Dodaj do ulubionych

przesłanie Papieża łączy,przesłanie Papieża dzieli

IP: *.adsl.inetia.pl 10.04.05, 12:53
Znalezłem na jednym z forów niepokojące wypowiedzi, które jednak stają się
obecnie coraz powszechniejsze. Wypowiedzi zawłaszaczające naukę pokoju, jaką
jest dla mnie, człowieka niewierzącego przesłanie Jana Pawła II, dla
realizacji własnych, agresywnych celów. Takie głosy, starające się oprzeć
misję Jana Pawła II wyłącznie o Kościół, czy wspólnotę ludzi wierzących bardzo
szybko doprowadzą do rozbica społeczeństwa znów na dwa przeciwne obozy. I
jedyne co z tego ducha, który zstąpił na nas pozostanie, to zapewno niewielkie
zwiększenie liczby osób wierzących, które powrócą do Kościoła. Tak mnie to
poruszyło, że postanowiłem ruszyć z niniejeszym postem na kilka regionalnych
forów w kraju.
Proszę by - komu starczy cierpliwości by moje zdanie przeczytać - nie tylko
przeczytał, lecz napisał choćby dwa słowa, że się z nim zgadza (albo nie
zgadza wtedy szerszą wypowiedź). Tak byśmy poczuli, że jest nas siła, w co
gorąco wierzę. Pozdrawiam wszystkich.
Ponizej zamieściłem link do tego forum i kopię tego co napisałem w odpowiedzi
na tamtejsze wypowiedzi:

www.nauka-edukacja.p4u.pl/forum.php?page=&pg=2&cmd=show&id=154&category=5

"niestety głosy jak te powyżej napawają mnie obawą. Przyznaję szczerze. Chęć
sprowadzenia przesłania, które niósł Papież, i które po Nim pozostało do myśli
religijnej doprowadzić może wyłącznie do szybkiego wygaśnięcia tego
ducha/Ducha, który wstąpił w serca Polaków, który odczuwam na każdym kroku w
Poznaniu. Na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło. Poznaniacy jak zwykle
zachowują wyuczony dystans do świata zewnętrznego, do siebie na wzajem
zajmując się swymi sprawami. Na wylewność nie ma tu co liczyć, gdyż na nią
nikt sobie nie pozwala nie znając drugiej osoby, dbając by wylewność była
całkowicie autentyczna, nie pozą jedynie. Jednak daje się zauważyć wzmożoną
czujność wobec potrzeb drugiego człowieka. Skończyła się powszechna do
niedawna obojętność wobec chamstwa, wobec czyichś potrzeb. Odnoszę wrażenie,
iż narodziła się spontaniczna potrzeba współistnienia, wspólnoty bardzo
róznych ludzi. Wspólnoty, której polskie społeczeństwo potrzebuje bardziej niż
kiedykolwiek, gdyż teraz znów od pierwszy raz dawna decyduje samo o swych
losach. Teraz Polska potrzebuje pragmatycznej, zachodniej świadomości
współistnienia różnych ludzi i konieczności ich poszanowania, by zmotywować
wszystkich do pracy w imię wspólnoty, raczej niż wschodniego mesjanizmu tak
potrzebnego jeszcze niedawno w czasach Solidarności.

W takiej sytuacji głoszenie, iż konieczna jest odnowa zgodna z Duchem
Chrześciajańskim, iż powołać trzeba "autentyczne stany Nowej Rzeczpospolitej.
Sprawiedliwej w duchu chrześcijańskim, mądrej i silnej,nie tylko gospodarczo.
Aby Polska kierowała się pionowo w myślach transcedentnych, a poziomo w sensie
twórczym" jest - w sposób świadomy, czy nieświadomy - natychmiastowym
tworzeniem barier między Polakami, jest niweczeniem tego wszystkiego co Jan
Paweł nam przekazał i co między nami położył.

Papież doskonale wiedział, że w Polsce w swym nauczaniu nie może odnosić się
wyłącznie do ludzi wierzących, jak to było Jego głównym przesłaniem jako głowy
Kościoła w innych krajach, jeśli chciał by jego przesłanie było dla Polaków
czymś więcej niż chwilową pociechą. A na wywarciu wpływu mu zależało, gdyż na
dobru kraju mu zależało. Ciekawe jaki Papież miał stosunek do choroby toczącej
polski Kościół. Ale to kiedyś rozstrzygną historycy. Papież zdawał sobie
sprawę, że w Polsce nastąpił już proces odchodzenia od Kościoła. Że spuścizną
czasów po komunie jest nasilnie już przedwojennego procesu zeświedczenia
społeczeństwa, że mimo 5% niechrzczonych obywateli, nie utrzymujących
kontaktów z Bogiem jest znacznie więcej, około 25%. Że do tego Kościół
zniechęcił do siebie kolejne 25% Polaków, którzy - jak tylko Kościół przestał
byc ostoją wolności - odeszli w swoje wnętrza i tam pielęgnują kontakt z
Bogiem. Nasiliło się to zjawisko jeszcze po próbie powrotu Kościoła do władzy
po 89 roku. Nagle ludzie, którzy wdzięczni byli Kościołowi za wsparcie w
trudnych czasach, lecz nie czuli z nim takiego silnego związku, poczuli, iż
postawiono ich w zobowiązaniu wobec niego. Jeśli Pani Galwas jest
psychologiem, to wie Pani, że to musiało zostac odebrane
jako perfidna manipulacja, nawet jeśli takiego zamierzenia by nie było. Jan
Paweł wiedział, że najwyżej połowa Polaków czuje w tej chwili związek z
Kościołem, a w mieście zlaicyzowanym jak Poznań, dużo, dużo mniej, gdzie
młodzi ludzie przestają chodzić do Kościoła zaraz, gdy wyprowadzą się z domu
rodzinnego. Dlatego jego nauczanie było uniwersalne, nastawione na łączenie,
na wspólnote mimo różnic. Daleko szerszą wspólnotę niż bazującą na wspólnocie
kościelnej, raczej bazujące w jak naszerszym stopniu na nauce Kościoła, którą
z radością - do granic własnej tożsamości - przyjmuja i ludzie niewierzący,
jak ja.

Dodatkowo obawą napełniły mnie słowa, głoszące podział i niechęć. Czy to ma
coś wspólnego z nauczaniem Jana Pawła? Czy negatywna ocena włodarzy Rosji
jątrzących niechęć w umysły naszych sąsiadów, musi kończyć się odpłacaniem im
tym samym? Skończmy te wschodnie, czy zachodnie niechęci. Czas powrócić do
czasów Mieszka i poszukać w nich wartości porzucając niechęci kresowej Polski,
która umarła raz na zawsze 50 ponad lat temu.

Polacy otrzymali w Karolu Wojtyle dar. Bez wątpienia. Teraz musimy się
zastanowić, czy ten dar to raptem lekarstwo na nasze choroby, w wyniku którego
podniesiemy się z mar, czy też rozwiązanie wszystkich problemów. Wydaje mi
się, że zdecydowanie to pierwsze. Obecność Papieża pozwoliła zjednoczyć
Polaków wokół wartości uniwersalnych, ale nie jest w żadnym razie rozwiązaniem
jakiegokolwiek problemu, które w poszanowaniu odmienności musi polskie
społeczeństwo samo sobie dopiero wypracować".
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka