Gość: kawa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.04, 09:59 A może by tak jeszcze słówko o księdzu Marku, który był wtedy duszpasterzem tej młodzieży? A może słówko o represjach? To było tylko 20 lat temu. Nie pamiętamy? Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: zcha Re: Dwudziesta rocznica strajku szkolnego we Włos IP: *.bater.net.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 22.10.04, 20:48 A już się bałem że nikt niepamięta o księdu Marku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pigwa (nie ta) Re: Dwudziesta rocznica strajku szkolnego we Włos IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 22.10.04, 21:47 Księdza Marka tropił w tym czasie kapitan MO -Jacenty Frydrych.Położył On specjalne zasługi we Włoszczowie.Był wtedy sekretarzem POP przy Wydziale Kryminalnym Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych.Póżniej gdy został Komendantem Wojewódzkim Policji swoim nowym prawicowym kolegom i czarnym w tym Biskupowi Jaworskiemu o tym nie powiedział.Zapytajcie Frydrycha o te wydarzenia i jego rozpracowania operacyjne ma On wyjątkowo dużo do powiedzenia w tej sprawie.Ale czarni wybrali sobie przyjaciela!Chyba Bóg im nie pomaga,że ich nie sotrzegł? Odpowiedz Link Zgłoś
wloszczowiak Re: Dwudziesta rocznica strajku szkolnego we Włos 22.10.04, 22:37 forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12540 Odpowiedz Link Zgłoś
nu_worysz Re: Dwudziesta rocznica strajku szkolnego we Włos 24.10.04, 18:46 Ludzie zapominają. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Filip Re: Dwudziesta rocznica strajku szkolnego we Włos IP: 69.156.224.* 25.10.04, 04:19 "A TO POLSKA WLASNIE" - to jej najbardziej szlachetna czesc. Pozdrawiam wszystkich Wloszczowian a szczegolnie tamtych ucznow sprzed dwudziestu laty. Pozostawiliscie swojemu miasteczku jeden bardzo cenny moment ktory wpisuje sie w jego historie. Radio Maryja wspominalo o tym fakcie kilkakrotnie. Wspominal was O.T.Rydzyk. A wiesc ta plynela na caly swiat i docierala do kazdego Polaka zyjacego nawet w najbardziej odleglych od was zakatkach ziemskiego globu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kiper Re: Dwudziesta rocznica strajku szkolnego we Włos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 19:20 Ludzie, czy wy zawsze musicie przywolywac kleski i ponizenia? Zrywy nieudane? nie bylo we Wloszczowej nigdy nic innego? Wiecznie to samo w tym narodzie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olo Re: Dwudziesta rocznica strajku szkolnego we Włos IP: *.block.alestra.net.mx 25.10.04, 19:54 Nikt nie strajkowal przeciwko usunieciu kolek , a kolka chodzilo, krzyze usuniety dla zmylki. Dzieki temu kolek nie ma dzis a biskup i ludziska sa zadowleni. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gośka Re: Dwudziesta rocznica strajku szkolnego we Włos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.04, 17:46 W Listopadzie 2004 ksiądz Marek był we Włoszczowie. W Domu Kultury było spotkanie z uczestnikami strajku o krzyże i mieszkańcami Włoszczowy o to jego przesłanie które rozdawał w tym dniu. Przesłanie ks. Marka Łabudy do mieszkańców Włoszczowy Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Kochani Parafianie. Ośmielam się zwrócić do Was tymi słowami, choć nie pracuje już od wielu wielu lat pośród Was. Czynię to i chyba się nie mylę, że mimo tak długiego czasu mojej służby poza granicami ojczyzny do dziś dajecie mi dowody Waszej wielkiej przyjaźni, dobroci i serdeczności. Dlatego tak jak podczas trzy letniej posługi, którą starałem się wypełnić jak najlepiej z Bożą pomocą i łaską, czuję się dzisiaj pośród Was tak jak w najlepszej rodzinie, która zawsze, a szczególnie w trudnych momentach mojego życia okazała mi i okazuje tyle miłości i serca, na którą nawet nie zasługuję. Jest mi tak bardzo żal, że nie mogę być w ten jakże piękny rocznicowy dzień razem z Wami wpatrzony w Chrystusowy Krzyż, największą chlubę naszej wiary, który tak bardzo umiłowaliście tutaj na Włoszczowskiej ziemi zroszonej krwią naszych dziadów, którzy w imię Boga oddawali życie by bronić wolności i miłości dla całej Ojczyzny, której na imię jest Polska. Przepraszam, że to, co piszę może być trochę chaotyczne i nie tak wyrażone jak bym tego pragnął. Wybaczcie mi, ponieważ piszę do Was z ośrodka gdzie się leczę i bardzo dokucza mi ból i cierpienie, ale wiem wręcz jestem pewien, że tak jak zawsze rozumiemy się przez serca, które kochają Boga ponad wszystko i tą miłością kochają się nawzajem. Czuję bardzo mocno Waszą modlitwę i dziękuję za dobroć Waszych serc. Jestem w prywatnym ośrodku, który już tak bardzo przez ponad cztery tygodnie ulżył moje cierpienie. W tej chwili nie miałbym możliwości być tutaj, lecz dzięki Wam i Waszej modlitewnej, materialnej pomocy mogę tutaj być i dochodzić do zdrowia. Jeszcze raz z całego serca pragnę Wam powiedzieć Bóg zapłać. Kiedy po skończeniu Seminarium otrzymałem nominację do Włoszczowy z rąk księdza arcybiskupa Stanisława Szymeckiego ktoś mi powiedział, że dobrych kapłanów w tej parafii ludzie noszą na rękach. Dziś z perspektywy czasu potwierdzam stokrotnie, że taka jest prawda. Radością mojego kapłańskiego życia jest także to, że każdemu z Was tak jak i dwadzieścia lat temu mogę uczciwie spojrzeć w oczy, a jeśli kogoś nieświadomie skrzywdziłem to z całego serca przepraszam. Wierzę głęboko, że przyjdzie taki czas, że będziemy znów mogli się spotkać w tym pięknym włoszczowskim kościele przed tym cudownym obrazem naszej Pani Matki Boskiej Włoszczowskiej, gdzie przez trzy lata spędziliśmy na modlitwie tyle czasu i gdzie nic mam żadnych wątpliwości nawiązaliśmy tę głęboką przyjaźń, której nikt i nic nie zniszczyło, i mam nadzieję nigdy nie zniszczy Moi Kochani niczego nie żałuję, a wręcz przeciwnie dziękuję dobremu Bogu i Maryi matce naszego Zbawiciela za to, że Opatrzność posłała mnie do Was. Pamiętam pierwsze spotkanie z Wami, było to 29 VI w uroczystość Św. Piotra i Pawła, a jednocześnie pamiętam do dziś, że był to dzień zakończenia oktawy Bożego Ciała. Pamiętam Wasze uśmiechy na twarzy i już wtedy poczułem się taki szczęśliwy, jakie to jest piękne być kapłanem otoczony ludźmi, którzy tak bardzo spragnieni są Boga, przez kapłańską posługę. Już wtedy czułem gdzieś głęboko w sercu, że coś wielkiego i wspaniałego wydarzy się w naszej parafii; w naszej rodzinie. Nie trzeba było długo czekać. Nie odżałowanej pamięci ksiądz Prałat Kazimierz Biernacki powierzył mi katechizację młodzieży w Zespole Szkół Zawodowych. Już po pierwszym tygodniu spotkań z młodzieżą wyszła sprawa krzyży. Nie chcę wchodzić w szczegóły i przedłużać, wierzę, że Dobry Bóg da nam okazję byśmy mogli kiedyś przeżyć jeszcze raz i porozmawiać o tym, co wydarzyło się dwadzieścia lat temu. Boli mnie bardzo, że propaguje się jeszcze dziś tyle nieprawdy na temat tamtych wydarzeń i mojej osoby, a także, co jest w tym najgorsze, że ci, którzy w tamtych czasach tak bardzo byli krytyczni w stosunku do wszystkich, do młodzieży, która tak bohatersko stanęła w obronie Krzyża dzisiaj sami czynią się bohaterami tamtych wydarzeń, i przywłaszczają sobie to wielkie wydarzenie jako ich prywatną sprawę i zasługę. Modlę się i błagam Was oddajcie należną cześć i miejsce młodzieży, która z wiarą i z Bogiem w sercach walczyła o Krzyż gotowa oddać za niego swoje życie. Oddajcie hołd i uznanie rodzicom uczniów wszystkich mieszkańców włoszczowskiej ziemi, która pokazała Ojczyźnie i światu, że godnie kontynuują świętą i patriotyczną tradycję ich dziadów, aby „Polska była