Dodaj do ulubionych

Egzotyczne kraje z dzieckiem

16.05.13, 11:26
My właśnie wróciliśmy z Gruzji z naszym niespełna 2letnim maluchem. Dla niego był to kolejny egzotyczny kraj. Jak miał 6 miesięcy był z nami w Mexico, w listopadzie w Tajlandii i Izraelu a w tzw. między czasie zwiedził już "pół Europy". Staramy się zachęcać każdego do podróżowania z dziećmi. Wystarczy odrobina chęci i dobra organizacja i to co robiliśmy przed ich urodzeniem staje się możliwe. Wszystkie porady i doświadczenia spisujemy też na naszym blogu o podróżach kulinarnych po Polsce, Europie i świecie!
Obserwuj wątek
    • camel_3d kasa kasa kasa 16.05.13, 22:27
      nie kazdego stac na dalekie wyjazdy.

      poza tym o czym ty pisszesz...przecietna mama zabiera dzeicku zestaw sloiczkow na tydziensmile) w kraju gdzie mozna kupic wszytsko, a ty chcesz to do meksyku wysylacsmile))


      • wilhelminaslimak Re: kasa kasa kasa 16.05.13, 22:42
        A co złego jest w zabieraniu słoiczków na tydzień? Bo nie kumam? To dobrze, czy źle? Bo mi się wydaje, że to zależy od 1) wieku dziecka (no sorry, karmiłbyś 7-mio miesięczniaka lokalnymi potrawami w Egipcie?) 2) od stanu jego zdrowia (ja mam syna alergia silnego)
        Osobiście zabieram dla niego słoiczki na tydzień. Zabieram też chleb własnej roboty/ciastka własnej roboty/bataty/dynie. Na każdy wyjazd, czy jadę za miedzę na dwa dni, czy gdzieś dalej (jakkolwiek na razie za daleko się nie odważyliśmy). I co to źle? Czy dobrze!
        I jakbym jechała do Meksyku, to też bym wzięła te słoiczki.
        • camel_3d Re: kasa kasa kasa 20.05.13, 22:10
          wilhelminaslimak napisała:

          > A co złego jest w zabieraniu słoiczków na tydzień?

          no..smieszne to jest smile)

          >cryingno sorry, karmiłbyś 7
          > -mio miesięczniaka lokalnymi potrawami w Egipcie?)

          zastanawiam sie co jedza 7 miesieczn dzieci w Egipciesmile))
          i tak dla wiekszosc ludzi Egipt to Hurghada i Hotel, wiec na pewno w menu maja duzo roznosci.


          2) od stanu jego zdrowia (ja
          > mam syna alergia silnego)
          > Osobiście zabieram dla niego słoiczki na tydzień. Zabieram też chleb własnej ro
          > boty/ciastka własnej roboty/bataty/dynie. Na każdy wyjazd, czy jadę za miedzę n
          > a dwa dni, czy gdzieś dalej (jakkolwiek na razie za daleko się nie odważyliśmy)
          > . I co to źle? Czy dobrze!

          wiesz...masz alergiczne dziecko i to pewne cos tam uzasadnia...ale to juz nie dotyczy wyjazdow..tylko pewnie bedzie dotyczylo takze przedszkola, szkoly itd.. jezeli jest tak silnie alergiczny to bedie musialo miec zawsz eswoje jedzenie.

          > I jakbym jechała do Meksyku, to też bym wzięła te słoiczki.

          a jakby siepotlukly to by ci dziecko z glodu umarlo...?
          • pawel_zet Re: kasa kasa kasa 21.05.13, 20:45
            Z tymi słoiczkami - tak mi się zdaje - jest podobnie jak z wózkami.
            Myśl o wzięciu wózka na wyjazd trampingowy np. na Daleki Wschód czy do większości państw poza Europą wydaje mi się wyjątkowo cudaczna. Trzeba to diabelstwo wlec ze sobą jakimiś rikszami, a na miejscu i tak nie ma na ogół chodników, więc pojeździć się nie da. Jest jednak wiele osób, dla których wózek to podstawa. Nie rozumiem tego, ale czy muszę to rozumieć?
            Podobnie jest z tymi nieszczęsnymi słoiczkami. Gdy moje dziecko miało 10 miesięcy i nie byłem jeszcze przygotowany psychicznie, by pojechać z nim gdzieś naprawdę daleko, wybrałem się do Egiptu. Wcześniej sprawdziłem w Internecie, czy w Egipcie da się kupić słoiczki, pieluchy itd. - oczywiście nie ma z tym problemów. Nie wiem zatem, po co targać do Egiptu słoiczki dla małego dziecka, skoro można w to miejsce włożyć do bagażu np. dodatkowe ciuchy. Jest jednak sporo osób, którym słoiczki w bagażu dają - jak się zdaje - jakiś dodatkowy komfort psychiczny. W sumie można to zrozumieć. Lepiej że ktoś jedzie z dzieckiem do Egiptu ze sloiczkami czy wręcz z butelkami z wodą z Polski, aniżeli miałby przeżywać stres z tego powodu, że mu się dziecko zatruje i wyląduje w szpitalu.
            • wilhelminaslimak Re: kasa kasa kasa 21.05.13, 22:52
              A ja właśnie nie rozumiem, po co ja mam brać ze sobą jakąś mega ilość ciuchów, a za to szukać sklepów ze słoiczkami w obcym kraju i modlić się o to, żeby mi to dzieci zjadły. Ja generalnie ciuchów biorę dla siebie zawsze minimalną ilość (czy jadę na 3 dni, czy na 3 miesiące). Dla dzieci biorę po 3 zestawy ubrań i nie kumam po co brać więcej.
              Każdy robi jak mu wygodniej i w zależności od tego jakie ma dzieci.
              • olena.s Re: kasa kasa kasa 22.05.13, 15:58
                Zgadzam się.
                Małe dziecko miało dość skrajne upodobania żywnościowe, jak nie dostało tego, co chciało, to nie jadło i było gdłodne, lub chorowało na brzuch. Przez kilka miesięcy na obiad szły wyłącznie moje zupy, przez kilka kolejnych - tylko dwa rodzaje słoików. Niekoniecznie znalazłabym w Egipcie czy innej Bułgarii akurat te dwa typy.
                Sama z takim maluchem bym nie jeździła po świecie, niewarta skórka wyprawki (dla mnie) ale co kto lubi.
                • pawel_zet Re: kasa kasa kasa 22.05.13, 17:29
                  Jak moje dziecko nie chciało czegoś jeść, to nie jadło. Po pewnym czasie było tak głodne, że jednak jadło. Dlatego też miałem generalnie wszystkojadka. Tak że myślę, że większość przypadków odmawiania jedzenia przez dziecko to efekt wychowania. Dziecko uczy się, że jak nie zje czegoś, co mu się wydaje niesmaczne, to dostanie swój smakołyk. No i potem trzeba te smakołyki wlec ze sobą na wakacje.
                  Oczywiście uczulenia się zdarzają. Moje dziecko np. dostawało sraczki po parówkach. Oczywiście nigdy świadomie do pewnego wieku nie kupiłem mu parówki, ale w żłobkach i przedszkolach niestety ładują dzieciom czasem takie rzeczy.
                  • wilhelminaslimak Re: kasa kasa kasa 22.05.13, 22:06
                    > Tak że myślę, że większość przypadków odmawiania jedzenia przez dziecko to efekt wych
                    > owania.
                    Niestety to nie działa w ten sposób. Nie zawsze. Mój syn potrafił tydzień nic nie jeść (poza mlekiem rano i wieczór), jeśli dawałam mu to czego nie chciał. Ja temat olewałam, bo jedzenie nie jest dla mnie jakims tematem do dywagacji, dopiero jak poszedł do przedszkola to się okazało, że "takiego przypadku" jeszcze nie mieli. Teraz ma 3 lata i jest już ciut lepiej: bywa że jest głodny. Ale jak czegoś nie chce to nie zje. Nie ma takiej opcji. Dodam, że nie je żadnych frykasków, ciasteczek, słodyczy. Tyle, że inaczej jest jak nie je 3 latek, a inaczej jak jedzenia odmawia 10-cio miesieczniak.
                  • olena.s Re: kasa kasa kasa 23.05.13, 09:06
                    Jak ja kocham generalizacje.....
                    Miałam dziecko z niedowagą i zastopowanym wzrostem, na pewnym wczesnym etapie kazano mi nastawiać sobie budzik w nocy, żeby toto karmić dodatkowo mlekiem, więc w okresie słoikowym (6-18 miesięcy, powiedzmy) byłam mocno uczulona na to, czy dziecko dostaje wartościowy posiłek z jarzynami/owocami/mięsem itp, czy też nie. Zwłaszcza wyjazd - wyobraź sobie plaża, kamyczki, schodzimy żeby coś zjeść, a dziecko nie je. Słoik do śmieci, a dziecko marudzi, super sprawa...
                    Absolutnie rozumiem rodziców taszczących 'swoje' słoiki, ale, jak wspomniałam, dla mnie skórka niewarta wyprawki. We wczesnej młodości mojego dziecka spędzałam z nim wakacje w domku fińskim, 50 kilometrów od domu, z normalną kuchnią i zaopatrzeniem. Dalsze wyjazdy mogły poczekać aż małe podrośnie i zwszystkożernieje.
                    • pawel_zet Re: kasa kasa kasa 23.05.13, 09:20
                      Ależ oczywiście zdarzają się pewnie jakieś wyjątki.
                      Jednak uważam, że warto walczyć z pewnymi nieuzasadnionymi stereotypami i dziwactwami wyjazdowymi. Może ktoś ma rzeczywistą potrzebę tachania z Polski tych piekielnych słoiczków, ale mam wrażenie, że najczęściej jest to prostu efekt pewnej niewiedzy połączonej ze strachem przed podróżą. Efektem zaś jest zmęczenie i niewygoda. Przekonanie, że nie warta skóra wyprawki. Dlatego też uważam, że jest właściwe informowanie rodziców, że bez słoiczków można sobie dać radę, bo w większości w miarę cywilizowanych krajów świata, a na pewno w tych bardziej turystycznie popularnych słoiczki można kupić bez najmniejszego problemu.
                    • glob-urwisy Re: kasa kasa kasa 26.05.13, 22:00
                      Dwoje na troje naszych dzieci to "patologiczne niejadki". Najmłodszy na drugie urodziny ważył 9.5 kilo, więc spokojnie się łapie na niedowagę. Na co dzień jest niekończąca się walka o każdą łyżkę, o każde 100 gramów wagi. Przez okrągły rok. Ale na wyjazdach odpuszczamy. I nam i dziecku dobrze taki odpoczynek robi. Przez 2 czy 3 tygodnie dużo nie schudnie, z głodu nie umrze. Podczas ostatniego wyjazdu mały przez 2 tygodnie był praktycznie wyłącznie na piersi, bo nic innego jeść nie chciał. Słoiczków nie braliśmy, bo i tak by ich nie tknął. Poza tym nie zmieściłyby się do bagażu podręcznego, a innego nie mieliśmy smile

                      -
              • pawel_zet Re: kasa kasa kasa 22.05.13, 17:38
                > A ja właśnie nie rozumiem, po co ja mam brać ze sobą jakąś mega ilość ciuchów,
                > a za to szukać sklepów ze słoiczkami w obcym kraju i modlić się o to, żeby mi t
                > o dzieci zjadły.

                Dziecko zje wszystko, jeśli jest głodne. Oczywiście nie chodzi o to, by mu wpychać jakieś świństwa, ale rozmawiamy o słoiczkach dla dzieci. Bez przesady. W Egipcie można je kupić w aptekach i większych sklepach Część jest importowana z Polski. Nie rozumiem, na czym polega problem w znalezieniu takiego miejsca w jakiejś Hurghadzie.
                A ciuchy - cóż, ja nie lubię robić bez przerwy prania. W hotelu nie mam pralki. Pralnie w zależności od kraju bywają czasem dość drogie (zwłaszcza te w hotelach turystycznych) i w przeciwieństwie do sklepów i aptek dość trudno je znaleźć, o ile nawet istnieją. Do tego jeżeli człowiek spędza wakacje dość aktywnie, a nie siedzi 2 tygodnie w jednym hotelu, to problem się zwielokratnia. Dlatego właśnie wiozę dużo ciuchów i nie woziłem nigdy żadnych słoiczków (z wyjątkiem jednego czy dwóch na sam początek).
                Mam nadzieję, że teraz rozumiesz mój punkt widzenia.
                • wilhelminaslimak Re: kasa kasa kasa 22.05.13, 22:10
                  > Mam nadzieję, że teraz rozumiesz mój punkt widzenia.
                  No właśnie! A ja mam nadzieję, ze wszyscy przeciwnicy słoiczków zrozumieją, że niektórzy wolą zrobić to pranie (zresztą ostatecznie nie trzeba ciuchów na wakacjach zminiać co dzień! tym bardziej jeśli się jedzie trampingowo), niż szukać apteki ze słoiczkami w Egipcie, do tego ryzykowac tym że w słoiczku akurat będzie oliwka, której dziecko nie toleruje (i będzie marudzić pół dnia a głodu, a nie zje), albo białko na ktore jest uczulone.
                  • pawel_zet Re: kasa kasa kasa 23.05.13, 08:59
                    Ależ przyjmuję do wiadomości, tyle że to jest dla mnie dziwne.
                    Choćby dlatego, że w ciepłym klimacie człowiek się poci, a małe dziecko potrafi się ubrudzić tak, że trzeba je przebierać nawet częściej niż raz dziennie. A znalezienie pierwszego miejsca sprzedaży słoiczków w Hurghadzie zajęło mi w swoim czasie 15-20 minut, a po kilku dniach pobytu znalełem już chyba 4 takie miejsca.
                • camel_3d Re: kasa kasa kasa 23.05.13, 11:48
                  no to zalezy od tego jak sie podrozuje... mozna sobei brac duzo ciuchow, skoro i tak torba na lotnisku do autobusu, a potem do hotelu i koniec transportu. Ale jezei pakujesz sie co 2 dni i zmieniasz lokalizacje..to juz duzo ciuchow utrudnia podrozowanie. Pralnie sa w kazdym miescie..Ceny sa rozne...
                  • pawel_zet Re: kasa kasa kasa 23.05.13, 12:32
                    Trzeba zachować rozsądek. Normalny dorosły człowiek raczej z łatwością udźwignie 15 kilogramowy plecak, z większym kłopotem 20 kilogramowy. Więc chodzi mi o to, że zamiast brać 12 kilo słoiczków i dwie zmiany ubrania (bo więcej się nie da, gdyż robi się za ciężko), dużo rozsądniej jest wziąć 10 zmian ubrania i żadnych słoiczków. Żaby była jasność: ilość ciuchów, które biorę w drogę, także ograniczam.
                    A co do pralni: jeżeli dużo zwiedzam, to naprawdę szukanie pralni jest czystą stratą czasu, a ceny - jak napisałeś - bywają różne. Optymalna liczba zmian ubrania przy wyjazdach trampingowych to - jak sądzę - jakieś 8-10.
                    • wilhelminaslimak Re: kasa kasa kasa 23.05.13, 14:10
                      > Optymalna liczba zmian ubrania przy wyjazdach trampingowych to - jak sądzę - jakieś 8-10.

                      No toś człowieku chyba przegiął smile 10 zmian ubrań!!! To ja w domu tyle nie mam. Ok. mam 10 par majtek. I po co szukać pralni? Samemu się nie da? Z takim podejściem to ja już rozumiem dlaczego nie możesz zrozumieć, że ktoś bierze słoiczki.
                      Osobiście na każdy wyjazd (no powiedzmy max 2-3 miesięczny, bo dłużej nie byłam) biorę 3 pary T-shirtów, 1 parę krótkich spodenek, 1 parę długich spodni z odpinanymi nogawkami, 1 cieniutki dół od dresu, 1 bluzę, 1 polar, 1 kurtkę, 1 buty, 1 sandały, 5-7 par majtek/skarpet, strój kąpielowy, 1 biustonosz, 1 lekką spódnicę, pelerynę. Mówię o wyjeździe we względnie ciepłe kraje (chociaż koło podbiegunowe w tym zestawie też się zdarzało). Przepiórkę robię co 4-5 dni, większe pranie co 10 dni.
                      Dodam, że ostatnio na wyjazd na tydzień spakowaliśmy się (2 dorosłych + 3 latek + 1,5 roczniak) w 1 plecak 19kg. I był tam cały zapas słoiczków dla młodszego, także dla niego kaszki/mleka (też dla starszego)/bataty/chleb/bułeczki/jedyny słuszny sok. Do tego śpiworek i kocyki (oprócz alergii pokarmowej ma też kontaktową, wszystko musi być wyprane w płatkach mydlanych) oraz zapas sprawdzonych pampersów na cały wyjazd (jak powyżej, jak mu pampers nie podejdzie, to się mu robią rany). Nie wspomnę oczywiście o apteczce alergika...
                      I co gorsza większość ciuchów nawet na siebie nie włożyliśmy!
                      10 zmian ubrań!!!! smile Na wyjazd trampingowy!! To się w pale nie mieści!
                      • pawel_zet Re: kasa kasa kasa 23.05.13, 14:29
                        No tak, 8-10 zmian jest optymalnie.
                        Więcej byłoby za ciężko, mniej mało praktycznie.
                        Wynika to z tego, że zazwyczaj podczas wyjazdów spędzamy w jednym miejscu jedną noc. I nawet jeżeli podróżuję do ciepłego kraju, może mi się trafić pokój z kiepską wentylacją lub dużą wilgotnością i wtedy mi rzeczy nie wyschną. Dlatego pranie robie w miejscach, w których zatrzymujemy się na dwie noce przynajmniej.
                        Przez zmianę ubrania rozumiem komplet t-shirt, majtki i skarpetki. Spodnie wytrzymują dłużej. Ale i tak zazwyczaj biorę trzy pary. Jedna jest aktualnie na mnie. Druga może być brudna, więc jeżeli uświnię to, co mam na sobie (o co łatwo podczas jakiegoś trekkingu), to będę musiał chodzić w syfie, a tego nie lubię.
                        Dlatego tak to wygląda.
                        W drogę bierzemy dwa plecaki, więc sumarczynie mamy około 30 kilogramów do niesienia. Oczywiście bez żadnych słoiczków. smile
                        Jeżeli pod namiot, to jakieś 10 kilogramów przynajmniej dodatkowo sprzętu trzeba wziąć w postaci namiotu, śpiworów, materacy, sprzętu do gotowania etc. etc.
                        Mam nadzieję, że po tych wyjaśnieniach rozumiesz, dlaczego branie słoiczków to dla mnie całkowita abstrakcja.
                        • wilhelminaslimak Re: kasa kasa kasa 23.05.13, 22:57
                          > Mam nadzieję, że po tych wyjaśnieniach rozumiesz, dlaczego branie słoiczków to
                          > dla mnie całkowita abstrakcja.
                          Tak po tych wyjaśnieniach rozumiem.
                          Tyle, że Tobie wyszło 30kg bez słoiczków (nie wiem na ile osób, 2-3-4?).
                          A mnie wyszło 19kg ze słoiczkami na 4 osoby.
                          • pawel_zet Re: kasa kasa kasa 24.05.13, 07:54
                            Na trzy osoby. Co wynika z różnic w podejściu do podróżowania. Jeżeli jeździsz do ciepłych krajów, zwiedzasz intensywnie i przemieszczasz się szybko między miastami, to branie ze sobą 2-3 zmian ubrania jest dla mnie abstrakcją. Nie wyobrażam sobie robienia prania co drugi dzień przy naszym sposobie podróżowania. A jak już napisałem 30 kilogramów w podziale na dwie osoby dorosłe oznacza, że mamy dość komfortowe do niesienia plecaki.
                    • camel_3d Re: kasa kasa kasa 23.05.13, 22:52
                      ja biore na 3 tygodnie afryki...3 t-shirty, 2 krtkie spodnie, 2 pary skarpet smile glwonie na droge, 2 pary slipow...bo i tak nie nosze, wiec tez glownie na drogesmile

                      jezei cos mi potrzebne to kupuje na miejscu...glownie tanie tshirtysmile) i
            • camel_3d pawel_zet 22.05.13, 08:48
              >miałby przeżywać str
              > es z tego powodu, że mu się dziecko zatruje i wyląduje w szpitalu.



              dzecko moze sie zatruc woda z prysznica, woda podczas mycia buzi, woda w basenie... no gwarancji nie masz... oczywiscie biorac wode i sliczki z pl zmniejsza sie ryzyko, ale nie wyklucza sie go. .. zreszta powiem szczerze, dla mnie akurat egipt z maluchem ponize roku zycie nie wchodz w rachube. wlasnie glownie na to, ze maja zasyfiona wode i nawet w dobrym hote nie ma gwarancji, ze nie umyja w tej wodzie salatki, ktora pozniej ja lub dziecko zjem.
          • wilhelminaslimak Re: kasa kasa kasa 21.05.13, 23:05
            > wiesz...masz alergiczne dziecko i to pewne cos tam uzasadnia...ale to juz nie d
            > otyczy wyjazdow..tylko pewnie bedzie dotyczylo takze przedszkola, szkoly itd..
            > jezeli jest tak silnie alergiczny to bedie musialo miec zawsz eswoje jedzenie.

            Tak, zawsze najprawdopodobniej będzie musiał mieć swoje jedzenie. I być może z tego powodu nie pójdzie do przedszkola (bo większość przedszkoli nie dopuszcza przynoszenia swojego jedzenia, a z drugiej strony nie są w stanie przygotować posiłków z 10-15 produktów).

            > > I jakbym jechała do Meksyku, to też bym wzięła te słoiczki.
            > a jakby siepotlukly to by ci dziecko z glodu umarlo...?

            Dla mnie problemem nie jest, że słoiczki by się potłukły (bo pewnie nie potłuką się wszystkie). Problemem jest co by się stało jakby się zgubił bagaż! Dlatego na razie samolotem byliśmy tylko raz i to bez przesiadki. Do tego w bagażu podręcznym mieliśmy żelazny zapas słoiczków na parę dni.
            I z głodu by pewnie bez słoiczków nie umarł, ale mógłby dostać duszności, gdyby akurat zjadł coś co go silnie uczula (generalnie nie polecam, nawet w Polsce).

            Ja w ogóle nie kumam co kogo obchodzi, czy ktoś wozi słoiczki, czy nie. Czy dzieci jedzą Gerberki, czy wcinają lokalne potrawy. Są dzieci wszystkożerne, są dzieci mega wybredne (mój starszy syn), są dzieci chore. Ważne, że jeżdżą, realizują się i są szczęśliwi. A czy plecak wyładowany mają słoiczkami, ciuchami na każdą okazję, czy lekami na wszelki wypadek, czy tachają ze sobą wózek, czy biorą tylko nosidło, to co to kogo?! Toć to oni noszą, dźwigają i za bagaże płacą.
            • camel_3d Re: kasa kasa kasa 22.05.13, 08:55

              > Tak, zawsze najprawdopodobniej będzie musiał mieć swoje jedzenie. I być może z
              > tego powodu nie pójdzie do przedszkola (bo większość przedszkoli nie dopuszcza
              > przynoszenia swojego jedzenia, a z drugiej strony nie są w stanie przygotować p
              > osiłków z 10-15 produktów).

              to jakis poslki koszmar chyba.... my mamy w przedszkolu mieszanke miedzynarodowa i np wogole nie robi sie wieprzowiny, ze wzgedu na dzeici muzulmanskie. Mozna sie bez tego obyc. Ae jezeli jakies dzeicko jest alergiczne to roi sie dla niego osobno obiad.

              > Dla mnie problemem nie jest, że słoiczki by się potłukły (bo pewnie nie potłuką
              > się wszystkie). Problemem jest co by się stało jakby się zgubił bagaż! Dlatego
              > na razie samolotem byliśmy tylko raz i to bez przesiadki. Do tego w bagażu pod
              > ręcznym mieliśmy żelazny zapas słoiczków na parę dni.

              no a co po tych paru dniach? przeciez wszedzie na swieci mozna kupic produkty, ktore twje dzieco bedzie jadlo.



              > I z głodu by pewnie bez słoiczków nie umarł, ale mógłby dostać duszności, gdyby
              > akurat zjadł coś co go silnie uczula (generalnie nie polecam, nawet w Polsce).

              no tak, ale jako matka wiesz co go uczula, wiec kupujesz to co go ne uczula.

              > Ja w ogóle nie kumam co kogo obchodzi, czy ktoś wozi słoiczki, czy nie. Czy dzi
              > eci jedzą Gerberki, czy wcinają lokalne potrawy. Są dzieci wszystkożerne, są dz
              > ieci mega wybredne (mój starszy syn), są dzieci chore. Ważne, że jeżdżą, realiz
              > ują się i są szczęśliwi.

              wiesz, to w zasadzie nie ma znaczenia... tylko po prostu utrudnia podrozowanie. bo jak napisalem...a jada cdo hotelu, na pewno w bufecie jest masa rzeczy, ktore dziecko moze jesc. jdac na tramping..ciezko dzwigac sloiczki na kilka dni...
              • wilhelminaslimak Re: kasa kasa kasa 22.05.13, 12:45
                > no a co po tych paru dniach? przeciez wszedzie na swieci mozna kupic produkty,
                > ktore twje dzieco bedzie jadlo.
                Nie wie co po paru dniach, bo mi na szczęśćie bagaż nie zginął.
                I nie wszędzie na świecie są produkty, który może jeść mój syn (na szczęście je banany, to nas ratuje). Z mięsa może np. tylko królika, który nawet w Polsce załatwiamy z trudnością. Może ryż, ale jakbyśmy zamówili w restauracji i akurat ryż okrasiliby masłem, to już byłby klops.
                Dlatego też możemy albo brać słoiczki (są tylko 3 rodzaje, które może jeść), albo karmić go przez cały wyjazd tym co będzie na miejscu (bo pewnie będą banany, cukinia, kalafior), ale to wiąże się z praktycznie codziennym gotowaniem. Dla mnie bezpieczniejsze i wygodniejsze jest 1. rozwiązanie.
                Jakkolwiek mój syn faktycznie ma poważną alergię i każdy wyjazd z nim wiąże się z poważnym dla mnie stresem. Ale staram się nie rezygnować z podróży, a tylko dostosowywać miejsce i długość pobytu do niego. I to też może być ciekawe, bo w ten sposób zwiedzamy kraje bezpieczniejsze i mniej odległe, do których nigdy byśmy pewnie nie zajrzeli. A okazuje się, że i one są ciekawe.
                • tasteaway Re: kasa kasa kasa 22.05.13, 21:46
                  Wilhelmina ślimak i tak trzymaćsmile nie ma co się czepiać słoików, ja tam chylę czoło, że pomimo dodatkowych komplikacji nadal Ci się chce podróżować, bo znam masę takich, co z dzieckiem bez alergii najdalej pojadą nad polskie morze wink więc gratulacje za podjęcie wyzwania! smile
                  • hanna_sty Re: kasa kasa kasa 30.05.13, 19:18
                    A co w tym złego? Tak, z dzieckiem zdrowym i bez alergii jeżdziłam nad Bałtyk. Z małym dzieckiem. Gdy syn był mały mąż przebywał na pierwszej placówce bardzo daleko - lot 9 godzin. Pojechaliśmy tam z małym dzieckiem ( bezproblemowym, zdrowym, dobrze znoszącym podróże, w doskonałe warunki, do domu a nie hotelu) i było męczące.
                • pawel_zet Re: kasa kasa kasa 23.05.13, 09:13
                  To naprawdę koszmarne i musi okropnie komplikować podróż.
                  A co do żłobków i przedszkoli, to w tych, do których uczęszczało moje dziecko, była prowadzona lista, na której panie zapisywały, co może jeść dane dziecko. I odpowiednio do tego były podawane posiłki. Wiem, że w dziesiejszych czasach ze żłobkami i przedszkolami jest bida z nędzą. Może tak to działa tylko w tych państwowych/samorządowych? Niektóre kluby malucha nie mają własnej kuchni, ale zewnętrzny katering, więc podejrzewam, że tam może być duży problem.
                  • wilhelminaslimak Re: kasa kasa kasa 23.05.13, 10:55
                    > A co do żłobków i przedszkoli, to w tych, do których uczęszczało moje dziecko,
                    > była prowadzona lista, na której panie zapisywały, co może jeść dane dziecko.
                    Dokładnie tak jest, także przy cateringu. I mój starszy syn (uczulony tylko na białko i cytrusy) ma właśnie dietę do siebie dostosowaną.
                    Niestety przy uczuleniu na soję i kukurydzę (obecne praktycznie w każdym przetworzonym wyrobie), uczuleniu na prawie wszystkie mięsa, na ziemniaki/marchewki/pietruszki, na jabłka/śliwki i wszystkie inne owoce pestkowe, na białko i cytrusy - sytuacja trochę panie kucharki przerasta (bo gdzie w zimie dostać dynię, albo co to w ogóle jest batat?! no i kto teraz sprzedaje króliki? skąd wziąć chleb bez dodatków i dlaczego biednemu dziecku nie można go posmarować chociażby margaryną bezmleczną?). I w sumie trudno im się dziwić.
                    Jest jednak nadzieja, że za rok-dwa syn będzie tolerował już więcej rzeczy, a wtedy i przedszkole będzie możliwe i na wyjazdy będzie można brać lżejsze plecaki.
      • pawel_zet Re: kasa kasa kasa 16.05.13, 23:04
        Z tego, co pamiętam, to w Meksyku akurat ze słoiczkami było dość krucho. Pewnie w dużych miastach czy w kurortach można by coś znaleźć.
        Generalnie jednak nie przyszłoby mi do głowy dźwigać słoiczków z Polski. Za dużo ważą. Wolałbym wziąć więcej ciuchów dla dziecka i wybrać kraj, w którym można kupić dziecku słoiczki bez większych problemów.
        • camel_3d Re: kasa kasa kasa 20.05.13, 22:04
          normalnie to dzieci od okolo roku nie musza juz sloiczkow jesc. W kazdej restauracji znajdzie sie cos dla dziecka.

          Pierwszy raz bylem w chorwacji z mlodym kiedy mial dokladnie rok. juz wtedy dostawal to co my jedlismy. najbardziej ubil zupe rybna i kalmary.

          Tuz po drugich urodzinac byl w Afryce pod namiotem.. musialbym z konia spasc zeby dzwigac sloiczki smile)) jadl dokladnie to co ja.

