Dodaj do ulubionych

Historycy o musicalu "Legenda Łysej Góry". "Naj...

31.03.13, 12:37
gratulacje Profesorze - nic dodać i ując
w i e d z a po prostu w i e d z a
a później cala reszta
Obserwuj wątek
    • Gość: M Re: Historycy o musicalu "Legenda Łysej Góry" IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.03.13, 21:40
      Hehe, no i po co te nerwy kadry naukowej z Żeromskiego? No po co?
      Że pieniążki na kolejny "projekt artystyczny" może dostać ktoś innya niż zaprzyjaźniona ekipa Kiniorski i spółka? Prof. Bracha miał swój udział w tamtym libreccie (tłumaczył teksty łacińskie), to pewnie walka z konkurencją czy co?
      Krytyka zrozumiała, ale przesadzona, to troche jak strzelać do komara z armaty. Odbieram to jako objawy rozdrażnienia profesorów przemęczonych swoją pracą. Znaj proporcyją, mocium panie!
      • Gość: luvu2 Re: Historycy o musicalu "Legenda Łysej Góry" IP: *.dynamic.chello.pl 31.03.13, 22:21
        Po pierwsze, jeśli już to: nie "libreccie", a libretcie. Ale rozumiem, że nie jest to dla Ciebie ważne:P. W końcu wypowiadasz się na temat nauki i kultury:P.
        Skoro Prof. Bracha tłumaczył teksty łacińskie, to znaczy, że zna łacinę. Ty znasz? Po drugie: jeśli jest profesorem specjalizującym się w kwestiach średniowiecznych, to znaczy, że naprawdę wie dużo o historii średniowiecznej i napisał na ten temat sporo prac (i to bardzo dobrych, akurat znam kilka). Tu lista kilku wybranych: www.ujk.edu.pl/ihis/index.php/dr-hab-prof-ujk-krzysztof-bracha/150-najwazniejsze-publikacje; www.ihpan.edu.pl/?biogram&id=274. Ty znasz te prace? Może chociaż jedną?
        Obawiam się, że dorobku Profesora nie obalisz. Tzn. możesz próbować, ale się przemęczysz pracą i nic z tego nie wyniknie. Jeszcze jedno: masz rację, Fredro jest bardzo stosowny w tej sytuacji:

        CZEŚNIK
        parskając śmiechem
        Ona czegoś... więcej... czeka...
        A bodajże cię, Dyndalu,
        Z tym konceptem! - Czegoś czeka!
        śmieje się
        Tfy!... jakżem się uśmiał szczerze.
        Czeka! - Bardzo temu wierzę.
        jedząc i po krótkiej chwili
        Jeszczeć młoda jest i ona,
        Ależ wdowa - doświadczona,

        Zna proporcją, mocium panie,

        I nie każe fircykować,

        Po kulikach balansować.
        "
        • Gość: luvu2 Re: Historycy o musicalu "Legenda Łysej Góry" IP: *.dynamic.chello.pl 31.03.13, 22:48
          Jeszcze jedno.
          Żyjemy w świecie, w którym nie szanuje się drugiego człowieka, zwłaszcza nie szanuje się profesorów (w końcu to frajerzy, którzy stracili czas na głupie badania i zdobywanie stopni), i nie ma żadnych autorytetów. Nawet nieuk może przecież zakwestionować wiedzę profesora, nauczyciela. Podobno na tym polega demokracja:P.
          Jednak, żeby zrobić coś dobrze, trzeba mieć wiedzę. Jakąś.

        • Gość: M Re: IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.03.13, 23:21
          Widzisz luvu2, od razu widać, że zaliczasz się do typowej kieleckiej "ynteligencji".
          Ble ble, będę pisał libreccie, tak samo jak włanczam, poszłem itd., bo chcę. Nie wiesz, kogo masz po drugiej stronie łącza, więc nie pouczaj polonisty, jak ma pisać.
          Ale do rzeczy.
          Ignorantami to możesz sobie nazywać swoich kolegów po fachu. Znam profesora osobiście, i to bardzo dobrze, a gdybyś był/była choć trochę inteligentna, zrozumiał(a)byś, że o co innego chodzi.
          Czy naukowiec (nawet szacowny historyk) ma prawo ingerować w cudzy (podkreślam: cudzy) utwór artystyczny? Czy musical, opera czy cokolwiek innego ma być oparta na faktach i z nimi w 100% zgodna? Jeśli tak, to gdzie tak napisano?
          Profesor myli dwie rzeczy: jemu się wydaje, że podejmuje wielką polemikę z innym historykiem, a on krytykuje jakiegoś artystę.
          To tak jakby ciskać się na Sienkiewicza, że Bohuna, Skrzetuskiego czy Chmielnickiego opisał niedokładnie tak, jak stało w historii.
          Ponjał czy niet? Bo jak niet, to wracać do szkółki, a nie dupe zawracać poważnym i rozgarniętym ludziom głupimi komentarzami.
          • Gość: luvu2 Re: IP: *.dynamic.chello.pl 31.03.13, 23:48
            Myślę, że jesteś zmęczony i nie masz żadnych argumentów.

            >Widzisz luvu2, od razu widać, że zaliczasz się do typowej kieleckiej "ynteligen
            > cji".

            Tak, ja się zaliczam do kieleckiej inteligencji. W przeciwieństwie do Ciebie uważam, że kielecka inteligencja istnieje.

            > Ble ble, będę pisał libreccie, tak samo jak włanczam, poszłem itd., bo chcę. N
            > ie wiesz, kogo masz po drugiej stronie łącza, więc nie pouczaj polonisty, jak m
            > a pisać.

            Pisz, jak chcesz, np. jezdem gupi jak bód. Ale nie wymagaj ode mnie, że mi się to podoba. Z Ciebie taki polonista... jak z koziej ... trąba.

            > Ignorantami to możesz sobie nazywać swoich kolegów po fachu. Znam profesora oso
            > biście, i to bardzo dobrze, a gdybyś był/była choć trochę inteligentna, zrozumi
            > ał(a)byś, że o co innego chodzi.

            Ignorant to osoba wypowiadająca się głupio o rzeczach, o których nie ma pojęcia. W którym moim poście padło to określenie? W żadnym? Dlaczego więc czujesz się ignorantem?

            > Ponjał czy niet? Bo jak niet, to wracać do szkółki, a nie dupe zawracać poważny
            > m i rozgarniętym ludziom głupimi komentarzami.

            Sam podsumowałeś się najlepiej. Nic dodać, nic ująć.

          • Gość: :p Re: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.04.13, 00:44
            Gość portalu: M napisał(a):

            > Ble ble, będę pisał libreccie, tak samo jak włanczam, poszłem itd., bo chcę. N
            > ie wiesz, kogo masz po drugiej stronie łącza

            Ależ pisz, tylko potem nie miej pretensji, kiedy ktoś cię weźmie za prostaka i ignoranta :p
          • Gość: ehh... kto to finansuje? IP: *.adsl.inetia.pl 06.04.13, 10:41
            Gość portalu: M napisał(a):
            > Czy naukowiec (nawet szacowny historyk) ma prawo ingerować w cudzy (podkreślam:
            > cudzy) utwór artystyczny? Czy musical, opera czy cokolwiek innego ma być opart
            > a na faktach i z nimi w 100% zgodna? Jeśli tak, to gdzie tak napisano?
            > Profesor myli dwie rzeczy: jemu się wydaje, że podejmuje wielką polemikę z inny
            > m historykiem, a on krytykuje jakiegoś artystę.

            Na zasadzie krótkiej kołdry- finansując z pieniędzy podatnika "dzieła artystyczne" brakuje funduszy na popularyzację wiedzy, czy działania artystyczne mające jakąś wartość...
      • Gość: kolega Re: Historycy o musicalu "Legenda Łysej Góry" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.13, 14:39
        Hehe, no i po co te nerwy kadry naukowej z Żeromskiego? No po co?
        Ja nigdzie tu nerwow nie zauważyłem wiec nie bardzo rozumiem o czym piszesz?

        > Że pieniążki na kolejny "projekt artystyczny" może dostać ktoś innya niż zaprzy
        > jaźniona ekipa Kiniorski i spółka? Prof. Bracha miał swój udział w tamtym libre
        > ccie (tłumaczył teksty łacińskie), to pewnie walka z konkurencją czy co
        Jeśli chodzi o pieniążki to projekt który masz na mysli byl finansowany niezależnie i prywatnie i nikt w nie dostal nic za darmo, zapewniam Cie , tylko każdy sobie swoją gaże wypracował, Pan prof Bracha niczego nie tlumaczył, jakbys był na tym spektaklu zauważyłbyś iż byly tam prezentowane wersy łacińskie (nie tłumaczone), i nie sądze żeby była to walka z konckurencją bo niby z czym lub z kim panowie profesorowie mieliby konkkurować?
      • Gość: Gedeon Re: Historycy o musicalu "Legenda Łysej Góry". "N IP: *.tvk.torun.pl 01.04.13, 16:12
        Po raz pierwszy w życiu przeczytałem tekst w "Gazecie - Kielce", który zaskoczył mnie pozytywnie tym, że autorzy mają głęboką wiedzę w temacie, który poruszają, natomiast nie wypowiadają się w dziedzinach, które jak to zręcznie ujęli pozostają poza ich kompetencjami. To rzadkość w ostatnich czasach, ale niestety nie są oni redaktorami "gazety".

