shiroiwine
22.01.08, 20:42
Witam.
Może to komuś pomoże, tak jak mi pomaga - bulimiczce z kilkuletnim
stażem (z dłuższymi lub krótszymi przerwami).
Otóż dokarmiamy dwa podwórkowe koty. Jakiś czas temu przypałętał się
jakiś inny mały, chudy, dziki kotek. Wystawiłam jak zwykle jedzenie
dla "naszych" kotów i nie zdążyłam zamknąć drzwi jak do miski dopadł
ten nowy kociak. Był bardzo ale to bardzo głodny. Bał się mnie, to
było widać ale głód był silniejszy od strachu. Jadł łapczywie w
biegu, nawet nie gryzł pokarmu. Łykał. Widziałam, że chce uciec ale
próbował ukraść jeszcze jeden kęs i jeszcze jeden. Jadł na zapas. To
straszne jak bardzo można być głodnym i pragnąć jedzenia z
prawdziwego głodu, takiego z braku pożywienia, a nie na własne
życzenie. Widok był na tyle porażający, że przez cały dzień i noc
miałam to przed oczyma, aż się popłakałam.
I wtedy coś się ze mną stało. Strasznie żal mi się zrobiło tego
zabiedzonego zwierzaka (bardziej niż głodnych ludzi, którzy mają
większe możliwości, żeby zdobyć pożywienie) i ruszyło mnie sumienie,
gdy pomyślałam o tym, jak nie szanuję jedzenia, żrę - tak żrę
bezmyślnie, a potem rzygam bo boję się przytyć. Ilości, jedzenia
które pochłaniam za jednym razem starczyć by mogły czasem na 3 dni,
gdy tymczasem ten kot codziennie głoduje. Życie jest okrutne -
pomyślałam.
Postanowiłam, że tak dalej być nie może. Nie chodzi o to, żeby
dokarmiać bezdomne koty. Świata nie zbawię. Ale, żeby zastanowić się
nad tym co robię, nad swoimi emocjami, ustalić priorytety w życiu.
Zdałam sobie sprawę jakie to jest głupie- mam na myśli bulimię. Ten
głupi strach, że z każdym kęsem przybędzie centymetr w biodrach. A
jeżeli nawet, to co z tego? Tak lekką ręką wydajemy pieniądze na
jedzenie, które na siłę pakujemy w siebie, a potem się go pozbywamy.
Przy okazji cierpimy fizycznie i psychicznie i po co? Bo nie umiemy
sobie poradzić z emocjami, wolnym czasem itp.? Tak sobie myślę, że
nam się za przeproszeniem w d..pach poprzewracało z braku
poważniejszych zmartwień.
Teraz jak czuję, że muszę się napchać albo jak już zjem więcej niż
bym chciała i przychodzi mi na myśl, że najwyżej wszystko wyrzygam
to przywołuję sobie obraz tego wygłodzonego kociaka i głupie zamiary
przechodzą. Staram się jeść zdrowo, delektować się smakiem i
doceniać to, że lodówka nie jest pusta. Lepiej jeść po trochu,
powoli i zdawać sobie sprawę z tego, że pożywienie to nie tylko
dodatkowe kg ale witaminy, zdrowie, ładne włosy, cera, paznokcie.
Nie musimy wszystkiego pożerać od razu.
Czasem myślę, że wszystkich bulimikówi i anorektyków (w tym i mnie)
najlepiej wysłać do Afryki, aby ciężko popracowali na rzecz tych
chorych, głodnych i biednych ludzi tylko za miskę zupy dziennie.
Wtedy byśmy cieszyli się życiem, zdrowiem i tym co mamy. Te
wszystkie terapie z psychologami i leczenie szpitalne gdzie obchodzą
się z takimi osobnikami jak z jajkiem jest bez sensu. Przecież nam
chodzi o to, żeby wszyscy się nami zajmowali. A im bardziej będziemy
chorzy tym większa szansa, że będziemy w centrum uwagi własnej i
innych. Śmiem twierdzić, że przyczyną bulimii i anoreksji jest nasz
anormalny, nieprzyzwoity wręcz egoizm i egocentryzm.
Pomyślcie w chwilach słabości o wygłodzonym kocie - mi to pomaga.