filipianka
03.07.08, 13:43
Witam
Małe dzieci nie powinny przebywać na słońcu w godz 11-16. To teoria. Już wiem że praktyka jest inna. Jak byłam na wakacjach nad polskim morzem z roczniakiem, 2-latkiem, 3-latkiem to zawsze się bałam że będą patrzeć na nas jak na wyrodnych rodziców wychodzących w tych „zakazanych” godzinach, a tu co... cała masa ludzi z dziećmi. Oczywiście nie generalizuję, pewnie są tacy co wtedy siedzą w pokojach.
Wiem że należy się osłaniać od bezpośredniego działania słońca, przewiewne ubranie, czapa i dobry krem to podstawa.
W tym roku jedziemy z 4-latkiem i 3-miesięczniaczką. Słyszałam już różne głosy, że takie małe dziecko nie powinno ruszać się z domu. Ja jednak chcę wyjechać, bo mi też należy się wyjazd, poza tym chcę być z moim 4-latkiem. Nie uważam, że pomysł - mama z niemowlakiem zostaje w domu a tata ze starszakiem wyjeżdża, jest dobry. Ja też chcę uczestniczyć w radościach wakacjowania mojego dziecka. Pomijając fakt że nam wszystkim, wliczając też to najmniejsze, dobrze zrobi trochę morskiego powietrza.
I teraz myślę jak rozplanować nasz dzień. Do tej pory było tak że wstawaliśmy rano, ale jako że są wakacje to nie skoro świt bo tak to codziennie do pracy wstajemy, jedno z nas szło do sklepu po pieczywo, potem śniadanie, bez pośpiechu, spakowanie rzeczy, i koło 11-tej wychodziliśmy, czyli o najgorszej możliwej godzinie. Po plażowaniu, w drodze powrotnej zaliczaliśmy obiad na mieście, powrót do pokoju koło 17-tej. Czasem byliśmy tak zmęczeni i już nie wychodziliśmy, chyba że na krótki spacer, a czasem wypuszczaliśmy się na zachód słońca.
Nie wiem jak inni to robią że wychodzą rano, tzn. nie wiem o której meldują się na plaży? O 9-tej? Może pomysłem jest wziąć śniadanie ze sobą i zjeść na plaży? O 11-tej wyjść z plaży i co? Wracać przez miasto pół godziny do godziny, czyli o tej „złej” godzinie ?(niestety z małym dzieckiem nie da się szybciej, szczególnie jak musi zajrzeć do wszystkich atrakcji na promenadzie i wsiąść do każdego pojazdu nawet bez wrzucania 2 zł) Jak zaliczymy jedzenie na mieście to mimo jedzenia pod parasolem powrót też będzie na słońcu. I co dalej? Posiedzieć w pokoju i pograć w chińczyka? Potem znowu pakować cały majdan i szukać miejsca na plaży o 16-tej? Poplażować i o 18-tej się zwijać żeby zdążyć na dobranockę?
Jakoś mi się to nie widzi, ale może za leniwa jestem. Nie chciałoby mi się 2 razy organizować wyprawy na plażę, pakować wszystkiego i iść przez miasto (to pewnie zależy gdzie się ma kwaterę bo jeśli to pole namiotowe nad brzegiem morza to nie ma problemu).
Powiedzcie jak Wy to robicie? Jak wygląda Wasz wakacjowy rozkład dnia?