Związki bronią miejsc pracy. Rektor UJK: - Ale ...

18.05.13, 14:27
moze by tak zwiazki ze swoich skladek ratowaly miejsca pracy. latwo sie rozdaje czyjes pieniadze nawet nie pytajac wlasciciela o zdanie. a potem sie okazuje ze panie z administracji sa najwazniejsze a kazdy nauczyciel ma pracowac na 5 osob bo ministerstwo nie placi za administracje tylko za naukowo0dydaktycznych
    • Gość: Walek Re: Związki bronią miejsc pracy. Rektor UJK: - Al IP: *.centertel.pl 19.05.13, 08:05
      Oby tylko nie zrealizował się z pomocą Związków scenariusz PKS czy KKSS?
      • Gość: Fallus Re: Związki bronią miejsc pracy. Rektor UJK: - Al IP: *.dynamic.chello.pl 21.05.13, 18:37
        cytuję "związki dla normalnego społeczeństwa są potrzebne. Teraz przez chwilę opiszę jak wyglądają tam, gdzie działają jak należy- otóż zmieniają układ sił i dochodów w przemyśle na korzyść pracownika. Wymuszają wyższe płace, stabilność zatrudnienia i większy szacunek dla robotnika. Co w efekcie powoduje znacznie większy popyt krajowy i stabilność społeczeństwa. Taki model- nazwijmy to „zdrowych” związków zawodowych panuje w Niemczej , Szwajcarii oraz w Japonii. Nieprzypadkowo są to akurat kraje o potężnym przemyśle- zresztą wcale poziom przynależności do związków nie jest wielki, ale same organizacje związkowe posiadają dość potężną władzę. Za to istnieje społeczny konsensus co do ochrony praw pracownika, z jednej strony i nie uciekania się do strajków z drugiej. Efektem są relatywnie wysokie wynagrodzenia i zwiększona siła nabywcza robotników- co daje większy popyt na wyroby przemysłowe i korzyść dla całości gospodarki- oczywiście, możliwość konkurowania niższymi kosztami pracy przez pracodawców jest w dużej części wyłączona- co jednak, jak widać odbywa się z korzyścią dla wszystkich.
        Oczywiście, koszty pracy są w takim państwie wyższe- co widać na przykładzie Niemiec, czy właśnie Japonii lub Szwajcarii. I co z tego? Jest to z pełną nawiązką wyrównywane przez siłę nabywczą klasy niższej, co właśnie tworzy rynek wewnętrzny- co, jeszcze ważniejsze, możliwość oszczędzania i akumulacji kapitału nawet przez klasę niższą- akurat to w Japonii dało efekt, jak wiadomo, dość patologiczny- wskutek pakowania tych oszczędności w państwowe obligacje- ale to zupełnie inna sprawa. Oszczędności były, i formalnie nadal są...
        Przy istniejącej szerokiej klasie średniej- łatwo zacząć biznes, bo potencjalna klientela jest bardzo szeroka i dopóki się pracuje samemu lub z rodziną- problemy z siłą nabywczej potencjalnych klientów nie będą powodem do przewrócenia się- choć inne zawsze moga być.
        Istnienie i siła takich związków zawodowych najbardziej szkodzi zyskom przedsiębiorstw nastawionych na eksport wyrobów przemysłowych- ale tylko tych pracochłonnych, o niewielkiej wartości dodanej- ubrań z dolnej półki, montowni wszelkiego rodzaju, itp. W praktyce oczywiście takie miejsca pracy są w krajach, w których klasa niższa żyje na granicy biologicznego przetrwania i/lub same koszty życia są niższe. W takiej np. Polsce pierwszy warunek jest już jak najbardziej spełniony, ale drugi- nie bardzo- i nigdy nie będzie, bo w przeciwieństwie do np. Indii, w zimie jakoś się trzeba ogrzać.
        Wbrew pozorom, drugim podmiotem, który poważnie traci na istnieniu realnej siły nabywczej klasy niższej są banki. Otóż znacznie łatwiej wciska się kredyty konsumpcyjne komuś, kto może ze zwykłego życia, ale na styk ograniczyć swoja konsumpcję do poziomu nędzy, niż komuś, kto zwyczajnie żyjąc jest w stanie odłożyć cokolwiek i rzeczy, które, jak uważa, są mu niezbędne do życia, kupić nieco później, ale za gotówkę. "
Pełna wersja