          To sloiczkowanie to taki nowoczesny wynalazek. roczne dziecko moze juz jesc wszytsko i chyb atylko na pustyni nic by sie nie znalazlo smile))
          • pawel_zet Re: kasa kasa kasa 21.05.13, 20:49
            Gdy jedziesz trampingowo, słoiczki są dość wygodne. Chodzi o to, że np. gdy podczas zwiedzania muzeum czy jakichś zabytków zacznie marudzić, można mu wcisnąć szybko słoiczek i jest po sprawie. W tym celu kupowałem słoiczki nawet, gdy dziecko karmiłem już dorosłym jedzeniem. Ale oczywiście po przyjeździe do danego kraju, jeżeli była taka możliwość. Nigdy nie woziłem żadnych słoiczków w Polsce. Przecież one sporo ważą.
      • tasteaway Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 16.05.13, 23:26
        Już naprawiłam nick, bo faktycznie był mylący - dzięki za uwagę smile Co do Meksyku, też wzięliśmy trochę słoiczki, ale kupowaliśmy też na miejscu. Nie było problemów... Wszystko zależy od konkretnego kraju i upodobań dziecka - np. nasz w Tajlandii nie miał żadnych problemów żołądkowych, zajadał aż mu się uszy trzęsły smile

        Jusytka - co do podróży z maluchem po Gruzji - poniżej link do naszych wrażeń smile Jakbyś miała pytania pisz tutaj albo bezpośrednio smile
        www.tasteaway.pl/2013/05/16/jak-maks-chaczapuri-jadl-czyli-gruzja-z-maluchem/
        Pozdr, Natalia
        • valtho Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 17.05.13, 08:40
          Fantastycznie, że coraz więcej Polaków podróżuje z małymi dziećmi. I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu można było zostać zlinczowanym na tym forum za takie rewelacje smile. Chętnie zajrzę do bloga.
            • wilhelminaslimak Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 17.05.13, 22:27
              Bo prawda jest taka, że większość ludzi woli to polskie morze, albo działkę. Tylko nieliczni mają potrzebę wyjechania gdzieś dalej. A wręcz są tacy, dla których wypoczynek == wypoczynek w domu.
              Ja od 3 lat posiadaczka dzieci. Mieszkam w dużym bloku z mnóstwem dzieciaczków. Znam mnóstwo mam i tatów. Gadamy na placu zabaw, nawet czasem się odwiedzamy, ale nikt z tych rodzin nie jest chętny żeby gdzieś wyjechać. Ja nie mówię o wczasach zagranicznych, o jakiś mega wojażach. Ja im proponuje wyjazd na 1 noc do bacówki za darmo. Nie ma chętnych! Proponuję przejażdżkę z dziećmi rowerem na inny plac zabaw. Nie ma chętnych! Proponuję wyjść na łąki i zapalić ognisko. Nie ma chętnych!
              Większość ludzie tego po prostu nie potrzebuje. Im wystarczą non stop te same huśtawki, ta sama piaskownica i te same mamy w niej.
              • tasteaway Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 18.05.13, 11:01
                Wilhelmina ślimak masz rację, u wielu osób to rzeczywiście jest brak potrzeby i lenistwo.. po co się ruszać? Mnie najbardziej dziwią osoby, które kiedyś były aktywne, coś robiły, wyjeżdżały,a jak już dzieci to faktycznie za swoją piaskownicę nie wyjdą..w sumie każdy ma co lubi, tylko dziwnym trafem większość właśnie tych "leniwych i bez potrzeb" potem narzeka, że tylko ciągle uwiązani, nigdzie nie mogą wyjechać i jak to im źle itd..
                • camel_3d Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 20.05.13, 22:22
                  u wielu osob to tez peniadze. Majac 19 lat mozna sobie stopem podrozowac. My spedziylismy 3 tygodnie w Egipcie za 250$ - w tym hotele, jedzenie, transport i pamiatki. Z dzieckiem na taka wyprawe bym sie nie wypuscil. Tym bardziej, ze w wielu rodzinych kiedy matka wychowuja dziecko, na utrzymanie zarabia wylacznie ojciec. Ciezko z tego czasme cos wygospodarowac na egzotyczna wycieczke. A poza tym dzecku do szczescia nie sa potrzebne egzotyczne wycieczki. I tak z nich niewiele zapamieta, szczegolnie takie male dziecko.
                  • glob-urwisy Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 22.05.13, 21:00
                    Zależy w jakim wieku jest dziecko. Już 4-latek, który kawałek świata zobaczył potrafi tęsknić za egzotyką i dopytywać się, kiedy znów gdzieś pojedziemy. I nie ma na myśli wyjazdu nad Bałtyk wink
                    Druga sprawa jest taka, że wyjazd za granicę wcale nie musi być droższy, niż wczasy w Polsce. Wczasy, bo wyjazd pod namiot, gdzieś "na dziko" oczywiście wyjdzie taniej. A jednak ludzie masowo jeżdżą na takie wczasy w Polsce. Za te same, albo niewiele większe pieniądze z powodzeniem mogliby wyjechać gdzieś dalej. Nie wszędzie oczywiście, ale wybór tanich miejsc na świecie jest dość przyzwoity i często droższy (bo dalszy) dojazd w pełni rekompensują ceny na miejscu, zwłaszcza, jeśli dotyczy to dłuższych wyjazdów. Ale to jest kwestia wyboru. Są ludzie, którzy lubią co roku jeździć w to samo miejsce, ba, nawet wynajmować zawsze ten sam pokój z tym samym widokiem. Są też tacy, których nosi po świecie. I te dwie grupy zwykle nie mogą się nawzajem zrozumieć. A to przecież fajnie, że jest taka różnorodność w przyrodzie.
                    • camel_3d Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 23.05.13, 11:46
                      no 4 latek tak..ale mniejsze...raczej ciezko...chyba ze nieco zdjec sobie pooglada. Jedno co mozna na pewno powiedziec, to to, ze dzieci jezdzace szybciej do niewygod podrozy sie przyzwyczajaja. A wyjazd nad Baltyk moze byc tak samo fascynujacy jak wyjazd do Afryki..zalezy co sie robi. smile Chociaz ja tam wole zima Afrykesmile
                      Faktyzcnie sa osoby, dla ktorych egzotyczny wyjazd to tramping, zwiedzanie kraju, poznawanie ludzi..a sa takie, dla ktorych egzotyczny wyjazd to hotel full service, a kulture poznaja z wycieczek fakultatywnych i podczas kolacji.
                      Mozna i tak i tak odpoczywac,..zelezy kto co lubi..
            • hanna_sty Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 30.05.13, 19:15
              Czyżby? Mój syn do 8 roku życia, prócz sytuacji, w których musiał ( odwiedziny męża, który pracował za granicą) jeżdził na....działkę i nad polskie morze!
              Dziś ma niecałe 30 lat. Rocznie, nie licząc wyjazdów służbowych- konferencje, zjazdy- trurystycznie odwiedza 5-8 krajów. Widział naprawdę bardzo dużo i nie były to wyłacznie hotele. Spał w namiotach i hotelach 5*, u przyjaciół i w pokojach gościnnych ambasad, u tubylców biednych i bajecznie bogatych.
              I powiedz mi co wyniesie dziecko roczne, 2-3-4 letnie z Luwru? Co zachwyci je w Izraelu? Czy będzie z zainteresowaniem oglądało jordańskie czy cypryjskie mozaiki? Jak zniesie pokonowanie ogromnych odległości w Chinach czy Meksyku? Mogę mnożyć i atrakcje i kraje, ale co w tym dobrego dla tak małego dziecka? Bo , że ciekawe i fascynujące dla rodziców to się zgodzę.
              • valtho Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 31.05.13, 22:00
                Moje dzieci mniej więcej od drugiego roku życia zaczęły wyjeżdżać poza Europę i uważam, że warto. Mnóstwo z tego pamiętają (nocleg w szałasie w Atlasie w Maroku przy padającym śniegu i -1 smile, ale też Kubę i nocowanie u lokalnej rodziny, Chasydów w Jerozolimie, spacer wzdłuż plaży w Tel Avivie i zatokę Halong w Wietnamie i wiele innych rzeczy. Dla mnie pokazywanie im, że świat jest różnorodny, są inne kultury, religie i zwyczaje jest bardzo ważne.
                Poza tym sama bardzo lubię podróżować i lubię spędzać czas z moimi dziećmi, więc nie mam wyjścia smile
      • atoness Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 23.05.13, 10:03
        Nie bardzo rozumiem problem ze słoiczkami. Kto chce, ten bierze. Dopóki nie ja muszę to dzwigać, jest OK. Mnie by nie przyszło do głowy zabierać, innym przychodzi. Moje dziecko dzielnie przez dwa miesiące szło przez Afrykę. Jadło to co było do jedzenia, czyli pyszności. Jest alergikiem, ale tam nic mu nie dolegało. Skórę miał jak anioł. Zakładam, że przy zastawionym stole nikt z głodu nie umrze. Musiałam się spakować w jeden plecak, bo byłam jedynym tragarzem. Większość ciuchów okazała się niepotrzebna, bo na przykład dziecię po kilku dniach przestało nosić majtki. Za gorąco było. Ja miałam dwie pary, jak się wyprało, to za pięć minut dało się założyć. Byliśmy najedzeni, mocno zakurzeni, ale nie spoceni, bo jakoś natychmiast wszystko parowało. Dziecko mam wychowywane na chodząco, w końcu jest synem chodzącej matki. Więc dla niego wszystko było OK. Ale - i o tym jak rozumiem mówi Camel - rzeczywiście większość ludzi woli inne wakacje. Bierzemy słoiczki nad Bałtyk i staramy się nie zmęczyć. I to też jest jak najbardziej OK. Własnej siostry nie namówię nawet na spływ kajakowy, bo co to za warunki. Zdjęcia z Afryki obejrzała ze zgrozą - umarłaby pierwszego dnia. Jeździ na swoje all-inclusivy i w porządku.
        • magdadd Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 30.05.13, 17:33
          Myślałam, że poczytam o egzotycznych krajach a tu ... dłuuuga dyskusja o słoiczkach, brać nie brać wink Ale przeczytałam i dorzucę coś z własnego doświadczenia .... na Korfu ciężko było nam znaleźć obiadki dla małej. Deserki owszem, ale zupki albo wcale albo kiepski wybór, przeważnie jeden góra dwa rodzaje. Teraz zawsze kilka mamy w plecaku bądź torbie. Tym bardziej nie dziwie się rodzicom alergików.
          A co do podróży ... to chętnie poczytam nie tylko o tych egzotycznych. My już za tydzień lecimy do Barcelony a później pozwiedzać i poleżeć na wybrzeżu. Mało egzotycznie ale już się nie mogę doczekać. A moje dziewczynki już się pakują wink
    • hanna_sty Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 30.05.13, 19:01
      Moje zdanie jest następujące:
      - dziecko do mniej więcej 5-7 roku życia nie wiele rozumie z atrakcji typu muzeum, kościoły, architektura itd. Tak samo interesujące są wykopaliska jak kamienie a egzotyczna plaża to duża piaskownica. Dziecku w tym wieku potrzebne jest zainteresowanie i aktywność rodziców.
      - podróże nawet dla dosrosłych bywają uciążliwe. Część dzieci ( częściej dzieci niż dorośli) ma chorobę lokomocyjną, marudzi, nudzi się ( zaraz przeczytam , że MOJE to nie, że kocha podróżować). Jechać 10 tys km do dużej piaskownicy? Dobre dla rodziców, dziecka niekoniecznie.
      - No dobrze, dziecko kocha podróże, rodzice też więc jest dobrze, ale wtedy gdy ...jest dobrze, dziecko nie choruje. Widziałam dramaty chorujących dzieci i to nie w afrykańskim państwie. I dramaty rodziców. A zmiany diety, wody, klimatu sprzyjają chorobom.

      Moje dziecko podróżowało ( a podróżowało dużo i bezproblemowo - typu choroba lokomocyjna) tylko wtedy gdy musieliśmy zmienić kraj, kontynent. Turystycznie - po 8 roku życia i zapewniam, że syn całkiem dużo zobaczył. Świadomie.
      Nie zdecydowaliśmy się na podróże z małym dzieckiem do Afryki, choć mieliśmy zapewnione przez przyjaciół z ambasad warunki co najmniej komfortowe. Być może uniknęliśmy malarii. Syn pojechał gdy mógł otrzymać bezpiecznie profilaktykę przeciwmaleryczną, ja tereny malaryczne też do czasu omijałam.
      Myślę, że rozsądek powinien decydować o wyjazdach a nie podróżnicze pasje rodziców.
      • pawel_zet Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 30.05.13, 19:28
        > Myślę, że rozsądek powinien decydować o wyjazdach a nie podróżnicze pasje rodzi
        > ców.

        No cóż. Ja jestem przeciwnikiem "zdrowego rozsądku", ponieważ pod tym hasłem ukrywają się bardzo często przesądy, poglądy oparte nie tyle na racjonalnie ugruntowanej wiedzy, ale na tym, co jedna pani powiedziała drugiej pani czy też - jak to się nazywa w psychologii - racjonalizacje, czyli rzekomo racjonalne wyjaśnienia swoich stanów emocjonalnych. Rozumiem, że ktoś może bać się wyjazdów w tropiki z dzieckiem, ale racjonalne podłoże tych strachów jest bardzo wątpliwe. Dzieci w niektórych krajach tropikalnych rzeczywiście niekiedy chorują np. na malarię, ale u nas chorują na infekcje dróg oddechowych, typowa przypadłość dla naszego klimatu. Po pierwsze jednak nikt nie każe z dzieckiem jechać do kraju opanowanego przez malarię. Jest wiele tropikalnych miejsc na świecie, w których udało się zlikwidować większość chorób tropikalnych, na ogół poprzez pozbycie się komarów. Po drugie nawet w kraju malarycznym są okresy roku, gdy malarii nie ma. Po trzecie są dzisiaj dostępne bardzo dobre antymalaryczne leki dla dzieci, jak Malarone Junior.
        Kilka razy miałem okazję z kaszlącym dzieckiem (zimno w Polsce sprzyja takim infekcjom) polecieć do ciepłego kraju. Kaszel mijał natychmiast. Zmiana flory bakteryjnej może prowadzić do pewnej dość popularnej choroby, tzn. biegunki podróżniczej. Jednak badania naukowe dowodzą, że maluchy są na biegunkę podróżniczą w znacznym stopniu odporne. Prawdopodobieństwo wystąpienia tej dolegliwości zmniejsza zaś stosowanie probiotyków. Jest to prawdopodobnie najpowszechniejsza dolegliwość, z którą możemy się spotkać podczas dalekiej podróży, jednak jeśli człowiek jest do niej przygotowany, to można zmniejszyć jej ryzyko, a w razie wystąpienia spowodować, że objawy nie będą zbytnio dolegliwe.
        Popularnym poglądem, z którym się zupełnie nie zgadzam jest ten, że skoro małe dziecko i tak niczego nie pamięta, to nie warto z nim zwiedzać. Łatwo go sprowadzić do absurdu. Skoro dziecko i tak niczego nie pamięta, to dlaczego dziecka nie trzymamy w komórce, tylko się z nim np. bawimy? Przez osoby tak piszące przemawia nieznajomość psychologii rozwojowej. Wspólne wakacje z rodzicami są częścią kształtowania dziecka. Jest to forma nauki. Moje dziecko, które zwiedziło już ładny kawał świata, nie dziwi się, że ludzie mogą różnie wyglądać lub np. spać pokotem na ulicy. Zupełnie naturalnie akceptuje różnice kulturowe. Myślę, że po części jest to efekt tych doświadczeń.
        Podróże bywają męczące, ale od tego są rodzice, żeby organizować wyjazd tak, by dziecko się nie męczyło. Osobiście podejrzewam, że podróż z południa Polski nad Bałtyk jest jednak znacznie bardziej męcząca niż przelot samolotem transkontynentalnym. Może są dzieci, które źle reagują na lot. Moje takie nie jest. Noce zawsze przesypiało, więc gdy było małe, wystarczyło zarezerwować bilet na lot nocny. Gdy zaś było starsze, wystarczyło zadbać o rozrywkę na pokładzie. Lepsze linie lotnicze zapewniają systemy rozrywki pokładowej, zawsze jednak warto wziąć ze sobą jakiś netbook czy odtwarzacz MP3.
        Nie mogą więc zgodzić się z Tobą. Twoja postawa na pewno psychicznie wygodna dla Ciebie. Nikogo nie namawiam, żeby wbrew sobie i swoim obawom leciał z dzieckiem na drugi koniec świata. Człowiek powinien cieszyć się z urlopu, a nie bać się, że z niego nie wróci cały. Natomiast argumenty przeciwko spędzaniu z dzieckiem urlopu w dalekich krajach są przeważnie nieracjonalne, czego dowodzą doświadczenia wielu rodzin, które podróżują z dziećmi.
        • magdadd Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 30.05.13, 23:00
          Podpisuję się obiema rękoma pod słowami pawła-zet.

