moja historia...długie ale warto :)

24.09.08, 14:56
Witam serdecznie
hmm.. od czego by tu zacząć. Od początku.. o nie. To by zajęlo parę
dni :)
Ale do rzeczy.
Przez przypadek zobaczyłam że jest takie forum i postanowiłam się z
Wami podzielić swoją historią.
Mam 29 lat. Pochodzę z dużego miasta. Na bulimię choruję od... rany
bossssskie ile to już lat? z 14 lat. Tak tak.. na przemian bulimia
anoreksja. Napisałam "choruję" bo z tego tak naprawdę nigdy się nie
wychodzi. To tak jak z alkoholizmem. Bulimiczką będę do końca życia.
Ale... moja choroba została zaleczone. Nie rzygam już z póltora
roku. Ale przez co przeszłam to moje. Były tysiace terapii...
mnostwo wydanej kasy (wiadomo na żarcie i na leczenie). Bylam tez w
klinice nerwic na sobieskiego (wawa) ale guzik mi to wtedy dało.
Moze dlatego ze nie do konca chcialam z tego wyjsc.
Kurcze jak wracam wspomnieniami to ... jakos mi tak dziwnie. To dla
mnie teraz takie odlegle. W kazdym razie bylo bardzo ciezko.
Rzygalam praktycznie codziennie. Zęby sie posypały, rece poranione,
gardlo zakrwawione, ślinianki mega wielkie (tzw twarz chomika).
Zajadałam kazdy problem. Nawet jak go nie bylo i tak wpierdzielalam
a potem kibel... Probowalam sie tez zabic. Tak tak wiem nie ma sie
czym chwalic. Ale naprawde mialam wszystkiego dosyc. Czulam sie nie
kochana, odtracona, samotna. Mialam tylko JĄ. BULIMIĘ !!
Przeżyłam. Za mało lekow sie nałykałam. Leków w domu mialam mnostwo.
Bo wiadomo leczylam sie tez psychiatrycznie na depreche no i
bulimie. To w sumie dwie powiazane ze soba choroby.

Poznalam fajna terapeutke ale tania nie jest. To byla moja
najdluzsza terapia na ktorej sie utrzymalam. Chodzilam na nia prawie
dwa lata. No i mi pomogla. Wiadomo ze ja tez musialam sama duzo w to
wlozyc.
Dwa lata temu poznalam mojego obecnego meza. Jest ode mnie sporo
starszy. O chorobie wiedzial prawie od poczatku. Bardzo mipomogl.
Zastanawiam sie czasami jak on mogl to wszystko wytrzymac. Jak sie
poznalismy jeszcze rzygalam. Wyobrazcie sobie ze jak nie moglam
wytrzymac (a mieszkalismy juz razem) to On wychodzil zebym mogla "to
zrobic". W sumie nie wiedzial w jaki sposob moze mnie powstrzymac.
Obecnie jestem w ciazy. To moje pierwsze Dziecko. Za dwa miechy bede
rodzic. O bulimii praktycznie w ogole nie mysle. Chociaz... jak
nieraz na wieczor zjem wiecej to mam ochote wlozyc palce i ...

Pisze to do Was kochane abyscie nie tracily nadziei. Bulimia to
straszna choroba. Przeszlam to wszystko co Wy teraz i wiem jak to
boli. Ale uwierzcie, ze jak tylko bedziecie chcialy, ale tak
naprawde chcialy, to dacie rade. Od razu pisze ze nie bedzie łatwo.
Wychodzenie z tego nalogu to najgorsze co moze byc bo aby zyc trzeba
jesc. Ile ja sie nameczylam zeby zaczac normalnie jesc. Chociaz
chyba nie do konca jeszcze to opanowalam. Przed ciaza zywilam sie
glownie jogurtami i jablkami. Ale ciąża robi swoje. Jezeli macie do
mnie jakies pytania piszcie. Służe pomocą. Trzymajcie sie
    • bajabongobongobaja Re: moja historia...długie ale warto :) 24.09.08, 16:49
      Gdy przestawałaś rzygać... jak się odżywiałaś?
      Ja staram się przestać, bo cholernie męczy mnie to g.wno, ale mój żołądek ledwie
      co trawi... Strawienie kawałeczka kurczaka wielkosci 2 łyżek zajmuje mi ponad 6
      godzin... Nie mówiąc już o sałacie czy innych błonnikowych rzeczach...
      Jak Ty sobie z tym poradziłaś? Bo ja od razu gdy czuję takie przepełnienie po
      obiedzie,,, idę wiadomo co... :(
      • petronelcia29 Re: moja historia...do bajabongo 24.09.08, 21:18
        powiem Ci że u mnie było identycznie. Mój żołądek nic praktycznie
        nie trawił. Co zjadłam to po paru godzinach jeszcze to czułam.
        Potrzeba czasu żeby żołądek się przyzwyczaił. Starałam się odżywiać
        zdrowo - ciemne pieczywo, serki, jogurty, herbatki na trawienie,
        lekkie zupki. Często też ratowałam się Renie. Pomagało. Unikaj
        narazie przynajmniej jedzenie ciążko strawnego jak owoce.
    • rozaaaa Re: moja historia...długie ale warto :) 24.09.08, 17:51
      hej, niewiem czemu pisze ale moze do kogos musze, wiec ja mam 17
      lat, od jakos pol roku zygam ale nie ze tak codziennie czy cos,
      teraz zaczelam bo siedzi\e dlugo w domu i bardzo ale top bardzo duzo
      jem nie jestem gruba ale powoli sie robie teraz od jakis 2 moze 3
      miesiecy zygam codzien, po pare razy bo czuje ze moje jelita i to
      wszystko niewytrzyma jak bede tak dluzo jadla, niewiem czy to jest
      bulimia ale czuje ze zaczynam na punkcie jedzenia miec obsesje,
      zaczynam ale juz niepotrafie przestac. puchnie mi gardlo, juz plułam
      krwia niewiem czy to tez przez zyganie, ale ja tak niechce
      nienawidze tego, kocham jesc i czuje ze to mnie znicszczy, sadze ze
      moge jeszcze jakos uciec od tej choroby tylko nieiwem co zrobic:(
      glupio mi ze do ciebie napisalam ale trudno niebede tego teraz
      kasowac
      • arra17 rozaaaa......!! 24.09.08, 20:25
        identycznego prawie ze posta napisalam 3 lata temu..zaczelo sie od
        wpie...nia jes\dznie jedzenia...potem opuchle gardlo..krew z
        przelyku..potem krew w kale...potem brak miesiaczki...i pozniej to
        juz zaawansowane stadium..ratuj sie! ratuj sie jak szybko mozesz
        kochana!
        • rozaaaa Re: rozaaaa......!! 25.09.08, 21:47
          ja caly czas prubuje z tym walczyc codzien sobie mowie ze to koniech
          codzien sobie przyzekam ze jutro jest nowy dzien ze niemoge zygac ze
          niemoge na boga sobie przyzekam na wszystko a to niewychodzi....
          dzis nie zygalam choc sie napchalam jak niewiem ale caly czas czuje
          ze mi sie zwraca ze niedam rady ze moj organizm nieda rady tego
          wszystkiego przemielic... boze nienawidze tego nienawidze
          • agatorka Re: rozaaaa......!! 25.09.08, 23:28
            Rozaaaa, no, nie oszukuj sie, to na początek. Dobrze wiesz, ze to bulimia i
            dobrze wiesz, ze te wszystkie "nieprzyjemnosci" z niej wynikają. Szukasz
            potwierdzenia, bo próbujesz uciekac od tej prawdy. No to je masz.
            A teraz prędko do lekarza skoro nie umiesz sama przestać, bo będzie tylko gorzej
            i gorzej, do szkód fizycznych dojdą gorsze, psychiczne, coraz większa depresja,
            w końcu błędne koło ("jem bo czuje się źle, czuję się źle, bo jem i wymiotuję"
            itd) a twoja chorą psychę może zmotywuje to,ze będziesz tyła i tyła w ten sposób.

            a jeśli chodzi o to
            > niedam rady ze moj organizm nieda rady tego
            > wszystkiego przemielic...
            to jest w tym odrobina prawdy. Ale nie w tym, ze organizm nie da rady, ale masz
            prawo tak sie czuć. Jeśli wszystko próbujesz zwracać i moze jeszcze bierzesz
            środki przeczyszczające. Bo skoro nie masz nic w jelitach,a na pewno nie masz
            tam błonnika (łatwostrawne produkty pierwsze lecą z żołądka -w górę)to masz tam
            tylko ciężkostrawne resztki, poza tym jest tam za mało objętości, żeby cóś tam
            popychać. Daltego wydaje się, ze jedzenie "stoi", bo ono rzeczywiście stoi przy
            tak fatalnej diecie i środki przeczyszczające tylko pogarszają ten stan. Dlatego
            wystarczy (wiem, ze łatwo powiedzieć) a) nie wymiotować ; b)jeść regularnie
            (!!!) zdrowe produkty,m.in. dużo warzyw(!) i problemy szybko znikną.
            Przebolejesz dwa tygodnie (żależy jak mocno wszystko sobie zwichrowałaś) i
            będzie DOBRZE. Tego przecież chcesz?

            Najgłupsze jest to, ze prawie wszystkie bulimiczki myślą,ze jeden dzień nic nie
            zmieni, że będą tylko o jeden dzień dalej od zdrowia, a każdy jeden dzień coraz
            bardziej związuje ręce, odbiera siły, coraz bardziej uzależnia. Pogrążają się i
            tego nie widzą (może myśląc, ze gorzej być nie może,a może...).
            • rozaaaa Re: rozaaaa......!! 26.09.08, 10:44
              dziekuje.... bede probowac bo juz tak jak napisalas niedlugo popadne
              w depresje, mam bardzo slaba silna wole dlatego niemoge w to
              glebijej wpac bo juz sie nie wydostane. boze jak latwo w to wejsc a
              jak trudno przestac... to jest az dziwne
              • arra17 Re: rozaaaa......!! 27.09.08, 13:32
                rozo utorzsamiam sie z toba...ten sam tok myslenia mialam na
                poczatku choroby. tylko ze ja w glebi duszy sie jeszcze
                cieszylam..ze tak latwo moge utrzymac idealna figure...ale tak samo
                tu pisalam...jesli masz ochote to poczetaj sobier moje posty...i
                ratuj sie.ehh wiem powtarzam sie..ja nie potrafilam sie juz ratowac
                i nadal nie potrafie..to juz 3 latA...jeslem ciekawa ile lat to
                jeszcze bedzie trwalo..a moze bede wymiotowac do konca swojego
                zycia..jakos nie wyobrazam sobie mnie jako staruszki ktora ledwo co
                chodzi..naginającej sie przed kiblem...ale coz...innej wizji mojego
                zycia nie mam..w przeciagu 3 lat powstrzymam sie moze 2,3 razy od
                tego...to chyba nie jest sukces.
                • all-fredka Re: rozaaaa......!! 28.09.08, 10:34
                  Nie dożyjesz starości, jeżeli nie przestaniesz rzygać...ale to jeszcze długa i daleka droga, nie tak prosto i łatwo wykończyć siebie w imię wyższego celu jakim jest bycie piękną i szczuplą...przykro mi naprawdę przykro
                • rozaaaa Re: rozaaaa......!! 28.09.08, 17:31
                  dziekuje wam, ja juz z 2 dni nie zygalam i jest mi o niebo
                  lepiej:):) mniej mi sie chce jesc tylko sie bojze ze znow zaczne,
                  nawet niewiem ile bym dala by nikt nie musial tak cierpiec by nikt
                  niemusial tego przezywac by latwo bylo sie z tego wydostac....
                  jeszcze pewnie nie raz wyzygam, bo niemam silnej woli ale jak dobrze
                  jest nie miec napadow i nie zygac.... sciskam was mocno mocno mocno
                  • agatorka Re: rozaaaa......!! 29.09.08, 13:18
                    Super!!! Gratuluję :D
                    Rozpamiętuj się w tym fantastycznym uczuciu, masz już co trzymać i ewentualnie
                    do czego wracać. Tak trzymaj!
                    I fajnie, ze to napisałaś, może da to światełko innym, bo tu piszą zwykle albo
                    zatracone w chorobie, albo wyzdrowiałe, mało tu głosów o sukcesach z pola walki.
    • ehes Re: moja historia...długie ale warto :) 28.09.08, 17:02
      w sumie popłakałam się jak to przeczytałam...
      Wydało mi się to takie piękne i nierealne zarazem...no ale też przerażające...ile czasu Ci zajeła ta bulimia w życiu...
      Teraz jest u Ciebie noralnie, ale długo mineło zanim to osiągnełaś...
      kurde też chcę z tym skończyć...
      wiecznie mam ostatnie razy...
      ku......
      ostatnio tracę wiare...

      choć dzieki tobie Twoim postom i innych zdrowych już osób powoli ją odzyskuję-bużki wam:*
    • asiul-ek25 Re: moja historia...długie ale warto :) 30.09.08, 07:53
      u mnie rowniez było bardzo podobnie choroba zakonczyła sie w momenicie zajscia w
      ciaze.obecnie jestem mama 10miesiecznego chłopca i to on jest dla mnie siła
      napedowa.nie jest lekko bo czasem gdy pojawiaja sie problemy ta natretna mysl o
      tym ze mozna sie najesc i zapomniec na 1 min powraca.wtedy na szczecie patrze na
      swojego synka i wiem ze nie warto wracac do tego.niestetey skutki odczuwam do
      dzis w koncu 7 lat zrobiło swoje.najgorzej jest z zebami,ale nie ma co trzeba
      walczyc
    • madaka30 Re: moja historia...długie ale warto :) 30.09.08, 14:22
      Anoreksja i bulimia zajęła mi 12 lat życia. Przeszłam liczne
      derapie - zaczynałam i nigdy nie kończyła. Byłam też na leczeniu w W-
      wie w Instytucie Psychiatrii i Neurologii. Podobnie jak Tobie
      wszelkie formy leczenia nie przyniosły rezultatu. Poznałam chłopaka -
      on wydawał mi się moim lekarstwem, niestety... byliśmy razem 3
      lata - potem mój narzeczony odszedł do naszej "koleżanki" a
      dziwewczyny naszego kolegi. W momencie kiedy czekałam na miejsce do
      Warszawy on odsunął się ode mnie i zrobił tamtej dziecko - przeżyłam
      szok. Wszystko zawaliło się - moje nadzieje zgasły razem z ogromną
      chęcią walki z moim choróskiem jaki miałam podjąć w klinice. Dziś
      mija rok od naszego rozstania... ciągle czuje ból, zdradę, oszustwo
      z jego strony... nie potrafię się pogodzić z tym co mnie spotkało z
      jego strony. W ubiegłą sobotę wzięli śbub... a ja nadal zajadam się
      i wiszę nad toaletą... brakuje mi motywacji?? celu?? to
      przyzwyczajenie?? Nie wiem jak Ty ale ja mam ogromne problemy z
      jelitami i żołądkiem. Jedzenie zalega całymi godzinami a jelita
      napompowane są gazami. Odczuwam ogromny dyskomfort- tymbardziej, że
      w tych momentach wygladam jak w ciąży - to odbiera mi chęć nawet do
      codziennych rutynowych zajęć... Czy znasz na to jakiś specyfik? Bo
      jeśli chodzi o farmaceutyki - to brałam ich bardzo dużo i
      bezskutecznie. - proszę o podpowiedź
      • petronelcia29 Re: znowu długia odpowiedz :) Wsparcie :) 01.10.08, 17:18
        Witam kochana
        coż ja mogę powiedzieć.... po zakończeniu terapii w klinice nerwic
        na sobieskiego rostawil mnie facet. To znaczy nie tak od razu ale po
        paru miesiącach. A wydawalo mi sie ze to WIELKA MIŁOŚĆ, że to miłość
        na całe życie. Byliśmy nawet zaręczeni. Odszedł bo poznał inną. To
        znaczy znał już tą "inną" od dawna. Oczywiście mówił że nic go z nią
        nie łączy... aha jasne.. sranie w banie (sorry za słowo). Teraz ma z
        nią dzieko ale nie sa razem. W sumie jest z naszą dobrą koleżanką
        którą poznałam będąc z nim. Ona ma męża ale się rozwodzi. Normalnie
        jak w brazylijskim serialu. Powiem Ci że dzisiaj za nim tęsknię. Tol
        był pierwszy facet z ktorym chcialam zostac na zawsze.

        Wiesz co, to jest tak że nic nie dzieje się bez przyczyny. W sumie
        dobrze się stało że nie jestem z nim bo on nie był dla mnie. Duzo
        pil, używał innych "specyfików", i zdradzał mnie na potęgę.
        Posłuchaj, wiem że teraz wyda Ci się to jak totalny banał, ale
        uwierz mi że leczy się dla samej siebie.
        Owszem jest nam potrzebne wsparcie, silne ramię mężczyzny. Ale ...
        mi zajęło bardzo długo zanim trafiłam na mojego obecnego męża. A i
        tak na początku tego zwiazku nie bylo kolorowo. Okazało sie ze moj
        maz mial juz żony (nie żone a żony), ale to go duzo nauczylo.
        Jest powiedzenie co nas nie zabije to nas wzmocni. Cos w tym jest.
        Zobaczysz jak wyjdziesz z bulimii a wierze ze wyjdziesz, inaczej
        spojrzysz na zycie. Ale przestrzegam nie bedzie to od razu. Jak
        przestalam rzygac bylo tragicznie. Tak tak... dotarła do mnie
        rzeczywistosc, dotarlo to przed czym uciekalam w chorobe. Nie czulam
        sensu zycia, wszystko wydawalo mi sie szare bure i do doopy. Zycie
        mnie przytlaczalo. Ale terapia mi w tym pomogla. W sumie do dnia
        dzisiejszego nie bardzo mam pomysl na to co chce dalej robic w swoim
        zyciu. Owszem mam mnowsttwo tak zwanych dołów. Ale nie wracam do
        bulimii. Powiem szczerze, ze wychodzac z bulimii jest bardzo ciezko.
        NAPRAWDE !!! jak przestaje sie wpieprzac i rzygac jest mnowstwo
        czasu z ktorym nie wiadomo co robic. Mi pomoglo czytanie ksiazek,
        haftowanie (te krzyżykowe na materiale a nie te "kiblowe", komputer,
        internet, spacery wymuszane na sile).

        Co do zalegania jedzenia.... maaaatkoooo.... tragedia. Znam
        doskonale ten ból. Powiem Ci ze ja zaczelam tak naprawde normalnie
        jesc jak dowiedzialam sie ze jestem w ciazy (prawie 8 miesiecy
        temu), Takto jadlam jogurty z platkami i jablka a i tak czulam to
        jedzenie przez caly dzien. Ciaza duzo zmienila w moim zyciu.
        Musialam zaczac jesc zeby Synek (bo juz wiem ze to chlopczyk :))
        mogl sie rozwijac i normlanie rosnac. Ale bylo tragicznie. Nie dosc
        ze brzuch w ogole mi nie trawil to jeszcze mialam na poczatku ciazy
        mega mdłości. Oj bylo ciezko. Ale nie martw sie. Nasz bulimiczny
        organizm jest bardzo wyniszczony i musi sie nauczyc "pracowac" od
        nowa.
        Staraj sie jesc malo a czesto. Sprobuj np na sniadanie musli z
        jogurtem, potem za jakies 3 godzinki kromke chleba ciemnego z zoltym
        serem, potem banana, jakąś zupkę i cos dobrego na kolacje. Ale
        blagam nie napychaj sie bo potem tego nie powstrzymasz i atak
        gotowy. Przysiegam Ci ze bedzie Ci ciezko. Przykro mi ze Cie nie
        pocieszam teraz. Beda Toba targaly niezle emocje. Bedzie Ci sie
        plakac chcialo ze za duzo zjadlas, ze ciagle czujesz ze masz cos w
        zoładku, że bedziesz za gruba. Ale to jest choroba. To sa jej mysli
        nie Twoje. Nie pozwol zeby wygrala. Przemeczysz sie pare razy ale
        potem bedzie jak z płatka.

        Zobaczysz, jak przestaniesz miec objawy (czyli wpieprzanie i
        rzyganie) inaczej spojrzysz na zycie. Zaczniesz dostrzegac ze sa w
        zyciu piekne chwile.

        Jestem zywym przykladem ze mozna wyjsc z bulimiii. Jakby ktos mi
        kiedys powiedzial ze z tego wyjde wysmialabym go. To bylo dla mnie
        nie realne. Bulimia byla moim zyciem. Tylko ją "mialam". Ale ona nie
        jest przyjaciolka. Ona jest najwiekszym wrogiem jakiego mozna sobie
        wyobrazic. Matko jak sobie przypomne te wszystkie chora akcje, jak
        wpierd....alalam, rzygalam, moje rece poranione, moje gardlo
        rozkrwawione.... Kochana naprawde Ci wspolczuje ale doskonale
        rozumiem. Sprobuj walczyc z choroba. Mezczyzna napewno sie znajdzie.
        Ale poki jest bulimia bedzie ciezko bo ona zabiera cala energie i
        chec do zycia.
        Walcz. Trzymam kciuki :)
        Jakby co to pisz. Jestem z Toba. W ogole jestem z Wami wszystkimi.
        Nie dajcie sie bulimii. To zabojca. Caluski
    • black_eyed_raven tak sie ciesze ze ktos mnie rozumie 01.10.08, 18:02

      dzieki ze wyslalas tego posta.daje to poczucie jakiejs wspolnoty.
      nie mam bulimi ale chorobe bardzo blisko spokrewniona (nie wiem jak
      to sie po polsku nazywa- binge eating disorder, odczuwam potrzebe
      opychania sie jedzeniem ale nie wymiotuje i nie przeczyszczam sie, w
      rezultacie mam nadwage z ktora walcze przez cwiczenia fizyczne).
      choruje na to od jakis 9 lat (teraz mam 26). pisze tego posta bo mam
      nadzieje ze przeczyta go moze jakis rodzic ktory ma dziecko w wieku
      ktory jest typowy dla zachorowan na "eating disorders" (przepraszam
      ze wplatam angielski ale nie znam polskich odpowiedznikow bo nie
      mieszkam w polsce) i bedzie potrafil do nich wyciagnac pomocna dlon
      zanim bedzie zbyt pozno. tak jak i wy nie nawidze tego co sie ze mna
      dzieje i ze cos ma kontrole nad moja glowa. drogie mamy i
      tatusiowie dorastajacych dzieci, mowcie swoim skarba ze sa duzo
      warte, ze sa przez was kochane i ze jestescie z nich dumni. kazdy
      poplenia bledy kiedy jest mlody ale to nie powinno wam przeszkodzic
      w okazywaniu uczuc. wiek buntu jest niestety tez wiekiem
      niestabilnosci psychicznej i nic tak nie pomaga jak ramie na ktorym
      mozna sie oprzec (tak mi sie wydaje bo ja takiego oparcia nie mialam
      dlatego teraz grzezne w tym blednym kole, ktore dotyka prawie
      kazdego aspektu mojego zycia). tak jak i wy w mojej glowie dzieje
      sie to samo: od jutra bedzie lepiej- ile razy juz to sobie
      obiecywalam. brakuje sil- mam racje? to samo czujecie? malo kto tez
      jest to w stanie zrozumiec bo jak wytlumaczyc osobie zdrowej ze
      mysle o jedzeniu zw 20 razy dziennie? fajnie by bylo gdyby byla
      jakas strona gdzie wszystkie moglybysmy sie do siebie wygadac i
      potrzymac za wirtualna reke kiedy choroba zaczyna byc silniejsza od
      nas. super by bylo gdyby ktos mogl tobie powiedziec "dasz sobie
      rade" w momencie kiedy tego wlasnie potrzebujesz. poki co zycze wam
      wszystkiego naj naj naj i powodzenia w pracy nad samym soba. nie
      musimy sie tak meczyc- nie jestesmy gorsi od reszty (to inni powinni
      na nas patrzec z podziwem ze toczymy ze soba takie boje). Glowa do
      gory- damy sobie rade :-)
      • petronelcia29 Re: tak sie ciesze ze ktos mnie rozumie 01.10.08, 22:54
        Hello :)
        to o czym piszesz na polski tłumaczy się "zaburzenia odżywiania".
        Nie chce Cie martwic ale .... to jak opisujesz swoje objawy to tez
        bulimia. Z tym że to bulimia bez wymiotow.
        Właśnie... rodzice. Tez nie bylam chwalona, nie mowiono mi ze sie
        mnie kocha, nie mialam wsparcia. Bylam tylko krytykowana, poniazana.
        Zawsze czulam sie gorsza.
        Ale to przeszlosc. Tego niestety nie mozna zmienic, wymazac.
        Mozna uczyc sie na bledach. Teraz sama bede Matką i zrobię wszystko
        żeby mój Szkrab czuł sie kochany.
        Sluchaj, to forum jest własnie takim nazwijmy to wirtualnym
        spotkaniem gdzie mozesz sie wygadac. Co do pomocnej dłonie - masz ja
        we mnie i innych ktore przez to przechodza. Fakt moze nas nie
        czujesz, ale my jestesmy i borykamy sie z tym wszystkim tak samo jak
        Ty. Moglabym teraz napisac że mnie to nie dotyczy bo juz bulimia
        przestala mnie meczyc. Ale ja wiem ze ta choroba moze wrocic. Moze
        znowu sie obudzic. Ale wiecie co? Ja jej nie dam wrocic. Juz
        wystarczajaco duzo zycia mi zabrala. Praktycznie cala moja mlodosc
        spedzilam wpierdzielajac i rzygajac. Kibel to byla moja mlodosc.
        Jakby nie patrzec od 16 do prawie 27 roku zycia mnie
        praktycznie "nie bylo". Nie myslalam o znajomych, przyjaciolach,
        szkole, itp. Myslalam tylko o jedzeniu. Rany boooskie tyle lat
        przezyganych, tyle terapii zaliczonych az mi sie wierzyc nie chce
        Trzymajcie sie wszystkie cieplutko. Piszcie na forum to pomaga. To
        jest "pomocna dłoń"
    • agnes7954 Re: moja historia...długie ale warto :) 01.10.08, 18:31
      Soski Petronelcia29, ale do końca się z tobą nie zgadzam. Ciąża to
      wspaniały okres dla każdej kobiety, również dla blimiczki, bo może
      bezkarnie jeść. Wtedy jest jakby usprawiedliwiona. Ale to, że w
      czasie ciąży nie wymiotujesz nie oznacza końca choroby. Ja byłam w
      podobnej sytuacji. Gdy zaszłam w upragnioną ciążę ważyłam 45kg. W
      czasie ciąży przytyłam 27kg. Nie wymiotowałam wtedy, po porodzie
      również. Nawet nie zaczęłam odchudzania by wrócić do wagi przed
      ciążą. Po trzech miechach karmienia dziecka piersią schudłam do
      43kg. I zaczęło się najgorsze....Spodobało mi się to i chciałam
      jescze.... I znowu się zaczęło. Trwa do dzisiaj. a dziecko ma już 6
      lat. Zyczę ci większej wytrwałości, bo ja nie wytrzymuję. Dziecko to
      najwspanialszy dar, ale niestety wiąże się z całą masą problemów, a
      jak są problemy jest obżeranie się. Mam nadzieję, że ty się nie dasz
      problemom i przezwyciężysz je.Życze łatwego porodu i zdrowego
      bobaska! 3maj się!
      • petronelcia29 Re: moja historia...długie ale warto :) do Agnes 01.10.08, 22:43
        Agnes jak napisalam w pierwszym moim poście nie rzygam już od ponad
        dwoch lat, no moze poltorej. Jak dowiedzialam sie o ciazy duzo duzo
        przed nia nie rzygalam. Nie uwazam ze ciaza to okres kiedy mozna
        sobie bezkarnie jesc. To nie tak. Staram sie jesc racjonalnie a nie
        bezkarnie. Unikam np slodyczy. Raz na jakis czas zjem loda ale to
        wszystko. I szczerze wcale mnie do nich nie ciagnie. Jestem w 31
        tygodniu ciazy i przytylam jak narazie niecale 8,5 kg. I tu jestem
        zaskoczona !!! Myslalam ze bede tyła na potege. A nic takiego sie
        nie dzieje. Owszem na poczatku bardzo szybko przybieralam na wadze
        ale teraz po pol kilo miesiecznie. Widocznie taki moj organizm.
        Dzisiaj mialam USG i Mały (no już nie taki Mały :)) waży 1800 gram.
        Rośnie jak na drożdzach :) Bardzo Ci Agnes wspolczuje. Zdaje sobie
        sprawe ze bulimia to tak jak napisalam w pierwszym poscie choroba na
        cale zycie. Trzeba z nia walczyc przez caly czas. Podobnie jak z
        alkoholizmem, czy narkotykami. Wszedzie czyha (albo czycha nie wiem
        przez jakie h sie pisze) "pokusa". Wiem że z dzieckiem jest masa
        problemow. Szczerze? Jestem przerazona. Ale mam meza ktory mnie
        wspiera i wiem ze moge na Niego liczyc. Jestem osobą (zreszta chyba
        jak wiekszosc bulimiczek) ktora bardzo wszystko przezywa, bardzo sie
        wszystkim przejmuje, i bardzo bierze do siebie to co mowia, mysla
        inni. Chociaz nie, ostatnio troche sie "wyrobilam" i staram sie nie
        myslce co powiedza inni. Stalam sie "zdrowa egoistka".
        Agnes trzymaj sie i nie daj !!! Za duzo masz do stracenia. Nie
        wchodz znowu w to bagno bo sama wiesz jak ciezko z tego
        kur.....estwa (sorry) wyjsc. Sprobuj walczyc. Nie poddawaj sie.
        Problemy to niestety codziennosc. Sprobuj nauczyc sie je jakos
        inaczej rozwiazywac. Moze jak bedziesz miala kryzys i dol to pisz na
        forum. Jak tylko bede na nim to napewno bede Cie wpierac.
        • renatam2 Re: moja historia...długie ale warto :) do Agnes 02.10.08, 12:53
          U mnie zaczęło sie niewinnie miałam 16 lat zaczęłam sie objadac i
          żygac - to była moją tajemnica.Jak zaczęłam nie mogłam przestać
          praktyke miałam w ciastkarni to bylo okropne .POŻNIEJ PRACOWAŁAM W
          SKLEPIE .Mając 21 lat wyszłam za mąż mąż nie wiedzial ,że
          cierpie .Byłam ciągle nieszczęśliwa sama nie wiedziałam czego
          chce .A pragnełam tylko żeby ktoś mnie przytulił ,bo nie czułam sie
          bezpieczna ,ukrywając swoją chorobe .NIE UMIAŁAM ODMOWIC NIE DBAŁAM
          O SWOJE ZDANIE ,JUZ WSZYSTKO BYLO MI JEDNO CIAGLE MYSLAŁAM ,ŻEBY COS
          SOBIE ZROBIC .BO MYŚLI O JEDZENIU WYKANCZAŁY MNIE .Byłam w ciąży z
          coreczką urodziła sie piekna i zdrowa 3,85 ważyła ,a ja w 9
          miesiącu ciąży ważylam 73 kg .Bardzo ciężki przeżyłam poród nie
          mogłam dojśc do siebie przez 1,5 miesiąca .Byłam słaba mdlałam ,ale
          za wszelką cene dalej chciałam byc szczupła ,aby mnie mąz nie
          żucił.Wróciłam do żygania córka miała 4 miesiące ,ą ja znów byłam w
          ciaży to był cios.W drugiej ciąży żygałam w 9 miesiącu ważyłam
          55kg.silna depresja nikt mnie nie wspierał nikt nie pomagał ,żadnej
          pomocy .Silna DEPRESJA MIGRENA NERWICA -ciągłe żyganie doprowadziły
          mnie do myśli ,Aby sobie żyły podciąć. Wydawało mi sie ,że lepiej by
          było ,żebym odeszła .CÓRECZKA MAŁA A SYN W BRZUCHU ,A JA ZASTANAWIAM
          SIE W GARAŻU ,NAD ŻYCIEM . CO MAM ZROBIĆ WYBRAŁAM ŻYCIE -,ALE DALEJ
          CIERPIE ,BO JESTEM JAK ALKOHOLIK JAK NARKOMAN -WPADŁAM W
          UZALEŻNIENIE -MOJE SUMIENIE NIE WYTRZYMUJE JUŻ -CZUJĘ SIE POTWORNIE
          STRASZNIE JEST MI WSTYD CO ROBIĘ ,ALE NIE DAJE SOBIE RADY - CZY
          KTÓRAŚ Z WAS SŁYSZAŁA O KRADZIEŻACH PRZY BULIMI BO MNIE COŚ TAKIEGO
          SPOTKAŁO -JAK SOBIE MAM PORADZIC ?POMOCY ODPISZCIE
          • petronelcia29 Re: moja historia...długie ale warto :) do Agnes 02.10.08, 15:51
            Współczuje Ci. ale... myślisz ze ja nie mialam takich mysli? Jak
            przeczytalas moj pierwszy post to probowalam sie otruc prochami.
            Bylam nieprzytomna przez dwa dni ale mnie uratowali. To bylo dawno
            bo jakies 4 lata temu. Nie wytrzymywalam ze swoimi natretnymi
            myslami, z rzyganiem
            Mam pytanie do mam z dziecmi - jak wiecie jestetm w 31 tc i ... mam
            jakies cholerne schizy. ciagle mysla czy dziecko bedzie zdrowe,
            wydaji mi sie ze lekarz cos przede mna ukrywa (a mowi ze jest
            wszystko OK). To jest jakies chore. Tak bardzo chce zeby dzieko bylo
            zdrowe. Modle sie do Boga ale ...nie zawsze jest tak jakbysmy tego
            sobie zyczyli. Jak Wy pokonujecie te chore mysli?
            • agnes7954 Re: moja historia...długie ale warto :) do Agnes 02.10.08, 16:08
              Miałam podobnie.Cały czas się dręczyłam, czytałam masę książek, a im
              więcej czytałam, tym bardziej się bałam, że dziecko będzie chore. do
              ostatniej chwili nie kupowałam ubranek. Dam ci radę. Jak napływają
              złe myśli odganiaj je. Myśl pozytywnie, bo najgorszy w ciąży jest
              stres i to właśnie przez negatywne myśli najbardziej szkodzisz
              dziecku. I nie czytaj za dużo na temat ciąży, bo każda ciąża jest
              inna. I nie słuchaj opowieści o strasznych porodach! Po co się
              denerwować? Według mądrych książek, mój miał być naprawdę trudny, a
              było zupełnie inaczej. Ja naczytałam się za dużo. I po co? Ciąża
              inna, poród inny, a z dzieckiem było zupełnie inaczej niż piszą w
              gazetach. Po prostu każdy jest inny. Dziecko też indywidualnością.
              Jedno przesypia 10 godzin, a inne 20; moje na przykład spało cały
              czas na brzuchu a to nie jest wskazane. I co? Może dzięki temu nie
              miał kolki? Nie wiem. Jedno jest pewne. Nie dręcz się! Powodzenia.
              aha, jesteś moją rówieśniczką. Ja też mam 29 lat i 14 lat walki....
              • petronelcia29 Re: moja historia...długie ale warto :) do Agnes 02.10.08, 16:52
                mamy podobne przezycia co do ciazy. Tez czytam mase ksiazek i ...
                jestem coraz bardziej przerażona. Zostaly mi jeszcze dwa miesiace i
                jest coraz cholercia coraz gorzej. Juz chcialabym trzymac maleństwo
                w rekachi wiedziec ze wszystko jest ok. Kompletuje juz wyprawke. Ale
                wiesz co jest najgorsze? Chodze do gina i on mowi ze wszystko jest w
                porzadku. Wierze mu dopoki nie dotre do domu. Jak juz jestem w domu
                wszystko co mowil lekarz idzie gdzies w las. Staram sie myslec
                pozytywnie ale nie zawsze sie udaje. No coz... bede probowac.

                Fakt jestesmy w tym samym wieku. Mamy tez podobny "staz" w bulimii.
                Trzymaj sie. Dzieki za odp,
          • all-fredka Re: moja historia...długie ale warto :) do Renatam 03.10.08, 09:02
            Poproś o pomoc i wsparcie, trzeba przerwać ten ciąg. Sama się zajedziesz i wykończysz. Poszukaj pomocy, trzymaj się i zacznij walczyć
            • renatam2 Re: moja historia...długie ale warto :) do Renata 05.10.08, 18:53
              Pójdę do szpitala ,ale jak mam powiedziec ,że na to cierpię oprócz
              bulimi ?Znienawidzą mnie ,ja tylko chce ,żeby mnie wszyscy
              lubieli .A tak to chcę z tym skończyc. A czyje wsparcie mi tu
              potrzebne -najbliższym nie powiem .MĄŻ,BY MNIE WYRZÓCIL ,Z DOMU.Mam
              córke ma 19 lat i wie o mnie ,napewno ,bo była świadkiem incydentu -
              taki wstyd.Co ona i jej chlopak ,koleżanka pomyśleli o mnie ,bo
              wtedy też byli,bramka zapiszczała .A ja zaczełam kłamać .-
        • moniajki77 do petronelcia29 01.11.08, 12:14
          witam
          ja takze bardzo dlugo walcze z bulimia, jest ze mna od 12 lat, niestety tak jak kazdy mialam i te dobre okresy i te koszmarne miesiace.
          Chcialam sie dowiedziec od Ciebie jak sie uporalas z tym sama? czy bylas pod opieka psychologa, psychoterapeuty?
          Patrzac na siebie wydaje mi sie ze bez pomocy fachowca z tego nie da sie wyjsc, bo trzeba przede wszytskim leczyc glowe, bo to choroba psychiczna.
          Pozdrawiam.
    • zagubionamonia Re: moja historia...długie ale warto :) 02.10.08, 22:58
      Mam Do Ciebie pytanie ... Co mam zrobić zeby uwolnić sie od
      bulimi ... Z jednej strony chce to zakończyć a z drugiej nie... nie
      akceptuje sie takiej jaka jestem ... naprawde sie pogubilam ....
      • renatam2 Re: moja historia...długie ale warto :) 09.10.08, 21:15
        Tylko w szpitalu Ci pomoga są tam specjaliści,terapeuci są dla nas
        potrzebujących ,chorych .Oni umieja podejśc rozmowa .Pomagaja
        rozładować chore emocje,które są przedawnione juz .Wracaja do
        dzieciństwa bo prawdopodobnie tu sie zacząl problem .Jest klinika w
        Lublinie są jeszcze wolne miejsca .KLinika zaburzeń odżywiania
        ul.Głuska .Trzymam kciuki .
    • purecharm Re: moja historia...długie ale warto :) 31.10.08, 21:52
      To co piszesz wcale nie jest pocieszajace, bo wyglada na to, ze zamienilas bulimie na dziecko, tzn. zamiast skupiac sie 24h na zarciu i rzyganiu, to bedziesz teraz poswiecac ten czas dziecku. A co z Toba i Twoim zyciem?
Pełna wersja