Malarię można leczyć: bliźniak w szpitalu gratis !

15.08.11, 01:32
Patronką rodzinnych wakacji z niemowlęciem staje się coraz częściej Bridget Riedl-Laing, znana sportsmenka i podróżniczka. Ale przede wszystkim stanowcza kobieta która doprowadziła do perfekcji model eksploatacji własnych niemowląt dla potrzeb przemysłu fotografii turystycznej. U Riedl-Laingów pomysłem na przelicytowanie konkurencji i zaistnienie w mediach była wielomiesięczna wyprawa kajakiem po rzekach Amazonii i rwących potokach Andów, z kluczowym udziałem własnego niemowlęcia rocznego, dwulatka oraz 6-latka. Pomysł na niemowlaki w kajaku w dżungli wywołał należyty spazm ekscytacji u bezdzietnych redaktorek audycji o kawie i herbacie, była też relacja „na żywo” w internecie i – co najważniejsze – zdjęcia i sponsorzy.

Wyprawa zakończyła się w czasie pory deszczowej w górach Peru – dokładnie tak jak spodziewali się wszyscy z wyjątkiem naszych dzielnych Riedlów i ich medialnych podżegaczy : wywrotką kajaka i śmiercią. Na szczęście dla Bridget utonęła tylko ona sama (niemowlęta cudem odratowano), oszczędzono jej więc piętna dzieciobójczyni. Tylko trochę czepiali się prokuratorzy, po co w ogóle w tym kajaku były niemowlaki i dlaczego rodzice nie zadbali o kamizelki ratunkowe dla wszystkich. Nie przeszkadza to tatusiowi w dalszej eksploatacji ocalałych dzieciątek i kolejnych ektremalnych wyprawach po złotą fotkę : wiadomo, jak się dzieciaki zestarzeją i pójdą do przedszkola, to nikt się już nie zainteresuje podróżującym wdowcem.

Od czasów kariery Riedlów chętnych do płacenia coraz wyższej ceny za chwilowy rozgłos medialny nie brakuje, zwłaszcza że rywalizacja następuje kosztem dzieci, a te wszak – tak jak ichtiofauna – nie mają głosu. Tłoczące się na korytarzach telewizji i radia „podróżujące rodziny z parciem na szkło” mogą więc dalej bezkarnie bredzić z anteny, że wszystkie te wyprawy w strefy malaryczne to dla dobra niemowlaków, bo w czasie wyprawy mają świetny kontakt z obojgiem rodziców (co im przeszkadza mieć taki kontakt w domu ?); bo niemowlaki otwierają się na świat; bo 3-miesięczniak poznaje nowe kultury itp. Najlepszą syntezą tej egoistycznej filozofii jest powtarzana mantra, która z punktu rozgrzesza wszystkie zachcianki a nawet głupstwa, że niby „największą radością dla niemowlaka w podróży jest przebywanie w towarzystwie swych SZCZĘŚLIWYCH rodziców”. Zapamiętajcie tę rewolucję w wychowaniu: dobro dziecka mierzy się więc wyłącznie poziomem zadowolenia rodzica ! Dzięki takiej „mądrości” spełanianie swych najdurniejszych podróżniczych fanaberii przez rodziców oznacza z automatu szczęście dla dziecka ! Prawda, że sprytne : własny egoizm tłumaczyć dobrem dziecka ?

Miło donieść że w Polsce nie zostajemy w tyle: jakiś czas temu spory sukces medialny i internetowy Tekst linka odniosła wyprawa niemowląt do Birmy, której hitem było wmuszanie w niemowlaki gorzkich leków antymalarycznych podawanych bez osłony w kaszce. Potem była 7-mięsięczna dziewczynka wynoszona na Elbrus; tata nie zadbał wprawdzie o właściwe na lodowcu buty, ale za to zorganizował w pakiecie „wizytę u islamistów w wąwozie Pankisi” (oficjalnym pretekstem była tu koniecznosć walki ze stereotypem „rodziców uwięzionych przez dziecko w domu”wink.