          Dla mnie argument, że dziecko nic nie zapamięta jest śmieszny. Bo faktycznie po co bawić się, przytulać, poświęcać dziecku czas .... i tak nie zapamięta. Lepiej to robić gdy podrośnie, będzie tego świadome i na pewno zapamięta wink

          Dla nas ważny jest czas, który spędzamy razem. Jak na razie dalekich podróży za sobą nie mamy ale te bliższe owszem. Do teraz wspominamy, jak nasza córka zachowywała się podczas jej pierwszych zagranicznych wakacji. To było inne dziecko niż w domu, miała rodziców na wyłączność, świeże powietrze, ogromną piaskownicę i wodę do zabawy. Nawet obcy ludzi podchodzili i nam mówili, że takiego radosnego malucha to dawno nie widzieli i pytali czy Ona w ogóle płacze? Sporo wtedy zobaczyliśmy, jeździliśmy i autobusem i samochodem i dużo chodziliśmy. Nasza córa nie zamarudziła nawet a kiedy chciała to spała słodko. Weronika do teraz lubi oglądać zdjęcia z różnych wyjazdów i pyta dokładnie o każde zdjęcie.

          Mamy różnych znajomych z dziećmi, którzy na pytanie czy jadą z nami (nie konieczenie daleko) zadają pytanie "a babcie bierzemy?" Razem wtedy przecząco kręcimy głowami. 24h z dzieckiem już im za bardzo nie pasuje.

          A co do dalekich wyjazdów rozsądek przede wszystkim ... i tym na pewno kierują się rodzice małych podróżników. W większości na pewno. Bo nikt świadomie nie naraża swojego dziecka.
          • hanna_sty Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 31.05.13, 08:11
            Ostatnie zdanie dość dyskusyjne. Świadomie- z pewnością nie, ale przez niefrasobliwość- owszem.
            Spędziłam naprawdę wiele lat na placówkach jako żona bardzo wysokiego pracownika ambasady. W 3 róznych krajach, w tym jednym egzotycznym. Tak, wszędzie byliśmy z dzieckiem. Mąż pracował także ( sam) w jednej z ambasad Bardzo Egzotycznego Kraju. I to co widzieliśmy starczyłoby na powieść.
            Dobrze jest gdy NIC się nie dzieje. Najwyżej dziecko trochę pomarudzi, trochę jest zmęczone, trochę pomęczy jedno biegunka, drugie wymioty, trzecie gorączka. Rodzice wiedzą wszystko smile, ale.......czasem tak dobrze nie jest. Czasem dzieci chorują i to bardzo ciężko, czasem leczenie jest koszmarnie drogie i zaczyna brakować pieniędzy ( no to biegiem do ambasady). I wtedy ci podróżnicy są już trochę mniej bojowi, zwykle przestraszeni, szukający pomocy.
            Co do "śmiesznego" argumentu, że dziecko niewiele pamięta i nie warto........czymś innym jest obecność rodziców i wspólne wakacje, czymś innym zwiedzanie jako element edukacyjny ( w dużym uproszczeniu).
            Mój syn, człowiek dziś dorosły, wykształcony ( studia doktoranckie zaawansowane), był w Bardzo Egzotycznym Kraju ( i atrakcyjnym) gdy mąż tam pracował. Bylismy jakieś 2 tygodnie ( dłużej nie chcieliśmy - ze względów m.in. klimatycznych). Warunki , zapewniam, lepsze niż 99% polskich turystów. Nie, nie chorował, ale dokładnie NIC nie pamiętał. Ten sam kraj, który widział jako osoba dorosła odbierał tak jakby widział po raz pierwszy w życiu ( tj, widział fotografie na których był itd). Pamiętał to dokładnie tak samo jak latarnię morską w Jastrzębiej Gorze- czyli z fotografii.
            Świadomie zaczął zwiedzać gdzieś ok 8-9 roku życia. I z tych wyjazdów dużo wyniósł. A pasję podróżnika realizuje bardzo skutecznie - i prywatnie i wyjeżdżając na liczne sympozja i konferencje.
            • wilhelminaslimak Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 31.05.13, 09:00
              Tyle, że Ty sugerujesz, żeby rodzice-podróżnicy przez 8-9 lat (a zapewne dłużej, bo ciąża, bo może więcej niż jedno dziecko) zawiesili na kołku swoją pasję i czekali aż dziecko dorośnie. W tym czasie jeździli nad Bałtyk, bo pewnie nawet nie w góry, bo dzieci mogą się przecież pośliznąć. Tyle, że raczej na pewno taka rodzina nie będzie szczęśliwa, bo dzieci są szczęśliwe, gdy rodzice są zadowoleni i spełnieni. A podróżnika na myśl o wakacjach na plaży raczej odrzuca.
              Jak chodzi o choroby zagranicą - pewnie że się zdarzają, tak samo jak zdarzają się w Polsce. A ambasada jest od tego, żeby tym chorującym Polakom pomagać. Pewnie jakby nie turyści to połowa pracowników wróciłaby do kraju.
              A że się dzieci męczą w czasie podróży? Pewnie się męczą (choć zapewne bardziej nudzą), każdy jest długą podróżą zmęczony. Pytanie tylko, czy mamy wszystko dzieciom ułatwiać i pod nos podkładać, żeby się broń boże nie spocili? Nawet z dzieckiem do kościoła na godzinkę nie można pójśc, bo się tam przecież tak "strasznie nudzi biedaczek".
              Abstrahując od tego, że taki 3-latek jest już w stanie powiedzieć, czego chce i zapewne żaden rodzic mający 3-latka domatora nie będzie go ciągnął trampingowo na drugi koniec świata.
              Wprawdzie ja do "krajów egzotycznych" (co to w ogóle jest kraj egzotyczny?!) z dziećmi nie jeżdżę (jeszcze), ale bardzo dużo jeździmy po Polsce i trochę mniej po Europie. I nigdy, na żadnej wycieczce, w żadnym samolocie, na żadnej górze ni dolinie, nie widziałam tylu niezadowolony, płaczących, wyjących dzieci, co w hipermarkecie w każde niedzielne popołudnie (gdzie większość rodziców zwykło spędzać czas).

              No i taka ostatnia moja myśl, że Ty raczej podróżniczką nie jesteś. Widziałaś trochę świata, ale było to raczej konsekwencją pracy Twojego męża, a nie wynikało z chęci podróżowania. I dlatego też nigdy nie zrozumiesz rodziców podróżników.
              • hanna_sty Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 31.05.13, 12:50
                Zacznę od środka- byłam, jestem i zapewne do końca swoich dni będę zdecydowaną przeciwniczka zabierania dzieci do hipermarketów i spędzania tam wolnego czasu. Choć zapewne pojawią się głosy, że przeciez zakupy też trzeba czasem zrobić.....( co nie oznacza, że spędzać tam czas razem z dziećmi).
                Ambasada jest rzeczywiście od tego, żeby pomóc ( organizacyjnie, finansowo, jakkolwiek) i najczęściej to robi- zwłaszcza w "egzotycznych" krajach bez zarzutu, ale nie jest od tego, zeby mysleć za niefrasobliwych ludzi ( nie tylko zresztą z dziećmi).
                Widziałam naprawdę znacznie więcej niz niejeden podróżnik, z tym, że nigdy nie kręciła mnie przygoda z nocowaniem pod gołym niebem, jedzenie niepewnych posiłków ( jak znam życie i forum zaraz odezwą się głosy, że nie ma pewnych- co nie do końca jest prawdą), ryzykowania utraty zdrowia/życia w warunkach ekstremalnych. Co nie oznacza, że Egipt to dla mnie plaża przy hotelu 5* ( w Egipcie widziałam naprawdę dużo ograniczając ryzyko do minimum).
                Lubię zwiedzać, ale tak jak wyżej- w rozsądny sposób.
                Zycie napisało mi taki a nie inny scenariusz i nie wiem co bym widziała i jak spędzała wakacje gdyby nie praca męża. Pewnie też bym jeżdziła, sądzę, że w sposób zorganizowany z jakimś niezłym ( gdyby mnie było na to stać) biurem podróży.
                Zresztą jeśli nie jeżdżę do przyjaciół to robię to w sposób zorganizowany ( biura). Włóczęga odpada, choć znam nieźle kilka języków i w razie czego mam szybki dostep do każdej ambasady.
                Podróznicza pasja - fajna rzecz, ale bez przesady i zachowując zdrowy rozsądek. Czy dziecko w 100% będzie szczęśliwe ( i rodzice razem z nimi) jak pozna chińskie czy afrykańskie szpitale?
                Zapewniam, że chorowanie w Gambii czy Nigrze , biegunka na chińskiej prowincji czy zapalenie płuc w środku Argentyny może dostarczyć niezapomnianych wrażeń. Znacznie silniejszych niż w Zakopanem czy Kołobrzegu. Przy czym trochę inaczej choruje starsze dziecko i młody dorosły niż niemowlak czy nawet 3 latek.
                Jest zmęczenie i zmęczenie. Nigdy nie wsadzałam mojego syna pod klosz, ale nie narażałam go na bardzo duże zmęczenie bez konieczności. Pamiętam jak jadąc do męża odsypiał 2 dni zmianę czasu. A miałam egzemplarz zdrowy, mało marudny.
                W przeciwieństwie do Ciebie widziałam skrajnie zmęczone, wykończone dzieci po dlugiej podrózy albo odwodnione z powodu biegunki+wymiotów, rozdrażnione, zagubione w "egzotycznym" szpitalu. I spanikowanych rodziców.
                Nie wszędzie i nie zawsze można dogadać się po angielsku/niemiecku, a język tubylczy bywa nieznany. I wtedy też jest problem.
                Czy nie zrozumiem rodziców-podróżników? Pewnie do końca nie, bo jak wspomniałam lubię ryzyko, ale bardzo, bardzo umiarkowane. I o ile jeszcze mogę zrozumieć wyprawy z małym dzieckiem w bardzo dobre warunki, do dobrego, czystego hotelu ( a to jest drogie i naprawdę niewiele osób na to stać) to nie potrafię podążać za rozumowaniem tych, którzy dysponując niewielkimi pieniędzmi jadą z dzieckiem tak jak za czasów studenckich. A tacy wśród podrózników są w znakomitej większości.
            • pawel_zet Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 31.05.13, 12:37
              Ponieważ Polska nigdy nie była państwem kolonialnym, to Polacy są mocno zasiedziali w naszym rodzinnym kraju i myśl o podróżach raczej ich przeraża. Co prawda, mamy jakąś literaturę podróżniczą i w przeszłości było kilku podróżników, o których się wspomina tu i ówdzie (ale raczej w powieściach o Tomku, a nie na lekcjach w szkole), ale to kropla w porównaniu z tym, z czym styka się np. wykształcony Anglik. Stąd też wzorce podróżnicze są u nas nieczęste, zwłaszcza jeśli chodzi o podróże z dziećmi.
              A co do chorób. Środowisko podróżników w Polsce to jednak z powyżej opisanych powodów dość niewielka grupa. Jeśli chodzi o podróżujących z dziećmi, to pewnie większość znam wirtualnie, a niektórych osobiście. Przypadki śmierci czy ciężkich zachorowań w tym gronie są opisywane i komentowane na forach turystycznych. Wszyscy wiemy na przykład, co się stało z Kingą Choszcz. I jakoś nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek jakaś rodzina podróżująca z dzieckiem rzeczywiście została dotknięta poważną chorobą podczas podróży. Nie bardzo wiem zatem, skąd Ty bierzesz swoje doświadczenia, o których piszesz. Może są to przygody rodzin polskich pracowników kontraktowych, ale świadomych turystów raczej nie.
              • hanna_sty Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 31.05.13, 13:04
                Dlaczego sugerujesz mi rozmijanie się z prawdą? Jaki miałabym w tym cel?
                Tak jak wspomniałam, spędziłam wiele lat w róznych krajach w "warunkach ambasady". Nie, ja nie miałam obowiązków pomocy, ale angażowałam się w pomoc. W krajach tzw cywilizowanych pomoc dotyczyła kradziezy, przestępstw, braku pieniędzy. W kraju egzotycznym było naprawdę dużo chorób. Nie, żadne dziecko nie umarło - w każdym razie tego sobie nie przypominam ( choć jedno się chyba utopiło, co może się zdarzyć nawet we własnej wannie), ale hospitalizacje, problemy z zapłaceniem za pomoc lekarską, szpital ( róznie było z polisami) zdarzały się bardzo często. Mnóstwo dzieci było odwodnionych ( im mniejsze tym wyglądało to dramatyczniej), wielu rodziców zamiast zwiedzać kraj- zwiedzało szpital.
                Nie przekonamy się. Ja- mając naprawdę ogromne możliwości wyjazdów- doszłam do wniosku, że bedę to robiła w sposób bardzo umiarkowany, gdy dziecko było małe ograniczę do minimum. I naprawdę syn na tym nie ucierpiał. Widział dużo i w okolicy 100 km od domu i na drugiej półkuli. Zwiedzał z perspektywy hotelu 5* i namiotu. Jednak wpoiłam mu zdrowy rozsądek, szczepienia, i umiarkowane ryzyko np. nie pojedzie w rejon konfliktów zbrojnych - choć dla "prawdziwego podróznika" byłoby to hardkorowe przeżycie.
                • pawel_zet Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 31.05.13, 13:17
                  Rzeczywiście prawdopodobnie nie przekonamy się. Jeżeli odebrałaś mój poprzedni list jako oskarżenie Cię o kłamstwo, to przepraszam. Moim zamiarem było jedynie zasugerowanie Ci, że grupa osób, które miały problemy z dziećmi w owym egzotycznym kraju (nie wiem jakim, a to ma znaczenie), prawdopodobnie nie składała się z osób podrózujących turystycznie z dziećmi do tego typu miejsc: egzotycznych, nie będących raczej celem masowej turystyki rodzinnej organizowanej przez touroperatorów. Nie można wkładać do jednego worka nas i np. rodziny polskich pracowników kontraktowych czy osób, które weszły w hipermarkecie do biura podrózy i kupiły sobie wycieczkę All Inclusive. Chodzi o kwestię pewnej świadomości, zaradności, przygotowania się do wyjazdu itp. W naszym gronie nie przypominam sobie żadnej poważniejszej choroby.
                  Oczywiście rozumiem, że masz jakieś obawy, ale uważam, że nie są racjonalne. Skoro nie odpowiada Ci podróżowanie z dziećmi, to przecież nie ma przymusu do takiego spędzania czasu. Nie zgadzam się jednak zupełnie z twierdzeniem, że podróże z dziećmi są groźne dla zdrowia i życia dziecka. Jest to ogromna przesada.
                  Co do hardcore, to przyznaję Ci rację, że terenów walk zbrojnych należy unikać podczas podróżowania z dziećmi.
                  • hanna_sty Re: Egzotyczne kraje z dzieckiem 31.05.13, 18:45
                    Z dzieckiem raczej podróżować nie będę, bo mój syn jest dorosłym człowiekiem, a wnuków nie widać na horyzonciesmile
                    Dzieci pracowników kontraktowych ( te, z którymi się zetknęłam) raczej nie chorowały, bo miały domowe warunki, czystą kuchnię, przewód pokarmowy przyzwyczaił się do innej flory bakteryjnej itd. Najczęściej są wyszczepione a stabilność pobytu jest mniej ryzykowna niż przemieszczanie się i stała zmiana warunków.
                    Wycieczki tour operatorów są rózne- może być hostel, może być hotel 5* typu all, może być kurort i plaża, może być objazdówka ( w tym z przejazdami nocnymi).
                    Dobrze, że w Waszym gronie wszyscy są zdrowi. I oby tak było.
                    Ja również nie chorowałam ( prócz biegunki przed laty w jednej z ówczesnych dalekich republik ZSRR). ale tę przypadłość ( zaczęła się w samolocie, lot trwał wiele godzin) wspominam jak horror. A byłam w bardzo, bardzo wielu krajach.
                    Syn załapał biegunkę na Kubie. Tylko biegunkę. Hotel z najwyższej półki. I choć dorosły, zdrowy- miał zmarnowane 3 czy 4 dni.
                    Natomiast widziałam sytuacje bardzo groźne. Może dlatego, że z takimi ludzie zgłaszali się do ambasady. Były urazy ( bardzo, bardzo ciężkie), były odwodnienia z powodu dolegliwości gastrycznych, była gorączka, sepsa, zapalenie wyrostka, angina *( ewnie po klimatyzacji w samolocie), nie pamiętam już co jeszcze, ale naprawdę było tego dużo.
                    Kraj odległy, duży, zróznicowany klimatycznie, wręcz dziki i miejscami niebezpieczny, drogi rózne, przestępczość ogromna, przyroda ciekawa.
      • camel_3d hanna_sty 31.05.13, 13:50
        ja mam jedyn argumen nie do pobicia...

        ja lubie podrozowac i nie mam ochoty czekac az dzeicko podrosnie i stwierdzi, ze wcal enie ma ochoty pojechac smile strace 8 lat smile a tak..pakuje dziecko, rzeczy i jedziemy do afryki.. i czy jest to uciazliwe? jezeli sie pomysli, ze najblizsze 5 tygodni bede mogl chodzic w t-shircie, cieszyc sie sloncem, zamiast zakladac grube kurtki, buciory i szybko przebiegac z miesca w meijsce bo na dworzu -15.. albo 1 i wieje i leje smile

        To nawet te 10 godzin lotu nie jest strasznesmile)) juz pierwszego dnia..zapomina si eo tym lociesmile

        • myszka_d Re: hanna_sty 31.05.13, 21:51
          nie rozumiem tego biadolenia na temat słoików, wózków i innych rzeczy. Dla jednych są przydatne dla innych nie przydatne. Proste. Latam w tropiki z moimi chłopakami odkąd starszy skończył 6 miesięcy, czyli będzie za niedługo 5 lat. Nie jestem już chyba wstanie zliczyć wszystkich lotów. Pawle Zet, często się z Tobą zgadzam ale tu nie mogę, bo my ZAWSZE mamy wózek smile (cudaki? hehe) jak dzieci miały po kilka miesięcy ZAWSZE brałam kilka słoików. Dawało mi to takie poczucie bezpieczeństwa, pewnie złudne ale był ten spokój, że w razie czego mam żarcie dla mojego malucha. Do tego tak jak Camel bierzemy jak najmniej ubrań, zawsze można dokupić koszulkę lub spodenki. Piorę w rękach dla całej 4 osobowej rodziny (ostania podróż 4 miesiące po Azji)
          Także każdy kto sporo podróżuje ma swoje techniki, sprawdzone rzeczy, bez których ciężko się obejść. To co nam przydaje się niekoniecznie sprawdzi się u innych podróżujących i dlatego właśnie ja nie lubię nikomu radzić wink



          www.maniekdorotka.com
          • myszka_d Re: hanna_sty 31.05.13, 21:56
            ajjj i dodam jeszcze, że dla mnie kompletnie niezrozumiałe jest jedno. Do Egiptu czy Tunezji ludzie zabierają dzieciaki bez strachu, niemowlaki również ale do Tajlandii czy Malezji już nie pojadą bo tam są choroby, inna flora bakteryjna, jedzenie, że dzicz itp uncertain
            • pawel_zet Re: hanna_sty 31.05.13, 23:37
              Bo ludzie nie wiedzą, że taka Malezja jest niemniej cywilizowanym krajem niż Polska. Mało kto tam z Polski jeździ. Jakieś miejsce na mapie. Daleko, nie wiadomo, o co chodzi.
              Tajlandia jest już bardziej znana, ale też kojarzy się najbardziej z seksturystyką.
              Egipt zaś jest powszechnie znany i tani, więc można go brać pod uwagę. Jednak dla wielu Egipt i Tunezja są straszne. Ta zemsta, ci dzicy tubylcy, brud tu i ówdzie.
              Są Wyspy Kanaryjskie, ale to tak daleko. No i drogo.
              Więc pozostaje swojski Władek. smile
              Hmmm, aż trudno mi samemu uwierzyć, że nad polskim morzem ostatni raz byłem prawie 30 lat temu.
              • camel_3d Re: hanna_sty 01.06.13, 00:52
                Wiesz co...no bylem w malezji...i juz wole polskesmile) dziczy nie ma...ale jakos mnie nie powalila na kolana. Z tamtych regionow to indonezja i singapur...
                • pawel_zet Re: hanna_sty 01.06.13, 09:25
                  A ja lubię Malezję. Ciepło i ładne plaże. Moim zdaniem ładniejsze niż tajskie, przynajmniej te, które widziałem. Taniej niż w Singapurze. Indonezja to inna para kaloszy. Zresztą w takich ocenach wszystko zależy od używanej skali. Czasem na przykład oceniam kraje nie tyle jako cele potencjalnych podróży wakacyjnych, ale jako miejsce ewentualnej emigracji. Indonezja wygląda bez wątpienia turystycznie ciekawiej niż Malezja, ale gdybym miał emigrować, to raczej do Malezji. Wyższy poziom cywilizacji.
                  • camel_3d Re: hanna_sty 03.06.13, 08:59
                    pawel_zet napisał:

                    > A ja lubię Malezję. Ciepło i ładne plaże.

                    cieplo..no tak..al czy plaze jakies rewelacyjne... widziaem kilka..glownie drobny zwirek.


                  • mariolawpodrozy Re: hanna_sty 09.06.13, 20:37
                    cześć,
                    tak, Malezja jest zdecydowanie bardziej zurbanizowana i ucywilizowana niż, np. Tajlandia, ale jest mniej egzotyczna... jak dla nas to duża wada. ale wiadomo kto co lubismile jesteśmy ciekawi Indonezji - będziemy tam za jakieś 2 tygodniesmile))
                    zapraszamy na naszego bloga: mariolawpodrozy.pl
                    oraz na kanały yt z relacjami z podróży:
                    www.youtube.com/user/mariolawpodrozy
                    www.youtube.com/user/modnamariolapozdrawiamy
                    duo MariOlka
              • myszka_d Re: No nieee... 01.06.13, 01:06
                no chyba tak, bo rzadko słyszę że chciałby ale nie ma kasy. Łatwiej powiedzieć, że brud i smród a i najważniejsze... te choroby wink
                btw nie słyszałam, aby którakolwiek z rodzin mi znanych podróżująca po świecie z dzieciakami ( a jest ich naprawdę sporo) miała jakiekolwiek problemy zdrowotne.
              • pawel_zet Re: No nieee... 01.06.13, 09:33
                Co zresztą dowodzi, że z biurem po prostu nie opłaca się latać poza rejony masowej turystyki. Gdy kiedyś leciałem do Malezji po raz pierwszy i nie znałem się jeszcze za bardzo na szukaniu tanich biletów lotniczych, wyjazd kosztował mnie ok 4500 zł od osoby. Gdy kilka lat później wróciłem w tamte rejony, wyjazd kosztował mnie około 3000 zł od osoby. Jak się to ma do cen wycieczek sprzedawanych przez biura?
          • pawel_zet Re: hanna_sty 31.05.13, 23:30
            Myszko, nie ma obowiązku zgadzania się ze mną - na szczęście. smile Mam jednak swoje sposoby podróżowania, które się sprawdzają, więc zmieniać ich nie zamierzam. Podobnie też nie oczekuję, że ktoś będzie moje rady traktował jak Słowo Boże. Gdy czytam relacje i blogi różnych ludzi podróżujących z dziećmi, to czasem to, co oni piszą, wydaje mi się mocno dziwaczne. Domyślam się, że to, co ja wypisuję w swoich relacjach lub w Internecie, też kogoś może z lekka bulwersować. Cóż, różnice osobnicze. Ludzie to skomplikowane istoty.
            • myszka_d Re: hanna_sty 01.06.13, 01:33
              pawel_zet napisał:

              > Myszko, nie ma obowiązku zgadzania się ze mną - na szczęście. smile

              własnie tak smile
              każdy z nas ma opracowany swój sposób podróżowania, najwygodniejszy, który się sprawdza wink

              ps. nad Bałtykiem ostatni raz byliśmy w 2009, w ciągu 2 tygodni było może 2-3 dni w miarę słoneczne i bezdeszczowe. Może wrócę, może tam na emeryturze jak upały w tropikach zaczną być dla mnie uciążliwe wink
              • pawel_zet Re: hanna_sty 01.06.13, 09:37
                Ja nad polskie morze jeździłem jako młody chłopak, z kolegami. Wspominam te wyjazdy mile. Gdy padało, graliśmy sobie w karty przy piwie i też było wesoło.
                Ale w dzisiejszych czasach? Drogo, tłumy ludzi, pogoda wysoce niepewna. Można pojechać na od dawna planowany urlop i po plaży chodzić na ogól w swetrze i deszczowcu. Wolałbym już Egipt z biurem.
    • hanna_sty Re: biurem czy indywidualnie.... 01.06.13, 12:39
      I znów dotykamy problemu, który ja widziałam z innej strony. Turyści podrózujący indywidualnie ( bez biura) są znacznie częstszymi gośćmi ambasad , bo pojawiają się problemy. Tak zaraz przeczytam, że ambasada jest od tego ( bo jest), i Wam się to nigdy ale to nigdy nie zdarzyło i nie zdarzy ( czego serdecznie życzę) ale..........................
      Naprawdę większość ( co nie oznacza że wszyscy) szukają tanich sposobów podróżowania a to nie zawsze jest i zdrowe i bezpieczne. Często nie jest czysto, jedzenie takie sobie, gospodarze nie najuczciwsi. I mogą zacząć się kłopoty. Pewnie, że w hotelach ( zwłaszcza małogwiazdkowych) jest też takie prawopodobieństwo, ale większość ( znów nie wszystkie, ale większość) problemów załatwia rezydent. I rezydent dba o to, żeby nie jechać w niebezpieczne miejsca, nie narazić się tubylcom, szanować miejscowe zwyczaje.
      Autokar zawiezie w określone miejsce bez konieczności szukania miejsca na parkingu, doprowadzi do wejścia. Mankamentem jest gubiąca się pani Lola czy spóźniający pan Ziutek.
      W przypadku choroby rezydent, jakikolwiek by nie był, jednak pomoże, zorganizuje, skontaktuje. Bo absolutnie nie zgodzę się, że chorób nie ma.
      I sprawa języków. Teraz jest lepiej, bo coraz częściej Polacy znają dobrze angielski ( z innymi językami jest gorzej), ale może być to trudna do pokonania bariera.
      Pamiętam małżeństwo ok 40, które wybrało się na samodzielne zwiedzanie z 2 nastoletnimi synami. Ich przygodny, gdy się opowiada brzmią zabawnie, śmieszne dla nich nie były.
      I choć, jak ktoś mnie określił, nie mam duszy podróżnika, byłam w ponad stu krajach, w tym w 3 mieszkałam dłużej ( najdłużej 4 lata). Był czas kiedy dostawałam drgawek na samą myś, że trzeba pakować walizkę i wsiadać do samolotu, były momenty, gdy diabli mnie brali gdy musiałam towarzyszyć kolejnym gościom i jechać w najciekawsze ( naprawdę interesujące) miejsca. Dziś podrózuję prawie wyłacznie prywatnie. Bywa, że odwiedzam przyjaciół na świecie, ale zdecydowanie wolę wyjazdy z dobrym biurem podrózy. Może to mało turystyczne, niemodne i be, ale bezpieczniejsze.
      P.S. Mniemam, że językowo ( znów te pobyty) radzę sobie lepiej niż znaczna część podrózników, ale pamiętam sytuację, gdy ludziom nie znającym żadnego ( poza rosyjskim) języka trzeba było pomóc. W tubylczym , mimo, że mieszkałam tam ponad rok, znałam kilkadziesiąt słów, a rejon mało turystyczny. Z trudem znaleźliśmy kogoś kto trochę znał angielski i poprzez podwójnego tłumacza ( oni mi po polsku, ja z polskiego na angielski, tubylec z angielskiego na miejscowy) z grubsza udało się rozwiązać problem, ale gdyby nie to mogłoby być źle.
      • glob-urwisy Re: biurem czy indywidualnie.... 01.06.13, 15:28
        Ja mam nieodparte wrażenie, że każdy mówi tu o innego rodzaju krajach… Jasne jest, że jeśli pojedziemy z dziećmi do kraju trzeciego świata, gdzie w dodatku nikt nie mówi w żadnym 'cywilizowanym" języku, a na domiar złego będzie to miejsce (i czas), gdzie istnieje wyjątkowo duże zagrożenie ciężkimi chorobami, albo dowolne inne zagrożenie i tam się coś wydarzy (dziecko zachoruje, zdarzy się wypadek, ktoś nas napadnie, wybuchnie konflikt zbrojny, etc), to będziemy mieli poważny problem. I Ty opisując swoje doświadczenia z "Bardzo Egzotycznego Kraju", którego z jakichś powodów nie chcesz sprecyzować, prawdopodobnie takie sytuacje masz na myśli. Różnica polega jednak na tym, że zdecydowana większość ludzi jeżdżąca z dziećmi po świecie, wybiera miejsce w sposób przemyślany i stara się zagrożeń unikać, a przynajmniej je jak najbardziej zminimalizować, a do tego wykupuje dobre ubezpieczenie.
        Zachorować można wszędzie. Choroby, które podałaś jako przykłady (angina, sepsa, zapalenie wyrostka, czy biegunka) mogą zdarzyć się zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Część spośród tych "egzotycznych" krajów ma lepiej funkcjonującą służbę zdrowia, niż nasza. Biegunka, wszędzie będzie uciążliwa, odwodnienie zawsze jest niebezpieczne, każda choroba potrafi skutecznie zepsuć urlop, niezależnie, gdzie on ma miejsce. Nie rozumiem, skąd założenie, że w Polsce te przypadłości są mniejszym problemem, niż np. w Malezji (skoro już o niej kilka linijek wyżej jest dyskusja).

        A argument, że w przypadku zorganizowanych wycieczek problemy załatwia rezydent nie jest żadnym dowodem na mniejszą liczbę tych problemów, a jedynie na to, że wtedy ambasada ma święty spokój.
        • hanna_sty Re: biurem czy indywidualnie.... 01.06.13, 18:35
          Nie podaję jak nazywa się Bardzo Egzotyczny Kraj, bo bardzo szybko zostałabym zidentyfikowana. A wypowiadam się rózwnież w innych wątkach, bywa , że wyrażając kontrowersyjne opinie.
          Biegunka w Polsce jest mniejszym problemem. A tak na marginesie- co za przyjemność być w miejscu X i zwiedzić okoliczne ubikacje? albo lezeć w łóżku czy drżeć o dziecko?
          Tu nie chodzi o święty spokój ambasady, ale znacznie łatwiej dotrzeć do rezydenta/pilota ( który albo się kontaktuje co drugi dzień albo nie opuszcza grupy) niż do ambasady, która bywa na drugim końcu kraju. Oczywiście siła przebicia pracownika ambasady jest większa niż rezydenta/pilota, ale nie o tym mowa.
      • pawel_zet Re: biurem czy indywidualnie.... 01.06.13, 17:59
        > I znów dotykamy problemu, który ja widziałam z innej strony. Turyści podrózując
        > y indywidualnie ( bez biura) są znacznie częstszymi gośćmi ambasad ,

        To możliwe, że MSZ prowadzi tego rodzaju statystyki, tzn. ile osób kontaktuje się z polskimi przedstawicielstwami dyplomatycznymi w różnych krajach i czy są to turyści indywidualni czy przyjeżdżający w ramach wycieczek. Chętnie bym się zapoznał z tymi danymi. Czy możesz je jakoś zaprezentować?
        W sumie to nawet jest dość prawdopodobne, że do przedstawicielstw dyplomatycznych częściej zgłaszają się osoby podróżujące indywidualnie. W końcu od czegoś ten organizator wyjazdu jest i pewnie w jakimś zakresie pomaga turystom, którym zdarzy się coś złego.

        > bo pojawiają się problemy.

        To prawda. Ale gdy turysta jedzie z biurem, to też pojawiają się problemy. Często innego typu. Wszyscy o nich dowiadujemy się z wiadomości telewizyjnych, gdy hotelarze wyrzucają turystów będących klientami zbankrutowanego biura. Potem trzeba wysłać po nich z polski samolot na koszt podatnika.

        > Pewnie,
        > że w hotelach ( zwłaszcza małogwiazdkowych) jest też takie prawopodobieństwo,
        > ale większość ( znów nie wszystkie, ale większość) problemów załatwia rezydent.
        > I rezydent dba o to, żeby nie jechać w niebezpieczne miejsca, nie narazić się
        > tubylcom, szanować miejscowe zwyczaj

        Ależ w zupełności zgadzam się z Tobą. Im więcej człowiek ma pieniędzy, tym jest bezpieczniejszy, gdyż jeżeli ma naprawdę dużo pieniędzy, może wynająć sobie, jadąc do jakiegoś kraju, limuzynę, najdroższe hotele i ochroniarzy. W pomoc rezydentów w przypadku masowej turystyki akurat mało wierzę, ale wynika to z tego, że jestem samodzielny i zaradni, znam języki obce. Jeżeli ktoś jest mniej zaradny i nie zna języków, to rzeczywiście rezydent okazuje się czasami pomocny. Jak jednak zapewne wiesz, tutaj także ważne są pieniądze. W niektórych biurach, tych tańszych, rezydent jest od sprzedawania "fakultetów", a turystów unika, bo zwyczajnie nie ma czasu na załatwianie ich spraw. Dlatego też jeżeli ktoś jest mało zaradny, nie zna języków, a przy tym ma sporo pieniędzy, powinien bezwzględnie korzystać z usług najlepszych touroperatorów.

        > Tak zaraz przeczytam, że ambasada jest od tego ( bo jest), i W
        > am się to nigdy ale to nigdy nie zdarzyło i nie zdarzy ( czego serdecznie życzę
        > ) ale..........................

        Mimo wszystko zakładam zawsze, że ambasada może mi się do czegoś przydać. Staram się dobrze zabezpieczać finansowo na wypadek kradzieży, ale w przypadku kradzieży paszportów kontakt z polskim przedstawicielstwem dyplomatycznym (lub któregoś z krajów UE, jeżeli polskiej placówki nie ma w danym kraju), może okazać się nieodzowny.

        Jak więc widzisz, na końcu jednak zaczynamy zbliżać się do pewnego porozumienia.
        Jestem zaradny, znam języki obce (bardzo dobrze angielski i rosyjski, w bardziej podstawowym zakresie także hiszpański). Dobrze przygotowuję się do podróży. Z tego powodu dla mnie i mojej rodziny wyjazdu z małymi dziećmi w odległe zakątki globu są świetnym rozwiązaniem.
        Jeżeli ktoś nie zna języków i wolałby, żeby ktoś poprowadził go podczas wyjazdu za rękę, to najlepiej skorzystać z usług dobrego, sprawdzonego touroperatora.
        • hanna_sty Re: biurem czy indywidualnie.... 01.06.13, 18:43
          Ja róznież należę do osób zaradnych i znających języki ( angielski , niemiecki bardzo dobrze, rosyjski- szkolny z dobrą nauczycielką,i 1 słąbo, mówi nim dużo ludzi, ale jest to ich język ojczysty)i w podstawowych sprawach potrafię dogadać się po francusku. I jeśli jadę prywatnie korzystam z biur podróży. Limuzyny i ochroniarzy pozostawiam milionerom lub pracownikom ambasad.
          • pawel_zet Re: biurem czy indywidualnie.... 01.06.13, 19:15
            Twój wybór. Jeden lubi jeździć rowerem, inny spacerować. Nie próbuj jednak swojego wyboru uzasadniać racjonalnie, bo to nie ma sensu. Życzę Ci wielu udanych urlopów z biurem, sam zaś będę jeździł sobie do odległych i egzotycznych krajów bez żadnego biura, bo tak właśnie lubię. I namawiam innych rodziców do nieporzucania swoich podróżniczych zainteresowań z powodu dziecka. Nie ma żadnych racjonalnych powodów, by dziecko skazywało rodziców na urlop w Polsce lub wyjazdów wyłącznie z biurem podróży.
            • kajak75 Re: biurem czy indywidualnie.... 01.06.13, 23:11
              Szczerze mówiąc rzadko irytują mnie czyjeś wypowiedzi w internecie do tego stopnia, abym odczula potrzebę skomentowania. Tym razem ciśnienie lekko podniosła mi Hanna. Biorąc po uwagę wiek jej syna oraz moją znajomość realiów placówkiwych, o których Hanna mówi, mam nadzieje, ze wraz z mężem należą do tych nielicznych wyjątków od dziadków borowych, którzy zaludniali nasze MSZ.

              Zapewne jest prawdą, iż to turyści indywidualni częściej są " klientami" naszych placówek, co jest logiczne, bo nie maja rezydenta, do którego mogliby się zwrócić.
              Wierzę też, ze głupota ludzka jest niezmierna i jej przejawy w równym stopniu można zaobserwować za granica jak np. w PL na izbach przyjęć wink. Nie zgadzam się natomiast aby przez pryzmat przypadków , z którymi maja doczynienia nasze placówki budować tezy o niedpowiedzialnosci rodziców ciagnacych ńieszczesne dziatki na kraj swiata. Po pierwsze primo, np. moja córka zafundowała sobie złamanie ręki z przemieszczeniem, bawiąc się w parku pod domem i to bawiac sie w odległości 1 m ode mnie smile. Po drugie primo służby konsularne utrzymujemy m.in innymi po to, aby pomagały nawet największym głupkom, a ńie po to aby fundowac 4 letnie wakacje w Bardzo Egzotycznych Krajach smile. odrębna kwestią jest odzyskanie, juz w kraju, srodow udzielonych beneficjentom pomocy.

              Obawiam się jednak, ze nasza dyskusja jest koperkowa. Odnoszę wrazeńie, ze kilkadziesiąt postów w tym wątku nie przekonały ńiektorych, ze podróże z dziećmi nie polegają na ciaganiu "szkodnika" przez tydzień po Luwrze, bez uwzględnienia potrzeb kilkulatka/i . I to czy trzylatek zapamięta jakie "ruiny" zwiedzal, jest chyba najmniej istotne we wspólnej podróży.

              Ładnie to już ujeli "przepiscy", ze przy codziennym zaganianiu, wspólna podróż jest to chwila, kiedy uczymy się na nowo naszych dzieci, a one nas. Jest to ten moment, kiedy dzieci poznają różnice, ale bez potrzeby wartosciowania. Gdy stają się zaradne, odpowiedzialne i samodzielne.

              Natomiast zgadzam się, ze zdrowy rozsądek poparty wiedzą o regionie podróży ma kluczowe znaczenie. Nie mylmy tego jednak z przekonaniem czy raczej uprzedzeniem opartym na jednostkowym przykładzie, ze podróże z 7 latkiem są stratą czasu. ( tak jakby w dńiu 8. urodzin dziecko nagle zyskiwalo zdolność postrzegania smile)

              Być może jestem wyrodną matka, ale nie wyobrażam sobie zawieszenia na kołku na 10 lat mozliwosci realizowania swoich pasji. Nie uważam, aby etos Matki -Polki był jedynym słusznym smile

