Kim jesteśmy?

21.12.08, 22:33
Dopiero się przed soba przyznałam, ze jestem chora na bulimie, wczesniej byłam
pewna, ze bez problemu nad wszystkim panuje, nad jedzeniem, nad swoim zyciem,
nad rzyganiem. Zaczeło się ponad 2 lata temu, kiedy postanowiłam
schudnąc,wazyłam uwaga ponad 115 kg, a mam 167 cm, wiec mozecie sobie
wyobrazic,ze bylam po prostu wielkim pączkiem! początkowo chudłam normalnie,
po prostu ograniczałąm jedzenie i waga sama spadała, aczkolwiek wolno. Pozniej
jak zjadłam "cos" czego sobie zabraniała, np. smazone jajko, czekolade, było
tego mało, miałam tak ogrome wyrzuty sumienia,ze ladowałam przy kiblu z dwoma
palcami...Stan się pogłebiał, a ja tyłam, chudłam, tyłam, jadłam,
rzygałam...Az doszłam do stanu obecnego, robie to dwa razy dziennie, napycham
się tak,ze ciezko mi oddychac, oczywiscie udaje przed wszystkimi, ze ja tak
naprawde nic nie jadłam dzisiaj, ze to moj pierwszy posiłek ( mimo,ze 0,5 temu
zjadąłm potezny obiad ), uwielbiam to robic w samotnosci, denerwuje mnie
rodizna, ktora ciagle pyta, co mi jest, obserwuje, zaglada,
kontroluje...Mimo,ze nie mieszkam w domu, nie cierpie "powrotów", musze sie
wtedy chowac, wymyślać coraz to nowe "alibi", ze musze wyjsc, pojechac
gdzies...gdzie, po co, dlaczego?teraz to dla mnie bez roznicy, rzygam, gdzie
mnie nie widzą, w lesie, w publicznych toaletach, w łazience u znajomych, a
ostatnio nawet w pociągu..wyobrazacie sobie to??w pociągu??, na sama mysl o
tym, gardze soba!!! Wydaje na zarcie, bo nie nazywajmy tego co robimy
jedzeniem, ogrome ilosci pieniędzy, oczywiscie po kazdym napadzie mowie
KONIEC, ale jak to zrobic? Jak skonczyc z jedzeniem?to gorsze od aa, od
narkotyków, bo jesc MUSISZ!!!nie przyzekniesz,ze wiecej teg nie tkniesz, bo po
prostu to niemozliwe!kazda z nas jesc musi, a u mnie jak tylko sprobuje
czegos, to od razu mam napad i wciskam w siebie wszystko, chociaz tego nie
chce. Czy wy tez tak macie?W sumie to wiecei,ze nie macie na jedzenie ochoty,
ze nie sprawia wam to przyjemnosci, a mimo to obzeracie sie do
bolu?oczywiscie, wiekszosc "napadów" sprawia mi przyjemnosc, czy to nie
sado-masochizm?dlaczego jemy?czy jedzenie sprawia nam az taka przyjemnosc?
Nienawidze rzygania, robie to juz tylko na stojaco, bo inaczej juz nie moge,
kiedys były dwa palce, teraz sa trzy, cztery, pół dłoni sobie wpycham, byle
tylko sie wyzygac! Moge po tym co wsiebie wpycham, okreslic kolejnosc
posiłków, które wyzygam!! wyobrazacie sobie?nachylamsie nad kible i doskonale
wiem, ze pierwszy wyleci ze mnie posiłek który zjadłam najwczesniej, i po
kolei...na koncu wydalaam z siebie słodycze, czekolady, itp, ciekawe
dlaczego?tez tak macie? moze sie najdłuzej trawia, albo sa najciezsze i
osadzaja sie gdzies na dnie?czy jestesmy "podobne"? chyba jedyne lekarstwo to
terapia, psycholog, lub psychiatra, a pozniej psychotropy do konca
zycia...?czy moze samo przejdzie..??bo przeciez niektórym z was sie udało...
    • zlotowlosa01 Re: Kim jesteśmy? 21.12.08, 23:32
      Tak,ja też tak mam że jak coś zjem to potem wpycham w siebie wszystko.Czasami
      mam okresy kiedy udaje mi się to powstrzymać,aczkolwiek rzadko.Z reguły wygląda
      to tak że przygotowuję sobie jakiś zdrowy posiłek a potem mam niedosyt i wrzucam
      w siebie co popadnie.Nieraz jest i tak że tak na prawdę to już mi się nie chce
      jeść,jestem przejedzona do granic,a jem dalej,wmuszam nawet w siebie.To
      chore,nie rozumiem tego po co w siebie jeszcze pchać jak już się nie chce.
      • truana Re: Kim jesteśmy? 26.12.08, 14:30
        Myślę, że po to aby potem móc łatwiej to wszystko zwrócić. Ja też
        tak mam, NIESTETY!!!
        • pyzolinka27 Re: Kim jesteśmy? 26.12.08, 22:14
          Uwielbiam jedzenie. I to jest mój problem... Bardzo często się napycham, chociaż
          wcale nie jestem już głodna. Każdy zje ciastko, dwa, a ja muszę pięć, chociaż
          jest mi już za słodko i niedobrze. Ale nie mam odwagi zwymiotować... Jeśli już,
          to jestem anorektyczką, ale na pewno nie bulimiczką. Ale wiem co czujesz, bo
          robiłabym to samo, gdybym tylko miała odwagę...
          • m_o_n_a Re: Kim jesteśmy? 06.01.09, 00:21
            obyś nigdy nie miała odwagi :*
    • choraxyz Re: Kim jesteśmy? 14.01.09, 18:10
      ja teraz wymiotuje bardzo rzadko, troche chodze aby spalic kalorie,
      ale co z tego tyle jem ze i tak tyje. Jak zaczne jesc to nie moge
      przestac. Przyjemnosci juz z jedzenia nie odczuwam ale napycham sie
      aby zapelnic pustke. Uzalam sie nad soba, unikam ludzi, jestem
      smutna zla czasami agresywna. Jem i jem i tyje a moje poczucie
      wlasnej wartosci rowna sie zero. Trzymajcie sie jakos mimo tej
      piekielnej bulimii.
    • alka.3 Re: Kim jesteśmy? 15.01.09, 08:49
      Mala_mala1212, czytając Twój list, widziała samą siebie sprzed paru,
      3-4 lat. Wiem,co teraz czujesz, bo czulam dokładnie to samo i
      robiłam to samo. Nigdy nie byłam za gruba, gdy zaczęła się bulimia
      ważyłam jakieś 53kg/160 cm. Zaczęło się niewinnie, na obozie zjadłam
      duuużo słodyczy i...? Poszłam wymiotować. Wydawało mi się to takie
      proste i skuteczne. Chudłam w oczach. To było równia pochyła.
      Jadłam, rzygałam, jadłam, rzygałam, kupowałam żarcie, jadłam,
      rzygałam, i tak w kółko. Masę pieniędzy straciłam. Później zaczęłam
      pocieszenia, a może raczej zapomnienia, szukać w alkoholu. To było
      moje dno. Chyba każdy ma swoje. Byłam wrakiem człowieka, 42 kg,
      cera, włosy zniszczone.A przecież na początki chciałam tylko ładniej
      wyglądać...Czuję, jakbym straciła 10 lat życia, nie wiem kiedy
      minęły. Łapię się na tym, że nie pamiętam pewnych zdarzeń z
      najgorszego okresu choroby. Terapia 10-tyg. zrobiła cuda. Wracam
      powoli do życia. Staram się jeść normalnie, ale niestety nadal muszę
      wybierać: kolacja czy ciastka? Nie ryzykuję zjedzeniem obu rzeczy,
      mogłoby się źle skończyć. Powoli odzyskuję równowagę, chciałabym móc
      jeść bez ciągłego wybierania, ale póki co, muszę. Przeczytałam
      kiedyś, że każdy ma swój czas chorowania i zdrowienia. Myślę, że
      Twój czas zdrowienia też nadejdzie. Musisz tego sama naprawdę
      chcieć. Wszystkie musimy dojrzeć do świadomej decyzji. Mi zajęło to
      prawie 10 lat.....
Pełna wersja