popsuty112
16.09.11, 10:50
Wczoraj (czwartek 15 września) około godziny 18.15 byłem świadkiem pobicia.
Idąc ulicą Winnicką w kierunku KCK zauważyłem z daleka, że kierowca samochodu terenowego zbyt bardzo długo trąbi klaksonem. Mianowicie, zauważył dwóch jegomości obok restauracji „Winnica” bijących przechodnia. Dzięki takiej reakcji kierowcy zostali nieco spłoszeni, jednak podchodząc bliżej zauważyłem, że „akcja” się rozwija i nadal atakują jakiegoś człowieka. Wziąłem do rąk swój telefon, który miał do rozładowania się jedną kreskę energii i zwróciłem się do jakiegoś człowieka obok mnie jadącego na rowerze: „Proszę zadzwonić na policję”, on odpowiedział: „Nie mogę, gdyż nie mam nic na karcie”. Wtedy podniosłem mój nieco wyczerpany aparat do ucha i wystukałem numer 112. Kilka sygnałów - nikt oczywiście nie odebrał. Zbliżałem się coraz bliżej do KCK gdzie dwóch jegomości przestało już bić leżącego człowieka. Pobity wstał i usiadł na murku. Chuligani odeszli gdzieś dalej poza zasięg wzroku. Przeszedłem obok pobitego aby zobaczyć, czy nie będzie potrzebne pogotowie ratunkowe - nie było - on o własnych siłach nieco obity odszedł gdzieś dalej z miejsca zdarzenia. Ja próbowałem zobaczyć gdzie poszli chuligani, ale mi gdzieś zginęli z zasięgu wzroku... Koniec.
Mam dwie uwagi.
Numer 112 - ile trzeba czekać na połączenie i jak to działa bo się nie dodzwoniłem?
Co się Wam kurfa dzieje ludzie w głowę, że ja proszę człowieka, aby zadzwonił po policję bo kogoś leżącego biją, a on nie chce? Pokończyliście niby fakultety, wyższe studia, a mentalna swołocz jesteście...