              Zdążyło mi się natomiast, wraz z otrzaskanym podrozniczo dzieckiem, być a zorganizowanym wyjeździe i szczerze mówiąc w najbliższych latach nie zamierzam tego doświadczenia powtarzać smile.
              • hanna_sty Re: biurem czy indywidualnie.... 02.06.13, 18:25
                Mam 55 lat. Czy jestem "dziadkiem borowym" - tego nie wiem. Mój mąż ma do emerytury jeszcze prawie dekadę i.... właśnie wyjeżdża a ja dołączę tam niebawem.
                Powtarzam po raz n-ty, jeśli coś się dzieje w kraju jest o wiele, wiele łatwiej. Ta sama złamana ręka, czasem operacja ortopedyczna jest potrzebna, w Polsce jest znacznie łatwiejsza do opanowania. Czy będąc 10 000 km od rodziny ( tak czasem rodzina bywa nad wyraz pomocna), w kraju, w którym tylko część osób mówi jako tako po angielsku ( język tubylczy jest rzadko znany) pobyt w szpitalu jest łatwy? Ambasada jest od tego, zeby pomagać i pomaga, ale czasem jest dość daleko i przysłanie tłumacza czy innej pomocnej duszy trwa.
                Czy przyjemne jest spędzanie w sumie kosztownych wakacji w szpitalu ( choćby z powodu biegunki) tego nie jestem pewna, choć może się mylę, może dla niektórych podrózników są to wrażenia nie do pogardzenia.
                Nie interesuje mnie to specjalnie czy pieniądze wydane przez polskiego podatnika na pomoc dla nierozważnych osób są odzyskiwane. Podejrzewam, że ciągnie się to latami, ale nigdy się tym nie interesowałam.
                Zgadzam się, dyskutujemy o pietruszce.
                Życzę Ci, abyś nigdy nie musiała korzystać z pomocy dziadków borowych, bo jesteś młoda, prężna i nigdy Ci się nic nie przytrafi. I...żebyś kiedyś stała się tym borowym dziadkiem, bo wolę nim być niż mieć wypisany mody wiek na cmentarnej tabliczce.
                P.S. Czy o swoich rodzicach, którzy są przypuszczalnie są w zbliżonym do nas wieku też tak mówisz? Moi rodzice są znacznie starsi i...nauczyli mnie pewnego szacunku, ale Ty i tak wiesz lepiej.
                • pawel_zet Re: biurem czy indywidualnie.... 02.06.13, 18:48
                  Mimo wszystko pozostaniemy prawdopodobnie przy swoich opiniach.
                  Twoja:
                  Jeżdżenie za granicę jest generalnie niezwykle ryzykowne. Można zachorować, a leczenie poza Polską jest znacznie bardziej skomplikowane niż w Polsce. Bariera językowa jest ogromną przeszkodą w takich sytuacjach. Ponadto Twoje życiowe doświadczenie mówi Ci, że praktycznie każdy "podróznik" jest awanturnikiem, którego podniecają niezdrowe emocje, a w razie problemów kończy się to wizytą w ambasadzie i koniecznością błagania o pomoc jej pracowników, którzy z dobrego serca pomagają tym nieodpowiedzialnym fajtłapom. Do tego podróżowanie z małym dzieckiem jest po prostu głupie, gdyż dziecko i tak niczego nie zapamięta. Jeżeli jeździć za granicę, to wyłącznie ze starszym dzieckiem i wyłącznie z biurem, które zorganizuje pobyt i sprawi, że będzie on bezpieczny i wygodny.
                  Moja:
                  Jeżdżenie za granicę niesie za sobą pewne dodatkowe ryzyko. Jest jednak wiele czynności, które w życiu podejmujemy i które są ryzykowne (jak na przykład jazda samochodem). W pewnych granicach ryzyko to jest jednak akceptowalne. Doświadczenie wielu podróżujących z dziećmi rodzin wskazuje, że przy odpowiedniej organizacji wyjazdu poważne problemy zdrowotne nie występują. Nie oznacza to jednak, że nie należy ich brać pod uwagę, podejmując stosowne środki zaradcze. Bariera językowa jest sporą przeszkodą praktyczną przy podróżowaniu, jednakże w dzisiejszym świecie praktycznie każdy wykształcony człowiek (czyli w szczególności lekarz) zna języki obce. To kompletna bzdura, że każdy podróżnik to nieodpowiedzialny awanturnik. Polskie placówki dyplomatyczne służą do tego, by pomagać ludziom, którym wydarzyło się coś złego. To naturalne zatem, że zgłaszają się do nich ludzie, którym zdarzyło się coś złego, czasem wskutek własnej głupoty, nie uzasadnia to jednak w żaden sposób tego typu generalizacji. Pracownicy ambasad dostają za swoją pracę pieniądze, za to, że pomagają podróżnym, którzy niekiedy mogą napytać sobie biedy przez swoją własną głupotę. Dziecko, mimo że nic nie zapamięta z podróży, to jednak ją przeżywa i uczy się na jej podstawie. Każdy powinien spędzać czas w taki sposób, jaki mu odpowiada. Skoro komuś nie odpowiada wyjazd z biurem lub po prostu go na to nie stać, może śmiało jechać na własną rękę, o ile jest człowiekiem rozsądnym i zaradnym.
                  • atoness Re: biurem czy indywidualnie.... 02.06.13, 19:40
                    Zgadzam się w stu procentach.
                    Pewnie są tacy, co myślą tylko o tym, co będzie, jak wylądują w szpitalu. Ja jakoś nie. Ani w domu, ani w podróży. Nie rozmyślam o tym, czy lubię spędzać wakacje w szpitalu. Jak będę miała pecha i spędzę, to się zastanowię. Do Afryki zabrałam leki, których listę dostałam od przyjaciółki lekarki. Biegunkę opanowałam w jeden dzień, bo lek miałam naprawdę kilerski. Rzeczywiście przyszło mi wtedy do głowy, w łazience w nędznawym hoteliku, bez wody, że milej byłoby w mojej własnej ślicznej łazience. Ale inne atrakcje dwumiesięcznej podróży jakoś to przyćmiły.
                    Języki znam, po angielsku wszyscy tam mówili, a jak akurat ktoś nie mówił, to zza pleców wystawał mu ktoś, kto mówił. Dogadywałam się również w języku miejscowym. Nie zapomnę, jaka byłam wzruszona, kiedy usłyszałam, jak moje pięcioletnie dziecię rozmawia w tym języku z kierowcą, który nas zabrał. Nie żeby to była dysputa filozoficzna, ale grzeczności i podstawowe informacje zostały wymienione. I pewnie ten mój syn o tym zapomni, ale wiedzy o tym, czym jest obcy język, raczej mu nikt nie zabierze. Nasłuchałam się jego niesamowitych przemyśleń. Nie widział nic dziwnego w rzeczach, które dla mnie były dziwne. A czasem dowrotnie.
                    A poza tym z podróżowaniem jest przecież jak ze wszystkim innym: kwestia punktu widzenia. Spotkałam w barze angielską rodzinę z dwojgiem wczesnych nastolatków. My piliśmy, a właściwie jedliśmy łyżkami soki, oni napoje z puszek. Mama dokładnie wycierała każdą puszkę chusteczką odkażającą, po otwarciu jeszcze raz wokół otworu. Wyglądała na przerażoną. Tata łypał na nas okiem. Jak wychodzili, zapytał, co jemy. Oni raczej nie spróbowali, i przecież wolno nie próbować. A po powrocie do domu pewnie opowiadali, w jak strasznym, brudnym i pełnym chorób kraju byli. Wszystko trzeba było odkażać. Ja byłam w kraju, w którym nic nie trzeba było odkażać. Tak samo jest wszak ze wszystkim. Kiedy urodziłam dziecko, byłam zachwycona szpitalem. Bardzo się zdziwiłam, kiedy przeczytałam potem na stosownym forum, że to straszne miejsce.
                    Wiem, nie powiedziałam nic nowego. Zgadzam się po prostu z poprzednikami: nie ma o czym dyskutować. Racjonalizować też nie. Co kto lubi.
                    • hanna_sty Re: biurem czy indywidualnie.... 03.06.13, 15:15
                      Otóz to. Co kto lubi.
                      Biegunkę , której nabawiłam się ze 30 lat temu ( a potem dużo, naprawdę dużo jeżdziłam) pamiętam do dziś. Żadna przyjemność. Brrrrrrrrrr.
                      Życzę Ci, żebyś nigdy, przenigdy nie zaliczyła egzotycznego szpitala, w którym personel niekoniecznie dobrze mówi po angielsku. Ba, życzę Ci, żebyś w ogóle nie zaliczała szpitala.A co komu co przyćmi to kwestia indywidualna.
                      Pamiętam jak w ambasadzie ( wiele lat temu, gdy w starych paszportach były jeszcze fotografie utrwalane tradycyjną metodą) zjawiła się rodzinka, która miała problemy z fotografią. Na wydanie stosownego dokumentu czekali, ludzi było mało ( w owym czasie turystyka była mniej popularna, kraj odległy) więc gawędziliśmy i... dziecko (!!!!!) powiedziało, że chce już jak najszybciej do babci i dziadka. Zapytałam dlaczego i okazało się, że CODZIENNIE dziecko wymiotuje co najmniej 2-3 razy w czasie jazdy ( nasilona choroba lokomocyjna, zakręty, długie przejazdy). Rodzice byli zachwyceni widokami, egzotyką, krajem- wszystkim. Fotografie zapewne cudowne, miejsca super atrakcyjne, ale czy podróz dla dziecka była tą wymarzoną? Czy jednak nie lepiej by było bez dodatkowych atrakcji? No coż co kto lubi.
                      • atoness Re: biurem czy indywidualnie.... 03.06.13, 19:59
                        >> Biegunkę , której nabawiłam się ze 30 lat temu ( a potem dużo, naprawdę dużo jeżdziłam) pamiętam do dziś. Żadna przyjemność. Brrrrrrrrrr.
                        Ja tę moją też pamiętam. Istotnie, żadna przyjemność. Ale też nie przyjemności spodziewam się po biegunce. We własnej łazience też żadna przyjemność.
                        >> Życzę Ci, żebyś nigdy, przenigdy nie zaliczyła egzotycznego szpitala, w którym personel niekoniecznie dobrze mówi po angielsku. Ba, życzę Ci, żebyś w ogóle nie zaliczała szpitala.
                        Ja też nikomu tego nie życzę. Nie życzę nikomu również wielu innych, zapewne gorszych rzeczy, których doświadczają, czasem nigdzie się nie ruszając. Moje życie nie wygląda tak, że co chwilę trafiam do szpitala, więc nie spodziewam się, że w każdej chwili mogę trafić. Kto się spodziewa, ten siedzi w domu, przygotowany na taką okoliczność.

                        >> Pamiętam jak w ambasadzie ( wiele lat temu, gdy w starych paszportach były jeszcze fotografie utrwalane tradycyjną metodą) zjawiła się rodzinka, która miała problemy z fotografią. Na wydanie stosownego dokumentu czekali, ludzi było mało ( w owym czasie turystyka była mniej popularna, kraj odległy) więc gawędziliśmy i... dziecko (!!!!!) powiedziało, że chce już jak najszybciej do babci i dziadka. Zapytałam dlaczego i okazało się, że CODZIENNIE dziecko wymiotuje co najmniej 2-3 razy w czasie jazdy ( nasilona choroba lokomocyjna, zakręty, długie przejazdy). Rodzice byli zachwyceni widokami, egzotyką, krajem- wszystkim. Fotografie zapewne cudowne, miejsca super atrakcyjne, ale czy podróz dla dziecka była tą wymarzoną? Czy jednak nie lepiej by było bez dodatkowych atrakcji? No coż co kto lubi.
                        Czy nie lepiej byłoby bez dodatkowych atrakcji czyli wymiotowania? To masz na myśli? Ja odpowiadam, że lepiej. Opisani przez ciebie rodzice zapewne też tak by odpowiedzieli. Chyba nie rozumiem tu twoich intencji. Uważasz, że te dodatkowe atrakcje to było ich życzenie? Czy chodzi o to, że bez dostarczającego tych atrakcji dziecka byłoby lepiej? A gdyby to dorosły towarzysz podróży ich dostarczał? Lepiej bez niego? A gdyby to był samotny podróżnik? Lepiej jechać bez siebie? Na miejscu opisanych przez ciebie rodziców wróciłabym do domu. Taki zresztą był mój plan C: jeśli się okaże, że jest nam za ciężko albo że chorujemy, wracamy. Ciąganie za sobą wymiotującego dziecka nie dowodzi, że nie należy zabierać dzieci. Dowodzi, że ciągający ma swoje dziecko w nosie. A nie o tym tu rozmawiamy.

                        • hanna_sty Re: biurem czy indywidualnie.... 03.06.13, 22:00
                          Dziecko miało ewidentną chorobę lokomocyjną. ...ale rodzice to podróznicy, nie mogli obyć się bez zwiedzania co raz to czegoś nowego, zresztą nie po to jechali na drugi koniec świata, żeby siedzieć w hotelu. Więc pokonywali po kilkaset kilometrów dziennie, samochodem i mieli to co mieli. Dziecka żal.
                          I choć, odpukać, nie przerabiałam choroby lokomocyjnej powszechnie wiadomo, że dzieci częściej na nią zapadają.
                          I to jest kolejny mój argument, że może lepiej sprawdzić to, poczekać.
                          • atoness Re: biurem czy indywidualnie.... 04.06.13, 10:09
                            To jest twój kolejny argument przemawiający za tym, że należy sprawdzić, czy dziecko nie cierpi na chorobę lokomocyjną? Nie zauważyłam wcześniejszych.
                            Co do sprawdzania - nie ma czyba czego sprawdzać. To się po prostu staje jasne, kiedy się wsiądzie do samochodu. Na przykład żeby pojechać do sklepu albo na piknik za miasto. Nie zauważyłam, żeby ktoś się tutaj upierał, że należy podróżować z dziećmi z chorobą lokomocyjną. Jeśli są poważne przeciwwskazania do czegoś, to się tego nie robi i już. Bycie dzieckiem nie jest przeciwwskazaniem do podróżowania.
                            • hanna_sty Re: biurem czy indywidualnie.... 10.06.13, 10:12
                              Nie dogadamy się.
                              Mamy inne doświadczenia. Dobrze, że Wasze dzieci znakomicie adaptują sie we wszystkich możliwych warunkach, świetnie znoszą podróże itd.
                              Ja mam doświadczenia inne ( choć na szczęście nie związane z moim dzieckiem)- bardzo dużo ludzi podrózujących z dziećmi ma poważne problemy. I jest to choćby choroba lokomocyjna. Rodzice myslą "jakoś to będzie" i ciągną dziecko na objazdówkę mimo, że wiżę się to z problemami, o których wyżej.
                              Dzieci znacznie częściej mają tę przypadłość. Nie wszystkie, bo np. moje nie miało, ale weźmy choćby 30 osobową klasę- co najmniej 10-12 przed wycieczką wcina Aviomarin a i tak zdarzają się wpadki.
                  • hanna_sty Re: biurem czy indywidualnie.... 03.06.13, 14:55
                    pawel_zet napisał:

                    > Mimo wszystko pozostaniemy prawdopodobnie przy swoich opiniach.
                    Bez wątpienia tak będzie lepiej.
                    Tym nie mniej nie zmieniaj sensu moich wypowiedzi poprzez uproszczenia.
                    > Twoja:
                    > Jeżdżenie za granicę jest generalnie niezwykle ryzykowne.
                    Jest ryzykowne, zwłaszcza z małymi dziecmi i w miejsca no własnie ...ryzykowne.
                    - Można zachorować, a l eczenie poza Polską jest znacznie bardziej skomplikowane niż w Polsce.
                    Tak, jest bardziej skomplikowane niż w Polsce, bardziej kosztowne i skutecznie psuje urlop. Przy czym prawdopodobiestwo zachorowania ze względu na warunki, róznice klimatyczne itd jest większe.
                    - Bariera językowa jest ogromną przeszkodą w takich sytuacjach.
                    Owszem jest! Wbrew temu co się może wydawać angielski nie jest wszędzie powszechnie znany, jest lepiej niż przed laty, ale można się sparzyć. Pół biedy gdy zginie bagaż w hoteliku, gorzej gdy dziecko leci przez ręce ( biegunka, gorączka).

                    Ponadto Twoje życiowe doś
                    > wiadczenie mówi Ci, że praktycznie każdy "podróznik" jest awanturnikiem,
                    Nic takiego nie napisałam. Zdarzają się, owszem.
                    któreg
                    > o podniecają niezdrowe emocje,
                    Też tego nie pisałam, ale są i tacy.
                    a w razie problemów kończy się to wizytą w ambasadzie
                    Owszem, kończy, od tego są placówki dyplomatyczne.

                    i koniecznością błagania o pomoc jej pracowników,
                    Nie muszą błagać, j.w.
                    którzy z dobrego serca
                    > pomagają tym nieodpowiedzialnym fajtłapom.
                    Wielu robi znacznie więcej niż musi, często włączają się współmałżonkowie.

                    Do tego podróżowanie z małym dziecki
                    > em jest po prostu głupie, gdyż dziecko i tak niczego nie zapamięta.
                    Głupie czy nie kwestia interpretacji, zapamięta niewiele, bardziej z opowiadań rodziców i zdjęć.
                    Jeżeli jeźd
                    > zić za granicę, to wyłącznie ze starszym dzieckiem i wyłącznie z biurem, które
                    > zorganizuje pobyt i sprawi, że będzie on bezpieczny i wygodny.
                    Tak. Zorganizowany pobyt jest bezpieczniejszy, a starsze dziecko coś z wyjazdu wyniesie i jest mniej podatne na "miejscowe" choroby.
                    Opowiadał mi znajomy jak strasznie źle dziecko ( 2-3 letnie) znosiło chorobę wysokościową.

                    > Moja:
                    > Jeżdżenie za granicę niesie za sobą pewne dodatkowe ryzyko. Jest jednak wiele c
                    > zynności, które w życiu podejmujemy i które są ryzykowne (jak na przykład jazda
                    > samochodem). W pewnych granicach ryzyko to jest jednak akceptowalne. Doświadcz
                    > enie wielu podróżujących z dziećmi rodzin wskazuje, że przy odpowiedniej organi
                    > zacji wyjazdu poważne problemy zdrowotne nie występują. Nie oznacza to jednak,
                    > że nie należy ich brać pod uwagę, podejmując stosowne środki zaradcze. Bariera
                    > językowa jest sporą przeszkodą praktyczną przy podróżowaniu, jednakże w dzisiej
                    > szym świecie praktycznie każdy wykształcony człowiek (czyli w szczególności lek
                    > arz) zna języki obce. To kompletna bzdura, że każdy podróżnik to nieodpowiedzia
                    > lny awanturnik. Polskie placówki dyplomatyczne służą do tego, by pomagać ludzio
                    > m, którym wydarzyło się coś złego. To naturalne zatem, że zgłaszają się do nich
                    > ludzie, którym zdarzyło się coś złego, czasem wskutek własnej głupoty, nie uza
                    > sadnia to jednak w żaden sposób tego typu generalizacji. Pracownicy ambasad dos
                    > tają za swoją pracę pieniądze, za to, że pomagają podróżnym, którzy niekiedy mo
                    > gą napytać sobie biedy przez swoją własną głupotę. Dziecko, mimo że nic nie zap
                    > amięta z podróży, to jednak ją przeżywa i uczy się na jej podstawie. Każdy powi
                    > nien spędzać czas w taki sposób, jaki mu odpowiada. Skoro komuś nie odpowiada w
                    > yjazd z biurem lub po prostu go na to nie stać, może śmiało jechać na własną rę
                    > kę, o ile jest człowiekiem rozsądnym i zaradnym.
                    I tego Ci życzę.
                    • pawel_zet Re: biurem czy indywidualnie.... 03.06.13, 21:20
                      > Tym nie mniej nie zmieniaj sensu moich wypowiedzi poprzez uproszczenia.

                      Oj, wcale nie chodzi o uproszczenia, ale o nazwanie pewnych rzeczy po imieniu. Skoro powiedziało się "A", to należy powiedzieć "B". Po co stosować dyplomację, skoro czytelnikami są inteligentni ludzie, którzy z łatwością domyślają się, co autor chce powiedzieć.

                      > Jest ryzykowne, zwłaszcza z małymi dziecmi i w miejsca no własnie ...ryzykowne.

                      To właśnie napisałem, że jest ryzykowne. Nie rozumiem, dlaczego polemizujesz. Tu zresztą mamy zgodę. Oczywiście, że jeżdżenie z małymi dziećmi za granicę jest ryzykowne, zwłaszcza w miejsca ryzykowne. Najmniej ryzykowne jest siedzenie z dzieckiem w domu. Jeżeli wyjdziemy z dzieckiem na ulicę, to na dziecko może np. najechać rozpędzony rowerzysta, może spaść kawałek gzymsu z budynku na jego główkę itd. itd. Jeżeli pojedziemy z dzieckiem do Ustki, to jest to ryzykowne. Jeżeli pojedziemy do Egiptu, jest to jeszcze bardziej ryzykowne. A jeżeli z dzieckiem wyruszymy na wspinaczkę na K2 lub - powiedzmy - z maczetą wybierzemy się w dżunglę na Papui Nowej Gwinei ryzyko staje się ekstremalne.

                      > - Można zachorować, a l eczenie poza Polską jest znacznie bardziej skomplikowa
                      > ne niż w Polsce.
                      > Tak, jest bardziej skomplikowane niż w Polsce, bardziej kosztowne i skutecznie
                      > psuje urlop.

                      Czy bardziej czy mniej kosztowne niż w Polsce - zależy, jak się mierzy. Oczywiście jeżeli ktoś ma na myśli NFZ, który i tak jest opłacany z naszych składek ZUS, a więc w pewnym sensie bezpłatny, to prawda - właściwie wszędzie za granicą trzeba zapłacić (chociaż są wyjątki od tej reguły). Ale jeżeli już porównywać ceny usług medycznych świadczonych w jakimś Luxmedzie z cenami usług medycznych w niektórych krajach, to okazuje się, że jest tam dużo taniej. Do tego rozsądny człowiek wykupuje sobie ubezpieczenie zwrotów kosztów leczenia i wtedy choroba kosztuje go tyle, co składka ubezpieczeniowa.
                      Choroba zepsuje urlop niezależnie od tego, gdzie go spędzamy.
                      Chciałem wyeliminować z Twojej wypowiedzi to, co kontrowersyjne, moim zdaniem nieprawdziwe. Skoro jednak obstajesz przy swoich poglądach, muszę je sprostować.

                      Natomiast zgadzam się, że korzystanie z pomocy lekarskiej podczas wyjazdu jest na pewno bardziej skomplikowane niż w Polsce, co jest oczywistą oczywistością.

                      > Przy czym prawdopodobiestwo zachorowania ze względu na warunki, ró
                      > znice klimatyczne itd jest większe.

                      Znowu nieprawda, a w każdym razie jakaś dziwaczna generalizacja, której z pewnością nie potrafisz udowodnić. Owszem, jeżeli wybierzemy się z dzieckiem do kraju trzeciego świata ogarniętego epidemią, jest to prawda. Ale jeżeli wybierzemy się do USA? Albo nawet do Egiptu? Nie mam danych statystycznych, ale podejrzewam, że liczba zachorowań na choroby dróg oddechowych u dzieci wypoczywających nad Bałtykiem daleko przewyższa liczbę dzieci, które w Egipcie chorują na zemstę Faraona. Przy czym ta pierwsza grupa chorób jest zdecydowanie na ogół bardziej nieprzyjemna.

                      > Owszem jest! Wbrew temu co się może wydawać angielski nie jest wszędzie powszec
                      > hnie znany, jest lepiej niż przed laty, ale można się sparzyć. Pół biedy gdy zg
                      > inie bagaż w hoteliku, gorzej gdy dziecko leci przez ręce ( biegunka, gorączka)

                      Ja nie napisałem, że język angielski jest powszechnie znany, więc znowu nie wiem, z czym polemizujesz. Napisałem poniżej, że praktycznie każdy wykształcony człowiek na świecie w dzisiejszych czasach - a w szczególności lekarz - zna języki obce, co upraszcza komunikację. Na znajomości języka angielskiego w pewnych krajach niespecjalnie bym polegał. To oczywiste, że bariera językowa istnieje, skoro językiem ojczystym dla mnie jest tylko polski. Jednak demonizujesz znowu po swojemu tę barierę. To jasne, że możemy mieć kłopot, by dogadać się w jakimkolwiek znanym przeciętnemu wykształconemu Polakowi języku z Papuasem. Po pierwsze jednak, takich izolowanych miejsc na świecie, w których nie mówi się kompletnie europejskimi językami jest raczej niewiele, po drugie kompletnie ignorujesz komunikację niewerbalną. Może chińskiemu wieśniakowi bym nie wytłumaczył gestami, że zginął mi bilet na samolot i szukam najbliższego biura Aerofłotu, ale że mi dziecko zachorowało i szukam najbliższego szpitala - to się da wytłumaczyć szybko i bez problemów przy pomocy mowy rąk.

                      > Ponadto Twoje życiowe doś
                      > > wiadczenie mówi Ci, że praktycznie każdy "podróznik" jest awanturnikiem,
                      > Nic takiego nie napisałam. Zdarzają się, owszem.
                      > któreg
                      > > o podniecają niezdrowe emocje,
                      > Też tego nie pisałam, ale są i tacy.
                      > a w razie problemów kończy się to wizytą w ambasadzie
                      > Owszem, kończy, od tego są placówki dyplomatyczne.

                      No, sorry. Piszesz od początku tej dyskusji, jaka to głupota i durnota pcha ludzi do egzotycznych krajów z dzieckiem, podczas gdy normalny człowiek siedzi z nim w Polsce, a w pewnym wieku zaczyna ostrożnie jeździć z dobrym biurem podróży, a teraz się z tego wycofujesz? Dajże spokój z dyplomacją. Nie jesteś na placówce. Ja Twoje dotychczasowe wypowiedzi rozumiem tak: albo ktoś siedzi w domu z dzieckiem, a następnie jeździ z biurem - czyli jest mądry, albo robi coś odwrotnego - czyli nie jest mądry.

                      >> Do tego podróżowanie z małym dziecki
                      > > em jest po prostu głupie, gdyż dziecko i tak niczego nie zapamięta.
                      > Głupie czy nie kwestia interpretacji, zapamięta niewiele, bardziej z opowiadań
                      > rodziców i zdjęć.

                      Znowu jakaś dyplomacja, krygowanie się. Skoro uważasz, że sens mia jeżdżenie z dzieckiem, jeżeli coś potrafi zapamiętać z wyjazdów, to znaczy, że jeżdżenie z dzieckiem, które jest zbyt małe, by coś zapamiętać, nie ma sensu. Ludzie, którzy wykonują bezsensowne działania, zwykliśmy określać jako głupków.

                      > Tak. Zorganizowany pobyt jest bezpieczniejszy,

                      Pewnie tak. Tak jak siedzenie z domu jest bezpieczniejsze niż wychodzenie z domu.

                      > a starsze dziecko coś z wyjazdu
                      > wyniesie

                      Nie zgadzam się i napisałem dlaczego. Nie odniosłaś się do tego. Rozumiem, że kwestionujesz ustalenia psychologii rozwojowej. Zaprezentujesz nam jakąś alternatywę?

                      > i jest mniej podatne na "miejscowe" choroby.

                      Nie do końca prawda. Zależy od choroby. Widziałem badania, zgodnie z którymi dzieci rzadziej chorują na biegunkę podróżniczą niż dorośli.

                      > Opowiadał mi znajomy jak strasznie źle dziecko ( 2-3 letnie) znosiło chorobę w
                      > ysokościową.

                      Nie twierdziłem, że dzieci dobrze znoszą chorobę wysokościową. Nie rozumiem, z czym polemizujesz.
                • kajak75 Re: biurem czy indywidualnie.... 03.06.13, 11:46
                  hanna_sty napisała:

                  > Mam 55 lat. Czy jestem "dziadkiem borowym" - tego nie wiem. Mój mąż ma do emery
                  > tury jeszcze prawie dekadę i.... właśnie wyjeżdża a ja dołączę tam niebawem.

                  "Dziadek borowy" jest przede wszystkim kategorią mentalną, bywa uzupełniony podejściem "nie da się', i "nie da się - bo tak i co mi zrobisz". Z tego względu zakończyłam przygodę zawodową w firmie, w której pracuje Twój mąż.



                  > Powtarzam po raz n-ty, jeśli coś się dzieje w kraju jest o wiele, wiele łatwiej
                  > . Ta sama złamana ręka, czasem operacja ortopedyczna jest potrzebna, w Polsce j
                  > est znacznie łatwiejsza do opanowania. Czy będąc 10 000 km od rodziny ( tak cza
                  > sem rodzina bywa nad wyraz pomocna), w kraju, w którym tylko część osób mówi ja
                  > ko tako po angielsku ( język tubylczy jest rzadko znany) pobyt w szpitalu jest
                  > łatwy? Ambasada jest od tego, zeby pomagać i pomaga, ale czasem jest dość dalek
                  > o i przysłanie tłumacza czy innej pomocnej duszy trwa.

                  Nie demonizujmy. Zdarzyło nam się korzystać z pomocy lekarskiej w Tybecie i w Malezji. Standardy w obu miejscach - rożne, znajomość języków także różna. Mimo, że były to raczej drobiazgi to byliśmy "zaopiekowani' w odpowiednim stopniu. I ani konsulat ani rodzina nie były mi potrzebne, wystarczyła polisa ubezpieczeniowa. ( która BTW przewidywała możliwość przyjazdu z kraju członka rodziny do opieki w sytuacjach specjalnych).
                  Dużo większą traumą są dla mnie kontakty z naszą służbą zdrowiasmile
                  Oczywiście bywają dużo poważniejsze przypadki ale ani wyjazd zorganizowany, ani wakacje w kraju nie są gwarancją nieśmiertelności. Można racjonalnie zmniejszać ryzyko poprzez np.szczepienia, ale przed zwykłym pechem nie da się uciec.

                  > Czy przyjemne jest spędzanie w sumie kosztownych wakacji w szpitalu ( choćby z
                  > powodu biegunki) tego nie jestem pewna, choć może się mylę, może dla niektórych
                  > podrózników są to wrażenia nie do pogardzenia.

                  Nie, nie jest to przyjemne, ale jakoś ryzyko zemsty faraona, która może wymagać hospitalizacji nie powstrzymuje milionów naszych rodaków od wyjazdu na zorganizowane wczasy w Egipcie smile
                  Nie znam podróżników, którzy są fanami zagranicznej turystyki szpitalnejsmile, ale sądzę, że gdy już zdarzy się hospitalizacja, to wrodzone poczucie optymizmu każe im się ucieszyć , że poznali kawałek innego kraju niż to, co widać przez szybę autokarusmile.

                  > Nie interesuje mnie to specjalnie czy pieniądze wydane przez polskiego podatnik
                  > a na pomoc dla nierozważnych osób są odzyskiwane. Podejrzewam, że ciągnie się t
                  > o latami, ale nigdy się tym nie interesowałam.
                  > Zgadzam się, dyskutujemy o pietruszce.

                  > Życzę Ci, abyś nigdy nie musiała korzystać z pomocy dziadków borowych, bo jeste
                  > ś młoda, prężna i nigdy Ci się nic nie przytrafi. I...żebyś kiedyś stała się ty
                  > m borowym dziadkiem, bo wolę nim być niż mieć wypisany mody wiek na cmentarnej
                  > tabliczce.

                  Dziękuję za życzenia, nie ukrywam, że robię wszystko, aby z takiej pomocy nie musieć korzystać lub korzystać w minimalnym zakresie. Te działania pochłaniają 80% czasu, który poświęcam na organizację podróży.

                  > P.S. Czy o swoich rodzicach, którzy są przypuszczalnie są w zbliżonym do nas wi
                  > eku też tak mówisz? Moi rodzice są znacznie starsi i...nauczyli mnie pewnego sz
                  > acunku, ale Ty i tak wiesz lepiej.

                  Tradycyjnie, jak brakuje argumentów to trzeba gó...arę przywołać do porządku smile wypominając jej wiek i brak wychowania.
                  Moi rodzice - 70+ nauczyli mnie, że na szacunek trzeba sobie zapracować.

                  Niestety:
                  - kolonialne podejście do innych krajów - tylko warunki ambasadzkie są ok., reszta to syf malaria i korniki,
                  - podróżujący samodzielnie są bandą głupków balansujących na krawędzi wink
                  - podróżujący z małymi dziećmi są nieodpowiedzialnymi idiotami do kwadratusmile
                  a to wszystko z pozycji jedynie słusznej "najmojszej" prawdy sprawia, że przed takimi poglądami trudno mi (moja mocno siwiejącą głowę) pochylićsmile



                  • una_mujer Re: biurem czy indywidualnie.... 03.06.13, 22:36
                    Ja korzystałam z pomocy medycznej w Chinach, gdzie z ciężkim zatruciem trafiłam do szpitala. Korzystałam też w Warszawie, gdzie trafiłam ze złamaną nogą. I powiem szczerze, że i opiekę i standard szpitala i łatwość procedur w Szanghaju oceniam trzy razy lepiej... I to mimo bariery językowej - lekarz może nie mówił po angielsku płynnie, ale wystarczająco, żeby postawić trafną diagnozę. Ok, ja mówię płynnie po angielsku i niemiecku, słabiej po hiszpańsku i rosyjsku - to pomaga... Musiałam zapłacić kartą, ale ubezpieczyciel już następnego dnia zwrócił mi 100% kosztów.
                    Na razie byliśmy z dzieckiem (2 lata) dwa razy w Austrii samodzielnie i raz w Grecji z biurem podróży i lepiej wspominamy wyjazdy samodzielne. Jedyny plus biura, to fakt, że w dobrym hotelu jest duży wybór niezłego jedzenia - jadąc samodzielnie i nie chcąc gotować zawsze możesz mieć problem, że to, co zamówisz w knajpie okaże się niezjadliwe dla wybrednej dwulatki... Ale to dotyczy tylko dobrych i drogich hoteli, bo większość all inclusive jest słaba.
                    A, gdyby cokolwiek się stało, nawet nie przyszłoby mi do głowy dzwonić do rezydentki... Nawet ubezpieczenie wykupiłam osobne, nie wierzę w ubezpieczenie oferowane przez biura....
                    • kajak75 Re: biurem czy indywidualnie.... 03.06.13, 23:26
                      Ja musiałam pojechać do szpitala w ńiewielkim tybetanskim mieście, w którym nikt, łącznie z lekarzem nie mówił po angielsku.
                      Wezwany taksówkarz lamanym angielskim poinformował, ze jedziemy do tego "better" szpitala, pomógł z rejestracja, znalezieniem właściwego lekarza itd. Zalecenia lekarskie czytał przez komórkę swojemu koledze, który następnie mi tłumaczył. Jak trzeba to się dasmile
                      • hanna_sty Re: biurem czy indywidualnie.... 10.06.13, 10:16
                        Jak trzeba to się da...... oczywiście. Nawet w lazarecie mozna przeżyć, można mieć dużo silnych wrażeń, ale czasem te wrażenia są aż za silne. Nie piszę tego ot tak sobie. Przez wiele lat widziałam rózne rzeczy- w tym dramatyczne. Szpitala w Chinach nie widziałam, ale z pewnością są rózne.
                        A co do chorowania - jeśli juz to mimo wszystko lepiej w miejscu dobrze znanym, choć wrażeń z pewnością mniej.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka