Tajlandia w kwietniu

03.02.09, 00:14
Witam!
Poszukuję informacji o pogodzie w Tajlandii w kwietniu/maju. Mamy możliwość
pojechania wtedy - miejsce dowolne, bo podróżujemy samopas (tzn. kupujemy
bilety lotnicze i przewodnik). Chcemy na spokojnie coś pozwiedzać oraz
nacieszyć się boskimi plażami.
No i mam następujące pytania do ludzi, którzy jeździli w te rejony z dziećmi:
1. Czy temperatury o tej porze roku są "wytrzymywalne" dla roczniaka? (młoda
jeździła już z nami w różne miejsca, ale jeszcze nie w tropiki).
2. Co z profilaktyką antymalaryczną?
3. Czy są wymagane jakieś specjalne szczepienia?
4. Czy hotele (te tańsze/dla backpackersów) są "przyjazne" dzieciom - czy
można dostać łóżeczko małe bez problemów, co z czystością pokojów, jakie łazienki?
5. Jak wygląda dostęp do opieki zdrowotnej w różnych rejonach?
6. Czy są jakieś specjalne za/przeciw takiemu wyjazdowi? - od razu zaznaczę,
że proszę o opinie tylko osoby, które były w tropikach z dzieckiem lub jeżdżą
z dzieckiem (dziećmi) po świecie.
Dzięki za wszelką pomoc wink
    • pawel_zet Re: Tajlandia w kwietniu 03.02.09, 08:00
      1.) Akurat w kwietniu nie byłem w Tajlandii, ale na podstawie moich osobistych
      doświadczeń mogę powiedzieć, że dzieci znoszą wysokie temperatury lepiej niż
      rodzice. Problemem jest słońce, a nie temperatura. My naszego chłopaka
      nacieraliśmy kremami w filtrem, ale na plażę chodził w ubranku i kąpał się w
      koszulce z długim rękawem. W tych temperaturach mokre ubranie nie jest problemem.
      2.) Mam dość sceptyczny stosunek, jeśli chodzi o profilaktykę antymalaryczną u
      takich maluchów. Możesz pójść oczywiście do lekarza medycyny tropikalnej i
      dostaniesz, jeśli poprosisz, receptę na malarone junior, którą sprowdzi Ci każda
      apteka. Malarone to lek najnowszej generacji i jego toksyczność jest znacznie
      słabsza niż lariamu, ale i tak myślę, że podawanie dziecku tak silnie
      działającego leku bez istotnej przyczyny jest ryzykownym pomysłem. Ale są osoby,
      które to robiły, i nic się nie stało. Opinie lekarzy i to, co można znaleźć w
      sieci, wprowadza zamieszanie, bo różni ludzie mają różne opinie.
      Tajlandia jest sporym krajem i całkiem duży jej fragment jest całkowicie wolny
      od malarii lub niebezpieczeństwo jest w praktyce pomijalnie małe. Niebezpieczne
      są odległe okolice granic z Kambodżą, Laosem i Birmą. Aktualnych informacji
      szukam przed każdym wyjazdem na stronie WHO.
      3.) Polecam stronę WHO. Ja swojego dwulatka nie szczepiłem jakoś szczególnie.
      Oczywiście WZW A - to zawsze może się przydać.
      4.) Tajlandia oferuje prawdziwe spektrum hoteli, ale małe łóżeczka są pewnie
      tylko w tych droższych. My spaliśmy w hotelach różnej klasy, ale nastawiliśmy
      się od razu na spanie w jednym łóżku z dzieckiem. Wszędzie, gdzie byliśmy, było
      czysto, ale najtańsze opcje noclegowe, to łazienka z kawałkiem rury wystającej z
      sufitu zamiast prysznica oraz z zimną wodą i kucaną toaletą, którą spłukuje się
      wodą nabraną do wiaderka.
      Nam to nie przeszkadzało. W tamtym klimacie zimna (ale nie lodowata) woda daje
      tylko ochłodę.
      W takich warunkach spaliśmy na Ko Ngai i w Satun. Pozostałe hotele (Bangkok,
      Krabi, Ko Lanta) to była klasa średnia z klimatyzacją - naprawdę przyzwoity
      standard. Zaskoczyły nas domki w parku narodowym Thaleban - bo są bardzo
      obszerne i komfortowe, a cena nie była wygórowana.
      5.) Testowałem raz - w Bangkoku, bo dziecko mi się przeziębiło w samolocie i
      dostało wysokiej gorączki. Hotelarz dał mi adres kliniki i zadzwonił po
      taksówkę, tam przyjął mnie personel mówiący dobrze po angielsku, standard wyższy
      niż polska służba zdrowia, a za wizytę łącznie z lekami zapłaciłem w
      przeliczeniu 40 PLN. smile Podejrzewam, że w dużych miastach może być podobnie,
      ale wiele bardziej odległych ośrodków, np. wysp, to kilka hoteli i budek, a do
      lekarza pewnie trzeba by jechać do stolicy prowincji. Warto pamiętać o tym przy
      planowaniu trasy. Poza tym zaskoczyło nas, że dostaliśmy antybiotyk bez osłony i
      - co ciekawe - osłona jest tam kompletnie nieznana. W aptekach, gdy pytaliśmy o
      preparaty z pałeczkami kwasu mlekowego (baliśmy się, że może nie starczyć nam
      to, co wzięliśmy z domu), aptekarze oferowali nam tylko płukanki do pochwy. smile
      6.) Jak dla mnie, to świetny pomysł. Gdy pierwszy raz jechaliśmy, zżerał mnie
      strach młodego rodzica. Teraz myślę, że przy odrobinie rozsądku i organizacji
      nie ma się czego bać.
      Mam nadzieję, że znasz miejsca w sieci takie jak www.malypodroznik.pl czy
      forum dla osób podróżujących z dziećmi na lonelyplanet.
      • luthien79 Re: Tajlandia w kwietniu 03.02.09, 08:46
        Dzięki!
        Na stronie Malypodroznik bywam regularnie, forum lonelyplanet nie czytałam -
        przyda mi się na pewno.
        No właśnie o to chodzi, że chcemy (jeśli pojedziemy) zminimalizować ryzyko
        spotkania się z malarią.
        W prostych warunkach sobie umiemy radzić (byliśmy z 2,5 mca młodą na jachtach w
        czerwcu, nocowanie na łódkach i w dziczy - i było super, dziecko zadowolone i
        reszta załogi też wink
        Samolot też przerabialiśmy, tylko duużo krócej.
        Moje obawy dotyczą upałów - ale skoro mówisz, że dzieci znoszą je lepiej, to
        akurat dobra wiadomość.
        Ponoć w Bangkoku w kwietniu jest ponad 30 stopni i parno - masz doswiadczenie z
        takim klimatem i dzieckiem?
        A jeszcze - wiesz może, jak się ma sprawa z następującymi produktami:
        1. pieluchy jednorazowe (młoda ciągle jeszcze używa)
        2. kaszki, mleko modyf.(nestle? wszechobecne koncerny?), ew. słoiki - da się tam
        znaleźć coś podobnego do naszych (i tak słoikowe je tylko owoce)
        3. Czy w kuchni tajskiej można zamówić coś dla dziecka - czytaj kurczak zrobiony
        z minimalną ilością przypraw, ugotowane ziemniaki itd?

        Kurczę, musimy decyzję podjąć w miarę szybko, bo bilety uciekną...
        • pawel_zet Re: Tajlandia w kwietniu 03.02.09, 12:13
          Znane mi poważne źródła podają, że malaria nie jest groźna poza
          obszarami przygranicznymi, np.
          www.rbm.who.int/wmr2005/profiles/thailand.pdf . Osobiście
          radzę darować sobie profilaktykę, a po prostu ograniczyć zwiedzanie
          do centrum kraju i wysp na południu. I tak jest co zwiedzać. Samolot
          zawsze starałem się wybierać nocny, bo mój maluch przesypiał ładnie
          noce, więc po podwieszeniu kołyski spał sobie ładnie przez większą
          część podróży.
          Z upałami nigdy nie mieliśmy najmniejszych problemów. Wręcz działają
          na dziecko uzdrawiająco, jeśli jest przeziębione. Oczywiście trzeba
          samemu sporo pić i dawać także dziecku do picia sporo płynów. W
          Tajlandii byliśmy w styczniu, wtedy klimat nie jest bardzo różny od
          kwietniowego. I było naprawdę OK.
          Pieluchy jednorazowe oczywiście są w dużym wyborze na miejscu.
          Kupowaliśmy i stosowaliśmy. Mleczka są, są i światowe koncerny.
          Jednak są to inne produkty niż te, które są obecne na rynku polskim.
          Naszemu dziecku kupiliśmy dwa mleczka i żadnego nie chciał pić.
          Wynikało to pewnie z jakichś różnic w smaku. W końcu okazało się, że
          chętnie pija mleko sojowe, które można w Tajlandii tanio kupić, ale
          trwało chwilę, nim to odkryliśmy, a w międzyczasie odzwyczaił się od
          picia mleczka w ogóle i trwało chwilę po powrocie do Polski, nim
          znowu zaczął pić. Kaszki chyba też były, ale my w ogóle bardzo późno
          wprowadziliśmy dziecku kaszkę do diety i w tamtym czasie jeszcze nie
          używaliśmy.
          Na miejscu skarmialiśmy go głównie ryżem, jajkami, rybami (które
          bardzo lubi) i pieczywem. Kuchnia tajska zawiera dość dużo ostrych
          przypraw (ale nie jest tak, że każde danie jest ostre), da się
          jednak znaleźć jakieś restauracje z nieco bardziej europejskim menu.
          Na ziemniaki nie licz. Tam króluje ryż. Niekiedy da się znaleźć
          maniok, który smakuje trochę jak ziemniaki. Na słoiczki też nie
          licz. Jeśli będą, to raczej tylko owocowe deserki. W podróż (np. do
          autobusu) kupowaliśmy banany i inne owoce.
          • mal_art Re: Tajlandia w kwietniu 05.02.09, 09:49
            Paweł już prawie wszystko co ważne napisał, podpowiem jeszcze, że sklepach typu
            seven-eleven pewnie i słoiczki, i kaszki, i pieluchy się znajdą (ale te sklepy
            to raczej w większych miastach i ośrodkach turystycznych). Tajlandia to bardzo
            cywilizowany kraj (szczerze mówiąc - nawet bardziej niż Polska, zwłaszcza np. w
            aspekcie czystości dworcowej toalety). Profilaktykę przeciwmalaryczną można
            sobie darować, jeśli nie planujesz jechać blisko granic - ale i tak na komary
            uważać trzeba, bo przenoszą również inne choroby, więc repelenty, kadzidełka,
            moskitiery itd. Wszystko to kupisz na miejscu, w dodatku tamtejsze spraye
            przeciw komarom są skuteczniejsze od naszych (przynajmniej autan). My używaliśmy
            ostatnio Muggi (poleconej przez dr. Goraja z warszawskiej kliniki chorób
            tropikalnych), da się kupić w sklepach wędkarskich i niektórych aptekach i
            rzeczywiście jest skuteczna.
            Poza tym - myjcie często ręce (są np. specjalne płyny antybakteryjne do rąk,
            roczniak jeszcze często pcha łapki do buzi, więc na wszelki wypadek warto sie w
            taki zaopatrzyć), zęby raczej przegotowaną wodą (ameba) - choć wiele osób (nawet
            na tym forum wink) tego nie robi i nic im nie jest. Jedzenie tylko gotowane, ew.
            świeże owoce i warzywa. Nadmanganian potasu dobrze się sprawdza przy odkażaniu
            owoców w grubych łupinach, można też zwyczajnie wyparzać wrzątkiem. Na pewno są
            jogurty, biszkopty, serki topione, na śniadanie jajko, omlet, naleśniki - raczej
            Wam dziecko schudnąć nie powinno.
            Szczęśliwej podróży!
            • luthien79 Re: Tajlandia w kwietniu 06.02.09, 15:58
              Dzięki jeszcze raz za informacje!
              Decyzja podjęta, bilety kupione! Teraz zaczynamy przygotowania.
              Płyn do dezynfekcji rąk to chyba dobry pomysł - czyli mokre chusteczki typu
              toddies nie wystarczą?
              A z tym odkażaniem owoców nadmanganianem potasu, to mnie zaskoczyliście - nie
              wiedziałam, że takie coś się praktykuje.. Jeszcze sporo rzeczy będziemy musieli
              sprawdzać wink
              • pawel_zet Re: Tajlandia w kwietniu 06.02.09, 16:21
                Gratuluję decyzji.
                My stosowaliśmy mokre chusteczki i nie moczyliśmy owoców w
                nadmanganianie, ale każdy ma - że tak powiem - własne podejście do
                zasad higieny i bezpieczeństwa.
                Nadmanganian potasu w funkcji odkażacza żywności pojawia się w
                powieściach podróżniczych. Anglicy w Indiach wyparzali owoce przed
                jedzeniem lub moczyli je w nadmanganianie, który ma silne
                właściwości odkażające. Dzisiejsza Tajlandia jest IMO zbyt
                cywilizowana, by tego typu środki były bezwzględnie konieczne.
                • mal_art Re: Tajlandia w kwietniu 06.02.09, 21:39
                  W niskoprocentowym (zaznaczam!) roztworze nadmanganianu można odkażać np. arbuza
                  przed pokrojeniem. Chodzi o to, że owoc duży, wyparzyć wrzątkiem się go
                  dokładnie nie da, a licho jednak nie śpi. Niezależnie od stopnia ucywilizowania
                  Tajlandii, flora bakteryjna jest tam raczej podobna do tej w krajach ościennych
                  (np. w mniej cywilizowanym Laosie), klimat gorący i środki bezpieczeństwa -
                  głównie dla spokoju własnego sumienia - stosować warto. Jasne, ze nie ma co
                  przesadzać, szaleć i używać tylko własnych wygotowanych sztućców i naczyń, jeść
                  wyłącznie przywiezione z kraju konserwy itd (a i takie środki ostrożności można
                  by przedsięwziąć). Ale np. choć napój z lodem sama bym wypiła, dziecku bym nie
                  dawała. Ewentualna ameba w organizmie zdrowego dorosłego poczyni raczej mniejsze
                  szkody niż w organizmie dziecka.
                  Co do chusteczek i płynu dezynfekującego - też nie ma potrzeby przecierania tym
                  rąk co 5 minut, my starszakom myliśmy nim ręce przed posiłkami, a młodszakowi
                  dość często, bo raczkujący maluch, biorący łapki co chwilę do buzi jest bardziej
                  narażony na różne paskudztwa. Nie wiem na ile Twoje dziecko bada świat
                  "organoleptycznie", jeśli już z tego etapu wyrosło, to pewnie wystarczą mu
                  wilgotne chusteczki. Nieduża buteleczka miejsca w plecaku za bardzo nie zajmuje,
                  kosztuje ok 10-15 zł, a mój komfort psychiczny dzięki niej wzrósł znacząco. A w
                  końcu nie po to jadę na wakacje żeby się denerwować.
                  Pozdrawiam i trochę zazdroszczę wyjazdu smile
                  • pawel_zet Re: Tajlandia w kwietniu 06.02.09, 22:43
                    Azja Południowo-Wschodnia, jeśli chodzi o sprawy gastryczne, nigdy nie sprawiła
                    nam na szczęście problemów. Problemy mieliśmy znacznie bliżej - nad Morzem
                    Śródziemnym. Nawet w Gruzji miałem początki biegunki podróżniczej, a na Dalekim
                    Wschodzie - nic. Co do flory bakteryjnej, to jedliśmy w Tajlandii dużo jogurtów
                    w celach profilaktycznych, zwłaszcza odkąd Andrzejek dostał antybiotyk. Jogurty
                    można tam na szczęście kupić - jest to też niezła przekąska do wzięcia w jakąś
                    krótką podróż. Sensownym pomysłem, który stosujemy, są apteczne preparaty z
                    liofilizowanymi pałeczkami kwasu mlekowego (trzeba tylko kupić taki, którego nie
                    trzeba przechowywać w lodówce). Myślę, że jeśli kiedyś byśmy wybrali się do
                    Indii (ale chyba jeszcze z tym zaczekamy jakiś czas), to będzie to właściwe
                    miejsce na stosowanie nadmanganianu. To wyjątkowo paskudne miejsce ze względu na
                    kłopoty z czystą wodą i często występujące skażenia wody bakteriami kałowymi.
                    Ciągnie mnie do Indii, chciałbym zwłaszcza zobaczyć Rajastan, ale chyba jeszcze
                    trochę poczekamy z tym wyjazdem.
                    Co do lodu, to raczej unikaliśmy. Ale nie tyle ze względu na zanieczyszczenia
                    wody mikroorganizmami (chociaż może zdarzyć się i coś takiego - nie wiadomo,
                    skąd sprzedawca bierze wodę, a Sanepid w tych krajach nie funkcjonuje), co
                    raczej ze względu na to, że w ciepłym klimacie zdrowiej pić ciepłą wodę. Zimna
                    nie dość, że wbrew pozorom gorzej gasi pragnienie (i dlatego Arabowie nad Morzem
                    Śródziemnym piją podczas upałów gorącą herbatę z miętą), to jeszcze można dostać
                    anginy. Wyjątek robiłem niekiedy tylko dla piwa z lodówki, ale rzecz jasna dla
                    siebie, nie dziecka. wink
                    Co do wody z kranu, to myślę, że nie ma sensu przesadzać. Wodą z wodociągu
                    napełniają baseny w hotelach. Człowiek w takim basenie nałyka się bez porównania
                    więcej wody niż podczas mycia zębów.
                    Myślę, że dość dobrą metodą, jeśli chodzi o wybór miejsca posiłku, jest jedzenie
                    w tych jadłodajniach, w których siedzą miejscowi. Skoro tam siedzą i jedzą, to
                    znaczy, że żywność jest bezpieczna, bo nie chodziliby jeść do knajy, w której
                    można się zatruć. Innym rozwiązaniem są McDonaldy, ale byłoby dramatycznie
                    korzystać z tego typu środków w kraju, który słynie z doskonałej kuchni.
                    • mal_art Re: Tajlandia w kwietniu 06.02.09, 23:08
                      Przyznam Wam się że raz skorzystałam z tajskiego McDonalda, na dworcu północnym
                      w Bangkoku wink Ale byłam: 1 w ciąży, 2. strasznie głodna, 3. w pośpiechu przed
                      odjazdem i kompletnie nie było niczego łagodnego w smaku u pań na stoiskach z
                      kuchnią tajską. Same gardłowypalacze. A dworzec w stanie przebudowy nie zachęcał
                      do wycieczek w poszukiwaniu innych jadłodajni.
                      Co do kłopotów żołądkowych, to - może dzięki szczęściu, może dzięki naszej
                      ostrożności - nie zdarzyły nam się jak dotąd, więc sobie chwalę. Nie do końca
                      zgodzę się jednak z twierdzeniem, ze jak tubylcy jedzą i żyją to i nam nic nie
                      będzie - oni są przyzwyczajeni do tamtejszych warunków, do takiej a nie innej
                      wody, flory bakteryjnej itd, a my nie. Pewnie że w 99% przypadków nic się nie
                      stanie i sami też przecież żywimy się tam gdzie tubylcy. Ale ryzyko zawsze
                      niestety jest...
                      I masz rację Pawle - nasze środki zapobiegawcze są w pewnym sensie z Indii
                      wzięte, bo Indie były pierwszym celem dalekiego wyjazdu mojego męża i taką
                      szkołą podróżowania, źródłem wiedzy, co robić (wyparzać, uważać itd) i czego nie
                      robić (np. nie chodzić bez odp. sprzętu po lodowcach - jak kolega co do Polski
                      wracał przedwcześnie z żebrami w gipsie... I uważać na amebę bo koleżanka
                      przywiozła ją ze sobą...) Aha, A. twierdzi że do Radżastanu to dzieci mozna
                      wziąć nawet dość nieduże, bo to całkiem inny świat niż reszta Indii. Choć
                      niestety od żebractwa i brudu i tam się nie ucieknie.
                      Pozdrówka!
                      • luthien79 Re: Tajlandia w kwietniu 06.02.09, 23:28
                        Dzięki jeszcze raz!
                        Dopiero zaczynam kompletować listę ekwipunku, pewnie pytania wyjdą w trakcie wink
                        Jak to jest z nadmanganianem potasu - możecie wrzucić jakieś linki do
                        "przepisów" - jaki roztwór, czy lepiej brać w granulkach czy w buteleczce itd.
                        A jedziemy tam m.in. najeść się krewetek i innych tajskich specjałów - do
                        McDonalda raczej nie zajrzę wink Więc nie będziemy odmawiać sobie próbowania
                        różności, ważne, żeby młoda była odpowiednio od problemów odseparowana. Ale
                        dzieć już duży, je prawie wszystko, więc myślę, że damy radę. Alergii (odpukac)
                        na nic nie stwierdziłam wink
                        Młoda nie pakuje do paszczy wszystkiego (chyba, że ząbkuje), więc powinno być w
                        miarę ok (zobaczymy, co będzie za te dwa miesiące...). Będziemy po prostu pilnować.
                        Aha, czy braliście ze sobą grzałkę do wody, taką turystyczną? Bo nie bardzo
                        widzę inny sposób na uzyskanie wrzątku w dowolnym momencie..

                      • pawel_zet Re: Tajlandia w kwietniu 06.02.09, 23:35
                        My raz kupiliśmy na Langkawi w Malezji shake'i w McDonaldzie i to chyba tyle,
                        jeśli chodzi o jedzenie w fast-foodach w Azji. Co prawda, raz nam się zlał
                        Andrzejek w autobusie miejskim w chińskim Shenyangu i musieliśmy iść go przebrać
                        do McDonalda (ze względu na ustandaryzowane czyste łazienki akurat się do tego
                        McDonald nadaje), ale nic nie zamówiliśmy. Jedzenie wyrobów kuchni miejscowej w
                        Azji jest za dobre, żeby z niego rezygnować.
                        Co do gardłowypalaczy, to pamiętam, jak za pierwszym razem w Malezji Małgosia
                        nie mogła strawić tamtejszej kuchni, która jest faktycznie piekielnie ostra ze
                        względu chyba na wpływy tamilskie, i prosiła mnie, żebym wyszukiwał jej chińskie
                        knajpy. Po jakimś czasie i wielu eksperymentach gastronomicznych z azjatycką
                        kuchnią, gdy wróciliśmy do Malezji okazało się, że tamtejsza kuchnia wcale nie
                        wydawała nam się specjalnie ostra. Wszystko jest kwestią przyzwyczajenia.
                        Mówiąc o obserwowaniu tubylców, miałem na myśli problemy z higieną, brudną wodą,
                        zepsutymi produktami itp., czyli z przyczynami zatruć pokarmowych wynikającymi z
                        tego, że ktoś źle prowadzi lokal gastronomiczny i można się w nim zatruć.
                        Oczywiście zmiana flory bakteryjnej to zupełnie inna sprawa.
                        Mówisz, że nieduże do Radżastanu można? Hmmm, może dostanę trochę urlopu w marcu.
                        • mal_art Re: Tajlandia w kwietniu 07.02.09, 13:05
                          Pawle, o Radżastan zapytaj Ankę O, bo jej brat zdaje się był tam w zeszłym roku
                          z córkami (ale starszymi od Andrzejka), będzie miała konkretniejsze informacje.
                          Arturowi podobało się tam głównie ze względu na ludzi - wspomina ich jako
                          godnych, nie płaszczących się przed turystą, nie oszukujących na każdym kroku -
                          że tam odpoczęli od "smutku tropików".
                          Co do kuchni tajskiej... jasne że to też kwestia przyzwyczajenia, ale czasem
                          trafi się w miejsce gdzie wszystko gotowane jest dla miejscowych i odpowiednio
                          doprawiane. Panie pokazywały nam na te gardłowypalacze, smakowicie pachnące i
                          wyglądające i mówiły "spicy", w niektórych przypadkach "a little bit spicy" - a
                          ja czułam się jak Smok Wawelski po zjedzeniu wiadomej owieczki. W innych
                          miejscach kuchnię tajską wielbiłam, ale na dworcu północnym jakby mniej smile
                          Z kwestii praktycznych, to roztwór nadmanganianu (taki do arbuza) robiłam tak,
                          że rozpuszczałam w misce wody dwa-trzy malutkie kryształki, tak żeby woda
                          zabarwiła się na różowo. (Taki sam roztwór przygotowywałam do kąpieli dzieci,
                          kiedy miały różne wysypki wieku niemowlęcego i np. ospę wietrzną - dobrze że
                          wtedy mieliśmy nadmanganian ze sobą!!!) Jak nie było miski, to raz nalałam wody
                          do reklamówki foliowej i też było OK. Kupowałam w aptece (w Polsce) malutkie
                          opakowanie nadmanganianu (wielkości saszetki ze smectą) i wkładałam do foliowego
                          szczelnie zamykanego woreczka (trzeba uważać żeby nie rozsypać bo potwornie
                          brudzi). Roztwór nie może być za silny ani nie może dostać się do wnętrza owocu
                          (np. przez uszkodzoną skórkę) bo nadmanganian działa silnie rozwalniająco.
                          Grzałkę za 5 zł z bazaru wozimy ze sobą i tam gdzie to konieczne dokupujemy
                          przejściówkę do innego typu kontaktów, ale w Tajlandii o ile pamiętam potrzebna
                          nie była. Przydaje się do gotowania sobie czasem herbatki, wody na mycie zębów i
                          tam gdzie nie ma ciepłej wody, a nam jest potrzebna - np. do mycia dzieciaków.
                          Nasze nie lubią zimnej wody. O, jeszcze jeśli chodzi o mycie - nam się ostatnio
                          rewelacyjnie sprawdził mały nadmuchiwany basenik, w którym kąpaliśmy młode.
                          • pawel_zet Re: Tajlandia w kwietniu 07.02.09, 23:07
                            Ha, to zapytam Ankę. Co prawda, z urlopami u mnie marnie, bo nigdy nie wiem, czy mi się uda, ale Radżastan od bardzo dawna chodzi mi po głowie. Po prawdzie napaliłem się bardzo na Afrykę Południową i Park Krugera (są akurat taniutkie bilety), ale może jeszcze zmienię zdanie.
                            W Tajlandii wtyczki mają nasze - potwierdzam.
                • aniaop Re: Tajlandia w kwietniu 08.02.09, 11:42
                  pawel_zet napisał:

                  > Gratuluję decyzji.
                  > My stosowaliśmy mokre chusteczki i nie moczyliśmy owoców w
                  > nadmanganianie, ale każdy ma - że tak powiem - własne podejście do
                  > zasad higieny i bezpieczeństwa.
                  >
                  Ja identyczniesmile
            • aniaop Re: Tajlandia w kwietniu 08.02.09, 11:41
              mal_art napisał:

              >>zęby raczej przegotowaną wodą (ameba) - choć wiele osób (nawe
              > t
              > na tym forum wink) tego nie robi i nic im nie jest.

              to ja smile potwierdzam, nigdy nic mi nie bylo, zeby mylam ZAWSZE
              kranowa


              Jedzenie tylko gotowane, ew.
              > świeże owoce i warzywa. Nadmanganian potasu dobrze się sprawdza
              przy odkażaniu
              > owoców w grubych łupinach, można też zwyczajnie wyparzać wrzątkiem.

              Owocow tez nigdy nie plukalam w nadmanganianie potasu, no ale z
              niemowlakiem przyznaje szczerze nigdy nie jezdzilam w tropiki. Tylko
              sama albo z kilkulatkiem.

            • akarolak Re: Tajlandia w kwietniu 14.02.09, 21:56
              Na podróż z dzieckiem polecam Tajlandię, zapraszam do świeżej
              relazji z naszej ostatniej podróży THAI(CHILD)LAND ADVENTURE czyli z
              plecakami i dwójką dzieci po Tajlandii - zapraszam do lektury na
              kolumber.pl/g/2374-THAI(CHILD)LAND%20ADVENTURE%20czyli%20z%20plecakami%20i%20dw%C3%B3jk%C4%85%20dzieci%20po%20Tajlandii
      • aniaop Re: Tajlandia w kwietniu 08.02.09, 11:33
        pawel_zet napisał:

        > > Poza tym zaskoczyło nas, że dostaliśmy antybiotyk bez osłony
        > i
        > - co ciekawe - osłona jest tam kompletnie nieznana. W aptekach,
        gdy pytaliśmy o
        > preparaty z pałeczkami kwasu mlekowego (baliśmy się, że może nie
        starczyć nam
        > to, co wzięliśmy z domu), aptekarze oferowali nam tylko płukanki
        do pochwy. smile
        >

        oslony do antybiotykow chyba nie podaja nigdzie w Azji. Mam
        identyczne doswiadczenia z Singapurem. Lekarze nie przepisuja a
        aptekarze dostaja wytrzeszczu. Trzeba zabierac z PL.

        IMO profilaktyka antymalaryczna w Tajlandii (jesli nie jedziesz na
        gleboka polnoc) jest zbedna. Ja nigdy nie stosowalam.
        Ostatnio zastanawialam sie nad Malezja i tu juz troche mam
        watpliwosci, bo na Tioman np ostatnio zalecali.

        Pozdrawiam i troche zazdroszcze, bo uwielbiam Azjesmile
        • pawel_zet Re: Tajlandia w kwietniu 08.02.09, 11:45
          W Malezji, to ja nie stosowałem, Aniu. IMO z wyjątkiem Borneo nie ma problemu, a
          o Tioman Negarze, gdzie zresztą nie byłem, są sprzeczne opinie. Wielu ludzi
          pisze, że z wyjątkiem okresu bezpośrednio po porze deszczowej, zupełnie
          wystarczające jest smarowanie się środkami odstraszajacymi z DEET.
    • heler73 Re: Tajlandia w kwietniu 07.02.09, 22:36
      Tajlandia to
      super kraj, warto tam podobno pojechać, ale cudnie wygląda, nie ma co.
    • luthien79 Re: Tajlandia w kwietniu 15.02.09, 20:04
      No to jeszcze kolejna paczka pytań:
      1. Taksówki (i w ogóle transport samochodowy) - co z fotelikiem dla niemowlaka?
      Jak rozumiem, nie mam co liczyć na taksówki z fotelikiem na wyposażeniu wink Jak
      sobie radziliście?
      2. Wybrzeże Andamańskie - czy możecie polecić jakieś miejsca w miarę ciche?
      Zależy nam na walorach przyrodniczych raczej niż na dyskotekach na plaży..
      3. Czy do Chiang Mai, ze względu na malarię, jest sens jechać? Czy lepiej
      zatrzymać się na Sukhothai max na północ, a za to spędzić więcej czasu na wyspach?
      4. Kusi, oj kusi... Angkor jest ponoć 4 godz jazdy z Bangkoku.. Doradźcie coś
      albo wybijcie mi z głowy ten pomysł...

      Dzięki wink
      • pawel_zet Re: Tajlandia w kwietniu 15.02.09, 22:45
        1.) Na fotelik nie licz. U nas też przecież nie ma co liczyć na taksówkę z fotelikiem. My jeździliśmy po prostu trzymając dziecko na kolanach. Wiem, że to potencjalnie niebezpieczne, ale wypadki na szczęście zdarzają się nieczęsto. Czasem trzymaliśmy Andrzejka podczas podróży w nosidle turystycznym - jest obudowane w różne rurki i wzmocnienia, co pewnie w razie czego by pomogło, ale to, czy było to możliwe, zależało od typu samochodu.
        2.) Wyjątkowo odludnym miejscem jest wyspa Koh Ngai (czy też Koh Hai, bo zwana jest i tak, i tak). Nie ma tam ani jednej drogi. Mieliśmy dość prymitywny domek przy samej plaży za 500 bahtów. Dookoła wyspy są rafy, raczej średnie, ale można wynająć niedrogo łódkę i popłynąć na wycieczkę na inne wyspy. Nic się tam nie robi cały dzień poza leżeniem na hamaku i zabawami na plaży. Plaża jest ładna i widoki piękne, zwłaszcza o zachodzie słońca. My się tam zresztą szybko wynudziliśmy, bo jesteśmy ludźmi aktywnymi, ale jeśli lubicie ustronia, to to jest naprawdę bardzo ustronne miejsce.
        3.) Ja bym ze względu na malarię nie jechał.
        4.) Chyba jednak więcej niż 4 godziny. Stan dróg w Kambodży jest kiepski. W mniej niż cztery godziny, wliczywszy dojazd na lotnisko można dostać się do Angkoru wygodnie i za nieduże pieniądze samolotem Air Asia. Ja bym jednak tam nie jechał. Malaria. A trzeba by się tam zatrzymać na trzy dni. Na krócej trochę chyba mało jest sensu. Myślę, że w samej Tajlandii na terenach, gdzie malaria nie występuje lub występuje sporadycznie jest na tyle dużo do zwiedzania, że na jeden wyjazd wystarczy. Do krajów z malarią zawsze możecie się wybrać za 3-4 lata. To nie tak długo.
      • mal_art Re: Tajlandia w kwietniu 15.02.09, 22:56
        Wiele zależy od Waszego podejścia do profilaktyki antymalarycznej. Jeśli marzy
        Wam się Angkor i/lub północ, to da się oczywiście tam pojechać, ale nie
        zdecydowałabym się na jazdę tam bez malarone dla dziecka. Jeśli jesteś
        zdecydowana, że podawania antymalaryków chcesz uniknąć, to bezpieczniej trzymać
        się z dala od granic z Birmą, Laosem i Kambodżą, bo na tych terenach malaria
        występuje. W sumie będziesz w czasie bezpiecznym, ja w lipcu (już pora
        deszczowa) widziałam może 10 komarów przez cały miesiąc, ale jednak strach. Tym
        niemniej jest całkiem sporo osób, które na antymalaryki się nie decydują, jadą i
        wracają zdrowo. Decyzja należy do Was.
        Angkor jest całkiem łatwo osiągalny, nasi przyjaciele byli w zeszłym roku z
        córkami... Drogę od granicy właśnie skończyli asfaltować, była piękna i równa.
        Okolica bardzo turystyczna, więc całkiem bezpieczna (chociaż akcja
        rozminowywania mniej znanych, zarośniętych i opuszczonych świątyń bynajmniej
        zakończona nie została). Ogólnie to ponoć teraz są ostatnie chwile, zanim Angkor
        zadepczą i zamienią w Disneyland... Tylko kłopot z tą profilaktyką. No i trzeba
        wtedy wizę wielokrotnego wjazdu do Tajlandii (niestety nabija to trochę koszty,
        chociaż jak już jest się na miejscu i ma czas, to czemu nie).
        Aha - jeśli rozważacie Birmę to może dobrym pomysłem byłoby plażowanie na
        tamtejszym wybrzeżu? Na pewno 1000 razy spokojniej niż w Tajlandii. I pewnie
        sporo taniej.
        Z fotelikiem sama wybrałabym sposób Małych Podróżników - zabrać jakiś używany ze
        sobą i zostawić na koniec wyjazdu jakiemuś dobremu człowiekowi, niech korzysta.
        Przy czym fotelik może być trochę nieporęczny w tuk-tuku. Ale może w
        wypożyczalniach samochodów da się wypożyczyć i fotelik... Znajomi właśnie
        pojechali (promocja aerosvitu), wrócą to się dowiem.
        Co do wybrzeża... Mój mąż z rozrzewnieniem wspomina Ao Nang i okolice Krabi, że
        było tam tak pięknie, spokojnie, piasek, rybki, widoki itd. Niestety pewnie już
        nie jest sad
      • luthien79 Re: Tajlandia w kwietniu 21.02.09, 09:35
        Dzięki jeszcze raz za rady.
        Angkor jednak sobie odpuścimy. Raz, że byłoby to trochę "na siłę" realizowanie
        nieco szalonego pomysłu, dwa, że dodatkowe koszty (m.in. 300 PLN za wizy). Jak
        młode będzie większe, to pewnie pojedziemy jeszcze objechać Indochiny, i wtedy
        na pewno nie ominiemy Ankgoru.
        Martwi mnie tylko fotelik - nie bardzo widzę możliwość zabrania jeszcze jednego
        "grata"... Zastanawia mnie takie rozwiązanie: dziecko w chuście z przodu i pas
        zapięty "pod" dzieckiem - choć nie jestem przekonana..
        No i kolejna seria pytań - jak już mam dostęp do takiej skarbnicy wiedzy, jak
        Wy, to korzystam wink
        Z wysp na pewno Phuket ominiemy szerokim łukiem, żadne z nas nie przepada za
        typowymi kurortami, zapchanymi ludźmi. Z okolik Bangkoku - chcieliśmy zobaczyć
        Ayuthayę, Suhkothai, park narodowy Khao Yai - coś jeszcze "is a must"?
        Jakie są ceny przelotów lokalnymi liniami? Rozważamy pokonywanie większych
        dystansów (czyli zjazd na południe na wyspy) albo nocnym autobusem (jeżdżą ponoć
        takie "asiento cama" - kurczę, nie wiem, jak to po polsku jest wink, albo właśnie
        samolotem (ew. w jedną stronę autobus, w drugą samolot). A jak z pociągami?
        Jeszcze jedno pytanie - kupiłam przewodnik Pascala, i jestem lekko podłamana-
        albo to mit, że Tajlandia jest względnie tania, albo przewodnik jest dla innej
        klienteli, niż plecakowcy. Hotele ceny umiarkowane ~160-200USD/noc 2os. Hotele
        tanie = 17-80 USD/noc, średnio 40 (ta górna granica to już nieco ponad nasze
        możliwości - a i średnia to więcej, niż zakładaliśmy...)
        Brakuje mi informacji o średnich wydatkach (czyli to, co było w każdym lonely
        planet - przy życiu oszczędnym, przeciętnym i "rozrzutnym"). Możecie podrzucić
        jakieś w miarę aktualne info?

        Dzięki jeszcze raz!
        • pawel_zet Re: Tajlandia w kwietniu 21.02.09, 18:09
          Fotelik to faktycznie problem, ale nie znam rozwiązania. My ryzykowaliśmy jazdę bez fotelika i sami siebie też nie zapięliśmy w pasy. Mało kto tam stosuje je zresztą - jak u nas za komuny.
          Nie jestem znawcą okolic Bangkoku - będąc w Tajlandii, w Bangkoku spędziłem tylko dwa dni i pojechałem od razu na południe. Z pewnością Malwina i Artur, mając bogatsze doświadczenia coś Wam poradzą.
          W Bangkoku podczas high season za dobry hotel średniej klasy płaciłem 1500 baht. Na południu ceny są podobne 1200-1500 baht za pokój w przyzwoitym hotelu (z basenem, tv, ciepła woda, klimatyzacja). Tamże na Koh Hai za dość prymitywny domek (prąd tylko od zmroku do świtu, zimna woda), ale za to tuż przy plaży płaciłem 500 baht. Najtańszy nocleg był w Satun - 175 baht. Ale Satun to nie jest miejsce turystyczne, a hotel był w standardzie podstawowym. Domek w parku narodowym Thaleban (dość luksusowy) kosztował nas 600 baht. Rzecz jasna podaję cenę sumaryczną.
          Czy jest to drogo? Zależy jak na to spojrzeć. W Polsce jest drożej, nie mówiąc o Europie Zachodniej. Z drugiej strony kiedyś podobno było tam jeszcze taniej.
          Jedzenie jest tanie jak barszcz. Tylko na niektórych odludnych wyspach (jak na tej mojej Koh Ngai) ze względu na brak konkurencji ceny potrafią być nieco wyższe, ale i tak są do zniesienia.
          Z opcji transportowych, to pomysł z nocnymi autobusami odrzuciliśmy, bo nie jest to wcale wygodne, a poza tym na licznych forach ludzie piszą, że w tych autobusach kradną. Lataliśmy Air Asia (inne tanie linie w regionie to Nok Air i One-Two-Go) - bilety były jakieś tanie. W przeliczeniu wychodziło to 200 złotych (2 osoby dorosłe i cena za niemowlę) za lot z Bangkoku do Krabi. Najlepiej wejdź sobie na stronę tych linii i popróbuj coś porezerwować - póki nie zapłacisz kartą, możesz przecież robić co chcesz.
          Koleją nie jeździliśmy, tzn. jechaliśmy z Hat Yai do Kuala Lumpur, ale skład podstawiały koleje malajskie (kuszetka była całkiem fajna). Myślę, że w Tajlandii nie jest pewnie pod tym względem dużo inaczej.
          • mal_art Re: Tajlandia w kwietniu 21.02.09, 23:18
            Oj, moje informacje zbyt aktualne to nie są... Czekam na powrót przyjaciół,
            którzy podzielą się wrażeniami. Kiedy tam byliśmy, Tajlandia BYŁA tanim krajem,
            Laos na pewno jeszcze tańszy, ale i w Tajlandii nie było źle. Noclegi w tańszych
            hotelikach na pewno nie powinny kosztować aż tyle, po prostu ich adresy widać
            nie weszły do tego wydania. Może zajrzyj do starszej wersji przewodnika,
            porównaj, jakie ceny i adresy podają tam, a jakie w tym nowszym...
            Co do zabytków w centrum Tajlandii, to Sukhotai i Ayutthaia są moim zdaniem
            obowiązkowe. Z atrakcji typowo turystycznych są farmy tygrysów, węży, krokodyli
            - nie każdy lubi takie wrażenia, ale z tego co pamiętam, położone są gdzieś
            niedaleko BKK i łatwo się tam dostać. Pływający targ odradzano nam jako
            przereklamowany. Nie wiem tak naprawdę, tyle jest pięknych miejsc i każdy lubi
            co innego - no a moje wrażenia już się cokolwiek zdezaktualizowały.
            W samym Bangkoku widziałam typowy zestaw zabytków: Wat Arun, Wat Po, pałac
            królewski itd, z mniej turystycznych miejsc - fajną świątynię Lak Muang, nie
            wiem jak teraz, ale wtedy byliśmy tam jedynymi turystami i mogliśmy poobserwować
            zwykłych mieszkańców miasta przychodzących na modlitwę.
            W cenach przelotów/przejazdów w ogóle się nie orientuję, kompletnie nie
            zapamiętuję takich "szczegółów". wink Z naszej podróży najgorzej wspominam
            dworzec autobusowy w Surat Thani (a raczej walkę z mafią taksówkową o dojście do
            tegoż dworca - chcieli nas skubani wsadzić w potwornie drogi autobus) i w
            Phitsanulok (facet namówił nas na czekanie na "lepszy" autobus do Chiang Rai - i
            w rezultacie nie dość, że zmarnowaliśmy kilka godzin na czekaniu, jechaliśmy
            późną nocą, to jeszcze strasznym gratem.) Świetnie za to wspominam czystość
            przydrożnych toalet (przeciętny Taj, jakby zobaczyl co się u nas dzieje na
            dworcach i stacjach benzynowych, uciekłby chyba z krzykiem od brudasów) i
            odgrywany co rano hymn narodowy, podczas którego koniecznie należy wstać aby
            okazać szacunek.
            Jak wrócą moi znajomi, postaram się ich podpytać, a może sami zechcą się
            wypowiedzieć.
            • luthien79 Re: Tajlandia w kwietniu 22.02.09, 00:47
              Dzięki!
              No, wszystko, co dobre, się kończy i tanie miejsca przestają takie być.. trudno.
              Ale i tak się będziemy wycieczką cieszyć wink
              A, powiedz mi jeszcze, Ci Twoi znajomi jechali w promocji "kup 1 bilet, drugi
              gratis (=za opłaty + podatki)"? Strasznie jestem ciekawa, czy to był korzystny
              strzał, u nas bilety (finnair) kosztowały po mniej więcej 2300.
              • aniaop Re: Tajlandia w kwietniu 22.02.09, 09:09
                Mi akurat floating market bardzo sie podobalsmile Oprocz tego w BKK
                oczywiscie palac krolewski i te wszystkie swiatynie lezacych,
                zlotych tudziez innych "Buddow"wink
                Z przyjemnych ciekawostek bylam jeszcze na Koh Samui w jedynej na
                swiecie szkole, gdzie ucza malpy zrywac kokosy z drzew.
                Niezapomniane przezycie- malpa na twojej glowiewink
                Ja polecam male wysepki, rafy koralowe, snorkeling no i karmienie
                bajecznie kolorowych ryb, ktore jedza chleb z rekismile
                Jesli chodzi o transport, wybieram tylko samolot, na trasach
                wewnetrzych Taj i Bangkok Airways. Ale w kwestii cen biletow nie
                pomoge, bo latam na biletach sluzbowychwink.
                • mal_art Re: Tajlandia w kwietniu 22.02.09, 12:25
                  Moi przyjaciele polecieli Aerosvitem, promocja była chyba na innych zasadach.
                  Zdecydowali się na podróż jakieś 5 dni przed datą wylotu, więc było to trochę
                  ekstremalne smile
                  My w naszej podróży centrum i wyspy potraktowaliśmy dość po macoszemu, bo
                  śpieszyło nam się do Laosu - więc nie wszystko widzieliśmy i nie wszystkie
                  rozumy pozjadaliśmy smile Skoro Aniu polecasz floating market, to może następnym
                  razem? Gdyby nie napięta sytuacja służbowo-urlopowo-szkolna (bo nasz najstarszy
                  już chodzi do 1 klasy) to też byśmy skorzystali z tej aerosvitowej promocji...
                  Strasznie tęskni mi się za Azją.
              • pawel_zet Re: Tajlandia w kwietniu 22.02.09, 18:55
                Właśnie wróciłem z Empiku. Niestety, wydawnictwo Pascal ostatnio wprowadziło
                duże zmiany w stosunku do dotychczasowych praktyk. Poprzednio wydawali przedruki
                z Lonely Planet i Rough Guide, a teraz wydają tłumaczenia serii Frommer's. Już
                pisałem na jednym z forów turystycznych, że jestem bardzo zawiedziony
                przewodnikiem po RPA, gdyż jest to przewodnik Frommera, czyli taki, który nie
                jest adresowany do backpackerów, ale do amerykańskiej klasy średniej. W
                przewodniku po RPA są passusy w rodzaju "za jedyne 105 dolarów, a mężczyźni za
                jedyne 165 dolarów mogą sprawdzić swój genotyp", nie ma opisów żadnych miejsc
                noclegowych w cenie poniżej 100 dolarów, a podróżuje się wyłącznie wynajętym
                samochodem lub samolotem. Tajlandia, której wcześniejsze wydania były oparte na
                Lonely Planet, też niestety padła ofiarą tej zmiany. Obecne wydanie to
                tłumaczenie z Frommers - dla backpackera bezużyteczne.
                Jeśli chcesz mieć wiarygodne dane o niedrogich wariantach podróży po Tajlandii,
                spróbuj kupić starszą wersją Pascala lub sprowadź sobie Lonely Planet, Rought
                Guide czy Footprint.
                • luthien79 Re: Tajlandia w kwietniu 23.02.09, 00:50
                  Oo, to mi dużo wyjaśniłeś.. Parę lat temu jeździłam z Pascalem, i był naprawdę
                  ok. Natomiast ostatnio (Peru, Chile) - kupowałam Lonely Planet, ale jest sporo
                  droższy (zamawiałam przez Amazon). Teraz postanowiłam zakupić w Empiku ( i mieć
                  od razu wink ), no i mam - kto tanio kupuje, ten drogo kupuje... Może jeszcze uda
                  mi się sprzedać tego Pascala uncertain
                  • iwwo2 Re: Tajlandia w kwietniu 23.02.09, 12:53
                    Właśnie wróciłem z Tajlandii z 3 tygodniowego pobytu. Trasa BKK - Krabi i
                    okolice - Khao Sok - Ko Surin - Ranong - Chiang Mai - BKK. Jak masz pytania co
                    cen w tych miejscach, to służę informacją. Co do temperatur. Kiedyś byłem w
                    Tajlandii właśnie w kwietniu. W porównaniu z lutym było znacznie goręcej i
                    bardziej parno.
                    • jerzy.maronowski Re: Tajlandia w kwietniu 02.03.09, 21:54
                      Właśnie wróciliśmy z Tajlandii z 2 tygodni z naszą 3-letnią córeczką
                      + w drugim trymestrze ciąży. Właściwie to nie powinniśmy się tu
                      wypowiadać, jako że to zapewne jedyny urlop w tym roku więc
                      zachowywaliśmy się jak amerykańska klasa średnia i niewiele mamy do
                      powiedzenia, ale do wypowiedzi namówili nas mal_art:

                      1) Jeździliśmy wynajętym pick-upem z klimą i fotelikiem dziecięcym.
                      Drogi lepsze niż w Polsce, a ruch spokojny, jedynie trzeba uważać na
                      zataczających się motocyklistów i pamiętać, że jedziemy lewą stroną.
                      Na przejechane 2500 km widzieliśmy 2 niegroźne stłuczki. Na szosach
                      95% pojazdów to pick-upy, terenówki i większe pojazdy, więc wynająć
                      pojazd typu "compact" to będziecie się czuć jak w maluchu i strach.

                      2) Spać pewnie można tanio, ale jak się pick-upem podjeżdża do
                      porządnie wyglądających resortów, to pokój kosztuje 700-2000 Bhatów.
                      Warto potargować zawsze. W porównaniu z historyczną Azją mam
                      wrażenie, że w Tajlandii jakość noclegów jest ogólnie wysoka a za
                      tym poszły ceny, a tanie miejsca trzeba wyszukiwać i są mniej liczne.

                      3) Jeść można tanio, ale jak się omija skromne jadłodajnie i stołuje
                      w resortach i dobrze wystrojonych restauracjach z widokiem na morze,
                      to wychodzi 500-700 Bhatów za obiadokolację z piwem dla 2 osób.

                      4) Jest wszędzie pełno białasow z dziećmi, szczególnie tam, gdzie
                      zachwala Lonely Planet. Aby uniknąć tłumu warto zachaczyć o tereny
                      nieopisane - np. wybrzerze zatoki Tajlandzkiej pomiędzy Hua Hin a
                      Surat Thani. Są tam fale na morzu (w przeciwieństwie do wybrzeża
                      Andamańskiego przypominającego jezioro)

                      5) Tajowie mają dziwny zwyczaj, że zwykle hoteliki od plaży oddziela
                      droga i zabiera ciszę i urok większości miejscowości nad morzem, za
                      to fajnie się samochodem zwiedza wybrzeże i ogląda plaże.

                      6) Bardzo podobał nam się nocleg w parku narodowym Khao Sok (Morning
                      Mist Resort). Za 550 Bhatów można mieć naprawdę super domek, my o
                      rozrzutnościo! wybraliśmy domek za 1200B z tarasem nad potokiem.

                      7) W morzu są meduzy, ktore mają parzydełka

                      8) Na mapie Tajlandii zaznaczone są setki wodospadów. 80% z nich to
                      nie wodospady, lecz niewielkie kaskady na potokach których nie warto
                      oglądać.

                      9) W Bang-Pa-In na północ od Bangkoku jest pałac (średnio ciekawy)
                      po którym można pokierować sobie meleksem (400 B za godzinę). Dzieci
                      to lubią.

                      10) Do parku Kao Yai warto pojechać i przespać się w parkowym domku,
                      aby posłuchać odgłosów zwierząt wieczorem, nocą i o świcie. Piękny
                      jest wodospad Heaw Suvat

                      11) Jest sporo ciekawych jaskiń. Najwieksze wrażenie zrobiła na nas
                      jaskinia Phraya Nakon w parku Khao Sam Roi Yot (trudne podejście po
                      ostrych skałach).

                      Ogólnie Tajlandia jest czysta i bezpieczna z pełną infrastrukturą i
                      zaopatrzeniem we wszystko o czym pomyślimy, więc wydaje się idealnym
                      miejscem bezstresowego wyjazdu z dzieckiem, aż za nudnym dla wielu.



                      • luthien79 Re: Tajlandia w kwietniu 04.03.09, 11:28
                        Dzięki za szczegółowy opis!
                        Dodaliście nam sporo odwagi tym, że jest dużo białych z dziećmi. Czyli po raz
                        kolejny potwierdza sie, że Tajlandia to spokojny i "cywilizowany" kraj. Super.
                        Na wyjazdy w miejsca mniej cywilizowane przyjdzie czas, jak młode podrosną (albo
                        my nabierzemy wprawy wink
                        U nas się nieco plany podróży.. hmm.. skomplikowały - będziemy jechać w większym
                        składzie (choć najmniejszy pasażer niewiele skorzysta wink
                        Pewnie będzie trzeba się jeszcze bardziej kompaktowo spakować - mam nadzieję, że
                        nie będę miała żadnych ograniczeń co do noszenia (w razie jakichkolwiek będziemy
                        niestety rezygnować z wyjazdu albo zmieniać na totalny "wypoczynek plażowy") Jak
                        na razie czuję się dobrze i liczę, że zdrowie będzie takie, jak w poprzedniej
                        ciąży wink

                        W każdym razie nastawiamy się na mniej uczęszczane miejsca i na parki narodowe -
                        jeśli mógłbyś, to napisz proszę, w których można zobaczyć naprawdę, naprawdę
                        dużo przyrody wink
                        Khao Yai, Khao Sok, Khao Sam Roi Yot - coś jeszcze? (pewnie wiele więcej i tak
                        nie zwiedzimy, ale warto się zastanowić)
                        Chcemy też zobaczyć Ayuthaya, Sukhothai. A na południu myśleliśmy o okolicach
                        Krabi, może jeszcze jakieś 1-2 wyspy.
                        Samochodu raczej nie będziemy wynajmować - ale: czy trzeba faktycznie wyrabiać
                        międzynarodowe prawo jazdy? (tak na wszelki wypadek pytam)
                        Ja mam jeszcze do Was pytania (zanim skonsultuję z lekarzem, hehe) o wyjazdy
                        "ciążowe":
                        - na co zwracać szczególną uwagę?
                        - braliście ze sobą jakieś specjalne leki (np. na biegunkę czy antybiotyki
                        bezpieczne w ciąży)?
                        - czy potrzeba jakiegoś specjalnego ubezpieczenia medycznego?
                        • mal_art Re: Tajlandia w kwietniu 04.03.09, 14:29
                          Na ostatnie pytania ja Ci mogę odpowiedzieć, bo w Tajlandii sama byłam z
                          lokatorem w brzuchu. Ja szczególnie uważałam na jedzenie i picie (reżim
                          "indyjski" w diecie, jak go Paweł określił, plus przegotowana woda do mycia
                          zębów). No i na komary, bo nie brałam antymalaryków (doxy i lariam są silnymi
                          teratogenami) - moskitiera, repelenty i było dobrze, choć kilka ukąszeń
                          komarzych mi się przydarzyło - dosłownie kilka. Wprawdzie wybieracie się w
                          bezpieczne rejony, ale komary nie tylko malarię mogą przenosić.
                          Antybiotyku żadnego nie brałam, ani innych leków specjalnie dla siebie, z jednym
                          wyjątkiem - No-spa (raz mi się przydała). Na biegunkę mieliśmy bezpieczny w
                          ciąży węgiel i smectę, takie tam.
                          Ubezpieczając się, zgłosiliśmy, że jest nas troje wink, cena trochę wzrosła, ale
                          czułam się bezpieczniej. Standardowe ubezpieczenia raczej nie obejmują
                          ewentualnych ciążowych dolegliwości, chociaż pewnie wiele zależy od firmy.
                          Dokładnie czytajcie warunki i porównajcie oferty.
                          • luthien79 Re: Tajlandia w kwietniu 04.03.09, 21:33
                            Malwina, dzięki za odzew!
                            Co dokładnie znaczył "reżim indyjski"? Rozumiem, że nic surowego, ale na co
                            jeszcze zwracać uwagę?
                            Za tydzień idziemy na wizytę do poradni medycyny podróży, to pewnie dowiemy się
                            wszystkich szczegółów od lekarza, ale wolę być dobrze przygotowana od strony
                            pytań do takiej wizyty. Spytam też o wit. B (czy można w ciąży to jeść - bo jej
                            zapach na skórze/w pocie dość dobrze odstrasza komary dodatkowo)
                            • mal_art Re: Tajlandia w kwietniu 05.03.09, 12:03
                              Jadłam tylko gotowane/smażone itd, no i piłam tylko wode butelkowaną lub
                              przegotowaną. Nie jadłam lodów, surowych owoców, których sama nie wyparzyłam ani
                              nie obrałam, sosu ze sfermentowanej ryby, owoców morza, surowego mięsa, serów
                              pleśniowych, sałatek itd. Nie piłam napojów z lodem. Po prostu tylko to co
                              bezpieczne, wybór potraw był szeroki i nie miałam z tym problemu. Nie miałam
                              najmniejszych problemów żołądkowych - myślę, że dzięki tej ostrożności. Wiadomo,
                              że moje ewentualne problemy pewnie nie zaszkodziłyby dziecku, ale wolałam być
                              spokojna.
                              Jeszcze mi się przypomniało - uważaj na koty. Pewnie w pierwszej ciąży miałaś
                              robione badanie na toksoplazmozę, jeśli wynik masz ujemny, to nadal musisz
                              bardzo uważać. Przy świątyniach (np Wat Arun) były całe stada ślicznych
                              mruczków, ja jestem kociarą i uwielbiam głaskać, ale nie przechodziłam tokso i
                              nie dotykałam, choć serce się rwało. W ogóle uważałam na zwierzaki, bo z chorób
                              odzwierzęcych nie tylko toksoplazmoza jest w czasie ciąży bardzo niebezpieczna,
                              inne stworzonka boże też mogą być nosicielami groźnych wirusów.
                              Witamina B jest rozpuszczalna w wodzie i jej nadmiar łatwo z organizmu wydalić -
                              więc nawet ewentualny nadmiar nie powinien zaszkodzić. Uważać trzeba na witaminy
                              rozpuszczalne w tłuszczach (A, D, E, K), bo te wydalić trudniej, a mogą mieć
                              szkodliwy wpływ na rozwój dziecka. Niektórzy odradzają nawet kremy z tymi
                              witaminami w czasie ciąży, co ja już uważam za pewną przesadę (no ile tej
                              witaminy niby w kremie jest? Może gdyby się w nim codziennie kąpać, to
                              wchłonęłoby się za dużo, ale nacierać twarz...?)
Pełna wersja