Trzeba przyznać, że od tego czasu rywalizacja rozwija nam się pięknie: obecny rekord to trzymiesięczna włóczęga dwudziestomiesięcznych bliźniaków po pustyniach i bezdrożach Mauretanii oraz Mali, z mocnym finiszem w postaci malarii u obydwu niemowlaków (kto oczom nie wierzy, niech wrzuci w googla „z bliźniakami do Dogonów”wink. No i co ? Jesteś dumna Polsko !? Przecież tak daleko z białymi bliźniętami jeszcze nikt nie dotarł !!! Poza tym nasze dwulatki miały możliwość nie tylko „nauczyć się pustyni” od nomadów ale i na własnej krwi testować do końca życia skuteczność afrykańskiej medycyny („Cieszyliśmy się, że wykryliśmy chorobę jeszcze w Afryce, bo tam najlepiej wiedzą jak się z nią obchodzić” - tyle że pasożyty malarii zostają w krwi nosiciela do końca życia, powodując reemisje). Rekord rodziców jest więc zasłużony i ma szanse utrzymać się długo, kto wie - może nawet do kolejnego sezonu wakacyjnego.

Kto teraz to przelicytuje ? Co może być bardziej spektakularnego jak wakacyjna malaria 2-latka x 2 ? Jakieś pomysły ? Jak długo będziemy jeszcze czekać na polską Bridget Riedl ?
    • przeciwcialo Re: Malarię można leczyć: bliźniak w szpitalu gra 15.08.11, 10:56
      Rany Julek. Niektórzy to naprawdę mają powywracane w głowach.
    • azjaodkuchni Re: Malarię można leczyć: bliźniak w szpitalu gra 15.08.11, 17:35
      Ludzie mają czasem bardzo dziwne pomysły, ale Birmę sporo moich znajomych odwiedziło... wrócili i mają się dobrze w każdej wyprawie nawet do pobliskiego sklepu należy zachowac rozsądek, ale wszystkiego przeidziec się nie da. Pewna moja znajoma spuchła alergicznie po zjedzeniu kraba...którego tu jedzą prawie wszyscy.

      azjaodkuchni.blogspot.com/
    • magadi Re: Malarię można leczyć: bliźniak w szpitalu gra 16.08.11, 10:14
      Brak słów na głupotę pani Riedl. Ręce opadają jakich 'bohaterów' lansują dla nas media.
    • pawel_zet Re: Malarię można leczyć: bliźniak w szpitalu gra 16.08.11, 20:01
      Heh, brałem udział w poprzedniej dyskusji dotyczącej wyprawy państwa Kobusów do Birmy. W sumie szkoda potwarzać argumentów, które padły w tamtej dyskusji. Jak ślepy nie zrozumie widzącego, tak osoba spędzająca leniwie życie, nie lubiąca podróży, nie zrozumie ludzi, którzy mają chęć poznawania świata i skłonność do podnoszenia sobie poziomu adrenaliny we krwi. Można powtarzać wciąż te same argumenty do znudzenia. I tak nie znajdą zrozumienia. Cóż, moojcik, mogę tylko życzyć Ci przyjemnych wakacji u cioci na wsi... chociaż nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z faktu, ile dzieci ginie w wypadkach w gospodarstwach rolnych. Jestem pewien, że proporcjonalnie nieporównanie więcej niż dzieci podróżujących rodziców.
      Oczywiście wszelkie ekstrema są niezdrowe. Ja czekałem w wyjazd w strefę malaryczną do czasu, gdy moje dziecko będzie miało pięć lat. Wcześniej trochę bałem się stosować malarone, chociaż prawda jest taka, że jest to środek uważany za bardzo bezpieczny nawet u bardzo małych dzieci. Można zorganizować swoją podróż z dzieckiem do krajów egzotycznych w sposób odpowiedzialny, nie narażając swojej rodziny na niebezpieczeństwo. Można pojechać na pobliskie glinianki, utopić siebie i swoje dzieci. Uważam siebie prywatnie za człowieka ostrożnego. Podróżuję bez biura podróży na wyprawy po całym świecie, które ktoś mógłby uznać za ekstremalne, choć dla mnie takimi nie są. Boję się malarii (i zabezpieczam przed nią) i oczywiście nie mam inklinacji do uprawiania kajakarstwa górskiego z niemowlakiem. Mógłbym więc pewnie nie brać w ogóle Twoich słów do siebie, jakoś jednak nie wierzę Ci, że chodzi Ci o dobro dzieci. W rzeczywistości podejrzewam, że odczuwasz zazdrość, że są tacy ludzie, którzy mają odwagę ruszyć się z domu w świat. Nie masz odwagi, może pieniędzy, nie wiem. Skąd bowiem by się wzięła w innym razie ta Twoja skłonność do marnowania swojego czasu na studiowanie przypadku Bridget Riedl-Laing i modzenia epistoł w Internecie na jej temat oraz atakowania pewnego typu rodziców, którzy mają naturalną chęć propagowania swojego hobby poprzez media? Tak więc myślę sobie, że to Ty masz jakiś problem, moojcik. Współczuję.
      • krolga Re: Malarię można leczyć: bliźniak w szpitalu gra 17.08.11, 09:55
        Właściwie Pawle napisałeś wszystko co myślę na temat podróżowania z dziećmi jak i autorki tekstu.
        smile
    • chibiskus 0 matko ! 16.08.11, 20:37
      Bridget rulez !
    • atteilow Re: Malarię można leczyć: bliźniak w szpitalu gra 16.08.11, 20:50
      Nie podoba mi się ten napastliwy ton w jakim pisze moojcik. Widzisz, żeby podróżować trzeba być otwartym na innych ludzi, kultury i zwyczaje, trzeba "przybywać" w pokojowych zamiarach, Ty nie posiadasz tych cech dlatego skupiasz się na bluzganiu w necie.
    • daaar0 Re: Malarię można leczyć: bliźniak w szpitalu gra 16.08.11, 21:48
      > Kto teraz to przelicytuje ? Co może być bardziej spektakularnego jak wakacyjna
      > malaria 2-latka x 2 ? Jakieś pomysły ? Jak długo będziemy jeszcze czekać na
      > polską Bridget Riedl ?

