basia996
31.05.04, 12:22
Osobliwie wyglądała promocja naszego miasta na ostatnich targach "Plastpol",
które były jedną z największych imprez w tym sezonie i zgromadziły rekordową
liczbę zagranicznych gości. O tym, jak gmina Kielce, czyli współwłaściciel
Targów Kielce, traktuje swoją firmę i najbardziej prestiżowe jej imprezy,
przekonał się między innymi ukraiński dziennikarz Volodymyr Priatko.
- Gdy wysiadłem w Kielcach z pociągu, zacząłem pytać, jak dojechać na Targi
Kielce. Mieszkańcy miasta nie bardzo wiedzieli o co mi chodzi, niektórzy
nawet kierowali na bazary, ale jestem w stanie ich zrozumieć.
Chociaż "Plastpol" to największa impreza branżowa w środkowowschodniej
Europie, jest ona spotkaniem przede wszystkim dla specjalistów. Na szczęście
odkryłem na antresoli dworca PKP Miejski Ośrodek Informacji Turystycznej.
Udałem się tam z pytaniem, jak dojechać na targi - opowiada nasz rozmówca. -
Najpierw panie siedzące tam zdziwiły się, o jakie targi mi chodzi. Rozpoczęły
wydzwanianie i ustalanie, gdzie, kiedy i czy w ogóle odbywają się akurat w
Kielcach jakieś targi. Potem zadałem jeszcze trudniejsze pytanie, czyli jak
do hal targowych dojechać. Zaproponowano mi... taksówkę. Spytałem więc o
tańszy środek transportu. Panie zaczęły znowu gdzieś wydzwaniać. W końcu
zamiast zaproponować mi bezpłatny autobus MZK, kursujący sprzed
kina "Romantica", poradziły przejść na drugą stronę torów tunelem i tam pytać
któregoś kierowcę busa, czy nie podwiózłby mnie na ulicę Zakładową. Panie od
razu zastrzegły, że przed same targi nie dojadę, ale może ktoś wyrzuci mnie
na ulicy Łódzkiej. Tak też zrobiłem i w ten sposób dojechałem. Dopiero na
miejscu usłyszałem, że jest specjalny autobus targowy. Potem dowiedziałem się
jeszcze, że Targi Kielce należą do gminy Kielce, informacja turystyczna też
należy do gminy Kielce i bezpłatny autobus też należy do firmy, której
właścicielem jest gmina Kielce. Czegoś tu nie rozumiem. Dobrze, że chociaż
znam język polski, bo obcokrajowiec zgubiłby się na pewno - narzeka Vladymyr
Priatko.
Nawet my nie uwierzyliśmy w tę groteskową historię, zasłyszaną na targach,
więc udając podróżnego odwiedziliśmy w piątek informację turystyczną na
kieleckim dworcu. Zastaliśmy cztery żywo rozmawiające z sobą panie.
Zapytaliśmy, czy targi to jeszcze w piątek trwają, czy nie W pokoju zapanował
popłoch, a przesympatyczna skądinąd urzędniczka zaczęła nerwowo szukać
targowych folderów, tłumacząc, iż gdzieś tu były, ale tyle ludzi po nie
przychodzi, że się skończyły.
- Eee, targi chyba jeszcze trwają. Zawsze wszystkie są do niedzieli, to czego
te miałyby być krótsze? - podjęła wyzwanie równie miła druga pani, też chętna
do wszelkiej pomocy.
- To może ja zadzwonię na targi i poproszę, żeby przysłali mi program i
terminarz - wtrąciła znowu pani szukająca zaginionych folderów, a my przy
okazji zapytaliśmy ją, jak na targi dojechać.
- Najlepiej busem za torami, ale nie dowozi pod same targi. Można też
autobusem sprzed kina "Romantica", ale rzadko jeździ - usłyszeliśmy w
odpowiedzi, więc nie było już tak źle, jak w przypadku gościa z Ukrainy. Pani
nadal szukała targowych folderów, ale w końcu się poddała i zadzwoniła na
targi, prosząc o wysłanie jej faksem piątkowego programu imprezy, o ile
oczywiście jeszcze ona trwa. Pocztą elektroniczną się nie dało, bo miejska
informacja... nie ma komputera. Nie ma więc co liczyć, że wprowadzi na
przykład jakiekolwiek dane do oficjalnej, tłumaczonej na siedem języków
polskiej strony dla turystów www.poland-tourism.pl, chociaż już czynią to
niektóre świętokrzyskie gminy.
W końcu, gdy pani rozmawiała z kimś z targów, prosząc o ów fax, na jej biurku
sami znaleźliśmy bardzo potrzebne, choć wciąż niedoceniane wydawnictwo "Co,
gdzie, kiedy". I tam na rozkładówce było napisane jak wół, kiedy kończy
się "Plastpol".
Czy można się jednak dziwić miejskiej informacji, że działa tak jak działa,
skoro jeszcze bardziej kuleje miejska promocja. Na targi "Plastpol"
przyjechało ponad 600 wystawców, głównie z zagranicy. Była znakomita
sposobność, żeby wypromować tam miasto, jako dobre miejsce do wypoczynku i
zwiedzania pobliskich okolic. Niestety, tylko przez kilka godzin ktoś na
prawie golutkim stoisku Urzędu Miasta Kielce urzędował. Potem stało ono puste
przez całe dni. Na stoliku leżało nawet kilka zgrabnych folderów po niemiecku
i angielsku, ale targowych gości nikt nie zachęcał do ich brania, a pusty
boks służył gościom głównie jako miejsce do chwilowego odpoczynku po trudach
zwiedzania. Co niektórzy robili sobie najwyżej żarty i z niedowierzaniem
zaglądali do otwartego zaplecza. Ale ono też było puste. Trudno się zresztą z
kolei dziwić miejskim urzędnikom, że zignorowali promocję na tak ogromnej
imprezie, skoro przykład poszedł z góry. Ani prezydent Kielc, ani żaden z
wiceprezydentów nie pojawili się we własnej firmie, czyli na targach. Może
wysocy przedstawiciele ambasad Włoch, Niemiec, Wielkiej Brytanii, szefowie
największych światowych koncernów chemicznych czy prezesi izb handlowych nie
byli godni zaszczycenia ich choćby prezydenckim uśmiechem.
- Najpierw sprawdzę, czy stoisko Kielc rzeczywiście stało puste, a dopiero
potem podejmiemy ewentualnie jakieś kroki - zapowiada wiceprezydent Kielc,
Andrzej Sygut. Do prezydenta Kielc Wojciecha Lubawskiego nawet nie
dzwoniliśmy, bo już wiemy, jak brzmi sygnał rzucanej przez niego słuchawki.
PS. Paniom z informacji turystycznej na dworcu radzimy od czasu do czasu
wyjrzeć przez okno. Niemal na wprost ich biura Targi Kielce postawiły bowiem
gigantycznych rozmiarów tablicę z kalendarium wszystkich imprez targowych.