jedna, ta, której wołaniem jest: Bóg, honor i Ojczyzna". Bądźcie dumni za to, co uczyniliście, za to, że pokazaliście, że z Bogiem człowiek staje się taki wielki i tak wiele potrafi dokonać rzeczy po ludzku niemożliwych. Razem z Wami wracam do tamtych dni. Pamiętacie jak dodawał nam Ducha z nieba ksiądz Jerzy Popiełuszko? Pamiętacie tę noc, kiedy próbowano przestraszyć, że do szkoły o północy wejdzie Policja niczego i ZOMO, że będą ranni i pobici, że poleje się krew, a Wy jak nigdy trwaliście jeszcze mocniej, jeszcze z większą wiarą pod Krzyżem Chrystusa. Jakże dokładnie pamiętam do dziś wszystkie Eucharystie sprawowane w szkole, na które przybywali ludzie i młodzież z całej Polski. Pamiętacie tę ciężką i mroźną zimę grudnia 1984 roku, a mimo to nocami, gdy chodziłem korytarzami szkoły i patrzyłem widziałem Was setki, tysiące wokół płonącego ognia, który nigdy nie zgasł przez te 14 dni i nocy naszego trwania pod Krzyżem. A potem w Niedzielę, gdy procesją z nieodżałowanym SP księdzem biskupem Jaworskim, mimo, że było wcześnie rano zgromadziło się tyle ludzi na poboczach rzucając kwiaty na drogę, którą młodzież niosąc dumnie krzyż zmierzała do kościoła. Chyba wszyscy pamiętacie do dziś jak w pewnym momencie z tłumu wybiegł mężczyzna i klękając na ziemi ucałował ją. Jakież to było piękne, bo wyrażało przecież jak ten człowiek i każdy z Was kocha Chrystusowy Krzyż. Moi Kochani przepraszam, że już jestem taki długi, ale chciałoby się powiedzieć tyle rzeczy, jak bardzo chciałoby się to wszystko przeżyć jeszcze raz. Trzeba kończyć. Więc pozwólcie jeszcze kilka zdań. W imię prawdy muszę powiedzieć, że obrona Krzyża nie spadła tak nagle jak jabłko z drzewa. Przepraszam, że dotknę jeszcze mojej osoby. Kiedy młodzież na początku września przyszła do mnie, że po wakacyjnym malowaniu w szkole z klas szkolnych zdjęto krzyże, powiedziałem im: ,ja nie mam prawa iść i powiesić je za Was, Wy to musicie uczynić i macie do tego pełne prawo, a ja pomogę Warn w tym z całego serca i ze wszystkich moich sił". Też dla sprawiedliwości muszę powiedzieć, że przez trzy miesiące na katechezach, a także w internacie, gdzie udawałem się prawie codziennie w godzinach odwiedzin modliliśmy się i pracowaliśmy bardzo ciężko, by wszystko dobrze przygotować w najdrobniejszych szczegółach. Kosztowało mnie to dużo zdrowia. W szkole przez te 14 nocy nie mogłem nawet zamknąć oka, trzeba było czuwać, bo w każdej chwili groziła jakaś prowokacja. A potem dobrze pamiętacie sądy w Jędrzejowie i Kielcach. Ale nie te najbardziej dotknęły moje serce i moje zdrowie, lecz te nieuczciwe przepraszam za wyrażenie jakże często zazdrosne, fałszywe ze strony moich współbraci w kapłaństwie; Śledzono mnie, a potem napadnięto i pobito w Krakowie i potem w Warszawie, gdzie byłem na studium misyjnym. Już wtedy cierpiałem nie tylko duchowo, ale także fizycznie. Nigdy nie myślałem by opuścić moją ukochaną Ojczyznę, szczególnie po tym wszystkim, co się stało i co przeżyłem jako młody kapłan. Nie chcąc stać się problemem dla innych i tylko wyłącznie z tej racji poprosiłem ze łzami w oczach księdza arcybiskupa S. Szymeckiego o opuszczenie Ojczyzny i o wyjazd za granicę na misję do Afryki. Jednak bard Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gośka 2cz. przesł Re: Dwudziesta rocznica strajku szkolnego we Włos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.04, 17:56 . Jednak bardzo słabe zdrowie nie pozwoliło mi na pracę w Afryce. Musiałem powrócić na leczenie, lecz nie do Ojczyzny, ale znów za granicę do Francji. Bardzo cierpiałem fizycznie, moralnie i duchowo. Nie miałem żalu do nikogo. Cierpię do dziś i każdy dzień tego cierpienia pozwala mi przyjąć je jeszcze głębiej i pełniej jako dar od Boga, który przecież cierpi każdego dnia za nas grzesznych ludzi, bo ukochał nas aż do końca. Nie ma prawdziwej Miłości bez cierpienia, nie ma lepszej szkoły życia dla każdego człowieka, a szczególnie dla kapłana jak cierpienie, które pozwala spojrzeć zupełnie inaczej, powiem w całej prawdzie na to marne doczesne życie i jego przemijające honory, władze i radości. Modlę się dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek, tutaj na leczeniu, gdzie ból fizyczny, a także duchowy tak bardzo mnie dotyka, za wszystkich ludzi, a szczególnie za moich współbraci w kapłaństwie, by wpatrując się w cierpiącego Chrystusa umieli go dostrzec w sercach i na twarzach ludzi chorych i cierpiących; by umieli go dostrzec i pomóc cierpiącym i chorym kapłanom. Ileż nocy tu na leczeniu nie mogę spać, więc biorę różaniec do ręki i modlę się byśmy wszyscy zrozumieli, a szczególnie my kapłani, że najpiękniejszą rywalizacją, którą powinniśmy toczyć na ziemi to prześcigać się we wzajemnej miłości i miłości do każdego człowieka. Jakiż inny byłby świat, jakież inne byłoby oblicze naszego kościoła, gdyby w nim każdego dnia było jeszcze więcej miłości. Nawet wtedy, gdy kapłan cierpi, lecz czyni ze swojego życia drogę miłości i służby jakże jest radosny i szczęśliwy. Pośród wielu takich radości, które Opatrzność dała mi przeżyć myślę dziś o radosnej i uśmiechniętej twarzy małej Dominiki, która potrzebowała drogiego niemieckiego aparatu, by móc dalej żyć czekając na przeszczep, który może nastąpić jutro jak mi powiedziała pani prof, która opiekuje się Dominika, a może za 10, 20 lat, których ta dziewczynka nigdy by nie przeżyła bez tego aparatu. Łącząc się z Wami moi ukochani bracia kapłani pragnę by każdy z nas mógł jak najwięcej w swoim powołaniu przeżyć takich radości, do których w sposób szczególny powołał nas Dobry Bóg. Na pewno wielu z nas wie i doświadczyło, że kiedy czyni ze swojego życia służbę każdemu człowiekowi i kocha go to nawet, gdy cierpi, gdy mu jest trudno w życiu z tego powodu, jest mu tak dobrze na sercu i jest taki naprawdę szczęśliwy. Czas ucieka, więc miłujcie tak jak Bóg nas umiłował. Zanim skończę pragnę Warn moja droga rodzino tu z parafii z Włoszczowy podziękować za Wasz dar serca i za wszystkie ofiary, a uczyniliście już tak dużo i nadal to czynicie, by wspomóc budowę tego pięknego Sanktuarium w Kielcach: Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny Królowej pokoju. Pozdrawiam Was wszystkich i modlę się razem z Wami w tę piękną 20-ą rocznicę obrony aż do końca tego, co jest drogą, i dumą naszego życia - Krzyża Naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Z modlitwą ksiądz Marek, który zawsze o Was pamięta i bardzo Was wszystkich kocha!!! Bielsko Biała 30 Xl 2004 PS: Przypadek, ale dla mnie na pewno Opatrzność sprawiła, że piszę te słowa do Was nie myśląc o tym na początku w dniu Św. Andrzeja, w którym 20-dzieścia lat temu 30 - XI - 1984 roku w kościele parafialnym tu we Włoszczowie o godz. 18 zostały poświęcone Krzyże, które młodzież później powiesiła w klasach szkolnych. Moi Kochani. Chciałbym Was bardzo przeprosić i powiedzieć Wam jeszcze kilka słów tak bardzo ważnych dla nas wszystkich. W lipcu 1988 roku przeżyłem niezwykłą radość. Pielgrzymując do Rzymu zostałem przyjęty na osobistej audiencji przez naszego umiłowanego Ojca Świętego Jana Pawła II. Widziałem w oczach Ojca Świętego wielką radość z tego spotkania, a ja byłem mile zaskoczony jak papież w najdrobniejszych detalach był zorientowany o tym, co działo się we Włoszczowie w dniach obrony Krzyża. Rozmawialiśmy ponad godzinę i Ojciec Święty prosił mnie by przekazać jego błogosławieństwo całej młodzieży, a także ich rodzicom, bohaterskiemu miastu, i włoszczowskiej ziemi. Na koniec Jan Paweł II powiedział mi coś, co może jest jeszcze bardziej aktualne dziś niż wtedy ;(/księże Marku młodzież nasza jest piękna, ma dobre i otwarte serce, potrzeba im tylko prawdziwych autorytetów, dobrych pasterzy, którzy swoim życiem ukażą im prawdziwą drogę miłości i szczęścia. Pragnę jeszcze byśmy sobie przypomnieli dziś ten piękny zimowy wieczór podczas jednej ze mszy za Ojczyznę, na którą zaprosiliśmy rodziców Sługi Bożego księdza Jerzego Popiełuszki. Niestety mamusia księdza Jerzego w ostatniej chwili zachorowała na ciężką grypę, ale przyjechał tato. Płakałem jak dziecko, kiedy wyszliście tłumem na granicę miasta, zatrzymaliście samochód i po drodze usłanej kwiatami przynieśliście na ramionach tatusia księdza Jerzego do kościoła parafialnego. Pragnę podziękować mojemu przyjacielowi księdzu Tadeuszowi Rydzykowi i całemu Radiu Maryja za modlitwę i pamięć w tych trudnych dla mnie dniach cierpienia. Radio Maryja powiedział mi kiedyś telefonując do mnie ojciec Piotr otrzymał wiele telefonów i listów po tym, co wydarzyło się w czasie obchodów piątej rocznicy powstania nowej parafii we Włoszczowie i obchodów rocznicy 20-lecia obrony Krzyża w Zespole Szkół Zawodowych. Ja sam też otrzymuję wiele telefonów, wsparcia i oburzenia od ludzi z całej naszej Ojczyzny. Ludzie nie potrafią zrozumieć, że w czasie tej uroczystości brakło odwagi wypowiedzieć choćby tylko imiona-kapłanów, którzy byli z młodzieżą w szkole. Na koniec chciałbym złożyć najserdeczniejsze podziękowania mojemu serdecznemu przyjacielowi w kapłaństwie księdzu Prałatowi Edwardowi Skotnickiemu. W czasie strajku ksiądz Prałat pracował w sąsiedniej parafii w Czarncy i mimo wielu obowiązków budował przecież trzy kaplice był zawsze obecny w szkole, a kiedy potrzebowałem wsparcia i prosiłem go by przyjechał odpowiadał zawsze tak, bo ksiądz Prałat jest dla mnie człowiekiem i kapłanem, który rozumie, co jest najważniejsze w naszym życiu, to Krzyż naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa i miłość bezgraniczna płynąca z jego serca, którą dzieli się do dziś z wszystkimi, a nade wszystko z maluczkimi i z tymi, którzy cierpią i są odrzuceni przez innych. Z całego serca dziękuję też księdzu profesorowi Aleksandrowi Chyckiemu, który przez sześć lat w czasie moich studiów w seminarium był opiekunem naszego roku. Przez te sześć lat nauczyłem się tak wiele od księdza Szanowny Księże Profesorze. Zawsze i dziś i myślę, że do końca będę miał wielki szacunek dla księdza profesora, dlatego proszę właśnie księdza profesora o odczytanie tego, z czym chciałbym dziś wieczorem podzielić się ze wszystkimi obecnymi przed Łaskami słynącą Matką Bożą Włoszczowską. ANKIETA dotycząca rzetelnej prawdy o obronie Chrystusowego Krzyża w szkole we Włoszczowie Świętokrzyska Wspólnota Ks. Jerzego Popiełuszki, zgodnie ze swoim statutowym zobowiązaniem, pragnie dać świadectwo prawdzie o strajku szkolnym w obronie Chrystusowego Krzyża we Włoszczowe z okazji 20-ej rocznicy. Z tej racji zwraca się z gorącą prośbą do mieszkańców Włoszczowy i wszystkich, którzy posiadają jakąkolwiek wiedzę o tamtych, historycznych wydarzeniach sprzed dwudziestu lat i tą wiedzą chcą się podzielić z bliźnimi. Szczególnie gorący apel kieruje do uczestników i świadków tamtych dni. Prosimy Was serdecznie, weźcie pióro do ręki i przelejcie na papier to, co do dziś pozostało w Waszej pamięci i w Waszych sercach! Odpowiedzcie na pytania ankiety! Uzupełnijcie odpowiedzi na pytania własnymi, osobistymi wspomnieniami, które mogą przybliżyć atmosferę tamtych, niepowtarzalnych momentów! PYTANIA 1 Podać wiek i adres zamieszkania. 2 Jakie jest źródło Twojej wiedzy o strajku? (uczestnik, świadek, relacja innych osób). 3. Jakie motywy skłoniły Cię do czynnego udziału w strajku? 4. Czy miałeś świadomość konsekwencji własnego udziału w s Odpowiedz Link Zgłoś