      Myślę, że wcale nie trzeba czekać. Myślę, że jest sporo bardziej "spektakularnych" wyczynów niż te opisane powyżej. Chodzi tylko o to, że nie wszyscy robią to dla rozgłosu. Nie wszyscy mają taką potrzebę. Cóż. Dzieci można wychowywać, albo hodować. Ja wybieram to pierwsze. Kieruję się nie jakimiś własnymi chorymi ambicjami, ale swoimi doświadczeniami z dzieciństwa. Wiem, pamiętam co czułem kiedy rodzice zabierali mnie w świat. Mogę podyskutować z kimś, kto ma podobne doświadczenia. Inni po prostu nie zrozumieją. To tyle.
      • pawel_zet Re: Malarię można leczyć: bliźniak w szpitalu gra 17.08.11, 06:51
        OK. Moje dziecko, odkąd mogę się z nim komunikować, wyraża duże zainteresowanie podróżami. Ponieważ dzieci są ludźmi, a ludzie są różni, wierzę, że są także takie dzieci, które nie lubią podróżować.
        • daaar0 Re: Malarię można leczyć: bliźniak w szpitalu gra 17.08.11, 10:47
          Problem z tego rodzaju dyskusjami polega na tym, że w większości przypadków wpadamy w pułapkę uogólnień. Dlaczego tak chętnie próbujemy wytyczać granice innym? Dlaczego tak zaciekle próbujemy wtłoczyć innych w ramy tego co nam wydaje się jedynie słuszne i poprawne?
          A już w ogóle szokuje mnie ten jad sączący się na wielu forach, nieukrywana radość z tego, że komuś coś nie wyszło. A jak wyjdzie to jest jeszcze gorzej.
          • pawel_zet Re: Malarię można leczyć: bliźniak w szpitalu gra 17.08.11, 14:14
            To dość naturalne jednak, że staramy się robić tak, aby inni byli tacy jak my. Racjonalnie jest przecież tak, że ludzie są różni i póki nie naciskają innym na odcisk, to nie ma powodów, by im tę ich różność ograniczać. A jednak ludzie wolą, by w ich otoczeniu tej różności nie było. Uciekają się przy tym do różnych środków, łącznie z pluciem jadem.
            W sumie w celach poznawczych chętnie bym poznał motywację moojcik. Chodzi mi o odgrzewanie starej dyskusji sprzed trzech lat w kontekście nowych sensacyjnie brzmiących doniesień (które - gdy się im przyjrzeć - są dość stare, niezupełnie pasują do tezy, a w części są nieprawdziwe). Chodzi o straszenie podróżami młodych matek, które pojawiły od 2008 na tym forum? Takie apostołowanie idei niewyjeżdżania z dzieckiem dalej niż poza Karwieńskie Błota? Ale po co właściwie? Jakoś nie wierzę w chęć poprawiania świata. Większość ludzi nie myśli w tak szczytnych kategoriach.
    • moojcik nie bądźcie dziećmi, nie unikajcie tematów 17.08.11, 15:35
      Czas wyjąć głowy z piasku i zajać stanowisko. Choćby nie wiem jak obracać kotka ogonem, tu nie chodzi o wybór "wakacje z babcią w najbliższym centrum handlowym" vs. podróż rodzinna. Chodzi o :

      - „wyścig niemowlaków do bieguna”, czyli rywalizację rodziców o obecność w mediach, której koszt jest coraz wyższy, bo media żądają coraz więcej ekstremum i adrenaliny. Niemowlaki w kanoe u Dogonów, bliźniaki w balonie nad Spitzbergenem, trojaczki wege w igloo, …

      - obecność ta jest gwarantowana obecnie przez „zatrudnienie” w roli rzekomych globtrotterów coraz młodszych niemowlaków , ewentualnie zwiększanie ich liczby (bliźniaki to minimum by zaistnieć w mediach, bo zwykły niemowlak się medialnie zużył w większości zastosowań).

      - zyski dostają (ewnetualnie) starzy, koszty płacą dzieci. Wygląda to na zupełnie niesprawiedliwy podział. The Riedl Family najlepszym przykładem takiej jednostronnej eksploatacji.

      - do usprawiedliwienia wyścigu używa się wzniosłych choć żenująco bzdurnych ideologii. Że niby sam kontakt niemowlaka z przedstawicielami innych ras uodparnia go na rasizm, otwiera na obce kultury i w ogóle automatu czyni obywatelem świata. Rytuałem stało się więc – dokumentowane obowiązkowymi fotkami – wciskanie niemowlaka różnym przypadkowym tubylczym babom, matka zaś w tle udowadnia że „się nie boi”. Generalnie myślenie w swej rozczulającej naiwności zbliżone do tego, że sam chrzest nieświadomego niemowlaka zapewnia mu zbawienie – w wersji „globtroterskiej” dotyk tubylca zmywa z dziecka domniemany grzech białego rasizmu.
      • daaar0 Re: nie bądźcie dziećmi, nie unikajcie tematów 17.08.11, 18:23
        Czy dostrzegasz fakt, że przyczepiłaś (-eś) się do pewnego ekstremum? Czy naprawdę uważasz, że poza paroma skrajnymi przypadkami (i Twoją wyobraźnią) rozwija się proceder wykorzystywania dzieci do robienia na nich kasy, poprzez narażanie je w ryzykownych i niebezpiecznych przedsięwzięciach? Ja tak nie uważam. Śledzę środowisko ludzi podróżujących (przynajmniej w naszym kraju) i relacjonujących to w mediach od bardzo dawna. Od paru lat, ponieważ sam zostałem rodzicem, szczególną uwagę zwracam na ludzi podróżujących z małymi dziećmi. Ja nie widzę tu "wyścigu niemowlaków do bieguna". Widzę natomiast ludzi realizujących swoją filozofię życiową, pasję, spełniających marzenia. Sam marzę o tym by spakować pewnego dnia swoją rodzinę i ruszyć w drogę. Nie za kasą, dla rozgłosu, czy by osiągnąć jakiś cel. Po prostu ruszyć przed siebie. Każdy taki dzień w drodze więcej jest wart niż niejedno całe życie.
      • atteilow Re: nie bądźcie dziećmi, nie unikajcie tematów 17.08.11, 20:34
        Jest tyle miejsc gdzie dzieci są wykorzystywane, bite, zastraszane zmuszane czy szantażowane. Są szkoły, domy rodzinne, domy dziecka, domy opiekuńcze gdzie dzieciom dzieje się prawdziwa krzywda. Jeśli w takim zacietrzewieniu bronisz swoich racji, rzekomo pod pretekstem dbałości o dobro dziecka... może przeniesiesz swoja działalność na te rejony ? Nie! Bo to tylko przykrywka dla prawdziwych intencji moojcika, bo tak naprawdę chodzi o napiętnowanie rodziców, którzy prowadzą odmienny od niego styl życia i tak samo wychowują dzieci.

