Gość: Andreas
IP: *.kielce.net.pl
06.04.05, 08:55
No i znowu niewinnego człowieka posadzą za głupotę dziecka i jego ojca. Te
bramki były od 30 lat więc za czasów mojej młodości również były. Na stadion
międzyszkolny chodziłem przez ponad 10 lat (zdarzało się, że dzień w dzień)
Grałem na pozycji bramkarza ale czasami też w ataku. Grałem również w
rozgrywanej lidze piątek. Nigdy nie wydarzyło się nic takiego mimo, że bramki
czasami faktycznie się przewracały ale ... sama z siebie bramka się nie
przewróci jak była dobrze (czyt. stabilnie) postawiona (na płaskim). Jeśli
ktoś się wiesza jak małpa na bramce to nic dziwnego, że się ona przewróci.
Wina ewidentna dzieciaka i jego ojca, że nie zareagował właściwie na wygłup
swojego dziecka. Użytkując bramki zgodnie z przeznaczeniem nie miało prawa
się nic stać. Podkreślam !! Grałem tam ponad 10 lat (ja, moi koledzy,
znajomi, inni ludzie) W szkole podstawowej organizowaliśmy nawet turnieje
(sami czyli dzieciaki po 12-14 lat bez jakiejkolwiek opieki dorosłych),
zdarzało się, że rozgrywaliśmy mecze przez kilka godzin i nigdy powtarzam
nigdy nie wydarzyło się nic. Po prostu każdy widział jakie są bramki i że nie
wolno łapać się za poprzeczkę i huśtać bo bramka spadnie. Przez tyle lat
ludzie potrafili korzystać ze stadionu i nic się nie działo. Aż tu nagle
wielce obrażony tatuś szuka dziury w całym. Za swoją głupotę wini innych. To
nie jest tak, że samo złapanie za poprzeczkę powoduje upadek bramki. Trzeba z
było z pełnym impetem (i brakiem samokontroli) zawiesić się na bramce (a w
zasadzie huśtać) Nie oczerniajmy bogu ducha winnego dyrektora bo to nie on
spowodował śmierć młodego człowieka. To jego bezmyślność. To tak jakby
obwiniać kierowcę samochodu za to, że zabił wybiegającego zza krzaków na
jezdnię dzieciaka. Nie dajmy się zwariować. Rozumiem wielki żal ojca po
stracie syna ale obwinianie innych nie jest najlepszym wyjściem. Może ulży
jemu ale czy krzywdzenie innego człowieka jest fair ???