Panie Lubawski spróbuj pan chociaż.

10.12.13, 09:22
Finalizują się losy dużej inwestycji na kolei,będą budować coś nowego,może pan prezydent przebije oferty innych,(np.partycypacja w kosztach)możliwości zapewne są a sprawa jeszcze nie jest zaklepana.Do roboty panie Lubawski bo miasto zdycha,dumanie o Obicach odłożyć na potem...

www.rynek-kolejowy.pl/49658/w_lodzi_powstanie_baza_utrzymaniowa_stadlera_dla_ic.html
    • Gość: qrwohimenez Re: Panie Lubawski spróbuj pan chociaż. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.13, 12:32
      Pan Prezydęt nie jest w stanie wyobrazić sobie inwestycji tego typu w Kielcach,jest to efekt braku wizji rozwoju miasta.
      • Gość: anty Re: Panie Lubawski spróbuj pan chociaż. IP: *.dynamic.chello.pl 15.12.13, 12:32
        Szkoda...
        • Gość: sygi Re: Panie Lubawski spróbuj pan chociaż. IP: *.dynamic.chello.pl 21.12.13, 14:59
          Widać wybory jakieś w mieścinie,
          drą do koryta lokalne świnie.
          Trza więc ludzikom opinie urabiać
          sondaże kreować
          aby ludziki słusznie głosować.

          Niezłomny naczelny zrobi Mu laskę
          za co uzyska posadkę i łaskę.

          Vive Presydent !
          Czekamy na łaski !
          /widownia, k...wa gdzie są oklaski?/

          Święty Wojciechu
          nic się nie zmieni
          nic ci nie stanie
          to tylko wredne wrogie gęganie
          /Szpotański, Gałczyński - mają przesrane/
          złe forum kłamie.

          Konstanty Ildefons :
          "Jeden kretyn pisze biuletyn
          drugi kretyn czyta biuletyn"
    • Gość: blef Re: Panie Lubawski spróbuj pan chociaż. IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 28.12.13, 17:55
      Przejście tak, ale nie w centrum
      – Dzięki bardzo licznym inwestycjom drogowym, które w ostatnich latach zrealizowały władze samorządowe, po mieście jeździ się dużo wygodniej, szybciej i bezpieczniej. Nie ma więc powodów, dla których władze miałyby traktować pieszych i rowerzystów jak gorszą kategorię użytkowników przestrzeni publicznej. W stolicy Podlasia nie ma takich problemów komunikacyjnych, które uzasadniałyby potrzebę pionowej separacji użytkowników ruchu drogowego. Budowa tunelu lub kładki dla pieszych może być uzasadniona w przypadku przebiegających przez miasto odcinków dróg krajowych (np. Trasy Generalskiej), ale nie w centrum, które jest przede wszystkim dla pieszych. Budowa przejścia podziemnego jest nie tylko utrudnieniem dla wielu mieszkańców (zwłaszcza teraz, kiedy jeszcze nie działają windy), ale też symbolicznym zepchnięciem części mieszkańców "do podziemi". Wydaje mi się, że ruch w centrum Białegostoku nie straciłby, gdyby na skrzyżowaniu al. Piłsudskiego i ul. Sienkiewicza przejścia dla pieszych i przejazdy dla rowerzystów pozostały w poziomie jezdni – wyjaśnia w rozmowie z „Transportem Publicznym” Jać i wskazuje, że zabrakło w tym przypadku konsultacji społecznych, dzięki którym sami mieszkańcy mogliby wypowiedzieć się, jak oni widzą to rozwiązanie. – Gdyby w ich trakcie zostały zaprezentowane różne warianty, zarówno jedno-, jak i wielopoziomowe (w tym np. pozostawienie ruchu pieszo-rowerowego w poziomie terenu i budowa skrzyżowania poniżej) wraz z wyceną, białostoczanie mogliby dowiedzieć się, dlaczego wybrano ten a nie inny pomysł na przebudowane skrzyżowanie – wskazuje wiceprezes zarządu Stowarzyszenia Kreatywne Podlasie.
      Rozwiązania z ubiegłego wieku
      „Winda zepsuta, jechać nie mogę./ Buty mam zdarte i długą drogę. /Już ponad miesiąc czekam na chwilę /By kupić w windzie do nieba bilet” to pierwsze wersy wiersza jednego z mieszkańców Białegostoku, który zniecierpliwiony długim oczekiwaniem na uruchomienie windy przy niedalekim przejściu podziemnym na ul. Andersa postanowił dać upust swoim zdolnościom literackim. Z niedziałającymi windami przy przejściach podziemnych mierzą się codziennie mieszkańcy również wielu innych polskich miast – w tym Warszawy, gdzie ilość tychże przejść w centrum może przyprawić o zawroty głowy. O ile łatwiej byłoby im wszystkim, gdyby Polska odeszła wreszcie od planowania przestrzeni publicznej rodem z ubiegłego wieku i zaczęła brać przykład z rozwiązań komunikacyjnych stosowanych na Zachodzie. Tam pasy dla pieszych w centrach miast nikogo nie dziwią. Dziwią za to – przejścia podziemne, które według wielu badaczy są siedliskiem patologii i wyraźnym wskazaniem na tych, dla których miasta są projektowane. To bynajmniej nie piesi i mieszkańcy.

      • Gość: wielbiciel Re: Panie Lubawski spróbuj pan chociaż. IP: *.dynamic.chello.pl 29.12.13, 00:21
        Wy gazet lokalnych nie czytacie?
        Dzisiejsze ED; dodano: 28 grudnia 2013, 10:30
        Prezydent Wojciech Lubawski bez tajemnic: - Chyba jestem w Kielcach zakochany
        "Iwona Rojek: - Panie Prezydencie w okolicach nowego Roku robimy często tak zwany rachunek sumienia. Z perspektywy czasu jak Pan ocenia co jest najważniejsze w życiu, miłość czy zrealizowanie się w pracy, a może wiara w Boga, jakieś posiadanie poczucie sensu, tego co robimy?
        Wojciech Lubawski, prezydent Kielc: - Myślę, że właśnie poczucie dobrze przeżytego życia. Oczywiście na miarę swoich możliwości, bo każdy ma inne. Ale to, że się było uczciwym, nie szkodziło się drugim, nie kradło, to, że dostrzegaliśmy wokół siebie innych z ich problemami i coś dla nich zrobiliśmy.
        A co Pana najbardziej kręci w życiu?
        Teraz ? Ja już jestem statecznym panem(śmiech). Chyba najbardziej kręcą mnie spotkania ze sprawdzonymi przyjaciółmi. Jak mogę pojechać z nimi w góry i przy dobrym trunku, nie śpiesząc się, na luzie, pogadać o wszystkim.
        Nie dopada Pana czasem smutek z tego powodu, że córka mieszka w Hiszpanii, a syn w Krakowie i nie uczestniczą w tym co Pan prezydent robi dla miasta?
        A wie pani, że nie jestem z tego powodu smutny, bo jakiś czas temu zdałem sobie sprawę z tego, że nie mam realnego wpływu na wybory dorosłych dzieci. Syn robi dwa doktoraty na wydziale matematyki i informatyki teoretycznej w Polskiej Akademii Nauk i na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, wykłada tam na uczelni, córka znalazła miłość w Hiszpanii, biegle włada czterema językami i też się dobrze tam czuje, więc ja się z tego cieszę. A to co robię dla Kielc dobrze znają, z internetu, z naszych rozmów, są z tym na bieżąco. Jakoś nie wyobrażam sobie tego, że miałbym mieszkać z dziećmi i wnukami w jednym domu, albo na jednej ulicy, uważam, że danie dzieciom wolności jest potrzebne i inspirujące.
        A to, że nie będziecie kiedyś zabierać wnuków do "Kubusia” czy Muzeum Zabawy i Zabawek nie napawa Pana nostalgią?
        Jak się urodzą, bo jeszcze ich nie mamy, to będziemy je zabierać, gdy przyjadą do Kielc. Najważniejsze żeby umiały mówić po polsku. Przecież do teatru nie chodzi się na co dzień, tylko do święta, więc z chęcią pokażemy naszym bliskim wszystkie fajne miejsca.
        A propos tej emigracji córki, to słyszałam takie opinie, że zarówno Pana dziecko jak i jedyna córka wicemarszałka Grzegorza Świercza jak i wiele innych młodych ludzi wyjechało z Kielc, bo nie stworzyliście im tutaj żadnych perspektyw, nie ma pracy?
        To nieprawda i nie dotyczy Kielc, tylko całej Polski. Z wielu miast młodzi ludzie wyjeżdżają, bo nasz kraj od dwudziestu lat jest źle zarządzany, ekonomia szwankuje. Poza tym zarobki w Anglii są o wiele wyższe, niż u nas i to ich kusi. Z drugiej strony pracę w Kielcach pewna grupa ludzi by znalazła, ale mają taki charakter jak na przykład moja córka, że lubią się przemieszczać. Ona mieszkała w Meksyku, Chinach, Anglii, w końcu wylądowała w Saragossie w Hiszpanii. W przyszłym roku wychodzi za mąż za Hiszpana, co motywuje moją żonę do codziennej nauki języka hiszpańskiego, żeby mogła porozumieć się z przyszłym hiszpańskim zięciem i jego rodziną.
        Jest Pan z jedną żoną tyle lat, to rzadkość w dzisiejszych czasach, kiedy rozwody są nagminne. Rozumie Pan tą tendencje do szybkiego rozstawania się małżonków, potępia je, akceptuje?
        Rozumiem, ale nie akceptuję z tego względu, że po pierwsze jestem katolikiem, po drugie uważam, że na rozstaniach rodziców bardzo cierpią dzieci. W każdym małżeństwie zdarzają się przesilenia i kryzysy, kiedy ma się siebie dosyć i wypadałoby się rozstać. Tym bardziej, że wokoło jest mnóstwo fantastycznych kobiet, z którymi można by się związać. Ale trzeba raczej ten gorszy czas w związku przeczekać i znów być ze sobą, bo miłość przemija i powraca. Poza tym ja ożeniłem się dość późno w wieku 28 lat i zdążyłem się już wyszaleć. Oczywiście zdarzają się sytuacje ekstremalne, kiedy trzeba się rozstać. Ale wtedy może lepiej pozostać samemu. Bo często bywa tak, że jak nie udał się jeden związek to i drugi nieraz nie wychodzi.
        Pana żona nie pracuje, czeka na Pana prezydenta z obiadem, odpowiada Panu taki tradycyjny model rodziny?
        Akceptuję wszystkie modele, u nas akurat tak wyszło, że po urodzeniu syna Wojtka żona postanowiła zostać w domu i zająć się wychowaniem dzieci. Dla dzieci taka mama była komfortem i nie ukrywam, że pociechy nam się udały. To oczywiście wiązało się z tym, że musiałem utrzymać całą rodzinę, ale byłem prezesem, dyrektorem i jakoś się udało. Nawet niedawno pytałem ją czy nie chciałaby wrócić do pracy, ale stwierdziła, że nie. W domu jest zawsze coś do zrobienia, zakupy, sprzątanie, gotowanie i ona chce to robić. Poza tym jak już wspominałem teraz kilka godzin dziennie uczy się hiszpańskiego, co sprawia, że ma zajęcie i czuje się dobrze w swoim stylu życia.
        Żona nie jest o Pana zazdrosna, bywa Pan w tylu ciekawych miejscach?
        Ale weekendy zawsze spędzamy razem, gdy muszę brać udział w różnych uroczystościach, wtedy zabieram ją ze sobą. A każdego dnia po pracy dużo rozmawiamy, o wspólnych znajomych, o moich działaniach, o naszych dzieciach. To nas łączy, zbliża do siebie. Razem lubimy politykę i muzykę i inteligentne w naszych telewizorach gadające głowy.
        Odczuwa Pan przemijanie, boi się śmierci, chciałby żyć wiecznie?
        Chyba nie chciałabym żyć wiecznie, bo trzeba zrobić miejsca przyszłym pokoleniom, ale śmierci w pewnym sensie się boję, zwłaszcza cierpienia. W cierpieniach odchodziła moja mama. Poza tym do końca nie wiadomo co czeka nas po drugiej stronie. Ale jestem wierzący i to daje mi pewien spokój.
        Ten spokój pomaga Panu w pracy, zwłaszcza wtedy, gdy spotyka się Pan z ciężkimi sytuacjami?
        Na różnych forach byłem nieraz wyzywany od bydlaków czy zboczeńców, córka przez to płakała, ale w realu raczej spotykam się z przychylnością i akceptacją. Ludzie są mili, starsze panie kłaniają mi się na ulicy, co mnie nawet wprawia w zażenowanie, bo nie lubię takich oznak popularności. Myślę, że dzisiaj mam więcej zwolenników, niż przeciwników.
        Ale wiele osób, którzy nawet Pana nie znają jakoś dziwnie Pana nie lubi?
        Wiem o tym. Wydaje mi się, że wynika z mojej fizjonomii. Nawet koleżankom żony gdy do nas przychodziły na pierwszy rzut oka wydawałem się groźny i nieprzystępny. A po bliższym poznaniu mówiły: jaki to ciepły facet. W gruncie rzeczy często się wzruszam, a nawet zdarza mi się przy jakimś romantycznym filmie popłakać.
        Nie czuje się Pan czasami zmęczony Kielcami i nie marzy o tym, żeby przenieść się do cieplejszego kraju, gdzie jest przyjaźniejszy klimat, pogodniejsi ludzie?
        Z Kielcami jest tak jak z miłością, łatwo przejść od miłości do nienawiści. Nieraz miałem ich dość i mieszkających tu ludzi, a za chwilę mi przechodziło. Bardzo lubię podróżować po świecie, od paru lat krótkie, kilkudniowe urlopy spędzamy w Toskanii we Włoszech, kiedyś nawet miałem propozycję zamieszkania w uroczym miasteczku we Francji, wahałem się, ale wróciliśmy tutaj. Myślę, że nie przeszkadzałoby mi osiedlenie się w innym kraju, z drugiej strony jestem bardzo mocno od pokoleń związany z Kielcach i pewnie tu zostanę. W miejscu gdzie jest Urząd Wojewódzki był nasz rodzinny dom, wszystko straciliśmy. W gruncie rzeczy chyba jestem zakochany w Kielcach.
        Chce Pan być prezydentem kolejną kadencję, jak nie pojawi się godny następca będzie ubiegał się Pan dalej o prezydenturę?
        Wszystko zależy od mojego zdrowia, od tego jak będę się czuł za rok. Nie ukrywam, że ciągłe stresy, utarczki z ludźmi na jakie jestem narażony odbiły się na moim zdrowiu, mam nadciśnienie i problemy kardiologiczne. Gdybym miał pewność, że znajdzie się człowiek, który chciałby kontynuować to co ja zrobiłem, to łatwiej byłoby mi przekazać władzę, ale jakby chciał to zniszczyć, to byłoby mi ciężko. Myślę, że w mieście jest kilka ciekawych ludzi, którzy nadawaliby się do tej roli."
        • Gość: misiek Re: Panie Lubawski spróbuj pan chociaż. IP: *.dynamic.chello.pl 29.12.13, 01:26
          Cytat z ED:
          "Na różnych forach byłem nieraz wyzywany od bydlaków czy zboczeńców, córka przez to płakała, ale w realu raczej spotykam się z przychylnością i akceptacją. Ludzie są mili, starsze panie kłaniają mi się na ulicy, co mnie nawet wprawia w zażenowanie, bo nie lubię takich oznak popularności. Myślę, że dzisiaj mam więcej zwolenników, niż przeciwników."

          Starsze panie... a może coś dla młodych pań i panów?:)

          Poza tym myślę, że akurat fizjonomia Pana Prezydenta może być myląca. Kiedyś się na Pana zagłosowało, bo się zobaczyło fajnego gościa:). Ale potem nastąpiło rozczarowanie. Wielkie. Proszę się więc nie pocieszać, Panie Prezydencie, że to tylko fizjonomia.

          Powodów mojego rozczarowania jest co najmniej kilka, np. całkowicie nieprzejezdne centrum miasta. Kupcy nie mają szans. Sprawdzone ostatnio (w czasie nasilonego ruchu przedświątecznego). Jako klient na pewno już nie przyjadę samochodem na zakupy do centrum. Mogę tylko przyjść, ale wtedy MPK wymaga dodatkowego miejskiego wsparcia.

          Brak perspektyw dla młodych ludzi. Powstały ostatnio jakieś miejsca pracy? Realnie, a nie wirtualnie?

          Całkowicie schrzanione skrzyżowanie IX wieków/Nowy Świat. Porażka.

          Ekrany wszędzie. Nawet między. Po co?

          Teatr Kubuś. Nadal cisza: będzie budowa/remont czy nie będzie?

          PKS: można było kupić, teraz spodziewam się ostrej wojny. Rozumiem (w pełni) decyzję miasta, ale... dlaczego nikt nie sprawdził tego inwestora wcześniej??? To jest historia z powieści. Boję się napisać, jakiego gatunku, bo wiadomo, że już wszyscy forumowicze spowiadają się na policji.

          Odcięcie kampusu uniwersyteckiego od miasta. Jak wyprowadzenie studentów z centrum miasta odbiło się na handlu? Dlaczego nikt tego nie przewidział? Puby, kawiarnie, fast foody... Pewnie są spore straty? Jakieś analizy? Wnioski? Bo Echo ma się teraz świetnie, zauważył Pan? Czy podatki wpływają do miasta? Z tych małych pubów, kawiarni, sklepów pewnie wpływały, a teraz? Jak można było nie zaplanować połączenia z kampusem? Chyba w żadnym "uniwersyteckim" mieście na świecie to się nie zdarzyło. Dlaczego akurat u nas?

          Finansowanie Korony. Dla mnie całkowity skandal. Osiem milionów ostatnio? A rocznie chyba ponad 20? Nikt tego nie wie, bo to tajemnica spółki. Mam tylko nadzieję, że nie jest to również tajemnica DLA tej spółki.

          Wycofanie się z finansowania Kieleckiego Towarzystwa Naukowego? W porównaniu z Koroną - ile to było? Jaki procent (część procenta) rocznie? Nie jest to dla Pana żenujące? Akurat dla Pana???

          Dlatego twierdzę, że to nie o fizjonomię chodzi. Ale o pewne decyzje, które Pan podejmuje.
          • Gość: Takijeden Trolle zaczęły rozmywać temat przewodni. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.13, 12:24
            Blebleble pana Lubawskiego i pitu pitu srutu tutu pani redaktor,nie jest tematem poruszonego tu zagadnienia,masz coś sensownego do powiedzenia w temacie-pisz
    • Gość: lans Re: Panie Lubawski spróbuj pan chociaż.Korona IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.13, 08:48
      Ekstraklasa: Niemiec bierze Lechię Gdańsk
      Jak do¬wie¬dział się "Prze¬gląd Spor¬to¬wy", pa¬kiet więk¬szo¬ścio¬wy udzia¬łów Le¬chii Gdańsk SA, na¬le¬żą¬cy do An¬drze¬ja Ku¬cha¬ra i jego ro¬dzi¬ny, trafi w ręce nie¬miec¬ko-szwaj¬car¬skiej grupy ka¬pi¬ta¬ło¬wej po¬wią¬za¬nej z biz¬nes¬me¬nem Fran¬zem-Jo¬se¬fem Wer¬n¬ze.
      Nie jest to postać w futbolu anonimowa. Kojarzona oczywiście głównie w Niemczech, gdzie 65-letni biznesmen, właściciel ETL-Gruppe, skupiającej ponad 600 kancelarii notarialnych i prawnych, to jeden ze sponsorów 1. FC Koeln, a także miejscowej Victorii, występującej w 4. lidze. Nazwisko Wernzego w kontekście Lechii po raz pierwszy pojawiło się jakieś półtora roku temu. Mówiło się nawet o tym, że klub został poddany procedurze tzw. due diligence, czyli analizy pod względem kondycji handlowej, finansowej, prawnej i podatkowej. Lechia wszystkiemu zaprzeczyła, od rozmów z Wernze odcinał się również Andrzej Kuchar.
      Konsorcjum ośmiu firm
      Wernze nie kupi jednak Lechii sam. Wedle naszych informacji wspomniana grupa kapitałowa z Niemiec i Szwajcarii liczy aż osiem podmiotów. Cena za pakiet większościowy akcji klubu, należący do Wrocławskiego Centrum Finansowego, w którym 100 procent udziałów ma Ewa Andreasik-Kuchar, żona Andrzeja Kuchara, to 5 mln złotych. Plus spłata pożyczek, udzielonych Lechii przez WCF, które na chwilę obecną wynoszą 11,4 mln złotych. Razem wyjdzie więc blisko 16,5 mln złotych, czyli około 4 mln euro. Mniej więcej tyle Wernze oferował Kucharowi za akcje Lechii już w zeszłym roku. Obecnie sprawa posunęła się jednak nieco dalej. Podpisano list intencyjny z graniczną datą zakończenia transakcji do końca stycznia 2014 roku.
      Jakub Staszkiewicz (Onet)

Pełna wersja