coraz bardziej załamana

04.04.08, 20:53
witam, od pewnego czasu postanowiłam walczyć z bulimią, staram się
mniej objadać, a jednocześnie mniej wymiotować niż wcześniej. nie
jem słodyczy, mięsa, smażonych i tłustych potraw, jem dużo warzyw i
owoców, a mimo to nie mogę schudnąć, co więcej, coraz ciaśniejsze
robią się ubrania, a na wagę wolę nie wchodzić żeby się nie
załamywać. mam gorącą proźbę do dziewczyn, które wychodzą lub wyszły
z tej paskudnej choroby: co teraz jecie, czy Wasza waga się
zmieniła, jak sobie radzicie aby po zjedzeniu czegoś kolorycznego
nie myśleć o zwymiotowaniu tego?
z góry dziękuje za rady
    • papaciajka Re: coraz bardziej załamana 04.04.08, 21:10
      tyjesz i bedziesz tyla przez jakis czas cokolwiek zjesz, mozliwe ze
      nawet pijac sama wode-to dlatego ze masz totalnie rozregulowany
      metabolizm.
      Tez tak mialam.

      Jakies pocieszenie?
      U mnie po 2 latach bulimii (ostrej mozna powiedziec) metabolizm
      wzglednie unormowal sie po 3 miesiacach bez wymiotowania...
      ale moze u innych jest szybciej...nie wiem.
      • ilka.n Re: coraz bardziej załamana 04.04.08, 21:24
        dodam, ze nadal wymiotuje, choć dużo rzadziej,wolałabym tego wogóle
        nie robić, ale czasami nie mogę się powstrzymać. wiem jestem głupia
        i głupio robię, ale chociaż dobrze, że sobie to uświadomiłam
    • agi19 Re: coraz bardziej załamana 05.04.08, 12:51
      niestety nasza choroba, anor. czy bul. to nie tylko problemy z
      jedzeniem, jest coś więcej, poza tym póki będziesz manipulować
      jedzeniem i chciałą schudnąć, nie wyzdrowiejesz, bo ciągle będziesz
      na nim skoncentrowana, będziesz wybierała, odmawiała, ......, co
      ostat.doprowadzi do ataku
      z życia wzięte
      • ilka.n Re: coraz bardziej załamana 05.04.08, 18:54
        może ktoś ma recepte na to aby nie myśleć o tym co się zje, ile to
        ma kalorii, i że się zaraz utyje? jak sobie radzici w tych chwilach?
        • nienill Re: coraz bardziej załamana 05.04.08, 19:20
          ilka.n napisała:

          > jak sobie radzici w tych chwilach?
          nie radzimy sobie
    • agi19 Re: coraz bardziej załamana 06.04.08, 10:42
      1.iść do lekarza2.proces leczenia trwa dluuuuuuuuuuuuuuuuugo, jest
      bolesny, ale przynosi efekty
      3.jednym z nich jest ustąpienie objawów

      stopnoiwo zaczniesz dostrzegać zmiany,a chcąc tylko wyleczyć
      problemy z jedzeniem, dalej się pogranżasz!!!
      ja walczę, zmieniam, czekam na kolejną tearapię i choć ograniczam
      kcal,chce być chuda,jadam, czego 7lat nie jadłąm, mleko 0%zamieniłam
      na 2% ..........
      step by step
      dobrze,żeby ktoś bliski być z Tobą i Cię wspieral!!!!!!!!!!!!

      3mam kciuki
      • hatemyself Re: coraz bardziej załamana 08.04.08, 19:02
        Ja zabierając się do jakiegokolwiek posiłku najpierw sobie myślę
        tak "pamiętaj, że nie chcesz wymiotować, więc zjedz tyle byś się nie
        dręczyła". Np. pierwszy raz udało mi się zjeść jedną małą
        kanapeczkę, popić wodą i na tym koniec. Oczywiście czułam niedosyt,
        chciało mi się tego i tamtego, ale oszukiwałam siebie, że jestem już
        najedzona, po czym wypiłam jeszcze jedną dużą szklankę wody i
        poszłam z psem na spacer. Ach jakie cudne uczucie mi towarzyszyło...
        od dawien dawna zjadłam i nie wymiotowałam. Od tamtego dnia staram
        się w ten sposób sobie pomagać. Często również jem z kimś, np. z
        koleżanką, rodzicami, grupą znajomych, więc wtedy jakby jestem
        zmuszona do zachowania umiaru w jedzeniu.
        Gdy walczę z bulimią, to tyję..., ale uprawiam sport (pływam, chodzę
        na spacery z psem, jezdzę rowerem) i to pomaga mi utrzymać stałą
        wagę.
        Powodzenia, pozdrawiam;)
    • 8n Re: coraz bardziej załamana 08.04.08, 20:01
      to se ne da
      • hatemyself Re: coraz bardziej załamana 08.04.08, 23:15
        8n napisała:

        > to se ne da

        mam to rozumieć jako : 'to się nie da'?, jeśli tak, to czy w ogóle
        próbowałaś? jeśli próbowałaś, to jak bardzo byłaś konsekwentna?
        jeśli byłaś konsekwentna, to jak Ci szło? jeżeli szło Ci dobrze, to
        dlaczego piszesz, że się nie da? a jeżeli szło Ci źle, tzn, że za
        mało w Tobie zaparcia i wiary w siebie.
    • renatam2 Re: coraz bardziej załamana 27.04.08, 20:21
      Wiara wymaga ćwiczenia i wtedy stanie się nawykiem .Uwierz w siebie
      i zaakceptuj siebie taką jaką jesteś .Uwierz w swoją dobrą
      gwiazdę,staw czoło karzdemu problemowi.Nie pozwól chorobie zniszczyć
      swojego szczęścia.Zwyciężają ci którzy wierzą,że mogą
      zwyciężyć.Jesteś wrażliwa dlatego dopadła cię ta chorba,tak jak
      mnie.To jest manipulowanie to jest głupia gra nikogo nie
      nabierzesz.Poprostu zacznij działać bądż sobą ,bądż otwartą i
      mów.Sama do siebie "jestem wartościową osobą ,jestem lubiana,mam
      przyjaciół.Nie stawiaj sobie celów które są poza twoimi
      możliwościami.Nie martw się o to ,czy cię inni akceptują.Jeśli ktoś
      cię nie może zaakceptować,jaka jesteś to ich problem nie
      twój.Napięcie które w tobie jest,jest z zewnątrz,ale jest kluczem do
      problemów wewnętrznych to nie jest rodzina ,praca,problemy
      miłosne,towarzyskie .Tylko te poprzeczki które sobie ustawiamy.U
      mnie było za wszelką cenę się usamodzielnić jako 15 letnie dziecko
      byłam zdana sama na siebie nikt mi nie pomagał.Iwtedy miałam silną
      wolę chciałam schudnąć i tak się zaczęło.Jeszcze napiszę pozdrawiem.
    • beatrishe Re: coraz bardziej załamana 07.05.08, 15:06
      Witaj, ja również wiele lat walczę z bulimią ale dopiero od niedawna tak
      naprawdę...Co to oznacza..? Po pierwsze jestem w stanie zgodzić się na
      zapłacenie pewnej ceny,w zamian za odzyskanie zdrowia.Tą ceną, w moim przypadku,
      jest np znaczny przyrost wagi. Kilka lat temu kiedy moja psycholożka zapytała
      czy byłabym w stanie pogodzić sie z kilkoma dodatkowymi kilogramami(często waga
      w czasie leczenia rośnie) odpowiedziałam, ze absolutnie NIE, mało tego cichcem
      marzyło mi sie jeszcze schudnięcie...Owszem chciałam wyzdrowieć ale tak żeby
      przy okazji nie ponosić żadnych kosztów, późniejsze lata leczenia bez wyrzeczeń
      pokazały, że to nie działa.Zdrowienie kosztuje!!!I tutaj trzeba zadać sobie
      uczciwie pytanie: co jest dla mnie ważniejsze? I równie szczerze na nie
      odpowiedzieć. Pamiętam, ze kiedyś nie dopuszczałam do sibie myśli o przytyciu,
      długo jeszcze szczupła sylwetka była dla mnie najważniejsza..Chciałam zostać
      wyleczona, a nie leczyć się... W ostatnim czasie wiele się zmieniło w mojej
      postawie, przewartościowałam swoje życie, wiele zrozumiałam, by wreszcie podjąć
      dojrzałą decyzję o podjęciu leczenia...Ponad wszystko zapragnęłam wyzdrowieć
      więc przygotowałam się psychicznie na trudności jakie towarzyszą wychodzeniu z
      choroby. Od kilku mscy nie mam objawów ale to tylko
      wierzchołek góry(gigant o nazwie bulimia), który staram się usunąć ze swej drogi
      życiowej. Przyszło mi pogodzić się z coraz większą ilością kilogramów jednak
      dopiero teraz poczułam, ze naprawdę zaczęłam się lubić i podobać sobie, pomimo
      wielgachnego brzucha itp.To nie sztuka akceptować się jeśli ma się super niską
      wagę, bo największą trudnością jest pokochanie siebie pomimo tego, ze ciało nie
      spełnia wszystkich naszych oczekiwań(a o to przecież chodzi, by zaakceptować sie
      pomimo...).Nie oznacza to, ze zawsze tak bezproblemowo godzę się z narastającym
      tłuszczykiem. Nierzadko przeżywałam kryzysy i załamania w kontakcie z lustrem,
      ale do tej pory udaje mi sie z tych starć wychodzić zwycięsko tzn bez
      rzygania..Nieraz najadłam się jak dzikoświń i kibel prawie, ze wzywał mnie do
      nakarmienia go...ale i to udawało mi się przezwyciężyć. Na następny raz miałam
      nauczkę, by się tak nie przejadać, bo wtedy pokusa zwymiotowania znowu wróci.
      Pocieszam się, ze nawet zdrowym ludziom zdarza się przejeść więc człowiek z
      zaburzeniem odżywiania również nie uniknie takich wypadków przy pracy. Przyjmuję
      je z pokorą i z nadzieją, ze kiedyś nie będę może już tak często leciała na pysk.
      Przez cały ten czas jedna zasada nie została jednak przeze mnie złamana:nawet po
      wypasionej sjeście ani razu nie poleciałam w kibel!!!! I z tego jestem
      dumna!Czuję, ze dojrzałam już do zdrowia i do tego,by odstawić zupełnie bulimię,
      a fakt bezobjawowego przeżycia wielu dołów i trudności, upewnia mnie w
      przekonaniu, ze to możliwe i że DAM RADĘ.
      Wspomniałam tu o jednej trudności jaka niesie ze sobą rozwiązywanie problemu ale
      jest ich przecież o wiele więcej, a każda z nas przechodzi tę drogę na swój
      własny, indywidualny sposób. I trzeba być na różne przeszkody
      przygotowanym...Jednak oprócz ciężarów związanych ze zdrowieniem, pojawiają się
      coraz to nowe korzyści np. zaprzestanie dzielenia żarcia na tzw dobre i złe,
      jedzenie wszystkiego i uwolnienie się od ciągłego przeliczania kcal itp.To znowu
      tylko przykład w zakresie skutków zew., te najważniejsze osiągnięcia i zdobycze
      sięgają jednak każdego zakamarka duszy.
      Wydaje mi się, ze w przypadku zwalczania każdego uzależnienia, w tym buli i ano,
      konieczne jest zrobienie pierwszego kroku jakim jest "przyznanie sie do swej
      bezsilności wobec skutków uzależnienia i utraty kontroli nad własnym
      życiem"(terapia 12 kroków).Bez tego nie można ruszyć się dalej.Z drugiej strony
      nie warto zbyt długo zatrzymywać się na tym pierwszym etapie, bo wtedy nie
      będzie widać postępów.Samo przyznanie się do choroby, uznanie swej bezradności
      wobec niej nie załatwia sprawy. Potrzebne jest dalsze działanie, ale na wszystko
      jest czas. Trzeba wykazać się cierpliwością, systematycznością, wytrwałością,
      pokorą, czujnością, jasnością myślenia, by wreszcie zauważyć narodziny "nowego
      człowieka", którym się stajemy.
      Wszystkim tu obecnym życzę tego, co potrzeba do pokonania choroby... i oby nigdy
      nie zabrakło Wam wiary, ze wyzdrowienie jest możliwe!!!3mam kciuki, serdeczności
      ślę!!!!!
    • z_przedszkola Re: coraz bardziej załamana 07.05.08, 17:08
      kochana, doswiadczam dokladnie tego samego! ale jzu jestem w fazie
      godzenia sie z tym! staram sie jesc regulsarnie i zdrowo, nie
      opychac, nie glodzic i przytylam!!!! niewiele ale dla kogos z nas to
      koszmar, prawda? przemyslaam sprawe i wole byc zdrowa wiec
      przeczekam a na ladne cialo i na wiosne zaczelam wiecej sie ruszac,
      uprawiac sport, spacerowac co tylko mi polepsza humor (edorfiny);
      jesli mam byc ciezsza to przynajmniej bede w dobrej formie i
      przepale te swoje kilogramy na ladne cialko a jak sie nie uda to
      przynajmniej bede miec niezla kondyche!
      • ilka.n Re: coraz bardziej załamana 07.05.08, 21:10
        ok. dziewczyny, ale jak zacząć jeść normalnie jak od kilku ładnych
        lat moje nastawienie do słodyczy, tłustych, czy nawet smażonych
        rzeczy, mięsa jest na nie. gdy zaczęłam się odchudzać, właśnie z
        tego zrezygnowałam. teraz gdy mam bulimie nawet najmniejsze zjedzone
        ciastko mam ochote zwymiotować, bo myślę że to ma za dużo kalorii i
        zaraz przytyje, a naptzykład warzywa, owoce chleb razowy itp. mogę
        jeść w dużych ilościach i jest dobrze, ale najgorsze jest to że
        póżniej mam ochote na coś słodkiego i jak się skusze to odrazy chcę
        wszystko zwrócić. już nawet moja rodzina jest nastawiona na to że ja
        tylko zdrowo się odżywiam, że tylko warzywa, i że słodyczy też nie
        jem, ale nie wiedzą co ja potrafie zjeść pokryjomu.
        jak ja mam zmienić swoje nastawienie, dodam że nie jestem wcale
        chuda, mam może trochę mięśni i nie wyglądam na tyle co waże, a waże
        ok.63kg
        ale zanudzam
        przepraszam
        może ktoś w końcu przemuwi mi do rozsądku!!!!!!!!!!!!!!!!
        • galaaa1 Re: coraz bardziej załamana 08.05.08, 07:58
          "dziewczyny, ale jak zacząć jeść normalnie jak od kilku ładnych
          lat moje nastawienie do słodyczy, tłustych, czy nawet smażonych
          rzeczy, mięsa jest na nie"

          pora zmienic nastawienie. bez tego, ni rusz dalej.
          nie namiawiam Cie, by jesc slodycze czy smazone, ciezkie niezdrowe
          rzeczy. a mam na mysli pelnowartosciowa, pelnoodzywcza, zrownowazna
          diete. dieta warzywno-owocowa takowa nie jest... wczesniej czy
          pozniej organizm 'doprosi sie' swojego, np w postaci ataku
          obzarstwa...
          • galaaa1 Re: coraz bardziej załamana 08.05.08, 08:00
            a tak w ogole, Ilka, byl kiedys watek o tym, jak sobie radzic w
            momentach kryzysowych... duzo porad dobrych od dziewczyn. trzeba
            poszperac na forum. jak uda mi sie wykopac, na pewno zapodam namiary.
            • ilka.n Re: coraz bardziej załamana 08.05.08, 08:02
              ok. dziękuje, za dobre rady, musze się wkońcu wziąć za sienie i
              zacząć żyć normalnie
              • beatrishe Re: coraz bardziej załamana 08.05.08, 15:56
                Do Ika.n , ja również nie ważę mało i mam ogromna słabość do słodyczy. Kiedyś po
                prostu ich sobie kategorycznie odmawiałam albo wymiotowałam słodkie
                przestępstwo. Nie wiem jak jest naprawdę z Twoimi upodobaniami kulinarnymi, bo
                ja np przez wiele lat odchudzania wmawiałam sobie, ze pewnych rzeczy nie
                lubię,szczególnie tych kalorycznych. Bałam się pozwolić sobie na kostkę
                czekolady, bo myślałam, ze zaraz przytyję albo rzucę się na całą tabliczkę.Wtedy
                wydawało mi się, że najlepszym wyjściem z syt jest niejedzenie tych zakazanych
                rzeczy. Aby ułatwić sobie powstrzymywanie się od tego co mnie korciło
                okłamywałam się że za tym nie przepadam. Umiałam tak manipulować swymi
                przekonaniami i myślami, ze po pewnym czasie zaczynałam wierzyć we wcześniej
                utkane łgarstwa.Prawda była jednak inna, a skutki takiego samooszukiwania,
                wychodziły przy najbliższym napadzie obżarstwa.W czasie ataku pochłaniałam
                ogromne ilości właśnie tych "nielubianych" rzeczy!!!!Dopiero od niedawna
                zaczęłam odkrywać swoje prawdziwe smaki i okazuje się, ze jest między nimi msce
                również na tzw niezdrowe jedzonko. Skoro tak, pozwalam sobie na nie od czasu do
                czasu(stąd min przytycie)widocznie organizm tego potrzebuje.Wiem, ze nie ma
                sensu odmawiać sobie odrobiny przyjemności, bo prędzej czy później urośnie ona
                do rozmiarów wilczego głodu, a wtedy już prosta droga do kibla....Radziłabym
                więc zweryfikować swój smak i nie trzymać tak swoich upodobań kulin na smyczy
                aby się nie zerwały w najmniej spodziewanym momencie i nie pożarły
                Cię:)!!!Sztuką i największą trudnością nie jest powstrzymanie się od jedzenia
                tego czy tamtego ale umiarkowane dawkowanie sobie papu.Ja po raz pierwszy
                zobaczyłam i spróbowałam jak się je wszystko ale po trochę w szpitalu i do tej
                pory staram sie utrzymywać wyuczone tam nawyki. Bywa różnie ale unikam
                zdradliwego rezygnowania z posiłków oraz stawiania przed ciastkiem znaku
                STOP!Cały czas się uczę ale mam nadzieję, ze kiedyś wejdzie mi to w krew na
                tyle, ze przestanę się nad tym zbytnio zastanawiać. Pozdrawiam serdecznie i
                życzę powodzenia!!!!!
                • ilka.n Re: coraz bardziej załamana 09.05.08, 11:11
                  dzięki za rady, masz 100% racje, terza tylko muszę się nauczyć
                  normalnie jeść, nie przejadać, i nie robić sobie wilkich wyrzutów
                  sumienia po zjedzeniu jakiejś ,,zakazanej" rzeczy.
                  to będzie trudne, bardzo trudne, ale muszę się kidyś przełamć
                  • beatrishe Re: coraz bardziej załamana 11.05.08, 14:41
                    To jest zajebiście trudne,bo postanowienie sobie czegoś nie oznacza zaraz
                    wykonania...Jeśli nawet coś sugeruję, "radzę"(choć wolałabym tego nie robić,bo
                    nie jtem do poradnictwa kompetentna), a raczej dzielę sie doświadczeniami, to
                    zdaje sobie sprawę jak ciężko jest wprowadzać w życie takie wskazówki.Sama
                    ciągle prowadzę walkę ze swoimi "demonami" i wiem jaka to wykańczająca
                    robota....Czasem nawet myślę,ze to praca na całe życie...W tym pierwszym etapie
                    nauki, każdy posiłek jest sprawdzianem, później wyrabia się jakiś nawyk zach,
                    ale to nie oznacza zrezygnowania z czujności, samodyscypliny, a czsem poddania
                    się słabościom...Ja ulegam narastającym kilogramom produkowanym większą ilością
                    żarła i nadmuchanym apetytem ale nie powiem, że przychodzi mi to z
                    łatwością...Strasznie dużo kosztuje mnie godzenie sie z tłuszczykiem...Na
                    szczęście determinacja wyzdrowienia przewyższa nęcącą chęć do bycia szczupłą i
                    dlatego sie trzymam.Mam nadzieję, ze kiedyś wrócę do swej naturalnej wagi,
                    normalnego apetytu(bo teraz jest ogromny)i na zawsze pożegnam się prześladującą
                    mnie chorobą. Tego i Tobie życzę z głębi serca!!!!!
Pełna wersja