        Proponuje zignorować te pełne intryg i fałszywych domysłów wypowiedzi, więcej w nich fantazji i spekulacji autora niż prawdziwych faktów. Swoją drogą niezły z niego manipulant, uchowaj nas Boże przed takimi.
    • chibiskus Re: Malarię można leczyć: bliźniak w szpitalu gra 18.08.11, 15:24
      A można jakiś link do sprawy prokuratorskiej ?
      • moojcik Re: Malarię można leczyć: bliźniak w szpitalu gra 19.08.11, 16:58
        nie rozśśmiszaj ludzi, masz googla to se wygóglój !
    • moojcik Re: Malarię można leczyć: bliźniak w szpitalu gra 26.08.11, 20:36
      Gegen Rupert Riedl liefen Vorerhebungen wegen des Verdachts der fahrlässigen Tötung unter besonders gefährlichen Umständen. Diese haben sich nicht bestätigt, es war ein Unfall.
      www.salzburg.com/wiki/index.php/Rupert_Riedl
      Na ja, bloss ein Unfall. Czyżby dzieci szły do przedszkola i miały Unfall ? Nie do końca, ktoś je wsadził do kajaka, który miał Unfall, bo w porze deszczowej znalazł się w dżungli peruwiańskiej.
      Schade, Schade!
      • aga_36 Re: Malarię można leczyć: bliźniak w szpitalu gra 27.08.11, 23:51
        Hmm, a ja tylko zastanawiam się, czy podróżujący rodzice nie boją się podawać leków na malarię dzieciom, bo ja sama nie lubię podawać dziecku nawet zwykłego paracetamolu. Czy ktokolwiek badał wpływ leku na przestrzeni lat? Może się okazać, że np. za 20 lat problemy ze zdrowiem są skutkiem podawania leku.
        Skoro lek nie chroni do końca (a tak przecież jest), to po co ryzykować? Czy jeśli doszłoby do zakażenia, nie będziecie mieli do końca życia wyrzutów sumienia? Przecież dzieci mają całe życie przed sobą, zdążą zobaczyć cały świat, decydując samemu.
        • bo76 Re: Malarię można leczyć: bliźniak w szpitalu gra 28.08.11, 00:48
          Cóż, sama jeżdżę z dwójką dzieci na różne, dalekie i bliższe wyjazdy. Dużo ludzi to robi. Dużo, jak pisał paweł_zet robi to bardziej z głową. Mnie fascynuje, ile ludzi podjęło w tej kwestii dyskusję.
          A jak sąsiad leje dzieciaki/żonę, to nic się nie dzieje.
          A jak wozi w aucie bez fotelika/na przednim siedzeniu/bez pasów itp też nikt nie reaguje. ie przekonujcie mnie - poobserwujcie, ilu ludzi tak robi, to w Polsce niestety nagminny proceder!
          A jak nawalony z wózkiem dziecięcym się prowadza, to nie ma reakcji, póki dziecjo z wózka nie wypadnie i do szpitala nie trafi.
          Jak dzieci latają od maleńkości bez opieki po podwórkach/parkach/ulicach - też nic takiego.
          Moim zdaniem, różnie można pojmować i ingterpretować ekstrema w narażaniu dzieci na niebezpieczeństwo.
          W ostateczności, o metodach i formach dbania o dzieci/wychowywania/troski/pielęgnacji decyduje rodzic, czy nam się to podoba, czy nie.
          • wilhelminaslimak Re: Malarię można leczyć: bliźniak w szpitalu gra 28.08.11, 20:47
            > A jak sąsiad leje dzieciaki/żonę, to nic się nie dzieje.
            > A jak wozi w aucie bez fotelika/na przednim siedzeniu/bez pasów itp też nikt ni
            > e reaguje. ie przekonujcie mnie - poobserwujcie, ilu ludzi tak robi, to w Polsc
            > e niestety nagminny proceder!
            > A jak nawalony z wózkiem dziecięcym się prowadza, to nie ma reakcji, póki dziec
            > jo z wózka nie wypadnie i do szpitala nie trafi.

