Dodaj do ulubionych

Dąb Bartek symbolem kampanii Jarosława Kaczyńs...

04.06.10, 11:02
A ci z tetrapodem, przecież to niedaleko.
Obserwuj wątek
      • Gość: rererum rum Re: Dąb Bartek symbolem kampanii Jarosława Kaczyń IP: *.chello.pl 04.06.10, 16:51
        Wszyscy Polacy tak mówią !!!! Pan Kaczyński zwycięży wybory!!!Każdy
        widzi słyszy!!!Może czekaja na rozbiór Polski?
        PO i rząd wołają, żeby opozycja nie wykorzystywała politycznie
        katastrofy pod Smoleńskiem. Dają do zrozumienia wprost, że boją się
        dalszych reakcji społeczeństwa i utraty swej władzy o charakterze
        liberalistycznym. I zdawało się nam, że partia rządząca i klientela
        również nie przekują tej tragedii na nowy miecz w walce z bardziej
        patriotyczną wizją Polski. Jednak tak się nie stało. Po dogłębnej
        analizie ich słów i zachowań okazuje się, że nawet taką dotykającą
        wszystkich równo katastrofę interpretują w kluczu tej samej
        nienawiści co dawniej, a może nawet robią to z jeszcze większą
        zaciekłością ze względu na wybory prezydenckie.
        Otóż, już po kilku godzinach po spotkaniu premiera Donalda Tuska z
        premierem Władimirem Putinem podano niemal oficjalnie, że przyczyną
        katastrofy był błąd pilotów próbujących lądować we mgle. I tę wersję
        podjęły niemal w całości polskie i rosyjskie media. O co chodziło?
        Premier Putin jako polityk bardzo sprawny i inteligentny zrozumiał w
        lot, jaka będzie ogólna opinia: Rozbicie się samolotu na terenie
        Rosji z najważniejszymi osobami w Polsce lecącymi na uroczystości
        katyńskie, śmierć prezydenta, którego Putin i Tusk nie chcieli
        dopuścić do wspólnych obchodów, którego Rosja oskarżała o niechęć do
        Moskwy, który bronił Gruzji przed inwazją rosyjską i prowadził źle
        widzianą przez Rosję politykę wschodnią UE, również śmierć szefów
        wszystkich formacji wojskowych należących do NATO, a może i jeszcze
        inne rzeczy - wszystko to rzuci podejrzenie na Rosję bądź na
        rządzących, bądź na jakiś ośrodek niepodporządkowany władzy
        centralnej. Putin słusznie się obawiał. Oto dziś dowiadujemy się, że
        prawdopodobnie większość samych Rosjan, jak i Ukraińców,
        Białorusinów, Gruzinów, Litwinów, Słowaków, Rumunów i wreszcie
        zwykłych Polaków podejrzewa o umyślny zamach Rosję. Być może również
        nieprzybycie na uroczystości 65-lecia zwycięstwa nad Niemcami
        najważniejszych osobistości świata zachodniego - z wyjątkiem pani
        Angeli Merkel - było spowodowane ostrożnością wobec niejasnej
        sytuacji wypadku pod Smoleńskiem.
        Najgorzej, że i u nas niektóre media polskojęzyczne podjęły od razu
        wersję błędu pilotów, zapewne dlatego, żeby przysłonić choć trochę
        nietakt rządu w sprawie nieobecności prezydenta w Katyniu na
        uroczystości 7 kwietnia, także spory między premierem a prezydentem
        o samolot, walkę premiera o władzę totalną w państwie, i wreszcie
        całą wrogość PO wobec Lecha Kaczyńskiego i jego wizji Polski. Jednak
        jacyś ludzie z obozu PO wprowadzili bardzo szybko w obieg wersję
        jeszcze gorszą, a mianowicie, że sprawcą wypadku był zapewne sam
        prezydent, który spóźnił się na start, a potem nalegał, żeby załoga
        lądowała mimo złych warunków. Podobno miało tak być już kiedyś pod
        Tbilisi, choć to nie było prawdą, ponadto miał być człowiekiem
        arbitralnym, pozbawionym ducha liberalizmu. Głoszenie takiej wersji -
        bez dowodów, bez odczytania zapisów z czarnych skrzynek - świadczy
        o wielkim zdziczeniu naszych panujących elit. Obie te wersje: błędu
        pilotów i nacisku prezydenta, podjęły wnet także media rosyjskie.
        Ale złość polskich wrogów prezydenta okazała się nieuleczalna. Kiedy
        po odczytaniu zapisów z czarnych skrzynek okazało się, że w kabinie
        pilotów nie było prezydenta, a podobno słychać tylko głos generała
        Andrzeja Błasika, dowódcy Sił Powietrznych, to głoszono, że wysłał
        go tam właśnie Lech Kaczyński. Niektórzy, żeby uwiarygodnić wersję
        rosyjską, zaczęli przy tym oskarżać polskich pilotów, zwłaszcza
        majora Arkadiusza Protasiuka o brak doświadczenia, przygotowania i
        profesjonalizmu szkoleniowego, jednocześnie sugerując, jakoby takich
        właśnie wybrał sobie prezydent...
        Niechęć do Lecha Kaczyńskiego i jego współpracowników kryje się też
        w fatalnym oddaniu komisji rosyjskiej całości prowadzenia śledztwa,
        co może świadczyć o pewnym désintéressment w tej sprawie polskiego
        rządu lub o darzeniu Putina przesadną estymą. Przy tym rząd nie znał
        rozwiązań prawnych. Trzeba było albo dopuścić komisję międzynarodową
        zamiast międzypaństwowej, albo ostatecznie nawet polsko-rosyjską,
        ale w równowadze. Tymczasem oświadczenia naszego przewodniczącego
        Komisji Badania Wypadków Lotniczych, powołanego do komisji przez
        samych Rosjan, są dosyć kabaretowe. Powiada, że wie, ale nie wolno
        mu mówić, że nie wie, ale coś mówi; albo że nie pamięta, ale
        pamięta, że Lecha Kaczyńskiego nie było w kabinie. I tak, niestety,
        pozostanie - mimo wszystko - wieczna niesława dla rządu PO. Na
        dłuższą metę nie poradzi sobie choćby najlepiej zorganizowana
        propaganda medialna. To już nie są czasy ZSRS, kiedy np. z Piusa XII
        ratującego Żydów zrobiono na cały świat antysemitę.
        Następnie, zrzucanie winy na prezydenta miało posłużyć jako broń
        przeciwko jego bratu bliźniakowi Jarosławowi. W konsekwencji
        obawiamy się nie tylko, że wyniki badań będą nieobiektywne, ale
        także, czy nie zostały w ogóle ocenzurowane, bo były podawane
        sukcesywnie: najpierw ministrowi Jerzemu Millerowi, później
        premierowi, Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, a na końcu dopiero
        społeczeństwu. Wcześniej już pojawiały się zapowiedzi, iż pewne
        fakty nie zostaną podane do wiadomości publicznej. Dlaczego? Może
        dlatego, że obciążają m.in. obsługę lotniska Siewiernyj?
        Profesor Leszek Balcerowicz, rzekomo bezstronny, apeluje, by nie
        wybierać na prezydenta Jarosława Kaczyńskiego, bo: "Prezydentem musi
        być ktoś, kto nie będzie w niczym blokował premiera Tuska, co
        zakłada, że Sejm pod kierunkiem liberalnego premiera będzie wydawał
        same idealne ustawy, bo będzie liberalny i ściśle poddany we
        wszystkim UE. Andrzej Wajda z kolei głosi, że demonstracje po
        katastrofie smoleńskiej przeciwko szkalowaniu prezydenta oraz
        ewentualny wybór na głowę państwa jego brata będą "wojną domową". I
        my na początku myśleliśmy, że to zwykła - choć niedorzeczna -
        propaganda na rzecz kandydata PO. Jednak po głębszej refleksji
        przypomina się nam, że takie sformułowanie już w Polsce padało po
        roku 1944. Miało ono oznaczać, że nie zajął nas Związek Sowiecki i
        nie mordował naszych patriotów oraz działaczy podziemia
        niepodległościowego, lecz była to tylko nasza wojna domowa między
        postępowymi, nowopolskimi komunistami a wstecznymi, staropolskimi
        reakcjonistami i burżujami. Istotnie, jakieś echa tego poglądu
        słychać nawet pod koniec filmu "Katyń", gdzie jakby obie siły
        dzieliły Polaków na połowę, a nawet jakby komunistów było więcej.
        I w tym rozpędzie "wojny domowej" pan Andrzej Wajda zarzucał ks.
        abp. Józefowi Michalikowi wypowiedź, że "Szkoda, iż samolot nie
        rozbił się 7 kwietnia" (z Tuskiem). Pomówienie ks. abp. Michalika
        jest, rzecz jasna, sfingowane. Co się tym naszym pseudoliberałom
        stało? Czy to już jakaś "wyższa etyka"? Obawiamy się, że podobne
        postawy występują częściej. Oto dystrybutor filmu "Nie opuszczaj
        mnie" Ewy Stankiewicz nagle zerwał umowę na jego rozpowszechnianie,
        zapewne pod jakimś naciskiem, dlatego że pani Stankiewicz
        współtworzyła z Janem Pospieszalskim program "Solidarni 2010", w
        którym wypowiadano się krytycznie o liberalnym i niepatriotycznym
        rządzie Platformy Obywatelskiej.
        Wychodzi raz jeszcze na jaw, że postkomuniści, liberałowie i ateiści
        polscy lubują się w upowszechnianiu opinii oświeceniowej i
        bolszewickiej, jakoby polscy katolicy, zwłaszcza duchowni, no
        i "moherowe berety" byli ciemni, nieinteligentni, wsteczni i
        niemoralni. I mają czelność głosić i realizować to w życiu polskim i
        w kulturze ci, których patriotyczni katolicy żywią, utrzymują,
        szanują i - niestety - także wybierają do różnych władz. Wprawdzie
        wyłącza się jeszcze z tego "ciemnogrodu" Jana Pawła II, ale coraz
        wyraźniej widać, że to tylko pozory obiektywizmu, bo słów Papieża
        Polaka nie słuchają ani polscy politycy, ani inteligencja. Przy tym
        nawet Pry
    • piotr_andrzej ...jaki kandydat taki symbol... 06.06.10, 18:21
      ...stary...spróchniały...konary ucinają żeby się nie obalił..leczony przez
      ostatnie dwadzieścia lat...pod stałą kontrolą lekarza...nooo...
      ..wymarzony wręcz symbol nowego, dynamicznego, patrzącego w przyszłość
      polskiego prezydenta...
    • halibg Bartek zwycięzca 06.06.10, 19:12
      "Dąb nie pomoże panu Jarosławowi w kampanii,a pan Jarosław Bartkowi
      nie zaszkodzi, on już tysiąc lat skutecznie się broni " (żeby nie
      było wątpliwości to cytat z artykułu). Bartek jest dzielny, ale ja
      nie mam tyle czasu co on, więc szkoda mi tych 5 lat na kolejny
      eksperyment z prezydentem Kaczyńskim.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka