakomstwem bo przeciez umiem sie tego pozbyc to
      co mam soebie niezjesc..ale pamietam prawdziwa utrate kontroli i prawdziwe
      ataki..prawdziwa bulimie,ta n aktora nie mozna sie godzic lub nie..po prostu
      chorobe.najgorsze ze nam sie to miesza wszystko.czekam na terapie..probuje sie z
      tym uporac-dlugo juz..ale niewyobrazam sobie siebie z bulimia do konca
      zycia.janie mysle o centymetrach juz..ten etap jakby minal..teraz jak sie
      obzeram mysle ile tak jeszce bede igrac z wlasnym zdrowiem,czasem czuje ze
      "swiruje" od tego..wczesniej tak nie bylo,..no ok moze troche zeszlam z tematu
      ale co tam..
      • nin4 Re: wygłodzony kot - może pomoże 09.02.08, 21:41
        Shineiwine, Gonia zgadzam sie z wami 100%. Nie chce traktować bulimii jako
        "wielkiego nieszczęścia, które mnie biedną spotkało i nic na to nie poradzę".
        Wyszłam już z choróbska 2 razy i znowu się przypelętało. Mam dość, jestem
        wściekła na swoją głupotę, bo tylko i wyłącznie moja wina. Nie traktuje już tego
        świństwa jako choroby, ale jako wybryk pie..rzonej egoistki i egocentryczki,
        która myśli tylko i wyłącznie o sobie. Nie potrafię się podnieść, brnę w
        upodlenie coraz bardziej, nie mam punktu zaczepienia. Szukam go, ale brak mi tej
        siły, która kiedyś dawała mi kopa. Też czasem myślę, że to tak łatwo jeść
        normalnie, wystarczy parę zwyklych dni. A potem przychodzą głupie myśli i idę na
        łatwiznę. To słaby charakter, brak szacunku do samej siebie, a nie chora psyche.
        Nienawidze siebie za to!!!
        • 1erka Re: wygłodzony kot - może pomoże 21.04.08, 12:31
          To nie Twoja wina, o choroba,to nałóg, gdybys wiedziala,ze Twoje
          zycie zamieni sie w taki koszmar,wtedy gdy zaczelas sie
          odchudzac,zaczelas wymiotowac,zdecydowalabys sie na to?jesli tak to
          faktycznie Twoja wina,ale nie znam osoby ktora by odpowiedziala
          twierdzaco,wiec przestan sie obwiniac,a zacznij cos z tym robic,
          pierwszy krok,jak mowil moj terapeuta_Alkoholik(trzezwy od wielu lat-
          to on mi "sprzedal"ta wiedze)najtrudniejszy to zaakceptowac,ze to
          choroba-wtedy mozna cos z tym zrobic,On mowil,ze sama akceptacja
          zajela mu rok,wiec po co tracic rok,jak mozna zaczac od razu
          stwierdzic fakt,ze bulimia to choroba(Drogie dziewczyny, bulimia to
          choroba psychiczna,tak samo jak anoreksja,nie wg mnie,ale wg
          medycyny),tylko wydaje mi sie,ze uznanie tego faktu niesie za soba
          powazne,przykre konsekwencje-juz wiadomo,ze mozna sie leczyc i ze da
          sie wyleczyc,tylko czy sie chce zmagac z codziennymi problemami...?
          Sorki bardzo za to moralizatorstwo,tak wyszlo;)tzn samo nie
          wyszlo,ja tak napisalam:)Sama jestem "czynna"bulimiczka i widze ile
          strat,ale tez ile korzysci(gdyby nie bylo korzysci,nikt by nie tkwil
          w zadnym nalogo,trzeba stawic czola prawdzie i najlepiej wypisac
          sobie na karteczce:)
          Buziaki
    • fasoollka Re: wygłodzony kot - może pomoże 17.02.08, 21:12
      Rozumiem cie doskonale....mi przez pewien czas tez cos podobnego
      pomogło...
      To było jakoś na początku mojej ``przygody z bulimią``,zeby
      naświetlić sytuacje opowiem troche o sobie.
      Byłam wtedy w I-wszej lub II-giej klasie liceum,miałam chłopaka-
      przystojniaka za którym oglądała sie połowa szkoły,najlepsze
      stopnie, plany na superprzyszlosc po szkole,najfajniejsze
      ciuchy,zawsze ``królowałam` na imprezach itd,roześmiana, ładna
      ogólnie nie miałam problemów.Oprócz bulimii,którą zaczełam niszczyc
      sobie zycie-ale wtedy nie zdawalam sobie z tego sprawy.
      Pamiętam jedna impreze.Było na niej sporo ludzi z ``paczki``,tzn
      fajnych,zabawnych i ogólnie lubianych w szkole.I jeden chłopak spoza
      towarzystwa,z patologicznej rodziny.Pamiętam moment gdy pije sobie
      drinka i patrze w strone stołu z kanapkami,słodyczami itp(których
      oczywiście nie ruszam publicznie)i widze tego chłopaka.Zajada jakąs
      wędline tak,jakby nie jadł od tygodnia.Podchodzi inny kolega i mówi
      ze Adam(tak mial na imie ten chłopak) nigdy nie ma w domu takich
      rzeczy...ze mięso je na wielkanoc..a tak jakies ziemniaki,chleb.
      Wtedy spojrzałam na siebie z boku.
      Wymalowana,zrobiona,śmieję się,bawie...wróce do domu,otworze
      lodówke,nażrę się czym zechce...dopcham słodyczami i zwócę wszystko
      do kibla.A Adam w domu zje z mamą chleb ze smalcem na obiad.

      Czy nie zasługuję na potępienie?Czy mam prawo użalać się nad sobą i
      moją choroba?
      • kasiek-16 Re: wygłodzony kot - może pomoże 08.03.08, 22:45
        Racja dziewczyny... czasem jesteśmy egoistyczne.. praktycznie udało
        mi się wyjść z tego(może to nie była bulimia-nie wiem) ostatni raz
        zrobiłam to w Wigilię, ale to dlatego, że po prostu potrzebujemy
        tego, żeby ktoś się nami zainteresował z drugiej strony.. może
        czasem robiłam to z przymuszenia, żeby inni pomyśleli, że
        jestem "biedna"- zwrócili większą uwagę. Ale czasem też miewałam
        niesamowite załamki i schizy.... teraz jakoś sobie radzę... a moje
        zęby są trochę zniszczone........ szkoda.... po prostu przeraża mnie
        czasem moje ciało(nie byłam tu prawie rok).
        Pomogła mi też pani psycholog, która pomogła mi zrozumieć siebie.
        Wiem, dlaczego tak bałam się przytyć. A mianowicie byłam idealistką
        do przesady. Nie pracowałam tylko nad wyglądem- nad charakterem,
        czynami, sposobem myślenia, itp. Chciałam być idealna, ale teraz
        wiem, że tego nie da się zrobić. To moja WIELKA AMBICJA....
    • karolina817 Re: wygłodzony kot - może pomoże 12.03.08, 14:37
      koty poluja na ptaszki i inne drobne zwierzątka, wyzeraja resztki ze
      smietnikow, i dzieki ludziom, ktorzy je dokarmiają, nie zawsze muszą
      to robić.
      co prawda w ubogich rodzinach panuje głód, coż taka rzeczywistość,
      niektorzy ludzie pracuja i zarabione pieniadze wydaja na nalogi, ich
      sprawa
      a kompulsywne jedzenie to zjadanie swoich emocji
    • ja-kamira Re: wygłodzony kot - może pomoże 13.03.08, 12:55
      to dołujące a zarazem strasznie pocieszające, ze jest nas tak duzo.
      Bo tak dobrze wiedzieć, że nie ja jedna jestem taką ku...ką
      egocentryczna egoistką
      Zakompleksione kobiety (dziewczyny) bez wiary w siebie, bez ambicji,
      bez szacunku do siebie... a skoro i tak jestem gruba i brzydka, nikt
      mnie nie kocha i jestem samotna to po jaką chol...odmawiać sobie
      jedynej przyjemności? czy to nie wspaniałe uczucie, kiedy wychodząc
      z pracy zamiast wracać do pustego mieszkania albo rodziców którzy
      nie mają czasu zauważyć, że ich dziecko ma problem, kupujesz w
      pobliskim sklepie kilogram słodyczy? W pobliskich, mijanych po
      drodze barach,- za każdym razem w innych bo a nóż ktoś się domyśli -
      zjadasz 5 zapiekanek, tostów, gofrów i wszystko inne co się nawinie -
      nie wazne co, byle dużo...i z każdy kęsem uczucie chwilowego
      szczęścia mija i powraca obsesyjna myśl że jestem brzyda i gruba i
      że muszę jak najprędzej znaleźć jakiś kibel i się wyrzygać bo będę
      jeszcze grubsza więc jeszcze brzydsza.
      i tak poraz kolejny, kolejny i kolejny...
      A każde takie wpychanie palców w gardło zmniejsza - juz i tak
      odrobinę - szacunku do siebie która pozostała. I tak, kolejny raz w
      ciągu mojej 9-letniej "przygody" (albo koszmaru) z bulimia obiecuję
      sama sobie,że to ostatni raz. Tyle, że ja już nie potrafię żyć
      inaczej!!!!!!!!! I to jest najgorsze!!!!!!!
      tysiące razy wyzywałam siebie od egoistek, przywoływałam na myśl
      obraz głodujących dzieci albo własnej rodzinie, siostrze która odkąd
      pamiętam zastanawia się nad każdym groszem po to żeby kupić
      dzieciakom zabawki potem ksiązki do szkoły czy kurtkę na zimę . A ja
      co? Ja nie chciałam tak żyć. Chciałam być KIMŚ więc zwiałam
      do "wielkiego świata" I udało mi się!!! I to jak mi się udało!!!!
      Ale co mi po wielkim świecie skoro czuję sie samotna i nie mam
      faceta i to pewnie przez to, że jestem gruba? Bo jaki może być inny
      powód?????
      Ale na to też znalazł sie sposób
      - rzyganie - NIE BULIMIA - wtedy to było zwykłe rzyganie byłam tak
      głupia, że robiłam to z pełną świadomością i jeszcze się z tego
      cieszyłam bo inne głupie baby się głodzą a ja jem co chcę i chudnę i
      jestem coraz ładniejsza i pewniejsza siebie.I ja wcale nie mam
      bulimi!!! Nie jestem tak glupia!!!!Bo ja przecież nad sobą panuję,
      nie jestem psychiczna.
      ...i nagle się okazuje, że i faceci się mną interesują więc brnę
      dalej - muszę schudnąć więcej a sposób jest łatwy więc jem i rzygam
      i jem i rzygam......i próbuję się dowartościować lecząc kompleksy
      przypadkowym seksem a uczucie pustki jeszcze bardziej się
      pogłębia!!!! Ale na pustkę też jest sposób. Tak łatwo poprawić sobie
      humor zjadając czekoladę. Jedną? No nieeee...skoro jedna tak potrafi
      pocieszyć to ile zdziałają 2, 3 czy 5???? a może jeszcze do tego
      pizza?
      i nagle się okazuje, że już nie rzygam bo się najadłam - jem by
      rzygać. Mam wiadro zamiast żołądka i zarabiam w miesią tyle co moja
      siostra w pół roku i nic z tego nie mam poza kredytami do spłacenia
      bo trzeba r-ki opłacić a całą kasę przejadam. I mam już dość!!!!
      Chcę skończyć ale nie wiem jak... Nie mam odwagi. Wiem, że nie dam
      rady sama, że muszę iść na terapię ale jak po tylu latach się
      przyznać, że 28 letnia wykształcona i wydawałoby się inteligentna
      menedzer która w pracy zarządza ludzmi jest bulimiczką która nie
      potrafi tak na prawdę zarządzić swoim życiem? Jak pozbyć się wstydu
      i przyznać, że wcale nie śpiesze się do domu bo impreza o której
      opowiadam że się wybieram to nie impreza w klubie tylko wieczór z
      lodówką i kiblem? Jak odzyskać szacunek dla siebie skoro w głowie
      znów mam obraz rodziców i rodzeństwa któremu wmawiam, że NIC nie mam
      bo BARDZO kiepsko zarabiam ale BARDZO lubie tą pracę więc kasa jest
      nieważna? Że przestałam jeździć do domu bo jestem strasznie
      zapracowana a nie dlatego, że wstyd mi kiedy nie potrafię się
      opanować i wyjadam wszystko z lodówki i wk...m sie, że ciągle ktoś
      za mną chodzi więc nie mogę się swobodnie wyrzygać?

      ...to są moje "kotki" a mimo to nie potrafie skończyć.

      Nie potrafię spojrzeć rodzinie w oczy i nigdy nie pozbędę się
      wyrzutów sumienia po tylu okropnych kłamstwach ale mam nadzieję, że
      kiedyś uda mi się z tym skończyć i wynagrodzę im to i... może
      odzyskam choć trochę szacunku dla siebie.


      • balouisa Re: wygłodzony kot - może pomoże 18.04.08, 07:21
        Witaj:)
        mam... miałam podobną sytuację
        czasami koszmar wraca w głowie, czasami w śnie - każdy dzień, każdy
        posiłek jest dla mnie wyzwaniem.
        Pomogła mi druga osoba, dobry psychiatra, kilka osób z terapii.
        "KOT" ale nie głodny - moje kotki, piękne rasowe i mądre każdego
        dnia dają mi wiele swojego ciepła i wewnętrznego spokoju.
        Życzę Tobie też takiej osoby blisko siebie, która zrozumie i pomoże
        a także Kotka lub Pieska - zwierzątko kocha bezinteresownie, daję
        ciepło i spokój, kiedy płaczesz wpatruje się jakby chciało
        pomóc ... i pomaga naprawdę
        Pozdrawiam bardzo serdecznie
      • spragnionawrazen Re: wygłodzony kot - może pomoże 03.07.08, 10:43
        Czesc! bardzo do mnie przemowilo to co napisalas... Jestem w podobnej sytuacjii co Ty. Mam 27 lat, skonczylam dobre studia a bulimie mam juz 11 lat. Tak ja ty uwazalam sie za madrzejsza bo po co sie glodzic jak mozna jesc do woli a pozniej szybko to zwymiotowac i problem z glowy. wlasciwie nadal tak mysle... W szkole sredniej bylam troszke tezsza niz kolezanki i tak to sie zaczelo. Kilka uwag na temat mojego wielkiego tylka zmotywowaly mnie do odchudzana. Ale ja przeciez uwielbiam jesc...i nie moge sie powstrzymac wiec jedynym rozwiazaniem bylo rzyganie.
        Wydaje bardzo duzo pieniedzy na jedzenie chociaz kupuje tanie produkty. Zeby jeszcze mam ale nie wiem jak dlugo...
        W odroznieniu od Ciebie mam kogos kto chcialby mi pomoc. Ale to nic nie zmienia bo ja ta pomoc odrzucam. Uwazam ,ze to moja sprawa co robie w lazience. Wkurza mnie jak ktos mnie szpieguje.
        Jesli mam ochote sie nazrec nic mnie nie moze powstrzymac.
        Nie wiem czy odwaze sie pojsc na leczenie. Nie znosze opowiadac o swoich problemach, ze nie potrafie sobie z czyms poradzic.
        Tylko co dalej...? Ile to jeszcze moze trwac?
        Zgadzam sie calkowicie ,ze bulimia to choroba duszy. Ale wynika ona z egoizmu, przykladania zbyt duze uwagi do tego jak sie wyglada.
        Trzeba czsami umiec dostrzec problemy innych , istotniejsze od tego czy od wczoraj przytylam 0,5 kg.
        Niestety dla mnie to czysta teoria...
    • madziula-3 Re: wygłodzony kot - może pomoże 16.03.08, 22:56
      pomógl i to bardzo. Dziękuję i pozdrawiam 3m się
      • hatemyself Re: wygłodzony kot - może pomoże 08.04.08, 23:32
        Niektóre z nas jakby pojechały do Afryki, to by się załamały widząc
        chudszych od siebie...
        bez urazy.
        pozdrawiam.
    • mi_ja_7 Re: wygłodzony kot - może pomoże 05.05.08, 15:40
      daje do myslenia..dziekuje;)
    • calfbreaker Re: wygłodzony kot - może pomoże 25.06.08, 18:42
      a co powiecie na faceta z bulimia ? Wiem- abstrakcja ale po dwoch latach
      nieudanego "rzucania" tego nawyku staram sie znalezc wsparcie na tego typu forach :(

      Gratuluje przemyslen i zgadzam sie- powinnismy przetyrac kila tygodni w glodzie,
      zeby docenic wartosc marnowanych przez nas produktow T.T
    • czerwona_neonka Re: wygłodzony kot - może pomoże 13.07.08, 21:08
      Miałam ostatnio podobną sytuację. Byłam u cioci i jakiś dziki kot wyczuł zapach mięsa i wbiegł do domu przez otwarty balkon. Był tak wygłodzony, że normalnie wyrywał mi jedzenie z ręki, nawet nie zdążyłam mu porozrywać na mniejsze kawałeczki.
      Oczywiście szkoda mi go było, że nie podziałało to na mnie jak terapia szokowa. Jestem egoistką i marnuję jedzenie i obiecuję sobie że z tym skończę. Ale potem i tak znów wszystko zaczyna się od początku.
      Faktycznie może ta Afryka to dobry pomysł - ja zgłaszam się jako ochotniczka na taki wyjazd!
    • 1kasiulka23 Re: wygłodzony kot - może pomoże 15.07.08, 18:01
      Witam wszystkie Chore.
      Czytam, czytam to wszystko i widze co sie dzieje. Nie zdawałam sobie sprawy jak jest Nas dużo..niestety. Ja też jestem chora od ponad trzech lat. Historia jak setki pozostałych, odchudzanie, wymiotowanie, coraz gorzej ze zdrowiem itd. Byłam u kilku psychologów i psychiatrów bez wiekszych sukcesow. Dzwonie do tego Krakowa ale nikt tam nie odbiera nie wiem sama co mam juz robić. jedne dziewczyny pisza ze pomaga leczenie drugie że nic nie daje...wiem że raczej sama nie dam sobie rady. Może któraś z Was może coś poradzić a najlepiej polecić jakiegoś dobrego lekarza (np. w zachodniopomorskim)
      • justynasido Re: wygłodzony kot - może pomoże 22.07.08, 16:40
        mój Boże, ile nas jest.... czytając ogarnia rozpacz. ja sama nie lubię mówić o
        moim obżarstwie, ale rzeczywiscie,anonimowo jest łatwiej, i zgodzę się, że to
        choroba umysłu. Zawsze miałam wysokie ambicje, chciałam być perfekcyjna, nie
        tylko wygląd, ale i intelekt, wykształcenie, ambitna praca na dobrym stanowisku
        itp itd... Osiągnęłam prawie to wszystko, poza szczupłą figurą - taką o jakiej
        marzyłam - chociaż nigdy nie byłam też grubasem. ale zawsze chciałam być
        szczuplejsza. już w ogólniaku katowałam się niejedzeniem, odchudzaniem itp - bo
        chłopcy zaczęli się smiać, że mam grubą d..pę, a w domu matka (gruba i utuczona
        jak beczka) wiecznie zapędzała do jedzenia, bo jej zdaniem za mało
        jadłam!!!!!!!!!!!!!!!. Najgorzej wspominam wszelkie święta w domu: odkąd sięgam
        pamięcią panował w domu kult żarcia, matka przygotowywała góry jedzenia i potem
        dosłownie żarliśmy jak świnie, że nie można było się ruszyć.(mój brat też ma ten
        problem).Ja ciągle chudnę a potem 2 razy tyle tyję - i tak w koło. chyba mam
        wpisane żarcie w swoją podświadomość albo geny. nienawidzę siebie za to że nie
        mam silnej woli, aby nie jeść. obżeram sie w samotności.nigdy nie żygam,choćbym
        se wsadziła w gardło całą rękę, więc zawsze biorę w nadmiarze tabletki na
        przeczyszczenie, no i też idę na kibel. Żarłam na studiach, żarłam, gdy zaczęłam
        pracę, i nadal żrę i s...ram i nienawidze siebie za to. Potrafiłam rzucić picie
        i palenie (paliłam, bo tak szybko nie tyłam, piłam, bo to zagłuszało
        świadomość)Nie czułam się tak czesto jak śmieć. z jedzeniem nie potrafię.W pracy
        są ludzie, mam obowiązki, odpowiedzialne stanowisko (dyrektor)-wiec nie myślę
        wtedy o jedzeniu, bo nie mam czasu. Koszmar zaczyna sie w domu. chodzę po domu
        bez sensu, od ściany do ściany, od okna do okna i tylko myślę, co by tu zjeść i
        za chwilę znów zajrzę do lodówki, bo stale tam wracam, jak bumerang. Koszmar
        trwa, gdy męża nie ma w domu - przy nim jakoś się powstrzymuję albo podżeram po
        cichu w kuchni, gdy on siedzi np. przy komputerze. najgorsze są popołudnia i
        wieczory. mąż albo nie wie albo nie rozumie co sie ze mną dzieje, no ale kto
        szczupły i normalny zrozumie psycholkę? a nasze dziecko jest jeszcze za małe by
        coś z tego rozumieć, wiec przy niej żrę też bezkarnie. Nie stać mnie na
        prywatnych psychologów, mieszkam w małej kresowej mieścinie. Nie wiem, jak długo
        tak jeszcze pociągnę. Rozwaliłam se tym żarciem wątrobę, wycięli mi woreczek
        żółciowy. niby jestem na diecie, a kto ją przestrzega? jak czuję w brzuchu
        "kamień" to siegam po tabletkę i się kręci. chce mi się żygać jak o sobie myślę
        i patrze na wagę, ważę się codziennie i zawsze mam potem doła, bo co troche
        schudnę to w dwójnasób przytyję... to obłęd. teoretycznie rozumiem w czym tkwi
        problem, praktyka mnie przerasta - życie biegnie swoją drogą. wiem, że to chore
        ale nie mam sił by to pokonać. nie wiem, co będzie dalej bo jest coraz gorzej...
        za parę kilka lat skończę czterdziestkę i co mi z tego, skoro będę wyglądać jak
        słoń morski czy kaszalot? Pewnie znów zeżrę pół tortu urodzinowego na raz, aż
        mnie zemdli...
    • fishnia Re: wygłodzony kot - może pomoże 25.07.08, 11:23
      wogóle mi się ten tekst nie podoba,jak mozesz wrzucać na kogoś kto
      ma chorobę tylko dlatego że zobaczyłaś głodnego kota? gdyby
      wysyłanie ludzi do afryki pomagało to pewnie każdy by tam siedział.
      Każdy inaczej reaguje na stres-ja nie pije,nie ćpam,nie tnę się...
      fakt,tez myśle ze nie szanuje jedzenia,ale chyba to jest jasne w tej
      chorobie,ze jest jak jest. Gdybym mogła jeść papier toaletowy to
      pewnie bym to zrobiła bo wychodzi duzo taniej,ale jakoś nie mam na
      niego ochoty...
      • all-fredka Re: wygłodzony kot - może pomoże 05.08.08, 08:58
        Ciągle jesteś egoistką. Każdy sposób jest dobry, żeby wyjść z bulimii. Jeżeli pomógł kot, to super. Nie czepiaj się kota. A propo papieru toaletowego, to wszystko jedno co jesz, skoro za chwilę i tak to wyrzygasz. Pozdrawiam
    • karina3482 Re: wygłodzony kot - może pomoże 28.08.08, 11:03
      hej*jestem siostra bulimiczki*o jej problemach dowiedzialam sie wczoraj bo
      niesty zaczely sie problemy z zoladkiem :( Mnie od ponad 4 lat nie ma w domu ale
      i tak jestem zla ze nie zauwazylam objawow. Przewrazliwienie wygladem u niej
      jest naprawde ogromne. Raz nawet przed kilku laty powiedziala mi ze wymiotowala
      ale myslalam ze to bylo jednorazowe i nie zdawalam sobie sprawy ze to az tak
      powazne. Mysle ze za malo uwagi jej poswiecalam ale po prostu nawet gdy
      przyjezdalam do domu nie potrafilam z nia rozmawiac bo jej punktem centralnym
      jest wyglad a przynajmniej ciagle o nim mowi co na dluzsza mete meczy ludzi. To
      piekna dziewczyna ale rowniez inteligentna dobra i czula osoba (co jest o wiele
      wiecej warte)i nie chce jej stracic. Dzis moja siostra przyjezdza do mnie z
      rodzicami w odwiedziny bo od pol roku mieszkam w niemczech i tu bede zaczynac
      magisterke. Nie wiem za bardzo jak z nia rozmawiac. Wczoraj rozmawialysmy o jej
      problemach na skype i cala noc nie moglam spac bo boje sie ze nie bede potrafila
      jej pomoc. Po pobycie u mnie planuje z rodzicami jechac do domu i tam z nia do
      psychologa isc. Ona bardzo chce bym byla przy niej. Mysle ze najwazniejsze by
      wyeliminowac powod choroby ale nie mam pojecia co moglo ja do tego popchnac.
      Nasi rodzice sa cudowni. Fakt faktem zawsze sie znajda jakies niesnaski i
      porozumienie mojej siostry z tata nie bardzo funkcjonuje ale przeciez to nie
      moglo na nia miec takiego wplywu?Ona zawsze ma mu wszystko za zle ze nas karcil
      gdy bylysmy male... Ja sie z tym pogodzilam i nie wiem czy to bylo az tak
      nienormalne. Nigdy nie wiadomo gdzie sa granice. Moze ktos mi doradzi co robic?
      Pozdrawiam milosniczki kotow. Moja siostra tez za nimi przepada :)
      • balouisa Re: wygłodzony kot - może pomoże (do Kariny 3482) 01.09.08, 07:07
        Witaj:) Musisz byc wspaniałą siostrą, skoro jesteś gotowa pomóc.
        Jedną z trudniejszych spraw macie za sobą; prawdę. Wiesz o tym,
        wiedzą rodzice i wspólnie chcecie pomóc. Napewno Twojej siostrze
        jest już łatwiej podjąć walkę o siebie bo nie jest już z tym sama.
        Mogę jedynie powiedzieć co mnie pomogło; dobry psychiatra, terapia
        grupowa, mój mężczyzna, siostra i moje Koty:). Wszystko oczywiście
        nie było od razu różowe i łatwe; trwało dłuuggie trzy lata. Teraz
        samo to, że jestem na tym forum mówi, że coś tkwi we mnie i czy
        jestem zupełnie zdrowa nie wiem...
        Trzymam za WAS:)
    • takanatalia Re: wygłodzony kot - może pomoże 19.11.08, 08:51
      straszna choroba. współczuję wszystkim i życzę powodzenia w walce o powrót do
      zdrowia.
    • jalil81 Re: wygłodzony kot - może pomoże 05.12.08, 14:36
      cudowny wpis. takie małe radości są najwspanialsze. Ja po 7 -letniej
      chorobie mam w ogóle w sobie o wiele więcej czułości, ciepła i
      tolerancji - co "spłynęło" na mnie dopiero gdy skończyłam z bulimią.
      w czasie tej choroby wszystkie uczucia były gwałtowne,
      nieprzewidywalne, miałam straszne zachwiania emocjonalne, robiłam
      złe rzeczy i byłam złą osobą. Jeśli autorka wpisu odnalazła w sobie
      takie ciepło to jestem pewna że jest już zdrowa. A propos włosów po
      2 latach nierzygania wreszcie mam z poworotem takie jak mi natura
      dała- zdrowe i błyszczące:)
    • ulinska.aneta Re: wygłodzony kot - może pomoże 23.02.09, 21:20
      Ciekawe. Bardzo ciekawe z tym głodnym kotem.
      Ludzie tyle wywalają jedzenia.
      Sama korzystam z takiego jedzenia.
      Tego jest masa. MASA ŻARCIA
      Dzisiaj znalazłam całego kurczaka. Dwa słoiki majonezu, 6 bułek 3/4 bochenka
      chleba. Duży kawał żółtego sera, sernika ze 2kg. Gdzie ten głód? I jak ja mam
      się na coś takiego nie skusić?
      w piątek ludzie powywalali całe paki żywności unijnej. Ryż makaron mleko masa.
      Ciężko się nie skusić jak głód mnie dopada. Wędzone ryby wyrzucają, bigosy
      sałatki w słoikach. Wszystko to jest na osiedlowych śmietnikach.
    • ulinska.aneta Re: wygłodzony kot - może pomoże 23.02.09, 21:22
      na żarciu z osiedlowych śmietników nieźle się pasą koty.
      jakie tłuste sztuki chodzą
      a ja je tylko inaczej wykorzystuje
Pełna wersja