przestalam... ale....

04.11.08, 11:03
Wieć przestalam zygac od jakis 2 tyg mi sie udaje, lecz jak mocno
przytylam... wazylam przed wogule tym ze tak mocno zaczelam zygac
61kg potem jak zygalam wazylam 64 a teraz waze 68.. przez 2 tyg 4
kg.. niewiem co robic... czy znow zaczac czy juz niemam odwrotu??
czuje sie strasznie w mojej skuze.. ohydnie.. mam 17 lat i powoli
niemam sily czuje ze moje zycie sie wali... niewiem co gorsze stac
sie strasznie gruba czy wyniszczac siebie od srodka... pomuzcie co
mam zrobic by sie tak nie opychac...
    • troche_smutna1 Re: przestalam... ale.... 04.11.08, 11:38
      Nie, rzygać nie zaczynaj. Pomyśl, że to jeszcze gorsze bagno, co raz
      gorsze. Uwierz- nie znam nikogo kto by schudł na dłuższą metę
      rzygając. Chudniesz chwilowo- nie masz nic w żołądku, jesteś
      odwodniona więc ważysz mniej.

      Jeżeli zaczniesz jeść normalnie twój metabolizm z czasem powinien
      się uspokoić- kiedy zobaczy, że nie rzygasz nie będzie musiał robić
      zapasów, na początku możesz trochę przytyć ale jeżeli zaczniesz jeść
      w miarę sensownie wszystko powinno wrócić do normy.

      Ja miałam tak, że przestawałam żreć kiedy kilka dni jadłam
      normalnie. Jesz w miarę normalnie- nie masz ochoty na napad bo
      wiesz, że jak będziesz głodna możesz coś zjeść- ZJEŚĆ a nie zeżreć
      wszystko co podleci.

      Trzymaj się i wytrwaj a napewno wszystko się ułoży, zobacz, że nawet
      tutaj są dziewczyny którym się udało ale trzeba chcieć i mieć siłę.
      Rzyganie nic nie pomoże, zarzygasz się na śmierć a przez rzyganie
      chuda nie będziesz.
      • rozaaaa Re: przestalam... ale.... 04.11.08, 11:54
        Bede ze wszystkich sil nie zygac, ale tak mocno chciala bym malo
        jesc jak kiedys... nierozumiem po co ja wogule zaczelam zygac...
        przeciesz bylam szczupla jadlam malo.. teraz wszystko sobie
        rozwalilam... prubuje nie myslec o moim ciele...
        • agatorka Re: przestalam... ale.... 04.11.08, 16:18
          Podpisuję się pod tym co napisała troche_smutna1.
          A ode mnie: Pomyśl o tych dwóch tygodniach jako inwestycji, której nie warto
          tracić. Teraz będzie coraz łatwiej, będziesz się coraz lepiej czuła i też mniej
          tyła (musisz się przygotować na to, ze trochę jeszcze pewnie przytyjesz, pomyśl
          o tym też jako inwestycji w zdrowie, w szczęście, a jeśli to Cię nie przekonuje
          to pomyśl, że jeśli nie przestaniesz wymiotować, to i tak prędzej czy później
          przez chorobę przytyjesz na pewno,pewnie i więcej), aż przestaniesz tyć i
          wszystko wróci do normy. To może trwać różnie, ale tak się stanie na pewno,
          jeśli będziesz walczyć dalej. Najgorsze za Tobą i jeśli teraz wrócisz do
          wymiotów to będziesz musiała przechodzić to kolejny raz (i wtedy tak samo nie
          unikniesz tego skoku wagi ,kiedy organizm ma totalnie rozchwiany metabolizm, nie
          ma innej opcji). Ten etap jest najtrudniejszy. Czy chcesz go przechodzić drugi raz?

          Chcę jeszcze zwrócić uwagę na coś, o czym nie piszesz wcale. Czy byłaś u
          jakiegoś psychologa? Czy akceptujesz siebie? Pewnie nie i nawet jeśli
          przestaniesz wymiotować to nadal będziesz miała problem. Warto się tym zająć.
          Poszukaj w swoim mieście (tu na forum jest chyba też watek z polecanymi
          poradniami) poradni, nawet jeśli nie masz kasy i będziesz musiała czekać długo
          na wizytę to ten problem Ci nie zniknie, nie ucieknie (nawet jeśli uda Ci się
          przestać wymiotować) i będziesz szczęśliwsza, jeśli się nim zajmiesz. No chyba,
          ze sama umiesz nad sobą popracować tak, żeby zauważyć swoje piękno (ale gdyby
          tak było, to byś nie wymiotowała), albo coś Ci się samo cudem odmieni (?), ale
          pomoc specjalisty na pewno nie zaszkodzi.

          W międzyczasie walcz z wymiotowaniem. I tak warto, tym bardziej, ze wykonałaś
          już bardzo dużą pracę. Nie zaprzepaść tego. I zamiast patrzeć na wagę ciesz się
          każdym kolejnym wygranym dniem. Myśl o tym jak było cudownie przed chorobą. Tak
          będzie, jeśli będziesz twarda (i zajmiesz się psychiką).


          A na koniec mały prztyczek na inny temat- straszna ta Twoja ortografia. Jeśli
          masz dysortografię to zainstaluj sobie przeglądarkę, która podkreśla błędy, np.
          Firefox. ;)
          • troche_smutna1 Re: przestalam... ale.... 05.11.08, 00:00
            Ja patrzę też na to tak: co mi z tego, że nażrę (bo nie jest to
            jedzenie) się tego co chcę i to wyrzygam skoro i tak każdy dzień
            jest beznadziejny, okropny, jest wegetacją, niebyciem, zeszmacaniem
            się. PRZEZ RZYGANIE TA CHUDOŚĆ I TAK NIE CIESZY!.

            Zresztą naprawdę- rzyganie nie pozwala schudnąć- no chyba, że zjesz
            jedno jabłko na 3 dni i nim rzygasz.
            Pamiętaj, że normalne jedzenie zminimalizuje albo zlikwiduje napady,
            z czasem będą mniejsze i nie tak częste- ja tak mam.

            Może i kilka kg się przytyje ale czy rzygając jesteś szczęsliwa?
            • troche_smutna1 Re: przestalam... ale.... 05.11.08, 00:06
              A no i moim zdaniem najważniejsze:

              JEŻELI ZDAŻY CI SIĘ CHWILA SŁABOŚCI I NAPAD (A NA 99,9% TAK BĘDZIE)
              A POTEM RZYGANIE TO NIE PODDAWAJ SIĘ I WALCZ DALEJ BO WARTO I W
              KOŃCU SIĘ UDA.

              I jeszcze ostatnie- mnie to pomaga, nie wiem jak jest u ciebie-
              zrezygnuj z zasady wszystko albo nic. Ja tak robiłam- nie jadłam nic
              a jak już zawaliłam swoją głodówkę jakąś duperelą typu pół
              herbatniczka wpadałam w ciąg i pochłaniałam duuuuużo... Teraz myślę:
              Fuck... zjadłam batona... niepotrzebnie... ale już mówię stop i to
              że zjadłam jednego nie upoważnia mnie do zjedzenia 10. Po prostu
              kontroluj się i myśl- za każdym razem zaptaj się sama: Czy napewno
              chcesz to zjeść i dlaczego chcesz to zjeść.
              • beatrishe Re: przestalam... ale.... 05.11.08, 08:15
                Nie wiem czy, w tym kontekście, prztyczek agatorki był taki konieczny...
                Kochana autorko wątku, może to co napisze wyda Ci sie paradoksalne, ale ja w
                ogóle zaprzestałabym skupiania się na objawach, bo to odwraca uwagę od
                najważniejszego, czyli leczenia przyczyn.Agatorka napisała o konieczności
                podjęcia terapii i z tym się zgadzam.Jeśli uczestniczysz już w jakiejś, to o
                swych wątpliwościach rozmawiaj jak najczęściej z terapeutą.
                Z doświadczenia wiem, że próby samodzielnego kontrolowania ataków bulimicznych,
                prędzej czy później kończą się w kiblu.Okres abstynencji daje złudne wrażenie o
                wyzdrowieniu, a nie ma nic bardziej mylnego.
                Jeśli zaczniesz się naprawdę leczyć, prawdopodobnie nie unikniesz potknięć, ale
                będzie obok Ciebie ktoś kto pozwoli Ci się z tym uporać i pokonać ten trudny
                czas.Samemu jest bardzo trudno się kurować, podobno chory nie widzi swojej
                choroby, tak jak os z zew, dlatego ona jest w stanie pomóc
                najskuteczniej.Pozdrawiam, 3maj się cieplutko i dzielnie
                Ps. ja od roku nie mam objawów, ale duży apetyt w związku z czym potwornie
                przytyłam... wiem, ze gdybym zaczęła wymiotować to nie przestałabym byc gruba, a
                stałabym się jeszcze bardziej chora, sfrustrowana, rozbita itp..Dla mnie
                wymiotowanie nie ma w tym momencie sensu, nie kalkuluje mi się:) ale pokusy są i
                częste chwile rozgoryczenia, gdy sie patrzy w lustro... ale daję jakoś radę,
                staram się byc cierpliwa i Tobie tego życzę!!!Mam fajną psycholożkę, która mi
                pomaga!!!!
                • rozaaaa Re: przestalam... ale.... 05.11.08, 19:21
                  strasznie wam dziekuje... wlasnie pomaga mi bardzo jak do mnie
                  piszecie, nie chodze do psychologa bo mnie nie stac a niemam ty w
                  lodzi chyba zadnych a pozatym wstydzila bym sie... mysle ze wygram
                  choc bardzo lubie jesc, mysle ze moge sobie poradzic moze potrzebuje
                  pomocy wiem o tym ze samemu cieszko ale musze sobie jakos poradzic.
                  Dziekuje za rady, no i racja nie toleruje siebie kiedys tolerowalam
                  potem powoli przestawalam az wkoncu zygalam i teraz oracuje znow na
                  tym bym sie sobie podobala. Chociasz niemoge patrzec na swe cialo w
                  lustrze ani niechce go dotykac... Sciskam was strasznie! dziekuje
    • blueberry87 Re: przestalam... ale.... 05.11.08, 23:46
      Słoneczko, przybierasz na wadze bo organizm odzyskuje elektrolity...
      Nawadnia się znowu... Możliwe że jeszcze troche, choć już niewiele,
      przybierzesz na wadze, nie będę Cię okłamywać, ale jakieś 80% tego
      co zyskałaś i tak zgubisz po około 4-6 tygodniach. A zrobić coś
      sensownego i trwałego ze swoim ciałem i tak będziesz mogła dopiero
      gdy nauczysz się w miarę normalnie jeść, czego Ci z całego serca
      życzę :*
    • ed_lost.soul Re: przestalam... ale.... 21.11.08, 22:27
      Właśnie dlatego boję się z tym skończyć. Z jednej strony chcę, a z drugiej boję
      się, że przytyję, ale nie zniosłabym tego, nie mogłabym patrzyć, jak moje ciało
      się powiększa...
      Napisz za niedługo jak Ci idzie. 2 tyg. to już dużo
    • anula4043 Re: przestalam... ale.... 29.11.08, 20:54
      Skoro wytrzymałaś 2 tygodnie to nie możesz sie poddawać.Mi nie udało sie
      jeszcze tak długo wytrzymać. Każdego dnia sobie obiecuje, że z tym skończe, ale
      mi to nie wychodzi, nie mogę sie opanować, nienawidzę tego, a potem sięgam po
      środki przeczyszczające, zjadam do 100 tabletek dziennie-to koszmar.Mi nie uda
      sie z tego wyjść, ale ty jesteś na dobrej drodz tylko z niej nie zbaczaj,
      pamiętaj nie możesz sie poddać
      Pozdrawiam.
      • ilka.n Re: przestalam... ale.... 30.11.08, 21:24
        NIE PODDAWAJ SIE, MOŻESZ TROCHĘ PRZYTYĆ, ALE WYZDROWIEJESZ, A
        PÓŹNIEJ TWÓJ ORGANIZM SIEUSTABILIZUJE I BĘDZIE DOBRZE
        NAJWARZNIEJSZE TO PIERWSZY KROK - DOBRE CHĘCI I PRZESTAĆ WYMIOTOWAĆ
        ZAZDROSZCZE CI ŻE DAJESZ RADE TAK DŁUGO NIE WYMIOTOWAĆ, MI NIESTETY
        ZDARZA SIĘ TO NAWET KILKA RAZY DZIENNIE
        JESZCZE RAZ, NIE PODDAWAJ SIE
        • panna-lovegood Re: przestalam... ale.... 30.11.08, 22:54
          Potrzeba dwóch tygodni, żeby pozbyć się nawyku, lub żeby wyrobić sobie nawyk.
          Tylko tyle, aż tyle. Więc jeżeli zechcesz, możesz już nie wymiotować nigdy
          więcej. Jeżeli ktoś przez wiele lat obgryzał paznokcie, i na dwa tygodnie zdoła
          przestać, to też może już tego nie robić nigdy więcej. Jeżeli ktoś odstawił
          papierosy na dwa tygodnie, może już nigdy nie palić. To jest łatwiejsze, niż się
          wydaje. I o wiele mniej istotne, niż się wydaje.
          Dlaczego do takich rzeczy się wraca? Do palenia, bo ono pełni też ważną funkcję
          społeczną. Do napadów, do okaleczeń i innych takich rzeczy- bo pomagają
          rozładowywać napięcie. Dlatego takie rzeczy wracają. Możliwe, że autorka wątku
          już nigdy nie będzie miała napadu, i nigdy nie zwymiotuje. To realne, to
          możliwe, jeżeli zdołała przez dwa-trzy tygodnie, to może już nigdy tego nie
          robić. Ale nadal nie umie sobie radzić ze swoimi problemami. Znajdzie jakiś inny
          nieracjonalny sposób radzenia sobie ze swoimi problemami, albo znowu zacznie
          rzygać. Nie dlatego, że musi, tylko dlatego, że inaczej nie potrafi. Czuje się
          źle, a to jej przynosi chwilową ulgę.
          Nie ma lepszego wyjścia, niż terapia. Poszukaj w swoim miejscu terapii, walcz o
          siebie- albo wróć do tego czy innego bagna. Nie ma lekko.
          Powodzenia
    • 8n Re: przestalam... ale.... 01.12.08, 19:58
      mam to samo, tylko gorzej. przytylam przez ostatnie miesiace 10 kilo. słownie DZIESIĘĆ.

      nie wiem co mam robić.
    • jalil81 Re: przestalam... ale.... 05.12.08, 14:55
      poczekaj chwile jeszcze wsyztsko sie unormuje...mi po paru
      miesiącach przemiana materii i uczucie głodu sie unormowały, warto
      przecierpieć ten pierwszy moment potem juz bedzie coraz lepiej
      szczególnie kiedy juz poczujesz dumę z tego że ci sie udało. Jestes
      jesze bardzo młodziutka i wiem jak w twoim wieku patrzy sie na swoje
      ciało. każda z nas chce byc chudą siksą. ja tez jakos zaczelam z
      rzyganiem ok. 17 -stki a skonczylam jak mialam 25! 8 lat wyrzyganych
      gdzie wiele pieknych chwil popsutych było przez tę natretna chorobe.
      wiem ze może mało rozumiesz to co piszę bo trzeba przejsc to co ja
      przeszłam żeby zrozumiec . tez ważyłam 60 kg jak zaczynalam i po stu
      milionach wahan wróciłam do tej wagi- teraz jestem dumna ze po 10
      latach ważę tyle samo...
      • amela Re: przestalam... ale.... 07.12.08, 15:00
        oh, jak ja dobrze was rozumiem..te chwile załamania i zwątpienia..pokusa by znów
        być tak bardzo bardzo chudziutką..tylko w imię czego? teraz jużto rozumiemy że
        to droga donikąd. jesli chcę żyć, muszę o siebie walczyć. każdego dnia. i
        każdego dnia być czujną, bo ta choroba jest tak mi dobrze znana, zapewnia mi
        bezpieczeństwo. a ja nigdzie nie czuję się bezpiecznie i jedyną sferą, która mi
        to zapewnia jest anoreksja. jestem tego swiadoma i tym bardziej jest mi ciężko
        odepchnąć ją od siebie tak do końca, na zawsze. a ona czeka na moją słabość.
        czasem myslę, że i tak nie zdołam nadrobic tego, co straciłam - dziewczyny w
        moim wieku mają na koncie sukcesy osobiste i zawodowe, mają rodziny, dzieci i
        pozycję w pracy - a ja - zaczynam z 10-letnim opóźnieniem w stousnku do nich. i
        ze swiadomoscią, że nigdy ich nie dogonię, nigdy nie osiągnę swoich dawnych
        celów, muszę wyznaczyć inne, dużo mniej ambitne,ale realne. to jest bardzo
        frustrujące, żyć ze swiadomością, z ilu rzeczy okradła mnie ta choroba. bardzo
        walczę ze sobą o to, by nie rozpamiętywać przeszłosci, ale patrzec w przyszłosc
        - mam taką cichą nadzieję, że może jednak nie wszytsko stracone, może jeszcze
        uda mi się cos osiągnąć. nawet jesli nie poznam smaku miłosci (wątpię w to, bo
        pomimo terapii nie umiem być w zwiazku z mężczyzną, a nie ma takiego, który
        przedarłby się przez budowane przeze mnie mury), to może poznam smak
        sukcesu?albo smak przygody, zwycięstwa?
        qrcze, nie wiem, co mi się tak zebrało na szczerość, nawet w necie - anonimowo -
        tak nie potrafię. przepraszam za przynudzanie i swoją słabośc, moze to ta pogoda
        tak działa..
        ale wysyłam to na forum, przeczytam to za jakis czas - ciekawi mnie, jak to
        wtedy ocenie.
        • m_o_n_a Re: przestalam... ale.... 08.12.08, 01:01
          ja też niby przestałam, niby powinno być dobrze,
          ale wcale nie jest
          depresja, wieczna bezsilność, bezradność, masa emocji, nerwów,
          złość - to wszystko z czym nie umiem sobie poradzić
          upadam na każdym froncie - szkoła, dom, przyjaźń, nie wspominam o
          uczuciach nawet...

          i cóż z tego, że to droga do nikąd, do jeszcze gorszego niż jest,
          jak obecnie jest dla mnie jedyną drogą która prowadzi gdziekolwiek?
Pełna wersja