swoja_wlasna
08.08.10, 21:30
Z góry mówię, że krzyczące dzieci mi nie przeszkadzają i nie o tym
będę pisać.
Leciałam wczoraj samolotem na krótkiej trasie (Londyn-Kraków).
Leciała też pani ze swoją córeczką, która miała ponad dwa lata (w
każdym razie w takim wieku, kiedy dziecko już nie siedzi na kolanach
rodzica, tylko przy starcie i lądowaniu na fotelu obok zapięte
pasem).
I ta pani odmówiła zapięcia córki na fotelu obok, tłumacząc, że
będzie krzyczała. Stewardessa tłumaczyła jej, że to nic, że będzie
krzyczała; że przepisy mówią tak, a nie inaczej. I taka wymiana zdań
trwała kilka minut. Ostatecznie, pani z córką zgodziła się, ale
opatrzyła wszystko komentarzem "głupia baba".
Dziewczynka faktycznie wrzeszczała w niebogłosy - nawet jak ją mama
przytulała z siedzenia obok - ale po jakimś czasie się uspokoiła.
Przy lądowaniu, to nawet szybko przestała krzyczeć.
I całą tą sytuacją byłam zniesmaczona. Tzn. uważam, że warunki
latania są ludziom znane, więc jeśli ktoś nie chce się dostosować, to
może powinien wybrać inną formę transportu - jak Wy uważacie?
I jeśli ktoś ma ochotę, to może przedstawi mi swoją koncepcję -
dlaczego to dziecko tak się zachowywało? Przecież mama była w pobliżu
i nadal przytulała.