        Jak widzę, negatywna tendencja zdominowania i zafałszowania naszego dziedzictwa materialnego (widoczna jak dotąd w architekturze i urbanistyce) wkracza już w przestrzeń niematerialną.
        Podstawowe pytanie jakie nasuwa się po zapoznaniu z tym żałosnym "zamierzeniem" jest: Po co?
        Po co przebudowywać coś co funkcjonuje od wieków i jest zacytuję: "ponadczasowe i autentyczne"? I po co spłycać coś co jest częścią naszej tożsamości i częścią dziedzictwa narodowego do postaci "bajki dla potłuczonych" ???
        Wszystko było by w porządku, gdyby autor nie starał na siłę odnosić się do regionu i nazwał swój utwór np. "Legenda dla potłuczonych" (bo "bajki..." już były) ... ale wtedy te 4mln zł trzeba by pozyskać z innego funduszu i nie wiadomo czy byłoby ich tyle. A tak, to kojarzy się to tylko z hollywoodzkimi gniotami w stylu, jak amerykańscy ignoranci wyobrażają sobie życie w starożytnej Grecji lub Rzymie, Które urągają każdemu świadomemu i wykształconemu człowiekowi w Europie.

        Życzę wszystkim WESOŁYCH ŚWIAT w ten "sypany poniedziałek".

        Dziękuję r_z i wszystkim świadomym za zabranie głosu w słusznej sprawie, po prostu "Non possumus ".

        ps: Właśnie mój syn z kolegami ogląda "Poczet królów polskich" T-raperów z nad Wisły.
        Po przeczytaniu zarysów zamierzenia o nazwie "Legenda Łysej Góry", te krótkie utworki wydają mi się nie dość, że błyskotliwe to jeszcze oparte o autentyczną wiedzę, chociaż przekazaną w sposób "ściągawkowy", ale jakże łatwo przyswajalny.
        • Gość: Łysiec? Re: Historycy o musicalu "Legenda Łysej Góry". "N IP: *.dynamic.chello.pl 02.04.13, 00:03
          > Jak widzę, negatywna tendencja zdominowania i zafałszowania naszego dziedzictw
          > a materialnego (widoczna jak dotąd w architekturze i urbanistyce) wkracza już w
          > przestrzeń niematerialną.

          Już wkroczyła, ale dobrze że są ludzie którzy nie boja sie zabrać głos i prowokować do konstruktywnej dyskusji. Choć nie wierzę w to żeby Pan Kowalczyk zabrał głos w tej sprawie... Raczje będzie to monolog na łamach lokalnych mediów... Specjalista od kultury ech...szkoda gadać.

          > Podstawowe pytanie jakie nasuwa się po zapoznaniu z tym żałosnym "zamierzeniem"
          > jest: Po co?
          > Po co przebudowywać coś co funkcjonuje od wieków i jest zacytuję: "ponadczasowe
          > i autentyczne"? I po co spłycać coś co jest częścią naszej tożsamości i częśc
          > ią dziedzictwa narodowego do postaci "bajki dla potłuczonych" ???