            Swięte słowa! Nagminne i kto wie, czy nie dużo groźniejsze niż "ekstremalna podróż z niemowlakiem".
    • anete Re: Malarię można leczyć: bliźniak w szpitalu gra 30.08.11, 14:57
      hmmmm...widze, że autorka wątku wznowiła "krucjatę" rozpoczętą w 2008 r. przeciwko rodzicom podróżującym z małymi dziećmi....pytam się tylko o cel tej "krucjaty" i ponownych rozważań o wyłącznie negatywnych stronach podróży egzotycznych z małymi dziećmi....ja tutaj widze znów tylko szukanie taniej sensacji i napiętnowanie tych "złych rodziców, kórzy zamiast smażyć się na plaży nad bałtykiem albo nawet tkwić nad basenem hotelowym w egipcie śmią zabrać dzieci na np. backpackerskie wakacje"...
      nie dajmy się zwariować, wierzę, że rodzice decydujący sie na takie wyprawy z dziećmi mają świadomość i duuuużżżąąą dawkę odpowiedzialności i wiedzą co robią....i nie trzeba z jednego ekstremalnego przypadku robić reguły co do innych podrózników jak to uczyniła autorka wątku......
      ja sama uwielbiam podróżować i "zarażam" mą córkę od małego podróżowaniem i robieniem zdjęć, często też chodzimy na pokazy slajdów z egzotycznych wypraw i kibicujemy kilku rodzinom podróżującym z małymi dziećmi....
      owszem na razie nie jeździmy z córką w egzotyczne rejony (planujemy dopiero w przyszłym roku wypad do Chin), ale to było spowodowane dotychczas tylko i wyłącznie niedostateczną ilością pieniędzy....
      za to od małego robiłysmy krótkie wycieczki po Polsce i po Europie, zamiast smażyć się na plazy chodzimy po Tatrach i Alpach bądź zwiedzamy zamki i pałace....moja córka od małego przyzwyczajona jest bardziej do backpackerskich warunków niż luksusów 5 gwiazdkowych hoteli...z ust mej córki NIE SŁYSZĘ (w przeciwieństwie do mych koleżanek i ich dzieci), że po 6-8 godz wędrówek po szlakach alpejskich bolą ją nogi...spowodowane jest to tym, iż córka od małego była przyzwyczajona do wędrówek po szlakach i zwiedzania a nie bezmyślnego leniuchowania na plaży....
      oczywiście każde dziecko jest inne i każde ma inne potrzeby, ale myślę, że to własnie poszczególni rodzice i poszczególne dzieci umieją wyartykułowac swe potrzeby i pragnienia....zatem nie uogólniajmy, że zabieranie dzieci do egzotycznych krajów jest ZAWSZE złe dla nich....zamiast tego pamiętajmy, ze istnieją rodzice i dzieci, którzy uwielbiają podróżować...uszanujmy to, wszak to oni podejmują ryzyko, to jest ich sposób na życie i innym nic do tego....
      ja wiem jedno, dzięki temu, że zabierałam od małego mą córkę w różne ciekawe miejsca, w przyszłości bedzie ona podróżowała i bedzie wrażliwa na inne kultury, inny sposób życia....i wiem jedno - moja córka będzie raczej zwolenniczką backpackerskich wypraw niż wycieczek all inclusive wink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja