Gość: Filip
IP: *.169-96-207.sherb.mt.videotron.ca
21.07.05, 05:12
USA: Polski bratobój
Na rynku boksu zawodowego dzisiaj licza się murzyni, Meksykanie, a sposród
bialej rasy wsciekle walcza tylko Polacy i Ukraincy. Ostani bialy, wielki
bokser umarl w latach 60 XX wieku. Wtedy boks byl zabawa bialych, bo naiwnym
jest twierdzic, ze tu liczy sie jedynie sila i technika. Historia boksu to
równiez historia cywilizacji, gdzie polityka i poszerzenie wolnosci rasy
czarnej odcisnęły pietno na tym sporcie.
13 sierpnia mamy kolejna okazje by stac sie swiadkami komedii sportowej, z
udzialem juz nie jednego Polaka, ale tym razem dwóch pólglówków rodem znad
Wisly. Sport sportem, polega na wysilku fizycznym i rywalizacji czlowieka z
innym czlowiekiem. Nic w tym zlego. Ale co jest zaskakujace, to wybuch
spolecznej psychozy wokól pojedynku dwóch oferm sportowych na polonijnym
rynku w Chicago. Obaj bohaterowie maja przeciez na swoim karku sromotne
porazki na ringach i w normalnych warunkach powinni odejsc w niebyt historii
sportu. Jednak nieczyste zagrania pana boksera G. przekladaja sie równiez na
jego stosunek do kariery. Jest jakims kuriozum fakt, ze ten uciekjaco-
faulujacy Polak ciagle jest maskotka, która przynosi zysk promotorom boksu.
Moze negatywne instynkty sa tak pozadane w tym wysterylizowanym swiecie. W
epoce brutalnosci bezposredniej honor i duma mialy swa cene. Dzisiaj dobrze
chyba jest importowac zle instynkty na grunt sztucznie aranzowanych widowisk
artystyczno-sportowych. Wydarzenie pojedynku Salety i Goloty podsycane przez
polonijne media, zwlaszcza przez pewna telewizje i radio, po raz kolejny
kreowane jest na super wydarzenie. A prosze mi powiedziec, cóz takiego moze
byc super w bratobójczej walce ku uciesze jednego czarnoskórego, który
zweszyl biznes i eksploatuje, raczej niskie instynkty Polaków, by pomnazac
kapital królestwa „Kinga” boksu. Jedyna pozytywna strona tego zdarzenia jest
to, ze obaj panowie, którzy w United Center skrzyzuja rekawice nie beda sie
naparzac na jakims warszawskim lub sopockim parkingu, tylko uczynia to na
oczach ludu spragnionego krwi i sedziów, nad których uczciwoscia postawic
nalezy znak zapytania.
Jak widze scenariusz tej bratobójczej walki? Stanie naprzeciw siebie dwóch
wyrosnietych osilków, beda sie bic o pietruszke, a swiat na nich popatrzy i
pomysli, co za bęcwały polskie. Opinia amerykanska tylko potwierdzi wlasne
mniemanie o Polakach, ze to zawzieci, prosci ludzie o niskim poczuciu honoru
i marnej dbalosci o wlasny wizerunek. Polonii powinno, tak jak w
przypadku "ściany płaczu", zalezec na uniknieciu tej walki, przynajmniej
tutaj. Ale chyba wydaje sie, ze tutaj w Chicago jest podatny grunt na takie
wydarzenia. W kontekscie ogromnego nasycenia zlymi tresciami zycia
spolecznego polonijnego Chicago, wydarzenie to widziane jest jako pozadane i
calkiem rozrywkowe. Ile mozna scierpiec wstydu?
Celestyn Krawężnik
Nadesłał Sylwester Szczygieł, USA, 20 lipca 2005 r.