          Zapewne chodzi tu o przepuszczenie tych kilku baniek bo nikt mądry we Warszawie nie da na coś takiego kasy, a tu jest na tyle ignorantów z układami że chętnie kasę się "przepuści" ot i cała sprawa.
    • plantin Od kiedy to libretta piszą historycy ? 02.04.13, 00:06
      Z uwagą przeczytałem tekst P. historyków a także posty i czegoś tu nie rozumiem.
      Po pierwsze - z góry zaznaczę - że sam miałbym parę uwag do libretta ale po co cały ten uczony wywód ? W pewnym momencie poczułem się tak jakbym czytał fragment jakiejś gorącej polemiki rodem z Kwartalnika Historycznego a nie uwagi do libretta musicalu !
      Trochę więcej umiaru i wyważenia - libretto to nie tekst naukowy, który musi się koniecznie opierać li tylko na faktach !
      Libretto to tekst literacki i nie obowiązują tu reguły i zasady warsztatu historyka oraz znajomość faktów historycznych.
      Jak miałby wyglądać tekst libretta np. o królu Kraku, Wandzie, szewczyku Dratewce etc. ? - ważne by propagował Kraków ? - prawda ?
      Tak jak napisałem sam miałbym kilka uwag - ale żeby powoływać się na źródła historyczne (nawet tak mało wiarygodne jak niektóre nasze kroniki) - tylko po to aby dołożyć Autorowi libretta, że czegoś tam nie umieścił lub coś tam wymieszał ?
      Gdyby trzymać się ściśle faktów, to nigdy by nie powstały tysiące utworów !
      Istnieje coś takiego jak licencia poetica (jak już ktoś lubi łacinę) - prawda ?
      W ramach tego można nagiąć lub naciągnąć jakieś fakty, przemilczeć inne a jeszcze inne uwypuklić !
      Przypomnę, że aczkolwiek libretto jest ważne - ale równie ważną rolę (jeśli nie ważniejszą - ale nie będę się spierać - nie o to tu chodzi) odgrywa przekaz muzyczny i wizualny i dopiero suma tego wszystkiego składa się na sukces całego przedsięwzięcia.
      Jednym z czynników skłaniającym do realizacji musicalu - ma być promocja regionu - tak więc na potrzeby tego można popuścić cugle fantazji i wrzucić do tego libretta nawet dinozaury - co z tego, że w czasach historycznych ich nie było ? :-)
      Najważniejsze aby region był wypromowany, potem być może przyjadą tu ludzie i już na miejscu dowiedzą się jak wyglądała prawda historyczna.
      W innych krajach zarabia się na wszystkim - na wymyślonych potworach, duchach, legendach, które nic nie mają współnego z prawdą historyczną a u nas nie można trochę przetworzyć historię na potrzeby promocji ?
      Czy ktoś ma się uczyć historii na podstawie musicalu ?!
      I na koniec - do niektórych osób piszących posty - czołobitność względem autorytetów jest zgubna, owszem można kogoś doceniać - ale żeby się ekscytować, że mediewista zna łacinę i podawać to jako argument w dyskusji ?
      Z poważaniem dla wszystkich
      • r_z Re: Od kiedy to libretta piszą historycy ? 02.04.13, 09:15
        Czy widzisz jakąś granicę owej "licencia poetica"? Oczywiście nie "licencia poetica" prywatnego tomiku wierszy, ale w ramach potężnych publicznych pieniędzy przeznaczonych konkretnie na promocję regionu? Można w takim przypadku puścić w świat dowolne głupstwa, bo wynajęty autor miał taką fantazję? Co my właściwie mamy promować? Nasze twórczo odczytane regionalne dziedzictwo, czy wymyślone na poczekaniu "Kuman-polo"? Chciałbym się mylić ale wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z typową "odwaloną na szybko" chałturą na zamówienie. Kolejnym biesiadnym produktem w stylu Kumańskiego. Naprawdę w zupełności wystarczy "Sabat czarownic". Swoję drogą ciekawe, ile osób po obejrzeniu tegoż Sabatu w TV zapragnęło zobaczyć Kielce - coś mi się wydaje, że dla widzów takich klimatów miejsce nagrywania programu na dziesięciorzędne znaczenie. Nie potrafię też sobie wyobrazić, że taki "nie w kij dmuchał" musical rozsławi nasz region. Wg mnie raczej utwierdzi stereotyp regionu wsiowego.
        • Gość: n Re: Od kiedy to libretta piszą historycy ? IP: *.dynamic.chello.pl 02.04.13, 09:26
          Też się tego obawiam. A przecież można chyba z pożytkiem skorzystać z wiedzy ludzi zajmujących się regionem, bo z listu historyków wynika, że mamy wiele ciekawostek do pokazania. Byłaby to prawdziwa komercjalizacja wiedzy!:)
          Mam jednak wrażenie, że nikomu na tym nie zależy, a wrogość do naukowców (może ma uzasadnienie we wspomnieniach szkolnych?) pokazuje mi sposób myślenia decydentów i pozwala przewidzieć, że wkrótce będziemy oglądać jakiś piękny odpust za 4 bańki.
      • Gość: xx Re: Od kiedy to libretta piszą historycy ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.13, 10:20
        dawno, dawno temu Artysta to był człowiek wiedzy owa wiedza nie przeszkadzała mu w tworzeniu Arcydzieł
        później zostali już rzemieślnicy
        a ostatnio mamy już tylko chałturników którym wydaje się ze mogą powiedzieć tak
        to jest moja wolna wizja artystyczna i jako artysta mam do tego prawo - każdy jest artysta doda
        czyli każdy śpiewać może - jeden lepiej drugi gorzej
        zmienili się po prostu odbiorcy sztuki i jej mecenasi - co potrzebne dzisiejszym 0- no takie koszmarki zupelnie im wystarcza
        -
        • Gość: Gedeon Re: Od kiedy to libretta piszą historycy ? IP: *.tvk.torun.pl 02.04.13, 12:38
          Niestety dziś nawet prawdziwych rzemieślników już nie ma (tzn prawie nie ma, gdyż sam osobiście znam kilku i cenię ich bardziej niż "statystycznego" artystę).

          "... a ostatnio mamy już tylko chałturników którym wydaje się ze mogą powiedzieć t
          > ak
          > to jest moja wolna wizja artystyczna i jako artysta mam do tego prawo - każdy j
          > est artysta doda"

          To przykre, ale tak to wygląda, bo jak inaczej można nazwać ludzi, którzy potrafią zadbać o swój PR, mają spory dorobek i nagłośnione medialnie sukcesy, domagają się ochrony swoich praw autorskich, a jednocześnie nie mają żadnego szacunku dla autorów, którzy tworzyli przed nimi i nie ma tu znaczenia, że byli to autorzy anonimowi i często nawet zbiorowi, ale jedno jest pewne -nie mieli do swojej dyspozycji milionowych budżetów.
          Powtórzę jeszcze raz. Nikt nikomu nie narzuca tematyki, nie broni pozyskiwać sponsorów, ale niech to dzieje się chociażby "dawno temu w odległej galaktyce", a nie podszywa się pod Legendy Świętokrzyskie. A wypowiedź autora nie pozostawia wątpliwości cyt za ED (opracowanie Doroty Klusek):
          "Jerzy Stanisław Siemasz: - Mamy co najmniej jedenaście Łysych Gór w rożnych częściach kraju, każda z jakąś tam legendą o czarownicach. Ale nasz musical dotyczy tej najważniejszej i najstarszej z nich: Łysej Góry w Świętokrzyskim. ".
          A w dalszej części artkułu "Legenda Łysej Góry" - uchylamy tajemnicę powstawania w Kielcach musicalu o świętokrzyskiej legendzie" dowiadujemy się o źródłach "naukowych" tego przedsięwzięcia "...(przewodnik świętokrzyski, badacz technologii pieców dymarskich – przyp. red.)...) i po tej lekturze nikogo nie powinno dziwić taki a nie inny głos w tej sprawie Krzysztofa Brachy i Szymona Orzechowskiego.

          Przypomnijmy sobie niedawny koncert "Kazania świętokrzyskie" z muzyką Józefa Skrzeka (kto nie był niech żałuje), to była prawdziwa promocja regionu i jedyny dysonans w moim subiektywnym odczuciu wprowadzał W Kiniorski, ale on chyba tak musi.
            • Gość: czytacz Re: Od kiedy to libretta piszą historycy ? IP: *.dynamic.chello.pl 02.04.13, 12:53
              "Legenda Łysej Góry" - uchylamy tajemnicę powstawania w Kielcach musicalu o świętokrzyskiej legendzie
              Opracowanie Dorota KLUSEK
              Rozmowa z Jerzym Stanisławem Siemaszem, autorem tekstów libretta do musicalu „Legenda Łysej Góry”
              "Jerzy Stanisław Siemasz – językoznawca, tłumacz języka angielskiego, (raczej literat aniżeli pisarz) oraz Maciej Pawłowski - szef muzyczny Teatru Muzycznego „Roma” w Warszawie planują stworzyć w Kielcach niezwykle interesujący musical. Uchylamy dziś rąbka tajemnicy jego powstania.
              Echo Dnia: „Legenda Łysej Góry” – skąd pomysł musicalu o takim tytule i treści?
              Jerzy Stanisław Siemasz: - Mamy co najmniej jedenaście Łysych Gór w rożnych częściach kraju, każda z jakąś tam legendą o czarownicach. Ale nasz musical dotyczy tej najważniejszej i najstarszej z nich: Łysej Góry w Świętokrzyskim.
              Pomysł zalągł się przed laty w głowie kompozytora - Macieja Pawłowskiego. Czy to z powodu jego zainteresowań wszystkim, co metafizyczne, czy oczarowany tym, co na miejscu zobaczył w okolicy Łysej Góry...? Nie wiem, ale latami tu przyjeżdżał, chodził po szlakach i chłonął wiedzę o tajemniczej górze i jej okolicach. Kiedy już miał poukładany pomysł, mówiąc językiem filmowym „treatment”, namówił mnie na pisanie libretta. Ale po angielsku, bo taki był pierwotny zamysł, eksportowy, że tak powiem. W miarę rozwijania się projektu wymusił na mnie także wersję polską, która teraz jest dla nas najbardziej priorytetowa.
              Słuchając fascynujących pogadanek zakochanego bez reszty w regionie pana Marcina Marciniewskiego (przewodnik świętokrzyski, badacz technologii pieców dymarskich – przyp. red.), w sposób absolutny zostałem przekonany, że tu w okolicach Łysej Góry była kolebka naszej cywilizacji, a nie w Biskupinie: na co najmniej prawie milenium przed Królem Popielem i myszami. I to nie Słowianie, ale ludy rudników i hutników, dały jeśli nie początek, to w dużej mierze przyczyniły się do rozwoju Epoki Żelaza. To, że w okolicach Łysej Góry znaleziono 800 tysięcy… tak! 800 tysięcy walcowatego kształtu zakrzepłych kilkudziesięciokilogramowych wycieków żużlowych spod dymarek to naprawdę dowód nie w kij dmuchał! I od tamtych czasów krystalizuje się legenda…

              Jako że polskich musicali jest jak na lekarstwo, jeśli są w ogóle, to czemu nie umiejscowić fabuły w kolebce polskości? Ale nie wiedząc wiele o tamtych czasach umieściliśmy naszą fabułę w Średniowieczu, gdzie czujemy się pewniej.

              Nasze czasy powoli nasiąkają satanizmem. Czy więc żyłka koniunktury i stąd czarownice, biesy i Belzebub?

              - Nic bardziej mylnego. Ignorujemy z pogardą ten niemrawy polski satanizm i odżegnujemy się zdecydowanie. Nasze postacie to Chrześcijanie Katolicy i wśród nich czarownice, jak część każdej społeczności w Średniowieczu. Na pewno wszyscy byli chrzczeni.

              W eksplikacji, czyli w tym wyjaśnieniu, co autorzy mają na myśli, obaj emfatycznie głosimy, że odbrązawiamy dawny mit czarownic rodem z podań i Braci Grimm: wstrętnych staruch o krogulczym nosie, chcących ugotować w kotle Jasia i Małgosię, zatruwających studnie i ćwiartujących niemowlęta. Nasze czarownice to młode, atrakcyjne, średniowieczne dziewczyny i niewiasty, które, przyznaję, mając na co dzień czasami nudnawo w domu, odreagowują w niektóre soboty w Kamiennym Kręgu na Łysej Górze, po uśpieniu ziółkami męskiej społeczności. Ale na co dzień, według miejscowego Księdza, który nie bardzo jest zorientowany, to przykładne i pobożne parafianki. Nieomalże paragony cnót wszelakich. Jak się Państwo domyślają to romans-komedia w średniowiecznych odsłonach. Nasze biesy poza wyjątkami są poczciwe i prawie dobroduszne, mające swój moralny kodeks honorowy.

              Wspomniał Pan o ludach rudników i hutników. Jak wzmianka o nich przekłada na legendy o czarownicach?

              - Takie ogromne buły zakrzepłego żużla w dużych ilościach znaleziono w Kamiennym Kręgu na Łysej Górze. Czyli były tam dymarki. Hutnicy musieli co najmniej przez dwa dni topić żelazo w dymarce. Żelazo wtedy było na wagę złota. Za jeden miecz można chyba było kupić gospodarstwo, jeśli nie wieś.
              Ludy hutników i rudników nieźle na tym zarabiały, o czym świadczą garnce rzymskich i celtyckich monet tamże znalezione. Będąc bardziej materialnie zasobni aniżeli rolnicy dookoła pewno separowali się od biedniejszych tubylców i pewno odstraszali ich przed bliskim kontaktem. Mogli nawet mieszkać na Łysej, a jeśli nie, to żony czy dziewczyny donosiły jadło i pewno też wystawnie ucztowali. Z pewnością dla zabobonnej ludności okolicznej góra, nad którą nocą unosiła się łuna ognia i dym z dymarek, nabierała metafizycznego charakteru i wyobraźnia mogła poddawać, że tam są czarownie, biesy i złe duchy. I tak pewno narastały poprzez wieki legendy.

              O czym więc jest Wasz musical?

              - Jeśli społeczność kielecka nas sympatycznie poprze i pomoże wystawić „Legendę…” to wszystko będzie jasne. Powiem tylko, że bohaterką jest Królowa czarownic i włoski rycerz z Rzymu, siostrzeniec znanego Biskupa, który tu się zabłąkał w poszukiwaniu zaginionej siostry. Ale to romans dla dorosłych, choć legenda. Kompozytor, dla próby wystawiając latem z młodymi wokalistami, wykorzystał tylko 1/3 materiału, bo reszta jest taka jak powiedziałem powyżej.

              Na kiedy jest planowana premiera?

              - Jeśli zakwalifikujemy się w konkursie Regionalnej Organizacji Turystycznej, to może pod koniec przyszłego roku. Ale na to potrzeba jeszcze wielu rzeczy i przede wszystkim dobrych wibracji. Auditions byłyby wtedy już od przyszłego marca. I będziemy się starać, aby wszystko było naj…

              Kogo zobaczymy w obsadzie?

              - Większość zespołu dopiero się uformuje, ale już teraz mamy pomysł na kilka osób. W głównej roli męskiej – włoskiego Rycerza Leonardo ze względu na urodę, obycie sceniczne i niebanalny wokal widzielibyśmy Łukasza Zagrobelnego, zaś w głównej roli żeńskiej – Malwinę Kusior, która jest obdarzona podobnymi walorami. Najprawdopodobniej do baletu poprosimy tancerzy z Kieleckiego Teatru Tańca. Choreografia będzie dość oryginalna, niebanalna. No i liczymy na auditions.

              Czy w związku z tymi auditions, czyli inaczej mówiąc z castingami warto zapisać się do powstającej właśnie w Kielcach filii Autorskiej Szkoły Musicalowej Macieja Pawłowskiego?

              - Dla nas taka szkoła jest znakomitym sposobem promocji musicalu. Ale Maciej Pawłowski to znakomity kompozytor, autor muzyki do dwóch baletów, rockopery i mniejszych kompozycji, ale także największy fachowiec, jeśli chodzi o współczesny repertuar musicalowy. W Teatrze Roma brał udział w wystawieniu najgłośniejszych tytułów musicalowych. Jeszcze w latach 80-tych zajmował się dydaktyką wokalną na moich Warsztatach Wokalistyki Jazzowej w Zwierzyńcu i Puławach, a dzisiaj prowadzi kilka takich szkół, jak ta zaplanowana w Kielcach. Chyba nie ma lepszego dydaktyka w tej materii. Słuchacze szkoły będą mogli czerpać z jego ogromnej wiedzy. To na pewno nie będzie czas stracony."
      • Gość: Łysy Re: Od kiedy to libretta piszą historycy ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.13, 12:06
        Cóż to za pytanie? Każdy ma prawo pisać co chce historyk, kowal, szofer itd...
        Czytaj ze zrozumieniem a pojmiesz w mig dlaczego ludzie inteligentni napisali takowy list do redakcji, chodzi o kilka mln. Złotych za które ktoś ma stworzyć musical mający niby promować nasz region... O zgrozo autor libretta wiedze o naszym regionie pozyskał w jakiś tajemny sposób i w taki sam chce pozyskać fundusze z państwowej kasy, nad którą tajemne moce czuwają i tylko wybrańcy mogą czerpać ze źródła obfitości. A o tym decyduje dwóch ludzi w naszym woj.... żenada specjaliści od kultury!
        • plantin Czytam Łysy ze zrozumieniem - ale Ty chyba 02.04.13, 12:26
          już nie.
          Napisałem, że sam miałbym uwagi do libretta ale wcześniej musiałbym go dokładnie poznać a nie tylko ze słyszenia ! Jak w ogóle można się odnieść i krytykować coś czego się nie zna ? Tego nie rozumiem i nie pochwalam.
          A sprawa jawności wydawania pieniędzy na promocje regionu i miasta od dawna budzi obiekcje - dziwne, że wcześniej mało kto zwracał na to uwagę, choć ja o tym pisałem już kilka lat temu.
          • Gość: a Coś się jednak dzieje IP: *.dynamic.chello.pl 02.04.13, 12:40
            "W czwartek na Świętym Krzyżu podpisana zostanie umowa na dofinansowanie projektu odbudowy wieży kościelnej oraz remont i konserwację wirydarza zabytkowego klasztoru.
            Umowa zostanie podpisana w klasztorze Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej na Świętym Krzyżu. Realizacja drugiego etapu projektu "Centrum Tradycji i Turystyki Gór Świętokrzyskich wraz z restauracją zabytków Świętego Krzyża" kosztować będzie niemal 7,5 mln zł. Z tego prawie 6,3 mln zł, pochodzi z unijnych środków."

            Cały tekst: kielce.gazeta.pl/kielce/1,35255,13664683,Odbuduja_wieze_na_Swietym_Krzyzu__Za_unijna_kase.html#TRLokKielTxt#ixzz2PIjvUuOu
          • Gość: Gedeon Re: Czytam Łysy ze zrozumieniem - ale Ty chyba IP: *.tvk.torun.pl 02.04.13, 12:59
            plantin napisał:
            "Jak w ogóle można się odnieść i krytykować
            > coś czego się nie zna ? Tego nie rozumiem i nie pochwalam."

            Słuszna uwaga. Dlatego ja w ogóle nie odnoszę się do treści libretta tylko do próby tworzenia "nowej świeckiej tradycji" i przygotowywanego pod nią gruntu, jakoby wywodziła się z tradycji regionu zbadanej podczas "autopsji" przez jej twórców.

            "A sprawa jawności wydawania pieniędzy na promocje regionu i miasta od dawna bu
            > dzi obiekcje - dziwne, że wcześniej mało kto zwracał na to uwagę, choć ja o tym
            > pisałem już kilka lat temu."

            Zwracałem i wielkie dzięki za te wypowiedzi
            Pozdrawiam

    • Gość: tiaaa... ile kosztuje podatnika to"dzieło" IP: *.adsl.inetia.pl 06.04.13, 11:03
      ile kosztuje podatników to "dzieło" i jakie realne korzyści promocyjne dla regionu generuje? To można wyliczyć, dla specjalistów ds promocji, reklamy i kreowania wizerunku nie powinno być problemem.
      Przy okazji dla porównania- ile publicznych pieniędzy trafia na popularyzację wiedzy na pokazach typu "Dymarki Świętokrzyskie", nie "radosne wizje" tylko rzetelną wiedzę przekazywaną w sposób przystępny, imprezę przyciągającą turystów z całego kraju, powszechnie rozpoznawalną, z zachowaną ciągłością od lat 60.
    • czarownicazlysejgory Historycy o musicalu "Legenda Łysej Góry". "Naj... 01.10.13, 00:14
      Panowie "naukowcy" - najwyraźniej nie przeczytaliście ani jednego zdania z libretta tego musicalu i piszecie takie banialuki, że aż chce się płakać. Wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd, że w Polsce "naukowiec" potrafi w rozbudowanej i napompowanej formie ocenić coś, czego nie widział na oczy. Aż nasuwa się pytanie, czy Wasze prace doktorskie i inne powstawały w ten sam sposób... ?
      • Gość: Gedeon Re: Historycy o musicalu "Legenda Łysej Góry". "N IP: *.kielce.vectranet.pl 01.10.13, 09:14
        czarownicazlysejgory napisał(a):

        Wstyd, ws
        > tyd i jeszcze raz wstyd, że w Polsce "naukowiec" potrafi w rozbudowanej i napom
        > powanej formie ocenić coś, czego nie widział na oczy. Aż nasuwa się pytanie, cz
        > y Wasze prace doktorskie i inne powstawały w ten sam sposób... ?

        Znów problem z czytaniem ze zrozumieniem?
        Jeżeli szanowna czarownicazłysejgóry przeczytała to libretto z taką samą uwagą jak oceny naukowców, to może warto jedno i drugie przeczytać raz jeszcze.
        • Gość: Tomek - przewodnik Re: Historycy o musicalu "Legenda Łysej Góry". "N IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.15, 02:57
          Właśnie przeczytałem libretto (nie było ono do tej pory dostępne prawie dla nikogo, więc nie mam pojęcia czego dotyczyła cała ta krytyka ze strony Panów Profesorów). Moje przemyślenia... Jest w nim dużo nawiązań do różnych legend z naszego rejonu. Jest Madej, jest Emeryk - i nie ma żadnych dymarek... Całe libretto jest zaskakujące, ale i wciągające czytelnika w fabułę. Zaczyna i kończy się współcześnie, ale pełno w nim średniowiecznych czarownic (co prawda zupełnie innych niż te, co straszą w kioskach z pamiątkami na Świętym Krzyżu), biesów i diabłów różnej maści. Niewątpliwie jest to fikcja literacka (chyba, że ktoś wierzy w czarownice, strzygi i wity) i... z pewnością znakomita promocja specyfiki naszego regionu! Nie wiem jednak, czy ten musical jest do zrealizowania w Kielcach... Skąd mielibyśmy wziąć dobrze śpiewających aktorów i śpiewających tancerzy. Myślę, że szybciej premiera odbędzie się w Londynie lub w Niemczech (libretto przeczytałem w wersji anglojęzycznej). U nas w regionie kultury się nie szanuje i - jak widać na załączonym obrazku - niszczy się (w sposób w pełni "naukowy") w zarodku każdą szansę na odmianę tego stanu rzeczy. Cała ta dyskusja nie ma najmniejszego sensu, gdyż najwyraźniej nikt w niej biorący udział scenariusza nie czytał... Czy warto było tak kompromitować kieleckie środowisko naukowe? Czy nie ma ono i bez tego wystarczającej ilości kłopotów? Młodzież się śmieje, że "poważni naukowcy" - przedstawiający się skąd pochodzą - mylą teatr i fikcję literacką z nauką i historią. Cytaty są powtarzane z ust do ust jako - delikatnie mówiąc - prześmiewcze... Jak potem studenci mają szanować swoją kadrę, kiedy ona sama w tak niesmaczny sposób się ośmiesza? Rozmawiałem z Panem Siemaszem i wiem na pewno, że nikomu (poza Marszałkiem i Panem Kowalczykiem) libretto nie zostało wcześniej pokazane, więc jeżeli Panowie je mają i jest w nich coś o dymarkach, to oznacza, że jest to jakieś inne libretto innych autorów. Myślę, że czas najwyższy mieć na tyle w sobie odwagi i godności, aby przeprosić Pana Siemasza ze te wszystkie wyssane z palca inwektywy, które o sobie tu przeczytał. Ja i wielu innych bynajmniej nie zamierzamy w tej sprawie milczeć i nie zakopiemy tylu kłamstw pod pierzynką czasu.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka