ylfeth
06.07.10, 11:17
Nie rozumiem tych rozwydrzonych, rozkapryszonych.... RODZICÓW którzy decydują
się zabrać kilkumiesięczne - kilku letnie dzieciątko w podróż samolotem. O ile
jeszcze jestem w stanie zrozumieć rodzica, który leci bo musi (bo mieszka w UK
a w musiał przyjechać do PL), to na Boga, jak mało trzeba mieć wyobraźni, żeby
zabrać bobasa na egzotyczne wakacje?!
Pomijam już warunki, jakie można zastać po przybyciu do kurortu, szczególnie w
Egipcie, Turcji czy Tunezji, ma się utrudniony kontakt z lekarzem,
dzieciaczkom słońce szkodzi itd. (mam znajomą która SPALIŁA półtoraroczną
córeczkę tak, że plecki jej ratowali jakąś maścią ze srebrem, po której skóra
zrobiła się czarna i schodziła płatami)
Ale: zmiana ciśnienia w samolocie rozsadza nieraz głowę dorosłemu, suche
powietrze powoduje pieczenie oczu, suchość w nosie, ból gardła. Maluch jest
wystraszony, sfrustrowany, zmęczony i płacze cały lot. 3 godziny lotu zamienia
się w koszmar dla 150 pasażerów, bo trudno o jakikolwiek relaks przy wrzasku
trójki, czwórki dzieci.
Podczas mojego powrotu samolot był opóźniony o 3 godziny, a mamuśki zostały o
jednym pampersie i jednej porcji papu dla dzieci, więc maluchy głodne i mokre.
Absolutnie nie żywię niechęci do małych dzieci, ale serio - nie można sobie
odpuścić takich wyjazdów/wylotów przez pierwsze 3 lata życia malucha? Na rzecz
np krajowego wyjazdu samochodem, gdzie można zabrać wszystko, zatrzymac się w
każdej chwili i nie uprzykrzać wakacji innym???