monikaa13
03.03.13, 12:26
Przed wyjazdem szukałam informacji gdzie można, by pochodzić z niemowlakiem w zimie w Zakopanem. Dużo nie znalazłam więc opiszę naszą wycieczkę, może komuś się przyda na przyszłość.
Piątek:
Ruszamy z pomorskiego o 4:45. Dzieci po śniadaniu. Mała (8 miesięcy) praktycznie zaraz zasypia. Starsza rozbudzona przeżywa wyjazd. Pierwszy przystanek robimy w Łodzi, w McDonaldzie gdyż mała się już mocno denerwuje, nie ma czasu na szukanie czegoś lepszego. Pijemy herbatę, mała zjada mleko i ruszamy dalej. W McDonaldzie brak krzesełka dla dziecka i przewijaka.
Kolejny postój przed Krakowem na autostradzie, przy stacji Orlen super bar, z krzesełkiem dla niemowlaka, z pokojem zabaw, z przewijakiem. Tu siedzimy dłużej. Jemy obiad, mała zjada kaszkę. Fajnie się siedzi ale trzeba jechac dalej. Do Zakopanego docieramy ok. 15. Niestety mimo iż nie ma korków zakopianką jedzie się długo.
Docieramy do naszego pensjonatu na Chlabówce Górnej. Mamy wykupione obiady więc jemy dobry obiad i ruszamy na Krupówki, po zakupy - dla małej słoiczki, pieluchy, mleko itp. gdyż nie braliśmy tego z domu, żeby nie wozić. Kupujemy w Rossmanie, bo mamy kartę zniżkową.
Sobota:
Dzień luźny. Spacerujemy po Krupówkach, idziemy na lodowisko i do Małpiego gaju. Najpierw ruszamy na lodowisko COS ale...cena wysoka 10zł wejście, 10zł wypożyczenie łyżew, osoby bez łyżew 2zł. Chciałam obejrzeć starszą na łyżwach ale z poza terenu lodowiska nie widać, musiałabym wejść za 2zł z wózkiem po schodach. Pani mówi, że od 14:30 będzie wolny tor łyżwowy widoczny z zewnątrz. Decydujemy się zatem wrócić później. Jednak spacerując po Zakopanem trafiamy na lodowisko na Piłsudskiego, tam zostajemy, cenny niższe i lodowisko widoczne całe więc spaceruję przy bandzie, a tata ze starszą jeżdżą.
Po lodowisku ruszamy coś zjeść. Z racji późnej pory nie szukamy daleko, znajdujemy pierwszą lepszą. Akurat okazuje się, że to Obrachtówka - tam gdzie robiła rewolucje Magda Gessler. Mimo nieprzychylnych opinii w internecie wchodzimy. Bardzo miła obsługa, super wystrój, cenny wyższe niż gdzie indziej ale nie za wysokie. Restauracja w zabytku robi wrażenie. jest miejsce do zabawy dla dziecka, jest krzesełko, nie ma przewijaka. Obsługa trochę powolna ale przemiła. Jedzonko pyszne - jedliśmy żurek (10zł), kwaśnicę(10zl), gulaszową, szarlotkę na ciepło z lodami(10zl) - wszystko dobre. POLECAM.
Najedzeni ruszamy do Małpiego Gaju w DH Szymonek. Córka bawi się godzinę, ja odpoczywam.
Jest już bardzo późno, pędzimy więc szybko do pensjonatu na zamówiony na 18 obiad.
Niedziela:
Dziś robimy wycieczkę w góry. Ruszamy wózkiem na Kalatówki. Rano parkujemy przy Skoczni, idziemy piechotką do Kuźnic, tam wchodzimy na szlak na Kalatówki. Droga krótka ale cały czas pod górę, fajna, ubita, twarda, równa. Śniegu dużo. Idzie się bardzo przyjemnie, wózek w żaden sposób nie ciąży. U góry mimo, że słońca brak góry widać dość dobrze. Robimy sobie przerwę w schronisku. Potem wypożyczamy sanki za 5 zł i zjeżdżamy z super górki. Parę zjazdów i czas wracać. Niestety jesteśmy ograniczeni niemowlakiem i jego jedzeniem

Wracamy sobie spacerkiem do Kuźnic i dalej do Zakopanego.
Jedziemy do jakiejś karczmy coś zjeść. Trafiamy do pewnej karczmy na rogu (nie pamiętam nazwy). Wystrój super, miłe panie, jemy przepyszną pizzę z oscypkiem - pycha. Córka zjada znów cały żurek - też smakuje - ceny dobre. Idziemy na Krupówki, na 18 wracamy do pensjonatu na obiad.
Poniedziałek:
Ruszamy na Kasprowy! Dziś dzień bez samochodu. Wsadzamy niemowlę w nosidło i ruszamy autobusem z Chłabówki do ronda, następnie autobusem do Kuźnic. Bilety coś koło 3zł. Czekamy w krótkiej kolejce po bilety na kolej (40zł) i zaraz już jedziemy na Kasprowy. Starsza zadowolona bardzo. Niestety widoczność żadna. U góry śnieżyca na maksa, sypie śnieg. Widać tylko mase narciarzy i nic więcej. Mala zjada coś w barze i zjeżdżamy w dół. Po drodze się przejaśnia i widać piękne góry i niesamowite widoki. Wracamy do ronda i ruszamy na skocznię. Wchodzimy na obiekt i wjeżdżamy krzesełkowym na samą górę. Mamy ładne słoneczko więc widoki też są ok. Na górze robimy sobie zdjęcie z nartami, będzie miła pamiątka. Wjazd i zjazd na skocznię 8 zł więc cena niziutka. Potem fundujemy sobie troche przyjemności i zjedżamy na pontonach - 5zł jeden zjazd, kupujemy 3 zjazdy za 12zł. Niestety zjazdy bardzo wolne i nic specjalnego. Nie to co na Wieżycy, na Kaszubach!!! Potem lądujemy w barze pod skocznią, niestety tu żurek okazuje się być niedobry. Jemy więc frytki i wracamy autobusem na obiad do naszego pensjonatu.
Wtorek:
Dziś długi dzień - ruszamy do Doliny Kościeliskiej. Jedziemy autem pod wejście. Mamy ambitny plan iść na piechotę i z wózkiem ale jednak jedziemy saniami i bierzemy nosidło. Przejazd kosztuje za sanie 150zł. Mówimy, że za 150 pójdziemy na nogach. Idziemy więc. Po drodze jednak łapie nas góral i mówi, że pojedzie za 120zł - CALE SZCZĘŚCIE. Okazuje się, że to jednak bardzo daleko 1,5 godziny na piechotę i widzimy po drodze, że starszej byłoby bardzo ciężko dojść, byłby płacz i męka więc dziękujemy Bogu, że pojechaliśmy saniami. Po drodze piękne widoki. Pogoda słoneczna, niebieskie niebo więc wszystko widać. Góral opowiada nam całą historię i wszystko o tych górach - super wycieczka. Dojeżdżamy do parkingu, przed nami jeszcze pół godzinki spaceru lekko pod górę. Dla starszej mamy sanki ale pod górę ciężko ciągnąć. Przy schronisku super widoki, piękna pogoda, ludzie się opalają. Gdzieś tam w połowie widzieliśmy tatę z wózkiem ale później już nie, nie doszedł. Zimą nie polecamy iść tam wózkie. Breja rozjechana przez samochody i wozy powoduje, że trudno iść na nogach,a co dopiero wózkiem. Super, że zdecydowaliśmy się na nosidło. Jemy niedobrą szarlotkę i wracamy już na nogach. Starsza na sankach, zjeżdża z górki jak się da, jak nie to ciągniemy. Niestety droga długa 1,5 godziny. W połowie nachodzi mgła, nic nie widać, robi się zimno, wiatr. Mala nie chce już siedzieć w nosidle, prawie biegniemy. W końcu docieramy do auta ale wspomnienia mamy super.
Sroda:
Lekki dzień przed wyjazdem. Dziś ruszamy kolejką na Gubałówkę - niestety nic nie widzimy, bo jest totalna mgła. Ale Gubałówka spacerujemy, idziemy na wyciąg na Polanę szymoszkową. Tam siadamhy w super Karczmie. Troche drogo ale miła obsługa. Jemy chleb ze smalcem (2 pajdy - 5zł), pycha - choć jadłam lepsze. Starsza je rosół. Widoczność jest lepsza, widać już miasto na dole, narciarzy pełno. Kolej bardzo nowoczesna. Mąż z wózkiem rusza asfaltową na dół. My idziemy szlakiem na Butorowy Wierch i tam zjeżdżamy na dół. Mamy wykupiony bilet łączony, bo wychodzi bardzo tanio - 13 za wjazd i zjazd!!! Zjazd z Butorowego jest super, długi, śliczne widoki ale niestety zimno!!! Ale dajemy radę. Na dole pan kusi nas kupnem zdjęcia z wyciągu za 10zl, decydujemy się, super pamiatka. Przy zejściu z kolejki spotykamy męża i wracamy dalej na piechotę do Zakopanego. Długo się idzie ale gdy docieramy do auta jesteśmy zadowoleni.
Czwartek:
Wyruszamy do "domu". Wyruszamy około 10, idziemy jeszcze na Krupówki, kupujemy pamiątki, spódnieczkę góralską dla starszej za 30zł ale piękna jest

i jedziemy do domu, no prawie, bo zachaczamy jeszcze o znajomych w Zywcu. Jedziemy trasą widokową do Czernichowa do Zajazdu przy zaporze na Tresnej. Tam wjeżdżamy kolejką na Górę Żar, spacerujemy.
Piątek:
Ruszamy do domu. Decydujemy się wyjechac po południu, gdyż mala trochę marudzimy i mamy nadzieję, że w nocy będzie spała. Wyjeżdżamy o 17. Mała praktycznie całą droge śpi. Robimy tylko jeden przystanek za Łodzią i ruszamy w stronę Gdyni. W domu przebieram tylko małą i bez karmienia kładę śpiącą do łóżka, śpi do rana. O 2 już wszyscy śpimy.
W razie pytań piszcie